W taki sposób – z zamkniętymi oczami, wdychając zapach kokosu i miodu, nasłuchując szumienia liści i będąc blisko osoby, która znaczyła dla niego tak wiele – Louis mógł spędzić resztę życia. Czując ciepło bijące z przyciśniętego do niego ciała, nie wyobrażał sobie przeżycia ani chwili, gdyby zostało mu to odebrane. Separacja była w tej chwili tym, czego najbardziej się obawiał. Mimo tak krótkiego czasu znajomości dotyku ciała Harry’ego, już nigdy nie chciał rozstawać się z tym uczuciem. A wyjątkowość oraz tak wielkie znaczenie błahych gestów dodawała wspólnie spędzonym chwilom jeszcze więcej piękna.
Louis chciał poznać każdy ruch Harry’ego, zwiedzić dotykiem każdy zakamarek jego ciała, trzymając go mocno w zimne dni. Chciał móc przestać się obawiać, czy każda chwila w jego obecności nie będzie ostatnią. Na dłuższy okres czasu czy na wieczność. Rozstając się z nim i nie będąc w stanie upewnić się co do jego bezpieczeństwa, czuł, że traci cząstkę siebie. Cząstkę, która odpowiadała za jego szczęście.
Wydawało się, że pragnął tak dużo. Jedynym, czego chciał, była świadomość, że Harry’emu nic już nie grozi, uczucie bliskości i brak przymusu, aby kiedykolwiek się z nim rozstać. Czy naprawdę prosił o tak wiele?
Otworzył oczy, powoli się rozglądając. Po chwili, uświadamiając sobie swoje położenie, szybko spuścił wzrok, odnajdując swoje spojrzenie utkwione w burzy brązowych loków – źródła wspaniałego zapachu, którym delektował się od dłużej chwili. Szeroki uśmiech natychmiastowo rozświetlił jego twarz. Harry obejmował go w silnym uścisku, skulony przy jego boku, opierał głowę na jego mostku.
- Myślałem, że śpisz. – Harry podniósł wzrok, wpatrując się w Louisa, na co uśmiech rozciągnął usta starszego niewiarygodnie szerzej. Był to, całkowicie szczerze, najbardziej uroczy widok, jaki kiedykolwiek przyszło mu oglądać. (Wcześniej na pierwszym miejscu znajdowało się niezręczne przyznanie się do uczuć jego przyjaciół, po którym krzyknął nareszcie i oboje zgromili go spojrzeniami. Później było już tylko gorzej i często na nich narzekał, ale widok tej rozmowy i tak uznawał za absolutnie słodki.)
- Tylko myślałem – mruknął cicho Louis, sięgając do twarzy Harry’ego i odgarniając zabłąkanego loka z jego czoła, pozwalając swoim palcom pozostać przy skórze chłopaka dłużej, niż było to konieczne. Na ten gest powieki młodszego zatrzepotały, aż w końcu zamknęły się na dobre. I choć żadne z nich nie powiedziało o tym na głos, oboje cieszyli się, że reakcją tą nie kierowało przerażenie, a chęć zapamiętania tego uczucia jak najdłużej będzie się w stanie.
Harry przesunął się wyżej, układając skroń na barku przyjaciela i łaskocząc włosami jego twarz. Zacieśnił uścisk obu swoich dłoni na jego boku i westchnął. – Zimno mi w ręce – powiedział cicho, bawiąc się obszyciem koszulki przyjaciela i miarowo ocierając zziębniętymi palcami ciepłą skórę jego brzucha i pleców.
Louis pisnął. – Zimne! – Lekko zadrżał i przełożył lewe ramię nad głową Harry’ego, by ułożyć je na jego barkach. Przymknął powieki, czując ciepły oddech chłopaka omiatający nagą skórę przy jego obojczyku oraz zmarznięte palce, teraz już pewnie kreślące przeróżne wzory pod jego koszulką.
Przez chwilę delektowali się zalegającą między nimi ciszą. Tak niewiele brakowało im do pełni szczęścia.
- Harry, co masz zamiar robić po zakończeniu semestru? – spytał cicho Louis. Zabierał się do tego już od dłuższego czasu, wymyślając bezsensowne wymówki, by nie podejmować się zadawania tego pytania. A raczej nie chcąc odbywać dalszej części tej rozmowy. Tak naprawdę nie potrafił postawić się w sytuacji Harry’ego, nie wiedział, czy miałby siłę, by robić cokolwiek po skończeniu szkoły. Zdawało się, że dalsza nauka byłaby ostatnią sprawą, którą zaprzątałby sobie głowę.
- Idę do Riverside College – mruknął Harry z ustami przyciśniętymi do obojczyka Louisa. Starszy przez moment usiłował rozszyfrować wymamrotane słowa, a kiedy mu się to udało, jego puls znacznie przyspieszył. (Nie był pewien, czy była to reakcja na to, w jakim miejscu znajdowały się usta Harry’ego, czy na to, co powiedział młodszy.) To naprawdę wiele ułatwiało.
- R-riverside – wyjąkał nieświadomie bardziej do siebie, próbując sobie wszystko poukładać. Głowa młodszego szybko się uniosła, Harry zmarszczył brwi i spojrzał na niego niepewnie. Czuł, że coś jest nie tak. Zamrugał kilkakrotnie i otworzył usta by spytać, co się stało, ale zamknął je ze zrezygnowaniem. Louis patrzył na niego z przerażeniem w oczach.
Harry usłyszał, jak Louis głośno przełyka ślinę. – Ja uczę się w Riverside – powiedział powoli.
Harry zbladł.
Czy to oznaczało koniec ich przyjaźni? Przecież Louis miał własnych przyjaciół, o których tak często opowiadał. Jego życie wydawało się tak odmienne od tego tutaj, z Harrym, gdzie prawdopodobnie stawał się zupełnie innym człowiekiem. Harry nie był pewien, czy chce wiedzieć, czym Louis był tak przerażony. Myśl o sytuacji, w której mieliby udawać, że się nie znają, przyprawiała go o mdłości. Pragnął, by już zawsze było tak jak teraz. Pragnął, by już nigdy nie musiał rozstawać się z pierwszą osobą, która otoczyła go należytą opieką.
Nie odpowiedział nic. Nie miał pojęcia, jak ma zareagować. Oparł głowę z powrotem na ramieniu przyjaciela i odetchnąwszy ciężko, przymknął oczy. Chciał wykorzystać być może jedne z ostatnich chwil przy boku Louisa. I trwałby tak jeszcze przez długi czas, gdyby nie nagły ruch wykonany przez jego przyjaciela.
Louis usadowił się twarzą do niego i pokiwał głową, jakby samemu sobie dał znak, by zacząć. – Musisz mnie teraz uważnie wysłuchać, dobrze? – powiedział powoli, przez co Harry ponownie na niego spojrzał. Louis ostrożnie chwycił jego twarz w dłonie, obie opierając na jego policzkach i patrząc na niego z taką dozą czułości, że Harry był pewien, że zaraz się rozpłynie. Czy nawet pożegnanie w jego wykonaniu musi być tak niesamowite? – No, Louis, ćwiczyłeś to, nie bądź frajerem – wymamrotał pod nosem Louis, całkowicie nieświadomy, że wypowiada swoje myśli. Ciężko westchnął. –Razem z Liamem i Zaynem mieszkamy w czteroosobowym mieszkaniu, pamiętasz? – Harry zmarszczył brwi. Zdecydowanie nie tak wyobrażał sobie pożegnanie. Przez chwilę w jego głowie pojawiła się nadzieja, że może wyciągnął błędne wnioski ze wcześniejszego zachowania Louisa, ale zdusił ją w zarodku. Nie, może tak myśleć, wtedy po wszystkim będzie bolało bardziej. – A to oznacza, że mamy jedno wolne miejsce. Chryste, umiesz przecież odejmować. Jeszcze raz. To oznacza, że możesz z nami zamieszkać, Harry. – Louis obserwował zmianę wyrazu twarzy chłopaka i spanikował. – Do niczego cię nie chcę zmuszać, to absolutnie nie tak. Ale nie musiałbyś nic płacić, radzimy sobie z kosztami. Po prostu byłbyś… byłbyś cały czas przy mnie i, cholera, to nie brzmi tak, jak wtedy przed lustrem – urwał, jakby tracił uprzednie przeświadczenie o wspaniałości swojego pomysłu. Harry spuścił głowę. – Ja… naprawdę chciałbym… - Pokręcił głową, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. – Przemyśl to, proszę. To znaczyłoby dla mnie naprawdę wiele.
- Louis – wymamrotał zachrypniętym, cichym głosem Harry. – Naprawdę nie wiem, dlaczego robisz dla mnie to wszystko – dodał, powoli podnosząc głowę i owijając ręce wokół szyi przyjaciela, trzymając go w mocnym uścisku. Louis nie był w stanie dostrzec wyrazu jego twarzy, ale ze sposobu, w jaki chłopak drżał i pociągał nosem, wywnioskował, że Harry płacze. Ale nie przejmował się tym. Nie obchodziło go, że doprowadził swojego przyjaciela do łez. Dopóki był pewien, że są to łzy szczęścia. A przecież tego właśnie pragnął. Szczęścia Harry’ego.
Wtedy też uświadomił sobie, że był to jego najlepszy dotychczasowy pomysł.
Siedzieli tak, aż płacz Harry’ego ustał, a jego uścisk zelżał. Aż Harry lekko się odsunął i podniósł wzrok, a ich spojrzenia się spotkały. Aż w tej samej chwili obaj uświadomili sobie, że Harry siedzi teraz na podołku Louisa i aż oboje byli pewni, że jeszcze nigdy nie znajdowali się tak blisko. Aż w pewnej chwili twarz Harry’ego znacznie przybliżyła się do twarzy Louisa i starszy był w stanie dokładnie przyjrzeć się jego zapłakanym, ale nadal cudownie zielonym oczom. Aż zziębnięty nos Harry’ego został przyciśnięty do policzka Louisa, sprawiając że starszemu kręciło się w głowie i nie był w stanie się poruszyć. I nieważne, jak bardzo Louis pragnął, by stało się to, co zamierzał zrobić Harry – wiedział, że chłopak nie jest na to gotowy. Dlatego uniósł rękę do jego policzka i delikatnie potarł go z nadzieją, że Harry jakimś sposobem zrozumie. I wydawało się, że tak się właśnie stało, kiedy Harry uniósł głowę i przycisnął usta do kości policzkowej Louisa. I zanim zauroczony całą tą sytuacją Louis był w stanie zarejestrować, co się właściwie stało, Harry trzymał go mocno w swoich ramionach, jakby tylko to się teraz liczyło.
A Louis pomyślał, że może jest w tym nieco prawdy. I po raz pierwszy bez skrupułów złożył delikatny pocałunek na jego głowie przeświadczony o tym, że jednak będzie lepiej.
I że może jego uczucie jest odwzajemnione.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz