niedziela, 22 grudnia 2013

8

Dwaj chłopcy dojechali do klubu akurat, gdy rozpoczęła się happy hour (specjalnie dla Agreed + nie mam pojęcia, jak odmienić, więc pozostawiam tak - D). Zayn obrócił się, by ujrzeć niezliczoną ilość skąpo ubranych kobiet, ocierających się i tańczących z mężczyznami, których znały prawdopodobnie od godziny. Nie było wątpliwości, że dla tych kobiet ten bar był jedynie miejscem do flirtowania i otwierania się przed mężczyznami i ta myśl sprawiła, że Zayna przeszedł delikatny dreszcz.
Louis pociągnął go do baru, gdzie pracował nie kto inny, jak ich uczeń, Liam. Zayn rozszerzył oczy, a Louis tylko cicho się zaśmiał. – Jesteś za młody, żeby stać za barem, prawda?
- Nie, mam osiemnaście lat – krzyknął nastolatek przez muzykę. – Harry jest jedynym siedemnastolatkiem pozostałym w naszym roczniku. – Brunet wyjął spod lady dwie szklanki i ułożył je na niej. – Co mogę wam podać?
- Szkocką z lodem dla obu – powiedział Zayn, odzywając się po raz pierwszy, od kiedy weszli do klubu. Przysiągłby, że usłyszał Liama, mamroczącego coś o tym, że Harry miał rację i przewrócił oczami. – Nie jesteśmy tutaj na randce! Byliśmy przyjaciółmi od dzieciństwa, okej? Cokolwiek mówił ci Harry, jest tyl-
- Z całym szacunkiem, proszę pana, ale nic nie mówiłem – odpowiedział Liam, podając im pełne szklanki. Louis podarował mu pięćdziesiąt funtów i kazał zatrzymać resztę, puszczając mu oczko, zanim natychmiastowo wypił całego swojego drinka i uderzył pustą szklanką o stolik.
Zayn przewrócił oczami i się zaśmiał. – Ej, Lou, podczas gdy ty będziesz spijał swój tyłek, ja pójdę znaleźć jakąś damę, okej?
- Znajdź mi jakiegoś kutasa przy okazji – rzucił w odpowiedzi jego starszy przyjaciel, puszczając mu oczko.
Zayn jedynie się zaśmiał i odszedł, kierując się w stronę parkietu. Słyszał szybki bit techno, gdy rudowłosa dziewczyna podeszła i owinęła jego szyję rękami. Chłopak z Bradford ułożył swoje na jej biodrach i w rytmie muzyki zaczął ocierać się o nią swoimi.
W końcu piosenka się skończyła i Zayn poczuł, że jest ciągnięty do łazienki przez małą dziewczynę. Czuł, jak popycha go na drzwi pierwszej kabiny, do której następnie wpadli (i naprawdę zaczynał się czuć zniewieściały przez tę małą kobietę) i jej usta napierające na jego.
Pierwszą rzeczą, którą zauważył Zayn w pocałunku był fakt, że był on zdecydowanie zbyt delikatny i spokojny. Nie szorstki, jak lubił. Drugą rzeczą było to, że kiedy uniósł rękę, by ułożyć ją z tyłu jej głowy, został przywitany długimi kosmykami włosów, nie krótkimi. Trzecią rzeczą był fakt, że całowanie dziewczyny było niemal niewykonalne przez jej ogromne piersi, wbijające się w jego klatkę piersiową (musiały koniecznie być aż tak duże? Naprawdę musiały zabijać jej plecy).
Kiedy zsunął jej koszulkę, eksponując pulchną skórę, Zayn poczuł, że dostaje de-erekcji. Chwila, co on sobie myślał? To była perfekcyjnie chętna – chociaż zdzirowata – dziewczyna, która pokazywała mu swoje cycki. Myślenie o tym w samotności było materiałem do walenia sobie przez całe jego dzieciństwo. Teraz działo się to naprawdę, a on narzekał.
Kurwa, dlaczego nie mógł zwyczajnie wziąć się w garść? Co było z nim nie tak? Dziewczyna wydawała się również to zauważyć i zaczęła dotykać i chwytać za jego krocze, kładąc jego rękę na swojej piersi.
Może poczuła odpychające dreszcze, a może poczuła się urażona brakiem jego erekcji; Zayn po chwili obserwował, jak zakłada swoją koszulkę i wychodzi z kabiny, posyłając mu obrzydłe spojrzenie przez ramię.
Chłopak schował twarz w dłoniach i jęknął sfrustrowany. Louis będzie miał zajebisty ubaw, kiedy się o tym dowie.
Niemalże jak na sygnał imienia chłopaka, Zayn poczuł, jak jego przyrodzenie skręca się z ekscytacji. – Żartujesz sobie, kurwa? – wymamrotał, wstając i opuszczając łazienkę, kierując się w stronę baru.
Louis nadal siedział tam ze szklanką szkockiej, choć wyglądał na niemal dziesięć razy bardziej pijanego, niż wyglądałby normalnie. Zayn odwrócił się do Liama. – Ile wypił?
Chłopak za barem wzruszył ramionami. – Przestałem liczyć po jedenastej.
Z jękiem Zayn poprowadził swojego przyjaciela na zewnątrz, do taksówki, wślizgując się następnie na tyle siedzenie i spędzając całą drogę na zapewnianiu kierowcy, że Louis nie jest typem, który wymiotuje po wypiciu.
Zawsze tak było. Z jakiegoś powodu od kiedy Zayn i Louis mieli czternaście lat (wiek akceptowalny do picia w oczach mamy Louisa), Zayn zawsze kończył wypluwając swoje flaki do ubikacji, podczas gdy starszy chłopak kręcił wzorki w jego włosach i mamrotał czułe słówka. Mimo że Louis miał słabą głowę, posiadał silny żołądek. Ta logika sprawiała, że Zaynowi kręciło się w głowie nawet, gdy był trzeźwy, a kiedy był lekko wstawiony, było jeszcze gorzej.
Z jakiegoś powodu myśli Zayna powróciły do czasu, kiedy on i Louis po raz pierwszy się pocałowali, wszystkie te lata temu.

-

- Louis, jak się kogoś całuje? – zapytał Zayn z huśtawki, na której siedział, obok starszego chłopaka.
Louis się zaśmiał i wstał, podchodząc do niego i umiejętnie napierając na jego wargi, perfekcyjnie prowadząc razem ich usta. Po paru minutach niewinnego całowania się, Zayn poczuł język Louisa, prześlizgujący się po jego dolnej wardze do jego ust, sprawiając, że jęknął zszokowany.
Starszy chłopak poruszał językiem w sposób, jaki sprawiał, że Zayn nadal jęczał, a żenujące wybrzuszenie w jego spodniach rosło. Kiedy ręka Louisa powoli przesunęła się w górę jego uda, Zayn oderwał się od niego, dysząc. – Wow – wymamrotał, słysząc chichot swojego przyjaciela.
- Również wow. Stanął ci przez pocałunek, Zaynekins.
- Mówiłem ci, żebyś mnie tak nie nazywał.

-

Wspomnienie sprawiło, że Zayn cicho do siebie zachichotał, otrzymując zmieszane spojrzenie od taksówkarza i Louisa, który wydawał się wytrzeźwieć. Na szczęście dla niego, dojechali pod ich blok tylko kilka chwil później i po zapłaceniu kierowcy, wtoczyli się do środka.
Minęło kilka minut, zanim dotarli do mieszkania, dostali się do środka i usiedli razem na kanapie. – Z czego się śmiałeś? W sensie, w taksówce – spytał Louis, przechylając głowę, by ułożyć ją na ramieniu Zayna.
- Właściwie, przypominałem sobie nasz pocałunek. Myśl, że to ty byłeś pierwszą osobą, z którą się całowałem, jest trochę porąbana, znaczy, żaden z nas jeszcze do tego nie dorósł. – Zauważył, że za dużo mówi, co było efektem wypitego wcześniej alkoholu.
Louis się zaśmiał i wtulił w niego bardziej, wzdychając. – Ty też byłeś pierwszą osobą, z którą się całowałem, wiesz?
Szczerze zaskoczyło to młodszego, który poczuł, jak jego oczy komicznie się rozszerzają. – Co? Nie ma szans. Nie ma szans, żeby to był twój pierwszy pocałunek. Był zbyt dobry.
- Wierz mi lub nie, byłeś pierwszą osobą, z którą naprawdę się całowałem. Z dziewczyn i z chłopaków. Chociaż właściwie nigdy nie całowałem się z dziewczyną. I powiem ci, że to dzięki tobie uświadomiłem sobie, że definitywnie jestem gejem. Nawet przed tym kolesiem… jak on się nazywał? Ten, z którym się pieprzyłem.
- Chris?
- Tak, ten. – Louis cicho zachichotał. – Wow, nie wierzę, że faktycznie to z nim straciłem. – Odwrócił się twarzą do Zayna i przechylił głowę na kanapę. – Chciałbym, żebym zachował to dla kogoś wyjątkowego – wymamrotał chłopak z Doncaster, lustrując twarz Zayna.
Również odwróciwszy głowę, by spojrzeć na Louisa, złapał szybko oddech z powodu tego, jak blisko znajdowały się ich twarze. – Ja, er, wszedłem na ciebie i Chrisa. Wtedy w nocy na imprezie. – Kiedy twarz Louisa ukazała szok, a potem horror, kontynuował. – Tak jakby, stałem potem przed drzwiami, jako ochroniarz, dla ciebie.
- O mój boże, co widziałeś? – zapytał, rozszerzając oczy. Było to dość zaskakujące, że za każdym razem, kiedy Zayn widział Louisa, którego pieprzył jakiś koleś, chłopak obracał to w żart, a tym razem był szczerze zażenowany.
Zayn przygryzł wargę, myśląc o wspomnieniu. – Tylko jego – rumieniec – twarz między twoimi udami. * - Zobaczył jeszcze większy horror w oczach przyjaciela, zanim rumienił się głębokim fioletem.
- O mój boże – było wszystkim, co wymamrotał, zakrywając swoją twarz.
- Louis, wchodziłem na ciebie uprawiającego seks wiele razy. Co sprawia, że tym razem The Tommo jest taki zażenowany? – spytał Zayn, szturchając go w żebra.
- To był mój pierwszy raz, więc musiałem jęczeć i być niezręczny i po prostu okropny. O boże, widziałeś to. – Louis zarumienił się niemożliwie bardziej, sprawiając, że Zayn pomyślał, że istnieje możliwość, że głowa jego przyjaciela odpadnie i wystrzeli do nieba.
Zayn tylko się zaśmiał. – Louis, widziałem cię jakoś przez sekundę, czy dwie. Plus, zawsze jesteś głośny. Mieszkamy razem, wiesz?
Jego słowa sprawiły, że rumieńce Louisa nieco zelżały, zanim go przytulił. – Dalej, Louisie Pijanlinsonie, odpoczniesz trochę, okej? – spytał, składając pocałunek na jego skroni, zanim przeniósł go na łóżko.
Razem wśliznęli się pod pościel, jak zwykle starszy wtulił się w klatkę piersiową Zayna, jakby był jego ostatnią deską ratunku. Głowa Lou spoczęła na jego żebrach, ramię ciasno owinęło w pasie, a ich nogi splotły. Ręka młodszego powoli masowała plecy Louisa, rysując na skórze małe wzorki.
- Hej, Zayn? – Cichy głos nadszedł z jego klatki piersiowej. Zamiast odpowiedzieć, Zayn burknął. – Co się stało z tobą i tą rudą w klubie? Widziałem, jak idziecie do łazienek i tylko… się zastanawiałem.
- Szczerze, trochę się obściskiwaliśmy, ona zdjęła koszulkę – poczuł, jak Louis się spina – nie umiałem tego znieść, więc wybiegła.
Minęło kilka momentów, zanim głośny chichot Louisa wypełnił pomieszczenie, a uścisk na Zaynie, był jedyną rzeczą, która hamowała go od turlania się ze śmiechu.
- Zamknij się, Louis.
- Przepraszam, Zaynekins.
- Mówiłem ci, żebyś mnie tak nie nazywał.
- Tak, to się nigdy nie stanie – wymamrotał Louis w jego skórę, zanim zasnął pod palcami Zayna, kreślącymi losowe wzorki na jego plecach.
Chłopak z Bradford westchnął z pogardą, zanim również zasnął z leniwym uśmiechem na ustach, gdy jego ręka zacieśniła się wokół pleców Lou.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz