Harry
El pozwoliła przemówić sobie do rozsądku. Początkowo była zła, że ośmieliłem się ją pouczać, ale później dotarło do niej jak wielki popełniła błąd. Zdecydowała, że po zakończeniu wakacji wyjedzie na krótki “odwyk” do Szwajcarii. Uważałem, że to dobry pomysł. Będzie miała okazję porozmawiać z ludźmi, którzy są w podobnej sytuacji. Będzie mogła wypytać o wszystko specjalistów, którzy zapewnią jej fachową opiekę. Louis miał rację. Wyglądała naprawdę fatalnie. Nie dziwię się, że się martwił. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo popełniać błędy. Porażki czynią nas silniejszymi. Jestem pewien, że Eleanor sobie poradzi. Wewnątrz jest naprawdę silną osobą. Louis należycie się nią zajmie, gdy wrócę do Francji. Musi mi to obiecać, bym przesadnie się nie zamartwiał. Przywiązałeś się do tych ludzi, Styles, to do Ciebie takie niepodobne. Uśmiechnąłem się do swoich myśli i zszedłem do kuchni. Za kilka chwil przyjdzie po mnie Niall. Obiecałem mu wspólny wypad na lody. To niesamowite, że to już trzeci poniedziałek. Czas mknie do przodu naprawdę nieubłaganie. Liam znowu przesiadywał u Danielle. Dawno jej nie widziałem, mam nadzieję, że czuje się znacznie lepiej. Po krótkiej chwili usłyszałem dzwonek do drzwi. Uchyliłem je ostrożnie, by przywitać blondyna czułym uśmiechem.
- Witaj. Możemy iść, jestem gotowy. - Niall skinął lekko głową i odwzajemnił mój uśmiech. Wyglądał niezwykle promiennie. Miał na sobie zieloną koszulkę, która znacząco podkreślała jego piękne oczy. Nigdy dotychczas nie widziałem tak zjawiskowych tęczówek.
- Jak się masz? - spytał cicho, zerkając na mnie niepewnie. Był odrobinę skrępowany?
- Dobrze, dziękuję. A Ty? - zwróciłem twarz w jego stronę, a on tylko spuścił wzrok i wzruszył lekko ramionami. Przystanąłem na moment i dotknąłem dłonią jego ramienia. Zadrżał. - Coś nie tak?
- Jest okej. - szepnął i na moment spojrzał w moje oczy. Zapomniałem o oddychaniu, toną bezwarunkowo w tych lazurowych tęczówkach. Chłopak zaśmiał się cicho dostrzegając, ze gapię się na niego nazbyt przesadnie. Poczułem coś dziwnego. Jakieś.. napięcie pomiędzy nami. Coś na kształt chemii.
- Słyszałem, że jesteś Irlandczykiem. - powiedziałem z zaciekawieniem, a blondyn skinął głową. Byłem ciekaw dlaczego mieszka w Londynie. To miasto nie miało w sobie żadnego specjalnego uroku.
- Poznałem Liam’a na obozie, jakiś czas temu. Postanowiłem, że kiedy już się usamodzielnię, zamieszkam jak najbliżej niego. - uśmiechnąłem się mimowolnie, analizując jego wypowiedź. Był najsłodszym facetem, jakiego kiedykolwiek poznałem. Cenił przyjaźń, to wspaniałe.
Reszta przedpołudnia minęła bardzo szybko. Niall uśmiechał się coraz częściej, co sprawiało mi radość. Cieszyłem się, że jest mu przy mnie dobrze. Lody smakowały jak zazwyczaj, inaczej niż w Paryżu, ale chyba już do tego przywykłem. Czy to oznacza, że będąc we Francji przyjdzie mi tęsknić za brytyjską wersją tego przysmaku? Coś równie absurdalnego nigdy nie przyszłoby mi do głowy. Wróciłem do domu w porze obiadowej. Ciocia czekała na mnie z masą jedzenia, które jak co dzień starała się we mnie wepchnąć. Nie przywykłem do takich porcji. Liam wyglądał na uradowanego, gdy Alice podała mu jego ulubioną zapiekankę. Byli naprawdę cudowną rodziną. Prawda, czasem mieli problemy, ale kto ich nie ma? Zatęskniłem za mamą. Słyszałem jej głos zaledwie wczoraj, gdy dzwoniła by opowiedzieć mi co dzieje się w stolicy Francji. Pokochałem Londyn, ale wiem, że powrót do domu da mi szczęście. Moje miejsce jest tam, u boku najukochańszej kobiety, jaka kiedykolwiek stąpała po tej ziemi.
Louis
Pomyślałem, że Harry powinien zobaczyć coś poza wielkimi budynkami. Zawiozę go w miejsce, które na pewno go zaskoczy. Pytanie tylko, czy będzie miał ochotę? Bywa taki uparty. Kończyłem właśnie swoją porcję makaronu z warzywami, gdy telefon w mojej kieszeni począł nucić irytującą melodyjkę. Wyjąłem go pośpiesznie, by odczytać wiadomość. ” Interwencja Harr’ego jak najbardziej na plus. Przepraszam Cię za moje zachowanie. Dam radę, wiesz, prawda? Tęsknię.” Uśmiechnąłem się jak głupek. A więc Harry spisał się na medal. Muszę mu podziękować. Eleanor była dla mnie jak.. jak część mnie. Nikogo innego nie traktowałem w ten sposób. Za nią dałbym się po prostu pokroić, bo była tego warta. Po obiedzie wyszedłem z domu, by pomęczyć swoją obecnością Francuza. Zdążyłem się za nim stęsknić. Za nim i za tym jego bezczelnym uśmieszkiem, który równocześnie mnie bawił i irytował. Przed domem natknąłem się na Liam’a, który oznajmił, że Harry spędza czas na poddaszu. Zapewne malował. Przeszło mi przez myśl, że nie powinienem mu przeszkadzać, ale ochota na rozmowę z nim była silniejsza. Wspiąłem się po schodach i powoli nacisnąłem na klamkę drzwi, prowadzących do jego sypialni. Stał przy otwartym oknie, tyłem do mnie. Palił papierosa. Nie lubiłem tego nałogu, zawsze uważałem palenie za coś aroganckiego, ale w jego wykonaniu to było takie.. delikatne, spokojne, dobre. Podszedłem, zważając na każdy krok. Stanąłem tuż za nim i oparłem dłonie na parapecie, delikatnie opierając się klatką piersiową o jego plecy. Zerknął tylko na moją twarz, po czym podsunął pod moje usta tlącego się papierosa. Skrzywiłem się odruchowo, ale już po chwili zacisnąłem wargi na filtrze i delikatnie się zaciągnąłem.
- No proszę. - Harry odwrócił się przodem do mnie i przyjacielsko poklepał moje ramię. - Będą z Ciebie ludzie, Tomlinson. - pokręciłem głową z uśmiechem i powędrowałem za nim spojrzeniem, gdy się ode mnie odsunął.
- Eleanor się odezwała. Jestem Ci bardzo wdzięczny. - powiedziałem spokojnie, po czym delikatnie przymknąłem okno. Powietrze było naprawdę chłodne. Styles zaciągnął się po raz ostatni i uwolnił z ust gęstą dawkę dymu. Zgasił papierosa na blacie drewnianej szafki nocnej.
- Nie ma za co. - wzruszył tylko ramionami i wykrzywił wargi w coś na kształt uśmiechu. Usiadłem obok niego i cicho westchnąłem. Nie był w zbyt dobrym nastroju, czułem to. Bałem się, że odrzuci moją propozycję, a nie wiedzieć czemu, bardzo zależało mi na tym by go na trochę “porwać”.
- Wiesz.. myślałem o czymś. Jest takie miejsce, kilkadziesiąt kilometrów od Londynu, w które chciałbym Cię zabrać. Pozbawione miejskiego hałasu i ludzkiej ingerencji. Mógłbyś coś namalować, wyciszyć się. - szatyn uważnie przyglądał się moim wargom, ja gdyby to nie słowa do niego docierały. Zdawał się czytać wszystko z ruchu moich ust. To było.. krępujące, a jednocześnie niezwykle miłe.
- Jutro? - spytał krótko, a ja skinąłem głową na potwierdzenie. - W porządku. - wzruszył ramionami i spojrzał w stronę okna. Jasna firanka delikatnie się zakołysała. Byłem ciekaw, o czym myśli.
- Coś nie tak, Harry? Jesteś tu ze mną, a myślami? - chłopak na powrót zerknął na moją twarz i lekko się uśmiechnął. Te dwa urocze dołeczki w jego policzkach dodawały mu uroku. Miał anielską buzię i iście diabelski charakterek. Interesujące połączenie.
- Wybacz. Myślę o wszystkim i o niczym. - widziałem w jego zielonych tęczówkach odrobinę smutku, ale nie zamierzałem o to pytać. Być może nie ufał mi na tyle, by powierzać mi swoje troski? Czasem przeceniałem własną wartość.
Niall
Harry jest cholernym manipulatorem. Działał na mnie w sposób, którego dotychczas nie znałem. Zdawało mi się, że siedzi w mojej głowie i bez skrupułów czyta każda moją myśl, nawet tę najskrytszą. Czułem się przy nim swobodnie, ale nie potrafiłem nie myśleć o nim jak o kimś doskonałym. Nie zależało mi na jego sympatii. Nie pragnąłem poznać jego wad i zalet. Podobał mi się jako facet i pozwoli traciłem nad tym wszystkim kontrolę. On wyjedzie, a ja zostanę tutaj z pieprzonym niedosytem. Chłopak miał w sobie coś, co przyciągało do niego ludzi. Coś wewnątrz, coś czego nie dało się dostrzec oczyma. Byłem nim zafascynowany. Wszystkim, dosłownie wszystkim co z nim związane. Dzisiejszy wypad na lody był bardzo przyjemny. Zerknąłem na wyświetlacz swojego telefonu i cicho westchnąłem. Liam miał być u mnie 15 minut temu. Ten facet zawsze się spóźnia, a ja zawsze mu to wybaczam. Mam zdecydowanie za dobre serce. Uśmiechnąłem się szeroko, gdy do moich uszu dotarł dzwonek do drzwi. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem, by otworzyć. Widząc, ze to szatyn, rzuciłem się na niego i uwiesiłem na jego szyi. Liam jęknął tylko przeciągle.
- Tęskniłeś? - spytał ze śmiechem, delikatnie obejmując mnie w pasie. Uwielbiam go męczyć swoją bliskością. Robiłem to przy każdej okazji.
- Nie? - zaśmiałem się głośno i odkleiłem od jego torsu, by mógł swobodnie zaczerpnąć powietrza. Już po chwili wciągnąłem go do swojego pokoju. Uwielbiałem jego towarzystwo. Był dla mnie jak brat.
- Jak było z Harr’ym? - spytał spokojnie, zajmując miejsce na małej, niebieskiej sofie. - Dał Ci popalić?
- Skądże. Było bardzo miło. - kąciki moich ust lekko się uniosły, a Liam odetchnął z udawaną ulgą. Rzuciłem w niego pluszową maskotką. Powinienem mu powiedzieć, że zdecydowanie lecę na jego kuzyna?
Zayn
Wyszedłem na balkon, by zapalić. Władały mną sprzeczne uczucia. Kochałem Perrie. Była moim własnym, subtelnym i delikatnym oderwaniem od rzeczywistości. Była lekiem na każde zło. Jej kruchość była osłodą. Kochałem ją za ten przesadny nieraz makijaż i zbyt krótkie sukienki. Kochałem ją, bo potrafiła przybiec do mnie w środku nocy tylko po to, by powiedzieć że tęskni. Teraz była kimś, kto budził moja odrazę. Pisała do mnie każdego dnia. Przepraszała, starała się wszystko wyjaśnić. Jak można uzmysłowić ukochanej osobie, że jest się świadomym popełnionego błędu, za pomocą sms’ów? Owszem, nalegała na spotkanie, ale chyba nie potrafiłbym spojrzeć jej w oczy. Zakochałbym się, ponownie. Głupi, naiwny Zayn. Wierzyłem, że jestem tym jedynym. Że jestem dla niej kimś wyjątkowym. Pozostało mi wrócić do wizerunku skurwiela. Najgorsze co można zrobić to otworzyć przed kimś serce. Zakląłem pod nosem, kończąc papierosa. Jego dym upajał moje ciało. Zmysły pozostawały w fatalnym stanie. Nie miałem na nic ochoty. Czułem się jak gówno. Zazwyczaj to ja bawiłem się ludzkimi uczuciami. To ja byłem górą. Nie wierzyłem, że mała, wątła blondynka będzie w stanie zniszczyć mój świat. Koniec z miłością, Malik. Od teraz tylko przelotne romanse, nic poza tym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz