poniedziałek, 23 grudnia 2013

Prolog

Przyziemne.
Było to jedyne słowo, które łatwo określało spojrzenie na życie Louisa Tomlinsona. Było tak, jakby toczyło się w tym monotonnym cyklu przez ostatnie kilka lat i nie mógł się od tego łatwo uwolnić. Był uwięziony. Uwięziony w tym samym życiu przez ostatnie sześć lat przez jedną, prostą, aczkolwiek kosztowną pomyłkę.
Patrząc wstecz, niekoniecznie żałował tego, co się wydarzyło. Kochał Nathana, ale posiadanie syna ze swoją dziewczyną, kiedy oboje mieli tylko siedemnaście lat, nie powinno było się wydarzyć.
Ale życie ruszyło do przodu; on i jego dziewczyna uczyli się żyć ze swoimi konsekwencjami. Pobrali się, przeprowadzili do małego domu, pracowali w kiepskich zawodach i wychowywali Nathana tak dobrze, jak tylko mogli.
To nie oznaczało, że Louis był szczęśliwy.
Było mu do tego daleko.
Wiedział, że nie był jedynym, który czuł się uwięziony w tym związku; i on, i jego żona byli razem tylko ze względu na ich sześcioletniego syna. Jednak to on był jedynym, który zaczął się widocznie zmieniać. Eleanor była świetna, naprawdę. Niemalże perfekcyjna żona. Wymuszony uśmiech zawsze gościł na jej twarzy, nawet gdy olśniewający i zaraźliwy Louisa zbladł przez te lata.
Louis nie oczekiwał jednak, że uśmiech ten powróci na jego twarz za sprawą młodszego chłopaka.

-

- Louis, czy mógłbyś przestać się wiercić i stać prosto? – wybąkała Eleanor z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
- Przepraszam, przepraszam – wymamrotał Louis naprędce i automatycznie, zmuszając się, by przestać się ruszać.
Oboje stali w parku na linii boiska do piłki nożnej, czekając aż Nathan do nich dołączy. To był pomysł Eleanor, by ich syn zapisał się do drużyny; stwierdziła, że będzie to dobry sposób, by mógł się z kimś zaprzyjaźnić. Był to dość dobry plan, Nathan często wypełniał ciszę przy obiedzie historiami o jego przyjaciołach Alexie i Willu.
- Gdzie on jest? – westchnął Louis. – Ich mecz skończył się dobre piętnaście minut temu.
- Co, musisz gdzieś iść? – zapytała Eleanor. – Myślałam, że wywinąłeś się od pracy.
- Wywinąłem – odpowiedział krótko Louis, nie chciał odpuścić okazji, by wspierać syna. To wcale nie oznaczało, że podobało mu się stanie w parku latami i czekanie aż Nathan w końcu zejdzie z boiska.
- Spójrz, jest tam, rozmawia z Willem i jego rodziną – Eleanor wskazała miejsce. Louis podążył wzrokiem za jej palcem pokazującym na trzyosobową rodzinę wraz z ich synem. – Chodź – powiedziała Eleanor – Zabierzmy go i jedźmy do domu.
Złapała go za rękę, podążając w stronę rodziny, ale szybko ją puściła, jakby nawet dotykanie go było czymś nieprzyjemnym.
- Witaj Anne – przywitała się, gdy byli już blisko.
- Cześć, Eleanor – odpowiedziała Anne, uśmiechając się pogodnie. – Właśnie mówiłam Nathanowi, że powinien jutro przyjść i dotrzymać Willowi towarzystwa. Może to go powstrzyma od denerwowania brata, który musi się skupić na uczeniu do egzaminów – powiedziała brunetka, wywołując westchnięcie wyższego chłopaka stojącego obok niej. – Nie nabzdyczaj się. Musi ci dobrze pójść, jeśli chcesz iść do college’u jesienią.
Oczy Louisa spoczęły na chłopaku, wcześniej nie miał okazji poznać starszego syna Anne. Jego wstępną myślą było, że chłopak wcale nie wyglądał tak młodo; jeśli miał iść do college’u w przyszłym roku szkolnym, oznaczało to, że nie mógł mieć więcej niż siedemnaście lat. Było w nim coś, czego Louis nie potrafił określić, biorąc pod uwagę brązowe loki, zielone oczy i szeroki uśmiech chłopaka.
- Jestem pewna że pójdzie dobrze. Nawet ja lub Louis możemy go przywieźć. Prawda, Lou? – spytała Eleanor.
- Hmm? – zapytał Louis, odwracając głowę, przez co już nie patrzył na chłopaka. – Ach, tak – powiedział, widząc wyczekującą minę na twarzy Eleanor. – Jasne, nie ma problemu. Mogę go podrzucić jutro po pracy.
- Doskonale – Anne się uśmiechnęła. – W takim do zobaczenia jutro. Chodźcie, chłopaki – powiedziała, prowadząc Willa i jej drugiego syna w stronę parkingu.
- Naprawdę mogę jutro iść, tato? – zapytał podekscytowany Nathan.
- Oczywiście, stary. Nie widzę powodu, by się nie zgodzić – odpowiedział Louis, rzucając krótkie spojrzenie Eleanor, która tylko wzruszyła ramionami.
- Jeśli odbierzemy cię przed obiadem.
- Okej! – zgodził się Nathan. – Może razem z Willem nadal będziemy mogli trochę podokuczać Harry’emu! Jest bardzo zabawny.
- Harry? – spytał Louis, marszcząc brwi z zakłopotaniem.
- Ta, Harry. To brat Willa. Ten koleś, który właśnie tu był – odpowiedział Nathan, lekko wzruszając ramionami. – Mogę teraz dostać loda? – spytał, lekko łapiąc ręce swojej mamy swoimi małymi i ciągnąc ją w stronę budki. – Obiecaliście mi ostatnio!
- Dobrze, dobrze – powiedziała Eleanor z cichym śmiechem idąc. – Lou, idziesz? – zapytała, odwracając się i rzucając mu rozdrażnione spojrzenie, gdy zobaczyła, że nadal stał tam z nieobecną miną.
Louis nic nie mógł poradzić, tym bardziej, kiedy obraz Harry’ego palił się w jego myślach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz