niedziela, 27 kwietnia 2014

*Harry był wyczerpany. Jeśli to był pomysł Louisa, bycia miłym, to on tego nie widział. Było wpół do trzynastej, a on był wyczerpany, wypił litry herbaty (albo tylko mu się wydawało), podczas kiedy pracował jednocześnie na blogu i robił badania do artykułu Lou. Miał zamiar spróbować zjeść coś w południe, ale Louis przekreślił to dając mu pracę na lunch. Harry nie miał nic przeciwko od zatrzymywania swoich myśli od innych rzeczy, ale jedzenie nadal było również miłym rozproszeniem.

- Jak ci idzie? - zapytał Zayn, opierając się biodrem o biurko chłopaka i gryząc kanapkę z grillowanym serem. Harry zmarszczył brwi.

- Czy Louis poprosił cię, abyś afiszował się z swoim obiadem przede mną? - Zayn zamarł.

- Nie? Nie jadłeś jeszcze? - Harry przewrócił oczami.

- Mam dziś za dużo do roboty, Zayn – powiedział sarkastycznie – Jedzenie jest mi zakazane zanim nie skończę pracy nad blogiem i nie opracuje badań.

- Powodzenia – zaśmiał się Zayn, biorąc kolejnego gryza kanapki.

- Zabiłbym w tej chwili za Lasagne. Albo nawet kanapkę – mruknął Harry przesuwając dłonią po twarzy.

- Zabije za to żebyś wrócił do pracy – powiedział Lou, wychodząc z gabinetu i kładąc foldery na biurku Harry’ego – A co ty robisz? - Zayn uśmiechnął się.

- A co z tobą, będącym nieco milszym dla Harry’ego, omawialiśmy to dzisiaj rano – zasugerował.

- W porządku, Zayn – mruknął Harry, biorąc łyk swojej herbaty. Spojrzał w kierunku swojego komputera, ale coś przykuło jego uwagę i spojrzał w kierunku widny – Nick?

Nick podniósł dłoń machając i podchodząc do biurka chłopaka. Położył na nim plastikową torbę.

- Przyniosłem ci obiad – powiedział wzruszając ramionami i przeczesując dłonią włosy.

- Dziękuje – powiedział cicho zielonooki, wciąż w szoku, że Nick był w jego pracy i przyniósł mu jedzenie. Mężczyzna nie był sentymentalnym typem, nie był nawet szczególnie czuły i Harry nie spodziewał się, że przyniesie mu jedzenie, szczególnie po ostatniej rozmowie. Harry wyciągnął dwa pojemniki, jeden z kawałkiem Lasagne z jego ulubionego miejsca na wynos, a drugi z babeczkami. Nick zakołysał się na nogach, a jego spojrzenie wylądowało na Zaynie i Louisie.

- Miałem nadzieje, że porozmawiamy minutę, albo dwie – powiedział patrząc na Harry’ego.

- Ja…

- Masz dużo pracy, Harry – powiedział Lou.

- Lou… - zaczął Zayn, ale zatrzymał się, gdy szatyn spojrzał na niego.

- Chcesz, aby mój asystent pokazał ci, wyjście? - zapytał Louis, na co Nick uśmiechnął się.

- Ty musisz być Louis – Tomlinson pokiwał głową.

- Jestem jego szefem, tak.

- Racja. Jego szefem – powiedział Nick a ostatnie słowo przesiąknięte było jadem.

- Harry właściwie jest teraz w środku pracy – powiedział mu Louis – Jestem pewien, że możecie skończyć tą rozmowę po pracy.

- Jestem pewny, że nie możemy, kolego – powiedział Nick z protekcjonalnym uśmiechem na twarzy – Jestem pewien, że świat mody nie rozpadnie się, jeśli Harry będzie przez chwile nieobecny – Szatyn prychnął.

- Tu nie chodzi o modę, czy o magazyn. Chodzi o to, że Harry ma pracę do wykonania. Praca, w której go rozpraszasz w tej chwili – Harry wstał.

- Oboje…

- Usiądź Harry – zażądał Louis, nie zostawiając Nicka – Zayn, mógłbyś pokazać Nickowi wyjście?

- Nie sądzę, że powinieneś mówić w ten sposób do Harry’ego, kolego – powiedział Grimshaw, a Louis uśmiechnął się krótko.

- Poproszę cię, żebyś wyszedł.

- Lou, to zajmie minutę – powiedział cicho Harry.

- Zamknij się Harry… - warknął Tomlinson przez zaciśnięte zęby.

- Dobra, możesz się przestać. Nie mów tak do niego – powiedział Nick, stając pomiędzy biurkiem Stylesa a Louisem – Możesz być jego szefem, ale nie jesteś jego panem. Nie masz prawa traktować go jak psa, mówiąc mu, kiedy siadać i kiedy może jeść…

- Nie możesz po prostu tu przychodzić i widzieć się z swoim małym pieprzonym chłoptasiem, kiedy chcesz…

- Dobrze, przestańcie! - krzyknął Harry, przyciągając uwagę wszystkich w biurze, którzy nawet nie patrzyli – Wracamy za minutę Louis – powiedział, chwytając rękę Nicka i ciągnąc go zanim którykolwiek mógł zaprotestować. Mruknął pod nosem, popychając Nicka w róg pokoju socjalnego – Co ty robisz? - zapytał z niedowierzaniem.

- Przynoszę ci obiad – odpowiedział Nick – Byłem chujem ostatniej nocy…

- I jesteś teraz… - dodał Harry, na co Nick westchnął.

- Czuje się z tym źle, i chce przeprosić – Zielonooki zatrzymał się.

- Zmieniłeś zdanie?

- Nie, Harry, wiesz, że nie – powiedział cicho Nick.

- Więc nie musisz tu być. Nie chce, żebyś był moim obrońcą, Nick – warknął Harry – Szczególnie przy moim szefie.

- Racja. Twój szef – powtórzył – To wszystko, czym jest?

- Przecież wiesz – powiedział Styles – Chce, żeby ten staż był dobry, bo potem dostane prace. Wszystko stanie się dla mnie łatwiejsze i wyniosę się szybciej. To będzie lepsze dla nas obu, nie sądzisz? - Nick przygryzł wnętrze swojego policzka.

- Nie lubię go.

- On też cię nie lubi.

- No, co ty – powiedział z uśmiechem wzruszając ramionami. Harry westchnął, kręcąc głową.

- Musisz iść. Lou już jest na mnie wkurzony, nie chce tego pogarszać – Mężczyzna przeczesał swoje włosy ponownie.

- Zobaczymy się później? - Styles wzruszył ramionami.

- Mogę gdzieś wyjść po pracy. Pewnie wrócę do domu późno.

- Okej, Zobaczymy się, kiedy… Zobaczymy się potem – fuknął Nick.

- Nie tym tonem, dobra? Jesteś tym, który tak chciał, więc teraz masz do czynienie z konsekwencjami – powiedział Harry. Chwycił rękę Nicka i wyprowadził go z pokoju socjalnego do windy – Porozmawiamy później. Nie zatrzymał się, żeby zobaczyć jak Nick wychodzi. Udał się z powrotem do biurka i usiadł ignorując miażdżące spojrzenie Louisa i uniesione brwi Malika.

- Powiedź swojemu chłopakowi..

- On nie jest moim chłopakiem – przerwał mu Harry, otwierając swoją przeglądarkę, żeby dokończyć wpis na blogu.

- To nie istotne – powiedział Lou z machnięciem ręki – Nie musi przychodzić tutaj, żeby się odwiedzać podczas pracy.

- Dam mu znać.

- Patrz na to, co robisz – Harry westchnął, obrzucając Louisa surowym spojrzeniem.

- Nie zrobi tego ponownie, uwierz mi. Czy mogę teraz skończyć tego posta, przed przymiarką o trzeciej? Prawie skończyłem – Tomlinson pokiwał głową i wrócił do swojego biura. Zayn zagwizdał lekko, kiedy szatyn zamknął za sobą drzwi.

- Co to do cholery było? - Harry zakrył twarz dłońmi.

- Może życie? Nawet nie wiem – odpowiedział potrząsając głową. Spojrzał jeszcze okiem na drzwi Louisa, zanim otworzył obiad, który przyniósł mu Nick i zaczął jeść. Skończył go w mniej niż pięć minut, pijąc resztę herbaty, a potem wyrzucił pojemnik do kosza – Myślę, że będę chory.

- Przez takie szybkie jedzenie – powiedział Zayn – Wszystko w porządku?

- Nie – odpowiedział Harry – Nie rozumiem, dlaczego Lou był… - uciął – A potem, Nick był… - urwał.

- Tak, jest uroczy – Styles zmarszczył brwi a Zayn przygryzł wargę – Za szybko, tak? - Harry roześmiał się.

- Jesteś śmieszny – skomentował – A teraz odejdź, żebym mógł dokończyć posta, żeby Louis nie unicestwił mnie później – Zayn pochylił się, targając swoje włosy przed powolnym odejściem, zostawiając Harry’ego samego w nieszczęściu i zamieszaniu, aby zakończył swoją pracę.

+

- Ponieważ oczywiste jest, że nie wiesz jak działają przymiarki, będziesz tylko ładnie tam stał, trzymał moją herbatę i zgadzał się z wszystkim, co powiem, rozumiesz? - polecił Louis wręczając mu iPada i kubek herbaty. Harry zacisnął usta i kiwnął głowa.

- Tak proszę pana.

- Grzeczny chłopiec – powiedział Louis klepiąc go po ramieniu – A teraz nie zawstydź mnie tutaj, okej? - Harry prychnął przed pójściem za Louisem do pokoju. Były tam stojaki i szafy przy ścianach i Lou zaczął je przeglądać. Harry ustawił iPada na biurku obok kubka Louisa, w odpowiednim czasie, bo szatyn zaczął wciskać mu wieszaki w ramiona – Powieś to na tamten pusty stojak – powiedział. Harry zrobił to, co mu kazano, biorąc wszystkie stroje od mężczyzny i wieszając je najstaranniej jak tylko mógł. Louis stanął obok niego i oglądał stroje. Westchnął po chwili – Gdzie jest Cara? Powinna tu już być – mruknął – Cholerne kobiety, zawsze się spóźniają. Niech to będzie dla ciebie lekcja Harry. Jeśli kiedykolwiek będziesz miał prawdziwą prace, bycie na czas jest najważniejszym, co można robić.

- Tak proszę pana – powiedział Harry – Możemy…

- Louis! - Hary zatrzymał się, odwracając się w tej samej chwili w samą porę, żeby zobaczyć szczupłą, blondynkę wchodzącą do pokoju i rzucającą się na szyje Tomlinsona. Cofnął się o krok do tyłu nie chcąc się skrzywić. Nigdy wcześniej nie był zazdrosny o kobietę. Nie, chyba, że miała bardzo, bardzo atrakcyjnego chłopaka. Ale żałował właśnie, że nie mógł być jedynym, którego ramiona owinięte były wokoło Louisa, powodując u niego uśmiech, w sposób w jakiś zrobiła to kobieta w jego ramionach.

- Cara, wyglądasz pięknie – powiedział Louis wyciskając pocałunek na jej policzku – Dziękuje ci bardzo, że zrobisz to w tak krótkim czasie.

- Oczywiście, Louis. Wszystko dla ciebie – powiedziała Cara, kładąc swoją torbę na podłodze. Odwróciła się i spojrzała z uśmiechem na Harry’ego – Cześć.

- Witaj, jestem Harry. Stażysta Louisa – powiedział wyciągając dłoń w jej stronę. Kobieta spojrzała na nią, a potem potrząsnęła nią.

- Miło cię poznać, Harry. Jesteś po prostu uroczy – powiedziała z uśmiechem.

- Nie jest – powiedział szatyn, wybierając strój z wieszaka i podając go jej.

- Jestem – wyszeptał do dziewczyny, posyłając jej jeden z swoich najbardziej czarujących uśmiechów – On po prostu nie wie jak się do tego przyznać – Cara roześmiała się.

- Na jakiej planecie go znalazłeś, Louis? Chce takiego. Jego włosy są puszyste! - Louis przewrócił oczami.

- Możemy się skupić na pracy Cara? Jestem pewien, że masz napięty harmonogram…

- Możesz ich dotknąć, jeśli chcesz – powiedział Harry wzruszając ramionami.

- Mogę? - zapytała z błyszczącymi oczami. Harry pochylił się nad nią.

- Śmiało – Dziewczyna wyciągnęła dłoń i pogłaskała jego włosy palcami. Louis przygryzł swój policzek. Wiedział dokładnie, co działo się w głowie Cary; był niemal pewien, że włosy Harry’ego miały jakąś magiczną moc. Jego umysł wrócił do chwili, gdy on dotykał tych włosów (albo, to był tylko raz), pokręcił głową, bo to nie było coś, o czym powinien myśleć w tamtej chwili.

- Cara? Możemy kontynuować?

- Tak, oczywiście – powiedziała dziewczyna, zabierając rękę z włosów Harry’ego i biorąc ubrania, które podał jej szatyn.

- Dziękuje.

+

- Harry, chciałbym, żebyś kogoś poznał – Harry spojrzał znad swojej torby, gdzie pakował rzeczy na weekend. Zobaczył Zayna podchodzącego w jego stronę z innym mężczyzną o ciemnych włosach i ciepłych brązowych oczach – Harry to jest Liam. Liam to jest Harry, stażysta Louisa i mój przyjaciel – powiedział Zayn, a Harry wyciągnął dłoń.

- Dobrze cię poznać, kolego, wiele słyszałem o tobie dobrego – Liam zarumienił się lekko.

- Mi też miło poznać – powiedział Payne – Prowadzisz bloga tego magazynu, prawda?

- Tak, jakoś przez tydzień, nic wielkiego – wzruszył ramionami zielonooki.

- Jesteś naprawdę świetny. Ja i Niall obserwujemy cię uważnie – powiedział mu Liama, a Harry zamarł.

- Ja? - Liam skinął głową.

- Powiedz Louisowi, żeby miał na ciebie oko. Może porwiemy cię po twoim stażu – powiedział Payne, na co Malik zaśmiał się.

- Ostrzegałem cię, co do kradzieży moich współpracowników – zażartował.

- Lubię żyć na krawędzi – powiedział Liam, zacieśniając objecie, na Zaynie.

- Zayn, pamiętasz w ten weekend… Och, witam – Louis zatrzymał się, zauważając towarzysza Zayna.

- Lou, to jest Liam. Pamiętasz go tak? - powiedział Zayn. Louis uśmiechnął się, ściskając dłoń Liama.

- Liam, dobrze cię znowu widzieć.

- Ciebie również. Słyszałeś, że byłeś ostatnio mniejszym tyranem – zażartował Liam, na co Louis roześmiał się.

- Słyszałem, że w końcu zarzuciłeś swoje sidła na Zayna.

- W pewnym sensie tak – uśmiechnął się Liam. Harry opierał się przez zmarszczeniem brwi, gdy patrzył na Louis egzystującego tak beztrosko z Liamem. Nigdy wcześniej nie widział go nawet z tego typu uśmiechem na twarzy.

- Więc, co tam robi Niall? - zapytał Tomlinson z uśmiechem. Payne roześmiał się.

- No wiesz, to, co zwykle. Nawet nie wiem, że jestem na terytorium wroga w tej chwili – zażartował, sprawiając, że szatyn zaśmiał się.

- Nie zdradzę twojej tajemnicy, obiecuje.

- Dziękuje.

- Okej, wychodzimy. Napisz do mnie w weekend, jeśli coś będziesz chciał, okej? - powiedział Zayn do Harry’ego, posyłając mu spojrzenie. Styles uśmiechnął się łagodnie.

- Dziękuje, ale wszystko będzie dobrze. Bawcie się dobrze.

- Miło było cię poznać Harry.

- Miej oko na mojego chłopca, Liam – powiedział Louis.

- Nawzajem, Liam. Dbaj o niego – ostrzegł Harry machając, kiedy oboje weszli do widny. Coś skręciło się w środku niego, kiedy obserwował ich obu, nie mógł tego wyjaśnić, ale wiedział, że to było to, co chciał. Chciał to, co Zayn i Liam zaczynali tworzyć, nieśmiałe randki, trzymanie się za ręce, wszystko to, co ludzie… W związkach robili. Chciał tego. I wtedy zrozumiał, co Nick miał na myśli. Nick był cudownym, seksowym, zabawnym i wspaniałym człowiekiem, ale on nie był związkowym człowiekiem, i nie był człowiekiem chcącym mieć jednego partnera. I Nick był naprawdę… Na początku tym, co chciał Harry, ale nie chciał tego więcej. A potem był Louis, pieprzony Louis, który był tak uroczy i przystojny, kiedy mówił do każdego, ale Harry po prostu tego nie rozumiał.

- Harry? Hazz? Wszystko okej? - Louis ścisnął jego ramię i wyrwał go z zamyślenia.

- Co? Słucham?

- Wszystko okej? - powtórzył Louis, zarzucając torbę na ramię.

- Tak - powiedział cicho Harry, podnosząc swoją torbę – Zobaczymy się w poniedziałek – Louis westchnął, sięgając do ramienia Harry’ego ponownie.

- Chcesz wyjść na drinka?

- Chcesz iść na drinka? - zapytał Styles.

- Nie, pytam czy ty chcesz iść na drinka?

- Z tobą?

- Teoretycznie, tak – przytaknął Louis.

- Och – mruknął powoli zielonooki – Ja… Znaczy, chcesz tego? - Co to było, że pytał samego siebie. Nigdy nie był zdenerwowany przed Louisem. Skąd pochodziły te nerwy? Ostatnią osobą, przed jaką chciał z siebie zrobić idiotę był Louis. Szatyn pokiwał głową.

- Tak, chce.

- Więc, tak. Chciałbym – odpowiedział brunet.

- Więc chodźmy – mruknął niebieskooki, kiwając głową w stronę windy.

O Boże, w co ja się wpakowałem? Pytał siebie Harry, piętnaście minut później, gdy on i Lou weszli do pubu kilka przecznic w dół ulicy przy biurze. Louis zaprowadził Harry’ego do boksu w rogu, jednego, który prawdopodobnie mógł pomieścić pięć osób. Tomlinson usiadł obok niego i machnął dłonią na kelnerkę. Harry starał się utrzymać odpowiednią odległość między nimi dwoma. Odstawił swoją torbę obok siebie i wciągnął głęboko powietrze.

- Dostanę wódkę z żurawiną? - zapytał Lou – Hazz? Co chcesz?

- Jacka z Colą, proszę?

- I dwa drinki Jacka, na jednym rachunku – powiedział Louis do kelnerki.

- Lou, mogę sam za siebie zapłacić – mruknął Harry. Tomlinson uśmiechnął się do kobiety.

- Na jednym poproszę – powtórzył wyciągając kartę i podając ją jej. Harry wziął orzeszki, które były na środku stołu.

- Mogę sam za siebie zapłacić – powiedział mu.

- Utrudniasz to człowiekowi, który chce przeprosić, tak? - zapytał go Louis.

- Więc to jest to? Przeprosiny? - Lou wzruszył ramionami, kiedy kelnerka przyniosła ich drinki.

- Możemy dostać również jakieś frytki? - zapytał, odwracając się do chłopaka – Chcesz coś jeszcze? - Harry potrząsnął głową.

- Frytki są okej, dziękuje – powiedział kelnerce z uśmiechem.

- Powiedźcie, jeśli będziecie potrzebować czegoś innego – powiedziała dziewczyna przez odejściem. Louis podniósł kieliszek drinka, wręczając jeden brunetowi.

- Na zdrowie, kolego.

- Na zdrowie – powtórzył Harry, wypijając całość bez skrzywienia się. Postawił szklankę na stole, opierając brodę na dłoni i wpatrując się w Lou.

- Powiedziałeś, że to były przeprosiny – Louis przytaknął.

- Powiedziałem.

- Za co? - zapytał cicho Styles.

- Do tego potrzebuje więcej alkoholu – mruknął niebieskooki.

Trzy godziny i niezliczoną ilość alkoholu później, Harry opierał się o Louisa, frytki leżały na stole zimnie i zapomniane. Był przyćmiony, niepijany i po prostu może trochę wstawiony i mniej pewny siebie. Louis miał ramię owinięte wokoło jego talii. Jego palce zaciskały się na jego kości biodrowej. Pomimo tego wszystkiego dzień wcześniej i napięcia, jakie było między nimi cały dzień, udało mi się naprawdę dobrze ze sobą bawić. Kiedy drinki i shoty płynęły jeden po drugim tak i rozmowa. Harry miał przejebane, kompletnie przejebane, bo był całkowicie zakochany. Louis był zabawny, trochę dziwny, przystojny, uroczy i po prostu wspaniały i Harry miał przejebane, ponieważ teraz widział tą stronę Louisa i chciał ją widzieć cały czas. Przytulił się bliżej szatyna, owijając ramiona dookoła niego i przyciągając go bliżej. Przycisnął nos do jego szyi, odcinając się od tego, co mówił Louis, ponieważ nie zwracał na to uwagi.

- Wszystko okej, kolego? - zapytał Louis, a jego głos był nieco wyższy. Jego niebieskie oczy zmarszczyły się za okularami ze śmiechu. Młodszy pokiwał głową, przysuwając się w boksie bliżej Louisa. Jego dłonie przesunęły się naciskając na jego ciepłą skórę. Louis odchrząknął, sięgając ręki Harry’ego i… Okej, naprawdę chciał odsunąć Harry’ego daleko. Albo, naprawdę chciał chcieć odsunąć Harry’ego daleko, ale tego nie zrobił. Splótł ich palce razem i po prostu pozwolił sobie cieszyć się uczuciem chłopaka blisko niego.

- Poza biurem jesteś zabawny – skomentował Harry, opierając głowę na ramieniu Louisa, wzdychając na jego szyje. Szatyn zaśmiał się i podniósł kieliszek upijając łyk.

- Jestem? - Harry pokiwał głową, przysuwając się bliżej, aż ich biodra dotykały się.

- Jesteś taki poważny w pracy.

- Mam poważną prace – uśmiechnął się Louis. Styles roześmiał się. Jego policzki czerwieniły się z powodu alkoholu, a jego oczy marszczyły się w kącikach.

- Masz! Masz! Naprawdę masz! - powiedział poważnie z skinieniem głowy. Tomlinson potrząsnął swoją głową przez napiciem się kolejnego łyka – Dlaczego zaprosiłeś mnie na drinka w ramach przeprosin? - Louis zamarł, obserwując go kątem oka. I nie. Nie, nie, nie, oczywiście Harry był uroczo pijany, całkowicie słodko i po prostu… - Hmm? - przypomniał się Harry, przesuwając swoje palce naciskając na dolną część pleców Louisa. Szatyn przysunął się bliżej stołu, starając się uciec od dotyku młodszego, ale nie mógł.

- Ponieważ wcześniej byłem dupkiem dla ciebie i twojego chłopaka – Harry prychnął.

- Zasłużył na to. Jest dupkiem. W rzeczywistości ty też – dodał.

- Dzięki? - zapytał Louis, choć nie miał się obrazić, bo Harry mówił prawdę. Był dupkiem dla Nicka, a w szczególności go Harry’ego.

- Przynajmniej jesteś uroczy – mruknął Harry, przez co na niego spojrzał.

- Harry…

- Zamknij się Louis – powiedział Harry, łapiąc bok jego szczęki u przyciskając swoje usta do tych jego. Trzymał go ciasno, obawiając się, że Louis wyrwie się i ucieknie, ale podjął to ryzyko. To nie był efektowny pocałunek i nawet nie był szczególnie dobry, zważając na kąt, ale Harry się tym nie przejmował. On pasuje do Louisa, oni po prostu do siebie pasują i to było idealne. Pociągnął dolną wargę Louisa między swoje zęby, gryząc go w sposób, w jaki wyobrażał sobie to tygodniami, a potem… Potem był koniec. Louis odsunął się do tyłu, oddychając ciężko i próbując zdystansować się do chłopaka.

- Nie możemy tego zrobić, Harry…

- Dlaczego do kurwy nie? - jęknął Harry.

- Bo masz osiemnaście lat, jestem twoim szefem i jesteś pijany…

- Przestań wykręcać się wiekiem, cholera – jęknął Styles – Nie jestem jeszcze taki pijany. Chciałem cię pocałować, ponieważ miałem twojego kutasa w ustach, jasne? - Louis zakaszlał, patrząc w dół, aby zobaczyć czy ktoś zwracał uwagę na ich rozmowę.

- Harry, proszę, mów ciszej. Istniej długa lista, dlaczego to jest zły pomysł…

- Nie ma, jest tylko jeden powód, Louis i to jest to, że jesteś idiotą – warknął.

- Nie jestem…

- Chce ciebie, Louis – powiedział Harry – Chciałem cię od tygodni, i próbowałem się od ciebie odsunąć. Ale, kurwa, ty nawet nie widzisz… Dlaczego nie możesz po prostu dostrzec jak bardzo cholernie cię chce? - zapytał zdenerwowany – Jezu – Louis siedział z otwartymi ustami, zanim w końcu zareagował.

- Masz Nicka, a ja nie zamierzam wchodzić między was – powiedział mu cicho. Harry parsknął.

- Nick i ja to koniec. Skończył to wczoraj. Nie ma go już więcej – mruknął.

- Więc jestem odskocznią?

- Jezu! - krzyknął Harry – Ty w ogóle mnie nie słuchasz! - Przeciągnął dłońmi przez swoje włosy w pełnej frustracji, wciągając głębokie oddech. Tomlinson sięgnął do jego ramienia.

- Harry, to nie jest dobry pomysł…

- Och, spieprzaj z tym gównem, Lou – powiedział Harry – Chcesz mnie? Ponieważ czasami myślę, że tak, czasami jestem taki pewny, a potem po prostu… Nie mam cholernego pojęcia – przyznał. Lou otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mógł. Zamarł na miejscy. Chciał Harry’ego? Oczywiście, że tak. Ale wiedział, że pragnienie go i przyznanie tego to wie różne rzeczy – Och – powiedział cicho – Po prostu… - pokręcił głową sięgając po torbę i stając – Do zobaczenia w poniedziałek. Dzięki za drinki – mruknął zanim wyszedł z pubu.

Louis patrzył jak wychodził, wiedząc, że prawdopodobnie powinien go zatrzymać. Wiedział, że prawdopodobnie Harry myślał, że go odrzucił. Ale Louis nie… On go nie odrzucał. On po prostu nie wiedział, co robić. To było zupełnie, co innego…. Prawda?

+

Harry był strasznie zmęczony wracając do domu i płacząc na czymś, co było już stare. Był zaskoczony, kiedy zobaczył, że Nick nadal nie spał i wylegiwał się na kanapie, kiedy on wrócił z pubu. Jego głowa pulsowała i nie był w nastroju na spieranie się, a ostatnio każda rozmowa z Nickiem kończyła się kłótnią.

- Dobrze się bawiłeś? - zapytał Nick.

- Nie szczególnie – mruknął Harry, zdejmując buty i rzucając portfel i klucze na stole w kuchni.

- Jak tam Lou? - zapytał Nick, a ton jego głosu sugerował, że tak naprawdę go to nie obchodziło, ale chciał ponaglić Harry’ego. Chłopak jęknął.

- Jest cholernie cudowny. To chciałeś usłyszeć? - Grimshaw wzruszył ramionami.

- Więc wyszedłeś z nim?

- Tak, wyszedłem. I będziesz zachwycony, kiedy ci powiem, że nic się nie stał, bo, od kiedy ze mną skończyłeś, nikt kurwa mnie nie chce. Jestem seksualnym wyrzutkiem, albo coś – rzucił młodszy, rozpinając swoją koszulę.

- O czym ty mówisz?

- Skoro zdecydowałeś, że mnie nie chcesz – zaczął zielonooki – Nikt nie chce! Zayn ma swojego cudownego Liama – powiedział starając się wyciągnąć swoją zaplątaną koszulę. Wymamrotał przekleństwo i prawie upadł, ale Nick był u jego boku, by go przytrzymać.

- Harry, jak bardzo pijany jesteś? - zapytał Nick, chwytając jego koszule i zdejmując ją z jego ramion.

- Nie dość pijany – wydął wargi – Bo Louis kurwa nadal mnie nie chce – Chłopak skrzyżował ramiona i usiadł na kanapie.

- Jestem pewien, że chce – powiedział Nick, popychając go lekko na kanapę i okrywając jego ramiona kocem.

- Nie, nie chce – szepnął młodszy, pocierając oczy i mówiąc sobie, żeby nie płakać – Nikt nie chce.

Nick poczuł skręt żołądka, kiedy Harry wcisnął się w kanapę. Ostatnią rzeczą, jaką pragnął, aby kiedykolwiek Harry czuł się jakby on go nie chciał. Jakby nikt go nie chciał, bo to nie była prawda. Miał tylko nadzieje, że Harry ujrzy to w ten sposób w pewnym momencie.

+

- Zawdzięczam ci wielki obiad, Zayn, dziękuje – powiedział Harry wisząc na telefonie i rozglądając się po mieszkaniu. Było po szóstej a Nicka jeszcze nie było. Styles poszedł wcześniej obejrzeć trzy mieszkania, i już wybrał jedno, kilka przecznic dalej, w starym budynku. Było to w korzystnej dla niego cenie i na piątym piętrze, co nie było takie złe z wyjątkiem, że nie było windy. Mógł sobie z tym poradzić. Mógł zadzwonić do jakichś ludzi od przeprowadzeni w poniedziałek, żeby mówić się na dzień albo na wieczór, ale poszedł się pakować. Dwadzieścia minut później rozległo się pukanie do drzwi jego mieszkania i otworzył je ukazując stojących Zayna i Liama. Uśmiechnął się na ten widok.

- Moi bohaterowie – Zayn zaśmiał się.

- Za moje usługi żądam obiad i piwo – oznajmił, podchodząc i zdejmując kurtkę, a potem wieszając ją na półce przy drzwiach.

- Jestem tutaj z mojego dobrego serca – powiedział Liam uśmiechając się i zawieszając swoją kurtkę przy tej Zayna.

- Ugotuje, co chcesz – obiecał Harry – Pod warunkiem, że zrobimy dziś najwięcej jak się tylko da.

- Poradzimy sobie – zachęcił go Payne. Harry zaprowadził ich do sypialni, gdzie jego ubrania były porozrzucane wszędzie.

- Dobrze, że nie mam zbyt wiele rzeczy – Malik spojrzał na stos ubrań na łóżku.

- To nie jest dużo?

- Nie? - mruknął Harry.

- Myślę, że potrzebuje piwa, natychmiast – dodał Zayn z kiwnięciem głowy.

- Przyniosę ci jedno – powiedział zielonooki, robiąc to szybko i po chwili był z powrotem w sypialni, podając Malikowi piwo – Naprawdę doceniam, że oboje mi pomagacie. Wiem, że prawdopodobnie masz czterysta innych rzeczy do robienia w tej chwili – Liam wzruszył ramionami.

- Nie mam nic przeciwko. Przyjaciele Zayna są moimi przyjaciółmi – Zayn uśmiechnął się ściskając ramię Liama, przed tym jak spojrzał na Stylesa.

- Masz pudła?

- Tak! - Harry wyciągnął kilka części tektury, składając je w pudełka – Ubrania możecie wrzucać gdziekolwiek. Mam kilka ubrań przygotowanych na ten tydzień, więc to nie problem.

- Kiedy się wyprowadzasz? - zapytał Zayn, zbierając niektóre ubrania Harry’ego i składał je przed złożeniem do pudełek.

- Kiedy zatrudnię kogoś do przeprowadzki. Muszę porozmawiać z Lou i zapytać czy mogę mieć wolne jakiegoś ranka, albo po południu, czy coś – powiedział Styles wzruszając ramionami.

- Powodzenia – mruknął Malik – Nie wiem czy on w ogóle wie, co to wolny dzień. On zawsze pracuje.

- Wiesz, Niall jest świetnym szefem. Zawsze wyrozumiały – wtrącił Liam. Harry zatrzymał się. Zmiana tematu była tak oczywista, że nie mógł nic zrobić i uśmiechnął się.

- Teraz też? - Liam pokiwał głową, pomagając Zaynowi złożyć ubrania chłopaka zanim wsadził je do pudła.

- Po prostu o tym pamiętaj – powiedział z uśmiechem, na co młodszy roześmiał się.

- Nie jesteś w ogóle subtelny.

- Nawet nie próbowałem. Próbujemy cię wyciągnąć z okropnego branżowego pisma i wsadzić do pięknego świata public relations – wytłumaczył Liam.

- Czy ty cytujesz teraz Nialla – zapytał Zayn. Liam uśmiechnął się.

- Mówił, żebym to zapamiętał – Mulat roześmiał się.

- Pomyślę nad tym – powiedział Harry, układając buty w pudełku.

- Pomyślisz? - zdziwił się Liama, na co Zayn zmarszczył brwi.

- Chcesz odejść? - Chłopak wzruszył ramionami.

- Po moim stażu, tak. Będę potrzebował pracy. Nie mam tylu oszczędności, żeby płacić za mieszkanie dłużej niż pół roku – wytłumaczył Harry.

- Myślałem, że ty i Anne rozmawialiście na temat twojego zatrudnienia – uciął Malik, na co Harry jedynie wzruszył ramionami. Brunet westchnął – Jeśli odchodzić z powodu Lou, jesteś cholernym idiotą.

- Wiem – powiedział cicho Harry. Liam spojrzał pomiędzy nich dwóch.

- Co się dzieje między tobą a Louisem?

- To skomplikowane – powiedział Zayn.

- To nie jest skomplikowane. Tam nic nie ma – poprawił Harry – Idę się pakować łazienkę – Zayn obserwował go przez chwilkę, a potem westchnął i kontynuował pakowanie jego ubrań.

- Nie powinienem o to pytać? - zapytał Liam, na co brunet pokręcił głową.

- Nic się nie stało. Oni po prostu oboje są idiotami.

- Powinienem przeprosić? - Malik uśmiechnął się.

- Jesteś taki słodki – powiedział pochylając się i szybko przyciskając usta do policzka Liama, powodując tym, że się zaczerwienił.

- Zamknij się.

Po godzinie Harry wyszedł z łazienki. Jego oczy były czerwone a włosy w całkowitym bałaganie. Postawił pudełko, biorąc taśmę i zaklejając je przez napisaniem na nim „ŁAZIENIKA” jego niechlujnym pismem.

- Co chcecie na obiad? - zapytał Harry. Zayn spojrzał na niego zza pudełek. Zaklejał ostatnie pudełko butów i ubrań Stylesa.

- To nie ma znaczenia – powiedział wzruszając ramionami.

- Skończyliście pakować wszystkie ubrania? - Liam kiwnął głową.

- Praca zespołowa. To jest kluczowa zasada pracy… - Harry roześmiał się.

- Jeśli nadal próbujesz mnie namówić do rozmowy z twoim szefem, nie musisz. Jeśli Niall ma dla mnie ofertę, to chętnie się z nim spotkam – powiedział zielonooki.

- Idealnie – rzekł Liam z uśmiechem – Moja praca tutaj jest zakończona.

- Więc spotykasz się ze mną, żeby dostać się do Harry’ego? Widzę jak to jest – powiedział Malik dokuczliwym tonem. Jednak Harry wiedział, że prawdopodobnie rzeczywiście był zachwycony tym wszystkim. Liam owinął ramię o talię Zayna i przycisnął szybki pocałunek na jego ustach.

- Nigdy. Harry jest tylko dodatkiem. Ty jesteś powodem, dla którego jestem z tobą - Zayn odchrząknął próbując walczyć z wstępującym na jego twarz rumieńcem.

- Więc… Tacos, czy makaron? - zapytał Harry.

- Co? - Styles roześmiał się.

- Na obiad. Nie zapomniałeś, prawda?

- Oczywiście, że nie – powiedział Zayna – Na co masz ochotę? - zapytał Liama, który tylko wzruszył ramionami.

- Jestem za makaronem.

- Makaron – zdecydował Harry.

Kiedy siedzieli przy stole jedząc obiad, Nick wrócił do domu zdejmując swoje buty pod ścianą i oznajmiając swoje przybycie. Harry odwrócił się i posłał mu mały uśmiech.

- Cześć, Nick – Mężczyzna uśmiechnął się lekko.

- Kim są twoi przyjaciele?

- To jest Zayn, pracuje z nim, a to jest Liam jego chłopak – wytłumaczył.

- On nie jest…

- Nie jesteśmy…

- On jest…

- Chłopakiem – powtórzył Harry, ucinając ich słowa – To jest Nick.

- Miło cię poznać – powiedział Zayna. Nick rozejrzał się po mieszkaniu. Pudełka leżały za kanapą, biblioteczka była pusta, i puste pudełka leżały dookoła.

- Wyprowadzasz się niebawem? - Styles przygryzł wnętrze policzka.

- Któregoś dnia w tym tygodniu. Muszę zadzwonić do gości od przeprowadzki – powiedział – Znalazłem niedawno mieszkanie. Jedno z tych, które zakreśliłeś, w gazecie – Harry nie chciał być chamski, ale widać było, że Nick chciał, żeby się wyprowadził, i szczerze on też tego chciał.

- Och.

- Jeśli jesteś głodny, zrobiłem więcej jedzenia – powiedział Styles.

Dwie godziny później Zayn i Liam przytulali go na pożegnanie, pozostawiając go sam na sam z Nickiem. Harry nie ignorował go. Nie. Chciał po prostu dokończyć pakowanie. Był umówiony na lunch z siostrą następnego dnia, prawdopodobnie z zaimprowizowanymi zakupami. Chciał po prostu wyjść z mieszkania.

- Nie wiedziałem, że wyprowadzasz się tak szybko. Dlaczego mi nie powiedziałeś? - zapytał Nick. Harry wzruszył ramionami pochylając się nad stosem niektórych jego książek w pudełku. Nick położył dłoń na dolnej części pleców Harry’ego, wkładając ją pod cienką tkaninę koszulki i zaczął masować jego skórę. Młodszy zadrżał i wstał odtrącając dłoń Nicka.

- Jasno dałeś mi do zrozumienia, że mam się wyprowadzić, więc to robię – powiedział wzruszając ramionami.

- Ja nie…

- Odszedłeś. Nie było cię, kiedy się obudziłem i znalazłem tą chamską kartkę na stole, z propozycjami mieszkań. Jeśli to nie była wskazówka, że mnie nie chcesz, to nie wiem, co to było – powiedział Harry.

- Nie chciałem, żebyś tak to odebrał – odpowiedział Nick – Myślałem, że to ci pomoże.

- To wciąż boli Nick – Nick przytulił go, ale Harry wymknął się z jego uścisku.

- Jezu, Harry. Czy tak to teraz będzie wyglądać? - zapytał.

- Tak – odpowiedział – Bo to jest to, czego chciałeś - Nick przeczesał dłonią po włosach, a młodszy westchnął – Nie. To nie jest w porządku w stosunku do ciebie – dodał – Przepraszam Nick.

- Wszystko w porządku.

- Nie. Jestem… Zdenerwowany, i skrzywdzony zganiając wszystko na ciebie. Wszystko, co zrobiłeś, było szczere wobec mnie i ja… Zachowuje się jak dziecko – wzruszył ramionami.

- Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, wiesz to – wtrącił Nick, na co Harry pokiwał głową.

- Wiem. I przepraszam, że nie powiedziałem ci, że wyprowadzam się w tym tygodniu – Mieszkanie, które oglądałem już gotowe i… - wzruszył ramionami – Myślałem, że tak będzie prościej.

- Byłeś w moim życiu, w moim mieszkaniu, ponad rok, Harry. Nic nie sprawi, że to będzie łatwiejsze – powiedział mu.

- Wiem – powtórzył zanim nie urwał. Nie chciał wchodzić w inne emocjonalne rozmowy o ich uczuciach. Nie mógł sobie z tym poradzić – Miałem zamiar zostawić ci kolekcje Bonda – Nick uśmiechnął się.

- Masz wszystko zapakowane, aby wyprowadzić i oferujesz mi kolekcje Bonda. Och, Harold, nie powinieneś – zażartował. Styles roześmiał się, wiedząc, że będzie tęsknił za dokuczaniem Nickowi i żartowaniem sobie jak za niczym innym. Wziął dvd i włożył je do pudełka. Rzucił jeszcze kilka płyt dvd na wierzch zanim spojrzał do góry na Nick.

- Jesteś pewien? - Nick kiwnął głowa.

- Potrzebujesz pomocy z pakowaniem?

- Zrobiłem to. Ale dzięki.

- Dobranoc, Harry.

- Dobranoc, Nick – Zielonooki obserwował jak Nick znika w sypialni dla gości i przeczesał dłonią włosy. Gdziekolwiek spojrzał były to stałe wspomnienia ich wspólnego czasu razem i większość z nich była dobra. Poczuł jak się dusi. Wyjął telefon z kieszeni i wyszukując i zapisując informacje od kilku różnych osób od przeprowadzek, zanim nie wysłał wiadomości do Lou.

Możliwe, że dostane kilka godzin wolnego w tym tygodniu? Wyprowadzam się i muszę zaplanować sobie trochę czasu dla facetów od przeprowadzki – h

Porozmawiamy w poniedziałek. Powinniśmy pracować. Spotkamy się na miejscu o dziesiątej w poniedziałek. Wyśle ci adres – l

Dzięki. Do zobaczenia w poniedziałek – h

Miłego weekendu – l

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz