wtorek, 24 grudnia 2013

4

Z całych sił przyparł jego plecy do ściany.
- Ostatnio chyba mnie unikasz. – Jego ręka powoli przesunęła się po policzku Harry’ego, by po chwili z wielką mocą go uderzyć. Chłopak się skrzywił, ale nic nie powiedział. Czuł na swoich barkach silnie zaciśnięte palce i wiedział, że próby ucieczki na nic się nie zdadzą. Pocieszał się faktem że może tym razem, jego ojczym tylko się droczy. Lub że przynajmniej zrobi to szybko i sprawa zostanie zakończona. Poczuł, jak ręka ojczyma przesuwa się niebezpiecznie w dół jego brzucha, by w końcu mocno zacisnąć się na jego kroczu. Przeszedł go dreszcz obrzydzenia i zaczął wić się w silnym uścisku mężczyzny. Tak jak sądził – na nic się do zdało. Uścisk na jego ramieniu wzmocnił się do tego stopnia, że z pewnością zostaną po nim ślady.
- Zostaw mnie – wysyczał Harry, próbując odepchnąć Robina lub przynajmniej powstrzymać jego rękę od dotykania miejsc, w których z pewnością nie powinna się znajdować.
- Zawsze próbujesz udawać, że tego nie lubisz – wydyszał tuż przy jego twarzy. W jego oddechu można było wyczuć zapach alkoholu i tytoniu, a Harry czuł, że zaraz zwymiotuje. – Błagasz, żebym przestał. Wiesz, jak bardzo to lubię. Robisz to umyślnie, chcesz tego.
- Pierdol się – syknął Harry, nie wiedząc, skąd wzięło się w nim nagle tyle odwagi. Poczuł silne uderzenie na twarzy, ból w okolicach krocza i metaliczny smak krwi w ustach. Nie żałował. Pięść Robina spotkała się z jego podbrzuszem i Harry zgiął się w pół, zaciskając powieki i czując strużkę krwi na swojej brodzie. I nadal nie żałował. Nie żałował nawet, kiedy czuł, jak Robin prowadzi go w kierunku salonu, choć był zbyt obolały, by dalej się opierać.
*
Głośny śmiech chłopaków ucichł już dobre kilka minut temu, ale żaden z nich nie miał nic przeciwko siedzeniu w ciszy. Byli tam razem i tylko to się dla nich liczyło. Oboje wiedzieli, że ich znajomość jest naprawdę specyficzna. Nie znali swoich nazwisk, a ich spotkania ograniczały się do siedzenia pod drzewem, gdy pochłonięci byli rozmowami na losowe tematy. Połączyła ich silna więź i oboje doskonale zdawali sobie z tego sprawę, choć żaden z nich nie mówił o tym na głos.
Mimo wszystko, Louis czuł, że nie do końca zna Harry’ego. Powody jego ran, siniaków i skaleczeń, a co najważniejsze, smutku, musiały odgrywać ważną rolę w jego życiu. A Louis nie miał ani krzty pojęcia o sytuacji, w której znajdował się Harry. Myśl, że młodszy wie wszystko o jego przyjaciołach, szkole, o nim, sprawiała, że uśmiech natychmiastowo znikał z twarzy Louisa i chłopak zastanawiał się, czy Harry ufa mu na tyle, by opowiedzieć o swoich problemach. Louis chciał pomóc, ale nie miał pojęcia, jak to zrobić.
Potrząsnął głową i oderwał wzrok od punktu w przestrzeni, w który tępo wpatrywał się przez ostatnich kilka chwil. Chłopak z loczkami uważnie mu się przypatrywał, przygryzając wewnętrzną stronę policzka i próbując odczytać z jego wyrazu twarzy, nad czym tak usilnie zastanawiał się przez kilka minut. Louis spojrzał na niego, a grymas na jego ustach został szybko zastąpiony uroczym, szerokim uśmiechem. Choć Harry musiał przyznać, że w jego oczach ewidentnie było widać, że coś jest nie w porządku.
- Coś się stało, Lou? – spytał cicho, delikatnie marszcząc czoło, co było ledwo zauważalne ze względu na opadającą na nie burzę loków.
- Ja chciałem wiedzieć… - zaciął się i obserwował, jak Harry uważnie lustruje jego twarz ze zrozumieniem i wahaniem w oczach. – Te siniaki. Jak to się stało, Harry? – wydusił w końcu, a Harry spuścił wzrok.
Zaległa dość długa cisza. Louis powoli otwierał usta, by przeprosić za swoją dociekliwość, ale Harry odezwał się pierwszy.
- Moja mama umarła. Jakiś czas temu. Wychowuje mnie mój ojczym i on jest alkoholikiem, i czasami… czasami się denerwuje – odpowiedział cicho. Wiedział, że okłamuje Louisa, mówiąc, że nie zdarza się to często. Przechodził piekło każdego dnia, ale nie mógł mu o tym powiedzieć. Louis by go zostawił. Tak jak wszyscy. Ludzie nie lubią być przytłaczani cudzymi problemami, mają dość swoich. Harry nie chciał myśleć w ten sposób o Louisie, ale ze swoich dotychczasowych doświadczeń wyciągnął wiele wniosków. Wiedział, że przy chłopaku nic mu nie grozi i przez to właśnie mu zaufał, ale nie znał go na tyle, by być pewnym, że Louis go nie opuści. Była to rzecz, której obawiał się najbardziej. Każdy w końcu odchodził. To się nie może powtórzyć. Nie w przypadku Louisa.
- Nikt nie reaguje? – spytał Louis. Nie był do końca pewien, co miał przez to na myśli. Kto miał reagować? Harry nie ma matki i, jak Louis zdążył się domyślić, opuszczał dni w szkole, gdy obrażenia były zbyt widoczne. Gdyby to gdzieś zgłosił, zostałby oddany do domu dziecka, Z pewnością nie tego pragnął. Ale kosztem bycia katowanym? Louis nie wiedział, co ma o tym wszystkim sądzić.
Kątem oka dostrzegł, jak Harry kręci głową.
- To dlatego boisz się, kiedy cię dotykam? Harry, możesz mi zaufać; nie zrobię niczego, na co się nie zgodzisz. – Słowa wypłynęły z jego ust, zanim był w stanie zagłębić się w ich znaczenie, ale nie miał nic przeciwko. Może i zabrzmiały nieco osobliwie, ale wyrażały dokładnie to, co chciał przez nie przekazać.
- Ufam ci, Lou, naprawdę. – Harry niepewnie podniósł wzrok. Wzrok przepełniony czymś, czego Louis nie potrafił określić. Ale gdyby Harry pozwolił mu się poznać nieco lepiej, wiedziałby, że jest to lęk. Lęk przez kolejnym pytaniem, które już za parę chwil miało opuścić usta Louisa. Harry wiedział, jak będzie ono brzmiało. Wiedział.
- Czy on tylko… - Louis pokręcił głową. Nie, nie tylko. – Czy on robi również… inne rzeczy?
Harry głośno przełknął ślinę. Chciał zaprzeczyć, ale spojrzenie Louisa mu na to nie pozwalało. Z każdą chwilą coraz bardziej mu ulegał i niezmiernie go to przerażało. Choć może… może przyznanie się komuś mogłoby pomóc? Sprawić, że z jego serca zniknie ten nieznośny ucisk i obawa przed kolejnym starciem z ojczymem? Może da się coś z tym zrobić. Może da się to zakończyć.
Marzenie o rzeczywistości, w której Harry w końcu jest w stanie prowadzić normalne życie, wydawało się zbyt odległe. Ale z Louisem u jego boku, zdawało się, że mogą zdziałać wiele. Naprawdę wiele.
Więc siedząc tam i wpatrując się w piękne, niebieskoszare oczy Louisa, Harry nieświadomie pokiwał głową, po raz pierwszy wyjawiając komuś to, co nigdy nie miało zostać wyjawione. Coś, co nigdy nie miało opuścić czterech ścian jego domu. Harry był przerażony. Jak mógł tak łatwo ulec Louisowi? Musiał znaleźć sposób, by to naprawić.
- On… krzyczy po mnie. Krzyczy, wyzywa od najgorszych i bije. – Harry musiał spuścić wzrok, nie był w stanie kłamać Louisowi w oczy. – To wszystko – dokończył. Zacisnął wargi w wąską linię. Kłamał. Wiedział, że nie powinien, ale nie mógł potwierdzić przypuszczeń Louisa. Chłopak mógłby spróbować zrobić cos w tej sprawie. Narażanie go było zbyt ryzykowne i bezmyślne. A sam Louis zbyt cenny.
Louis kiwnął głową, choć Harry nie był w stanie tego dostrzec. Tomlinson wiedział, że przyjaciel nie wyjawia mu całej prawdy, ale nie chciał naciskać. Powie, gdy będzie na to gotowy. Tak twierdził Liam.
Tylko czy w międzyczasie sobie poradzi? I jak długo to potrwa?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz