poniedziałek, 23 grudnia 2013

9

- Halo?
- Cześć, tu Harry.
- Tak, wiem.
- Wiesz?
- ID dzwoniącego.
- Ach, racja. Oczywista odpowiedź. Zastanawiałem się tylko, czy robisz coś dziś wieczorem. Jest taki film, który bardzo chcę zobaczyć, ale Zayn powiedział, że nie pójdzie, bo jutro idzie na niego z Liamem. Więc, tylko się zastanawiałem, czy chciałbyś go może zobaczyć. Jeśli nie, to spoko, chciałem tylko zaoferować, na wypadek gdyby-
- Harry, ględzisz.
- Och, racja, przepraszam.
- Więc tak jakby chcesz się ze mną umówić?
- Err… tak, w zasadzie. Jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie, znaczy, nie mam. Ale możemy przełożyć to na kiedy indziej? Dziś jadę do mojej mamy.
- A, tak, tak, pewnie.
- Przepraszam, następnym razem?
- Tak. Baw, uhh, baw się dobrze u swojej mamy.
- Dzięki, porozmawiamy później?
- Pewnie.
-
- Mogę w czymś pomóc? – spytał Louis, obserwując, jak jego mama wyjmuje danie z piekarnika i kładzie je na nim.
- Lou, po raz setny, nie – odpowiedziała Jay, zdejmując rękawice i żartobliwie rzucając nimi w syna.
- A mógłbym-
- Louis! To nie tak, że nie ufam ci w kwestii jedzenia, no może trochę tak, ale wszystko jest gotowe. Twoje siostry nakryły do stołu, więc naprawdę nie ma już nic do zrobienia.
- O, chciałem ci tylko zaoferować lampkę wina – Louis mrugnął.
- Cóż, to możesz zrobić – powiedziała Jay z małym uśmiechem. – Potem zawołaj swoje siostry i syna na obiad.
Louis kiwnął głową, udając się w stronę lodówki i wyjmując z niej schłodzone, białe wino. Nalał lampkę mamie, później sobie, z nadzieją, że wraz z Nathanem zostaną na noc. Po podaniu wina mamie, udał się do salonu, gdzie Phoebe i Daisy bawiły się z Nathanem.
- Ej, to jest oszukiwanie, Daisy! – krzyknęła Phoebe, ze złością rzucając pieniądze na planszę.
- Wcale nie! Oszukiwałam, Nathan? – spytała Daisy, odwracając się do Nathana, który patrzył z szeroko otwartymi oczami, ponieważ nie miał pojęcia, o co chodzi.
Louis zdecydował się uratować swojego syna od odpowiedzi i wszedł do pokoju.
- Obiad prawie gotowy – zakomunikował. – Powinniście wszyscy pójść i powiedzieć, co będziecie chcieli pić.
Phoebe lekko fuknęła, wstając i mamrocząc, że Daisy oszukuje. Daisy pomogła wstać Nathanowi i wyprowadziła go z pomieszczenia. Louis tylko potrząsnął głową z rozbawieniem, po czym udał się na górę. Zapukał do drzwi Fizz, wystawił przez nie głowę i zauważył, że prowadzi rozmowę video z jakimś kolesiem.
- Obiad gotowy. Pożegnaj się z chłopakiem.
- Nie jest moim chłopakiem! – krzyknęła zawstydzona Fizz równo z facetem, twierdzącym, że nie jest jej chłopakiem.
Louis tylko mrugnął do siostry, po czym opuścił pokój, idąc do Lottie. Kilkakrotnie zapukał, ale nie otrzymał odpowiedzi. Drzwi były zamknięte, więc fuknął.
- Dalej, Lott! – powiedział, pukając mocniej.
Jego siostra w końcu otworzyła drzwi, ukazując pokój tonący w czerni.
- Spałaś? – zapytał, widząc zmęczoną twarz siostry. Lottie tylko pokiwała głową, a Louis sporządził sobie w głowie notatkę, by porozmawiać z nią po obiedzie. –Dobrze, obiad gotowy.
- Nie jestem głodna– powiedziała natychmiast, przygotowując się do zatrzaśnięcia drzwi.
- Nie obchodzi mnie to i mamy też nie. Chodź na dół i przynajmniej usiądź przy stole. Minęły wieki, od kiedy byliśmy tu z Nathanem.
Lottie westchnęła, za nim powiedziała – Dobra.
- Oczekuję cię za niedługo na dole – ostrzegł Louis, odwracając się i wracając na dół, po rzuceniu siostrze znaczącego spojrzenia.
Gdy był z powrotem w kuchni, chwycił swoją lampkę wina i udał się do jadalni, gdzie wszyscy już siedzieli i zaczynali jeść obiad. Usiadł na końcu stołu, naprzeciwko swojej mamy, po czym zerknął na Nathana, ucieszony, że Fizz pomogła mu pokroić mięso na mniejsze kawałki. Z radością, że jego syn otrzymał pomoc, zaczął nakładać sobie jedzenie na talerz.
Rozmowa była wesoła, dziewczyny ujawniały Nathanowi i Louisowi, jak im szło w szkole i na zajęciach pozalekcyjnych. Lottie była cicha w czasie obiadu, skubiąc bułkę z niemal znudzoną miną i Louis poddał się w próbach zachęcenia jej do rozmowy. Gdy Fizz zaczęła pytać Nathana, czy podoba mu się w szkole, sześciolatek zaczął ględzić o losowych sprawach.
- Jest super! Moja nauczycielka jest bardzo miła, chociaż każe nam podnosić ręce na lekcjach i to jest wkurzające. Czasami przychodzę do domu i boli mnie ramię od trzymania jej w górze! Will jej powiedział, że w końcu mu odpadnie, a ona odpowiedziała, że ma przestać prze-przedz-przedzasać – powiedział Nathan, zacinając się na wyrazie ze zmarszczonymi brwiami.
- Przesadzać – zasugerował grzecznie Louis, sprawiając, że Nathan rozpromienił się i pokiwał głową.
- Kto to Will? – spytała Phoebe.
- Mój najlepszy na całym świecie przyjaciel! – odpowiedział Nathan z podekscytowaniem. –Czasami chodzę do jego domu się pobawić. Gra ze mną w piłkę nożną, a jego starszy brat zaprzyjaźnił się z tatą!
Louis zamarł na chwilę, z obawą, jak wiele powie Nathan. Gdy powiedział mu, że ma nic nie mówić, tyczyło się to tylko Eleanor, nie innych ludzi.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi – zaprotestował słabo Louis, wiedząc, że podejrzenie w głowach rodziny wzbudzi już sam fakt przyjaźni.
- Ale… tato – zaczął Nathan ze zmarszczonymi brwiami. – Nie jesteście? Rozmawiacie i w ogóle.
- Ponieważ to miłe – powiedział, unikając spoglądania na swoją mamę, której wzrok na sobie czuł.
- A co z tym, kiedy się całowa-
- Nathan! – wydyszał szybko Louis, ale było już za późno.
Widelec Jay upadł na jej talerz i przy stole zapadła gęsta cisza. Louis zacisnął powieki i palce u nasady nosa, biorąc powolny wdech, by się uspokoić. Usłyszał Fizz wymieniającą imię Nathana i mówiącą, by wrócił, więc otworzył oczy, by zobaczyć syna odchodzącego od stołu i wybiegającego z pokoju.
Ignorując resztę osób przy stole, wstał i szybko podążył z Nathanem, gdy uruchomił się jego instynkt rodzicielski. Skierował się do salonu i zobaczył skulonego na krańcu kanapy Nathana, z głową wciśniętą w poduszkę. Po cichu usiadł obok, a jego ręka powędrowała do pleców Nathana, kojąco kreśląc na nim okręgi.
- Hej, stary, nic się nie stało – wyszeptał.
- Przepraszam – wymamrotał Nathan w poduszkę.
- Nie, Nathan, nie masz powodu, by przepraszać. Naprawdę nie zrobiłeś niczego złego – zaznaczył Louis, unosząc twarz syna znad poduszki i wycierając ślady łez wstydu i zażenowania.
- Dlaczego nie chcesz, żeby ludzie wiedzieli? – spytał Nathan, patrząc na niego, jakby próbując pojąć trudne wyobrażenie. – Nie lubisz Harry’ego?
- Nie, to nie to, stary – powiedział. – Ja… lubię go. – Westchnął, nie będąc pewnym, jak wiele powiedzieć synowi. – To po prostu nie jest dobry czas, by go lubić.
- Ale nie chcesz z nim być? Z nim uśmiechasz się częściej, niż z mamą.
Louis cicho i nerwowo się zaśmiał, zastanawiając się, jak jego synowi udało się zauważać takie rzeczy. Dzieci były spostrzegawcze, czasami nawet za bardzo.
- Kłopotałoby cię, gdybym kiedyś z nim był? Spytał Louis.
Nathan rozmyślał ostrożnie nad pytaniem, po czym pokręcił głową.
- Nie, bo lubię Harry’ego. Nie w taki sposób, w jaki lubisz go ty, bo to raczej obrzydliwe go całować – powiedział Nathan, lekko marszcząc nos.
Louis nie był w stanie powstrzymać chichotu, przebiegając ręką przez brązowe włosy syna.
- Hej, Nathan? Może pójdziesz dokończyć obiad? – przerwał głos Jay.
Louis zdrętwiał, wiedząc, że mama chce z nim porozmawiać. Nathan ześlizgnął się z kanapy, wcześniej lekko klepiąc nogę swojego taty, jakby chcąc go zapewnić, że będzie dobrze, po czym opuścił pomieszczenie. Jay zajęła miejsce na kanapie obok Louisa, posyłając mu ostrożne spojrzenie.
- Jak to się stało? – spytała w końcu.
Louis przycisnął dolną wargę zębami, zanim powoli odetchnął.
- Kilka razy na siebie wpadliśmy. Nie wiem, to wszystko jest po prostu… spotęgowane.
- Eleanor o tym wie? – spytała, na co Louis pokręcił głową. – Tylko Nathan?
- Cóż, Nathan i przyjaciel Harry’ego – powiedział, myśląc o Zaynie i incydencie w sklepie.
- Ile lat ma Harry?
- Siedemnaście – wymamrotał Louis, drapiąc się po karku.
Jay uniosła wysoko brwi, zanim krzyknęła – Louis! On nawet nie jest pełnoletni?!
- On… już prawie jest – powiedział, wiedząc, że nadal brakowało blisko całego roku do osiemnastych urodzin Harry’ego.
- Jest młodszy od twojej siostry – wytknęła Jay. – Umówiłbyś się kiedykolwiek z którymś z jej przyjaciół? – Louis zmarszczył nos na tę myśl i potrząsnął głową. Większość dzieciaków, z którymi zadawała się Lottie, była okropna i niegrzeczna. – A teraz jesteś związany z kimś nawet młodszym. Dlaczego, Louis? – spytała delikatnie Jay.
Louis powoli westchnął, przebiegając ręką przez włosy.
- Ja… nie wiem co w nim jest. Jest inny. Zabawny, mądry, atrakcyjny…
- A ty żonaty z synem.
- Eleanor i ja się rozwodzimy – powiedział tępo Louis, nie znajdując powodu, by znów kręcić się wokół tego tematu.
Jay wpatrywała się w niego przez chwilę zaskoczona, zanim powiedziała – Nie jestem pewna, czy mam się cieszyć, czy współczuć.
- Najlepiej cieszyć – powiedział lekko Louis. – Znaczy, może teraz będę miał szansę, by robić coś, co mnie uszczęśliwi, znaleźć kogoś, kto mnie uszczęśliwi.
- Ale, Lou, kochanie, nie sądzę, by Harry był odpowiednią do tego osobą.
Louis potrząsnął głową, zaczynając powoli frustrować się faktem, że jego mama wydawała się być przeciwko.
- Jesteś w błędzie.
- Louis, co będzie, kiedy on skończy uniwersytet lub college jesienią? Ruszy dalej i zapomni o tobie, a ty zostaniesz ze złamanym sercem.
To była myśl, której Louis nigdy nie chciał rozważyć, szczególnie dlatego, że nie była to rzecz, o którą nie musieli się martwić w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Uświadomiło go to również w fakcie, że naprawdę powinien zacząć szukać innej pracy albo czegoś do roboty, ponieważ nie mógł tak siedzieć i rozczulać się nad sobą i nad tym, jak patetycznie się czuł, do końca swojego życia.
„Nie powiem ci, co powinieneś zrobić, jesteś wystarczająco dorosły, by samodzielnie podejmować decyzje, ale chcę, żebyś był ostrożny, Louis. Nie chcę, by to, cokolwiek to jest, z Harrym przekształciło się w coś, co cię zrujnuje.” Louis kiwnął głową, wiedząc, że mama chce dla niego dobrze. „Chodź,” powiedziała Jay, wstając z kanapy. „Chodźmy dokończyć obiad. Jestem pewna, że dziewczyny chcą opowiedzieć ci o tym, co wydarzyło się ostatnio na zajęciach.”
-
Gdy obiad się skończył bez wspominania czegokolwiek o Harrym i cały stół był już czysty, Louis udał się schodami na górę i stanął przy drzwiach Lottie. Jego siostra opuściła ich niemal natychmiast po skończeniu obiadu i znów odnalazła ukojenie w swoim pokoju. Zapukawszy kilkakrotnie w drzwi, czekał dobrą minutę, zanim w końcu się otwarły.
- Och, spójrzcie, to mój kochany brat, który pieprzy nieletniego – powiedziała Lottie bez wyrazu twarzy.
- Nie pieprzę go! – powiedział szybko Louis, co było całkowitą prawdą. Jedno obciąganie nie zaliczało się do pieprzenia. – Skąd wiesz, że jest nieletni?
- Nathan nam powiedział, kiedy rozmawiałeś z mamą. Co za różnic, pieprz, kogo tylko chcesz pieprzyć.
- Dobra, tak jak bardzo chciałbym o tym z tobą rozmawiać, przyszedłem tutaj z innego powodu – powiedział. Lottie nie odpowiedziała, tylko patrzyła na niego zaciekawiona. – Err, mogę wejść?
Lottie westchnęła i bardziej otworzyła drzwi, pozwalając mu wejść i zająć miejsce na krześle przy biurku.
- Więc o co chodzi? – spytała Lottie, sadowiąc się na łóżku.
- Co z tobą? Przez ostatnie kilka miesięcy wydawało mi się, że podoba ci się w szkole, a potem nagle przestajesz i ją rzucasz? Teraz tylko… chowasz się i zatrzymujesz wszystko dla siebie. To nie jest Lottie, którą znam – powiedział ostrożnie.
- Tak, cóż, Louis, którego znam, nie kręci się, uwodząc nieletnich – odpowiedziała.
- Nie uwiodłem go! I nie ma powodu, by się tak bronić Lott, wytykałem jedynie oczywiste.
- I ty mi tu mówisz o bronieniu się – wymruczała Lottie, zanim przebiegła ręką przez swoje włosy.
- Okej, skupmy się na tym, co się z tobą stało. Coś wielkiego bez wątpienia wydarzyło się w szkole. – Lottie nic nie powiedziała, a jej oczy nagle powędrowały w dół i skupiły się na narzucie na łóżko. – Lottie, wiesz, że nikomu nie powiem. Przychodziłaś do mnie ze wszystkim.
Lottie wzięła powolny oddech, zanim wymamrotała – Nie możesz powiedzieć, Lou. Nie możesz. Wie jeszcze tylko jedna osoba i ja… ale może rozmowa z tobą pomoże.
Louis powoli odetchnął z ulgą, ciesząc się, że nie będzie musiał siostry do niczego zmuszać.
- Obiecuję, gęba na kłódkę. Ani słowa – powiedział.
- Byłam w ciąży.
Louis poczuł, jak jego ciało zamienia się w lód, gdy pojął, co powiedziała jego siostra i niemal zakrztusił się na to wyznanie.
- Ty jesteś co? – powiedział, próbując nie unosić głosu.
- Byłam – poprawiła Lottie. – Byłam w ciąży. Ja… zrobiłam aborcję.
Zmusił się, by się nie zatrząść na tą myśl i odepchnął na bok wszystkie swoje osobiste wierzenia. Jego priorytetem było dobre samopoczucie siostry, która zrobiła to, co uważała za stosowne.
- Dlaczego? – spytał.
- Facet, z którym się widywałam nie chciał go i ja… nie chciałam popełnić takiego samego błędu, jak ty – wyszeptała, unikając jego wzroku. Był rozdarty między bólem a zrozumieniem, wiedząc, że jego walka w trakcie małżeństwa musiała być bardziej niż ewidentna dla wszystkich sióstr. – Wiem, że kochasz Nathana i w ogóle – dodała szybko – Ale to po prostu nie jest dla mnie czas. Nie jestem tak silna, jak ty, by już to wszystko znosić.
Louis zastanowił się nad tym, powstrzymując się od komentarza, że powinna nauczyć się ponosić konsekwencje swoich czynów. Ale jednocześnie, nie chciał życzyć takiego związku, w jakim był z Eleanor żadnej ze swoich sióstr.
- Ja… mogę to uszanować – powiedział powoli. – Jestem tylko szczerze zszokowany. Myślałem, że będziesz bardziej ostrożna w kwestii… no wiesz – powiedział wymijająco, machając ręką w powietrzu, zamiast użyć słowa seks. Bo naprawdę, nigdy nie chciał dopuścić do siebie myśli, że jego młodsze siostry uprawiają seks.
- Wiem – wyszeptała Lottie.
- Więc dlaczego nie wróciłaś po tym do szkoły? To musiało się zdarzyć przed wakacjami.
Lottie pokiwała głową, zanim odpowiedziała – Nie chciałam widzieć się z tym facetem. Ja tylko… chciałabym, żebyśmy to jakoś naprawili. Jestem zmieszana i zraniona i nie dość ustatkowana, by wrócić i zajmować się całą to szkołą. Muszę się skupić na sobie.
- Powinnaś przyjechać mnie odwiedzić – zasugerował, wiedząc, że wyrwanie się z domu i zamkniętego pokoju wyjdzie jej na dobre. – Mam cały dom dla siebie póki co, zanim go sprzedamy.
- Sprzedajecie go? – zmarszczyła brwi Lottie. – Dlaczego?
Louis poniewczasie uświadomił sobie, że jego siostra nie miała pojęcia, o fakcie, że jego związek z Eleanor zmierzał ku końcowi.
- El i ja się rozwodzimy – odpowiedział.
- Och – wydusiła Lottie. – Och, i Louis? – zaczęła, sprawiając, że Louis zamarł, prawie opuszczając pokój. – Dziękuję.
Louis uśmiechnął się, lekko kiwając głową.
- Oczywiście, Lottie – powiedział, wracając się do pokoju, by przytulić długo siostrę, zanim wyszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz