środa, 15 stycznia 2014

714

W ostatnim rozdziale:

- Lou - jęknął młodszy chłopiec w jego usta. Mocno szarpnął się i cofnął pod nim. Był tak blisko – Louis - tak blisko, bliżej niż kiedykolwiek. Louis czuł teraz, to czego mu brakowało w windzie - miłość.

Doszedł, ciężko dysząc, jedną ręką przyciągając Harry’ego do piersi, a z drugą we włosach, z otwartymi ustami, ale z zamkniętymi oczami.

Drżenie. Ich piersi falowały. Louis poruszył głową, aby spojrzeć Harry’emu w oczy. Ścisnął swoje niebieskie oczy i przycisnął swoje usta, przesuwając je wzdłuż szczęki Harry’ego.

- Kocham cię – ucałował spoconą klatkę Harry’ego.

*~*~*~*

- Co…? - Głos Harry’ego był niemal pozbawiony emocji i nie był on pytający. Louis zsunął się z niego tak, aby mógł zobaczyć jego oczy. Louisowi nie podobało się to, co widział lub nie tak naprawdę nie mógł odczytać. Cała twarz Harry’ego była pozbawiony jakichkolwiek emocji, jego oczy nie iskrzyły się jak zawsze.

- K-kocham cię – powtórzył Louis, z braku czegoś lepszego do powiedzenia. Oczy Harry’ego stawały się coraz ciemniejsze, jeśli to było możliwe, a krótki i szorstki śmiech wydobył się z jego ust. Przesunął się, spychając Louisa tak, aby mógł usiąść, odwracając się do niego plecami, i przebiegł palcami po włosach, a nogi opuścił na podłogę.

- To świetnie, Louis – powiedział Harry głosem pełnym goryczy, który okropnie smakował na języku Louisa - Naprawdę miło.

- Co ty mówisz? - szepnął Louis, pocierając suchym językiem o zęby. Jego żołądek wywrócił koziołka, ponieważ nie takiej reakcji się spodziewał.

- Nie jestem gejem. – Twarz Harry’ego zmieniła się, a głos nasilił. - Nie interesują mnie mężczyźni. Sam nim jestem, Louis.

- W-wiem to - Louis jąkał się, nie wiedząc jak ma odpowiedzieć – Myślę… Myślę, że jesteś wyjątkiem od TEJ reguły.

- Jestem? - zapytał Harry, a kolejny gorzki śmiech wydobył się spomiędzy jego ust. Louis zdecydowanie, nie chciał słyszeć ponownie tego dźwięku. - Czy po prostu mówisz to każdemu facetowi, którego pieprzysz?

- Czy to chodzi o to - Louis mówił z niedowierzaniem – że to ja pieprzyłem ciebie?

- Nie, nie – odpowiedział mu beztrosko Harry, a Louis czuł się nie bardzo przekonany. - Po prostu uważam, że to dziwne, wiesz? Chwilę po tym, gdy wyciągnąłeś ze mnie swojego penisa, masz prawo do traktowania mnie jak chcesz, tak? Możesz powiedzieć, że mnie kochasz, bo, cholera, to ​​było dobre i, cholera, chcesz więcej mnie pieprzyć, ponieważ nie chce ci się używać słodkich słówek, żeby zrobić to ponownie, prawda? „Kocham cię” jest najszybszym sposobem osiągnięcia tego! Nawet jeśli tak nie myślałeś, to tak czy inaczej, jest to bilet w jedną stronę do tyłka Harry’ego.

- To CO?! - oniemiał Louis. – Dlaczego… Co sprawia, że ​​tak myślisz?

- Nie próbuj mi wmówić, że się mylę – przerwał mu Harry, sięgając po swoje spodnie i wślizgując je na uda. - Bo wiem, że mam rację. Nigdy nie można pokochać kogoś takiego jak ja. Cholera, powiedziałeś to sam. Louis, nigdy nie można mnie pokochać i koniec kropka.

Pozbierał swoje ubrania, a łzy kłuły go w oczy, starając się powstrzymać płacz. Wciąż stał plecami do łóżka, więc nie widział winnej twarzy Louisa. A to niemiłosiernie paliło. Paliło w jego żyłach, klatce piersiowej i brzuchu. Jego całe ciało było jak w samym sercu ognia, w tak sposób bolesny, że tylko mógł spowodować go zawód miłosny. Nie odezwał się ani słowem, kiedy powłóczył nogami w kierunku drzwi. Louis desperacko błagał w myślach, aby go zatrzymać, zawołać z powrotem do łóżka, owinąć go w swoimi ramionami i całować, odsuwając na bok jego obawy i głaszcząc go po włosach, póki nie zaśnie do kołysanki Louisa mówiącego „Kocham cię” miliony razy.

Ale nie zrobił tego - Harry myślał, że tego nie zrobi - a to bolało go bardziej niż cokolwiek innego. Bo milczenie było tylko potwierdzeniem jego wcześniej wyrażonej myśli. Jeśli Louis zawołałby go, zanim jego stopy dotknęły dywanu w korytarzu przed jego drzwiami, Harry, być może, byłby w stanie odwrócić się, wczołgać z powrotem pod kołdrę i pozwolić sobie wpaść w pułapkę kłamstw Louisa. Wtulić się w niego i pozwolić wszystkiemu dalej trwać, ponieważ może nie bolałoby go to tak bardzo.

* ~ * ~ * ~ *

- Okej, to powinniśmy coś sobie wyjaśnić. - Liam zaczął chodzić przed Harrym i Louisem, którzy siedzieli teraz na przeciwległych końcach kanapy. - Bo jestem trochę zmieszany, zarówno jak i reszta chłopaków.

- Jeśli jesteście razem, to w porządku, nie mamy nic przeciwko - dodał Zayn, pochylając się na krześle i opierając swoje łokcie na kolanach, aby trochę podbudować chłopaków. - Po prostu nie wiemy, co się dzieje… Myśleliśmy, że się nienawidziliście. To coś w rodzaju szoku, ale możemy do tego przywyknąć.

Niall nadal milczał, siedząc w fotelu i spoglądając na Harry’ego i Louisa, którzy unikali swojego spojrzenia. To dziwne, pomyślał, bo nigdy unikali się, nawet gdy się nienawidzili. Ale potem znowu coś go tknęło. Oni naprawdę siebie nienawidzą czy jak to w końcu jest?

- Jeśli chcecie być razem, musimy powiedzieć o tym managmentowi - powiedział Liam, kiwając do siebie głową i chodząc z kąta w kąt - I musimy wiedzieć, co planujecie. Znaczy jak chcecie o tym powiedzieć, kiedy, gdzie i tak dalej.

- Wiesz – odezwał się Harry przerywając milczenie. - Nie sądzę, abyśmy musieli martwic się o jakąkolwiek z tych rzeczy.

- Dlaczego nie? - zapytał Zayn, dziwnie na nich patrząc.- Chcemy wam pomóc, wesprzeć was, więc to chyba jasne, że będziemy musieli się martwić o takie rzeczy.

- Nie ma takiej potrzeby - powtórzył Harry. - To było nic. Chwila szaleństwa. To nic nie znaczy i nie będzie miała na nic wpływu, więc czy możemy wszyscy zapomnieć o tym co się stało i żyć dalej?

Wszyscy oniemieli, kiedy jak burza wypadł z pokoju, a Louis czuł jak coś w nim pęka. Na dźwięk trzaśnięcia drzwi wszystkie oczy zwróciły się do niego, a on nie mógł sobie z tym poradzić; nie mógł sobie poradzić uczuciem podzielenia na pół, ponieważ za każdym razem, gdy to działo się w trakcie ich związku, zawsze zostawał połączony w całość za sprawą Harry’ego, ale Harry go nie chciał, a to bolało.

Jego twarz spoczywała w dłoniach, a łzy spływały po jego policzkach, podciągnął kolana do piersi. Czuł się mały i połamany; próbował trzymać się, ale to nie działało i nie mógł zapomnieć o tym co się stało, gdy Harry był jednocześnie najlepszą i najgorszą rzeczą, jaka kiedykolwiek mu się przydarzyła.

I to nie było śmieszne, bo Harry praktycznie powiedział mu, że jest w nim zakochany podczas swojego małego przemówienia w sypialni, więc Louis nie rozumiał, dlaczego tak się stało. Jeśli kocha Harry’ego i Harry kocha jego, dlaczego nie może po prostu powiedzieć tego Harry’emu i nie mogą żyć długo i szczęśliwie.

Louis nie rozumiał niczego w tej chwili. Nie rozumiał, dlaczego Harry to robił, nie rozumiał, dlaczego dał się w to wpakować, nie rozumiał, dlaczego tak bardzo kocha Harry’ego, kiedy cały wszechświat próbował trzymać ich z daleka.

Nagle owinęły go ramiona, jedne jego ramiona, a drugie wokół bioder; natychmiast rozpoznał zapachy Liama i Zayna. To było w pewnym sensie kojące, ale najczęściej robił to tylko Harry, nie jego przyjaciele. A teraz pozwalał im trzymać się, kiedy głośno szlochał. Zayn przyciskał pocałunki do jego czoła, podczas gdy Liam malował pocieszające wzory na plecach.

- Louis - głos Nialla zabrzmiał na wysokości jego kolan, gdy Irlandczyk oparł na nich swoje łokcie i położył dłonie na udach Louisa, również oferując mu swoje wsparcie. - Chcesz nam powiedzieć, co się dzieje?

- J-ja… - Louis próbował wymusić z siebie słowa, ale dławił się nimi, zduszony szlochem. Niall westchnął smutno, pochylając się i całując kolana Louisa.

- To jest to, co miałem na myśli, kiedy powiedziałem wam, że macie uważać - szepnął, wbijając swój wzrok w spodnie Lou. - Wiedziałem, że prędzej czy później jeden z was będzie cierpiał z tego powodu.

- Ja nie chciałem - Louis wziął drżący oddech, zanim zaniósł się szlochem. - I nie miałem się w nim zakochać. – I wybuchł płaczem jeszcze raz.

- Czekaj - powiedział Zayn odsuwając się nieco, aby lepiej spojrzeć na twarz Louisa. - Jesteś w nim zakochany?

- T-tak - jęknął rozpaczliwie Louis - Tylko, że nie powinienem być, bo on mnie nie kocha.

- Lou - westchnął Liam, spoglądając na niego z ojcowskim spojrzeniem - Czy powiedziałeś mu, że go kochasz?

- Tak - zaszlochał Louis. - a on myślał, że powiedziałem tylko dlatego, żeby znowu go pieprzyć.

- Och, wow. - Liam wyglądał na zaskoczonego, unosząc brwi prawie pod samą grzywkę. – Uch… To, uch … To…wow. Okej. Um. Szczerze nie czuję się na tyle by udzielać ci rad na ten temat.

- Spójrz, Louis – zaczął delikatnie Zayn. - Nie możemy naprawić tego za ciebie. Musisz rozwiązać to sam z Harrym. Znając go, boli go to tak samo jak ciebie; po prostu trzeba z nim porozmawiać o tym, co?

- Myślę… - Louis uspokoił trochę swój szloch i zaczął czkać - Co jeśli on nie będzie chciał słuchać?

- Zmuś go - powiedział mu hardo Niall, jakby było to najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. Cała trójka z nich wstała, składając pocałunki na policzkach Louisa i mierzwiąc dłońmi jego włosy przed wyjściem z mieszkania. - Wrócimy jutro, stary. Spróbuj to naprawić, okej?

Louis kiwnął głową, patrząc, jak chłopacy opuszczają pokój, po czym zwinął się w kłębek na kanapie, starając nie rozpłakać się ponownie, kiedy łzy ścisnęły mu gardło. Potrzebował planu działania.

* ~ * ~ * ~ *

Louis spędził prawie cały dzień na kanapie oglądając powtórki gównianych seriali i jedząc masę lodów. Wstał raz czy dwa, aby przejść do łazienki lub wziąć inny smak lodów, ale poza tym nie ruszał się. Około siódmej trzydzieści wrzucił The Vow do odtwarzacza DVD, gotowy do płaczu nad cudzymi problemami przez krótki czas.

Po pół godzinie był w rozsypce, szlochając, a jego łyżka często lądowała w ustach z bryłkami lodów. Jego łzy leciały coraz bardziej, gdy łyżka natrafiła na dno kartonu, bo do cholery, dlaczego złe rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom.

- Czy naprawdę oglądasz teraz The Vow? – Głowa Louisa odwróciła się natychmiast, kiedy usłyszał szyderczy ton Harry’ego, zwracając się twarzą do swojego współlokatora. Wrzucił łyżkę do pustego kartonu lodów i kopnął go daleko, pośpiesznie ocierając łzy z twarzy i sięgając po pilota, aby wstrzymać film.

- A co ci do tego? - zapytał szorstko; chciał aby ta rozmowa zakończyła się jak najszybciej. Harry uniósł brew, a jego twarz była wyprana z wszelkich emocji za wyjątkiem rozbawienia.

- Jesteś większą cipą, niż myślałem - powiedział mu złośliwie Harry. Louisowi ze zdziwienia opadła szczęka i czuł się jakby dostał niezłego kopa w brzuch. Nie rozumiał co się dzieje, ale nie podobało mu się to.

- Pieprz się, Styles - splunął, a jego twarz się rozświetliła, gdy zerwał się na równe nogi. Sofa nadal ich oddzielała, ale w tym momencie to naprawdę nie miało znaczenia, kiedy gromili się swoimi spojrzeniami.
- Chciałbyś, prawda? - powiedział Harry z protekcjonalnym uśmieszkiem na ustach. -Kochasz to, kiedy cię pieprzę.

- Odpierdol się - odpowiedział mu Lou, a jego mózg starał wymyślić coś lepszego, gdy ciepło ogarniało jego policzki. Z zakłopotaniem doszedł tego, że tak właśnie zaczęło się za pierwszym razem.

- Nie sądzę, żebym tak zrobił – młodszy chłopak nie dawał za wygraną, zbliżając się do kanapy, aż w końcu pochylał się nad nim chytrze się, dopóki Louis nie wylądował na plecach. - Nie sądzę, żebyś również tego chciał.

- Nie wiesz czego chcę – warknął zezłoszczony Louis, ponieważ Harry nagle uważał, że ​​to dobrze jest pieprzyć się z jego emocjami tak po prostu, po tym wszystkim, co się stało. - Dlaczego nie możesz zostawić mnie w spokoju?

- Bo nie chcę – wyjaśnił mu chłopak, jakby było to oczywiste. - Chcę pieprzyć cię na tej kanapie.

- Ty- zadławił się Louis, - Ty.. Co?!

- Słyszałeś - powiedział Harry, odchylając się do tyłu i kiwając palcem w stronę Louisa. -Chodź tu.

- Ja… Co.. Nie. - wymamrotał Lou, poruszając się po kanapie w kierunku schodów, zatrzymując swoje oczy na twarzy Harry’ego, którego całe ciało zatrzymało się przed Louisem. – Nie będę uprawiał z tobą seksu, Harry. Nie po dzisiaj.

- Naprawdę? – zapytał go Styles, a jego głos ściszył się niemal do szmeru, kiedy zbliżył się do Louisa. - Nie będziesz?

- Nie – odmówił stanowczo Louis, choć nie poruszał się. - Nie chcę.

- To zabawne – kontynuował Harry pochylając się tak, że muskał swoimi ustami ucho Louisa z każdym starannie wymówionym słowem. - Ponieważ twój penis mówi mi inaczej…

- Ty nie… – zaczął Louis, ale jego umysł stał się zupełnie pusty, kiedy Harry potarł go przez spodnie, a zamiast tego jęk rozerwał jego gardło.

- Co to było? - zapytał zadowolony z siebie Styles, powoli kontynuując swoją czynność. – Chcesz… Chcesz, żebym cię pieprzył?

- K-kurwa. - Louis niemal płakał, gdy Harry delikatnie go ścisnął i zamknął oczy, kiedy zaczął to powtarzać. Stracił wolę do walki, kurwa.

- Tak myślałem – uśmiech Harry’ego połaskotał ucho Louisa. Jego usta przesunęły się wzdłuż jego policzka i szczęki, zdążające leniwie do ust. Harry, wciąż pieszcząc Louisa przez spodnie, wolną ręką popchnął go, łapiąc za koszulę i w końcu całując mocno. Louis westchnął, zaciskając dłonie w lokach Harry’ego mocno, z własnej woli.

Harry zachichotał, wsuwając język do jego ust i przypierając go mocniej do ściany. Louis jęknął, wypychając swoje biodra w stronę Harry’ego i otworzył szerzej usta, zasysając jego język. Szarpnął mocno za włosy Harry’ego, przyciągając go niewiarygodnie blisko, kiedy jego ręce wsuwały się pod koszulkę Louisa. Odsunęli się na krótko, by Harry mógł ściągnąć z niego materiał, po czym zderzyli się w namiętnym pocałunku.

Było gorąco i Louis się pocił, ale nie obchodziło go to, ponieważ wszystko, czego chciał to rozebrać go z tych ubrań. Rozdzielili się ponownie, Louis szarpnął nad głową koszulę Harry’ego, rzucając ją w pośpiechu przez pokój, a jego głowa przeniosła się na jego szyję. Podgryzał jego skórę, schodząc w dół i wydobywając kolejny jęk z ust Louisa, po czym złagodził czerwony znak swoim językiem. Szczypał, ssał, podgryzał obojczyk Tomlinsona, a ten wynagradzał mu to odgłosami wydobywającymi się z jego gardła.

- Zmieniłem zdanie - szepnął Harry. - Kanapa jest za daleko. Będę pieprzył cię tutaj.

- Tak, w porządku, brzmi dobrze - wymamrotał Louis, wbijając się w biodra Harry’ego. Harry pociągnął w dół spodnie Louisa, wraz z bokserkami i obrócił go tak, że był dociśnięty do ściany. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej tubkę lubrykantu, rozprowadzając go po palcach i wciskając je w chłopaka.

Louis jęczał, wypychając swoje biodra do dwóch palców, które Harry w nim trzymał, i dysząc zdesperowany. Harry nadal przygotowywał go, dodając trzeci palec i rozpinając swoje spodnie drugą ręką.

Louis zaskomlał głośno, gdy Harry wyciągnął palce, kręcąc biodrami w poszukiwaniu zaginionej przyjemności. Kiedy Harry zaczął wsuwać się w niego, oczy Louisa zaszły mgłą i szarpnął się do tyłu, biorąc Harry’ego z rozpaczliwym szlochem. Jęk młodszego został stłumiony w szyję Louisa, gdy Harry wszedł w niego ponownie.

To było szybkie i niechlujne; Louis doszedł jako pierwszy, na ścianę przed sobą, ale kompletnie go to nie obchodziło, ponieważ Harry dochodził w nim i nigdy nie chciał się rozstawać z tym uczuciem.. Zamknął oczy, starając się po prostu korzystać z tych ostatnich kilku chwil, bo wie, że nie będzie to dłużej trwało.

I nie trwało; Harry wysunął się powoli, przesuwając ręce do łokci Louisa i łapiąc oddech. Między nimi było cicho, ale nagle zostało to przerwane przez gorzki głos Harry’ego.

- Czy to pali, Louis? – sapnął ochrypłym głosem do nasączonych potem włosów Louisa, zaciskając mocniej ręce wokół jego łokci.

- Co? - Louis oddychał mętnie, a Harry zaśmiał się ponuro.

- Kiedy jesteś zakochany, to pali – powiedział Harry nadal cicho, z usta przyciśniętymi do ucha Lou. - To ogień w brzuchu i w twoich żyłach; możesz poczuć jakby płomienie lizały wnętrza twojego ciała, paląc cię od wewnątrz. Miłość może być jasna i piękna. Pożar i miłość to niebezpieczne rzeczy, więc, Louis, trzeba być z nimi ostrożnym… Nie służą do zabawy. Mogą zapewnić bezpieczeństwo i ciepło, dają energię i światło, jeżeli będziesz traktować je z ostrożnością. Chwilę później to cię pochłania. Będzie zawinie się wokół twojego serca i będzie je palić dopóki nie będziesz jednością z drugim ciałem. Palenie nie może być cofnięte, Louis. Palenie tego rodzaju nie goi się, nie zawsze. I to spala mnie. Więc powiedz mi, Louis. Powiedz mi, jak to cię pali.

Louis stał tam, oszołomiony, nagi, spocony, kiedy Harry odsunął się od niego, zatrzaskując drzwi sypialni, a dźwięk odbił się echem przez mieszkanie, w którym teraz panował zupełna cisza. Jego plecy są chłodne, teraz, bez Harry’ego, a on to czuł. Czuł jak się pali.


10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz