czwartek, 16 stycznia 2014

729

- Louis, chyba musisz to zobaczyć… - zawołał Harry zbyt głośno jak na dziewiątą rano i zbyt głośno, zważając na fakt, że szatyn miał kaca. Louis leżał na kanapie, drzemiąc, ale jego ból głowy nie pozwolił mu w pełni zasnąć. Lecz głos loczka brzmiał poważnie, musiało to być coś ważnego. Louis zszedł z kanapy i poszedł w stronę, gdzie usłyszał głos Harry’ego, do drzwi wejściowych ich mieszkania.

- Co to jest? – zapytał Louis, poprawiając koszulkę i włosy, kiedy przybliżał się do miejsca, gdzie stał jego przyjaciel. Jego głowa pulsowała, a światło raniło jego oczy, zdecydowanie wypił za dużo ostatniej nocy.

- Więc, to dla ciebie – odpowiedział loczek, wcale nie pomagając. W rękach trzymał brązową, papierową torbę, wyciągając ją bliżej Louisa.

- A jak to się tu znalazło? – zapytał zaciekawiony szatyn.

- Um… Zayn podrzucił to, dla ciebie. – Harry wyciągnął rękę trochę dalej, czekając aż Louis weźmie torbę.

- Och… - Louis zamyślił się na moment, po czym wziął podarunek. Spojrzał do środka i nie mógł być bardziej wdzięczny, choć nadal był zły na Zayna.

- Co jest w środku? Nie chciałem zaglądać… Ale patrząc na twoją minę, to coś dobrego? – Harry uniósł brew.

- Śniadanie paracetamol, woda – odpowiedział prostu Louis. Zayn ugotował mu jajka z bekonem, dał tabletki przeciwbólowe i wodę, wiedząc, że będzie go dręczył kac po ostatniej nocy.

- To miło z jego strony.. – Harry nie miał pojęcia, co dzieje się teraz pomiędzy tą dwójką.

- Nadal go nie lubię i nadal jest chujem – dodał Louis, kiedy zaczął jeść. Jeżeli Zayn chce go odzyskać, musi zrobić o wiele więcej niż to.

-

- Niall mówił, że Louisowi smakowało śniadanie – powiedział Liam, kiedy wszedł do pokoju Zayna, odsuwając telefon od ucha.

- Tak? – Zayn nagle stał się zainteresowany, odwracając się od komputera z nadzieją w głosie.

- Tak, ale to nadal nie wystarczy stary. Cytat Nialla ‘byłeś prawdziwym chujem, śniadanie niczego nie naprawi’. – Liam uśmiechnął się współczująco, po czym przyłożył telefon z powrotem do ucha i wyszedł z pokoju. Zayn odwrócił się do komputera. Oczywiście, że śniadanie to za mało. Nie było mowy, że Louis nie chce mulata. Tak bardzo mu się podobał i oczywiście seks z nim też… nie opierał się i pozwalał Zaynowi przejąć kontrolę… Szatyn grał tylko trudnego do zdobycia. Mulat wiedział, że może zrobić coś lepszego, ale najpierw potrzebował porozmawiać z Liamem.

-

- Liam. – Zayn podszedł do swojego współlokatora, który wreszcie przestał rozmawiać z Niallem. Wisiał na telefonie prawie godzinę, a mulat stawał się już niecierpliwy.

- Tak? – Liam uśmiechnął się, kiedy opowiedział. Zdecydowanie był w dobrym humorze.

- Jak tam Niall? – zapytał zwyczajnie Zayn.

- Dobrze… dlaczego pytasz? – Liam uniósł brew. Mulat nigdy nie pytał go o Nialla, ani o nikogo innego z wyjątkiem Louisa.

- Wiesz, dlaczego. Chyba nie myślisz, że zapomniałem o tym, co mi kiedyś powiedziałeś.

- Och – odpowiedział Liam, a jego ramiona delikatnie opadły. Naprawdę miał nadzieję, że Zayn zapomniał o tym.

- Lubisz go? – zapytał mulat, a Liam skinął w odpowiedzi. – Co miałeś na myśli, mówiąc kiedy zorientujesz się, że kogoś kochasz, może być już za późno i z cała resztą? – zapytał zaciekawiony.

- Chodziło o to, że miałem szanse u Nialla. Lubił mnie przez długi okres czasu, ale w końcu chyba wyrósł z tego iż zaakceptował to, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Ale przez ten czas, ja zorientowałem się, że go kocham, lecz było już za późno.

- Nie jest za późno, Li… Nikt nie ‘wyrasta’ z tego tak po prostu…

- Po prostu, zapomnij o tym, naprawdę. Pomyśl, jak odzyskać Louisa, nie skupiaj się na moich problemach.

- Ale…

- Zayn, wystarczy – powiedział ostro Liam, nie chcąc już więcej rozmawiać o nim i Niallu.

- Dobra. Myślę, że mam pomysł, jak odzyskać Louisa… – Mulat zmienił temat.

- Dobra, mów.. To jest właściwie ekscytujące. – Liam uśmiechnął się słabo. Oczywiste było to, że nadal myśli o tym, co wydarzyło się pomiędzy nim i blondynem.

- Myślisz, że mógłbyś zaprosić ich na obiad znowu? Lou, Niall i Harry? – zapytał Zayn z tajemniczym tonem w głowie i uśmieszkiem na twarzy.

- Tak, jasne, że mogę. Co planujesz, Malik? – Liam odwzajemnił uśmiech. Wiedział, że mulat ma w głowie jakiś plan.

-

- Nie chcę siedzieć obok Zayna. – Louis skrzyżował dziecinnie ręce na klatce piersiowej, kiedy jechali samochodem na obiad.

- Och odpuść sobie, wiemy że chcesz – wymamrotał Niall.

- Nie, właściwie nie chcę. Jakbyś nie pamiętał, już go nie lubię. – Louis spojrzał do tyłu na przyjaciela.

- Przestań się zgrywać, Lou! Wiemy, że nadal go lubisz. Teraz masz okazję, bo on również lubi ciebie! – wtrącił się Harry, bawiąc się odtwarzaczem na płyty.

- Może go lubię, może nie… Ale on nie może mnie mieć. W każdym razie jeszcze nie. Musi udowodnić, że ponownie mnie nie zrani. – Louis pacną rękę Harry’ego, który ciągle zmieniał grające piosenki.

- Myślę, że już tego nie zrobi. Liam powiedział, że on naprawdę jest zdolny zrobić wszystko, aby cię odzyskać… – dodał Niall.

- To dobrze, ale chcę zobaczyć to na własne oczy. – Louis zaparkował samochód przed wejściem do restauracji, w której mieli zjeść obiad. Zaczął się denerwować. Denerwować, ponieważ będzie tam Zayn próbujący wreszcie go odzyskać. Louis martwił się, że nie będzie zdolny oprzeć się urokowi ciemnowłosego chłopaka, że odpuści i wpadnie w jego ramiona. Ale nie chciał jeszcze tego robić. Musiał sprawić, że Zayn zapłaci za to, co zrobił. Chciał się odegrać i zgrywać trudnego do zdobycia. Trójka chłopaków weszła do restauracji i zauważyli Zayna i Liama czekającego na nich w holu.

- Hej, pomyśleliśmy, że poczekamy na was zanim usiądziemy – powiedział spokojnie Liam, ale widać było, że coś ukrywa, a Louis nie mógł powiedzieć, co to było.

- Dobrze, w takim razie, chodźmy szybko do stolika, umieram z głodu. – Niall poruszył się do przodu, poklepując swój żołądek, a Louis i Harry poszli za nim.

- Louis… – Zayn chwycił skrawek koszulki chłopaka, aby go zatrzymać?

- Mhmm? – wymamrotał Louis, próbując utrzymać opanowanie i spokojny ton głosu, kiedy odwracał się do mulata. Jego wnętrzności zwijały się, a myśli zbyt szybko przebiegały przez jego umysł. Ciemnobrązowe oczy chłopaka błyszczały czymś, co wydawało się być pełnym uwielbieniem. To doprowadziło Louisa do szaleństwa, może Zayn naprawdę jest poważny z tym wszystkim. Szatyn był zszokowany, tym jak wspaniały jest mulat. Nie chciał więcej się opierać, miał ochotę wciągnąć go do samochodu, chciał być przez niego kochany. Zayn to wszystko mu oferował… wszystko było wyłożone jak na stole. Louis wiedział, że mulat chce go, ale próbował użyć swoich wszystkich mocy, aby się temu oprzeć.

- Zastanawiałem się, czy nie chciałbyś usiąść ze mną… to znaczy, stolik dla dwóch? – zapytał Zayn. Wyglądał na zdenerwowane i to sprawiło, że Louis uśmiechnął się. Jeżeli mulat był zdenerwowany, to na pewno bierze to na poważnie.

- Zapraszasz mnie na randkę, Zayn? – Louis próbował zrobić wszystko, aby powstrzymać uśmiech na swojej twarz.

- Tak, chyba tak…

- Dobrze, najwyższy czas. Tylko wiesz, że pierwsza randka powinna się odbyć zanim para się prześpi?

- Jestem tego świadomy, ale kto robi tak w tych czasach?

- Normalni ludzie – odpowiedział dosadnie Louis na retoryczne pytanie chłopaka.

- A ty i ja nie jesteśmy normalni, prawda?

- Prawdopodobnie nie. – Szatyn nadal próbował nie uśmiechać się, kiedy mówił. Nie chciał pokazać, jak bardzo cieszy się na to co robi Zayn.

- Więc co ty na to? Stolik dla dwóch? – zapytał ponownie Mulat z nadzieję w głosie.

- Jeżeli ty płacisz.

- To będzie dla mnie przyjemność – odpowiedział Zayn, wyciągając rękę, aby objąć Louisa, lecz ten, walcząc z pragnieniem, minął mulata idąc z głową wysoko uniesioną. Tak bardzo chciał złączyć jego dłoń z Zaynem, być szczęśliwym, zjeść obiad i spędzić miło czas, ale także pragnął tego, żeby mulat zapłacił za to co zrobił. Louis nie chciał być łatwy, musiał się upewnić, że chłopak więcej go nie wykorzysta.

- Jeżeli będzie fajnie, może będziesz miał szansę na drugą randkę. – Louis usiadł naprzeciwko Zayna przy małym stoliku, podczas kiedy ich przyjaciele byli po drugiej stronie restauracji.

- Więc mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawił, bo naprawdę chcę tej randki – przyznał Zayn. Po prostu zamierzał być z nim szczery i miał nadzieję, że to wypali.

-

Choć Louis naprawdę nie chciał się przyznać, zwłaszcza przed Zaynem, spędził z nim cudowną noc. Mulat był idealny, zabawny, czarujący, przystojny. Był wszystkim, czego Louis kiedykolwiek pragnął. Wiedział, że mógłby mieć go w każdej sekundzie, ale nie chciał tak szybko się poddawać. Nadal musiał czekać.

- Więc, podobało ci się? – zapytał Zayn, wkładając pieniądze do małej kieszonki, która leżała na środku stołu.

- Chyba było dobrze – drażnił się Louis, próbując utrzymać poważną minę.

- Wystarczająco dobrze na drugą randkę? – zapytał mulat, wstając z krzesła i wyciągając dłoń do szatyna. Cała reszta poszła już dawno do domu i zabrali samochód Louisa, więc był skazany na to, że Zayn musi go odwieźć.

- Jeżeli będziesz miał szczęście. – Louis chwycił dłoń Zayna, wstając z krzesła. Mulat był takim dobrym facetem. Było niemożliwością, żeby Louis mógł dłużej się gniewać… lecz nagle dostał olśnienia. Miał problemy z opieraniem się Zaynowi, dlatego nie będzie już tego robił. Zamierza przejąć pałeczkę i odpłacić się za wszystko.

-

- Zadzwonię do ciebie? – Zayn odwrócił się w stronę Louisa. Całą drogę z restauracji przejechali w ciszy, a napięcie w powietrzu można było ciąć nożem.

- Niepotrzebnie – wymamrotał Louis, pochylając się i łącząc ich usta. Chciał tego całą noc. Zayn był w szoku. Szatyn był tak skupiony na byciu skomplikowanym, więc dlaczego nagle zmienił zdanie? Ale z drugiej strony, rozpłynął się pod wpływem pocałunku. Jego ręce zaczęły przemykać się w stronę szyi chłopaka. Czuł palce Louisa na policzku, które przyciągały go do pocałunku i jak drugą ręką delikatnie pociąga jego włosy. Louis odsunął się, po czym odpiął pasy i niezdarnie przeszedł na siedzenie kierowcy, usadawiając się na kolanach Zayna twarzą w twarz. Ułożył ręce na jego klatce piersiowej, po czym pochylił się i ponownie złączył ich usta. Tym razem jednak nie tracił czasu, przesuwając językiem po górnej wardze Zayna, a następnie zaczął schodzić w dół żuchwy.

- Jesteśmy tu trochę… ograniczeni – wymamrotał Zayn, kiedy Louis całował go.

- W takim razie, wejdźmy do środka – zaproponował zwyczajnie szatyn, zaskakując chłopaka.

- C-co? – jąkał się mulat. Louis otworzył drzwi i pociągnął chłopaka za rękę do jego mieszkania, gdzie Niall i Harry prawdopodobnie już spali. Zayn został pchnięty prosto na łóżko. Zajęło mu trochę, kiedy jego umysł zarejestrował co się dzieje, a Louis już był na nim, całując go wzdłuż szyi. Mulat poczuł zimne powietrze, które uderzyło w jego brzuch, kiedy szatyn zaczął ściągać jego koszulkę. Louis po chwili zrobił to samo ze swoją, a Zayn chwycił go za ramiona i przygwoździł jego ciało swoim, a ich nagie klatki stykały się ze sobą. Zaczął całować i ssać skórę na klatce piersiowej Louisa i wyciągnął rękę, aby otworzyć szafkę i wziąć z niej prezerwatywy i lubrykant. Wiedział do czego to prowadzi. Zayn rzucił je obok nich i zaczął dłonią instynktownie poruszać się do paska spodni Louisa.

- O nie, nie, nie – zachichotał szatyn, układając rękę na klatce piersiowej mulata.

- Co? – zapytał kompletnie zdezorientowany Zayn.

- Moja kolej - powiedział prosto Louis, po czym przeturlał się tak, że teraz on był na górze. Odpiął guzik spodni Zayna, po czym szybko opuścił je, aż do kostek, a mulat ściągnął je całkowicie. Wtedy Louis zdjął swoje spodnie razem z bokserkami, a w tym samym czasie Zayn zrobił to samo ze swoimi majtkami. Szatyn sięgnął po lubrykant, po czym wycisnął trochę substancji na palce.

- Czekaj, co? – zapytał Zayn, brzmiąc na trochę zmartwionego.

- Będę delikatny – wyszeptał Louis pochylając się do ucha chłopaka. Później rozłożył nogi Zayna i ostrożnie pchnął śliskim palcem w niego. Mulat syknął, czując jak coś obcego jest w jego ciele. To uczucie było dla niego całkowicie nowe, ponieważ nigdy tego nie robił… Louis był pierwszym facetem, z którym spał, ale to on chciał górować. Jak źle jeszcze może być…? Cholera. Louis ostrożnie wepchnął drugi palec w Zayna, który wił się pod nim, kiedy zaczął go rozciągać. Ból zniknął, kiedy Louis uderzył w pewien punkt, a on wydusił z siebie jęk.

- Więcej – westchnął Zayn, wyginając się delikatnie w łuk na łóżku.

- Cokolwiek powiesz – wydukał Louis, wpychając kolejny palec w mulata. Pozwolił mu przyzwyczaić się do tego, po czym wyciągnął wszystkie palce, chwycił kondoma, zakładając go na siebie i pokrył całą długość lubrykantem.

- Będę to robił powoli – zagruchał Louis, kiedy zaczął delikatnie wchodzić w Zayna. Twarz mulata wykrzywiła się w bólu. Kiedy szatyn był już cały w nim, dał mu czas, aby przyzwyczaił się do nowego uczucia.

- Jestem gotowy – wymamrotał ostrym głosem Zayn. Louis zaczął powolnymi ruchami, a kiedy zauważył, że z twarzy mulata zniknął ból, a pojawiła się przyjemność, przyspieszył. Słyszał jak oddycha coraz mocniej, aż w końcu dyszał.

- Właśnie tam! – wydyszał Zayn, kiedy Louis uderzał w jego prostatę, powodują że młodszy chłopak wił się pod nim, a paznokcie wbijały się w plecy szatyna. – Jesteś… taki…idealny – wymamrotał, kiedy chłopak przyspieszył ruch bioder. Louisowi to pochlebiało, ale pohamował się z chęcią odpowiedzi, ponieważ to skończyłoby się zapewne złamanym sercem. Louis poczuł, że jest już blisko. Zayn był tak ciasny i nawet był zaskoczony, że wytrwał tak długo. Szatyn poruszył ręką, aby pogładzić penisa mulata i to doprowadziło chłopaka do krawędzi.

- Lou-Louis! – krzyknął Zayn. Wiedział, że Niall i Harry na pewno go usłyszą, ale nie potrafił się tym przejmować. Louis poczuł, że mulat zaciska się wokół niego jeszcze bardziej, powodując, że doszedł w tym samym momencie co Zayn. Po chwili, szatyn powoli wyszedł z chłopaka, upadając na jego opaloną skórę i całując go.

- To było niesamowite – westchnął Zayn, otaczając Louisa ramionami, ale ten szybko uwolnił się z jego uścisku, kładąc się obok mulata.

- Ubieraj się – zażądał Louis, gapiąc się w sufit.

- Co? – zapytał zdezorientowany Zayn.

- Ubierz się i wyjdź. – Szatyn nadal nie nawiązał kontaktu wzrokowego z chłopakiem. To wszystko sprawiło, że czuł się naprawdę winny, ale chciał to zrobić. Chciał sprawić, że Zayn będzie wiedział, jak on się czuł.

- Louis… – Zayn usiadł, a szatyn czuł, jak jego oczy wypalają dziurę w jego ciele.

- Po prostu weź swoje rzeczy i się do cholery wynoś, Zayn!

- Och, łapię… – świadomość uderzyła Zayna i to bolało, ale wiedział, że na to zasłużył. – Chyba, zadzwonię później.

Louis usłyszał ból w głosie Zayna. Ukrył twarz w dłoniach, pozostawiając je tam, dopóki nie wiedział, że mulat opuścił pokój. Nie potrafiłby na niego spojrzeć, nie chciał widzieć jego reakcji. Wmawiał sobie wszystko, aby przestać się czuć winnym. To jest dokładnie to, co wcześniej Zayn mu zrobił. Pieprzył Louisa a potem kazał mu się wynosić, ciekawe jak teraz mu się to podoba?


10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz