*********************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************
***************************************************************************
*****************************************************************************************
To nie było tak, że Zayn miał jakieś obawy przed porozmawianiem z kimś. Wręcz przeciwnie. dzielał się w szkolnym klubie teatralnym, śpiewał czasem w chórze, a także należał do samorządu szkolnego. Miał w sobie mnóstwo energii, a zapoznawanie nowych ludzi było dla niego przyjemnością. To nie jego wina, że był cyklotymikiem* i czasem nic nie było takie proste na jakie mogłoby się wydawać. Miał przecież wielu znajomych i, o dziwo, nikt się nad nim nie znęcał, jak to bywa, gdy ktoś się zbytnio wychyla w kwestiach ‘kulturowych’ w szkole. Miał szczęście i… i na tym jego powodzenie się kończy, ponieważ miał swój słaby punkt. I był nim, nie kto inny jak gwiazda szkolna w piłce nożnej, Niall Horan.
Malik miał na jego punkcie słabość. Chociaż, nie… To nie była słabość, a maleńka obsesja. (Zayn wcale nie znał na pamięć jego rozkładu dnia, oraz nie podglądał go podczas jedzenia na szkolnej stołówce czy w innych miejscach. To byłoby żałosne.) Oczywiście, że Zayn tak nie uważał, ale mówił tak Louis, jego kumpel, który uważał, to za stosunkowo słodkie. Mulat oczywiście, że nigdy by się do tego nie przyznał. Nie mógł dać satysfakcji Tomlinsonowi, prawda?
Zayn, naprawdę miał czasem dość. To nie tak, że Horan był zły - broń boże! Tutaj chodziło, o to, że za każdym razem gdy tylko te farbowane blond włose dziecie pojawiało się w zasięgu wzroku, czy też słuchu Zayna, ten miał problemy. Na przykład, gdy chciał powiedzieć ‘cześć!’ jemu (bo wreszcie zdobył się na odwagę) to wpadł na dyrektora szkoły, który trzymał w dłoniach kubek z gorącą kawą. To mogłoby być zabawne gdyby nie fakt, że musiał doprowadzić do porządku salę od zajęć artystycznych po pierwszoroczniakach. Przez trzy tygodnie. Horror.
Innym razem, na stołówce szkolnej, gdzie Mulat wcale nie przyglądał się Horanowi, jak odchodzi z gracją od lady, poślizgnął się na mokrych kafelkach. W sensie, Zayn wywinął orła, a nie Niall, bo blondyn byłby na to zbyt idealny. Oczywiście, że wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, iż tacka, należąca do Malika, wypadła mu z rąk. Tak, pamięta to dokładnie, bo jego napój wylądował na najbardziej agresywnym gościu pod słońcem. Jest jednak plus tego zdarzenia, mianowicie nigdy nie przypuszczał, że umie tak szybko biegać. A musiał używać swojej siły nóg przez bliską godzinę dookoła budynku. To byłoby zabawne gdyby nie dotyczyło jego osoby, a na przykład Tomlinsona.
Chłopak powinien się przestać łudzić, że będzie mógł normalnie przejść, spojrzeć czy odezwać się do Horana. Za każdym razem wpadał w większe kłopoty, ale nie sądził, że to przez niego. Po prostu był niezdarny.
2.
Szkolny korytarz był… pełny ludzi. Co chwilę ktoś coś mówił do Zayna, no bo rola zastępcy przewodniczącego szkoły zobowiązuje, ale chłopak uparcie to ignorował. Był wściekły na siebie, że po raz kolejny zrobił z siebie kretyna przy Niallu. On przecież chciał wejść, jak cywilizowany człowiek, po schodach do gmachu budynku. Jednak gdy mijał tego mniejszego chłopaka, poczuł jego perfumy i zobaczył jego uśmiech, a następnie usłyszał jego głos “cześć, Zayn!” i prawie zabił się spadając ze schodów. Dobrze, że był dopiero na drugim schodku, i upadek nie byłby tak bolesny (przynajmniej teoretycznie).
- I kiedy mu powiesz? - odezwał się głos Tomlinsona centralnie koło jego prawego ucha. Gdy tylko się odwrócił zobaczył twarz Louisa, więc się przestraszył i walnął czołem w metalowe zamknięcie od szafki. - Kurde, Zee, od kiedy jesteś taki strachliwy?
- LouLou… - zaczął zmęczonym tonem Zayn, gdy tylko jedną ręką próbował wyjąć swój podręcznik do Języka Angielskiego. Oczywiście, że owa książka upadła mu na stopę. Gdy po nią się schylał usłyszał ponownie ten głos. Logiczne jest też to, że książka, którą trzymał już w ręce, ponownie mu upadła na stopę.
Kurwa, przeklnął w myślach, a po chwili Malik spojrzał prosto w najcudowniejsze oczy jakie tylko widział.
- Cześć Zayn - powiedział głos, a gdy tylko Malik zerknął na właściciela tego cudownego głosu poczuł jak serce podchodzi mu do gardła, a ślina przestaje być produkowana. A niech to jasny chuj… pomyślał jak zawsze, w takiej sytuacji, optymistycznie Malik
- Cz-zeeeść Nia-a-all - odpowiedział, delikatnie się jąkając, Zayn.
- Chciałem spytać, czy wszystko z Tobą okey, po tym, jak nie miło upadłeś przed szkołą, ale widzę, że jesteś cały i zdrowy, prawda? W ogóle, przepraszam, że cię wystraszyłem, to zdecydowanie nie było chcący, ale, hej, ja znam zasady pierwszej pomocy, jakoś dalibyśmy sobie radę, co nie? Więc… jesteś cały, tak? - spytał Niall uśmiechając się promiennie do prawie równego sobie chłopaka.
Jeśli Horan myślał, że Malik się nie zaczerwieni to grubo się mylił, bo gdyby Zayn nie miał ciemnej karnacji, prawdopodobnie przypominałby pomidora w sosie pomidorowym z dodatkiem pomidorów. W skrócie: byłby bardzo, ale to bardzo czerwony.
Jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek powiedziałby mu, że będzie stał z Niallem Horanem, który się o niego martwił kazałby takiej osobie szukać szóstej klepki. A najlepiej, od razu, wszystkie klepki niech odnajdzie.
- J-ja, ta-a-ak, jeste-eem cały - odparł ponownie Mulat, na co Horan uśmiechnął się jeszcze szerzej, a następnie wyciągając swoją dłoń (Zayn w tym momencie wcale nie wyobraził sobie tego, jak te palce zaciskają się na jego penisie, no skąd) i poczochrał włosy Malika.
Niall-Pieprzony-Horan pomacał go włosach. O jasny chuju, piekle i borówko!
- Oki-doki, to ja spadam na swoje lekcje, do zobaczenia później na hiszpańskim! - wykrzyknął Horan w tej swojej przeklętej bejsbolówce.
Zayn wraz z Louisem, który ciągle stał obok Mulata, patrzyli za odchodzącym chłopakiem. Po dłuższej chwili Tomlinson chrząknął po czym spojrzał na przyjaciela z delikatnym szokiem wymalowanym na twarzy.
- No cóż… w takim tempie, z Twojej strony, to za jakiś rok stworzysz jedno zdanie bez zająknięcia się.
- Tomlinson wspominałem, że cię nienawidzę? - spytał Zayn zamykając z hukiem swoją szafkę, za którą była schowana wiedza w postaciach papierowych.
- Dzisiaj jeszcze nie, ale dzięki za przypomnienie, bo ja cię bardzo mocno kocham, wiesz? I nie wiem czy zdałeś sobie sprawę, ale twoja obsesja ma zajebisty akcent
Zayn wypuścił z siebie drżący oddech. On naprawdę nie wiedział dlaczego przyjaźnił się z tym kretynem, który tylko utrudniał mu życie zamiast je ułatwiać. To przez niego ma taką obsesję, ale to można pominąć.
- Akcent, jak akcent, Ty widziałeś te dłonie? - mruknął cicho Malik, na co Tomlinson tylko cicho westchnął będąc pod wrażeniem również tej części ciała młodego Irlandczyka. Zayn jedynie spojrzał na Louisa po czym westchnął głęboko.
3.
Chłopaki przemierzali szkolne korytarze zaciekle omijając uczniów różnej maści. Gdy dotarli pod klasę od języka ojczystego rozejrzeli się dookoła siebie.
- Znów jesteśmy pierwsi. - zauważył błyskotliwie Malik, po czym skierował oskarżycielsko palec w stronę przyjaciela. - To Twoja wina, Tomlinson!
- Niby dlaczego tym razem?!
- Może dlatego, że zawsze masz nadzieję spotkać jego? - sarknął Zayn w stronę Louisa - Czekaj, jak to szło… - Malik odchrząknął by móc lepiej sparodiować głos Louisa. - “Zayn zobacz jego plecy”, “Zayn czy Ty widzisz te jego oczy?!”, “Zayn jego loczki, moje serce”, “Zayn a czy Ty…”
Na twarzy Louisa, z każdym kolejnym słowem pojawiały się silniejsze rumieńce na twarzy. Tomlinson w duchu przeklinał się za to, że powiedział Malikowi o swojej małej obsesji. Czy to jego wina, że te loki i te oczy go urzekły? Nie zapominając o tych plecach, i tych ramionach, które, gdyby go objęły, byłby jego miejscem spoczynku. Wtedy padłby na zawał, albo po prostu umarłby ze szczęścia.
Malik westchnął, po raz wtóry w ciągu tego dnia, po czym zaczął machać ręką przed oczami Lou. Widział jego rozmarzony wzrok i ten delikatny uśmieszek zdobiący jego twarz.
- Ziemia do Tommo, mam nadzieję, że nie wyobrażałeś sobie jak dłoń loczka zaciska się na Twoim penisie oraz później jego usta zaczynają ssać Twoją główkę, prawda? - wyszeptał cicho Zayn do ucha przyjaciela “przez przypadek” całując go po płatku. - To było by wielce niestosowne, biorąc pod uwagę fakt, że stoimy na środku holu szkolnego. Jednak mam nadzieję, że jeszcze loczek nie zaczął mruczeć tak, iż czułbyś te wibracje aż w…
- Malik, kurwa, zamknij ryj. - Warknął cały czerwony Louis, odpychając się od przyjaciela. Tomlinson spojrzał z jawną wściekłością na przyjaciela. - Dlaczego się z Tobą przyjaźnię?
- To brzmi jak pytanie retoryczne, słonko - powiedział Mulat szczerząc zęby w uśmiechu. Teraz on był górą, więc miał powód do triumfu, nawet jeśli w ramach zemsty otrzymał środkowy palec Louisa. - Przyjaźnisz się ze mną, dokładnie z tych samych powodów co ja z Tobą. I liczysz na to, że zrobię ci loda.
Dokończył ze złośliwym uśmiechem Malik, przez co Tomlinson miał jeszcze większą ochotę mu, delikatnie rzecz ujmując, przypierdolić.
- TY MNIE PROWOKUJESZ! - Wykrzyknął mniejszy chłopak, przez co Mulat się roześmiał.
Nim Zayn cokolwiek odpowiedział, zadzwonił dzwonek obwieszczając pierwszą lekcję tego ranka. Westchnął uradowany, albowiem, angielski był jego ulubioną lekcją. Zdecydowanie wolał czytać Szekspira czy też Wilde’a, aniżeli zajmować się dysocjacją wodorotlenków czy utlenianiem innych niestworzonych rzeczy.
4.
Tomlinson usiadł w ostatniej ławce, dosłownie siedząc za tymi loczkami, ale zrobił to specjalnie. To była jedyna lekcja podczas której mógł wsłuchiwać się w cichy tembrom chłopaka przed nim. No i mógł bezkarnie patrzeć na jego loczki, które tworzyły się na końcówkach włosów.
Louis westchnął cicho do siebie, wyobrażając sobie głos loczka, który mówi do niego w języku francuskim zbereźne rzeczy. Chłopak potrząsnął głową, delikatnie rozmarzony, ale nie mógł odpłynąć zbytnio myślami. Lekcja francuskiego nie była zbyt łatwa, a za każde odezwanie się po angielsku groziło mu oberwanie z mazaka do tablicy.
Lou nagle się wyprostował, bo poczuł wibracje telefonu w swojej kieszeni, więc spokojnie, starając się nie podpaść, wyciągnął powoli małe urządzenie. Zobaczył małą kopertę na ekranie, więc szybko przeciągnął ją na miejsce. Zmarszczył brwi gdy zobaczył nieznany mu numer.
Nie powinieneś się tak na niego gapić. To nie grzeczne. Jeszcze ktoś pomyśli, że chciałbyś się z nim pieprzyć na biurku Andersena.
Jego oczy rozszerzyły się z szoku po przeczytaniu tych paru słów. Podniósł głowę rozglądając się dyskretnie po uczniach klasy. Był przekonany, że dyskrecja to jego drugie imię, a nie William jak do tej pory sądził.
Zerknął na przeciwległy koniec klasy i wtedy zobaczył wyszczerzonego jego. Chłopak po drugiej stronie uśmiechał się i bawił się swoim telefonem. Tomlinson z całej siły powstrzymał się od prychnięcia na cały głos. Ale za to nikt go nie powstrzymał od pokazania środkowego palca gościowi “po tamtej stronie”. Długo nie musiał czekać na wiadomość w sms’ie.
Agresor z ciebie, Tomlinson, lubię cię takiego.
Louis przekręcił oczami po czym szybko odpisał wiadomość zwrotną.
Pierdol się, frajerze.
Dobrze wiemy, Tomlinson, że wolałbyś aby to on cię wypierdolił, a nie ja.
Nie odjebiesz się, prawda?
Nie.
Kurwa. Czego chcesz ode mnie?
Niczego. Chcę pomóc Tobie i Twojemu przyjacielowi, bo we dwóch nie macie odwagi zagadać. Cioty z was, Tomlinson.
Goń się.
Tomlinson warczał coraz to mocniej rozdrażniony sms’ami, które dostawał. On nie potrzebował pomocy. Zayn również jej nie potrzebował. Jeżeli ktokolwiek potrzebował pomocy, to był to chłopak po drugiej stronie klasy, który uśmiechał się z wyższością. Skoro ktoś taki jak on, ktoś kto był kompletnym kretynem (w mniemaniu Louisa), zauważył, iż Louis i Zayn kochają się w dwóch z popularniejszych chłopaków to w takim razie…
Louis jęknął w proteście uświadamiając sobie, że jest taki oczywisty, a to zdecydowanie nie było dobre. Jestem w ciemnej dupie, pomyślał Tomlinson i z żalem spojrzał na loczki przed nim. Chociaż… to ja i Zayn jesteśmy w dupie, dodał po chwili bardziej optymistycznie. Nie był sam, a to najważniejsze.
5.
Zayn leżał na swoim łóżku po kolejnym męczącym dniu w szkole. Sytuacja między nim, a jego obsesją (której tak naprawdę nie miał, oczywiście, że nie, to wszystko to bzdura) była coraz bardziej… niecodzienna.Gdyby ktoś zechciałby narysować wyglądałby on tak..
Zayn idzie na zajęcia. Stoi przed swoją szafką. Wyciąga potrzebne podręczniki, więc zamyka szafkę i odwraca się, nagle stojąc twarzą w twarz ze swoją obsesją (wróć! Z Niallem!). Zayn się rumieni i odpowiada pół słówkami. Idą razem na hiszpański, gdzie Niall siedzi z Malikiem (pierwszy raz od paru lat, to tak na marginesie), więc Zayn nie ma ochoty skupiać się na lekcjach. Potem się rozdzielają, Malik promienieje, Tomlinson pochmurnieje. I wtedy jest lunch. Mulat bierze zawsze to samo, dodając do tego kubek kawy i siada z dala od wszystkich, a po chwili dosiada się Tomlinson, który wygląda jakby był struty. Więc oboje rozmawiają o swoich małych utrapieniach, ale po chwili dosiada się ten koleś, na którego widok Tomlinson wstaje i odchodzi. Więc Zayn siedzi z tym chłopakiem w ciszy, aż w końcu pozostaje mu jedynie kawa, którą równie dobrze może wypić na korytarzu. Z uśmiechem wita, ponownie tego dnia Nialla, który raz na jakiś czas czochra jego włosy (które od jakiegoś czasy zaczął układać w delikatnego quiffa i bardzo nielubi gdy ktoś dotyka jego włosów. Jednak nie powie tego Niallowi. To byłoby niegrzeczne.) i odwzajemnia uśmiech. Tak więc z nową energią idzie na język Angielski i siada w przed ostatniej ławce, a po chwili dołącza do niego Louis, który wygląda jakby dowiedział się o śmierci chomika. Albo kota. Jednak po chwili się rozwesela, bo loczki siadają przed Tomlinsonem, a Malik zaczyna patrzeć w okno. I tak mija każdy kolejny dzień przyjaciół w szkole…
Mulat robi parę głębszych wdechów i ignorując zadania domowe, które powinien właśnie teraz odrobić, siada przed laptopem, uruchamiając swoją ulubioną grę.
- To się troszkę zabawimy - mruczy pod nosem, zastanawiając się przez chwilę które miasto najbardziej go interesuje. Wybór padł na Inferno*. - Zabawa z demonami, jak uroczo.
Jakoś trochę później, Zayn wciąga się w fabułę starając się odkryć jak największą część mapy za jednym zagraniem. Irytuje go to, że w rzeczach podręcznych nie ma za wiele, a jego armia została zdziesiątkowana, przez jakiegoś frajera. Jednak dobrze, że jego główny Mag jeszcze żył, a i paru lepszych Demonów nie ucierpiało za bardzo.
- Nigdy więcej atakowania silniejszych. - Warczy pod nosem, gdy wyskakuje mi informacja o kolejnym zadaniu dla niego.
Czas leci coraz szybciej do przodu, ale Zayn co chwila dostaje nowe powiadomienie o kolejnym zadaniu, to też, aż żal odchodzić od gry. Lekcje odrobi później, albo w szkole - nic się złego nie stanie, gdy raz w życiu, nie odrobi zadań domowych, prawda?
6.
Malik biegł ile sił w nogach na hiszpański. Zaspał. Najzwyklej na świecie zaspał, i wstał za późno by zdążyć normalnie na zajęcia. To nie dzieje się naprawdę. Myśli w kółko Zayn, gdy raz po raz potyka się o własne nogi biegnąc pustym korytarzem. To jakiś koszmar, i zaraz się z niego obudzę. Jęczy w duchu chłopak, gdy zdyszany dobiega do sali od hiszpańskiego. Wziął parę głębszych oddechów i szybko nacisnął na klamkę.
- Dzień dobry, przepraszam za spó- - zaczął mówić chłopak patrząc ze skruchą na nauczyciela, jednak starszy mężczyzna przerwał mu w połowie zdania. Facet od hiszpańskiego, nie był nigdy przyjemny.
- Jak to dobrze, że zaszczycił nas pan swoją obecnością. Skoro już, raczył pan się łaskawie pojawić, przeczyta nam pan swoje wypracowanie, które zadałem wczoraj.
Zayn pierwszy raz czuł jak ziemia usuwa mu się spod nóg.
- J-ja, N-nie mam. - Zająknął się cicho Mulat, a cała klasa jakby zamarła. Najlepszy uczeń, do tego zastępca przewodniczącego szkoły… Świat stanął na głowie, czy co?
Nauczyciel spojrzał z zaskoczeniem na chłopaka, po czym uśmiechając się złośliwie wypowiedział dwa słowa, które były początkiem upadku nieskazitelnej postawy Zayna Malika.
- Siadaj, jedynka - warknął nauczyciel, z mściwym uśmiechem. Mulat kiwnął głową, po czym patrząc pod nogi udał się w kierunku swojej ławki, która była wolna. Chłopak zmarszczył brwi, bo nie zauważył nigdzie blond czupryny.
Kurwa, ja pierdolę, niech to chuj wszystko jasny trafi, czy może być jeszcze gorzej? Zayn myślał, jak zawsze w takich chwilach, bardzo optymistycznie. Szkoda, tylko, że nic go nie nauczyło, że nie wolno prowokować losu.
Wiele minut nie minęło, podczas których Zayn z wściekłością, pisał kolejne zadania, wyznaczone przez nauczyciela, gdy do sali ktoś zapukał.
- Proszę! - wykrzyknął nauczyciel, a do sali weszła drobna dziewczyna, która niepewnie rozejrzała się po sali, aż w końcu spojrzała wprost na tyrana (aka nauczyciela, ale to się wytnie).
- Zayn Malik proszony jest do gabinetu dyrektora w trybie natychmiastowym - powiedziała drobna blondyneczka, a cała klasa momentalnie spojrzała na wywoływanego chłopaka.
- Czy ja wam wyglądam na zwierzaka z zoo, by się tak na mnie gapić? - Warknął Maliki, podnosząc się z ławki, chcąc udać się w kierunku dziewczyny, ale prawidłowo tej czynności, uniemożliwił mu nauczyciel.
- Panie Malik, proszę zabrać ze sobą swoje klamoty… Nie zna pan, pana dyrektora? - Nauczyciel hiszpańskiego uśmiechnął się przeraźliwie słodko, a przez myśli Zayn przeszło by pokazać mu środkowy palec.
Malik jedynie kiwnął głową, i chwytając do ręki swoje rzeczy wyszedł posłusznie za blondynką. Przez chwilę zastanawiał się czego może chcieć od niego Gigant, ale brakowało mu weny twórczej.
Zayn spojrzał na dziewczynę, i mógł przysiąc, że zna dziewczynę, tylko, że… nie pamięta jej imienia. Zdarza się, pomyślał Mulat i zerknął na dziewczynę.
- Nie wiesz może czego chce ode mnie Gigant?
- Niczego - odparła prosto blondyna, a Zayn stanął nagle jak wryty. Dziewczyna odwróciła się do niego i uśmiechnęła się przyjaźnie. - Zayn, to taki wybieg, byś nie musiał siedzieć sam na lekcji…. chyba, że chcesz to wróć na swoją ukochaną lekcję. - powiedziała złośliwie dziewczyna.
- Ja nawet nie wiem jak masz na imię… i czemu to robisz - westchnął Mulat i zerkając na blondynkę idącą obok niego.
- Perrie. Jestem Perrie Edwards, a robię to, bo ktoś mnie o to poprosił - powiedziała cicho. Chwilę potem zatrzymali się przed jakąś klasą. - Wejdź i zrób to co do ciebie należy, jasne?
Perrie się uśmiechnęła i już miała odchodzić, gdy Zayn chwycił ją za nadgarstek.
- Co? Nie za bardzo roz- - zaczął Malik, ale dziewczyna mu przerwała.
- Wejdź, i się przekonaj, złotko - Edwards wyciągnęła swoją dłoń z uścisku chłopaka i kołysząc lekko biodrami odeszła w kierunku szkolnej stołówki.
Zayn spojrzał podejrzliwie na drzwi od klasy 68, a wiedział, iż owa klasa jest nieczynna, “bo tak”. Raz się żyje, pomyślał chłopak, i delikatnie naparł na klamkę wejściową. Drzwi momentalnie ustąpiły pod małym naporem ciała chłopaka, a Malik wszedł do środka. Nie było nawet czasu by się rozejrzeć, bo Zayn zaraz został przyparty do zamkniętych drzwi przez jakieś ciało. Z początku chciał się wyrwać i uciec gdzie pieprz rośnie, ale poczuł delikatne dłonie na swoich policzkach, a potem spojrzał w oczy…
- Ni-iall?
- Yhym, o to ja, ratuję księżniczkę z opałów, przed wielkim smokiem - mruknął Horan subtelnie wodząc nosem po twarzy Mulata. Ręce blondyna znalazły swoje miejsce na biodrach czarnowłosego, a jego twarz znalazła się zaledwie dwa centymetry od twarzy Zayna.
- Nie-e rozumie-em - wyjąkał Zayn, w duszy przeklinając na swoją nieśmiałość. To był pierwszy raz gdy roztopiona czekolada spotkała się z oceanem.
- Czego nie rozumiesz…? Ja… Kurde, nie wiem już co mam mówić, ja… - Niall przerwał w połowie wypowiedzi, czubkiem języka zwilżając swoje wargi. Malik, jak zaczarowany podążał wzrokiem za językiem blondyna, modląc się w duchu, by tego nie zauważył. Jednak życie, to nie koncert życzeń, to też Horan momentalnie zorientował się gdzie wędruje wzrok chłopaka.
- Zayn, przestań być taki oczywisty… - jęknął Niall, a po chwili swoję prawą rękę umieścił na tali chłopaka, a lewą oparł po prawej stronie głowy Zayna. - Doprowadzasz mnie do szewskiej pasji, z tym swoim wyglądem, zachowaniem, jestem-pan-idalny, wszystko mi wychodzi… Boże Zayn, skoro ja jestem tak oczywisty, to dlaczego, Ty niczego nie widzisz? Specjalnie siadam z Tobą, zaczepiam ciebie, Ty nic.. I ja… ja… - Niall zaciął się, ale Zayn spojrzał na niego z szeroko otwartymi oczami, a następnie uśmiechnął się tylko tak jak on potrafi.
- Zamknij się Ho-oran - warknął Zayn, po czym wpił się w wargi blondyna.
Niall zachichotał prosto w usta Mulata, i w rewanżu, iż ten odezwał się do niego niebywale zuchwale i bezczelnie, przyciągnął go do siebie jeszcze bliżej siebie. Przestrzeń do życia i tlen? Po co komu one, skoro ma się możliwość całowania swojego marzenia sennego?
7.
Louis był zdenerwowany. Od rana nie mógł się dodzwonić do Zayna, a w dodatku ten palant, który go non stop dręczy sms’ami o treści “zagadaj”, “nie bądź ciota, Tomlinson”, “kto nie ryzykuje, ten nic nie zyskuje” i dalej w tym tonie, zniknął z jego pola widzenia. A skoro nie widział nigdzie ani palanta, ani przyjaciela, podejrzewał, że ten dzień nie może być dobry. To wbrew wszelkim prawom logiki.
Gdy Tomlinson stał sam pod salą od francuskiego rozglądał się ciekawie po korytarzu. Widział Lily z równoległej klasy, która starała się zaimponować Benowi, z tego samego roku, jednakże, chłopak zdecydowanie nie był nią zainteresowany. Louis zauważył, że uwagę Bena zdecydowanie przyciąga Mary Sue*. Wbrew pozorom, nie była ona śliczna, ani wybitnie inteligentna. Była zwykłą, szara myszką, jakich pełno jest w publicznych szkołach średnich. Nie ma to jak wybrać, dla dziecka, ironiczne imię pomyślał Louis, a następnie odwrócił się w lewą stronę i…
- O kurwa, Ty już nie masz loczków?! - Bardziej stwierdził niż zapytał, zaskoczony Louis, patrząc oniemiałym wzrokiem na wyższego (ale nie znów, bardzo wysokiego) chłopaka stojącego w niedużej odległości od niego.
- A Ty się do mnie odezwałeś pierwszy raz w życiu. - stwierdził uprzedni właściciel loczków, który się ich pozbył.
- To nieistotne… gdzie masz loczki? Jak ja mam o Tobie opowiadać, jak nie Loczek, skoro… już nie jesteś Loczkiem? Ty wiesz co narobiłeś…? Teraz będę musiał coś wymyślić, a nie należę do kreatywnych osób, i borze zielony, dlaczego to zrobiłeś Liam? Tak nie można! Muszę z kimś o tym porozmawiać… i to na pewno nie będzie Zayn, nie ma go… Liam, nie wybaczę ci tego… Loczki… moje cudowne maleństwa i… - Louis gadał jak katarynka, a Liam patrzał na niego uśmiechając się tylko szeroko.
- Louis… - Payne wtrącił nieśmiało, ale Tomlinson ani myślał się zatrzymywać w swoich rozważaniach na głos.
- Loczki… Twoje loczki… jak mo-ogłeś? W co ja teraz będę się wpatrywał podczas tego, popierdolonego, francuskiego? - Dodał podłamanym głosem Louis, no co Liam zdecydował się podejść do niego bliżej. Wyciągnął swoją prawą dłoń i zatrzymał ją na lewym policzku Louisa, i zmusił błękit do spojrzenia w bursztyn.
- Posłuchaj mnie, kurwa, uważnie, bo nie będę się powtarzał. Włosy to nie wszystko, a Ty robisz z tego dramę jakby rzeczywiście było o co, no naprawdę. Zachowujesz się jako niepoważny również, któremu zależy tylko na wyglądzie, ale wybacz cukiereczku, skoro tak chcesz grać, to nie Twoja liga. Dla mnie liczy się to co masz tutaj - Liam wolną ręką dotknął klatki piersiowej Louisa, a Tomlinson starał się nie rozpaczać za bardzo. Czyżbym już wszystko spierdolił, zanim tak naprawdę się to zaczęło? - Wiesz, Tommo, myślałem, ze to co o Tobie opowiadał Harry to że to stek kłamstw, ale widocznie miał rację, iż Tobie zależy tylko na opakowaniu. Jesteś żałosny, cukiereczku, i wybacz, że to powiem, ale nie masz czego u mnie szukać… Teraz już nic nie znajdziesz.
Payne skończył warczeć, puścił twarz Louisa, po czym ruszył w kierunku klasy, do której powoli wchodzili uczniowie z ich grupy.
- Kutas - wyszeptał Louis, po czym wziął głębszy oddech i opuszczając wzrok na swoje stopy chciał wejść również do klasy, ale przeszkodziło mu szarpnięcie za ramię. Tomlinson podniósł głowę i momentalnie jego oczy się rozszerzyły gdy zobaczył wściekłą twarz Liama parę centymetrów przed sobą.
- Nigdy. Tak. Nie. Mów. O. Mnie. Cioto - warknął Payne, a Tomlinson jedynie prychnął pod nosem na tę ostatnią uwagę w jego kierunku, przez co został popchnięty na metalowe szafki.
Liam spojrzał tylko na Louisa, wyglądało to tak jakby chciał przeprosić, ale po chwili szybko się wycofał w kierunku sali. Lou jedynie westchnął trochę rozdrażniony (a może raczej rozchwiany emocjonalnie) po czym wyciągnął z kieszeni telefon, pisząc szybką wiadomość do przyjaciela.
Mój gorący romans, z loczusiem, który nie jest już loczusiem, skończył się zanim na dobre się rozpoczął. A jak Tobie idzie po drugiej stronie frontu?
Tomlinson przeczytał raz jeszcze wiadomość i szybko schował swój telefon wchodząc to sali, ponieważ dzwonek już rozbrzmiał, a nauczyciel wszedł do sali.
Następne czterdzieści pięć minut można by porównać do pierwszego dnia w szkole, gdzie jeszcze nikt nikogo nie znał. A może raczej do pierwszego dnia szkoły, gdy nagle musisz zmienić klasę i jesteś nowy, na obcym terenie. Tak. To było zdecydowanie to uczucie, które miał w sobie Tomlinson, albowiem co chwilę ktoś na niego spoglądał, i wytykał palcami. Jedynie Liam powstrzymał się od komentarzy wpatrując się uparcie w tablice na początku sali, a także Styles, który jedynie uśmiechał się z wyższością.
Kurwakurwakurwa, myślał wciąż Louis, patrząc w kartkę od zeszytu delikatnie stukając w nią długopisem. Byle do końca lekcji, myśli z uporem Tomlinson. Jest też pierwszą osobą, która wręcz zrywa się ze swojego miejsca i wybiega z sali lekcyjnej.
8.
Zayn był w siódmym niebie. Zdążły właśnie przeżyć najlepszy pocałunek w swoim nastoletnim życiu. I to nie z byle kim. Niall Pieprzony Horan wyciągnął go z hiszpańskiego (co z tego, że ciut za późno) tylko po to by zaciągnąć go do pustej klasy, a następnie wpić się zachłannie w jego wargi. To wszystko było jak cholerny sen, z którego nie chciał się wybudzać. Było mu nawet bardziej niż dobrze. Czuł się jakby poruszał się w chmurach. Więc nic dziwnego, że nie zauważył momentu, gdy usiadł przy stole na szkolnej stołówce.
- Mógłbyś odbierać telefon, cioto - warknął Tomlinson upadając na siedzenie na przeciwko Zayna. Malik spojrzał na niego zaskoczony.
- Przecież nie pisałeś do mnie!
- Tak, oczywiście, a te wiadomości to, kurwa, sam sobie wymyśliłem, kurwa?! - Wrzasnął Lou rzucając swoim smartfonem w przyjaciela. Zayn zdawał sobię sprawę, iż użyte podwójne przekleństwo, stosowane niczym znak interpunkcyjny, w wypowiedzi kumpla, nie wróży niczego dobrego.
Malik chwycił telefon Louisa i szybko przejrzał wiadomości wysłane. Rzeczywiście dostał wiadomości, ale… dlaczego nie poczuł wibracji telefonu, ani…
- Kurwa! - zakrzyknął Zayn, nagle dostając oświecenia. - Zapomniałem telefonu z domu, przepraszam, stary, naprawdę gdybym wiedział to…
Mulat zaczął się tłumaczyć, a Louis spojrzał na niego ze znudzeniem. To była kwestia paru sekund gdy twarz szatyna zmieniła się ze znudzonej na zaciekawioną, a w konsekwencji szok pojawił się na jego obliczu.
- O kurwa.
Zayn przerwał swój wywód, o tym jak to zaspał i zapomniał swojego telefonu i spojrzał zdezorientowany na Lou.
- Co? - spytał Mulat patrząc ze zmarszczonymi brwiami na przyjaciela.
- Jestem niemalże pewny, że właśnie przeżyłeś siedem minut w niebie, albo i więcej, z Panem-Mam-Zajebisty-Akcent. - Zayn zarumienił się na tę uwagę Louisa, na co Tomlinson zadowolony klasnął w dłonie jak mała dziewczynka. - Więc…?
Malik spojrzał na mniejszego chłopaka zdezorientowany.
- Co “więc?…”, bo chyba nie łapię.
- Jesteś słodkim idiotą, pewnie dlatego Horan poleciał na ciebie, a nie na mnie jak mówił mój horoskop, ale poważnie. Jak było. Mów wszystko. Ze szczegółami. Albo lepiej bez, no bo wiesz… ściany mają uszy - dodał konspiracyjnym szeptem Louis rozglądając się dookoła jakby co najmniej omawiał plan zabicia królowej.
Zayn otworzył szerzej oczy i już chciał coś odpyskować, gdy schemat dnia się powtórzył. Jednak tym razem czuło się, że jest inaczej. Tomlinson nie wstał od stołu, a jedynie przestał się szczerzyć jak idiota do Malika. Mulat zmarszczył brwi czując, że umknął mu jakiś szczegół.
Koło Louisa usiadł Harry uśmiechając się jakby wygrał los na loterii. To było podejrzane, nawet jak na Stylesa, więc Malik wzmógł swoją zdolność do postrzegania.
- Cześć - Styles po raz pierwszy się przywitał sięgając po swoją opakowaną bułkę w folijkę.
- Powiedz mi, Harry… - zaczął Louis, popijając spokojnie napój z kubeczka. Zayn wiedział, że Tomlinson udaje. On nigdy nie jest taki spokojny, więc to oznaczało eksplozję emocji porównywalną do wybuchu małej, przydomowej, elektrowni atomowej… - co takiego powiedziałeś na mój temat Payne’owi, że tak, delikatnie rzecz ujmując, rzucił mną o szafkę?
Zayn spojrzał zaskoczony na przyjaciela. - Liam rzucił cię na szafkę? - rzucił pytaniem Mulat, ale Louis zbył go machnięciem ręki i spojrzał na Stylesa, który właśnie wziął kolejnego kęsa
Harry wyszczerzył zęby w uśmiechu szybko przełykając to co miał w buzi.
- Odezwałeś się pierwszy raz do mnie, sam, bez przymuszania i to jako pierwszy. Gratuluję, Tomlinson, robisz postępy w relacjach między ludzkich! - Styles uśmiechnął się szeroko, tak że Malik przez chwilę pomyślał, iż twarz tego chłopaka to będzie jeden wielki uśmiech.
- Masz bardzo psychopatyczny uśmiech, kolego - wtrącił się Zayn, patrząc to na jednego to na drugiego.
- Dzięki Malik, a jak tam Twoje małe lizanko z Horanem? Dobry w te klocki jest, co nie? - spytał loczek, nawet przez chwilę nie patrząc na Mulata, któremu szczęka opadła.
- C-co?
- Styles, pókim grzeczny, odpowiedz mi na moje pytanie, a nie szczerzysz się jak pedofil, który dostał pracę jako przedszkolanka - warknął Louis pukając palcem wyższego od siebie chłopaka. Harry przestał się uśmiechać, a nawet odłożył kanapkę na tackę i spojrzał z wściekłością na Tommo.
Poleje się krew, stwierdził pełen optymizmu Malik przyglądając się dwójce przed sobą.
- Co powiedziałem? Chcesz wiedzieć, naprawdę, Tomlinson? - wywarczał Styles mrużąc oczy w kierunku Louisa, który z kolei zrobił jeszcze bardziej zaciętą minę niż miał przed chwilą.
- Tak, Styles, chcę poznać prawdę.
- Więc ją dostaniesz… powiedziałem Liamowi, że na niego lecisz już od paru lat, ale jesteś zbyt zadufaną w sobie ciotą i z mięśniakami nie gadasz, przez co ciągle trzymasz sięz tym pojebem. - Mówił spokojnie Harry wskazując ruchem głowy Malika, co zostało skomentowane głośnym “eeeej” z ust Mulata. - Dodałem też parę Twoich żenujących historyjek o tym jak to biegasz po dworze z młodszymi dzieciakami udając Piotrusia Pana. Och, no i może wspomniałem o tym jaka to z ciebie modnisia, i że jesteś gotowy sprzedać duszę Diabłu, byleby klęknąć na kolana przed Payne’m.
Zayn, ani tym bardziej Louis, nie wyglądał zbyt inteligentnie z otwartą buzią wpatrując się w Harry’ego, który tylko uśmiechnął się wrednie.Po chwili loczek jedynie wzruszył ramionami ponownie sięgając po nie zjedzoną do końca kanapkę.
Malik chciał coś powiedzieć, naprawdę mogłoby to zasługiwaćna nagrodę Pulitzera, ale słowa Stylesa odebrały mu zdolność racjonalnego myślenia.
- Ty… ty… jak….ty… - zaczął Louis, ale zdecydowanie nie był w stanie.
- Nie chciałbym się wtrącać w twoją rozbudowaną wypowiedź, mającą zapewne mnie obrazić, ale… czy jąkanie się nie należy do umiejętności Malika?
Zayn, który był w szoku przez pierwsze słowa teraz zdecydowanie został zaskoczony i nawet nie starał się wyglądać na inteligentnego. Tomlinson spojrzał zaskoczony na Malika, który opuścił głowę w zażenowaniu. Tommo ponownie patrzał na Harry’ego, który przełykał ostatni kęs kanapki.
- Styles, możesz mnie nienawidzić, i niszczyć w oczach kogoś na kim mi zależy, ale to nigdy, przenigdy, nie mów takich rzeczy o Zaynie, a teraz… skończyłeś już jeść? - spytał Louis przekrzywiając głowę delikatnie jak szczeniak, równocześnie zaciskając prawą dłoń w pięść.
Harry uśmiechnął się radośnie kiwając przy tym twierdząco głową. Tomlinson również uśmiechnął się (Zayn porównał ten uśmiech do Jokera z Batmana) po czym z całej siły walnął w nos Harry’ego. Styles jęknął chwytając się za swój nos i upadł z ławki na swój tyłek. Louis nadal siedział na swoim miejscu, ale tym razem to on uśmiechał się wrednie w kierunku leżącego chłopaka.
- Widzisz Zayn, TAK załatwia się swoje pro- -zaczął Louis odwracając się z uśmiechem do Malika, ale nie dokończył, ponieważ Styles się na niego rzucił i zepchnął go z siedzenia.
Louis uderzył głową o posadzkę, ale nie dał sobą pomiatać i po chwili odepchnął Harry’ego, który starał się na niego rzucić przy okazji obcierając cieknący nos.Tomlinson nie zdążył zareagować na pięść Stylesa i po chwili poczuł jak jego żołądek, nerka i wątroba mówią na niego bardzo brzydkie słowa. Lou jęknął, ale w odwecie starał się kopnął z kolanka w klejnoty Harry’ego, ale ten się jakoś uchylił momentalnie uderzył pięścią w twarz Tomlinsona. Po prawdzie Louis trafił w udo chłopaka przez co ten jęknął i Louis już chciał się odwrócić i podciąć Harry’ego, by potem móc go łatwiej skopać, ale powstrzymały go silne ręce które go odciągnęły.
- LOUIS, USPOKÓJ SIĘ! - Wrzasnął mu jakiś głos do ucha, ale Tommo nadal się wyrywał.
- Puść mnie kretynie, chcę mu jeszcze raz wjebać, za to co on mówi, kutas pojebany, puść mnie mówię, słySZYSZ PUŚĆ MNIE, DO KURWY NĘDZY, KIMKOLWIEK JESTEŚ! - Wrzasnął Louis starając się wyrwać.
Louis nie wiedział, że trzyma go Liam, który zamiast ratować przyjaciela chwycił mniejszego, i bardziej agrysywnego, chłopaka w ramiona i trzymał go tak długo dopóki ten by się nie uspokoił. Zayn nadal siedział przy stoliku, ale zaczął wstawać i rozproszył tłum, który chwilę temu krzyczał zaciekle “walcz, walcz, walcz!” i gdzieniegdzie okazyjnie krzyki “dalej Tommo!”, albo “uważaj Hazz!”. Malik powstrzymał się od komentarzy. Jedynie co zrobił to polecił jakiemuś chłopakowi, prawdopodobnie był to Jake, by on i jego jacyś koledzy odprowadzili Stylesa do szkolnej pielęgniarki. Gdy tylko został sam z Louisem, który stał spokojnie, oraz z Liamem, który przypadkiem ciągle trzymał Tomlinsona, spojrzał na swojego przyjaciela.
- Ogarnąłeś już się, czy chcesz jeszcze trochę pokrzyczeć? - spytał spokojnie Zayn Louisa, gdy ten przestał się wyrywać Liamowi, a Harry zniknął z pola widzenia.
- Yhym - odpowiedział wylewnie Tomlinson jedynie w odpowiedzi spuszczając wzrok jak i całą głowę w dół. Kafelki w tym właśnie momencie były niesamowicie pociągające i pozwalały nie zwariować od tego zapachu. Czuł, że to Payne trzyma go w żelaznym uścisku, który teraz trochę zelżał.
- Uwielbiam Twoją elokwencję, Lou, to naprawdę godne podziwu.
- Wal się.
- Dzięki za propozycje, ale nie skorzystam… Liam puść tego skrzata, a Ty, kretynie do kwadratu, idź do domu, usprawiedliwię cię. - Powiedział cicho Zayn, ignorując zaszokowany wyraz twarzy Louisa, i wyszedł ze sali.
Niespecjalnie dobrym pomysłem było zostawienie Tomlinsona i jego obsesji samym sobie, ale, jak to mówią dzisiaj niektórzy, yolo*. I nawet jeśli Malik nienawidził tego stwierdzenia w tym momencie na to gwizdał.
9.
Od pamiętnego dnia bójki Louisa i Harry’ego minęło parę dni, a życie w szkole wróciło prawie do normy. No może po za tym, iż Louis nie odzywał się do Zayna, i Bóg raczy wiedzieć dlaczego, a jego gorący romans rósł w siłę jak zwariowany. To było piękne, nawet aż za jak na jego gust, i teraz czekał na jakiś zawrót akcji. Coś w stylu spadającego meteorytu lub zgrai zombie atakujących jego szkołę. Tak, zdecydowanie tego oczekiwał. Jednak nic takiego się nie działo, to też Mulat skończył na dzień dzisiejszy swoją edukację i z skrywaną radością chował podręczniki do szafki. Gdy już chciał zamknąć metalową puszkę “z wiedzą” ktoś postukał go w ramię. Zerknął za siebie i ujrzał Horana.
- Hej! - Przywitał się grzecznie Niall i szybko (a nawet zbyt szybko jak na gust Zayna) pocałował Mulata w usta, by po chwili się oderwać.
- Wi-witalismy się już dziś.
- Wiem, ale chciałem mieć pretekst by cię pocałować, gwiazdeczko… I spytać cię o coś.
- Kreatywne p-podejście, lubię t-to. Więc o co cho-chodzi.
- O pomoc przy języku.
- Och.
- Tak, wiem, więc… trochę mi nie idzie i… Może wpadnę do ciebie i trochę się pouczymy…? - Spytał Niall delikatnie dotykając Zayna. Malik jedyne o czym teraz myślał to wiecejwiecejwiecej i całujcałujcałuj. Jednak po chwili przypomniał sobie o bałaganie w pokoju, i o swoich siostrach, które potem nie dadzą mu spokoju… Kurwa, dlaczego zawsze ja?
- Wiesz Niall, bo, ummm, nie mam zbyt odpowiednich warunków do uczenia się, no i, tego, errrm, mam siostry, i są one, delikatnie rzecz ujmując, bardzo wszędobylskie… Zaczęłyby cię traktować jeszcze jak jakiś okaz w zoo, nie, lepiej nie… - mówił szybko Zayn żywo gestykulując rękoma. Bóg mu świadkiem, on chciał mieć Horana w swoim pokoju, ale.. no nie mógł. Horan szybciej by wybiegł z tamtąd niż został i się z nim pouczył.
- Wow. - Niall spojrzał zaskoczony i przyglądał się w małym szoku na Malika.
- Co?
- To była Twoja najdłuższa wypowiedź w moją stronę, nie zająknąłeś się i… boże, przestań dotykać tej cholernej grzywki, ja cię proszę, bo wątpię bym dał radę utrzymać przy sobie ręce, a chyba nie chcemy uprawiać seks na szkolnym korytarzu, prawda? I, hej, to nawet lepiej! Może zamiast ja do ciebie, to ty przyjdziesz do mnie? Ja mam, co prawda, starszego brata, ale więcej go nie ma niż jest i…. mam wolny dom na dzisiaj, co Ty na to?
Czy właśnie Niall Horan, najzajebistszy chłopak w tej przebrzydłej szkole zaprosił go do domu? I nawet nie chodzi o to, że będą się uczyć, ale… borze zielony w czasie sztormu. Gdzie są ukryte kamery i ten szalony prowadzący z okrzykiem “MAMY CIĘ?!” myślał w panice Zayn, ale nic się takiego nie działo. To prawdziwe życie, i właśnie dostał zaproszenie do twierdzy Horana. Malik wziął dwa głębokie wdechy i policzył dwie kuliki ryżowe skaczące przez płotek, a po chwili uśmiechając się delikatnie (nie chciał wyjść na psychopatę) spojrzał na Nialla.
- Jasne, jeśli tak ci le-epiej - dokończył jąkając się Zayn, za co tak naprawdę miał ochotę strzelić sobie w kolano.
- Oczywiście, gwiazdeczko, więc… o szóstej u mnie? Może być?
- Oczywiście!
- Cieszę się! - Horan rozbłysł jak słoneczko z Teletubisiów, a Malikowi serduszko prawdopodobnie rozpłynęło się od tej słodyczy, której dostarczał mu ten chłopak. Po chwili nie miał czasu na dalsze rozmyślania, bo Niall chwycił go za policzki, pocałował namiętnie, i szybko ruszył w kierunku wyjścia ze szkoły. - Och, Zayn? - Krzyknął blondyn szybko odwracając się do Mulata, który wciąż stał w tym samym miejscu.
- Tak, Niall?
- Nie bierz książek ze sobą, do nauki francuskiego nie potrzebne są ksiązki! - Rzekł z szerokim uśmiechem Irlandczyk, a po chwili wybiegł ze szkoły.
Zayn nie wiedział czy to było to co on usłyszał, ale jeśli tak, to miał zdrowo przejebane, biorąc pod uwagę fakt, że on nigdy nie był w takiej sytuacji. Malik chwycił szybko swój telefon komórkowy i wystukując wiadomość tekstową do Tomlinsona ruszył ku wyjściu z tej dziwnej szkoły.
Louis, frajerze jeden, przestań się na mnie gniewać - nic nie zrobiłem, i, błagam cię na kolanach, przyjdź do mnie dziś. Nawet teraz.
10.
- Więc mówisz, że zostałeś zaproszony do domu Horana, chłopaka który cię całuje, obmacuje i dalej w tym guście, byś pomógł mu we francuskim…? - spytał beznamiętnie Louis przeglądając jeden z licznych komiksów Zayna.
- Tak.
- Zdajesz sobie sprawę, że nie uczycie się francuskiego, a hiszpańskiego, prawda? - kontynuował swoje odpytywanie Tomlinson, przy okazji przewracając stronę komiksu.
- Tak? - Zayn nie był pewny do czego ta rozmowa prowadziła, a po chwili poczuł jak jego własny komiks uderza go w czoło. - Tommo, chuju, nie rzucaj Marvelem, bo w ryjek zarobisz! - jęknął Mulat pocierając jedną dłonią swoje czoło, i przy okazji przyglądając się czy jego skarb jest cały. Co jak co, ale jego komiksy to jak małe dzieci i nikt nie może nimi rzucać.
- Nadal nie łapiesz, prawda?
- Nie.
- Malik, ty zjebie genetyczny, Horan chce z Tobą uprawiać, namiętny, może ciut brutalny, a zarazem niesamowity seks.
- A, to super, naprawdę… zaraz, chwila moment… C-CO?!
Krzyknął Zayn patrząc z szokiem na przyjaciela. Seks? Jaki seks, i dlaczego on?! Seks, taki w łóżku (lub na ścianie, pralce, czy też w szatni szkolnej lub w opuszczonej sali. Jeśli tak, to Zayn musi tego spróbować - nie żeby nigdy nie uprawiał seksu, uprawiał i było… Było ok, no ale to Niall. A Niall to jednostka specjalna. Prawda)? Tomlinson spojrzał na Mulata jak na kretyna, a po chwili westchnął ostentacyjnie.
- Zayn, z całą moją miłością do ciebie, mam ci mówić na czym polega seks? Jak to jest gdy ktoś w ciebie, albo, jesli gwiazdy ci sprzyjają, ty w kogoś wchodzisz? Naprawdę?
- Nie, na litość boską, nie! Po prostu… czemu? - Zayn usiadł obok Louisa na swoim łóżku i przez chwile wyglądał jak zagubione dziecię we mgle. Lou ponownie westchnął i przytulił swojego przyjaciela.
Ich uścisk zawsze wyglądał tak samo. To znaczy Louis siadał na kolanach Zayna, twarzą do niego, po czym przytulał się niczym mały miś koala. Natomiast Malik opierał swoje czoło o zgięcie szyi przyjaciela i mocno go przytulał. Tak robili od zawsze, robią to teraz, i niewykluczone, że będą to robić w przyszłości.
- Jesteś taki ciężki, Tommo - wymamrotał cicho Zayn.
- A ty chyba zapomniałeś o używaniu prysznica… przez parę dni - odparł Lou, przytulając się mocniej.
- Jesteś kutasem.
- Ja też cię kocham, Zee.
- Ale nie tak mocno jak ja ciebie LouLou.
Malik uśmiechnął się szeroko do przyjaciela. Jednak po chwili mina mu zrzendła gdy przypomniał sobie powód swojego przygnębienia.
- Ja… LouLou, ja…
- Zee, wyluzuj i idź do niego. Tak po prostu. Daj się ponieść chwili, wiecznie młody nie będziesz, a Tobie zależy na nim od… Piątej klasy? Nieważne. Po prostu idź weź prysznic, bo naprawdę cuchniesz, a potem ślicznie się ubierz. Albo mam lepszy pomysł, to ja ci wybiorę ubranka, Julio, idź… Hmmm popatrzmy co ty tutaj masz. Wiesz, nie musisz być takim pedantem w układaniu wszystkiego, bo wszystko sobie zbytnio ułatwiasz. No cóż, daj mi chwilę… Wydaje mi się, że założysz tę czarną koszulkę z tymi płomieniami i koszulę w ciemną kratę to będziesz wyglądał jak bóg seksu. Och no i jasne, przylegające jeansy, które spowodują, że Horan będzie chciał od razu się ich pozbyć z twojego tyłeczka!
Louis szykował ubrania dla przyjaciela, a w tym samym czasie Zayn poszedł pod prysznic, by już po chwili pojawić się przed Tommo tylko w ręczniku. Mulat powstrzymał się od chichotu gdy zobaczył przyjaciela przypatrującego się zestawowi ubrań z satysfakcjonującym uśmiechem.
- Powinieneś zostać projektantem mody, albo coś w stylu “zapłać mi, a ja ci powiem jak dobrze wyglądać” - zaśmiał się cicho Zayn, a Louis pokazał mu swój środkowy palec.
- Pieprz się.
- Zaraz będę - Malik wyszczerzył się w szaleńczym uśmiechu patrząc na przyjaciela, który przewrócił oczami. Wyciągnął rękę w stronę rzeczy przygotowanych i już po chwili prezentował się całkiem… - wyglądam przyzwoicie.
- Wyglądasz jak, pieprzony, Grecki Bóg, kurwa, jestem cudowtwórcą!
- Myślę, że dużą rolę, również, odgrywa tutaj moja twarz, prawda?
- Jasne, wmawiaj sobie dalej, a ja i tak swoje wiem.
Louis uśmiechał się patrząc na Zayna, który kręcił się dookoła własniej osi jak jakaś zakręcona księżniczka wybierająca się na bal. Tomlinson był szczęśliwy wtedy kiedy jesgo najlepszy przyjaciel również był szczęśliwy. Nawet jeśli to oznaczało, że tak do końca to mu się nie układało, ale, pieprzyć to. Tommo nie musiał martwić swojego przyjaciela takim faktem jak na przykład “unikanie Liama” albo “olewanie lekcji, gdzie nie ma Zayna w jeden sali”. Naprawdę nikt o tym nie musiał wiedzieć, prawda? Chłopcy nawet nie zauważyli kiedy w pokoju chłopaka pojawiła się jedna z łodszych sióstr.
- No, no, no, ślicznie Zayne, wyglądasz jak jakaś księżniczka, wow, kto pomagał ci się ubrać? Twój przyjaciel gej?
- Wypad stąd, młoda. - warknął Zayn momentalnie mróżąc gniewnie oczy. To nie tak, że nie kochał swoich sióstr - kochał, i to bardzo - on po prostu nienawidził, gdy któraś wchodziła do jego pokoju. A szczególnie gdy nie pukały, a on miał zamiar się przebrać, czy bóg wie co jeszcze innego robić.
- Cześć, Waliyha, ciebie też miło widzieć - odezwał się Louis przekręcając się na łóżku by spojrzeć na dziewczynę. - Ślicznie wyglądasz.
- Nadal cię nie lubię, frajerze, więc się nie podlizuj… Zayneeeee, wybierasz się gdzieś? Bo jeśli tak, to sorry braciszku, ale masz za zadanie zaopiekowanie się Saafą, bo ja wychodzę! - krzyknęła i po chwili już jej nie było. Ale może to i dobrze, przynajmniej nie dostała w głowę z buta czy czegoś innego.
- Nie zrobi ci czegoś takiego, prawda? - spytał cicho Louis, ale po chwili oboje usłyszeli głośny trzask zamykanych drzwi wejściowych.
- Zrobi. Kurwa. Nienawidzę ich wszystkich… - jęknął Zayn, siadając na podłodze. Zerknął tylko na zegrar ścienny, a gdy zobaczył, że zostało mu mniej niż pół godziny na dostanie się do domu uciech (w domyśle chodzi o dom Horana) jęknął ponownie. - Kurwa.
- Zayn, idź do tego ogiera, wezmę małą do siebie, dziewczyny pewnie się nią zajmą porządnie, to idź. I nie waż mi się wracać przed półnoćą, daleko ci do kopciuszka - zaśmiał się Louis. Malik uśmiechnął się szeroko i przytulając z całych sił przyjaciela szepnął tylko “klucze od domu tam gdzie zawsze”, a po chwili i jego już nie było.
- I w co ja się wpakowałem? - Powiedział cicho sam do siebie Tomlinson, a przy okazji odczytał przychodzącego sms’a.
Od: Liam
Louis, cukiereczku, porozmawiajmy.
Louis nie miał ochoty z nim rozmawiać, a szczególnie po tej akcji w stołówce. Co z tego, że to on go powstrzymał od zamordowania Stylesa? Co Z tego, że Tommo miał słabość do Payne’a od…niepamiętnych czasów? Prawdopodobnie dużył się w nim tak długo jak Zayn w Horanie. To nadal nie jest powód. Nie, i koniec tematu.
11.
Niall Horan się nie denerwował przybyciem jednego z przystojniejszych chłopaków z całej szkoły. Stres? To dla niego, kapitana szkolnej drużyny piłki nożnej, pojęcie zupełnie obce! Naprawdę. A to, że wziął długi prysznic i ubrał się (z pomocą Harry’ego, który mimo tego, że jest hetero wie jak dobrze wyglądać wtedy gdy chcesz komuś zaimponować) naprawdę w fajne rzeczy.
No dobra, stresował się trochę.
Może więcej niż trochę.
Ok, bał się, że tak kolokwialnie rzecz ujmując, jak sam skurwysyn. Malik go nie wystawi, prawda? Nie zrobi tego, co nie? Przecież, według jego dwóch przyjaciół Malik się w nim kochał (nie bez wzajemności, ma się rozumieć) od piątej czy szóstej klasy! Coś w tym musi być, prawda?
- Hazz, a jeśli Gwiazdeczka nie przyjdzie, bo przejrzał mój plan?
- Ni, pozwól, że zignoruję fakt, że nazwałeś Malika per Gwiazdeczka. Wiesz…dziwne by było to gdyby nie załapał, że chodzi ci o seks, a nie o prawdziwą pomoc.
- Niby dlaczego? - Oburzył się Niall słysząc jawną ironię Harry’ego.
- Może dlatego, idioto, że macie razem lekcje hiszpańskiego, a nie francuskiego?
- Kurwa, faktycznie!
- Brawo Sherlocku - odparł ironicznie Harry, a po chwili dało się słyszeć cichy, dziewczęcy, głos w tle - Misiu, długo jeszcze? Pusto mi bez ciebie!
Niall spojrzał zdziwiony na swój telefon. Czyżby znów przeszkodził przyjacielowi zaliczyć jakąś panienkę?
- Mam nadzieję, że wiesz chociaż jak ma na imię, prawda? - Spytał Horan, chociaż i tak już wiedział, jaka będzie odpowiedź Stylesa.
- A czy to ważne?
- Tak. To, naprawdę, ważne.
- Nie, drogi przyjacielu. Ważniejsze jest to, że jest chętna, ładna i ma skończone piętnaście lat.
Niall spojrzał zdegustowanym wzrokiem przed siebie. Zdecydowanie jego przyjaciele to kretyni jakich mało. Jeden gorszy od drugiego.
- Pedofil - mruknął cicho Horan do Stylesa, na co chłopak zaśmiał się cicho.
- Nie pedofil, a degustator kobiecego ciała.
- Mniejsza.
- Właśnie. Idź zobacz, czy facet, który ma cię zerżnąć już przybył. - po czym Harry od razu się rozłączył, a Niall został sam ze sobą i swoimi myślami. To było takie dziwne.
Dlaczego on go zaprosił? Czy był wystarczająco taktownym by zakomunikować temu facetowi, że chce uprawiać z nim seks? A jesli… a jeśli Malik nie chce, bo go nie lubi w ten sposób? Powinienem przestać myśleć ‘a co jeśli…’, bo to mnie wykończy, stwierdził Niall a po chwili już w lepszym humorze zszedł na parter by sprawdzić, czy wszędzie panuje porządek. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie wyczekiwał tej chwili. Ukartował wszystko i dopinał właśnie na ostatni guzik. To musiało się udać, a jak nie, to… zostanie tylko robótka ręczna. Albo zawsze wykorzystam sfrustrowanego Liama, Niall uśmiechał się sam do siebie nalewając sobie mleka do szklanki.
Gdy tak stał przy blacie kuchennym pijąc mleko (w końcu nadal rośnie!) rozległo się ciche pukanie do drzwi. Horan zakrztusił się mleczkiem (czyli jednak nie poprawia samopoczucia - potwierdzone naukowo) i kaszląc, oraz łzawiąc podszedł do drzwi otwierając je na oścież.
- Ymmm, cześć? - Zayn spojrzał na Nialla patrząc na niego z niepokojem. - Wszystko gra?
Niall nadal kaszląc, ale tym razem z powodu cudownego wyglądu chłopaka, kiwał głową na znak potakiwania.
- Yeah, wszystko gra i buczy, ale lepiej będzie jak wejdziesz we mnie.
- Aha, spoko, zaraz, co? - spytał Zayn mrużąc oczy i patrząc na Horana. Czy on powiedział to co powiedział?
- Mówiłem, że będzie jeśli wejdziesz do środka.
Horan zaczerwienił się mocniej, jesli to w ogóle możliwe, ale posłusznie odsunął się od przejścia. W tym momencie ma w swoim domu najgorętszą jednostkę ze szkoły i… borze zielony on może z nim zrobić z nim tyle cudownych rzeczy!
- Jak chcesz to idź do mojego pokoju, pierwsze drzwi na prawo od schodów i rozbierz się.
- Co?
- Rozgość się Malik, zaraz przyjdę, jeju, aż tak źle mówię? - Niall zrobił smutną minę. Zayn pokiwał przecząco głową, a po chwili zniknął na schodach… Horan wrócił szybko do kuchni i nalewając obu im po szklance coli ruszył do swojego pokoju.
- Masz ładny pokój - odezwał się Mulat przyglądając się grzbietom książek leżących na półkach.
- Dziękuję.
Zayn rozjaśnił się jak słoneczko po deszczu, a Horanowi zaparło dech w piersiach. On naprawde chce to zrobić, ale.. jak by tutaj ładnie zasugerować, że chce by Malik jęczął w ekstazie pod nim. Chcoiaż bardziej mu się podobała wizja, gdyby to on mógł jęczeć.
- Horan jak długo chcesz sięna mnie patrzeć i rozbierać wzrokiem? Może… po-prostu przejdźmy do rzeczy, huh?
- Bo dlaczego, kurwa, nie*. Tak, przejdźmy do rzeczy… - wymamrotał pod nosem Niall, ignorując cichy śmiech Zayna. Po chwili Horan nie miał jak myśleć, bo Malik zatakował jego usta ściskając jego boki w bardzo mocnym uścisku. Gdy po dłuższej chwili oboje leżeli na łóżku Nialla, a raczej to Niall leżął,bo Zayn siedział na nim okrakiem, blondyn spojrzałz całkowitą dezorientacją na Malika. - Kim jesteś i co z robiłeś z moją Gwizdeczką?
Zayn uśmiechnął się jeszcze szczerzej - Mówisz o moim bracie bliźniaku, tym frajerze, który bujał się w Tobie odkąd zobaczył cię w piątej klasie jak grałeś i prawie poturbowałeś chłopaka z lini obrony podczas meczu z przeciwnej drużyny? To na pewno jego masz na myśli, bo tylko ten kretyn mógł patrzeć na odległość na takie cudo, jakim jesteś, bo jakże by inaczej, nieprawdaż? Mówisz o tym Zaynie…?
- Prawdopodobnie?
- Nie żyje.
- Och?
- Zabiłem, go jak tylko dowiedziałem się, że idzie do ciebie na lekcje francuskiego. Biedaczek nie załapał, że macie hiszpańki… fou naïf. - Z każdym kolejnym zdaniem Zayn przybliżał swoją twarz do szyi Nialla i delikatnie ją całował. Horan nie mógł się opanować i jęczałcicho gdy tylko czuł usta szatyna na swojej szyi.
Do nozdrzy Mulata dochodził delikatny zapach chłopaka. Coś jak miód, malina i coś takiego innego. Coś czego nie potrafił określić. Jedyne co mu przychodziło do głowy to było stwierdzienie, że jest to zapach Nialla. Jedyny, niepowtarzalny, zapach,który kręciłi mąciłmu w głowie, od którego jego kolana drżały. Ale dziś, tego późnego popołudnia, w zaciszu domowym Horana to Malik był górą. To on tutaj przyszedł zapełniać dziury, a nie odwrotnie. I nawet jeśli teraz udawał, groźnego bad boy’a, to i tak wiedział, że jutro wszystko wróci do normy. Znów będzie pełniącym obowiązki, przykładnym uczniem i zastępcą przewodniczącego szkoły.
Z kolei Niall już się pogłubił. To jest Zayn? Ten potwór, który, jezuchrystewnazarecie, z tym swoim językiem powinnien być skazany na banicję? Horan czuł wszędzie ręce siedzącego na nim chłopaka, a po chwili został pozbawiony koszulki, co momentalnie odwzajemnił.
Gdyby, któryś z nich miał mierzyć czas pozbywania rzeczy tego drugiego, prawdopodobnie znaleźliby się w książce rekordów Guinnessa. To co wyprawiały ręce, oraz język, Zayna przechodziło wszelkie wyobrażenie Nialla. Horan, deliaktnie rzecz ujmując, czuł się jak w niebie, a jeszcze do niczego konekretnego nie doszło!
- Gdzieś Ty był całe moje życie? - wyjęczał cicho Niall, gdy tylko jego współtowarzysz chwycił jego penisa dłonią.
- No wiesz, to tu, to tam, zawsze marząc o tej chwili, i teraz… voula. - powiedział cicho Zayn zniżając swoją głowę i delikatnie przejechał językiem po całej długości chłopaka.
- Och, kurwa, Z-Zayn, jezu…- cicho jęczał blondyn, gdy poczuł, że jego penis znika w ustach (i w gardle, to tak przy okazji) chłopaka odważył się spojrzeć na niego. - O kurwa ja pierdolę wyglądasz niczym, nie obraź się za to stwierdzenie, rasowa dziwka… jezu, wyglądasz, o mój boże, zrób tak jeszcze raz! - Wysapał szybko blondyn, gdy poczuł jak zęby Malika deliaktnie zachaczają o drażliwą skórkę jego penisa. Zayn spełnił jego życzenie przy okazji cicho mrucząc z penisem w buzi. Z tego co pamiętał jemu samemu sprawiało to przyjemność, więc… dlaczego by nie? - Kurwa, Malik, jak zaraz nie przestaniesz, och jezusie, zaraz będzie po zabawie…
Horan jęczący pod Malikiem, tego jeszcze w kinach nie grali, ale Zayn już wiedział, że z chęcią wybrałby się na ten film. Mulat posłusznie zaprzestał zaspokajania chłopaka oralnie, i ignorując swojego penisa, który wręcz sam z siebie blagał o chwilę uwagi, podciągnął się na łokciach tak, że był centralnie nad twarzą Horana.
- No cześć, dawno cię nie widziałem, mogę cię po-pocałować? - spytał Zayn, a po chwili swoimi zaczerwionymi ustami dotknął tych różnach ust. Gdyby ktokolwiek teraz spytał Malika jaki jest jego ulubiony smak odpowiedział by coś w stylu “smak Horana”.
Niall westchnął, ale całował również zachłannie Mulata co on jego. Nie omieszkał przy okazji zniszczyć jego fryzury, gdy przyciągał go bliżej siebie.
- No dobra, a teraz punkt kulminacyjny programu - powiedział zachrypniętym glosem Niall pokazując swoją dłoń w której trzymał małą butelczkę oraz paczuszkę z prezerwatywą.
- Oh, wow, jesteś przy-przygotowany?
- Nie, no wcale, bo przeciż po co bym ci proponował… to spotkanie?
- Oh, fakt. - przytaknął Malik, a po chwili miał już delikatnie rozłożył nogi Horana.
Zayn deliaktnie zaczął masować wejście blondyna, ale ten tylko szepnął “nie, bez tego”, co spowodowało zwolnienie procesów myśleniowych Malika. Skoro blondyn, nie chciał przygotowania, trudno, on się dostosuje do życzenia, nie ma sprawy.
(Zayn tak naprawdę nie chciał się przyznać, nawet przed samym sobą, ale z chęcią by po prostu już wziął Horana tam na dole w koryatrzu. Jego wyobraźnia już wtedy działał na wysokich obrotach. Widząc Nialla, który koszlał i krztusił się, Malik wcale nie wyobrażał jak krztusi się jego penisem czy spermą. To byłoby chore. )
Horan jęknął gdy tylko poczuł ciało obce w sobie, a Malik sapnął cicho gdy tylko mięśnie chłopaka zacisnęły się na nim.
- Jezu, Horan…
- Zamknij się, i zacznij się ruszać, proszę - powiedział cicho Horan patrząc prosto w oczy Malika, który nie mówiąc już nic, poraz wtóry tego wieczora pochwylił się i ucałował, już lekko opuchnięte, usta blondyna.
Zayn poruszał się w Niallu powoli, ale z całkowitym oddaniem i pasją, a po chwili tylko przyśpieszył swoje ruchy. Z gardła blondyna wychodziły ciche posapywania, a sam Malik oparł swoje czoło o obojczyk chłopaka pod nim.
Wszystko dookoła było takie idealne, niepowtarzalne, cudowne i jedyne w swoim wydaniu. To tak jakby ktoś dał Malikowi prezent na gwiazdkę dużo szybciej niż by tego oczekiwał. To wszystko było takie intensywne, tak namacalnie… dobre, że aż nierzeczywiste. Zayn jęknał gdy poczuł mocniejsze uciski na jego penisie, oraz gdy nogi Horana mocniej go objeły wiedział, że już czas.
- Niall, ja…
- Zamknij się, kurwa, i bożekurwajedny tam, jeszcze, taktaktak…
Cicho sapał Niall czując jak spełnienie tylko coraz to mocniej nadchodzi, więc jedyne co zrobił to przyciągnął mocniej do siebie bruneta i przejechał paznokciami po jego plecach.
Zayn chwilę później skończył i opadł cały zmęczony, spocony, ale zadowolony, na Nialla, który tylko go przytulił i ucałował w skroń. Oboje byli zadowoleni, to był seks jak marzenia, a przecież noc jeszcze młoda, więc… tej nocy jeszcze niejednokrotnie powtórzyli swój maleńki sukces używając jedynie ciut innych pozycji.
To właśnie zaleta bycia młodym. Można uprawiać tyle razy seks, a organizm młodego człowieka chce tylko więcej i więcej i ciągle mu mało.
12.
Louis nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciel był z gwiazdą piłki nożnej. Co więcej, oboje pieprzyli się jak dwa króliczki, gdzie tylko popadnie. Tommo nie rozumiał jak to się stało, że Zayn miał szansę na spiknięcie się z Niallem, podczas gdy on, wciąż, unikał Liama jak ognia. No, ale nie tym razem.
W tym właśniue momencie, Tomlinson, jak i ponad połowa szkoły, siedział na trybunach pobliskiego boiska piłkarskiego tylko dlatego, ze Zayn go tu zaciągnął. Malik nie chciał być sam na trubunach, chociaż i tak pewnie nikt by tego nie zauważył. Horan wraz ze Stylesem biegaliu w tych śmiesznych strojach piłkarskich i kopali zabawnie tę piłkę po boisku. Jedyne co zostanawiało Louisa to dwie sprawy: pierwsza - gdzie jest Liam, druga - dlaczego Payne nagle zrezygnował z pisania tych (uroczych) szalonych sms’ów.
- Zayn, co ze mną nie tak, że loczek, który, technicznie rzecz ujmując, już nie jest loczkiem nie pisze nie dzwoni, ani nawet nie gra na tym przeklętym boisku?! Przecież on też należy do tej, pieprzonej, drużyny co Twój chłopak! - zbulwersował się Tomlinson, gdy tylko Malik wreszcie raczył spojrzeć na niego.
- Tommo, idioto, spójrz w swoje prawo i sam zadaj mu to pytanie - burknął Zee powracając do (bez)wstydnego patrzenia się na swojego chłopaka. (Jeżu zielony, nawet w myślach Malika brzmiało to tak cudownie, że miał ochotę zacząć piszczeć i skakać jak mała dziewczynka.)
- Co Ty pier-
- Cześć Louis, co tam? - spytał cichy bas Liama, przez co Tomlinson prawie spadł z ławeczki. To jakieś kpiny, prawda? Liam pieprzony Payne nie może tak siedzieć obok niego. To byłoby głupie. - Och, jak zawsze jesteś rozmowny.
- Mógłbyś nie ironizować?
- Mógłbym. Odpowiadając na wcześniej zadane pytanie, czemu nie gram, bo, cóż… Wiesz jest taki chłopak w szkole. Uroczy, słodziutki, jak cukiereczek, ale też jak cukierek może ci zaszkodzić i stanąć w gardle. No i ten chłopak od paru dni mnie unika niewiedząc nawet jak bardzo mnie to boli, bo nie wiem co zrobiłem źle. Wydaje mi się, że byłem w oporządku, no ale mogę się mylić i, ech w końcu się zdenerwowałem i, cóż, przez przypadek moja prawa ręka trafiła w ścianę i… tadam - powiedział cicho Liam pokazując swoją rękę w szynie i obandażowaną dokładnie.
- Liam, ja… - zaczął Louis, ale po chwili się zaciął. Co miał powiedzieć? Że się bał odrzucenia jak cholera? Albo nie chciał, by on nim się wpierw pobawił, a potem pozostawił na pastwę losu, jak jakąś laleczkę? Naprawdę?
- Rozumiem, Lou, i naprawdę przykro mi, ze tak myślisz, wiesz? Naprawdę nie jestem złym człowiekiem, tak samo jak i Ty nie jesteś złym materiałem na chłopaka. Lubię cię, wiesz? - powiedział cicho Liam chwytając swoją lewą dłonią, prawą dłoń Louisa i splatając ich palce ze sobą.
Tomlinson spojrzał oczami, wielkimi niczym spodki, na Payne’a, który uśmiechał się szeroko. Louis nie miał już nic do stracenia, jak tylko pocałować delikatnie w usta o wiele wyższego i bardziej potężniejszego chłopaka. I gdyby Lou musiał wybierać swój najlepszy dzień swojego życia zdecydowanie wybrałby ten, w którym Liam Payne chwycił go za rękę przy całej szkole. I mniejsza o to, że był wtedy mecz między szkolny (który, tak nawiasem mówiąc, jego szkoła wygrała pięc do jednego), najważniejsze było to, że on, Louis William Tomlinson, w końcu był szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy.
13.
Po tym, jak Liam z Louisem, nareszcie, się zeszli, zaczęli trzymać się w piątkę. To znaczy, Zayn z Niallem, Lou i Liam, oraz Harry, jedyny facet, który był całkowicie hetero. Dni, zamieniały się w tygodnie, a te w miesiące. I tak niemal po czterech miesiącach, trzymali się w piątkę. Czterech facetów wolących ptaki, oraz jeden wolący dziuple. Niebywałe… a jednak!
- Nadal nie ogarniam, jakmi cudem ja jestem ten normalny mając za przyjaciół dwóch gejów, i siedząc z nimi i ich chłopakami na stołówce szkolnej. - Styles, jak zawsze zresztą, popisywał się swoją szarmancją i gracją jedząc z otwartą buzią.
- Styles jesteś, jak zawsze, obrzydliwy - wymamrotał Louis wtulając się do Liama.
- A Ty, Tomlinson, jak zawsze jesteś jak zawsze niebywale uroczy, cukiereczku. - Warknął Harry, momentalnie zamykając swoją buzię i jedząc w spokoju swoją kanapkę.
Gdy tylko wszyscy skończyli swoje śniadania, a Horan z Malikiem znów zaczęli się dotykać i rumienić w wiadomy sposób, nastał czas na ruszenie na kolejne zajęcia. Gdy tylko Harry się odwrócił ze swoją tacką, na której wciąż stała butelka z niezakręconą colą, momentalnie wpadł na kogoś oblewając siebie samego napojem.
- Kurwa! Uważaj jak łazisz Ty… Ty… ummm - zaczął Styles, ale zaciął się w momencie gdy podniósł głowę i ujrzał przed sobą dziewczynę o brązowych, delikatnie falowanych włosach i, ogromnych, czarnych oczach.
- No, jak mnie zwyzwiesz, Panie “Jestem Harry Styles, a Ty jesteś nikim”?
- Bo-bo j-ja, chodzi o to, że, ja…
- Nie wierzę, totalnie nie wierzę! Harry Styles nie umie się wysłowić przy dziewczynie… - zakpił Louis.
- Witaj w moim świecie Harry, witam w moim świecie - zaśmiał się Zayn, ciągnąc Nialla w kierunku wyjścia z pomieszczenia.
- Ach i Harry?
- C-co?
- Nie bój się zagadać do niej, jest niesamowicie inteligantna i uzdolniona. Nie bądź pipą, zagadaj…. cukiereczku. - powiedział na odchodne Louis idąc za swoim przyjacielem i jego chłopakiem, równocześnie ciągnąc swojego chłopaka za rękę, który cicho się śmiał z przyjaciela.
I w ten o to sposób, Harry Styles znalazł się w tej samej pozycji co jeszcze całkiem niedawno Zayn i Louis. Należy pamiętać, jedną, ale za to prostą zasadę: nie życz drugiemu, co Tobie nie miłe.
*cyklotymik - osoba towarzyska, nawiązująca łatwo kontakty, myśląca realistycznie, ale także skłonna do dwubiegunowości.
* Inferno - to jedno z dziewięciu miast z gry Heroes III.
* Mary Sue - określenie postaci wyidealizowanej, nieskazitelnej, będącą femme fatale.
* yolo - chyba nie muszę tego tłumaczyć, prawda? Ale jakby ktoś nie wiedział to… “you only live once” :)
* Bo dlaczego, kurwa, nie - chodzi o tę (x) koszulkę taka, minilmalne nawiązanie do ubrania jakie miał na sobie Malik :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz