wtorek, 24 grudnia 2013

5

- … ale jak zobaczyłem, że pozbyli się już spodni, postanowiłem wyjść – dokończył Louis, a Harry wpatrywał się w niego z szerokim uśmiechem.
- Twoi przyjaciele są niemożliwi – stwierdził i cicho zachichotał, kręcąc głową na samą myśl, co takiego przyjaciele Louisa mogli jeszcze wymyślić. Z historii wynikało, że chwilami byli naprawdę nieobliczalni. Ale Harry doskonale wiedział, że Louis kochał ich dwójkę i nie zamieniłby ich na nikogo innego.
I przez umysł Harry’ego przemknęła myśl, że chciałby poznać przyjaciół Louisa. Że pragnie być częścią jego życia. Życia poza całym otaczającym ich lasem, do którego oboje uciekali w razie problemów lub zwyczajnej potrzeby chwili wytchnienia.
- A jak jest z twoimi? – Louis przeniósł wzrok z poruszających się na wietrze liści na Harry’ego. Znikomy uśmiech natychmiastowo opuścił twarz młodszego.
- Nie mam… przyjaciół – przyznał, spoglądając w bok. Harry przypomniał sobie, że tak naprawdę nie ma nikogo. Nikogo poza Louisem. A uświadomienie sobie, że wcale mu to nie przeszkadzało, uderzyło go w najmniej oczekiwanym momencie. Louis wydawał się być wszystkim, czego Harry mógł kiedykolwiek zapragnąć. Żałował tylko, że nie jest całkowicie szczery ze swoim przyjacielem.
Louis odnalazł dłoń Harry’ego ułożoną obok jego uda i ostrożnie nakrył ją swoją. – Masz mnie – powiedział cicho, czule się uśmiechając, gdy wzrok Harry’ego automatycznie uniósł się, kiedy ich ręce się o siebie otarły. Na chwilę zapanowała cisza. W końcu twarz Harry’ego rozświetlił szeroki uśmiech, a jego ręka odwróciła się pod dłonią Louisa, by móc spleść ich palce. Wydawało się, że w tym geście nie ma zupełnie nic nadzwyczajnego. Że za delikatnym dotykiem skóry nie kryje się głębsze uczucie. Ale nie było to prawdą. Harry uzależniał się od obecności Louisa. Nie był pewien, jak poradziłby sobie z jego ewentualnym odejściem. Nie chciał takiej możliwości dopuścić nawet do myśli. Wiedział, że wiele osób uprzednio się od niego odwróciło. Ale czując dotyk Louisa i mając świadomość, że wcale nie musiał się wahać, splatając ich palce, wiedział, że łączy ich coś specyficznego. I obiecał sobie, że nie pozwoli łatwo zerwać tej więzi.
Louis był niemal pewien, że w zalegającej wokół ciszy, dało się słyszeć jego serce, które tłukło mu w piersi jak oszalałe. Nie dbał o to. Dopóki siedział tu z Harrym, trzymając jego rękę, nic się nie liczyło. Ważne było tu i teraz, a cała reszta świata mogła nie istnieć. Spoglądał na ich dłonie. Zastanawiał się, jak Harry interpretuje ten gest. Nie dopuszczał do siebie myśli, że może być obojętny młodszemu chłopakowi.
- Miałeś mi opowiedzieć jeszcze o tamtej imprezie. – Głos Harry’ego sprawił, że Louis został przywrócony do rzeczywistości, brutalnie oderwany od podziwiania sposobu, w jaki palce Harry’ego idealnie pasowały w przestrzeń między jego. Jakby to właśnie tam było ich miejsce i jakby tak miało zostać na zawsze.
- Ach, racja. – Louis potrząsnął głową, próbując przypomnieć sobie, o czym obiecał opowiedzieć przyjacielowi. Kilkakrotnie zamrugał i zmarszczył brwi, ale dopiero po oderwaniu spojrzenia od zieleni oczu Harry’ego, została mu przywrócona zdolność logicznego myślenia. - Więc… na początku nie działo się nic ciekawego… - Louis powoli drążył historię.
Harry był oczarowany wszystkim, co dotyczyło Louisa. Wodził spojrzeniem po jego idealnie zmierzwionych włosach. Zawiesił oczy na jego czole i wpatrywał się w sposób, w jaki starszy chłopak marszczył je, całym sobą oddając nastrój historii. Przebiegł wzrokiem po jego idealnych kościach policzkowych, aż zatrzymał się na ustach. Obserwował jak powoli poruszały się, formując słowa, które Harry słyszał, choć nie dopuszczał do siebie ich znaczenia. Zachwycał się sposobem, w jaki koniuszek języka Louisa od czasu do czasu wysuwał się między wąskie wargi i przebiegał po nich, lekko je zwilżając. Wpatrywał się tak długo, aż ciepły oddech przyjaciela ponownie je wysuszał i Louis był zmuszony powtórzyć uprzednią czynność. Opuścił spojrzenie na linię jego szczęki.
Harry kiwał głową, starając się udawać, że uważnie słucha, co całkowicie mu się nie udawało. Wpatrywał się w Louisa jak obłąkany, ale starszy chłopak zdawał się tego nie zauważać. Zerkał przed siebie, starając skupić się na wypowiadanych słowach i całkowicie nieświadomie miarowo przesuwając kciukiem po ręce Harry’ego.
- Wtedy pochylił się nade mną mega seksowny chłopak, ale…
- Chłopak? – Harry szybko przeniósł wzrok z grdyki Louisa na jego twarz. Delikatnie zmarszczył czoło. Może i nie słuchał zbyt uważnie, ale mężczyźni rzadko określają tę samą płeć jako seksowną,prawda? Czy może coś mu umknęło?
Ze sposobu, w jaki Louis spuścił głowę, a na jego szyję i policzki wkradł się rumieniec, Harry był w stanie stwierdzić, że zinterpretował wszystko właściwie.
Louis spanikował. Nigdy wcześniej nie poruszali tematu swoich orientacji i Harry miał prawo być zdziwiony. Louis głośno przełknął ślinę. Nie zapowiadało się nic dobrego. Odchrząknął.
- T-tak – wyjąkał, nadal spoglądając w dół i zaciskając usta w wąską linię.
- Jesteś gejem? – spytał szybko Harry, a Louis miał ochotę zapaść się pod ziemię. Czuł, jak jego twarz płonie.
- Tak – powtórzył nieco pewniej, po czym głośno westchnął. – Harry, jeśli masz z tym jakiś problem, rozu-
- Musiałbym być hipokrytą, Louis – odpowiedział pewnie Harry, na co Louis podniósł na niego zdziwione spojrzenie. Co to miało oznaczać?
Zanim Louis był w stanie spytać, Harry dostrzegł jego konsternację. Lekko uniósł brwi, po czym znacząco spojrzał na ich splecione palce, zapewniająco zacieśniając uścisk. Louis przez moment nie wiedział, co ma myśleć. Czy to znaczyło, że Harry czuł do niego coś więcej? Potrząsnął głową, by wyrzucić z umysłu tak absurdalne myśli. Nie powinien zaprzątać sobie głowy tak niedorzecznymi rzeczami.
*
Tego wieczora Harry już po raz kolejny wkradał się do własnego domu. I chociaż powinien był się obawiać, w jaki sposób zapłaci za swój późny powrót i długą nieobecność, na jego ustach znajdował się szeroki uśmiech. Na wspomnienie słów Louisa po całym jego ciele rozlewało się przyjemne ciepło i nie potrafił wyrzucić z myśli wyrazu twarzy przyjaciela, gdy sam nie do końca wprost wyznał mu prawdę o swojej orientacji. Oczami umysłu widział iskierki jego oczach i poszerzający się do granic możliwości uśmiech. Jego piękną twarz rozświetloną radością, szczęściem, zrozumieniem, akceptacją i czymś, czego Harry nie potrafił jednoznacznie określić. Ale widok Louisa sprawiał, że dla Harry’ego wszystko nabierało sensu i życzył sobie, by widzieć go takiego już zawsze. I bez względu na to, jak niedorzeczne mogłoby się to wydawać, Harry zaufał mu bardziej. Z każdym spotkaniem zbliżali się do siebie, poznając się coraz lepiej i lepiej. A Harry nie miał nic przeciwko temu. Bo choć obiecał sobie niegdyś nie dopuścić do siebie nikogo, niemal natychmiastowo uległ urokowi, dobroci i opiekuńczości Louisa, zatracając się w tej znajomości coraz bardziej. Nie żałował. Ponieważ z każdą sekundą utwierdzał się w przekonaniu, że przy Louisie mu nic nie grozi. Że przy Louisie może być sobą. Że Louis go obroni. I że Louis go nie opuści. Bez względu na wszystko.
I może chwilami wątpił, myśląc, że się przecenia, że Louis wcale nie czuje się tak zobowiązany wobec niego. Że ich przyjaźń wcale nie znaczy dla niego tak wiele. Ale zawsze wspominał czułe spojrzenia chłopaka i błysk w jego oczach, gdy Harry godził się na jakikolwiek kontakt fizyczny. Wszystko to, co robił Louis, sprawiało, że Harry pragnął mu podziękować. Podziękować w pełnym tego słowa znaczeniu. Specyficznie. Tak, aby Louis zrozumiał, jak bardzo Harry jest mu wdzięczny. Za to, że na niego nie naciska, że jest przy nim, że zwykłe muśnięcie dłoni znaczy tak wiele i wysyła tuziny dreszczy przebiegających wzdłuż jego kręgosłupa. Harry pragnął trzymać jego rękę, splatać ich palce, przytulać go i całować, otrzymując przyrzeczenie, że tak zostanie już na zawsze. Że przejdą przez wszystko wspólnie i będą dzielić szczęśliwe chwile, gdy Harry uwolni się od ojczyma. I może młodszy chłopak nie zdawał sobie z tego sprawy, ale z każdym dniem zakochiwał się w Louisie coraz bardziej. Uświadamiając sobie, że wcale mu to nie przeszkadza. Że jest szczęśliwy, ponieważ znalazł kogoś, kto będzie traktował go właściwie, będzie go wspierał i przy kim nic ani nikt mu nie zagrozi.
Gdy już przekroczył próg i cicho zamknął drzwi, był przygotowany na karę. Mimo wszystko sądził, że czas spędzony z Louisem może się okazać warty tego wszystkiego. I sądząc, że ten dzień nie może już stać się piękniejszy, odnalazł Robina śpiącego na kanapie. Westchnął z ulgą, wyłączył telewizor i przemknął na palcach do własnego pokoju z nadzieją, że jutrzejszego ranka również uda mu się uniknąć kłopotów.
I gdy leżał już w łóżku z szerokim uśmiechem na twarzy, nie był w stanie wyrzucić z myśli obrazu twarzy Louisa i wyobrażeń dotyczących ich nieistniejącego związku. Chwil, które spędziliby poza lasem. Może w innych odludnych miejscach. A może w tych zatłoczonych, gdzie Louis z dumą mocno trzymałby jego rękę, nie kryjąc ich miłości. I nie pozwalając, by cokolwiek mu się stało.
Bo właśnie tego pragnął Harry. Osoby, której będzie mógł zaufać, która pokocha go tak, jak on ją. I Harry marzył, by tą osobą okazał się Louis.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz