piątek, 18 kwietnia 2014

Ulicami Londynu przechadza się wiele osób. Nie podobna byłoby ich wszystkich zapamiętać czy zliczyć. Gdzieś pomiędzy tłumem i gwarem samochodów zawsze znajdywał się Harry - wysoki mężczyzna codziennie chodzący tamtędy do pracy. Jego ciemne loczki wesoło podskakiwały, a płaszcz rozdmuchiwany był przez wiatr. Promieniował pozytywną energią na odległość, jego uśmiech był tak zaraźliwy i uroczo dziecinny, że wszyscy wokoło śmiali się kiedy tylko był w pobliżu. Jakby wianuszek z prawdziwych kwiatów doczepiony był do jego głowy. Gdyby nie 22 lata jakie miał w dowodzie i poważny strój możnaby powiedzieć, że dopiero co ukończył gimnazjum.
Lokaty mężczyzna był wyjątkowo towarzyski. Uwielbiał spotkania z przyjaciółmi i dnie w pracy. Bywało jednak, że potrzebował chwili oddechu - co w centrum Londynu jest trudne do znalezienia. Jednak Harry'emu się to udało - odprężał przy pisaniu książek, tekstów piosenek, czy krótkich rymowanek. Dowodem na to była wydana ostatnio książka 'Mirrors' - jego autorstwa. Duma rozpierając go sięgała aż po same szczyty kilkunasto piętrowych wierzowców, mimo, że powieść nie została okrzyknięta bestsellerem. Była tylko jak szara myszka pośród dzieł sztuki... Albo nieoszlifowany diament wśród wielu drogocennych skarbów.
Styles przeprowadził się do Londynu jeszcze w czasie studi, które ukończył kilka miesięcy temu i od tego czasu pracuje na stażu w jednej z firm dziennikarskich. Może to nie było jego marzeniem, ale musiał jakoś zabiarać na życie. Swoje plany, tak jak na przykład muzykowanie czy tworzenie tekstów musiał odstawić na później. Książka była jak narazie jedyną nadzieją na lepsze jutro.

Gdzieś po drugiej stronie zatłoczonego miasta mieszkał mul książkowy przytłaczany przez nadopiekuńczą matkę. Jedyną prywatnością jaką posiadał to książki w które mógł zagłębiać się godzinami. Jedną z nich była 'Mirrors'. Intrygując historia, którą codziennie poznawał na nowo.
Jego życie towarzyskie było w zasadzie nijakie. Nie istaniało. Jedyni kumple, z którymi utrzymywał jakiekolwiek kontakty to Zayn, Niall i Liam - chłopcy po dwudziestce z wielkimi planami podboju całej Wielkiej Brytani. Lou oczywiście nie zaliczał się do nich, bo - wierzcie mi lub nie - wyciągnięcie go na piwo do centrum graniczyło z cudem! Ale cóż poradzić? On wolał wcielać się w bohaterów książek i walczyć w wyimaginowanej rzeczywistości z problemami innych. Z resztą czy to nie zabawne, że porównywał się do jednego z bohaterów, bo podobnie jak on grywał na fortepianie?
Jednak fakt, że z reguły bywał cichy i spokojny nie oznaczało, że nie umiał się bawić, kiedy było to potrzebne. Niall, Liam i Zayn wiedzieli, że Lou z natury był wybuchowy, głośny i nieokrzesany.
Tommo nie miał pojęcia kiedy w jego życiu zaszły tak wielkie zmiany, że zapragnął nareszcie usamodzielnić się. Wyprowadzenie się do własnego apartamentu z paronamą na cały Londyn było jak marzenie! No właśnie - marzenie - bo w rzeczywistości znalazł się w wynajmowanym mieszkaniu w nieciekawej okolicy bez widoku na londyn, ale na ulice i rozwrzeszczane bachory z sąsiedztwa. W salonie walały się kartony w połowie - lub wogóle - nie rozpakowane pozostałe z przeprowadzki. Nie przeszkadzało to szatynowi w dokończeniu lektury, która była przecież najważniejsza!
Niestety, po tygodniu samotnego mieszkania Lou zrozumiał, że jego czas osobisty został dokładnie wyzerowany. Praca w sklepie odzieżowym nie była nawet męcząca - bo w końcu uwielbiał modę! - ale rozmowa z czasami aż za bardzo natrętnymi klientkami - tak. Po ciężkim dniu ledwo znajdował czas na lekturę. W dodatku pisanie artykułów które miały być tak dobre, aby zostały przyjęte i opublikowane - co się jeszcze nie zdażyło - w jednej z gazet było czasochłonne. Żadna z firm i tak nie zwracała na niego uwagi.

*Słowa pisane od zawsze były dla mnie najważniejsze.
Wyrażają najwięcej uczuć.
Można je poznać, przeczytać, wypowiedzieć, zapamiętać.
Historie miłosne pisane są chyba najpiękniejsze z możliwych. Móc je przeżyć i zapisać to jak dotknąć nieba*
A co jeśli... Najpierw zapiszesz, a później poznasz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz