piątek, 17 stycznia 2014

749

Zasypiając, wciąż czułem na swoim ciele jego dotyk, mimo, że przez czysty przypadek musnął mojej dłoni. Do nozdrzy docierał kuszący zapach jego perfum. Moje oczy wciąż widziały jego twarz, tęczówki, usta, nos, policzki, a mózg wciąż odtwarzał moment gdy uśmiechał się do szeroko, a jego brązowe oczy iskrzyły się w blasku słońca.

Budząc się miałem wrażenie, że podnosisz mnie i kręcimy się dookoła własnej osi, nie zważając na opinię innych ludzi. W powietrzu zawsze unosił się twój zapach, wyostrzony z rana, jakbyś już był sprawdzić czy już wstałem. Zawsze przychodziłeś sprawdzić czy jestem już gotowy… Jednak nie tym razem.

Zasypiając dziś, wspominałem wszystkie chwile przeżyte razem. Rozmowy czy sms’y, te dobre i złe. Przytulałem swojego misia, którego znalazłem pod łóżkiem, pozwalając by jego krótkie łapki objęły moją szyję i wmawiałem sobie, że to Ty. Bo miś tak strasznie pachniał Tobą. Czułem pustkę, czekając na jakikolwiek znak życia, znak że o mnie nie zapomniałeś Liam’ie, że przyjdziesz, a nie tak jak ostatnio. Czekałem na znak, że wiesz o mojej tęsknocie i bólu który każdego ostatniego dnia noszę w swoim małym sercu.

Samotna łza spłynęła po moim policzku, sięgnąłem po brązową łapkę i starłem ją, wyobrażając sobie, że to twoja dłoń. Schowałem twarz w poduszce zaciskając powieki, co ja sobie myślałem? Że pojawisz się w drzwiach i powiesz mi, że mnie kochasz?

Obudziłem się w ciepłej kołdrze, z owym misiem na podłodze, katarem w nosie i mokrymi policzkami, a łzy zaczynały zakreślać od początku swoją drogę. Tak bardzo pragnąłem kogoś, kogo nie mogłem mieć. Chciałem, żeby było obok mnie, tak blisko bym mógł wtulić się w twoje ciepłe ciało.

Pociągnąłem nosem i wstałem z łóżka, założyłem kapcie i ruszyłem do kuchni. Oparłem się o blat stołu wyjmując szklankę i nalałem sobie pomarańczowego soku, po czym wypiłem jednym haustem. Nie chciałem jeść, nie byłem głodny, nie miałem nawet ochoty.

Gdy wracałem do pokoju zadzwonił telefon, spojrzałem na niego przelotnie. Westchnąłem, pewnie się o mnie martwią nie odezwałem się od dnia gdy Li, ogłosił, że… że się zaręczył.

Oczy zaczęły mnie piec, nie chciałem płakać, chciałem być silny, ale nie potrafiłem. Gdyby był tu Liam. Cholera.

Wziąłem urządzenie do ręki, odchrząknąłem zanim wcisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem do ucha.

- Słucham? – rozszerzyłem oczy, brzmiałem gorzej niż sobie wyobrażałem. Ochrypnięty, zmęczony i pełen bólu, który próbowałem ukryć. Dobrze, że mamy teraz kilka tygodni wolnego.

- Niall, to ty ? - to był Harry, w tonie głosu można było wyczuć, że się martwi jak i również, to że jest zdenerwowany. – Co się z Tobą dzieję? – zapytał spokojnie, chodź zapewne chętnie by mnie zabił. Zachowuje się strasznie.

- Nic. – mruknąłem do słuchawki próbując przybrać normalny ton.

- Jak to nic?! Nie odzywasz się, nie odbierasz telefonów! Nawet nie otwierasz drzwi! – krzyknął, a zaraz potem zamilkł na chwilę – Niall my się martwimy. – dodał spokojniej.

- Nie macie o co. Mam się dobrze. – kichnąłem.

- Jesteś przeziębiony? - ruszyłem do pokoju.

- Mhm, źle się czuje, zadzwonię później, okej? – zapytałem z nadzieją.

- Tylko na pewno. I nie zapomnij, że musimy dziś pomóc Liam’owi, jeszcze tyle czasu, a on jest taki podekscytowany. – mogłem sobie wyobrazić jak Styles, kręci z niedowierzania głową i uśmiecha się, uwydatniając urocze dołeczki. Przymknąłem oczy, Liam to mój przyjaciel, ale ja nie mogę na to patrzeć.

- Tak, pamiętam. Postaram się ogarnąć. Cześć Harry, pozdrów wszystkich. – nadusiłem czerwoną słuchawkę i rzuciłem się na łóżko.

Liam dlaczego? Dlaczego ty jesteś taki szczęśliwy z Danielle? Pociągnąłem nosem, wykopałem z łóżka pierzynę, po to by za chwilę wciągnąć ją na siebie. Była cała morka, od moich łez, od tęsknoty. Moje rozdarte serce wołało o pomoc, jednak nie pozwalałem, by ktokolwiek mi pomógł. Oprócz Liam’a, którego tu nie ma… I nie będzie. Rozpłakałem się jak małe dziecko.

Minęło już tyle dni odkąd Liam, opuścił nasze wspólne mieszkanie, w końcu ma narzeczoną, nie może mieszkać z najlepszym przyjacielem.

Łzy jeszcze długo wypływały z moich oczu.

Chce być z Liam’em, albo sam. A najlepiej jakby mnie w ogólne nie było. Nie obchodzi mnie to co wszyscy , sobie teraz pomyślą. Wstałem i ruszyłem do łazienki. Mam jeszcze dłużej cierpieć? Kto da mi taką miłość jaką darzył mnie Payne, nie zdając sobie z tego sprawy. Nikt!

Wyciągnąłem wszystkie tabletki jakie znalazłem, zacząłem je wysypywać z opakowań. Nie chcę przypatrywać się jak mój Liam się żeni. Boże mój Liam, spojrzałem w lustro. LIAM ! Chciałem krzyczeć, jednak głos uwiązł mi w gardle, więc odwróciłem się tylko energicznie rzucając w jego stronę … Wpadłem na drzwi i wtedy zdałem sobie sprawę, że był tylko wytwór mojej wyobraźni. Wybuchnąłem kolejnym płaczem. Dlaczego to mnie boli, że aż wyobrażam sobie, jak do mnie wraca. On kocha Danielle, muszę się z tym pogodzić. Osunąłem się po drzwiach, na dłoni miałem wymieszane tabletki, wstałem szybko ruszając do umywalki. Bez Liam’a nie ma mnie, miał kawałek mojej duszy który był mi tak strasznie potrzebny do życia. Spojrzałem jeszcze raz w stronę lustra, nalałem wody do kubka od mycia zębów. Pomyślałem, jeszcze o liście który mógłbym zostawić, ale nie, udławiłbym się zapewne własnymi łzami, na dodatek zwalając całą winę, na Liam’a, na chłopaka którego tak strasznie kocham. Okej ostatnie spojrzenie Niall … Uniosłem głowę i po raz trzeci spojrzałem w lustro, przyjrzałem się sobie, zapuchnięte, czerwone oczy, wory pod nimi, wykrzywione usta w grymasie, włosy przetłuszczone, w totalnym nie ładzie. To po prostu nie byłem ja. Wyglądałem jak stado nieszczęść więc, kto mógłby mnie jeszcze pokochać. Spuściłem głowę, jestem taki okropny.

- Kocham Cię Liam, zawsze Cię kochałem – przymknąłem oczy i włożyłem tabletki do buzi, uniosłem kubek by popić i już na zawsze zapomnieć o bólu, który tak strasznie rozrywa moje serce.

- Niall ! – usłyszałem za sobą głos, i ktoś klepnął mnie w plecy wszystkie tabletki wraz z łykiem wody, który zdążyłem upić wpadły do umywalki. Spojrzałem przestraszony za siebie. Brązowe tęczówki wpatrywały się we mnie przerażone po czym zaszkliły się, włosy miał morkę, tak samo jak całe ubranie. Mój oddech przyśpieszył, śledząc każdy jego ruch. Bałem się, że znów jest złudzeniem, i dzieje się ze mną coraz gorzej. W końcu nawet go słyszę.

Powoli zrobił krok w moją stronę, wyciągnął swoje silne ramiona, by za chwilę objąć mnie nimi z całej siły.

Wybuchnąłem płaczem.

Liam, stał w mojej łazience, gładził mnie po plecach i nawijał moje kosmyki włosów na swój palce. A ja płakałem wciąż jak małe dziecko, nie wiedząc co powinienem zrobić, czy powiedzieć. Wtuliłem się w niego jeszcze bardziej, łapiąc go za koszulkę i łapczywie wdychając świeże powietrze. Uniosłem głowę wyżej odsuwając się na chwilę, obserwowałem łzy płynące po jego policzkach, podniosłem rękę chcąc je zetrzeć, Liam jednak złapał ją splatając nasze palce razem, zbliżył je do swoich ust, zostawiając na nich ciepły pocałunek. Spojrzałem w jego czekoladowe tęczówki, w których wciąż błyszczały łzy

- Liam … - wychrypiałem, pociągając nosem.

- Nic nie mów, dobrze ? Nic. – odpowiedział, przysuwając mnie znów bliżej siebie uprzednio składając czuły pocałunek na moim czole. Przymknąłem oczy, pozwalając by kolejne łzy swobodnie spłynęły po moich policzkach.

Nie możesz tak robić. Nie możesz siedzieć tu ze mną, gdy w domu czeka twoja narzeczona, nie możesz robić mi nadziei, że kochasz mnie tak mocno jak ja kocham Ciebie. Nie możesz Liam.

- Idź sobie. – mruknąłem, próbując nie udławić się łzami – Idź Liam ! – wrzasnąłem zdesperowany, odpychając go od siebie. – Idź, proszę Cię – dodałem znów ciszej, odwracając się do niego tyłem.

Jednak nie odszedł, został ze mną tej nocy, nie pozwolił bym został znów sam. Zaprowadził mnie do łóżka i położył się obok.

- Niall, tak okropnie się czuję, że nie potrafiłem wcześniej…

- Spokojnie, nic się nie stało rozumiem masz narzeczoną musisz w końcu z nią przebywać częściej. - odwróciłem twarz w jego stronę, uśmiechając się blado. Li, uniósł rękę i odgarnął kosmyki włosów które wpadały mi do oczu. Tak strasznie go uwielbiałem. Położył zimną dłoń na moim policzku, po czym musnął delikatnie swoimi ciepłymi wargami moje usta, odsunął się. Spojrzałem na niego wyraźnie zaskoczony.

- Wiesz, że nie o tym mówię. Mówię o tym, że Cię kocham Niall. Tak szalenie Cię kocham. – powiedział i znów mnie pocałował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz