poniedziałek, 23 grudnia 2013

Epilog

Louis wyszedł z budynku sądu i oparł plecy o jego ścianę. Wziął głęboki wdech i zamknął oczy, witając świeże powietrze w swoich płucach, gdy całe napięcie go opuściło.
- Louis?
Otwarłszy oczy, zobaczył swoją mamę, stojącą przy nim i niepewnie się uśmiechającą, odepchnął się od ściany budynku prosto w jej ramiona.
- Wszystko okej? – spytała Jay, zacieśniając wokół niego uścisk.
- Tak – odetchnął. – Jestem tylko zaskoczony.
- Wiem – powiedziała łagodnie Jay.
Louis odsunął się, by spojrzeć na swoją mamę z uniesioną brwią.
- Jesteś zaskoczona?
- Trochę – przyznała Jay. – Ale czułam, że będzie okej. Teraz chodź – powiedziała, owijając rękę wokół jego ramion i oddalając go od budynku. – Chodźmy na jakiś lunch, co?
Louis kiwnął głową z uśmiechem wkradającym się na jego usta, gdy rozpoczęli drogę schodami w dół, a następnie wzdłuż ulicy. Nagły widok spowodował, że Louis zamarł a jego matka się zatrzymała.
- Co tu robisz? – wydyszał Louis, gdy chłopak z kręconymi włosami przykuł jego uwagę.
Wstając, uśmiechnął się szeroko pokonując drogę w kierunku Louisa i jego mamy.
- Nie mogłem tak po prostu siedzieć i czekać, by dowiedzieć się, jak poszło – powiedział. –Więc, posiadając swoje fajne prawko, przyjechałem.
Jay odchrząknęła z uniesioną w oczekiwaniu brwią.
- Ach, racja – powiedział Louis, nerwowo spoglądając między swoją matką a chłopakiem. –Mamo, to jest-
- Harry – przedstawił się chłopak, wyciągając rękę i posyłając uśmiech, o którym Louis zdążył się nauczyć tyle, że jest zarezerwowany do schlebiania ludziom.
- Ach, ten nieuchwytny Harry – powiedziała Jay, potrząsając jego ręką. – Wreszcie cię poznałam. Przysięgam, Louis niechętnie podchodził do przyprowadzenia cię do nas.
- Mamo – wymamrotał Louis z zażenowaniem.
- Cóż, to nie tak, że jestem aż tak zła! Dziewczyny mogą być niesforne, ale żeby nie pozwolić swojej matce poznać chłopaka, z którym się jest już od kilku miesięcy? – powiedziała Jay, pstrykając go w ucho.
- Au – Louis zrobił nadąsaną minę, pocierając je.
- Pójdę odpalić samochód – powiedziała Jay. – Harry, kochanie, możesz zjeść z nami lunch, jeśli chcesz.
Harry zerknął na Louisa, jakby sprawdzając, czy to w porządku, po czym uśmiechnął się i powiedział – Dobrze. Z wielką chęcią.
- Świetnie. –Jay rozpromieniła się. – Będę w samochodzie. Może pojedziecie za mną do restauracji? – zasugerowała Jay.
- Tak, tylko… możesz nam dać sekundę, mamo? – spytał Louis.
Jay kiwnęła głową i skierowała się w stronę samochodu, ale przystanęła, by odwrócić się i mrugnąć do syna.
- Nie za długo! – powiedziała.
- Swoim wdziękiem potrafię zrzucać spodnie ze starszych kobiet – powiedział bezceremonialnie Harry, na co Louis uniósł brew. – Nie, żebym miał zamiar! Mam ciebie – uspokoił Harry, posyłając mu uśmiech, przez który Louis zawsze miękł. – Jak sprawa? – Harry zapytał o to, co niewątpliwie zalegało w jego myślach i czekało na wydobycie się z nich, od kiedy zobaczył Louisa.
- Wspólna opieka – powiedział Louis, wydobywając z siebie małe, niemal roztrzęsione westchnienie, ponieważ nie do końca mógł w to uwierzyć. – Nie wspomniała niczego o tobie i mnie w sądzie. Powiedziała tylko, że wie, jak ważnym dla Nathana, jest posiadanie ojca. Że wie, że go kocham i nigdy mi go nie odbierze.
- Och, Louis– odetchnął Harry, rozpromieniając się. – To świetnie.
Louis kiwnął głową, po czym szybko się rozejrzał, zanim oplótł Harry’ego ramionami i wtulił twarz w jego szyję. Czuł, jak Harry obejmuje go w talii i nie potrafił powstrzymać odgłosu nagłej radości.
- Tak mi ulżyło – wymamrotał Louis w skórę Harry’ego.
- Mi też – wyszeptał Harry, lekko go ściskając.
Louis złożył delikatny, szybki pocałunek na szyi Harry’ego zanim powiedział –Przysięgam, stajesz się coraz wyższy i wyższy.
- To nieduża różnica – Harry zachichotał.
- Założę się, że w ciągu roku będziesz miał dwa metry – wyolbrzymił Louis.
- Racja – zaśmiał się Harry. – I wtedy będę musiał się schylać, żeby cię pocałować.
- Tak, chyba tak – powiedział Louis, odsuwając się z uśmiechem. – Teraz chodź, nie chcemy, żeby mama za długo czekała
- Prawda – powiedział Harry, zaniżając ręce i idąc z Louisem w stronę parkingu. – Ach, i wspominając o mamach…
- O nie – jęknął Louis.
- Moja mama chce, żebyś przyszedł na obiad w przyszłym tygodniu.
- Och, bo dwa tygodnie temu przebiegło to całkowicie spektakularnie – wymruczał Louis.
- Lou – poprosił Harry. – Proszę? Znaczy, nie powiedziałeś mi, że twoja mama tego nie popiera? A zaledwie pięć minut temu już się uśmiechała i puszczała oczka!
- Ale widzisz, powiedziałem mamie o uprzedzeniach, jakie może wobec ciebie mieć. A ty nie dałeś rady powiedzieć swojej, kim jestem – odpowiedział Louis, gdy szli przez parking.
- Obiecała mi, że będzie miła i bardziej otwarta na to wszystko – powiedział Harry, poruszając się z Louisem w stronę miejsca pasażera.
Zanim Louis zdołał wejść do samochodu, ręka Harry’ego sięgnęła do drzwi i mocno je zatrzasnęła, czekając na jego odpowiedź.
- Obiecujesz, że nie znacznie znów krzyczeć przy stole? – spytał Louis po minucie ciszy.
- Obiecuję – powiedział Harry.
- O ile to nie w czwartek – przypomniał Louis. – Wtedy mam-
- Zajęcia z teatru, wiem – powiedział Harry, po czym lekko naparł na usta Louisa. – Mówiłem ci już dziś, że jesteś najlepszym chłopakiem na świecie?
- Możliwe, że wspomniałeś o tym w wiadomości, którą wysłałeś przed rozprawą – odpowiedział zuchwale Louis, sprawiając, że Harry zachichotał.
- Cóż, mówię ci jeszcze raz. Jesteś najlepszym chłopakiem na całym świecie i kocham cię –powiedział Harry.
- Ja ciebie też kocham, Haz – powiedział Louis, unosząc się, by delikatnie go pocałować, zanim dźwięk klaksonu spowodował, że podskoczył. – Racja, to pewnie mama zmęczona czekaniem – powiedział, zerkając na niedaleko znajdujący się samochód, niewątpliwie na nich czekający.
- Okej, czas sprawić, by twoja mama mnie pokochała – powiedział Harry, zabierając rękę z drzwi i udając się na stronę prowadzącego.
Louis zachichotał, lekko luzując swój krawat, gdy wsiadał do samochodu, całkowicie ucieszony, że wszystko w jego życiu przebiegało perfekcyjnie.
Miał swoje własne mieszkanie.
Uczęszczał na zajęcia z teatru z nadzieją, że kiedyś zostanie nauczycielem.
Posiadał prawa do swojego syna.
I miał niesamowitego chłopaka, w którym prawdopodobnie nie powinien był się zakochiwać, ale Harry Styles był nieodpartą i niebezpieczną, ale ekstremalnie kochaną pokusą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz