piątek, 2 maja 2014

- Liam, obudź się. - nakazuje Zayn cicho, wyrywając Liama ze snu w niedzielny poranek. Czuje jak Zayn targa go za ramię.

- Co? - pyta Liam, siadając w łóżku, nagle jest kompletnie rozbudzony.

- Pastor wchodzi na górę. - ostrzega Zayn, wskakując i uczepiając się sufitu. - Zaspałeś.

- Szlag. - przeklina Liam, wyskakując z łóżka w momencie, w którym jego ojciec otwiera drzwi.

- Nie jesteś jeszcze gotowy? - karci go. Jest już w swojej todze z kluczami w dłoni. Liam pociera kark.

- Przepraszam. - odpowiada nerwowo, stojąc w samych bokserkach i białej koszulce, jak gdyby ta rozmowa nie było wystarczająco krępująca.

Jego ojciec wygląda na zawiedzionego. - Po prostu się ubierz i przyjdź do kościoła; nie masz teraz czasu, żeby wziąć prysznic.

Zayn wygląda z szafy i owija swoje długie palce wokół drzwi.

- Spóźnisz się. - chichocze.

Liam mierzy go wzrokiem, podczas gdy zakłada parę czarnych spodni.

- Dlaczego mnie nie obudziłeś? - zarzuca mu.

Zayn zamyka za sobą drzwi i unosi brew. - Oh, żeby pomóc ci dotrzeć do kościoła na czas? - kpi sobie.

Liam wzdycha, kiedy zakłada białą koszulę, a znienacka Zayn stoi naprzeciw niego. Jego kościste, delikatne palce zapinają po kolei guziki, aż Liam czuje jak Zayn naciska na jego odkrytą szyję, gdy dopina ostatni guzik.

Zayn patrzy prosto w oczy Liama, kiedy mówi.

- Teraz idź, usiądź w swojej ławce, trzymaj ręce na kolanach i pochyl głowę. - sugeruje, z łatwością utrzymując kontakt wzrokowy z Liamem. - I udawaj, że o mnie nie myślisz.

| You Holy Fool |

Chociaż droga powrotna do domu jest krótka, pastor znajduje masę czasu, żeby porządnie skarcić Liama.

- Liamie Jamesie, co w ciebie ostatnio wstąpiło?! - zgania, zaciskając ręce na kierownicy. Jego brwi są ściągnięte w groźną linię.

- Nie wiem o czym mówisz. - odpowiada Liam, pochylając głowę, bo wie dokładnie co ma na myśli jego tata, i sądzi, że on też to wie. Bądź co bądź, jego ojciec zostawia to.

- Mówię, że najpierw było to w szkole, później wymigiwanie się z kary, później nie przyjście na CCD po raz pierwszy w życiu, i nie przychodzisz od tamtego czasu, a teraz spóźniasz się do kościoła. - wyjaśnia, a Liam rumieni się bardziej z każdym przykładem i jest zawstydzony. - Jestem bardzo rozczarowany, synu.

Liam kiwa głową na znak, że rozumie, kiedy wjeżdżają na podjazd. Jego ojciec parkuje i wzdycha głośno.

- Nie wiem co mam robić, nigdy wcześniej nie musiałem cię dyscyplinować. Szczególnie nie za takie wybryki. - dodaje z przekonaniem. - Więc, wydaje mi się, że jedyne co mogę zrobić to powiedzieć ci, że mnie rozczarowujesz i chcę, byś się poprawił.

Liam znowu przytakuje, zgadzając się.

- Skosisz dzisiaj trawnik, kiedy mnie nie będzie. - dodaje pastor, zanim wysiada i zamyka za sobą drzwi.

Liam siedzi w pustym samochodzie i czeka, aż jego tata wejdzie do domu, po czym chowa twarz w dłoniach i wzdycha długo. Daje sobie minutę na pozbieranie się i otwiera drzwi od strony pasażera, choć nawet wtedy w dalszym ciągu po prostu siedzi.

Przynajmniej jest przyjemny wietrzyk na zewnątrz, chociaż to na pewno będzie upalny dzień. Jest wcześnie; może jedenasta, a już pojawia się mgliste ciepło w powietrzu.

Kiedy Liam, nareszcie, wchodzi do domu, jego ojciec przygotowuje się do wyjścia, trzymając w dłoniach pudełko ze sprzętem wędkarskim i wędkę. Liam opiera się o blat i patrzy jak mężczyzna wychodzi. Mówi tylko „pa”, na które zraniony Liam nie odpowiada.

Gdy tylko zamykają się drzwi, Zayn skrada się za kuchenną wysepką z pytającym spojrzeniem.

- Wydawało mi się, że wasza dwójka zawsze spędzała niedziele razem. - komentuje, a Liam posyła mu zranione spojrzenie. W ciszy czeka, aż samochód wyjeżdża z podjazdu, po czym idzie na zewnątrz, by zacząć pracę.

| You Holy Fool |

Liamowi nigdy nie przeszkadzało koszenie trawnika. Twierdzi, że to dość satysfakcjonujące; ścinanie zbędnej trawy; i nigdy nie miał nic przeciwko pracy fizycznej, ale jest gorąco i nie ma nic przyjemnego w popychaniu ciężkiej kosiarki, podczas gdy ocieka się potem.

Już prawie kończy; może jeszcze jakieś piętnaście minut w ogrodzie przed domem, kiedy spogląda na okno swojej sypialni, a jego wzrok o coś zahacza.

Zayn opiera się o framugę, obserwując Liama spod przymkniętych powiek, a zażenowany Liam spuszcza wzrok. Jest bez koszulki od pół godziny, bo ta upalna pogoda zaczęła mu doskwierać, ale czuje się trochę nago wiedząc, że Zayn się na niego gapi.

Czuje jak strużka potu ścieka z jego karku, pomiędzy ramionami i wzdłuż jego kręgosłupa. Musi się zatrzymać, złapać oddech i spróbować nie dyszeć jak przegrzany pies.

Myśli, że wie co jest teraz problemem.

Zazwyczaj, Liam byłby absolutnie zawiedziony ze względu na swoje zachowanie, a faktem jest, że może wyliczyć na palcach każdy błąd, który popełnił w ciągu półtora miesiąca.

Jako pierwsze było nie staranie się na matematyce. Jeśli bardziej starałby się i odłożył wszystko inne na bok, wszystko byłoby inaczej. Nie byłoby Zayna, kary i nieuchronnie zbliżającego się ciepła; i Boże, dlaczego jest tak gorąco, to tylko koniec kwietnia.

Drugim błędem było nieodwrócenie się na pięcie i kierowanie się ku górze, kiedy jego wzrok pierwszy raz padł na Zaynie.

Trzecim zdecydowanie było zabranie Zayna do domu.

Czwarty to pozwolenie sobie na komfortowe czucie się wobec Zayna.

A piątym błędem było pozwolenie Zaynowi, by go pocałował.

Bo, Bóg wie, że tak bardzo, jak Liam próbuje zaprzeczyć każdym powodem swojej egzystencji, to chce tego. Jest tam coś toksycznego, a zarazem przyciągającego w gorącym, kującym mrowieniu na jego skórze, że doprowadza go to do szaleństwa.

Normalnie, Liam żałowałby tego, ale w tym przypadku, chwyta to razem z ziarenkami soli i może żałuje, że tego nie żałuje, ale nie wie nawet jak to działa. Czy to możliwe, by czuć się winnym za nie czucie się winnym? Kiedy wyłącza kosiarkę, nie potrafi odszyfrować, czy rzeczywiście czuje się winny, czy poczucie winy piętnowało się w nim od samego początku.

Jego usta są wyschnięte, a użalanie się nad sobą nigdzie go nie zaprowadzi, wie o tym, więc poddaje się. Zostawia kosiarkę na podjeździe i bierze głęboki oddech zanim wchodzi do domu.

Zatrzaskuje za sobą drzwi frontowe, robi to samo z tymi od lodówki, kiedy ściska butelkę wody za mocno tak, że słyszy jej trzask w swojej pięści. Praktycznie zrywa nakrętkę i wypija połowę zawartości jednym haustem.

Zayn jest za nim w wejściu do kuchni, czuje to, ale nie odwraca się tylko przechyla głowę na bok, żeby na niego spojrzeć. Zayn najwyraźniej nie jest zadowolony z tej formy powitania, bo prycha.

- Jesteś zły, Liam? - pyta, na co Liam odpowiada zmęczonym oddechem.

- Zrobiłem coś? - próbuje jeszcze raz Zayn, kiedy orientuje się, że nie otrzyma odpowiedzi.

- Nie chodzi o ciebie. - zapewnia Liam, ale kiedy tylko te słowa opuszczają jego usta, chciałby je cofnąć. Jego oczy mrużą się, a szczęka niespodziewanie zaciska. Nie patrzy na nic szczególnego, ale wyobraża sobie, że jest to Zayn, którego ściska tak mocno, że piszczy z bólu.

- Szczerze mówiąc – zaczyna, odwracając się i mierząc Zayna oskarżycielskim spojrzeniem. - Chodzi o ciebie. To twoja wina.

Liam czuje jak coś zanika w jego klatce piersiowej, jakby został zdradzony przez starego przyjaciela. Uczucia zaczynają bić się ze sobą, a Liam nie jest w stanie dokładnie widzieć przez osłonkę, którą tworzą.

- Moja wina? - szydzi najzwyczajniej niezadowolony Zayn. Opiera się teraz o kuchenną wysepkę, leniwie opierając brodę na dłoni. - Wiele rzeczy dzieje się z mojej winy, musisz mówić konkretniej, ciasteczko.

- Nie, nie nazywaj mnie tak teraz. - grozi Liam, pochylając się i wbijając palec w pierś Zayna ze zmarszczonymi brwiami. - Rujnujesz mi życie.

- Pfft, przestań zachowywać się jak drama queen*. Nie jest tak źle. - twierdzi Zayn, przysuwając się i pociera swoim nosem o nos Liama, żeby zobaczyć jak czekoladowe tęczówki Liama rozszerzają się z przerażenia.

- Jest okropnie! - kłóci się Liam, odsuwając się na tyle, że Zayn musiałby wstać ze swojego miejsca, by to powtórzyć. - Przemieniasz mnie w złego człowieka, Zayn. Jesteś absolutnie zdrożny i żałuję, że kiedykolwiek pozwoliłem ci wejść do mojego domu.

Liam dziecinnie odwraca się i krzyżuje ramiona na piersi; czuje się skrzywdzony i wykorzystany, chociaż to wszystko z jego własnej winy.

- W tym rzecz, Liam… Nie żałujesz tego. - oferuje Zayn, wyciągając rękę i trzymając brodę Liama tak, że ich wzrok ponownie się spotyka. - I wierz mi. Jeszcze nie skończyłem.

Zayn staje na czubkach palców i łączy ich usta. Gorsze jest to, że Liam mu na to pozwala. Czuje się obnażony: jest spocony i bez koszulki, ale doszedł do wniosku, że lubi mrowienie, ciepło i ocieranie się ich skóry; całowanie ogólnie mówiąc. Więc kiedy Zayn kładzie rękę na klatce piersiowej Liama, jest tylko minimalne zawahanie z jego strony.

Gdzieś w międzyczasie, Liam pozwala swoim powiekom opaść, a Zayn kładzie drugą dłoń na jego biodrze, przyciągając go bliżej. I chociaż postawa Liama jest sztywna i niekomfortowa, to czuje, że powoli, z biegiem sekund, odpręża się.

Nie ma do czego tego porównywać, ale ma wrażenie, że Zayn wyciąga wszystkie swoje patenty, żeby tylko utrzymać ich usta złączone. Język Zayna przebiega po jego dolnej wardze, jakby zadawał pytanie, a ręka, która dotychczas była na klatce Liama, przemieszcza się na jego szyję.

Każde miejsce, którego dotyka Zayn, jest niepokojąco ciepłe i lekkie drgania przechodzą przez skórę Liama, kiedy zatraca się jeszcze bardziej.

Zayn delikatnie dociska kciuk z tyłu szyi Liama i zatacza nim koła, kiedy zachęca Liama do otworzenia ust, a Liam wydaje z siebie pomruk, bo to bardzo przyjemne. Ten pomruk przywraca go do rzeczywistości i nagle Liam przypomina sobie dlaczego był zły, ale w pewien sposób nie może znaleźć w sobie siły, by to kontynuować.

Odsuwa się i wyciera swoje zwilżone usta wierzchem dłoni, po czym zawstydzony patrzy na podłogę.

Zayn uśmiecha się złośliwie. - Wiesz, jest coraz łatwiej i łatwiej całować cię. Niedługo, będziesz jak prawdziwa dziwka.

Liam rumieni się jak szalony i wymija go, ignorując ostatnią część jego wypowiedzi. - Idę wziąć prysznic.

- Oh. - odpowiada Zayn, a jego uśmieszek zamienia się w taki, który ukazuje zęby, w momencie, w którym Liam się odwraca. - Świętoszek.

| You Holy Fool |

W następny wtorek w homeroomie, Liam zostaje przywitany przez Louisa, który uśmiecha się do niego zadowolony i klepie go po ramieniu.

- Te babeczki były prawdziwym wybawieniem. Zjadłem wczoraj wszystkie. - mówi Louis, brzmiąc trochę, jakby coś zarzucał.

- Zjadłeś dwanaście? - pyta Liam, wyglądając na zszokowanego i próbując się nie roześmiać. Wewnątrz, czuje ciepło dzięki pochwale.

Miałem małą pomoc. Harry jest tak wysoki, że może dużo w siebie wepchać. - wyjaśnia Louis, rozsiadając się na krześle.

- Domyślam się. - drażni się Liam i na początku, Louis śmieje się, ale chwilę później jego rozbawioną minę zastępuje szok.

- Liam, czy ty właśnie powiedziałeś seksualny żart? - pyta zdumiony. Liam rumieni się, unika jego wzrok i nagle czuje się kompletnie zawstydzony.

Ignoruje pytanie, chociaż Louis najwyraźniej czeka na wyjaśnienie.

- Więc, cieszę się, że smakowały ci babeczki.

Louis, posyłając mu podejrzliwy uśmiech, przytakuje. - Jasne.

| You Holy Fool |

Środa jest ostatnim dniem przed wiosenną przerwą i Liam czuje nadciągający czas wolny. Wszyscy uczniowie myślą tylko o tym, nauczyciele stają się leniwsi i leniwsi z upływem czasu, a Liam powstrzymuj się od zaśnięcia.

Jest zmęczony, wyczerpany i trochę podekscytowany na myśl o tym, że będzie mógł spać do dziewiątej lub dziesiątej rano bez potrzeby wstawania. Szczególnie, dlatego że jego tata będzie rano pracował, więc Liam będzie mógł być sam. Cóż, praktycznie sam.

Dzień kończy się na tym, że Louis odprowadza Liama do domu, bo dlaczego by nie. Na zewnątrz jest przyjemnie, a słońce wszystko ogrzewa. Liam myśli, że może Louis po prostu chce zaczerpnąć trochę słońca, zanim będzie musiał iść do domu, ale i tak cieszy się z jego towarzystwa.

Wielkanoc jest tuż za rogiem; Liam kompletnie o tym zapomniał, ale jego ojciec przypomniał mu o wielkanocnej mszy i co rocznym zjeździe rodzinnym. Liam twierdzi, że to wyczerpujące szczególnie, że to on co roku musi robić zakupy na święta.

Dociera do domu, a Louis macha mu na pożegnanie. Liam zauważa karteczkę na szafce po lewej, kiedy wchodzi i odkłada swój plecak. Spogląda na nią i wzdycha. Ojciec przypomina mu o jego obowiązkach na dziś wieczór, ale to niczego nie zmienia.

Zrywa kartkę, odwraca się, po cym podskakuje zaskoczony, bo Zayn leży na brzuchu na kuchennej wysepce, opierając brodę na dłoni, a drugiej ręce pozwala swobodnie zwisać.

- Jak leci, jaskrze*? - wita się, posyłając Liamowi olśniewający uśmiech.

- Cześć, Zayn. - odpowiada Liam, śmiejąc się pod nosem. - Wystraszyłeś mnie.

Buster najwyraźniej ich usłyszał, bo szczeniak wbiega z salonu do kuchni, trzymając się z daleka od zwisającej ręki Zayna i skacze na nogi Liama. Liam pochyla się i podnosi go, po czym całuje w czubek głowy i drapie go za uszami.

- Ciebie też miło widzieć. - słodzi mu, otrzymując za to polizanie po twarzy. Wypuszcza psa chwilę później i zerka na listę zakupów pozostawioną mu przez ojca.

- Ah, tak. Widziałem kartkę dla ciebie, ale zauważyłem, że twój święty ojczulek zapomniał dopisać soku na listę. Wierzę, że ty mnie nie zawiedziesz tak, jak on to robi każdego dnia. - wyjaśnia Zayna, a Liam wzdycha.

- Powiedz mi, że nie wypiłeś całego soku pomarańczowego, który kupiłem we wtorek.

- Nie wypiłem całego soku pomarańczowego, który kupiłeś we wtorek. - mówi Zayn, najzwyczajniej kłamiąc, przez co Liam znowu wzdycha.

- No co? Przecież to nie tak, że w tym domu jest głód na sok. - kłóci się Zayn, siadając ze skrzyżowanymi nogami na blacie.

- Nigdy nie sądziłem, że będzie tak trudno się tobą zajmować. - wyjaśnia Liam na wydechu. - W takim razie, chyba powinienem iść od razu, huh?

- Też mogę iść? - pyta z nadzieją Zayn.

- Nie.

- Co? Dlaczego? Zachowywałem się dobrze ostatnim razem. - przypomina Zayn.

Liam wywraca oczami, szczypiąc czubek swojego nosa i jednocześnie wkładając do kieszeni pieniądze, które zostawił mu ojciec. - Myślę, że możesz iść, ale musisz się zachowywać niesamowicie dobrze. Serio, żadnych wykrętów.

- Cóż, muszę troszeczkę narozrabiać. - stwierdza Zayn. - To byłoby kompletnie głupie, gdybyś oczekiwał czegoś innego.

- Poddaję się.


W czwartek, piątek i sobotę padło. Nie padało tak po prostu, tylko lało się z nieba. Grzmoty, pioruny i całe to gówno.

Więc, w sobotę Liam zaczął przygotowywać jedzenie. Oczekiwał, że jego ojciec wyjdzie z wujkiem na ryby- taka tradycja, ale pada więc zamiast tego Ojciec Payne wyszedł by spotkać się z wujkiem w jego domu.

Ostatnio pomiędzy Liamem a jego tatą było trochę sprzeczek, więc Liam odetchnął z ulgą gdy tylko wejściowe drzwi zostały zamknięte.

Zayn skrada się po schodach, kilka sekund później, w jednej z czarnych bluzek Liama, która jakoś została rozdarta w bokserkę ukazując wgłębienia kości obojczyków i dwa czarne tatuaże skrzydeł wzdłuż tego miejsca.

Liam musiał wymyślić wymówkę, by się nie patrzeć.

-Myślałem już, że on nigdy nie wyjdzie, Li- marudził Zayn podchodząc do Liama od tyłu i kładąc podbródek na jego ramieniu. Wpatrywał się w miskę, w której mieszał Liam – czy to będą babeczki?

-Nie, to sałatka ziemniaczana. Przepisu mojej mamy.- Liam zaśmiał się poirytowany.

-Ugrh, sałatka- Zaszydził Zayn, a Liam mógł usłyszeć niechęć w jego tonie głosu. Odwrócił głowę i skarcił go za płytkie poglądy, gdy Zayn uchwycił jego usta w krótkim pocałunku.

Liama na chwilę zmroziło a później kontynuował gotowanie cały czerwony na twarzy.- tak naprawdę to nie jest sałatka, a przynajmniej nie ta z zielonymi liśćmi, którą próbowałeś.

Zayn zabuczał z uśmiechem kompletnie zadowolony z tropu, który podjął Liam.

Liam odłożył do lodówki sałatkę ziemniaczaną i zaczął przygotowywać kolejne danie. Każdy coś zawsze przynosił – dzięki temu ojciec Liama nie musi kłopotać się z aktualnym pomaganiem w gotowaniu dla tylu osób, ale Liam zawsze się czuje, że on jest wyżej i i tak musi się go słuchać.

Zanim jeszcze minęła piąta, on już zrobił trzy bochenki domowego chleba, dwie miski sałatki ziemniaczanej, miał marynowaną szynkę odstawioną w lodówce przez całą noc i cały garnek zapieczonego zielonego groszku do odgrzania rano.

Nie wzmieniając faktu iż musi wstać wcześniej niż zwykle i włożyć szynkę do piekarnika zanim pójdzie do kościoła. Myślał, że jest nawet przygotowany.

Kupił największy kawał szynki jaka była w spożywczaku i miał wystarczająco dużo ananasa i brązowego cukru, że starczyło by mu na rok, tak myśli.

Zaczął obierać i kroić ananasa gdy Zayn wyciągał karton soku winogronowego z lodówki i pochylał otwór kartonu nad jego otwartymi ustami. Fioletowa ciesz wypłynęła prosto do ust, bez żadnej upuszczonej kropli, brwi Liama uniosły się, bo było to wprawdzie imponujące.

Zayn uśmiechnął się z buzią pełną soku, który w każdej chwili mógł się wylać – i puścił Liamowi oczko.

- Jesteś niesamowity- zamyśla się Liam, powstrzymując uśmiech.

Zayn przełknął wszystko za jednym razem i sprawił, że gardło Liama zaczęło boleć na samą myśl o tym.

-Zróbmy dzisiaj coś fajnego- zadeklarował Zayn odkładając karton soku z powrotem do lodówki trzaskając jej drzwiczkami co spowodowało, że słoiki z ogórkami i innymi podobnymi rzeczami zadźwięczały.

-Cóż, pada- odpowiada Liam – i tata zabrał samochód.

-Och, możemy porobić te fajne rzeczy tutaj- odcina się Zayn, brzmiąc dziwnie pewnym siebie.

- Jakie bezbożne rzeczy masz zamiar na mnie wypróbować dzisiaj?- Liam obdarował go sceptycznym spojrzeniem.

-Nic bym ci nie zrobił. Myślałem raczej o jakiejś wspólnej kąpieli- Zayn zrobił zaskoczoną minę- kpiące bluźnierstwo- i położył rękę na jego klatce piersiowej.

-Och, więc chcesz żebym ci pomógł?- Liam wykrzywił się.

Brwi Zayna podskoczyły do góry w zaskoczeniu. Gdy Liam zauważył jak tyo zabrzmiało, zarumienił się.

-miałem na myśli,- zapauzował przygryzając wargi

-Tak, tak, święty Liam, wszyscy wiedzą co tak na prawdę chciałeś powiedzieć- powiedział wymownie przewracając oczami robiąc kilka kroków przed siebie – jedna erotyczna insynuacja i masz w garści tego cholernego ptaszka.

Liam zaśmiał się cicho i zaczął zajmować się daniem.

-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz