sobota, 28 grudnia 2013

Larry

Tytuł: Bad Santa

Opis. Harry w stroju Mikołaja, rozprawia się z niegrzecznym chłopcem <czyt. Z Lou>

Ostrzeżenia: Sceny +18

Gatunek: Erotyk

Od autorki: Mały prezent na Mikołajki. Tak wiem, gorszę Was :D


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Ho ho ho – po pomieszczeniu rozległ się dźwięk głębokiego głosu. Louis podskoczył wystraszony na kanapie, upuszczając na ziemie filiżankę z herbatą, która zrobiła plamę na jego ukochanym dywanie.

- Cholera Hazz, zobacz co zrobiłeś – jęknął, w tempie ekspresowym udając się do kuchni po papierowe ręczniczki. Szybko wrócił i klęknął na kolana, by choć trochę ocalić puchaty materiał od pozostania na nim żółtej, ohydnej plamy.

- Ktoś tu jest niegrzeczny – ten sam niski ton głosu wypełnił salon – i używa niedozwolonych slow.

Tomlinson zaskoczony podniósł wzrok i momentalnie wybuchnął śmiechem. Przed nim stał Harry w stroju świętego mikołaja, a przyczepioną długą, sięgająca niemal pasa brodą i sztucznymi brwiami. W reku trzymał długi kij ozdobiony na końcu złotymi dzwoneczkami.

- Przestań bawić się w przebierańca, tylko pomóż ratować mój dywan. – Louis pokręcił głową z politowaniem. Tylko Styles mógł wpaść na tak idiotyczny pomysł prawie miesiąc przed świętami.

Harry prychnął niezrażony słowami drugiego. Miał plan i zamierzał go zrealizować. Nawet za cenę plamy na dywanie i być może słuchania narzekania przez następny miesiąc.

- Uważaj na słowa niegrzeczny chłopczyku, chyba nie chcesz bym użył mojej laski – powiedział poważnie, zbliżając się do klęczącego chłopaka.

Lou ponownie parsknął śmiechem, pocierając ręcznikiem podłogę:

- Idiota – wymamrotał pod nosem, jednak zaraz poczuł silne szarpniecie, które podniosło go do góry.

Harry uśmiechnął się złośliwie, trzymając jego ramię, a kawałki brody przykleiły się do malinowych ust.

- Brzydkie słowa, obraza Mikołaja, hmmm…nie zasłużyłeś na prezent LouLou – mruknął, uderzając laską w podłogę.

- C-co ty robisz? – zapytał zdezorientowany Tomlinson, lecz widząc pełne pożądania oczy jego chłopaka, postanowił sam dołączyć do tej dziwnej…zabawy.

- Musisz dostać klapsa. – Loczek pchnął go na sofę, powodując, że ten zawisł na oparciu wypinając do góry pośladki.

Harry oblizał usta, plując, kiedy wata dostała się do środka i uderzył laską w jego pupę.

- Kurwa – syknął Louis, czując nieprzyjemny ból.

- Bardzo, bardzo niegrzeczny – powtórzył Hazz, ponownie uderzając, tym razem nieco delikatniej.

Styles odrzucił na bok kij i pochylił się nad Louisem, zaciskając jedną dłoń na jego pośladku, a drugą zaczął ściągać z niego spodnie. W duchu dziękował, że miał na sobie dresy, dzięki czemu wystarczyło zwinne pociągniecie i materiał opadł na podłogę. W ślady spodni szybko poszły bokserki.

Louis jęknął, kiedy chłodne powietrze owiało dolne partie ciała. Próbował się podnieść, lecz duża dłoń Harry`ego mu to uniemożliwiła, przytrzymując plecy. Nie mógł powiedział, że go to nie podniecało, bo było wręcz odwrotnie. Dominacja Stylesa sprawiła, że zaczynał robić się twardy.

- Bądź grzeczny – wysapał Loczek, klepiąc nagi już pośladek, a cichy odgłos uderzenia wypełnił salon. Klęknął, mając teraz doskonały dostęp do swojego celu w postaci dwóch, krągłych pośladków. - Idealnie – szepnął do siebie, przejeżdżając palcem po jego wejściu.

Tomlinson spiął się na ten dotyk, zupełnie nieprzygotowany, lecz dziwnie napalony. Kręcił się ze zniecierpliwieniem, bo boże, leżał właśnie z wypiętą pupą, czując na niej gorący oddech Loczka, a jego penis ocierał się o bok kanapy przy każdym ruchu, i jeśli tamten zaraz nie zacznie to dojdzie nim zdąża cokolwiek zrobić.

Harry uśmiechnął się z zadowoleniem, ściągając z twarzy sztuczną brodę i odklejając brwi, które zaczęły mu przeszkadzać, po czym bez ostrzeżenia rozszerzył jego pośladki i polizał wejście.

- Boże – westchnął szatyn i jego ciało zadrżało pod wpływem tego doznania.

- Wystarczy Mikołaju – żachnął się Loczek, drażniąc koniuszkiem języka jego otwór, który zwinnie zataczał wokół niego kręgi.

Louis najchętniej palnął by mu za to w łeb, ale postanowił nie przerywać tego momentu, zwłaszcza, że nie często młodszy przejmuję kontrolę.

Harry nie zaprzestawał swoich ruchów, przytrzymując mocno uda drugiego, który kręcił się podirytowany, pragnąc więcej. Jego język stawał się coraz bardziej zuchwały, a kiedy zauważył, jak penis Louisa drga boleśnie domagając się uwagi uśmiechnął się pod nosem wpychając go do środka. Poruszał nim szybko, mocno go rozciągając.

- T-tak…Harry…mocniej. – Nogi Louisa zaczynały drżeć pod wpływem podniecenia. Jego umyśl stał się pusty, a ciało paliło, jakby miał zaraz spłonąć. Styles zaczął trafiać w jego prostotę, pakując język coraz głębiej i głębiej i wiedział, że nie wytrzyma dłużej.

- M-musisz przestać…Hazz… ja zaraz – jęczał, próbując desperacko się czegoś chwycić. Niestety w zasięgu jego dłoni nie było nic, co mogło by mu pomóc.

Harry zaprzestał swojego działania, jednak nie zamierzał do końca przestawać. Zamiast tego złapał Louisa w pasie i rzucił go na kanapę. Rozłożył szeroko nogi zdezorientowanego chłopaka i pchnął w jego wnętrze swoje dwa palce.

- Ahhh – syknął Tomlinson, wyginając się w łuk. To było za wiele. Cudowne uczucie wypełnienia pochłonęło go całkowicie.

- Bądź grzecznym chłopcem i dojdź LouLou – wychrypiał, ignorując własnego penisa, który był boleśnie uwieziony w ciasnych, czerwonych spodniach.

- C-chę żebyś…boże..nie wytrzymam. – Ciało Louisa prężyło się, gdy druga ręka Loczka zacisnęła się na pulsującym członku. Z trudem łapał oddech, i choć chciał dojść z młodszym w swoim wnętrzu, to teraz nie mógł tego przerwać.

Palce Harry`ego poruszały się szybko, zbyt szybko, a dłoń pracowała ostro, doprowadzając go na skraj rozkoszy.

- No dalej, nie powstrzymuj tego Lou – usłyszał i niemal zapłakał, gdy jego ciałem zawładnął silny orgazm.

- Harrryyy – krzyknął, zaciskając mocno powieki. Jego penis został uwolniony, lecz palce nadal poruszały się powoli, przedłużając nieziemskie doznanie.

- Właśnie tak – pochwalił go Loczek, patrząc jak jego ciało porusza się niekontrolowanie pod wpływem ogarniających go dreszczy. – Wyglądasz jak mała dziwka LouLou – dodał, i zachichotał, gdy starszy posłał mu karcące spojrzenie.

Położył się obok niego, wplatając dłoń w kasztanowe włosy, teraz wilgotne od potu i uśmiechnął się, składając słodki pocałunek na ustach Louisa.

Tomlinson zamknął powieki, a jego serce powoli wracało do normalnego rytmu. Nie było mu jednak dane odpocząć, bo dłoń Hazzy znów pojawiła się na jego penisie, powoli go pobudzając.

- Hazz..nie, ja – zaczął, lecz usta Loczka mu przerwały. Był wyczerpany, mimo to, dotyk drugiego chłopaka, delikatny i czuły sprawił, że nabierał ochoty na więcej. Ich języki ocierały się powili, smakując siebie nawzajem.

- Chyba nie myślałeś, że to koniec. Byłeś złym chłopcem – wyszeptał niskim tonem przy jego uchu, przez który szatyn kompletnie tracił głowę. – Teraz Mikołaj musi użyć swojej laski – dodał, a Louis zadrżał, bo cholera taaaak.

Tomlinson sięgnął do paska przy jego spodniach chcąc się jakoś odwdzięczyć, lecz ponownie został skarcony przez lekkie uderzenie w dłoń.

- Nie Lou. Ty dzisiaj tylko bierzesz – wyjaśnił, przejeżdżając językiem po dolnej wardze.

Harry wstał z sofy i sprawnymi ruchami pozbył się niewygodnego kubraczka mikołaja, pozostając całkiem nagim. Jego penis był twardy i stał na baczność, gotowy do zabawy.

- P-pozwól mi – poprosił Louis patrząc w zamglone zielone tęczówki. Tak bardzo chciał go poczuć, teraz, natychmiast.

- Przykro mi Lou – wyszeptał, i przejechał dłonią po swojej długości, siadając na biodrach starszego – Byłeś niegrzeczny.

Szatyn patrzył jak penis Loczka znika w jego dłoni, kiedy sam sobie obciągał, jego ruchy były szybkie i pewne, a tęczówki wpatrzone w te należące do Louisa.

- Boże Hazz, chce cię tak bardzo – Louis wspiął się na łokciach, chcąc być bliżej, chcąc go dotknąć, polizać, cokolwiek.

- Możesz patrzeć Kochanie. Nic więcej. - Harry uśmiechnął się i zaprzestał swych ruchów, co spotkało się z jękiem niezadowolenia wychodzącym z ust Tomlinsona.

Loczek zszedł z niego i pociągnął go do góry, przy okazji ściągając z niego koszulkę. Wciągnął go na swoje kolana, tyłem do siebie. Lou siedział na nim okrakiem, twardy penis ocierał się o jego pośladki, a na swoich plecach czuł delikatne pocałunki.

- Chccę cię widzieć Hazz – poprosił Louis, opierając się dłońmi na kolanach Harry`ego, lecz nie dostał żadnej odpowiedzi. W zamian otrzymał mocne ugryzienie w łopatkę, na co pisnął zaskoczony.

Hazz ssał skórę na jego szyi, dłońmi sięgając do twardych sutków, które szczypał i zduszał między palcami. Wypchnął biodra do przodu drażniąc wrażliwe i nadal obolałe wnętrze Louisa. Sunął rakami po brzuchu, by w końcu dotrzeć do jego pulsującego członka, ściskając go w dłoni i szarpiąc energicznie.

- Wejdź we mnie Hazz, potrzebuję cie, teraz – krzyczał, wciskając pośladki w ciało drugiego. Był zdesperowany, młodszy wcześniej się tak nie zachowywał, nie był taki władczy, a to cholernie go nakręcało. Milo bólu, nigdy wcześniej nie pragnął go tak bardzo .

Styles splunął na swoją dłoń i przejechał nią po penisie, gotowym by zanurzyć się w tym ciepłym wnętrzu. Chwycił uda Louisa i uniósł go nieco do góry, by ułatwić sobie dostęp, następnie mocno w niego wszedł, stwierdzając, że był dość przygotowany.

- Kurwaaa – krzyknął Tomlinson, szybko łapiąc oddechy, powietrze nagle stało się gęste, a jego serce niemal przebijało płuca.

- Lou – wyszeptał Hazz, liżąc koniuszkiem języka miejsce tuż za uchem – zawsze taki ciasny – dodał, zostawiając miliony brunatnych znaków na wilgotnym ciele.

Ponownie uniósł jego uda i opuścił go, zyskując w zamian wiązankę przekleństw. Wkrótce jednak potrzebował więcej, tempo było zbyt wolne, dlatego złapał go mocno w pasie i podniósł się z sofy. Pchnął Louisa do przodu, nakazując pochylić się nad stojącą obok komodą. Ręce szatyna złapały się mahoniowego blatu, a czoło dotykało twardej powierzchni.

Po wykonaniu kilku delikatnych pchnięć, jego ruchy stały się mocniejsze. Przyjemne ciepło oplatało jego penisa, kiedy ten znikał w ciasnym wnętrzu.

- M-mocniej…ohh – Louis wił się przed nim, zwalając stojące na komodzie ramki ze zdjęciami.

- Nie-nie grzeczny – warknął Hazz, zaciskając boleśnie palce na jego biodrach. Rękoma odnalazł jego penisa i zaczął stymulować go w rytm swoich pchnięć. Zęby zahaczały o spoconą skórę pleców, a ich jęki stawały się coraz głośniejsze.

- Harryyy ja…Hazzz. – Krzyk Louisa rozniósł się po salonie, przeszywając ich szybkie oddechu. Harry poczuł jak mięśnie Louisa zaciskają się na jego członku, a ciało drżało, gdy próbował utrzymać się na nogach, zawładnięty siłą drugiego orgazmu.

Wystarczyło tylko kilka pchnięć i Harry również doszedł, wypełniając go swoją spermą. Ciężko dysząc wyszedł z chłopaka, patrząc jak jego nasienie spływa po bladych udach.

Oboje opadli na dywan, a Styles natychmiast przyciągnął go do siebie, oplatając ramionami i składając drobne pocałunki na całej jego twarzy.

- Zróbmy to jeszcze raz – wyszeptał Loczek, patrząc figlarnie na starszego, gdy wypuszczał z ust szybkie oddechy.

Drugi prychnął kompletnie wyczerpany, ale na jego ustach tkwił szeroki uśmiech. ‘

- Kocham cię – wyszeptał Louis, napierając na jego wilgotne i lepkie ciało, by przydusić go do podłogi. Spojrzał w zielone tęczówki, pełne ciepła i miłości, po czym otarł o siebie ich nosy.

- Też cie kocham – odpowiedział mu Hazz, całując miękko jego opuchnięte usta, przy okazji wypychając do góry swoją miednicę.

Tomlinson zachichotał:

- Jesteś złym Mikołajem – powiedział poważnie.

- Dlaczego?

- Bo przez ciebie będzie mnie bolał tyłek – mruknął, wydymając wargi.

Dwa głośne śmiechy wypełniły salon, a kiedy ich usta złączyły się ponownie, wiedzieli, że przed nimi długa noc.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz