Tytuł: New home for Christmas
Opis: Niall nie chciał wiele. Potrzebował tylko odrobiny ciepła i kogoś, kto przytuli go podczas chłodnych wieczorów. Żyjąc w toksycznym związku, pragnął znaleźć światełko, które pomoże mu wydostać się z błędnego koła. I choć wiele razy próbował odejść, nie miał dokąd, a codziennie powtarzane obelgi sprawiły, że poczucie własnej wartości spadło do minimum, wypełniając serce strachem przed przyszłością.
Wszystko się zmienia, gdy zaczyna pracę w kawiarni, a jego nowy pracodawca widzi więcej niż mu się wydaje.
Gatunek: Obyczajowy.
Bohaterowie główni: Niall Horan, Zayn Malik
Bohaterowie poboczni: Liam Payne, Harry Styles i inni.
Czas akcji: Od października 2013r.
Miejsce akcji: Mullingar - Irlandia
Ostrzeżenia: Przekleństwa, trochę przemocy, miłość męsko - męska.
Inspiracja i pomysł: Prompt od anonima, za który bardzo dziękuję :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
“So please just fall in love with me this Christmas
There’s nothing else that I would need this Christmas
Won’t be wrapped under the tree
I want something that lasts forever
So kiss me on this cold December night.”
25 październik 2013r
Jesienne liście opadały z drzew, dekorując trawniki dywanem barwnych kolorów. Z nieba spadały wielkie krople mocząc chodniki i zostawiając za sobą niewielkie kałuże.
Niall stawiał powolne kroki, starając się choć trochę ocalić od wody swoje zniszczenie trampki. Mimo, iż jego chód szybko zmienił się w bieg, nie był w stanie uchronić się przed bezlitosnym deszczem, który nie zostawił na nim nawet suchej nitki. Westchnął zrezygnowany, zaciskając drobne palce na pasku plecaka i podskoczył, by ominąć kolejną mokrą przeszkodę. Był zły na siebie, że nie wziął taksówki, starając się zaoszczędzić trochę pieniędzy. Teraz był pewien, że wyda więcej na leki, bo z całą pewnością ta wyprawa skończy się przeziębieniem.
Pokonując kolejne skrzyżowanie, stanął w końcu przed niewielką kawiarnią, znajdującą się tuż przed skąpanym w deszczu parkiem. Podniósł wzrok i wziął głęboki wdech, potrząsając energicznie głową, by pozbyć się z nich kropel wody.
Podobno w nowej pracy pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a on chyba już przegra na samym początku. Nie dość, że się spóźnił ponad dwadzieścia minut to w dodatku wygląda, jakby właśnie przejechał go walec. Podpuchnięte oczy teraz mocno kontrastowały z bladą skórą i mocno zaczerwienionymi od wysiłku i chłodu policzkami.
Sam do końca nie wierzył w to, co się dzieję i dlaczego zdecydował się złożyć to podanie. Jakaś jego część bała się nowego doświadczenia i obawiał się, że przez swoją nieśmiałość to wszystko okaże się porażką i szybko zostanie zwolniony. Lecz z drugiej strony w jego wnętrzu tkwiła też nadzieja, może taka, o której istnieniu nie zdawał sobie sprawy, jednak dawała perspektywę lepszej przyszłości. Dlatego, kiedy tylko zobaczył, że potrzebują kelnera, nie zastanawiał się długo, niemal od razu wypełniając potrzebny wniosek, a gdy kilka dni później otrzymał telefon, żeby zjawić się w kawiarni wiedział, że jego życie ulegnie zmianie.
Spojrzał na szyld wiszący zaraz nad szklanymi drzwiami; miał jaskrawo pomarańczowy kolor i wyglądał jak tandetna ozdóbka z bazaru. Zwykły napis ”Coffee” zdecydowanie nie przemawiał zbyt zachęcająco.
Niall otarł policzki i niepewnie wszedł do środka, zaraz rozglądając się po wnętrzu. Uderzył go zapach parzonej kawy, cynamonu i jabłek, i od pierwszej chwili pokochał tą wspaniałą mieszankę. Z całą pewnością mógłby ją czuć już do końca życia. Przeniósł wzrok na zieleń ścian i niewielkie obrazy zdobiące wszystkie ściany. Ukazane na nich barwne tulipany i różnego rodzaju serwowane babeczki mogły sprawiać wrażenie przepychu, jednak wcale tak nie było. Całość komponowała się wspaniale, cudownie kontrastując z ciemno - brązową ladą, i mógł stwierdzić, że z całą pewnością można tu miło spędzić czas.
Nawet nie zauważył, że wokół jego nóg zrobiła się mokra plama, a przezroczyste krople nadal opadały na nieskazitelną podłogę wyłożoną jasnymi kafelkami.
- W czymś ci pomóc? Jeszcze zamknięte – dobiegł go mocny, nieco głęboki głos, przez który podskoczył natychmiast zadzierając głowę w kierunku dźwięku.
Kilka metrów dalej stał wysoki mężczyzna, i na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że jest typem kolesia, z którym nigdy się nie dogada. Typowy zły chłopiec, a ciemny zarost i prawie czarne tęczówki tylko potęgowały te odczucia.
- Jestem N-niall – zaczął niepewnie, a wątle ramiona uniosły się ku górze.– M-mam tu pracować.
- Ach tak, przepraszam. – Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, a w oczach zabłyszczało pewnego rodzaju ciepło, natychmiast rozwiewając błędną pierwszą ocenę. - Jestem Zayn Malik…właściciel – wytłumaczył, podchodząc bliżej blondyna, którego ciało zaczynało drżeć. Nie był do końca pewny czy przez to, że był przemoczony, czy raczej za sprawą swojego nowego pracodawcy, który szedł w jego kierunku z wyciągniętą do przodu dłonią.
- N-niall Horan – wyszeptał nieśmiało, podając mu swoja dłoń, która zatrzęsła się jeszcze bardziej przez nagły dotyk.
- O boże, jesteś przemoczony – powiedział szybko brunet, ignorując fakt, że chłopak wyglądał na lekko przestraszonego. – Chodź, dam ci coś do ubrania.
- N-nie trzeba, to nic – zaprzeczył, nie chcąc sprawiać kłopotu już pierwszego dnia.
- Rozchorujesz się, a jesteś mi potrzebny. – Malik posłał mu troskliwe spojrzenie i to wystarczyło, by Horan posłusznie poszedł za nim na niewielkie zaplecze. Ale nie tylko to sprawiło, że przez umysł Nialla przeszło tornado. Ktoś go potrzebował i w tej jednej chwili naprawdę tak się poczuł. Chciał się uśmiechnąć, naprawdę chciał pokazać wdzięczność, kiedy brunet wręczył mu rzeczy na zmianę, lecz zamiast tego zamarł, a wizja przebierania się w obecności obcego człowieka sprawiła, że miał ochotę zniknąć.
Spojrzał bezradnie na swojego pracodawcę, zagryzając nerwowo wargę, która mocno poczerwieniała pod wpływem skrobania jej zębami.
- G-gdzie mogę się przebrać? – Zapytał cichutko, obawiając się reakcji mężczyzny, jednak ten tylko posłał mu kolejny ze swoich uśmiechów wskazując pomieszczenie, gdzie znajdowała się toaleta. Horan skinął głową, szepcząc niewyraźnie dziękuję, nim zniknął za metalowymi drzwiami.
Wytarł się wiszącym tam ręcznikiem i ubrał nowy strój, który pachniał niewiarygodnie świeżo, jakby nagle wokół zakwitły kwiaty.
Wyszedł z pomieszczenia i natknął się na bruneta, który siedział przy stoliku bawiąc się kawałkiem plastikowej etykietki, ewidentnie czekając aż wyjdzie.
Zayn energicznie podniósł wzrok lustrując sylwetkę chłopaka, która ginęła gdzieś w białej, firmowej koszulce.
- Musze ci załatwić coś mniejszego – mrugnął okiem, zyskując nagłe opuszczenie głowy przez blondyna i nerwowe przygryzienie wargi.
- Jest dobra – odpowiedział mu łapiąc za materiał i ściskając go w swoich dłoniach.
Zayn zaśmiał się perliście ukazując wszystkie zęby. Ten chłopiec wyglądał niebywale uroczo, z tą swoją nieśmiałością i brunet był pewien, że będzie idealnie komponował się z otoczeniem kawiarni.
- Jeszcze to – mruknął, wstając z miejsca, i trzymając w dłoniach plakietkę z jego imieniem podszedł do niego, by ją przypiąć. Złapał za kawałek koszulki na wysokości klatki piersiowej, jednak blondyn szybko się odsunął, niczym porażony prądem.
- Ja sam, p-przepraszam, ale s-sam to zrobię. – Zayn skinął głową nie chcąc wprawiać go w jeszcze większe zakłopotanie; dlatego też podał mu plastik i odsunął się o kilka kroków, uważnie przyglądając się poczynaniom Nialla.
Blond włosy chłopak przejechał palcem po przezroczystej powierzchni i z nadzieją spojrzał na drugiego, a kąciki ust drgnęły ku górze.
- Czy…czy to znaczy, że mogę tu pracować? – Zapytał.
- Tak, witaj w zespole Niall.
27 październik 2013
Niall zadrżał, kiedy kołdra okrywająca jego ciało zniknęła, a nieprzyjemny chłód dostał się do rozgrzanej skóry. Wrócił późno i nie chciał zrywać się wraz ze wschodem słońca. Jęknął nieprzytomnie, i nie otwierając oczu wyciągnął dłoń w celu znalezienia cieplutkiego okrycia.
- Wstawaj, do cholery i zrób śniadanie – usłyszał głośne warknięcie i szelest materiału. Natychmiast podniósł powieki i spojrzał sennie na swojego chłopaka, którego tęczówki przepełnione były rozczarowaniem i złością. Choć do końca nie wiedział czy może nazywać go swoim. To, co ich łączyło zniknęło gdzieś bezpowrotnie, w zamian tworząc między nimi lodowaty mur.
- Późno wróciłem, chciałem s-się wyspać – wyszeptał cichutko, siadając na łóżku. Splótł na udach dłonie i niepewnie spojrzał na chłopaka, stojącego przy szafie.
- Nie obchodzi mnie to! Idę do pracy i chce śniadanie, więc rusz swój leniwy tyłek – rozkazał, uśmiechając się z zadowoleniem, kiedy blondyn powoli wstał z łóżka. Niall chciał go wyminąć, jednak nagle poczuł mocny uścisk na ramieniu.
- P-puść, to boli Liam – poprosił, a oczy zaszły łzami, kiedy paznokcie przebiły bladą skórę.
- Zapamiętaj coś sobie. Gdyby nie ja, gniłbyś pod mostem. Powinieneś być mi wdzięczny, że cię kocham i pozwalam u siebie mieszkać – wysyczał, przyciskając chłopaka do rantu szafy.
- J- jestem – zdołał powiedzieć, lecz jego głos zabrzmiał żałośnie i był ledwo słyszalny.
- D-dobrze kochanie, pamiętaj, że cię kocham – mruknął już nieco spokojniej Payne, i przywarł do ust Irlandczyka, brutalnie wdzierając się do środka. - Jesteś mój Niall, nikt inny cię nie zechce.
Blondyn przytaknął, mrugając szybko powiekami, by odgonić cisnące się do oczu łzy. Liam nie lubił, gdy płacze.
- Dobry chłopiec – mruknął szatyn i poklepał go dłonią po policzku, szybko opuszczając sypialnię.
Gdy tylko zniknął za framugą, Niall wypuścił z ust drżący oddech w pośpiechu wciągając na ciało szary dres, który szczelnie przykrywał wszystkie siniaki.
Nie chcąc znów narazić się na gniew, pognał korytarzem do kuchni, niemal natychmiast wstawiając wodę na kawę i wyciągając z lodówki masło i dżem. Liam zawsze jadł takie śniadanie, i nie mógł tez zapomnieć o bananach, w przeciwnym wypadku stawał się zły, bardzo zły.
Śniadanie stało na stole, równo ułożone na szklanym talerzyku, obok w miseczce znajdował się pokrojony owoc oraz kawa, z której para unosiła się w powietrze.
I kiedy Liam pocałował go w czoło, siadając na krześle pomyślał, że może dzisiejszy dzień nie będzie taki straszny i uda mu się nie zyskać kolejnego siniaka czy zadrapania.
To nie tak, że wciąż był bity. Payne bywał czuły i delikatny, potrafił nawet go rozciągnąć, gdy się kochali. Tylko czasem, kiedy blondyn naprawdę zasłużył stawał się nieobliczalny i pieprzył go tak długo, aż nie stracił przytomności. Ale Niall wiedział, że nie był wystarczająco dobry, zasługiwał na ból.
7 listopad 2013
Horan stał przy drewnianym stole, gdzie patrzył jak zahipnotyzowany na zwinne i pewne ruchy bruneta, który wrzucał kolejne składniki do wielkiej miski. Oprócz najwspanialszej kawy, kawiarnia oferował niesamowite babeczki o każdym możliwym smaku. Lecz Niall najbardziej polubił te z cynamonem i jabłkami, które były wspomnieniem pierwszego razu, kiedy postawił tu stopę. Cudowny i delikatny zapach oraz niesamowity smak na długo gościł w ustach i pieścił zmysły.
- Chcesz mi pomóc? – Zapytał nagle Malik, zerkając na przyglądającego mu się chłopaka. Widział w oczach chłopaka ciekawość i fascynację, jakby naprawdę chciał zanurzyć dłonie w mokrym cieście i rozkoszować się gładką konsystencją.
- Ja …nie potrafię – wyszeptał cicho, natychmiast odwracając wzrok od blatu stołu.
Minęły dwa tygodnie i Niall był naprawdę wdzięczny za niezwykłą cierpliwość i troskę, który starszy chłopak okazywał w stosunku do niego. Był niczym jego Anioł Stróż, chroniący go i wskazujący drogę, a którego niewidzialne skrzydła cały czas otulały jego postać. Było coś jeszcze. Zauważył, że Zayn bardzo często mu się przygląda, myśląc, że on tego nie widzi. Ale nie było to złośliwe, raczej przepełnione ciepłem, jakby ciągle chciał się upewniać, że z nim wszystko w porządku.
Poznał też Harry`ego, który czasem przychodził pomóc. Mimo obaw, to chyba właśnie obecności Loczka obawiał się najmniej. Chłopak był niczym pięcioletnie dziecko, i odniósł wrażenie, że nie skrzywdziłby muchy.
- To nic trudnego, nauczę cię – odpowiedział mu z uśmiechem, wycierając lepką substancję z dłoni i sięgnął po drugą miskę, stawiając ją przed chłopakiem.
Zadanie Niall nie polegało na pieczeniu babeczek. Miał tylko robić kawę i sprzątać kawiarnię, ale teraz, kiedy nie było tak wielkiego ruchu brunet pomyślał, że to dobry pomysł.
- A..a jeśli coś popsuję? – Zapytał, przygryzając dolną wargę. Liam zawsze go karał, kiedy coś zepsuł.
- To nic, człowiek uczy się na błędach tak? Jeśli teraz nie wyjdą, to wyjdą następnym razem – wyjaśnił, nakazując Niallowi wsypywać do miski składniki, którego ręce drżały z emocji, rozsypując mąkę na blacie.
- P-przepraszam – jęknął, szybko ścierając bałagan, lecz przerwał mu głośny śmiech Zayna.
Irlandczyk podniósł wzrok i westchnął, kiedy z brązowych tęczówek biła czysta i szczera radość.
- Musisz się rozluźnić Skrzacie. To ma być zabawa, nie zawody. – Niall starał się zignorować przezwisko, którym obdarzył go chłopak, jednak nie mógł nic na to poradzić, że poczuł w ciele coś przyjemnego.
Spuścił głowę zawstydzony, lecz kąciki ust drgały, chcąc rozłożyć się w uśmiechu. Na polecenie Zayna włożył dłonie do miski i zaczął powoli mieszać składniki. Lepka masa przyklejała się do palców, lecz to uczucie było mile, a zapach waniliowych płatków unosił się w powietrzu.
- Świetnie ci idzie – pochwalił go Zayn, okrążając stół i stając tuż przy blondynie. Ciało Nialla spięło się w oczekiwaniu, co się wydarzy. Ogarnął go nagły strach, bo co jeśli nagle zrobił coś źle i go rozzłościł. Brunet sięgnął do rękawa Irlandczyka, chcąc uchronić go przed ubrudzeniem, lecz Horan nie był przygotowany na ten ruch i gdy tylko poczuł ciepłą dłoń na swoim nadgarstku odskoczył do tyłu, omal nie zrzucając miski z ciastem.
- Nie chciałem cię wystraszyć – powiedział szybko Malik, posyłając mu przepraszające spojrzenie, i nie skomentował faktu, że nadgarstek młodszego pokryty był zielono-fioletowym siniakiem.
- W porządku, tylko, zaskoczyłeś mnie, p-przepraszam – odpowiedział, naciągając mocno rękawy koszuli. Na samym początku Zayn zastrzegł, by mówił do niego po imieniu, tym bardziej, że dzieliły ich zaledwie trzy lata. Choć Niall nie wyglądał na dwudziesto-dwu latka, będąc zbyt niewinnym, to Mulat był nim oczarowany i nie wyobrażał sobie, że ktoś inny mógłby tu pracować.
- Nie przepraszaj Niall. Nie musisz tego robić, bo nie zrobiłeś nic złego rozumiesz? - Zapytał, chcąc się upewnić w swoich podejrzeniach. Już pierwszego dnia zauważył, że chłopak jest cichy i nieufny. Nie pozwalał się do siebie zbliżać, a siniaki pojawiają się w nowych miejscach. Zawsze, gdy Niall obsługiwał klientów uśmiechał się, jednak jego oczy były przerażone, gdy musiał stać zbyt blisko którejś z osób. Do tego mu się wydawało, że chłopak ma niską samoocenę; a wszystkiemu co robił poświęcał całą uwagę w obawie przed popełnieniem błędu.
A teraz, kiedy ta mała osóbka skinęła głową z trwogą, jakby bojąc się, że jeśli zaprzeczy to będzie ukarany Zayn wiedział, że Niall ma problemy.
13 listopad 2013
Ostatnie blaszki babeczek zostały wyjęte z piekarnika, a zielony lukier czekał w miseczce obok, aby udekorować swoją słodyczą ciepłe wypieki. Zayn uśmiechnął się pod nosem wiedząc, że Nialla przywita zapach cynamonu, jak tylko przekroczy drzwi kawiarni i być może znów zobaczy ten nieśmiały uśmiech na jego ustach, który upewni go, że chłopak czuje się dobrze i nie miał zbyt wielu zmartwień tej nocy, bo poniekąd czuł się odpowiedzialny; a jakaś jego cześć przejawiała wobec niego bliżej nieokreślony instynkt.
Odłożył ścierkę, przez którą trzymał blaszkę, by nie poparzyć dłoni i co chwile spoglądał w stronę szklanych drzwi w oczekiwaniu na jego prywatne światełko.
- Kogo tak wypatrujesz, o mój cny rycerzu? Cóż za niewiasta ma zjawić się w twych progach? - Usłyszał i natychmiast parsknął śmiechem, czując jak oblewa go fala gorąca.
Louis usiadł na krześle przy stole i złapał za ciepłą jeszcze babeczkę, od razu wypełniając nią całe usta.
- Bleee… - Szatyn wypluł zawartość buzi na stół. – Cynamon? Poważnie Zee?! Ich nie da się jeść – narzekał, wycierając język wierzchem dłoni, by pozbyć się niechcianego smaku.
- To nie jedz! – Zayn wywrócił oczami i uderzył go ręcznikiem, nakazując natychmiast sprzątnąć bałagan. Lubił mieć porządek, kiedy otwierał i wszystko kompletnie przygotowane, by potem niepotrzebnie się nie stresować. Zbliżały się święta i ruch był większy, a babeczki sprzedawały się w ekspresowym tempie, tym bardziej, kiedy zaczął kreślić na nich wzory gwiazdek czy choinek, za pomocą kolorowych lukrów.
Louis burknął coś niewyraźnie pod nosem, zaraz łapiąc za papierowe ręczniczki, by sprzątnąć. Kątem oka zerkał na przyjaciela, którego wzrok uciekał raz na drzwi, to znów na zegarek zapięty na nadgarstku.
- Chodzi o tego nowego pracownika, tak? – Tomlinson uśmiechnął się z zadowoleniem, wiedząc, że trafił w sedno, gdy policzki bruneta, mimo ciemnej karnacji pokryły się rumieńcem.
- Nie, po prostu patrzę czy…czy nie pada – zdołał jęknąć zyskując przez to śmiech Louisa, i wiara w to, że uda mu się go oszukać prysła niczym bańka mydlana.
- Och Zaynee, Zaynee – zaczął szatyn, zbliżając się do opartego o kant szafki chłopaka. – Nie potrafisz dobrze kłamać. Poza tym znam cię tyle lat i wiem, że coś jest na rzeczy, bo zachowujesz się inaczej odkąd go zatrudniłeś.
- Inaczej? – Zdziwił się brunet, marszcząc w zamyśleniu brwi. Nie przypuszczał, że to będzie tak widoczne, choć sam zauważył zachodząca w nim zmianę. Czuł się szczęśliwszy, a każdego dnia trwał w oczekiwaniu, aż zobaczy te blond czuprynę – To znaczy jak inaczej?
- Normalnie, jakbyś się zakochał – skwitował, wzruszając ramionami. Oto i cały Tomlinson. Bezpośredni i lubiący jasno przedstawić sytuację.
- Nie zakochałem się – zaprzeczył. Bo nie zakochał się prawda? To byłby czysty absurd, tym bardziej, że zna go od trzech tygodni.
- Och, chodź tu malutki. – Louis objął go rękoma, układając głowę na szczupłym ramieniu. - Jesteś bardzo zadowolony, gdy idziesz do pracy, często się zamyślasz i, co jest cholernie dziwne i zaskakujące nagle zacząłeś się rumienić. Boże Zee, czy ty jesteś chory?
- Co?…Co!? Nie, nie jestem…Co? – Louis dostał ataku głupawki, śmiejąc się do utraty tchu, a za każdym razem, kiedy spojrzał na nierozumiejącego nic bruneta, śmiał się jeszcze głośniej.
- Jesteś idiotą Lou, dlaczego w ogóle cię słucham. Nie powinieneś iść już…gdzieś? – Zapytał, choć bardziej brzmiało to tak, jakby natychmiast kazał mu się wynosić, w przeciwnym wypadku wpadnie w furię.
- A wiesz, że nie – zaćwierkał lekko, ponownie rozsiadając się wygodnie na krześle. Kompletnie zignorował cichą prośbę bruneta. – Posiedzę tu sobie i poczekam. A co. Też chce go zobaczyć.
Mulat tylko pokręcił ze zrezygnowaniem głową i modlił się, by Louis nie powiedział nic głupiego przy Niallu, albo co gorsza, nagle nie chciał go przytulać.
Około dziesięć minut później Zayn dostrzegł przez szybę blond włosy, a zaraz potem w drzwiach ukazała się sylwetka chłopaka, którego policzki przybrały dorodny odcień pomidorów. Przypuszczał, że to przez panujący na dworze chłód, jednak jakaś jego część chciała, by to on był powodem tych wypieków.
- Dzień dobry – powiedział cicho, ściągając z siebie bluzę, która dla Zayna z całą pewnością nie była wystarczająco ciepła i bez zbędnych słów udał się w kierunku łazienki.
- Jest dziwny – skwitował Tomlinson, patrząc z otwartą buzią na drzwi, za którymi chwile wcześniej zniknął blondyn.
- Nie jest Lou, ale…- Zayn ściszył głos i przysunął się do przyjaciela. – Wydaje mi się, że ma jakieś problemy.
- Awww Zee! To takie romantyczne, chcesz mu pomóc, niczym biały rycerz……Ałł – przerwał, gdy oderwał w ramię. Dotknął ręką bolącego miejsca i potarł je wierzchem dłoni.
- Przestań, mówię poważnie. On …on jest chyba bity Lou – powiedział tak cicho, że Louis musiał uważnie śledzić ruchy jego warg, by zrozumieć. Uśmiech natychmiast znikł, zdając sobie sprawę, że troskliwy wyraz twarzy bruneta świadczy o tym, że naprawdę się martwi i dzieje się coś złego. Zayn nie należał do osób, których by obchodziło życie prywatne innych, ale teraz było inaczej, i Louis to dostrzegł.
- I…i co zamierzasz? – Zapytał Tomlinson, patrząc uważnie na zwężające się tęczówki przyjaciela, który zdawał się o czymś intensywnie myśleć.
Zayn nie odpowiedział, a jego ramiona uniosły się w geście bezradności. Nie miał pojęcia co powinien, a co tak naprawdę może zrobić. Dalsza cześć rozmowy została przerwana przez Nialla, który opuścił łazienkę. Mulat przypuszczał, że to tak się nie skończy, a Lou jeszcze dziś pojawi się u niego, by dowiedzieć się więcej. Pomimo jego dziwactwa, kiedy chodziło o coś ważnego, potrafił być wsparciem jak nikt inny.
- Jestem Louis – przedstawił się szatyn, wyciągając rękę do stojącego nieopodal Irlandczyka. Ewidentnie był niepewny, i kiedy wyciągnął powoli dłoń w kierunku Lou, by się przywitać, Zayn znów dostrzegł strach w jego oczach.
21 listopad 2013
Za oknem padało, sprawiając, że w kawiarni zjawiło się więcej osób uciekających przed nieprzyjemną pluchą.
Minął miesiąc, od kiedy Niall po raz pierwszy postawił stopę w jego kawiarni. Teraz śmiało mógł powiedzieć, że zostali dobrymi znajomymi. Blondyn nie wzdrygał się tak mocno, gdy znajdował się zbyt blisko, jednak nadal zachowywał wobec niego pewien dystans. Okazało się, że ten mały Irlandczyk uwielbia rozmawiać. Kocha słowa, lecz z drugiej strony jest też świetnym słuchaczem. Nie mówił wiele o sobie, a swoją prywatność i sytuację w domu zostawiał dla siebie. Za to lubił opowiadać o książkach, które przeczytał. Zachwycać się szarą jesienną pogodą. Ale z największym uwielbieniem opowiadał o świętach. O tym jak marzy, by mieć w domu wielką choinkę, odwieszoną ciasteczkami i orzechami. O zapachu czerwonego barszczu i śniegu, który otulał okolice puszystą pierzynką. Mówił o leniuchowaniu na kanapie, patrząc jak drzewo w kominku powoli się wypala. O tym, aby otulić się wtedy ciepłym kocem i tak po prostu trwać, bez pośpiechu.
Zaynowi czasem przez to pękło serce. Takie błahe i często nieistotne strawy, dla blondyna były czymś wielkim. I nagle zapragnął dla niego tego wszystkiego.
Wyjrzał przez szklane drzwi, spodziewając się tam znajomego widoku, jednak nie zastał jak zwykle uśmiechniętej twarzy. Owszem, był tam Horan, jednak teraz wyglądał na przerażonego, a stojący obok niego chłopak, który szarpał jego ramiona, wypuszczając z ust szybką wiązankę słów najwyraźniej sprawił, że ten uśmiech zniknął.
Nie chciał się wtrącać, to raczej nogi same powiodły go do drzwi, kiedy tylko spostrzegł pierwsze łzy spływające po bladych policzkach. Złapał energicznie za klamkę i szarpnął mocno, zaraz stając twarzą w twarz z nieznajomym.
- Wszystko w porządku Niall? – Zapytał, lecz jego wzrok był skupiony na szatynie, który teraz nieco poluźnił uścisk na ciele chłopaka. Nie wyglądał na zadowolonego, że ktoś im przerwał.
- Spadaj dupku – syknął wściekłe – to nasza sprawa.
Zayn zignorował słowa chłopaka i przeniósł wzrok na blondyna, marszcząc pytająco brwi.
- D-dobrze – zdołał wydusić, lecz jego głos drżał ze strachu. Niall bał się też, że interwencja Mulata wszystko pogorszy.
Malik chciał odejść, zostawić ich samych i potem dowiedzieć się wszystkiego od Horana, lecz nim zdążył odwrócić wzrok zauważył jak dłoń obcego unosi się w kierunku twarzy Nialla. To była chwila, kiedy uniósł swoją, zwinnie chroniąc go przed uderzeniem.
- Liam, proszę, odpuść – pisnął Irlandczyk, widząc jak w jego oczach tkwią iskry furii, a trzymana przez Zayna dłoń, wisi w powietrzu trzymając te należącą do Payna.
- Słyszałeś. Odwal się – warknął brunet. Puścił jego rękę i uderzył w klatkę piersiowa, zmuszając go do cofnięcia się o kilka kroków.
- Pożałujesz tego Niall – żachnął się wskazując na blondyna palcem, po czym odszedł, zostawiając ich w kroplach deszczu.
Zayn wziął kilka szybkich oddechów i przeniósł wzrok na drugiego chłopaka, który stał ze spuszczoną głową, pozwalając, aby otoczyła ich nieprzyjemna cisza.
- Chodź do środka – polecił Malik, a młodszy się nie sprzeciwił. Przynajmniej przez te kilka godzin będzie mógł być spokojny. Będzie mógł żyć w świadomości, że Zayn zawsze go obroni.
Lecz czar prysł, kiedy wrócił do domu, a Liam ukarał go za nieposłuszeństwo. Płakał, kiedy leżał niemal nieprzytomnie na białej pościeli, a jego chłopak robił wszystko, co tylko zechciał. Drżał, gdy piekący ból rozchodził się wzdłuż kręgosłupa.
Ale wiedział, że zasłużył.
30 listopad 2013
Boże narodzenie zbliżało się wielkimi krokami. Na ulicach już można było dostrzec tłumy, które oblegały sklepy w poszukiwaniu prezentów oraz kolorowe, świąteczne wystawy.
Zayn miał plan, a głupi pretekst o pojechaniu po choinkę, wydawał mu się tak niedorzeczny, dlatego zdziwił się, gdy Niall z uśmiechem na to przystał.
Tak naprawdę chciał mieć możliwość rozmowy z chłopakiem. Wszystko przez tą nieszczęsną interwencję przed sklepem. Niall nie chciał o tym rozmawiać, a to, co osiągnął, zdawało się ponownie cofać i blondyn znów stał się milczący. Nie skomentował rozciętej wargi, kiedy przyszedł następnego dnia do pracy. Nie odezwał się, kiedy mógł ledwo chodzić, a krzesła omijał przez kilka dni. Lecz, kiedy pewnego dnia nie zamknął drzwi od łazienki, i zauważył brunatne pręgi pokrywające jego plecy, powiedział sobie dość. Nie mógł dopuścić do tego, że pewnego dnia Niall po prostu nie zjawi się w kawiarni, bo to wszystko zajdzie za daleko.
Może po części było to poczucie winy. W końcu po tym incydencie Niall miał większe kłopoty niż zwykle. Może ten ktoś, kimkolwiek był, zauważył w nim zagrożenie?
O umówionej godzinie czekał przed drzwiami kawiarni. Chciał odebrać go z mieszkania, jednak spotkało się to z kategoryczna odmową i Zayn nie chciał nalegać.
Tupał nogą w betonowy chodnik i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Nie, nie palił, ale teraz był zbyt zdenerwowany, i potrzebował się czymś zając. Zastanawiał się, jak ma zacząć rozmowę. Czy prosto z mostu zapytać o tego chłopaka, czy poczekać, aż Niall sam zorientuje się, po co ta cała wyprawa?
- Palenie zabija – usłyszał, przez co zakrztusił się szarym dymem, przykładając dłoń do okolic klatki piersiowej. Kiedy opanował atak kaszlu, podniósł wzrok i spojrzał na stojącego tam chłopca, który podziwiał swoje stopy, ukryte w trampkach. Na sobie miał ponownie tą samą bluzę, przez co mógł dostrzec jak delikatnie drży z zimna.
- Tak, wiem – rzucił niedopałek na ziemie i wzruszył ramionami. - Chodźmy, bo zmarzniesz. - Posłał w jego kierunku ciepły uśmiech i poprowadził w stronę samochodu, gdzie zaraz rozkręcił ogrzewanie.
- Długo palisz? – Zapytał nagle blondyn, tym samym przerywając kilku minutowa ciszę.
- Nie palę. - Zayn odwrócił wzrok w jego kierunku, nim ponownie spojrzał na drogę. Niall prychnął, dotykając palcem szyby, na której osiadła delikatna parowa mgiełka.
- To, to było jednorazowe. Jestem zdenerwowany, to wszystko – wytłumaczył, a głowa Irlandczyka natychmiast skierowała się w jego stronę. Prześledził wzrokiem rysy twarzy, dostrzegając tą znajoma zmarszczkę między brwiami. Pojawiała się tam zawsze, gdy o czymś myślał.
- Z-zdenerwowany?! – jęknął cichutko, nieco przestraszony.
- Tak, cholernie zdenerwowany – odpowiedział, lecz zaraz pożałował tych słów. Niall skulił się na siedzeniu, łapiąc szybko powietrze. – Boże, nie, nie. To nie przez ciebie, hej, spójrz na mnie – dodał, i kiedy nie uzyskał żadnej reakcji, zjechał w leśną drużkę zaciskając mocno dłonie na kierownicy.
Niall wydawał się być teraz spanikowany, bo jego reakcja obronna się włączyła, i chowając twarz w dłoniach, czekał. Czekał na ból, który mimo upływu czasu nie nadchodził.
Zayn miał ochotę strzelić sobie w łeb. Nawet kilka razy, zważywszy na fakt, że wszystko pieprzy, a zamiast mu pomagać sprawia, że się go boi.
- Ni, spójrz na mnie, proszę – zaczął cicho, lecz bez skutku.
Blondyn nie poruszył się nawet o milimetr, a jedynie ciężki oddech oznaczał, że nadal żyje.
– Boże..chciałem tylko się dowiedzieć, kto cię krzywdzi. I nie kłam, bo widzę, że coś jest nie tak - dokończył, wypuszczając z płuc wstrzymywane powietrze.
Horan podniósł wzrok, wierzchem dłoni ocierając mokre policzki. Spojrzał w oczy Zayna, pełne ciepła i troski, które patrzyły na niego, jak na ósmy cud świata, jakby był kimś ważnym.
Jego ramiona uniosły się ku górze, a drżący oddech opuścił drobne usta.
- Ten chłopak, to… Liam. Jesteśmy razem od dwóch lat – zaczął, splatając swoje dłonie na kolanach. – On…on mnie kocha.
- I dlatego cię biję – prychnął Zayn, na co ciało drugiego poruszyło się nerwowo.
- Tylko czasami, naprawdę – powiedział, a dla Zayna zabrzmiało ta tak, jakby tak właśnie miało być. Jak gdyby Niall zasługiwał na to co się dzieje i brał, co daje mu los. Nie słyszał nic bardziej idiotycznego.
- Czy ty się słyszysz? Nie możesz na to pozwalać. Zasługujesz na coś lepszego. Boże Niall, zasługujesz na wszystko co najlepsze, rozumiesz. Na to, by ktoś cie kochał i troszczył się o ciebie. Na kogoś, kto nie pozwoli cię skrzywdzić. – Emocje przejęły kontrole na umysłem bruneta, nawet nie zauważył zdezorientowanego wzroku Horana.
- Ale…
– On na ciebie nie zasługuję – wtrącił ponownie, nie mogąc znieść świadomości, że się na to godzi.
- On mnie kocha – powiedział cicho, jakby chciał przekonać do tego samego siebie.
Zayn uniósł głowę, czując jak pali w jego piersi, a oczy pieką od powstrzymywania łez. Najchętniej by się teraz rozpłakał. Tak, kocha go, a swoją miłość okazuje w postaci fioletowych śladów na tym drobnym ciele.
- A ty kochasz jego? – Zapytał delikatnie, spodziewając się wiadomej odpowiedzi. Jednak, kiedy blondyn skinął twierdząco głową, odwrócił wzrok, by nie dostrzegł spływającej po policzku łzy.
Niall nie mógł inaczej. Liam daje mu swoją miłość i dom, bez niego jest nikim.
- Nie mam nikogo innego – wyszeptał. Nie wiedział dlaczego to powiedział, słowa same wyleciały z ust. Jego wzrok powędrował w kierunku tęczówek bruneta, z nadzieją, jakby czekając na konkretne słowa.
- Masz mnie – odpowiedział bez cienia wątpliwości Zayn, i wyciągnął w jego kierunku dłoń, chcąc zetrzeć słone krople, jednak w ostatniej chwili zrezygnował, a ręka przez kilka sekund zawisła w powietrzu, nim całkowicie ją cofnął. Na to jeszcze za wcześnie.
06 grudzień 2013
Zayn krążył zdenerwowany po kawiarni. Niall jeszcze nigdy nie spóźnił się tyle czasu; teraz minęła niemal godzina, a on nie dostał żadnych wieści. Bał się o niego, tym bardziej teraz, gdy zdawał sobie sprawę przez co przechodzi i osobiście poznał przyczynę, która tak go zniszczyła.
Po ich wypadzie po choinkę, która nigdy nie dotarła do kawiarni, chłopak się przed nim otworzył. Czasem opowiadał o tym, co się wydarzyło, choć Zayn przypuszczał, że nie mówi mu wszystkiego. Dlatego teraz pierwszą myślą było to, że stało się coś złego, naprawdę złego i brunet postanowił już dłużej nie czekać. Zadzwonił do Louisa, by natychmiast przyszedł do baru. Mógł zostawić tu Harry`ego samego, ale wiedział, że jest zbyt roztrzepany, by ogarnąć wszystko w pojedynkę. Poza tym Louis uwielbiał Loczka, mimo, że skrzętnie to ukrywał.
Po niecałych piętnastu minutach do środka wparował zdyszany Tomlinson, zaraz przy drzwiach ściągając z głowy czapkę i łapiąc za wiszący na szyi szalik.
- Jesteś mi winny przysługę Malik, biegłem przez kilka przecznic – jęknął, opadając na jedno z krzeseł. – O cześć Harry – pomachał dłonią do robiącego kawę Loczka, który natychmiast się zarumienił.
- Taaaa, wierzę, że to sama przyjemność, iż możesz tu być Lou. – Mulat zaśmiał się krótko, poruszając znacząco brwiami.
- Nie spieszysz się przypadkiem?! – prychnął szatyn, jednak jego policzki również się zaróżowiły.
Zayn wywrócił oczami, ściągając z bioder fartuszek, który rzucił w stronę drugiego chłopaka:
- Postaram się wrócić szybko, ale… - przerwał, na co Louis podniósł wzrok, – jeśli nie wrócę to …
- Boże Zee, po prostu idź. Damy sobie radę i o nic się nie martw. - Tomlinson posłał mu pokrzepiające spojrzenie, na które Malik westchnął z ulgą.
Dużo rozmawiał z Louisem na temat Nialla. Był przekonany w stu procentach, iż może mu ufać, a on poprze każdą jego decyzję.
Przytulił go krótko i żegnając się z Harrym wybiegł z kawiarni, kierując się w stronę swojego auta. Był zdeterminowany i przypuszczał, że dziś już nie wróci tu z powrotem.
Usiadł w fotelu i odpalił silnik, zastanawiając się co on właściwie robi. Czy w ogóle ma jakiekolwiek prawo ingerować w życie prawie obcej osoby? Mimo tego nie mógł pozwolić, by ta krucha i niewinna istotka przechodziła przez piekło. Zacisnął mocno dłonie na kierownicy i ruszył pod adres, który znalazł na podaniu chłopaka.
Adrenalina zaczęła krążyć w jego żyłach, zaraz, kiedy tylko znalazł się na klatce schodowej, i już z dołu słyszał głośne krzyki. Nie musiał myśleć kto to, bo doskonale znał odpowiedz. Ruszył schodami na drugie piętro i bez pukania wparował do środka.
Szatyn spojrzał na niego zaskoczony nagłym uderzeniem drzwi o ścianę, które wydały z siebie głośny dźwięk.
Może Zayn nie do końca wszystko przemyślał, ale jeden niewinny impuls nakazał mu to zrobić. Zaciskając dłoń w pięść uderzył nadal zdezorientowanego Liama, który pod naporem ciosu opadł do tylu.
- Co do cholery? – Zapytał zamroczony Payn, ocierając krwawiącą wargę.
Zayn złapał na materiał jego koszulki i podniósł go w górę – Za to, że jesteś dupkiem – warknął, uderzając ponownie i ponownie. – A to..za Nialla – dodał, kopiąc centralnie w jego krocze, tym samym powalając go na ziemię.
- Pożałujesz tego, jesteś nikim Niall, nikim, zwykła ciotą – krzyczał, trzymając się za bolące miejsce, kiedy starał się usiąść.
- Zamknij się, bo przestanę być miły – warknął Zayn, a nieprzyjemne dreszcze przebiegły po plecach.
Pośród tego całego zamieszania i złości, w którą wpadł, jak gdyby ogarnęła go nagła zwierzęca furia, Zayn dopiero teraz spostrzegł blondyna. Jego czerwone oczy i mokrą od łez twarz. Zobaczył jego ciało i drżące dłonie, którymi próbował upychać ubrania do foliowego worka. Doskonale widział strach i przerażenie w zaszklonych tęczówkach, i niemal słyszał płytki oddech, gdy łapał powietrze.
W jednej chwili stał się na siebie zły, że pozwolił sobie na chwile zapomnienia, a chęć zemsty przesłoniła mu to na czym mu tak naprawdę zależało. Na ochronie i zapewnieniu bezpieczeństwa dla tego dzieciaka.
-Nie ruszaj się – syknął w stronę leżącego na podłodze szatyna, który teraz trzymał dłoń przy nosie, starając się zatamować krwawienie. Posłał mu ostatnie wrogie spojrzenie, nim znalazł się przy Niallu, zabierając z jego rąk worek i ładując w pospiechu przypadkowe ubrania.
Blondyn spojrzał na niego zaskoczony, i mimo, że zapłakał jeszcze mocniej to był mu wdzięczny za pomoc, choć sam nie wiedział, co się z nim teraz stanie.
- Prędzej czy później mu się znudzisz Niall – warknął Liam, kiedy ruszyli w kierunku drzwi.
Zayn nie odpowiedział, ale zdawał sobie sprawę, że wziął na siebie całą odpowiedzialność za niego. Jego wzrok powędrował w kierunku blondyna, na widok którego czuł ból w sercu. Niall wiedział, że teraz wszystko się zmieni, że jeśli to prawda i Zayn go opuści, zostanie z niczym. Jak porzucony na pustkowiu szczeniak.
I nawet jeśli nie bał się już bólu to nigdy nie czuł takiego strachu przed samotnością, jak teraz.
Zayn nie myślał, naprawdę chyba ostatnio miał z tym problemy, bo teraz działa pchany instynktem. Złapał za przedramię Nialla i pociągnął go w stronę samochodu, do którego go szybko zapakował. Worek z rzeczami rzucił na tylne siedzenie i zasiadł za kierownicą, chcąc być jak najszybciej z dała od tego.
Brunet mieszkał zaraz nad kawiarnią. Nie żeby tak było od zawsze. Kiedy kupował lokal, mieszkanie na górze było zajęte przez kilku studentów, czasem uciążliwych i głośnych, więc kiedy tylko na drzwiach zawisło ogłoszenie o sprzedaży, nie wahał się ani chwili. Nie mógłby znieść kolejnych głośnych lokatorów, a tak miał blisko do pracy.
Mieszkanie nie było niczym wyjątkowym. Miało dwie sypialnie, z których jedną przerobił na biuro. Mały salon połączony z kuchnią i łazienkę z ogromną wanną, którą mimo braku miejsca udało mu się wstawić. Zawsze chciał mieć taką wannę, zważywszy na fakt, że uwielbiał czytać podczas kąpieli.
- Jesteśmy – powiedział, gasząc silnik. Nie patrzył na Nialla, wiedząc, że ten widok złamie mu serce i się rozpłacze. Chciał być teraz silny.
Ponownie złapał za rękę chłopaka, ciągnąc go schodami na górę. Przekręcił zamek w drzwiach i gestem dłoni nakazał wejść do środka.
Położył rzeczy blondyna na sofie, a sam udał się do kuchni w celu zrobienia ciepłej herbaty. Z pewnością czekała ich trudna rozmowa.
Drżącymi dłońmi złapał za kubki i ruszył z powrotem do salonu, niosąc parujący napój.
Niall siedział na kanapie kierując swój wzrok na ciemno brązowy dywan. Można było odnieść wrażenie, że wtapia się w mebel, a jego skóra stała się niemal przezroczysta.
- C-co teraz ze mną będzie? – Zapytał złamanym i pełnym obaw głosem. Bał się, że teraz naprawdę wyładuje na bruku. Wiedział, że Zayn nie ma obowiązku go przygarnąć.
- Myślałem, że to oczywiste. Chciałeś od niego uciec, pakowałeś rzeczy…myślałem – urwał nagle zdając sobie sprawę z wiadomego faktu. Niall chciał uciec. Bez względu na to, gdzie by wyładował, chciał odejść. Zostawić chłopaka tyrana i spać chociażby pod mostem. Gdyby się tam nie zjawił, albo dotarłby trochę później, Horan teraz tułałby się bezradnie po mieście w poszukiwaniu miejsca, gdzie mogły dotrwać do rana.
- Niall – wyszeptał, klękając naprzeciwko chłopaka. Położył dłonie na siedzisku sofy po obu stronach, uważając by przypadkiem nie dotknąć jego ciała.
Niall zdawał się dokładnie wiedzieć o czym myśli ten drugi. Podniósł wzrok, ukazując Zaynowi zapłakane oczy. Potrzebował go, pragnął teraz czuć jego ciepło i bliskość. Zsunął się z sofy i opadł na uda chłopaka, wyciągając drżące dłonie, które położył na jego piersi, by następnie zacisnąć w nich materiał niebieskiego swetra. To było jak akt desperacji, ciche wołanie o pomoc.
Malik wstrzymał oddech, kiedy głowa Nialla opadła na jego ramię, a cichy szloch opuścił malinowe usta.
- Jestem tutaj mały, nie pozwolę cię skrzywdzić. Możesz tu zostać tak długo, jak będziesz chciał. Cii…już wszystko dobrze. – wyszeptał, a ręce niepewnie oplotły sylwetkę blondyna. Trwał tak do czasu, aż nie spadły ostanie łzy, a Niall nie został zabrany do słodkiej krainy Morfeusza.
07 grudzień 2013
Pierwsze co dostrzegł, gdy tylko otworzył oczy był wiszący na przeciwległej ścianie obraz, przedstawiający wieżę Eiffla, na którą padały wpadające przez okno promienie zimowego słońca. Druga rzeczą była cisza, przyjemna i dająca poczucie ukojenia.
Zamrugał szybko, zaciskając w dłoni skrawek przykrywającego go materiału. Nie pamiętał, kiedy ostatnio budził się tak spokojnie, a delikatny zapach cynamonu witał go wraz ze wschodem słońca.
Liam – pomyślał, a bolesne wspomnienia wczorajszego dnia powróciły, powodując nieprzyjemny uścisk w piersi. Westchnął cicho, nie mając najmniejszej ochoty wstawać z wygodnego łóżka, do którego zapewne dostał się z pomocą bruneta. Potarł dłońmi zaspane powieki, przekręcając się na plecy i przez kilka chwil wpatrywał się w biały sufit, nadal do końca nie wierząc w to co się dzieje. To było zbyt piękne, a jemu nie zdarzają się takie rzeczy. Nie zasługuje na coś dobrego, bo przecież nie jest nikim ważnym.
Nagle drzwi zaskrzypiały, przez co szybko zamknął oczy. Delikatnie stawianie kroki, było słychać przez cisze panująca w pomieszczeniu. Poczuł jak materac obok niego się ugina, przez co zamarł w strachu. Ale to przecież Zayn, nie skrzywdzi go, prawda?
Brunet wyciągnął w jego kierunku dłoń, delikatnie odgarniając złote kosmyki z czoła. Na wskutek dotyku powieki chłopaka zatrzepotały, ukazując piękny błękit, w którym migotała niepewność.
- Przepraszam, nie chciałem cie obudzić – powiedział spokojnie Zayn, zabierając rękę, i choć chciał odwrócić wzrok nie potrafił. Niall wyglądał tak wspaniale o poranku, Kiedy jego zaspane oczy rozglądały się po pomieszczeniu, a włosy rozsypywały po poduszce.
- N-nie spałem już – wyszeptał ochrypłym od snu głosem, i zarumienił się pod intensywnym spojrzeniem drugiego.
- Właściwie jest dopiero ósma, więc możesz zostać w łóżku – oznajmił Zayn i już miał podnosić się z materaca, kiedy poczuł dotyk na swojej dłoni. Natychmiast skierował wzrok w tym kierunku, by następnie przenieść zdzwonione spojrzenie na Horana.
- M-możesz zostać ze mną? – Zapytał cichutko, a palce powoli przesunęły się wzdłuż nadgarstka bruneta. Malik skinął głową i zachęcony przez chłopca, położył się obok.
Cisze przerywały ich oddechy, lecz była to przyjemna cisza, w której czuli tylko ciepło ich splecionych dłoni.
- Pochodzę z domu dziecka i nigdy nie znałem swoich rodziców. Spotkałem Liama, gdy zacząłem dorabiać na stacji. Był czarujący, miły i obiecywał mi wspaniałe życie. To …to zaczęło się kilka miesięcy później – zaczął Niall, patrząc tempo w sufit. Zayn odwrócił głowę w jego kierunku, lecz milczał, a tylko zacisnął swoje palce mocniej na ręce blondyna. – Zmienił się, miał problemy w pracy. Myślałem, że to tylko przejściowe, ze w końcu wszystko wróci do normy, ale…- młodszy przełknął ciężko ślinę, a łzy napłynęły do oczu – było jeszcze gorzej. Mimo tego wciąż mówił, że mnie kocha, i wierzyłem mu, chciałem mu wierzyć i .. jestem taki naiwny i głupi…
- Nie, hej shhhh. - Zayn podniósł się na łóżku i usiadł po turecku. Wolną dłonią przejechał po mokrym policzku blondyna, który pod wpływem tego dotyku podniósł wzrok – jesteś wspaniały i wartościowy Niall. Masz wielkie serce i nigdy nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. I… - przerwał, spuszczając na moment wzrok na ich splecione dłonie – jesteś piękny Niall.
Horan automatycznie wstał i przyległ do ciała Zayna, oplatając jego ciało ramionami, niczym mały miś koala. Jego głowa przykleiła się do klatki piersiowej bruneta, a jego ogarnęło poczucie bezpieczeństwa.
- D-dziękuję Zayn – wszeptał, chcąc już na zawsze zostać w jego ramionach.
Brunet uśmiechnął się pod nosem, przyciągając go bliżej siebie. Przypuszczał, że przed nim długa droga, by zyskać pełne zaufanie Nialla, ale wiedział też, że warto, a ten mały Irlandczyk jest wszystkim, co potrzebuje mieć obok siebie.
Po śniadaniu, które Zayn uparł się by dla zrobić niego, zabrał go na zakupy. Wbrew zaprzeczeniom blondyna, nie odpuścił i kiedy wracali do domu, a Niall dumnie paradował w ciepłej kurtce cieszył się ze swojego małego sukcesu.
Tego dnia dużo rozmawiali, a Zayn dowiedział się sporo więcej o jego związku z Liamem. To nie tak, że to go interesowało, wręcz przeciwnie bolało go, że chłopak musiał przez to przechodzić. Słuchał, ponieważ Niall tego potrzebował.
Podczas pieczenia kolejnych babeczek i obsługiwaniu klientów, mieli chwile czasu, by usiąść przy kawie i zamienić kilka słów. Niall wydawał się też spokojniejszy, zważywszy na fakt, że zawsze gdy zbliżała się godzina zamknięcia robił się zdenerwowany i przestraszony.
Tym razem było inaczej. Blondyn już nie musiał się bać, bo zaraz po zamknięciu znalazł się w mieszkaniu bruneta, który traktował go niemal z czcią i zawsze pytał czy niczego mu nie brakuje.
- Zrobiłem gorącą czekoladę – oznajmił brunet, wchodząc do salonu, kiedy tylko wrócili do domu. Młodszy siedział na kanapie okryty ciepłym kocem i oglądał lecąca w telewizji kreskówkę.
- Dziękuję – powiedział, a kąciki ust drgnęły ku górze. Mimo wszystko czuł się tu trochę niepewnie i brunet wydawał się to zauważyć.
- Niall? – Zayn usiadł obok niego, zyskując tym jego pełną uwagę. – Chce byś wiedział, że naprawdę się cieszę, że tu jesteś. Chce byś czuł się u mnie dobrze. Nie musisz mnie pytać o to, czy możesz wziąć coś do jedzenia czy o włączenie telewizora wiesz?
Niall skinął ze zrozumieniem:
- Po prostu nie jestem przyzwyczajony, że ktoś o mnie dba – zaczął cicho, oplatając w dłoniach kubek parującego napoju, który dostał od bruneta, – że moje zdanie się liczy. Liam mówił, że musze robić co mi każe i…
- Nie ważne co mówił Liam, rozumiesz? – przerwał mu. – Nie chce byś robił coś na co nie masz ochoty, tylko dlatego, że ktoś coś mówi – wyjaśnił – chce poznać prawdziwego ciebie. Osobę, którą naprawdę jesteś, nawet jeśli masz swoje dziwactwa, ale boże, nikt nie jest idealny. Ja też nie jestem. Zawsze zapominam zgasić światło i dodaje za dużo soli do jajecznicy, ale to nie ważne Niall. Chce byś był sobą, bo nic nie jest w stanie zmienić mojego zdania o tobie.
Powieki Horana zatrzepotały w zaskoczeniu, o serce znacząco przyspieszyło w piersi na wyznanie starszego.
- Czyli, czyli mogę oglądać bajkę? – zapytał bezmyślnie, natychmiast pokrywając się różem. Nie wiedział, co innego mógłby teraz powiedzieć.
Zayn zaśmiał się, przeczesując dłonią włosy.
- Oczywiście Skrzacie, co tylko zechcesz – odpowiedział.
W jego oczach Niall był nadal dzieckiem. Małym, bezbronnym chłopcem, który potrzebuje mieć wokół siebie silne ramiona, strzegące go przed złem. I Zayn pragnął, by to były jego ramiona.
10 grudzień 2013
Wystarczyły trzy dni, by odkryć prawdziwą naturę Nialla. Po pierwsze był strasznym bałaganiarzem. Zayn rozłożył mu tymczasowo materac do spania w swoim prowizorycznym biurze, które teraz było jednym wielkim chaosem. Owszem sprzątał po sobie ze stołu, ale jego rzeczy walały się po podłodze, choć brunet odstąpił mu część szafy. Mimo, że kochał porządek, postanowił to przemilczeć, w końcu miał się tu czuć dobrze. Drugą istotna rzeczą, której się dowiedział było jedzenie, a raczej jego różnorodność. Blondyn potrafił zmieszać słodkie płatki z kawałkami kiełbasy. I gdyby nie odruch wymiotny u Zayna, gdy tylko widział tą dziwną mieszankę, naprawdę mógłby z tym żyć. Kolejną sprawą było coś, co mógłby pokochać. Niall był strasznie przytulaśny. Otrzymywał jego uściski na każdym kroku, nawet jeśli wychodził z salonu do kuchni, po coś do picia. Co akurat uważał za cholernie urocze i na jego twarzy zawsze pojawiał się szeroki uśmiech, kiedy mógł trzymać tego malca w swoich ramionach.
Ustalili też, choć Zayn nie chciał żadnych pieniędzy, że Niall będzie mu oddawał cześć wypłaty w zamian za mieszkanie i jedzenie, właściwie to brunet ma te część sam zabierać, odciągając ustaloną kwotę. Mimo tego, że Niall wiedział, że drugi zabiera zdecydowanie za mało, to uszanował to, nie chcąc sprzeczać się o coś tak mało istotnego.
- Niall, chodź już, musze otworzyć kawiarnię – zawołał Zayn, wciągając na stopy buty. Chwycił z szafki klucze i tupiąc noga wpatrywał się w drzwi, z których powinna wyłonić się blond czupryna.
- Niall?! – Krzyknął ponownie, gdy nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Tym razem głośniej, dochodząc do wniosku, że pewnie go nie usłyszał. Lecz gdy zawołał po raz trzeci, a odpowiedziała mu tylko cisza, rzucił ponownie klucze na szafkę i ruszył w głąb mieszkania. Zdziwiła się, a zarazem wzbudziło to w nim pewien niepokój. Zajrzał do biura, i następnie do łazienki, lecz spotkał się tylko z pustką. Zatrzymał się koło swojej sypialni, kręcąc głową, bo przecież Niall nigdy nie wchodził tu bez pytania. Jednak drzwi były lekko uchylone, a przecież był pewny, że zostawił je zamknięte.
Zaraz jak wszedł do środka, ujrzał szeroki uśmiech blondyna, który usłyszawszy skrzypnięcie okręcił się w jego kierunku.
- Patrz Zayn. Patrz, pada śnieg – zapiszczał niczym kilkuletnia dziewczynka i już sekundę później ciągnął bruneta w stronę okna.
Z nieba spadały wielkie płatki, osadzając się na szybie i okolicznych drzewach. Z jego sypialni okno wychodziło w stronę parku, więc domyślił się, że to było powodem odwiedzin jego pokoju. Lecz nie to zainteresowało Malika. Bardziej prawdziwy zachwyt i iskierki radości tańczące w błękitnych tęczówkach, gdy uśmiechał się patrząc w dal. Policzki pokryły się czerwienią, a on przeskakiwał z nogi na nogę, wyraźnie podekscytowany, jakby widział samą królową.
- Cudowny – powiedział Zayn, patrząc na rozświetloną twarz Irlandczyka.
Niall przełknął ślinę, czując na sobie intensywne spojrzenie. Niepewnie okręcił się w stronę drugiego, a jego oczy otwarły się szeroko, gdy napotkał parę brązowych tęczówek. Zayn uśmiechnął się ciepło i podnosząc dłoń, przejechał kciukiem po zaróżowionym policzku chłopca.
- T-tak. Cudowny – wyszeptał w odpowiedzi blondyn, splatając swoje palce na wysokości pasa, na które również skierował swój wzrok.
- Jeśli chcesz – zaczął Mulat, ponownie ściągając na siebie uwagę – możemy po zamknięciu iść na spacer.
Blondyn w odpowiedzi pokiwał energicznie głową, wtulając się w jego ciało. Jasne kosmyki połaskotały szyję Zayna, kiedy chłopak okazywał swój entuzjazm. Zdecydowanie kochał go przytulać.
Pomimo tego, że brunet mógłby trwać tak wiecznie, trzymając go w ramionach, to potrzebował pieniędzy, a kawiarnia sama się nie otworzy. Przerwał ten słodki moment, co spotkało się w jękiem niezadowolenia, który wydostał się z ust Nialla, gdy tylko przyjemne ciepło gdzieś uciekło. Powoli powlekł się za starszym, wkładając w korytarzu buty i łapiąc za fartuszek, którego zapomniał dzień wcześniej zostawić w lokalu.
Pracy było więcej, klientów z każdym dniem przybywało i czasu, by po prostu przysiąść, było coraz mniej. Mimo wszystko Horan pokochał to szaleństwo i bieganinę. Miał przy sobie Zayna, gotowego pomóc mu na każdym kroku i wesołe żarty Harry`ego, z twarzy którego nie schodził uśmiech. Podczas dostarczania kolejnych zamówień i parzeniu kawy zerkał za okno, gdzie śnieg zdążył zrobić biały dywan na okropnych, szarych trawnikach
Zayn dotrzymał obietnicy, zabierając Nialla na wieczorny spacer. Mimo chłodu, czuł ciepło, zwłaszcza, gdy podczas spaceru, jego dłoń, splotła się z tą należącą do blondyna. Podążali wolno chodnikiem, a śnieg skrzypiał pod ich butami, przerywając ciszę. Światła latarni delikatnie odbijały się na blond kosmykach, nadając im złocistych refleksów.
- Nie zmarzłeś? – zapytał z troską brunet, zaciskając delikatnie palce na ręce drugiego. Niall przystanął i posyłając mu niepewny uśmiech, pokręcił przecząco głową.
- Nie, jest …ciepło – wyszeptał nieśmiało. – Możemy jeszcze trochę pospacerować? – zapytał z nadzieją, a jego powieki zamrugały szybko.
- Tak, jasne – odpowiedział. Nie potrafiłby odmówić.
Ruszyli dalej chodnikiem, a płatki śniegu coraz bardziej pokrywały okolicę pierzynką.
- Opowiesz mi o sobie? – Niall spojrzał na niego pytającą, a jego policzki i nos przybrały czerwony odcień. Zayn mógł sobie tylko wyobrazić, jak zimne są teraz w dotyku.
- Mam nudną przeszłość – wzruszył ramionami. – Urodziłem się w Dublinie, ale gdy miałem kilka lat przeniosłem się wraz z rodziną do Londynu.
- Wiedziałem, że nie masz typowo irlandzkiego akcentu – blondyn wtrącił, na co ten drugi przytaknął.
- Tata dostał tam pracę kierownika w Agencji Nieruchomości, a że nie miałem raczej nic do powiedzenia, pojechałem z nimi. Skończyłem dobrą artystyczną szkołę, ale moje irlandzkie korzenie wzywały mnie z powrotem – wyjaśnił, uśmiechając się pod nosem na wspomnienia. Doskonale pamięta minę matki, gdy pewnego dnia po prostu stał w korytarzu ze spakowaną walizką, gotów wrócić do Dublina. Jednak coś skierowało do Mullingar. Może przeznaczenie? – I tak oto jestem tu gdzie jestem. Kawiarnia nie była szczytem moich marzeń, ale dobrze mi tu.
- Obrazy..są twoje? – zapytał nieśmiało Niall, wlepiając w niego swoje ślepia, a gdy ten skinął zaraz dodał: – Paryż. – Blondyn widział go na każdym namalowanym obrazie.
- Taaa, Paryż – Zayn przygryzł dolną wargę, która stała się spierzchnięta od chłodu i nieprzyjemnie sucha. – Zawsze chciałem tam pojechać. Wejść na wierze Eiffla i krzyczeć z góry na całe gardło.
- Co cię powstrzymało? – Niall zachichotał na jego wyznanie.
- Mówią, że Paryż to miasto zakochanych – zaczął, kierując wzrok na profil chłopaka. – Nie chciałem pojechać tam sam.
Niall zerknął na Zayna, którego oczy błyszczały w świetle latarni. Uśmiechnął się nieśmiało, przejeżdżając językiem po górnej wardze.
- Wracajmy, jest coraz zimniej. - Zayn przerwał ciszę, i starał się zignorować palące spojrzenie drugiego. Zatrzymał się i wyciągnął dłonie, by poprawić szalik na szyi młodszego, zahaczając delikatnie kciukiem o linię szczeki.
- Tak, wracajmy – wyszeptał, czując mocne bicie serca, gdy Zayn ponownie chwycił jego dłoń.
12 grudnia 2013
To był dzień, w którym Liam postanowił nagle zawitać w progi kawiarni. Otrzepując śnieg z włosów wszedł pewnie do środka, na ustach mając przyklejony drwiący uśmieszek.
- Czego chcesz? – zapytał szorstko Zayn, kiedy tylko podszedł do lady. Ich spojrzenia skrzyżowały się, a wytworzone miedzy nimi napięcie, mogło by rozświetlić pół miasta.
- Od ciebie nic – prychnął, rozglądając się po pomieszczeniu. – Gdzie Niall?
- Nie powinno cie to obchodzić. Więc dobrze ci radzę, odwróć się i wyjdź, albo poprawię to co zacząłem kilka dni temu – syknął, zaciskając dłonie w pięści.
Liam zmierzył go od stóp po sam czubek głowy i wybuchnął głośnym śmiechem, zauważając niebywałą determinację.
W tej samej chwili Niall wyszedł z zaplecza, momentalnie zastygając w bezruchu. Serce biło w szaleńczym tempie, a jego tęczówki spojrzały błagalnie na bruneta, jakby prosząc o pomoc.
- Och witaj Kochanie. Przyszedłem zabrać cię do domu – powiedział z uśmiechem Payne, wyciągając dłoń w kierunku chłopaka. Jego głos był tak lekki i delikatny, że wydawać by się mogło, że ten osobnik nigdy nie był w stanie skrzywdzić nikogo.
Irlandczyk zamrugał szybko, zaskoczony takim obrotem sprawy. To był ten Liam, którego pokochał. Jego Liam.
Ale teraz był też Zayn. Mężczyzna, który starał się wyciągnąć go z bagna, w którym tkwił od lat. Osoba, przy której poczuł się pewnie, i miał ochotę znów się uśmiechać.
- Ja…ja chcę tu zostać – wyszeptał cicho, spuszczając wzrok na swoje trampki.
Zayn uśmiechnął się z triumfem. Wygrał, i tylko to w tej chwili miało znaczenie. Wiedział, że zdobył Nialla, zdobył jego zaufanie i …być może serce.
- Słyszałeś? Wynos się, albo ci pomogę – warknął, okręcając się w stronę szatyna, który był wyraźnie zaskoczony takim obrotem sprawy, bo patrzył na blondyna z szeroko otwartymi oczami. Jakby był pewny, że ten zostawi dla niego wszystko i wróci, wybaczając mu ból, poniżenie i strach.
- Czego nie zrozumiałeś?! – powiedział głośniej brunet, a jego głos ociekał jadem. Dłonie prawie go bolały, od intensywności w jakiej je zaciskał.
- Jesteś żałosny – prychnął Payne – Tylko spójrz na niego. Jest życiowym nieudacznikiem i nie ma nic co mógłby ci dać. Jest zwykłym gównem – mówił, a Zaynowi niemal para szła już uszami – ale, sam się przekonasz. Jest zwykłym nic nie wartym śmieciem – dokończył, rozciągając usta w uśmiechu pełnym kpiny.
To wystarczyło, by przelać szalę i doprowadzić bruneta do ostateczności. Wychylił się nad blatem i złapał za kołnierz kurtki chłopaka, wciągając go na ladę, tym samy strącając z niego kilka filiżanek.
- Nigdy więcej tak nie mów – syknął. – Nie chce cię widzieć w pobliżu Nialla nigdy więcej, inaczej nie skończy się to dla ciebie dobrze. To ty jesteś zwykłym gównem i najchętniej posłałbym cie głęboko pod ziemie. Pewnie teraz rozsadza ci dupę, że tak go traktowałeś – niemal krzyczał, ignorując pytające spojrzenia klientów. – A teraz powtórzę jeszcze raz. Wyjdź stąd i nigdy więcej nie wracaj – dokończył i pchnął go do tylu, tym samym sprawiając, że upadł na podłogę.
Patrzył na niego, dopóki nie zniknął za rogiem kawiarni i najchętniej nawet wtedy pobiegł by za nim, by zmyć z jego twarzy ten cholerny uśmieszek.
- Zee, oddychaj. Wystraszyłeś klientów – usłyszał cichy głos Harry`ego przy swoim uchu, pod wpływem którego wziął kilka ciężkich wdechów.
Zayn rozejrzał się po sali, szepcząc ciche przeprosiny, po czym zaraz opadł na krzesło i jego wzrok skierował się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał blondyn.
- Niall – wyszeptał, zaraz podrywając się do góry.
- Najpierw się uspokój Zee – powiedział Loczek, łapiąc za jego ramiona. – No już wdech, wydech.
Mulat robił to co nakazał mu chłopak i po kilku takich powtórzeniach serce wróciło do normalnego rytmu, a dłonie się rozluźniły.
- Ok. Poszedł na zaplecze – wyjaśnił Styles, przepuszczając go. – Idź, poradzę sobie – dodał, widząc wahanie w spojrzeniu Zayna, na co ten ostatni wywrócił oczami.
Niall zaszył się na podłodze między ścianą, a wielką lodówką. Liam miał rację. Nie miał nic co mógłby ofiarować Zaynowi. Poza kupką ubrań, tak naprawdę nic więcej nie posiadał. Mieszkał u bruneta. Korzystał z jego rzeczy, oglądał jego telewizor, pracował w jego kawiarni. Był nieudacznikiem.
Pochylił głowę i zapłakał cichutko, chowając twarz w kolanach. To uczucie powodowało ból silniejszy, niż ten fizyczny. Nie chciał być nikim. Pragnął, by Zayn go polubił.
- Kochanie – usłyszał, i natychmiast zadarł głowę do góry.
- On..o-n m-miał rację – wychlipał, ocierając wierzchem dłoni mokre policzki. – Nie mam nic, co mógłbym ci ofiarować.
Zayn uśmiechnął się słabo, bo to było tak niedorzeczne, a jednocześnie powodowało klucie w piersi.
- Niall, masz wszystko, co kiedykolwiek mógłbym chcieć – powiedział, zdając sobie sprawę, że słowa wyszły z jego ust nim zdarzył ugryźć się w język. Może blondyn wcale nie odwzajemniał tego uczucia, ale boże, nie chciał niczego innego.
- Ale, ty chcesz…
- Tak Skrzacie, chce ciebie. Nic innego nie ma znaczenia – wymamrotał, klękając obok młodszego. Usta Horana otwarły się i zamknęły, a w szoku żadne słowo nie chciało z nich wyjść.
- Ja..chyba… – głos blondyna był ledwo słyszalny. Popatrzył na niego niepewnie, bawiąc się swoimi palcami. Czy to w ogóle możliwe, by ktoś taki jak Zayn chciał jego? Małego, kruchego chłopca z ciemną przeszłością.
- Nie, nic nie mów – przerwał mu Malik. – Obiecaj tylko, że mnie nie skreślisz – dodał, i wyciągnął w kierunku blondyna swoją ręka, którą tamten chętnie złapał.
Zayn przyciągnął go na swoje kolana, otulając ciasno ramionami.
- Gdy będziesz gotowy, obiecaj, że dasz nam szansę. – Zayn wyszeptał do jego ucha, a gdy tamten skinął w odpowiedzi, nie mógł się nie uśmiechnąć. I nawet nie zauważył, że Niall też się uśmiecha, wtulając twarz w jego szyję, chłonąc przyjemny zapach wody toaletowej i cynamonu.
14 grudzień 2013
Głośne kaszlniecie ponownie rozniosło się po kawiarni, a Zayn spojrzał zaniepokojony w kierunku blondyna. Jego oczy były zaczerwienione, tak jak i nos, a ciało drżało z zimna, choć pomieszczenie było ciepłe. Patrzył jak szybko położył zamówienie na drewnianym stoliku, by po chwili odwrócić się i kichnąć mocno w wyciągniętą z kieszeni chusteczkę.
Mulat westchnął, drapiąc nerwowo kark i czując się niebywale źle z tego powodu. To wszystko było jego winą, bo niepotrzebnie zaproponował ten głupi spacer, przez który teraz Horan wygląda jak chodzące nieszczęście.
- No idź Zayn, wiem, że chcesz zabrać go na górę i poprzytulać pod kocykiem – zachichotał Harry, uderzając łokciem w bok chłopaka, który podskoczył na ten niespodziewany gest.
Malik natychmiast spojrzał srogim wzrokiem na Loczka, który nadal szczerzył się niezrażony piorunującym spojrzeniem swojego szefa.
- Dobra – mruknął, rozpłatując swój fartuszek. Nie było sensu zaprzeczać, bo zapewne miał to dość czytelnie wypisane na twarzy. Zostały tylko dwie godziny do zamkniecia, więc postanowił zaryzykować i zostawić Stylesa samego. – Klucze zostaw w doniczce.
Loczek skinął z widocznym triumfem, co Zayn postanowił zignorować.
Poczekał przy ladzie, aż blondyn wróci od stolika i niemal natychmiast go zaatakował.
- Rozbieraj się – powiedział bezmyślnie. Hazz parsknął, a w oczach Niall pojawiło się wielkie zaskoczenie. – Znaczy nie…nie cały, tylko fartuch – sprostował, i mógł dostrzec jak Horan wzdycha z ulgą. Mimo iż wykonał jego polecenie nawet nie pytając dlaczego, to było widać wyraźne zmieszanie w jego tęczówkach.
-Z-zrobilem coś nie tak? – zapytał cicho, mrugając powiekami w kierunku bruneta. Znów kichniecie, które starał się stłumić dłonią. – Przepraszam.
- Nie, oczywiście, że nie – wyjaśnił, posyłając mu troskliwe spojrzenie. - Ja zrobiłem – dodał i jego dłoń automatycznie powędrowała do czoła Irlandczyka, które było nienaturalnie rozpalone. Także policzki było mocno zaróżowione, a rozchylone usta pomagały mu łapać ciężkie oddechy.
- Ty? – zdziwił się, a jego nos zmarszczył się słodko.
- Tak, jesteś rozpalony. Nie potrzebnie zabrałem cie na ten spacer. – mruknął, ciągnąc chłopaka na górę do mieszkania.
- To nic, naprawdę. Czuje się do… – przerwał, ponownie kaszląc, a oczy wypełniły się łzami.
Zayn posłał mu pełne niepokoju spojrzenie, po czym zaprowadził go do swojej sypialni. Wręczył grubą piżamę, którą wygrzebał ze swojej szafy i nakazał się przebrać.
- Zrobię ci herbaty i przyniosę lekarstwa. A ty przebieraj się i wskakuj do lóżka – nakazał, ściągając narzutę z materaca, po czym złożył ją w kostkę i położył na krzesło.
- Ale to tylko katar – jęknął ochryple Niall, pociągając nosem.
- Żadne ale. Teraz to katar, a za chwile może być jakaś grypa. Nie ma co ryzykować – wyjaśnił nim zniknął za drzwiami.
Horan posłusznie zmienił ubrania, czując dreszcze kiedy chłodne powietrze owiało jego nagie ciało, po czym szybko wskoczył do lóżka, od razu zatapiając się w przyjemnej pościeli. Mimo złego samopoczucia, nie potrafił pozbyć się z twarzy uśmiechu, który błąkał się na ustach. Zayn był opiekuńczy i kochany.
Jego powieki prawie się zamykały, gdy do pokoju ponownie wszedł brunet, niosąc małą tackę, na której stał kubek z parującym napojem i talerzyk z kilkoma tabletkami. Usiadł na brzegu lóżka i przejechał dłonią po twarzy chłopca, teraz siedzącego pośród pościeli, którego błękitne ślepia patrzyły na niego z wdzięcznością.
- Gorączka – powiedział do siebie. Sięgnął po lekarstwa i podał je blondynowi – Weź wszystkie. Pomogą ci zasnąć, a jutro poczujesz się lepiej.
- Dziękuję Zayn – wyszeptał słabo, ufnie połykając wszystkie pastylki, po czym opadł na lóżko, przykrywając się pod samą szyję. – Mógłbyś ze mną zostać, aż nie zasnę? – zapytał nieśmiało, uciekając wzrokiem na ścianę.
Brunet, mimo tego, że chłopak tego nie zobaczył, skinął głową i położył się obok, zaraz otaczając go swoim ramieniem. Złożył czuły pocałunek na jego czole, a dłoń wplotła się w blond kosmyki, masując delikatnie skórę. Oddech blondyna był ciężki, lecz z każdą kolejną minutą wydawało się, że tabletki zaczynają przynosić mu ulgę. Zayn ponownie przycisnął usta do skroni chłopaka i ani się spostrzegł, a jego powieki także się zamknęły.
Mulat obudził się kilka godzin później, nadal trzymając w ramionach niewielkie ciałko. Dłoń automatycznie powędrowała do czoła, by sprawdzić czy temperatura spadłą. Gdy okazało się, że nie jest już tak rozpalony odetchnął z ulgą i uśmiechnął się, gdy dostrzegł strużkę śliny wychodząca z rozchylonych warg blondyna, ściekająca prostu na jego ramię.
Niall chrapnął cicho, mamrocząc coś niewyraźnie pod nosem i przylgnął do ciała bruneta mocniej, twarz wtulając w jego obojczyk. Był bezpieczny.
17 grudzień 2013
Po chorobie nie zostało nawet śladu. Troskliwa opieka Zayna sprawiła cuda i blondyn czul się lepiej niż kiedykolwiek. Choć trochę żałował wyzdrowienia, bo spodobało mu się zasypianie jego bezpiecznych ramionach.
Dzięki temu Niall zrozumiał też coś bardzo ważnego. Uświadomił sobie, że nigdy nie kochał Liama. Bo czy miłość tak szybko by z niego uleciała, nie pozostawiając po sobie nic? Żadnej pustki, smutku?
Nigdy też nie czuł tego, co czuje teraz, przy brunecie. Prawdziwe ciepło, którego nigdy nie zaznał. Bezpieczeństwo, o którym zawsze marzył. Bicie ich serc, które tylko razem tworzą niezapomnianą melodię.
- So please just fall in love with me this Christmas , There’s nothing else that I would need this Christmas , Won’t be wrapped under the tree , I want something that lasts forever , So kiss me on this cold December night - zaśpiewał Niall, wkładając brudne naczynia do zmywarki. Zostało pięć dni do świat, a już wiedział, że będą wyjątkowe. Nawet jeśli będą skromne, a stół nie będzie uginał się pod naporem jedzenia, to miał przy sobie kogoś, kto sprawi, że będą magiczne. Nie potrzebował nic więcej.
- Ktoś ma dobry humor z rana. – Głos Zayna rozniósł się po kuchni, gdy wszedł do pomieszczenia.
- Idą święta, będą wspaniałe – powiedział radośnie, obdarzając do czułym uściskiem.– Dziękuje Zi. Dziękuje, że mogę spędzić je z tobą. Dziękuje, że odmieniłeś moje życie. Jesteś moim światełkiem Zayn, światełkiem nadziei. Dziękuję, tak bardzo. – Ostatnie słowa niemal wyszeptał, a jego głos zadrżał, kiedy wtulił twarz w jego klatkę piersiową.
- Och Skrzacie. – Malik przejechał dłonią po jego plecach, by po chwili objąć go ramionami. – To ja dziękuje, że pozwoliłeś mi wtargnąć to twojego życia.
Blondyn zadarł głowę do góry, napotykając brązowe tęczówki, i posłał Zaynowi najpiękniejszy uśmiech, na jaki go było stać. Chciał trwać przy nim, do końca swoich dni. Budzić się w jego bezpiecznych ramionach i codziennie patrzeć w te oczy, przepełnione ciepłem i troską.
- Jesteś wyjątkowy Zayn – wyszeptał, a zdradzieckie rumieńce pojawiły się na twarzy – nikt inny, nie zrobił by tak wiele dla zupełnie obcej osoby.
- Nie jesteś obcy Niall, jesteś… - przerwał, niepewny czy ma prawo użyć tych słów. Oparł czoło o to należące do blondyna, a kąciki ust drgnęły ku górze. Właśnie patrzył w błękit piękniejszy niż bezchmurne niebo, o większej głębi niż ocean, a przy tym delikatnym jak płatki niezapominajek. - Jesteś mój.
- Twój? – Niall zmarszczył nos na to wyznanie, lecz oczy zabłyszczały, emanując radością. – Czy…czy to znaczy, że ty jesteś mój? – zapytał tak cicho, lecz Zayn doskonale rozszyfrował te słowa. Spojrzał na jego rozchylone usta i oblizał swoje wargi, czując nagłą potrzebę zasmakowania tego zakazanego owocu. Przeniósł wzrok na oczy Nialla i dostrzegł w nich niepewność, jakby nie dowierzał w to co się między nimi dzieje, a to nadal jest tylko snem i jeśli wykona nie odpowiedni ruch to wszystko zniknie.
- Tak Niall, cały twój – odpowiedział. Pochylił się i musnął ustami jego zarumieniony policzek, rozkoszując się dotykiem gładkiej skóry
Zayn był pewny tego uczucia. Uczucia, które pojawiło się, gdy tylko Niall zjawił się przemoczony i wystraszony w progach kawiarni. Miał potrzebę chronienia tej malej istotki, która od pierwszej chwili zawładnęła jego sercem.
- Ale będzie tak powili, jak tylko zechcesz – dodał, nie chcąc niczego przyspieszać, ani zmuszać chłopaka do gestów, na które nie miałby ochoty. Teraz, gdy doskonale znał jego przeszłość wiedział, że czas i cierpliwość jest jego najlepszym sprzymierzeńcem.
Niall skinął z wdzięcznością, opierając głowę na klatce piersiowej chłopaka, którego mógł nazywać swoim. W całym życiu nie był tak szczęśliwy jak w tej chwili, a ból i cierpienie przeszłości, przestały mieć większe znaczenie. Teraz liczyło się tylko to, że przed nim lepsza przyszłość.
Po zamknięciu kawiarni, gdzie dziś siedzieli pawie do północy, rozsiedli się na kanapie, zjadając niesprzedane babeczki, a w tle słychać było melodię świątecznych piosenek.
Leżeli pod kocem; Niall ciasno przylgnął do ciała drugiego, rozkoszując się nie tylko smakiem cynamonowego smakołyku, tylko prawdziwym ciepłem i zapachem bruneta. Czuł na swojej szyi jego opuszki palców, które leniwie sunęły po skórze, rysując przypadkowe wzory. Wciągał mocno powietrze do płuc, biorąc kolejnego gryza muffinki, której okruszki spadały na kolana bruneta.
Zayn uśmiechnął się pod nosem, i ucałował jego czoło, całkowicie ignorując powstający dookoła nich bałagan.
- Niall?
- Hmm… - chłopak zamruczał, zadzierając głowę o góry, tak, że jego nos otarł się o linie szczęki bruneta.
- Będę potrzebował pracowni przez kilka dni – powiedział, zniżając twarz pod wpływem dotyku.
- Och. – Niall zdołał wydobyć z siebie ciche westchnienie. – Mogę …mogę coś wynająć, albo pójść do hotelu albo…
- Nie, nie Niall. Nie o to mi chodziło – zaprzeczył szybko, spoglądając na jego smutną minkę – Będziesz spał u mnie przez kilka dni, w porządku? Po prostu muszę …coś zrobić, ogarnąć papiery i w ogóle – jęknął, chcąc by młodszy uwierzył, lecz oczy Nialla nadal nie były do końca przekonane.
- D-dobrze – mruknął cicho, choć jego głos zadrżał nieznacznie. Może Zayn miał go już dość.
Ramiona Mulata ciaśniej oplotły ciało młodszego, a policzek oparł się o jego blond kosmyki.
- Cieszę się, że tu jesteś – wyszeptał, i momentalnie złe myśli odpłynęły z głowy Horana.
22 grudzień 2013
Biały puch sypał z nieba zdobiąc czerwoną, mikołajkową czapkę Nialla, który uśmiechał się szeroko. Nigdy nie był tak szczęśliwy jak w tej chwili. Nie pamiętał już, kiedy ostatni raz tak beztrosko kroczył wzdłuż oświetlonej kolorowymi lampkami ulicy, a zapach pierników i barszczu wdzierał się do nozdrzy. Wokół stały liczne stragany, oferujące kolorowe świąteczne bibeloty, ciepłe wino, którym można się rozgrzać pośród chłodu zimy oraz lukrowane pierniki, a w tle słychać było świąteczną nutę. Nie przypominał sobie, kiedy czuł się potrzebny, a ktoś robił coś tylko dla niego.
- Dziękuję, że mnie tu zabrałeś – wyszeptał, przystając nagle, by móc spojrzeć na idącego obok chłopaka.
Zayn również się zatrzymał, i uśmiechnął szeroko na widok gwiazd tańczących w oczach blondyna. Niczego więcej nie pragnął, jak tego, by uśmiech nigdy nie schodził z jego słodkiej buźki.
- Cieszę się, że jestem tu z tobą mały Mikołaju – odpowiedział, a jego dłoń uniosła się, by odgarnąć płatki śniegu z jego czapki. Nie mógł uwierzyć, że te dwa miesiące tak wiele zmieniły, a Niall stał się najbliższą mu osobą.
Blondyn skinął i gdyby nie mróz, zapewne dopiero teraz policzki stałyby się czerwone.
- Więc, co najpierw? Na co masz ochotę? – zapytał Zayn, przygryzając spierzchniętą wargę.
- Najpierw to. – Niall stanął na palcach i pocałował delikatnie chłodny policzek bruneta, po czym rozglądając się wokół, złapał za jego rękę i pociągnął do straganu, pełnego aromatycznych pierników.
Głośny śmiech blondyna mieszał się z tym należącym do Zayna, kiedy z torbą pełną słodkości szli dalej. W rękach tkwiły kubki gorącej czekolady, która przyjemnie ogrzewała ich tak już gorące serca.
- Co powiesz na łyżwy? – wymamrotał niewyraźnie blondyn, mając usta pełne ciasta. – Tylko nie umiem jeździć, ale zawsze chciałem się nauczyć. Umiesz jeździć Zee, nauczysz mnie? – zapytał z nadzieja, a jego wielkie ślepia sprawiły, że brunetowi zmiękły kolana. Znów nie potrafił odmówić.
Ruszyli w stronę lodowiska, po drodze pozbywając się kubeczków po napoju i stanęli w kolejce, by wypożyczyć łyżwy. Niall podskakiwał podekscytowany, mamrocząc pod nosem, że kolejka posuwa się w ślimaczym tempie. Jego głowa kręciła się we wszystkich kierunkach patrząc na przyozdobione choinki i biegające dookoła roześmiane dzieci. Gdy w końcu się doczekali w pośpiechu ubrał swoje łyżwy i klaskając w dłonie czekał, aż drugi również założy odpowiednie obuwie.
- Dlaczego, nie powiedziałeś, że nie umiesz jeździć. – Niall roześmiał się dźwięcznie, gdy zeszli z lodowiska, zaliczając uprzednio kilkanaście porządnych upadków. Mimo, iż nie nauczył się jeździć to całkiem przyjemne było to, że mógł lądować na Zaynie.
Brunet wzruszył ramionami: – Bo tak ładnie poprosiłeś, i ..i nie chciałem psuć ci tego dnia.
Horan uśmiechnął się jeszcze szerzej, lecz zaraz spuścił wzrok zakłopotany. – Nie musisz robić dla mnie tego wszystkiego.
- Ale chcę. Chce by te święta były wspaniale i …
- Już są – przerwał mu, z uwagą śledząc rysy jego twarz – Są takie, bo mogę spędzić je z tobą Zayn. Nie musisz się tak starać, bo wystarczy mi twoja obecność.
- Niall….
- Nie, posłuchaj – znów wtrącił, łapiąc dłoń Malika w swoją. Jego wzrok powędrował z ich splecionych rąk w górę, gdzie napotkał brązowe tęczówki, wpatrujące się w niego z czułością. – Wszystko co się dla mnie liczy, to..to ty. Nawet nie wierzyłem, że dane mi będzie zaznać szczęścia. Przyzwyczaiłem się, że jestem nikim, że się nie liczę…
- Nii….
- Nie przerywaj mi. – westchnął, a oczy zabłyszczały smutno – Nawet sobie nie wyobrażasz co dla mnie zrobiłeś. Wyciągnąłeś mnie z bagna, tak po prostu. Nie zachowałeś się jak miliony moich pseudo znajomych, którzy udawali ślepych, choć doskonale zdawali sobie sprawę z tego co się dzieję. A ty, dałeś mi nowe życie Zayn. Pokazałeś, że może być lepiej, że nie muszę trwać w związku, który tak naprawdę nigdy nim nie był. Że nie muszę godzić się na ból, bo zasługuje na coś więcej. Dałeś mi tak wiele – jego głos załamał się, a po policzku spłynęła słona kropla. – I…i ja też chciałbym ci dać coś w zamian, ale prawda jest taka, że poza moim sercem, nic innego nie mam.
Zayn przyciągnął go do siebie, zamykając w mocnym uścisku:
- Twoje serce to wszystko co chciałbym mieć Niall. – Mulat otarł dłońmi jego łzy, podczas gdy młodszy wstrzymał oddech. Jego wielkie niebieskie ślepia zamrugały szybko, odganiając niechciane krople.
- Myślę, myślę, że nie mogę ci go dać – zaczął blondyn, a kąciki ust drgnęły ku górze. – Nie mogę, bo… już dawno to zrobiłem – wyszeptał, i słyszał jak brunet wzdycha z ulgą, co wydawało mu się dość zabawne, dlatego zachichotał.
- Co jest takie zabawne? – zapytał Malik, pocierając rekami ramiona Irlandczyka.
Niall pokręcił głową, a jego ramiona uniosły się na chwilę, by zaraz opaść.
- Nie mogę uwierzyć, że ktoś taki jak ty mnie chce – powiedział nieśmiało, przygryzając dolną wargę.
- Wiesz, Święta to czas cudów – odpowiedział, zaraz obdarzając blondyn swoim najszczerszym uśmiechem.
Obaj zdawali sobie sprawę, że połączyło ich przeznaczenie. No bo jeśli nie ono, to co?
24 grudzień 2013
Temperatura na zewnątrz spadła do minus piętnastu storni, mróz szczypał w policzki a oczy zachodziły łzami od chłodnego wiatru, jednak Niall się uparł i Zaynowi nie pozostało mu nic innego, jak się zgodzić. Zdecydowanie zbyt łatwo mu ulegał. Ale jak można odmówić tym dwom błękitom?
- Musi być duży, co najmniej dwa metry – zawołał Niall, kulając swoją śnieżną kule.
Tak, lepili bałwana. Właściwie Zayn robił to ostatnio w czasach dzieciństwa, a wspomnienia były dość rozmyta. Nie pamiętał co było w tym takiego zabawnego, a może po postu dorósł i już nie potrafi czerpać radości z tego, że ręce niemal mu odpadają, a całe ciało dygocze.
- Musisz się ruszyć Zayn, bo przymarzniesz – powiedział ponownie blondyn, otrzepując z rękawic śnieg. Zachichotał, kiedy brunet mruknął pod nosem i sięgnął po kolejna porcje śniegu by oblepić nim swoją kulkę, właściwie kuleczkę.
Gdy bałwan był gotowy, Niall wetknął w jego maleńką główkę marchewkę i dwa kamyki, po czym stanął kilka kroków od niego i przekrzywiając się na bok, parsknął:
- Wygląda jak wielka kupa – powiedział sceptycznie, lecz nie mógł pozbyć się z twarzy uśmiechu. – Może gdyby ta głowa nie miała kształtu spłaszczonego placka to….ejjj – przerwał, gdy oberwał od bruneta śniegiem.
- Starałem się – bronił się Malik, ponownie rzucając w niego śnieżka, która trafiła w czoła młodszego.
- To nie fer – Niall schował się za ich bałwanem i śmiał się głośno, gdy Zayn nie mógł trafić w niego ponownie.
Horan wziął głęboki oddech, gdy nastała cisza, a o obecności bruneta świadczyło tylko ciche skrzypienie śniegu pod butami.
- Mam cię – zawołał, zachodząc go od tyłu i przywracając na plecy. Usiadł na jego biodrach i wtarł śnieg w twarz, ignorując prośby by przestał.
- Zee, proszę – Niall śmiał się i piszczał, gdy zimne kawałki wlatywały za kołnierz kurtki. – P-przestań.
Zayn uśmiechnął się szeroko, łapiąc za nadgarstki chłopca i przyparł je do zimnej powierzchni:
- Tym razem ci daruje, ale musisz przeprosić pana Bałwana.
- D-dobrze. Przepraszam bałwanie, że wyglądasz jak kupa. To wszystko wina Zayna….
Brunet zmarszczył brwi i ponownie zaatakował, mocząc jego włosy, gdy czapka zsunęła sie z głowy.
- Dobrze, przepraszam bałwanie, przepraszam – śmiał się, próbując odeprzeć atak napastnika.
Cali mokrzy, ale niezmiernie zadowoleni, wrócili do domu, zaraz wskakując pod ciepły koc. Nareszcie mieli wolne. Zayn zamknął kawiarnie aż do Nowego Roku, dlatego też mogli spędzić czas beztrosko i tylko we dwoje.
Po wypiciu cieplej herbaty i zjedzeniu obiadu, który Zayn przygotował dla ich dwójki, nadszedł czas na ubranie choinki. Malik nie posiadał wielu ozdób, a choinka miała zaledwie metr wysokości, jednak Niall już się postarał by była wyjątkowa i koniec końców wisiały na niej nie tylko ohydne żółte kulki, tylko pierniki, cukierki, jabłka i orzechy. I nawet Mulat musiał przyznać, że nigdy nie wyglądała tak pięknie.
- Chciałbym ci coś dać – powiedział nagle Zayn, chowając za plecami niewielką torebkę. Nadszedł wieczór, a lampki na choince rozświetlały pomieszczenie.
- Ale święta są jutro? – zdziwił się, bo jego prezent dla chłopaka leżał pod choinką, gdzie czekał na jutrzejszy poranek razem z innymi paczkami.
- Taaak – potwierdził brunet, zaraz uśmiechając się szeroko – ale znając życie to od rana będziemy mieć gościa, bo Lou na pewno nie podaruje sobie, by nie wpaść, przy okazji zabierając ze sobą Harry`ego. Tak więc, korzystając z tego, że jesteśmy sami – brunet wyciągnął zza siebie prezent i wręczył go młodszemu, którego oczy zabłyszczały na ten gest. - Wszystkiego najlepszego Niall.
- Dziękuje – wyszeptał, zaraz zaglądając do środka.
Otwarł torebkę wyciągając z niej szklana kulę, w której tkwił kryształowy Anioł. Potrzasnął nią delikatnie, a drobinki złota wypełniły tkwiącą w niej wodę.
- Jest śliczna- wyszeptał, i natychmiast uścisnął bruneta w podziękowaniu za ten gest.
- To na nowy początek – wyjaśnił, odwzajemniając czuły gest. – Zamknij oczy.
Niall odsunął się od niego na długość wyciągniętych ramion i posłusznie zamknął powieki, marszcząc przy tym brwi.
Poczuł jak dłonie chłopaka oplatają go w pasie i prowadzą w kierunku pokoju. Usłyszał zgrzyt zamka i przyspieszone bicie własnego serca.
- Otwórz – nakazał Zayn, delikatnie zaciskając ręce na jego tali.
Horan podniósł powieki, natychmiast biorąc szybki wdech.
- To…
- Tak, to twój nowy pokój – przerwał mu starszy, zerkając na blondyna, którego tęczówki starały się zeskanować każdy szczegół pomieszczenia. To dlatego prosił Nialla, by spał u niego. Chciał zrobić coś, co będzie miał tylko dla siebie.
Horan ruszył do przodu, nie mogąc przestać się uśmiechać, choć do oczu cisnęły się łzy. Pokój był piękny. Podwójne łóżko stało w samym kacie, przykryte białą narzutą w drobne złote gwiazdki. Ściany koloru soczystej trawy, idealnie kontrastowały z niemal czarnymi panelami, na których leżał okrągły, beżowy dywanik. Na przeciwległej stronie od lóżka znajdowała zabudowana szafa, mogąca pomieścić tonę rzeczy, a zaraz obok widniał regał, na którym stało kilka książek. Zauważył też obraz, wiszący zaraz nad łóżkiem.
- Paryż – wyszeptał bezgłośnie, zaraz przypominając sobie słowa Zayna o mieście zakochanych. Zarumienił się i spojrzał w okno, przystrojone śnieżno-białą firanką, która zasłaniała je tylko do polowy, dając tym idealny dostęp do drewnianego parapetu.
Podszedł do niego i ustawił trzymaną w rekach kulę, centralnie po środku. Cofnął się o krok i po kilku chwilach zapłakał, chowając twarz w dłoniach.
- Nie podoba ci się? – zapytał brunet, zaraz znajdując się obok, by mógł wtulić w niego swoje ciało.
Niall pokręcił przecząco głową, zaciskając palce na koszuli mulata.
- Jest idealnie – wymamrotał, pociągając nosem i mocniej przylegając do jego piersi.
- Cieszę się. – Malik złożył drobny pocałunek na skroni mlodszego. – Witaj w domu Niall.
Blondyn uśmiechnął się przez łzy. Długo trzymał go w uścisku, nie pozwalając mu odsunąć się nawet na milimetr.
Może rzeczywiście, ktoś tam u góry nad nim czuwa, dając mu nowe życie. Nowy dom.
25 grudzień 2013
Zayn spojrzał w górę, na wisząca nad ich głowami jemiołę, obwiązaną czerwona wstążeczką. Przeniósł wzrok na Nialla, z którego oczu biło podekscytowanie.
- Pocałujesz mnie? - zapytał cichutko blondyn i mimo zawstydzenia nie odwrócił wzroku.
- Tylko jeśli tego chcesz – odpowiedział mu, lecz nie czekał na odpowiedz. Wszystko wyczytał w błękitnych tęczówkach. Nie było tam już strachu i niepewności, lecz prawdziwe ciepło, które potrafiłoby stopić bryłę lodu. Była tam miłość.
Więc nie czekał, tylko złapał jego twarz w dłonie i złączył ich usta. Słodkie, delikatnie i wyjątkowe. Jego język niepewnie rozdzielił wargi blondyna, dostając pozwolenie na wtargniecie do środka. Było to przypieczętowanie wszystkiego. Końca i początku.
- Wesołych Świąt – wyszeptał Niall, wtulając twarz w zagłębienie szyi chłopaka.
- Wesołych Świat - powiedział równie cicho, otulając ramionami, niczym niewidzialnymi skrzydłami, swój mały bożonarodzeniowy cud.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Święta same w sobie są magiczne. Wystarczy otworzyć oczy i nie być obojętnym na nikogo. Bo to właśnie ludzie tworzą tą magię i wytwarzają ciepło. A w ten szczególny czas, właśnie to ma znaczenie. Bliskość i obecność drugiego. I jeśli chcecie, nazwijcie to cudem.
Tego właśnie Wam życzę. Prawdziwego ciepła.
Chciałabym również podziękować. Za to, że jesteście. Kocham Was i mocno ściskam. xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz