niedziela, 22 grudnia 2013

2

To był ich pierwszy dzień w liceum Whiteborough. Louis i Zayn zdenerwowani ogryzali swoje przypalone tosty (Louis uparł się, by coś ugotować, a Zayn nie miał serca, by przypomnieć mu, że nie do końca umie to robić).
Louis był ubrany w czerwone spodnie, koszulkę w paski i TOMSy. Strój sprawił, że chłopak z Bradford uniósł brew, ale stwierdził, że nie wyglądał bardziej profesjonalnie w swojej baseballówce, w której zapiął tylko dwa górne guziki, białej koszulce i beżowych spodniach. A conversy, które miał na nogach, prawdopodobnie również wcale nie pomagały.
- Wiesz, kiedy kończyliśmy szkołę, przyrzekłem, że już nigdy do niej nie wrócę, a teraz co robię? – powiedział Louis z szerokim uśmiechem, poprawiając swoje potargane włosy.
Zayn zachichotał i odgarnął zagubiony kosmyk włosów z twarzy przyjaciela, powoli kręcąc głową.
- To było wtedy, kiedy musiałeś się uczyć chemii i matmy. Teraz tylko teatr całymi dniami; myślałem, że będziesz zachwycony.
Przewracając oczami, Louis pacnął Zayna w tył głowy, zanim go przytulił. – Mimo wszystko dziwnie będzie siedzieć po drugiej stronie biurka.
- Przeżyjesz.

-

Louis zaparkował na miejscu dla nauczycieli i wypchnął Zayna z samochodu. Zayn zaklął i potarł swoje ramię, zanim podniósł wzrok na ogromne budynki liceum Whiteborough. – Wow – wymamrotali jednocześnie, zanim podążyli wspólnie do biura w najwyższym budynku.
Kobieta siedząca za biurkiem i wyglądająca na znudzoną podniosła na nich wzrok. – Przypuszczam, że jesteście panowie Malik i Tomlinson? – spytała głosem ociekającym znudzeniem.
- Dokładnie – powiedział Louis, opierając się o biurko.
- W porządku, tu są wasze plany lekcji. Panie Malik, będzie pan głównie w bloku B, gdzie znajdują się sale z angielskiego, a pan, panie Tomlinson, będzie w czerwonej szopie za tym blokiem. – Louis musiał wyglądać na zagubionego, ponieważ po chwili kontynuowała. – To właściwie nie jest szopa, to duży budynek. Po prostu ma czerwoną farbę na ścianach i zawsze nazywamy go szopą. W każdym razie, myślę, że to wszystko, czego potrzebujecie. Powodzenia – odesłała Louisa i Zayna, zanim mogli się sprzeciwić i wróciła do tego, co robiła, zanim jej przerwali.
Przez chwilę stali na zewnątrz, zanim Zayn zasugerował, by znaleźli swoje budynki.
– To miejsce jest zajebiście ogromne – powiedział głośno Louis, kręcąc się, by obejrzeć budynki. Wokół nich było pełno dzieciaków, dziewczyny w zbyt krótkich spódniczkach z czarnymi podkolanówkami i chłopcy w szarych spodniach i koszulach z długimi rękawami. Udali się do bloku B i Zayn zauważył czerwony budynek, który był ledwo za nim widoczny.
- Wiesz, moglibyśmy umrzeć w tym miejscu. Nie znaleźliby naszych ciał, jeśli sami by się nie zgubili – zażartował Zayn, zanim zadzwonił dzwonek. – Wow, to się naprawdę dzieje – powiedział cicho i odwrócił się do Louisa. – Co masz?
- Według tego… teatr na dziewiątym roku, powinno być zabawnie – powiedział sarkastycznie Louis. – A ty, Zaynekins?
- Angielski na dziewiątym roku, zobaczymy się potem, okej? – spytał cicho, zanim pochylił się, by złożyć pocałunek na policzku przyjaciela.
Louis się zaśmiał i przewrócił oczami. – Oczywiście, mieszkamy razem. Do tego podwożę cię do domu. – Po klepnięciu Zayna w pośladki, Louis odwrócił się i odszedł do ogromnej, czerwonej szopy.

-

To była druga lekcja i Zayn miał zajęcia z jedenastym rokiem. Uśmiechnął się, gdy do sali wszedł ostatni chłopak z burzą loków wiszącą nad oczami.
- Dobrze, klaso, proszę o uwagę! – krzyknął, natychmiastowo ją otrzymując. – Jestem Zayn Malik i jestem nowym asystentem nauczyciela angielskiego. Właściwie, w większości będę miał z wami lekcje w tym semestrze, ponieważ pani Wolowitz odeszła na urlop macierzyński. – Mała fala tak przebiegła przez pomieszczenie i Zayn znów zachichotał. – Nie smućcie się tak. Wróci, zanim się obejrzycie!
Wszyscy zaśmiali się wraz z nim i Zayn zauważył, że uśmiecha się jeszcze szerzej. –Dobrze, więc pomyślałem, że może dziś możemy wykonać ćwiczenie, w którym wy powiecie mi coś o sobie i potem zadacie jakieś pytanie mnie. Powinno nam to pomóc się lepiej poznać.
Niski pomruk przebiegł znów przez salę, zanim Zayn wskazał na spóźnionego chłopaka i kazał mu zacząć.
- Uh, jestem Harry Styles. Mam szesnaście lat i pracuję w piekarni – powiedział powoli,głębokim głosem. – W każdym razie, moje pytanie do pana, panie Malik – jego usta wykrzywiły się w złośliwym uśmieszku – to: czy to prawda, że jest pan z panem Tomlinsonem?
Twarz Zayna powykrzywiała się w szoku i spojrzał na chłopaka, który patrzył teraz na niego z uniesioną brwią. – Co? Nie! Kto ci to powiedział?
- Właściwie to pan Tomlinson. Monica wspominała, że ma zamiar się umówić z tym nowym, gorącym nauczycielem angielskiego i on to usłyszał. Zrobił się cały czerwony, zanim powiedział coś w stylu lepiej, żebyś nie mówiła o tym w baseballówce, ponieważ to mój chłopak i jest nim od lat – powiedział Harry, wzruszając ramionami, gdy skończył.
Wspomniana Monica siedziała, wyglądając raczej niewinnie, gdy Zayn wybełkotał – Cóż, nie. Nie jest moim chłopakiem. Właściwie to nie jestem gejem, mimo że on z pewnością nim jest. Teraz, jeśli mógłbym was przeprosić na dziesięć minut – powiedział powoli Zayn, udając się do drzwi i wychodząc z pomieszczenia. Och, Louis za to zapłaci.
Przespacerował się do czerwonej szopy i wszedł bez pukania, widząc chłopaka, pokazującego grupie młodych uczniów, jak mają grać. Louis zobaczył Zayna i jego twarz rozjaśniała szerokim uśmiechem, który chłopak z Bradford wesoło odwzajemnił, choć był on raczej złowieszczy. – Louis, nie wierzę! – powiedział, kiedy podszedł wystarczająco blisko.
- Z-zgaduję, że się dowiedziałeś… - powiedział cicho Louis, spoglądając na swoje stopy.
- Oczywiście, że tak, do cholery! Powiedziałeś jedenastej klasie, że jestem twoim chłopakiem? Cholera jasna. Co cię w ogóle do tego zmusiło? – spytał Zayn, wyprowadzając Louisa z pomieszczenia na zimne powietrze na zewnątrz.
Louis podniósł wzrok i przewrócił oczami. – Ta puszczalska powiedziała, że spróbuje się z tobą umówić! I nie chciałem, żeby to zrobiła, więc powiedziałem, że jesteś gejem. Przepraszam!
Zayn złagodniał i przytulił swojego przyjaciela. – Rozumiem, rozumiem. Dziękuję… tylko następnym razem, nie mów im, że jestem gejem. Po prostu daj im areszt – wymruczał do ucha Louisa, składając na nim krótki pocałunek, zanim się odsunął. – Lepiej będę wracał – wymamrotał, szeroko się uśmiechając.
- Tak, ja też. Baw się dobrze na reszcie lekcji, Zaynekins.
- Mówiłem ci, żebyś mnie tak nie nazywał! – powiedział Zayn z grymasem niezadowolenia, odwracając się i wchodząc na nikogo innego, tylko Harry’ego z jego zajęć.
- Myślałem, że powiedział pan, że niczego nie ma pomiędzy panem i panem Tommo – powiedział Harry z uśmieszkiem i wesołymi iskierkami tańczącymi w oczach.
- Bo niczego nie ma? – spytał Zayn, wykrzywiając brew. Louis nadal znajdował się za nim, czuł ciepło przyjaciela.
Harry oblizał wargi i spojrzał pomiędzy nimi. – Heteroseksualny mężczyzna nie całuje tak po prostu ucha swojego przyjaciela geja.
- Do czego zmierzasz? – spytał Zayn, a jego twarz wykrzywiła się w zmieszaniu.
Harry tylko się zaśmiał. – Do niczego… tylko uświadamiam pana, że to shippuję*. – Odwrócił się i odszedł, prawdopodobnie z powrotem do sali. Zayn stał wyprostowany, próbując ustalić, co w ogóle chłopak miał na myśli, wspominając, że to shippuje.
Co to było shippowanie? Jakaś rzecz nastolatków? Zayn myślał, że powinien wiedzieć, zważając na fakt, że sam był nadal nastolatkiem, miał dziewiętnaście lat. Zapamiętał sobie, by wpisać to w Google, gdy wróci do domu, zanim odwrócił się, by zobaczyć, że Louisa już nie było.
Z westchnieniem wrócił do bloku B, czekając na pytania reszty klasy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz