Eleanor
Tuż przed godziną ósmą obudził mnie mój natrętnie wibrujący na blacie szafki telefon. Wsparłam się na łokciach, po czym leniwie sięgnęłam po niego dłonią. Na ekranie migotało krótkie “Liam”. Ziewnęłam przeciągle, zanim nacisnęłam zieloną słuchawkę. Jeśli to nic ważnego, to najzwyczajniej w świecie go uduszę.
- Słucham. - szepnęłam cicho i powoli zsunęłam nogi z jasnego prześcieradła. Odruchowo poczęłam szukać stopami puchatych kapci.
- Wstałaś? - jego ciepły głos odbił się echem w mojej głowie, a ja o mało co nie wybuchnęłam śmiechem. Ten chłopak to ma tupet, ale chyba za to tak bardzo go uwielbiam. Jest cudownym przyjacielem.
- Nie? Możesz mi łaskawie powiedzieć co się dzieje? - stanęłam na równego nogi i spojrzałam w stronę wciąż zasłoniętego okna. Przeciągnęłam się leniwie, na krótką chwilę odsuwając telefon od ucha. Odsłoniłam morelową zasłonę i uśmiechnęłam się mimo woli. Właściwie.. mamy całkiem piękną pogodę, jak na Londyn. Takie dni są przyjemnym zaskoczeniem.
- Mam dla Ciebie misję, El. - zabrzmiało całkiem poważnie. Sposób w jaki Payne potrafił intonować głosem czasem wprawiał mnie w osłupienie i często nie wiedziałam, czy stroił sobie żarty, czy miała na myśli coś poważnego. - Spędzisz trochę czasu z Harrym?
-Ja? Dziś? - nie wiedzieć czemu, byłam odrobinę zaskoczona. Harry był bardzo miły i tak nienagannie się uśmiechał. Po pierwszym spotkaniu odniosłam wrażenie, że nie ma w nim nic z typowego artysty. Był taki ciepły i spokojny. Spodziewałam się raczej kogoś bardziej humorzastego z wielkim ego.
- Ja niestety nie mam czasu, a nie chciałbym by spacerował po mieście sam. Chyba się martwię. - byłam pewna, że Liam w tej chwili uśmiechnął się delikatnie, więc i ja uniosłam kąciki ust do góry. No cóż, przedpołudnie z Francuzem? Dlaczego nie.
Zbiegłam do kuchni, gdzie mama czekała już na mnie z kawą. Przywitałam ją soczystym buziakiem w policzek i od razu przycisnęłam wargi do porcelanowego brzegu filiżanki. Moja rodzicielka wiedziała o mnie wszystko. Nie miałyśmy przed sobą tajemnic. Była moją najlepszą przyjaciółką. Zajęłam miejsce naprzeciwko niej, przy małym okrągłym stoliku. Byłam pewna, że wytknie mi mój nazbyt dobry humor. Zazwyczaj rano chodzę jakby mój mózg był wyłączony.
-Jakie plany na dziś? - spytała podejrzliwie i na krótką chwilę utonęła spojrzeniem w jakimś mało interesującym artykule. Nie potrafiła pić porannej kawy bez uprzedniego przejrzenia gazety. Uśmiechnęłam się leciutko i i przeczesałam palcami gęste włosy..
- Liam poprosił, bym dotrzymała towarzystwa jego kuzynowi. Wrócę na obiad, a wieczorem sesja, pamiętasz? - mama skinęła głową i spojrzała na mnie uważnie. Jej wzrok bywał natrętny.
- Nie miałaś się przypadkiem spotkać z Louisem dziś wieczorem? Grają w kinie ten film, na który oboje chcieliście pójść. - kobieta dotknęła opuszkiem palca wskazującego małe zdjęcie w rubryce dotyczącej kina. Faktycznie, długo czekaliśmy na premierę, ale nie mogę przełożyć zdjęć. Lou zrozumiał. Powiedział, że wyskoczymy na jakiś popremierowy pokaz.
- Nie dostanę drugiej takiej szansy, mamo. W Wielkiej Brytanii jest o wiele więcej ładniejszych dziewczyn, które mogą pozować, nie mogę odrzucać ofert. - westchnęłam i pospiesznie dopiłam ostatek ciemnej kawy.
Wróciłam do swojego pokoju, by tam wyjąć z szafy dopasowane rurki i zwiewny, delikatny sweter w kolorze nude. Słońce bywa zdradliwe, nigdy przesadnie nie ufałam pogodzie w tym mieście. Wrzuciłam do czarnej torebki portfel, telefon i klucze. Zamknęłam się na moment w swojej łazience, by ułożyć włosy w niechlujny kok i wykonać lekki, dzienny makijaż. Musnęłam policzki odrobiną różu i podkreśliłam rzęsy maskarą. Założyłam białe trampki i nasunęłam na nos okulary. Jestem ciekawa, co Harry chciałby zobaczyć bo jak dla mnie.. Londyn to miasto jak każde inne. Nie dostrzegam w nim żadnego specyficznego uroku. Jest po prostu zabiegane.
Po krótkiej chwili spaceru znalazłam się pod domem Państwa Payne. Harry siedział na małych schodkach tuż przed wejściem do domu. Palił papierosa. Gdy tylko mnie zobaczył, podniósł się powoli i ruszył w moją stronę, uprzednio rzucając niedopałek na chodnik.
- A więc to Ty będziesz moją przewodniczką? Nie wiedziałem kogo się spodziewać. - chłopak uśmiechnął się delikatnie i objął mnie ramieniem. Oprócz dymu tytoniowego poczułam bardzo przyjemny zapach perfum. Miał na sobie czarne jeansy, bladoróżowy t shirt i granatową marynarkę. Wyglądał nad wyraz dojrzale.
- Tak, nie jestem tylko pewna co chciałbyś zobaczyć. Może.. po prostu pójdziemy na kawę? - Harry spojrzała na mnie uważnie i zamyślił się na moment.
- Dobrze. Pokażesz mi gdzie serwują najlepsze lody? - skinęłam tylko głową na jego pytanie. Już po chwili ruszyliśmy chodnikiem wzdłuż płotów pobliskich domów. Harry był interesujący. Jego wygląd, sposób w jaki odgarniał włosy z czoła. Wszystko było jak gdyby aktorsko dopracowane, a z drugiej strony był najbardziej naturalną osobą jaką udało mi się poznać, zaraz po Niallu.
Harry
Wolałbym spędzić przedpołudnie sam. I nie, nie narzekałem na wybrane przez kuzyna towarzystwo, ja po prostu nie przywykłem do spędzania czasu z kimkolwiek. Poniekąd obiecałem sobie, że te wakacje będą bardzo inne, będą bardziej rzeczywiste. Obiecałem sobie, że wrócę do Francji z masą wspomnień związanych przede wszystkim z ludźmi. Muszę poszerzać swoje horyzonty, nawet wtedy kiedy rozum podpowiada mi coś zupełnie sprzecznego. Sęk w tym, ze lubię samotność. Eleanor wyglądała ślicznie. Jej styl nie był nadto wybujały, emanowała sporą dozą subtelności. Była podobna do Louisa. Zerknąłem w jej stronę zastanawiając się, o czym myśli. Wychwyciła mój natarczywy wzrok i lekko się uśmiechnęła.
- Więc, Harry.. jacy są Francuzi? - spytała cicho, odruchowo poprawiając małą torebkę wiszącą na jej ramieniu. Pokręciłem głową, starając się ukryć rozbawienie. Byłem ciekaw jakie chodzą o nas plotki.
- Myślę, że przede wszystkim otwarci. Na wszystko. Może czasem nazbyt uczuciowi i wrażliwi. Innym razem chamscy i nieokrzesani. Wszyscy jesteśmy ludźmi i nie sądzę, by kraj w którym żyjemy miał aż tak wielki wpływ na nasze charaktery. - dziewczyna westchnęła spokojnie dając mi do zrozumienia, że moja odpowiedź w pełni ją usatysfakcjonowała. - Opowiesz mi jaka jest.. Eleanor? - dziewczyna zaśmiała się cicho i spojrzała na profil mojej twarzy.
- Niecierpliwa perfekcjonistka. Staram się brnąć w to, co lubię. Praca początkującej modelki daje mi spełnienie. - wzruszyła wątłymi ramionami, po czym lekko szturchnęła mnie w bok. - Tutaj. Mają chyba wszystkie smaki, chodźźź. - ujęła między palce rękaw mojej marynarki i pociągnęła mnie za sobą do wnętrza przytulnej kawiarenki. Ściany były skąpane w przyjemnym dla oka fiolecie. Małe stoliki odwracały uwagę od przesadnie nowoczesnych obrazów zdobiących ściany. Niska blondynka stała za jasną ladą, uśmiechając się do nas serdecznie. - Jaki smak, Harry?
- Mięta. - powiedziałem pewnie, zachrypniętym nieco głosem. - Jak w każdy poniedziałek. - dodałem po chwili nieco ciszej, po czym podwinąłem rękawy ciemnej marynarki aż pod same łokcie. Eleanor podała mi dwa wąskie pucharki z zielonym deserem. To zabawne, ze zdecydowała się na ten sam smak co ja. Usiadłem przy jednym z wolnych stolików. Gdy dziewczyna zajęła miejsce na przeciwko, spojrzałem na nią bez skrępowania.
- Co z miłością? - spytałem spokojnie, przez cały czas patrząc w jej brązowe tęczówki. Zawstydziła się, ale nie zamierzała tego ukrywać. Zaimponowała mi tą nikłą dozą odwagi.
- Cóż.. nie mam na nią czasu? - zdjęła brązowe okulary i delikatnie uniosła ku górze brwi. Nie brnąłem dalej w ten temat. Louis mógłby mieć mi za złe, ze staram się jakoś miedzy nich wejść. Są dorośli, poradzą sobie, prawda? Ująłem w dłoń długą, srebrną łyżeczkę by skosztować ulubionych lodów. Ku mojemu zdziwieniu smakowały zupełnie inaczej, a moje podniebienie zaczęło się buntować.
- Emm.. brakuje mi tutaj odrobiny prażonych migdałów. - westchnąłem cicho, a szatynka uśmiechnęła się czule.
Zayn
Wyszedłem na taras, by uraczyć policzki odrobiną słońca. Przyjemne ciepło otuliło moją skórę, przyprawiając mnie o natychmiastowy uśmiech. Wsunąłem między wargi papierosa i szybko go odpaliłem. Perrie wybrała się razem z Dan na zajęcia taneczne. Uważam to za totalne marnowanie czasu, ale kto zrozumie kobiety? Lou poprosił, żebym zarezerwowała dla niego wieczór. Miał bilety do kina. Swoja drogą to dziwne, że El nie chciała z nim pójść. Te głupie sesje zdjęciowe pochłaniają całą jej uwagę. Jest rozsądna, ale czasem podchodzi do tego zbyt poważnie. Po krótkiej chwili słońce zaszło, a powietrze automatycznie zrobiło się chłodniejsze. Niebo pokryło się warstwą różowych chmur. Piękny dzień, stolico, naprawdę piękny dzień. Wszedłem do domu i przemknąwszy przez kuchnie dotarłem do swojej sypialni. Zmieniłem koszulkę i szybko poprawiłem włosy. Seans jest bodajże o 19. Zdążę jeszcze przywitać się z panią Tomlinson, a nuż poczęstuje mnie swoim cudownym ciastem? Wyszedłem z domu i szybki krokiem ruszyłem ulicą, na której znajdował się dom Louisa. Szatyn czekał na mnie na podwórku. Wymienił kilka ostatnich zdań z mamą i podszedł, uśmiechając się od ucha do ucha. Cały Louis. Nieważne jak bardzo podły miałby dzień, na jego wargach przez cały czas malował się uśmiech. Był bardzo pozytywną jednostką. Czasem mu tego zazdrościłem.
- Już idziemy? Kino jest dwa kroki stąd, mamy jeszcze ponad godzinę.. - stęknąłem z niezadowoleniem uświadamiając sobie, że pachnące ciasto przemknęło mi koło nosa.
- Musimy jeszcze kogoś zgarnąć pod nosem. - wsunął dłonie do kieszeni karmelowych spodni, po czym mocno zaciągnął się świeżym powietrzem. Nie spodziewałem się, że ktoś jeszcze z nami pójdzie.
- Eleanor jednak znalazła chwilę?
- Nie, niestety nie. Natknąłem się na Harr’ego podczas powrotu do domu. Spytałem, czy miałby ochotę pójść. Zgodził się bez wahania. - no tak, zapomniałem, ze mamy w swojej grupie nowy nabytek, którym ( jak stwierdził Liam ) należy się zająć. Nie było mi to na rękę, chłopak wydawał mi się odrobinę dziwny.
Harry
Nigdy nie przywiązywałem zbyt wielkiej wagi do znajomości z kobietami. Uważałem jednak, że każda jest na swój sposób piękna i interesująca. Nie udało mi się niestety znaleźć w Paryżu takiej, która rozumiałaby mnie bez słów. Czyżbym oczekiwał od ludzi zbyt wiele? Nie pragnąłem nikogo zmieniać, czasem tylko łudziłem się, że są na tym świecie ludzie choć po części tacy, jak ja. Eleanor jest przede wszystkim urocza. Zupełnie zwyczajna, a zarazem taka tajemnicza i oryginalna. Te kilka chwil spędzonych w jej towarzystwie utwierdziło mnie w przekonaniu dlaczego to właśnie ona namieszała w głowie Louisowi. Była bardzo dziewczęca. Potknąłem się o dywan. Zakląłem po francusku, na co ciocia skarciła mnie spojrzeniem. Często zapominam, że mieszka w tym domu osoba, które zna mój język i powinienem po prostu uważać. Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Byłem pewien, ze to Louis i Zayn, więc zagarnąłem w dłoń swój portfel i wyszedłem. Przywitałem się z nimi uściskiem dłoni i zeskoczyłem z kilku małych schodków. Znaczną część mojej uwagi pochłonął brunet, który przyglądał mi się z odrobiną.. złości? Nie jestem najlepszy w odczytywaniu ludzkich emocji, zwłaszcza, jeśli mowa o ludziach których nie znam.
- Liam jeszcze nie wrócił? - Louis spojrzał w moją stronę, wykrzywiając wargi w subtelny uśmiech. Wydawał się emanować najczystszego rodzaju szczęściem. Nie wiedzieć czemu zapragnąłem poznać powód owej radości.
- Nie, nie wiem gdzie się podziewa. - wzruszyłem ramionami, starając się dotrzymać kroku dwóm pozostałym chłopakom. Szczerze powiedziawszy, nie wiedziałem nawet na jaki film idziemy. Zgodziłem się, bo.. Louis wlepił we mnie swoje błękitne tęczówki. Uniosłem spojrzenie na niebo. Widok Księżyca w pełni odrobinę mnie zaskoczył. Wisiał bardzo nisko, rozświetlał całe, wciąż jeszcze lazurowe niebo. Zatęskniłem za czymś, czego tak naprawdę nigdy nie doświadczyłem. Nagle poczułem, że zatracam się w czymś, co zawsze było mi obce. To jak ukłucie igły. Bezbolesne, ale warte wspominania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz