niedziela, 22 grudnia 2013

9

Louis obudził się opleciony ramionami Zayna z plecami w całości opartymi o ciało mocno śpiącego, młodszego chłopaka. Uczucie jego ciepłego oddechu uderzającego o ucho i kark Louisa wysyłało dreszcze wzdłuż jego kręgosłupa, gdy myślał nad tym, do czego przyznał się wczoraj drugiemu chłopakowi. Jeśli Zayn dokładnie by się w to wczytał, z pewnością zdałby sobie sprawę z tego, że to dzięki niemu Louis odkrył swoją seksualność.
Westchnął i bardziej wtulił plecy w ciepło ciała chłopaka z kruczoczarnymi włosami, odtrącając chęć splecenia razem ich palców. Nie, to byłoby dziwne. Chociaż nie aż tak dziwne jak obciąganie najlepszemu przyjacielowi, kiedy oboje jesteście stuprocentowo trzeźwi, pomyślał Louis.
Ale myśli nadal były wystarczająco radosne. Sprawiały, że Louis się cieszył, zastanawiając się, jakby wyglądało ich życie, gdyby zwyczajnie powiedział Zaynowi o sowich uczuciach, zamiast uciekać, kiedy zobaczył go całującego Perrie, gdy byli młodsi.
Nagły ruch za jego plecami wyrwał go z przemyśleń i Louis delikatnie odsunął się od przyjaciela, nie chcąc, by zdenerwował się z powodu ich bliskości. Powoli zsunął się z łóżka i poszedł do kuchni, by zrobić śniadanie. Był to niebezpieczny pomysł, biorąc pod uwagę fakt, że gotował wcześniej tylko raz i skończyło się to spaleniem połowy kuchni mamy po próbie podgrzania masła w mikrofalówce.
Gdy jego tost był już prawie w opiekaczu (oczywiście posmarowany wcześniej masłem), poczuł palce owijające się wokół jego nadgarstka i odciągające jego rękę. – Nie, źle, Louis. Posmaruj tosta masłem po tym, jak go opieczesz, bo się zapali. – Louis odwrócił głowę w stronę Zayna; szeroki uśmiech rozświetlił jego twarz, gdy wdał się w wygląd młodszego.
Jego kilkudniowy zarost lekko się wydłużył, sprawiając, że jego oczy wydawały się jeszcze większe. Nie tylko jego twarz była atrakcyjna, jego tors nie był okryty koszulką, ukazując wiele tatuaży, które zrobił sobie przez ostatnie lata, a para luźnych spodni wisiała nisko na jego biodrach. Wystarczyło jedno spojrzenie, by Louis wiedział, że chłopak nie ma na sobie bielizny. Musiał mocno przygryźć wargę, by nie jęknąć.
- Er, mój błąd? – powiedział, odrywając wzrok z lekkim rumieńcem. Zarost otarł się o skroń Louisa, gdy Zayn złożył pocałunek na jego delikatnej skórze.
- W porządku, powstrzymałem cię. – Zayn się rozpromienił i ugryzł chleb. – Powinienem być jakimś superbohaterem, czy coś – wymamrotał na głos, a Louis tylko szeroko się uśmiechnął na to, jak uroczy był Zayn.
Westchnął i odwrócił się z powrotem do ławy. – Tylko, jeśli będę twoją Lois Lane.
Usłyszał śmiech Zayna i poczuł, jak lekko klepie go w tyłek. – Skoro się upierasz, Louis. Ale z pewnością jest wiele dziewczyn, które mógłbym przyjąć do tej pracy.
- Nie, z twoją dysfunkcją erekcji nie będzie – odpowiedział Louis, przyciskając swój tyłek do bioder Zayna, sprawiając, że wydobył z siebie ciche westchnienie.
- Pieprz się (D: wiecie, po angielsku: ‘pieprzyć cię’) – powiedział Zayn z szerokim uśmiechem, żartobliwie uderzając go w głowę.
- Och, podobałoby ci się, prawda? – spytał Louis, promieniejąc. I gdyby nie wiedział lepiej, pomyślałby, że Zayn rzeczywiście to rozważa. Nie, to nie mogło być możliwe, prawda?
Zayn westchnął i szturchnął go palcem w bok. – Myślę, że tobie podobałoby się bardziej.
Louis ani trochę w to nie wątpił.

-

- Za-a-a-a-ayn chodź na drinka – jęknął Louis z kuchni, naciągając swoją biało-czerwoną koszulkę w paski na niebieskie spodnie. Wsuwał na stopy białe TOMSy, podwijając nogawki spodni, gdy głowa Zayna komicznie wyjrzała z ich sypialni.
- Jeśli to gej-bar, to nie idę – odpowiedział uparcie, a Louis nie potrafił powstrzymać chichotu na widok części jego włosów, które nietknięte żelem opadały na bok, podczas gdy druga połowa stała do góry. Louis strzepnął niewidzialny pyłek ze swojego tyłka i podszedł do chłopaka z szerokim uśmiechem.
- To nie ten sam gej-bar. To jest bar dla wszystkich orientacji. Prowadzi dziewczyna tej od gej-baru, Danielle – nie wiem, czy ją poznałeś, czy nie – ta blondynka. – Louis zrobił błagalną minę. – Proszę, Zayn?
Chłopak z Bradford wyprostował się, przebiegając przez włosy palcami pokrytymi żelem. – Dobrze, dobrze, pójdę z tobą. – Przewrócił oczami i wrócił do sypialni.
Wydawało się, że minęła cała wieczność, zanim Zayn był w końcu gotowy, zarzucając turkusową bluzę na swoją białą koszulę i zakładając jasnobeżowe, sztruksowe spodnie. Włożył niebieskie, wysokie trampki na stopy i wyprostował się, na szczęście nie zauważając oczu Louisa zagrabiającego i upijającego się każdym detalem jego ciała. Bycie tak seksownym powinno być nielegalne.
Po kilku chwilach, Zayn niezręcznie zakaszlał i wskazał na drzwi, odrywając wzrok Louisa od intensywnego wpatrywania się w ledwo widoczny tatuaż na jego obojczyku. – Idziemy?
Louis się zarumienił i kiwnął głową, niemal wybiegając z mieszkania i na parter, zanim znalazł się w taksówce. Zayn zajął miejsce za nim, na tylnym siedzeniu, chwilę później przypominając Louisowi, by powiedział kierowcy, dokąd chcieli się udać.

-

Minęło dziesięć minut, zanim dojechali do Stralegabi*, klubu, który polecała Danielle ostatnim razem. Powiedziała mu, że wszyscy byli tam dość tolerancyjni i nawet kolesie hetero chętnie ocierali się na parkiecie o innych facetów.
Louis zerknął na Zayna, przypominając sobie sposób, w jaki tańczyli w klubie Danielle. Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu, a twarz oblała gorącem. Wyszli z taksówki, podając kierowcy kilka funtów napiwku, zanim stanęli przed raczej dużym klubem, którego nazwa świeciła różowym neonem przy nocnym niebie. Ochroniarz wpuścił ich po spojrzeniu na ich dowody i para weszła do ciemnego pomieszczenia, gdzie parkiet rozświetlały lampy stroboskopowe, a przy barze znajdowało się zwyczajne światło. Niewątpliwie był to piękny klub.
- Louis! – krzyknął głos Danielle zza jego pleców. Odwrócił się i poczuł owijające go ramiona, gdy Zayn odszedł na parkiet. – Przyszedłeś! O mój boże, w sam raz, by poznać nowego kelnera Tashy. To jest Harry. – Chwyciła za biceps i przyciągnęła przechodzącego chłopaka.
Oczy Louis się rozszerzyły, gdy patrzył na złośliwie uśmiechającego się chłopaka stojącego naprzeciwko. – Myślałem, że jesteś za młody, żeby pracować w barze – powiedział powoli, przebiegając wzrokiem po chłopaku.
- Miałem urodziny w zeszłym tygodniu. Powinniście z Zaynem wysłać mi mailem jakieś swoje wspólne zdjęcia, żeby mi to wynagrodzić. (D: w oryginale Harry mówi tutaj o zdjęciach, jakie robią sobie pary, nie potrafiłam znaleźć na to odpowiedniego określenia, przepraszam) – Harry zuchwale się uśmiechnął, a oczy Danielle się rozszerzyły.
- Nie wiedziałam, że jesteś z Zaynem! O mój boże, Louis, gratulacje! – Danielle podskoczyła kilka razy, nie słuchając zapewnień Louisa, że nie był z Zaynem w ten sposób. Zamiast tego pocałowała go w policzek i odeszła na parkiet.
- Dzięki Harry, po prostu świetnie – jęknął Louis, zabierając szklankę szkockiej z tacy, którą właśnie zauważył w ręce Harry’ego. Wypił drinka i odłożył ją. – Potrzebowałem tego – wymamrotał, odchodząc, by znaleźć Zayna.
Gdy przechodził pomiędzy wirującymi, spoconymi ciałami, przypadkowo wpadł na małą dziewczynę z brązowymi włosami i fioletowymi pasemkami. Chwycił jej ramiona, by ustawić ją do pionu, ponieważ zdecydowanie była pijana i przeprosił ją. – Przepraszam! Nie patrzyłem, gdzie-
Silna pięść spotkała się z jego szczęką i poczuł jak upada na ziemię zaskoczony widokiem ogromnego bruneta, stojącego nad nim z groźnie uniesioną pięścią. – Niech cię to nauczy, żeby nie podrywać mojej dziewczyny – powiedział, zanim znów wykonał ruch pięścią.
Ciepła krew wyciekła z rozciętej wargi Louisa, gdy sięgnął do góry, by chwycić nadgarstek mężczyzny. – Proszę - jestem gejem - wcale nie-
Pięść znów poszybowała w dół, tym razem z większą siłą. Louis poczuł, jak jego nos łamie się przez ten kontakt i sięgnął do niego z okrzykiem bólu. – Więc podrywasz mnie, pedziu?
Louis zakrył twarz rękoma, oczekując kolejnego uderzenia, ale zamiast niego usłyszał głos krzyczącego Zayna. Uniósł wzrok, by zobaczyć mężczyznę, teraz już leżącego na ziemi, po tym, jak ewidentnie uderzył go najlepszy przyjaciel Louisa.
Został uniesiony na nogi przez chłopaka i poprowadzony do baru. Zayn usadowił go na stole. – Dani dzwoni po karetkę. Jak się czujesz? – spytał, przebiegając powoli palcami przez jego włosy, oczami wędrując po twarzy starszego.
Louis oparł się o jego rękę, krzywiąc się, gdy polizał ranę na wardze. Wydawała się dość głęboka. – Trochę jakby boli – wymamrotał, sięgając po szklankę z lodem, przykładając ją do swojego nosa i odchylając głowę. – Nie, zdecydowanie boli. Dużo tu bólu.
Zayn się uśmiechnął i delikatnie ucałował jego czoło. – Z pewnością będzie dobrze, kochanie.
- No nie wiem, to dość poważne obrażenia – powiedział Louis, uśmiechając się lekko, by nie pogorszać stanu wargi. – Mogę nigdy tego nie wyleczyć.
- Jeśli nie nastawią ci szybko nosa, nigdy nie wyleczysz jego skrzywienia.

-

Louis i Zayn wyszli ze szpitala, starszy chłopak nadal trzymał rękę czarnowłosego w ciasnym uścisku. Zawsze irracjonalnie bał się lekarzy, co oznaczało, że potrzebował Zayna, by mógł trzymać jego rękę i uspokajać go, kiedy naprawiano mu twarz.
Jego nos był okryty opatrunkiem, a na wardze znajdowały się niebieskie szwy, by rana mogła się dokładnie wyleczyć. Nie licząc sińca pod okiem, Louis wyszedł z nieoczekiwanej walki prawie bez szwanku.
Przypomniał sobie o ich splecionych dłoniach dopiero, kiedy byli już prawie w samochodzie (który podesłały po nich Danielle i Tasha) i musieli się rozdzielić, by wejść do niego od przeciwnych stron. Louis mocno chwycił kierownicę, próbując przestać myśleć o swoim przyjacielu w taki sposób. To się nigdy pomiędzy nimi nie zdarzy. On był gejem. Zayn był hetero.
Tak już zawsze będzie.
Ale kiedy dojechali do domu i leżeli spleceni w łóżku, kompletnie wykończeni, Louis nie mógł powstrzymać się od rozmyślania o Zaynie. Odpłynął w sen o młodszym, z uśmiechem na ustach i głową ułożoną na chłopaku, którego bicie serca wzbudzało w nim namiętność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz