czwartek, 16 stycznia 2014

742

Krople deszczu ciężko opadały na podłoże. Było ich pełno, trwała ulewa. Co jakiś czas pojawiały się obok nas błyskawice, jakby chciały nas przestraszyć, sprawić abyśmy nie ścigali się. Zaśmiałem się kpiąco i wystawiłem środkowy palec do chmur.

- Hazz, startujemy zaraz. – zawołał z ekscytacją Louis, który wsiadał na swój biały motor. Widziałem te iskry w jego oczach, za każdym razem gdy był wyścig czy po prostu gdy jechał na przejażdżkę. Gestem dłoni zawołałem resztę chłopaków i wsiadłem na mojego czarnego Kawasaki Ninja. Bestia prędkości. Przejechałem palcem po naklejce atakującej pantery, która przyklejona była przy kierownicy. Spojrzałem na rudą dziewczynę która powoli odliczała. 6,5,4 serce mi przyśpieszyło dramatycznie a w żyłach pojawiła się adrenalina, 3210! I ruszyliśmy. Od początku prowadziłem. Raz pozwoliłem się wyprzedzić Joshowi, ale jego zadowolenie nie trwało długo. Na końcówce przyśpieszyłem. Na zakręcie moje kolano otarło się niebezpiecznie o asfalt, po minucie wypionowałem motor. Podniosłem przód maszyny i jako pierwszy przekroczyłem metę. Dojechałem już spokojnie na nasze stałe miejsce i zatrzymałem się obok Liama.

- No proszę, proszę. Jak zwykle wygrałeś. Gratuluję stary. – zaśmiał się Payne, klepiąc mnie po plecach.

- Jestem królem ulicy. Naturalna rzecz. – przytaknąłem.

- Hola, hola, kto się tu chwali? – powiedział z uśmiechem Louis, trącając mnie ramieniem. Jego Suzuki Hayabusa zaryczało wściekle. – Siedziałem ci cały czas na ogonie.

- Tak, tak Lou. Pozwolę ci kiedyś wygrać, skarbie. – mruknąłem, szczypiąc policzek Tomlinsona, który spojrzał na mnie jak na idiotę. – Idziemy chłopaki to uczcić. Dayna da nam najlepszą tequilę, piwo i wódkę w mieście.

- Ktoś mówił o tequili? – krzyknął Zayn na swoim MV Agusta a nasza paczka się roześmiała.

{Tras de mi}

Siedzieliśmy przy barze, gdzie Dayna szybko serwowała wszystkim gościom trunki. Była włoszką o czekoladowej cerze i zielonych oczach. Gdyby nie 40 na karku, zostałaby być może dziewczyną Zayna, który mówił że jest zdeklarowanym hetero. Ale ja wiedziałem doskonale swoje. Upiłem łyk piwa i spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Poprawiłem niesforny loczek, który błąkał się po moim czole, a mój wzrok przykuł blondyn siedzący w kącie pubu. Odwróciłem się gwałtownie, co wywołało podobną reakcję u Louisa.

- Na co patrzysz? – spytał, sącząc swojego drinka. Uśmiechnąłem się a on pokiwał głową ze zrozumieniem.

- Na tego tam blondyna. – wskazałem ruchem dłoni na kąt. – Mój typ.

- Oh Harry, od blondynek do blondynów. Twój gust jest zmienny słonko.

- Patrz i ucz się. – westchnąłem i wstałem ze stołka. Zwinnym krokiem podszedłem do chłopaka. Kiedy mnie ujrzał, na jego policzki wypłynął rumieniec, który był niezwykle słodki.

- Cześć, jestem Harry. Postawić ci drinka? – uśmiechnąłem się zalotnie, zakładając loczek za ucho. Szczerze mówiąc, byłem cholernie zdenerwowany. Jak nastolatka przed okresem, czy tam czymś. Blondyn kiwnął przecząco głową i spuścił wzrok. – Um, nie odezwiesz się? – skrzyżowałem ręce na piersi. Nie rozumiałem jego zachowania; podchodzi do niego przystojny chłopak, proponuje drinka i wyraźnie okazuje swoje zainteresowanie, a ten nic nie mówi. Ani słowa. Wzruszyłem ramionami i wycofałem się do chłopaków, którzy śmiali się w najlepsze.

- No, nauczyliśmy się Hazz. – Louis klepał swoje kolano w geście największego rozbawienia.

- Zamknij się. – syknąłem i zostawiłem na blacie pieniądze. Założyłem skórzaną kurtkę i wsiadłem na motor. Ostatni raz spojrzałem na blondyna, który przyglądał mi się przez okno. Spojrzałem na niego i odpaliłem motor, który ryknął wściekle. Odjechałem z piskiem opon, zostawiając za sobą nieudany flirt i śmiejących się kolegów.

{Dynamite}

Następnego dnia postanowiłem sobie skrócić drogę do Zayna przez park. Kiwnąłem głową do Alejandra, który entuzjastycznie mi pomachał. Odpaliłem papierosa i szedłem, spuszczając wzrok na równy, szary chodnik. Zgasiłem papierosa i zauważyłem tego chłopaka z pubu. Siedział na ławeczce, czytając prawdopodobnie jakąś historyczną książkę. Od czasu do czasu wzdychał, spoglądając na słońce, które kąsało jego skórę. Z daleka wyglądał jak posąg. Nie chcąc go wystraszyć, podszedłem z przodu. Kiedy mnie ujrzał przestał czytać, jednak nie podniósł na mnie wzroku.

- Przepraszam za wczorajsze, jakby coś. – mruknąłem, wkładając ręce do kieszeni. – Nie umiem przepraszać i zazwyczaj tego nie robie, bo przywykłem do tego że mnie przepraszają. Ale dla ciebie robię wyjątek. Więc zastanów się, musisz być wyjątkowy.

Odwróciłem się i gwiżdżąc lekko pod nosem doszedłem do domu Zayna. Zapukałem trzy razy, tak jak mieliśmy w zwyczaju. Ku mojemu zdziwieniu, otworzył mi Louis.

- O, Harry. Em, cześć. – uśmiechnął się lekko i otworzył szerzej drzwi, bym mógł wejść. Zlustrowałem wzrokiem jego wygląd; potargane włosy, rozbiegane oczy, ubrania w nieładzie. Chwilę później zszedł Zayn zapinając szybko rozporek i opierając się o Tomlinsona. Podniosłem ręce do góry, w geście oznaczającym iż o nic nie będę pytać.

- Dzisiaj w Los Santiagos* wyścig. Ja w nim nie biorę udziału, będę tylko patrzeć. I radzę wziąć któremuś z was pas, wiecie do czego. – puściłem oczko do nich, a Lou pokiwał twierdząco głową.

- Widzimy się w magazynie? – spytał Zayn, zawiązując czarną bandanę na nadgarstku.

- Tak. Nie śpieszcie się. – zaśmiałem się i dumnym krokiem, wyszedłem z domu Malika. Rozejrzałem się po ulicy i wróciłem do domu.

{Space Bound}

Stanąłem na dachu kontenera. Wzrokiem szukałem motoru Zayna i Louisa, aż w końcu granatowy MV Augusta wjechał na miejsce wyścigu. Louis zszedł z motoru i pomachał mi, charakterystycznie gwiżdżąc. Uśmiechnąłem się i skoczyłem z dachu. Przywitałem się z chłopakami. Zayn pokazał mi coś za mną, a ja automatycznie się odwróciłem. Blondyn stał i coś pokazywał Seanowi. Później przekazał mu karteczkę i szybkim krokiem, ciągle się rozglądając wyszedł z terenu. Wyglądał niczym mysz otoczona kocurami. Uniosłem brew i podszedłem do Seana, uśmiechając się nikle. Widać był zaskoczony informacją zapisaną na kartce.

- Hej S. Kto to był? – zapytałem, wskazując miejsce w którym zniknął blondyn.

- Niall, mój stary przyjaciel z Irlandii. Świetny dzieciak, ma smykałkę do samochodów. Nie lubi zbytnio natomiast motorów, chyba dlatego że jego brat leży przez to w szpitalu w śpiączce.

- Ah, przykro mi. Dlaczego nic nie mówi? Wczoraj i dzisiaj rano do niego zagadywałem… - podrapałem się po karku a oczy Seana rozszerzyły się.

- On… ma chore gardło. Lubi śpiewać, ale ostatnio przesadził i… no i ma chore, zdarte gardło.

- Biedny ptaszek. – przytaknąłem i wróciłem ponownie na dachu kontenera. Ostatni raz omiotłem teren wzrokiem. Rain krzyknęła przez megafon, że osoby towarzyszące mają przypiąć się do kierowców pasami od spodni. Louis to wykonał z kpiącym uśmiechem na ustach. Zayn był szybki, dodatkowo beze mnie, mieli wielkie szanse na wygraną. Po minucie wszystkie 6 motorów ruszyło z zawrotną prędkością. Trzymałem kciuki za Louisa i Zayna. Przysługiwała im wygrana i szczęście. 10 minut później usłyszałem krzyki i pojedyncze, niewyraźne słowa. Zacząłem biec w kierunku, do którego wszyscy zmierzali. Nie wątpliwie ktoś wypadł z toru i się rozbił. Z dala rozpoznałem motor Zayna. Włosy stanęły mi dęba a ręce zadrżały. Podbiegłem do dwóch ciał leżących na asfalcie. Zayn odsunął motor i klękał nad Louisem. Malik miał tylko rozbite czoło, gorzej było z Tommo. Krew sączyła się z praktycznie każdego kawałka jego skóry i ciała. Był blady a jego usta sine. Usłyszałem za sobą przeraźliwy krzyk Rain Ocampo, Liam zaczął płakać. Zapadła cisza, gorsza od tej grobowej. Lekarze odepchnęli mnie i Malika, który płakał w moich ramionach. Ratownik położył Tomlinsona na noszach i włożył do karetki, która odjechała na sygnale. Poczułem zimną kroplę na mojej twarzy, oznajmującą deszcz. Spojrzałem na zebrany tłum, gestem ręki kazałem im się rozejść. Blondyn o imieniu Niall również stał i przerażony patrzył na mnie. Kiwnął przecząco głową i wycofał się w głąb lasu. Krzyknąłem.

{No more keeping my feet on The ground}

Siedziałem na małym, białym krzesełku naprzeciw sali w której leżał Lou. Na szczęście lekarze stwierdzili że jest tylko po obijany i że jutro go wypuszczą. Oczywiście odetchnąłem z ulgą. Gdyby Tomlinson umarł, nie wiem co bym zrobił. Prawdopodobnie popełniłbym samobójstwo. Obiecałem jego siostrom, że będę się nim opiekować w Hiszpanii, i miałem zamiar dotrzymać danego słowa. Wstałem i przeczesałem dłonią własne włosy. Zayn siedział od godziny z Louisem, a Liam musiał ukryć i zatuszować całą sprawę przed policją. Naturalnie, chcieli wszystkich zatrzymać, gdyż wszyscy brali udział w nielegalnym wyścigu. Na ten ruch również nie mogłem pozwolić. Spojrzałem w prawo i ujrzałem Nialla, bawiącego się palcami. Stał przed wejściem do innej sali. Po tym co usłyszałem od Seana, wywnioskowałem że musiał przyjść odwiedzić brata. Co do tego chłopaka w mojej głowie kłębiło się setek myśli. Przygryzłem nerwowo wargę i podszedłem do niego. Czułem się co najmniej dziwnie, a moje serce kołatało z szybkością silnika samochodowego.

- Wiem o tym że masz zdarte gardło, dlatego nic nie mówisz. – wysiliłem się na nikły, pocieszający uśmiech, co raczej było grymasem gdyż blondyn spojrzał na mnie zaskoczony. Podrapał się nieśmiało po brodzie, co należało do kolejnej, uroczej rzeczy. Przysunąłem się bliżej, tak że mój oddech otulał jego zarumienioną twarz. Moja ręka znalazła się na jego policzku, a moje pełne wargi musnęły jego malinowe usta. Zadrżał a następnie poczułem palący ból na policzku. Dostałem siarczystego policzka i prawdopodobnie kosza. Uniosłem wysoko brwi, Niall natomiast je zmarszczył. Wytarł samotną łzę, sunącą po jego policzku i szybkim krokiem wybiegł z korytarza. Podrapałem się po karku i westchnąłem.

Co to do kurwy było?

{Radioactive}

Siedziałem na ściętym świeżo pniu drzewa. Obserwowałem, jak ludzie przygotowują się do kolejnego wyścigu. Zgasiłem papierosa i ostatni raz wypuściłem szary dym. Moje myśli przysłaniał uroczy blondyn, Niall i na niczym innym nie mogłem się zbytnio skupić. Chłopacy oraz wszyscy członkowie grupy zauważyli to i snuli się niczym zjawy po kątach by mnie nie drażnić. Wybuch agresji to ostatnie co chciałem zrobić. Wstałem i przejechałem opuszkami palców po moim czarnym, lśniącym motorze, który prosił o przejażdżkę. Louis ruchem głowy wskazał mi coś za moimi plecami. Ze zrezygnowaniem odwróciłem się i ujrzałem to, czego tak bardzo nie chciałem ujrzeć.

- Kogo moje piękne oczy widzą? – usłyszałem najbardziej odrażający głos na całym świecie. – Harry Styles. Król hiszpańskich ulic.

- Czego chcesz? – zapytałem, przybierając zimny ton głosu.

- Dwóch rzeczy. Wygranej i hm… ciebie. – zaśmiał się blondyn naprzeciwko, a jego grupa powtórzyła rechot.

- Nie dostaniesz ani tego, ani tego. – mruknąłem, krzyżując ręce na piersi. – Moja grupa jest najlepsza. Na sukces trzeba zapracować, Toby.

- Ależ ja o tym doskonale wiem. – podszedł bliżej, wpatrując się we mnie. – Najpierw grupy bez nas, na końcu my. Mam nadzieję że macie człowieka, który jeździ samochodem. Jedna seria będzie bez motorów. – uśmiechnął się kpiąco a ja zadrżałem. Wtem jak na zawołanie, wszyscy usłyszeliśmy ryk silnika. Moim oczom ukazało się czarne Ferrari F430 z motywem węża na drzwiczkach od strony kierowcy. Dumnie wkroczył na teren, powoli przejeżdżając obok nas. Zachwycał swą wyjątkowością jak i wyglądem. Początkowo nie mogłem dojrzeć kierowcy, jednak kiedy maska samochodu była na mojej wysokości, ujrzałem Jego. Czarne Ray-Bany na nosie, roztrzepane blond włosy, skórzana skaika, i niezachwiana pewność siebie. Niall uśmiechnął się szyderczo do naszych przeciwników i zaparkował koło motorów. Nie odzywał się tylko wyjrzał przez opuszczone okno. Światło latarni idealnie komponowało z jego bladą skórą. Spojrzałem z nadzieją na moich towarzyszy i ponownie odwróciłem się w stronę Toby’ego.

Pierwszy ścigał się Liam z Navem. Nav wygrał, jednak na szczęście Payne pokazał niebywałą klasę, którą rzadko się spotyka w świecie gangów motoryzacyjnych. Drugi był Zayn z Reidem. Tym razem Malik wygrał, nie szczędząc przeciwnikowi wyzwisk i wyśmiewania. Trzeci był Louis z Davidem. Tomlinson również wygrał, ale mało brakowało… I na końcu został Niall. Kiwnął do mnie głową na znak zgody i spojrzał na Tylera, którego Porsche zaryczało z wściekłością. Blondyn lekko się spiął, niewątpliwie był to jego pierwszy wyścig. I z pewnością nie ostatni. Na znak Rain ruszyli, zostawiając za sobą kłęby kurzu. Modliłem się w duchu, by Niallowi nic się nie stało. Po 5 minutach, pełnych niepewności, zauważyłem Ferrari, które przodowało. Sekundę później przekroczyło metę, a Niall wysiadł z niego z tryumfalnym uśmiechem. Ściągnął okulary a mnie oślepiła głębia jego błękitnych tęczówek.

Wsiadłem na mojego Kawasaki Ninja. Obok mnie stanął Toby, na swoim granatowym MTT Turbine Suberbike. Zapiąłem kask i nacisnąłem na gaz. Wystartowaliśmy, ciemny blondyn przodował. Zmarszczyłem brwi i docisnąłem gaz. Wyprzedziłem go i podniosłem przód motoru, jak to miałem w zwyczaju. Ostro zakręciłem w lewo, nie hamując wcale. Usłyszałem głośne przekleństwo Toby’ego. Uśmiechnąłem się do siebie i pochyliłem się nad kierownicą jeszcze bardziej. Odwróciłem się za siebie – chłopak siedział mi cały czas na ‘ogonie’. Przekroczyliśmy metę razem, co oznajmiało remis między nami. Zdjąłem kask a mój przeciwnik cisnął własnym o ziemię.

- Klęska boli, prawda? – westchnąłem, mierząc wzrokiem chłopaka.

- Jeszcze się policzymy, Styles. – warknął i nakazał swojej grupie odjechać. Gdy zniknęli mi z pola widzenia, podskoczyłem z radości do góry i przybiłem sobie piątki z chłopakami. Niall wsiadł do samochodu i odjechał równie szybko, jak przyjechał. Dayna przyniosła z pubu drinki dla każdego. Mój ozdobiony był limonką i niebieską parasolką, która przypominała mi oczy Nialla. Cóż, mogłem stwierdzić jedną ważną rzecz. Zakochałem się.

{Broken strings}

Wyrzuciłem w bok papierosa i wspiąłem się po schodach werandowych. Biała koperta wetknięta była w szparę w drzwiach. Z ciekawością wziąłem ją w rękę i usiadłem na ławeczce przed moim domem. Wyciągnąłem z niej biały list, który był napisany starannym, pochyłym pismem.

Harry,

Myślę że naszedł czas, bym wyjawił Ci prawdę. Sean Ciebie okłamał. Nie mam chorego gardła. Jestem niemową od 13 roku życia, czyli od 7 lat. Pewnie zadajesz sobie pytanie dlaczego? Zostałem zgwałcony. Poznałem chłopaka, który był ziszczeniem marzeń. Ale okazał się potworem. Zgwałcił mnie i pozostawił na pastwę losu. Przestałem się odzywać iż ludzie to fałszywe kurwy, które czekają na twoje potknięcie. Wypadek mojego brata umocnił mnie w tym przekonaniu. Wiesz, czasami mam wrażenie, że zapomniałem jak się mówi. Nie pamiętam dźwięku mojego głosu. Całe moje życie było w czarnych kolorach, byłem pieprzonym pesymistą. Ale pojawiłeś się Ty, wtedy w barze. Każdego dnia myślałem o Tobie i szczerze? Zakochałem się. Na początku myślałem że jesteś typowym ‘bad boyem’. Okazałeś się jednak inny. Nie chcę ranić Ciebie, ani nikogo w moim życiu. Choć prawdą jest to, że kiedy Ciebie nie widzę, egzystuję niczym zombie pozbawione pokarmu. Nie wiem czy czujesz coś do mnie i nie proszę Cię nawet o gram przyjaznego uczucia. Proszę Cię tylko o jedno – chroń swoich bliskich i nie wypuszczaj ich z objęć. Nigdy nie wiesz, co może się czaić za rogiem.

Niall Horan.

Przełknąłem ciężko ślinę i spojrzałem na rozgwieżdżone, nocne niebo. Informacje zawarte w liście, przytłoczyły mnie jeszcze bardziej. W głębi serca, eksplodowałem gdyż Niall mnie kochał. Odwzajemniał moje uczucie. Schowałem list do kieszeni i uśmiechnąłem się do najjaśniejszej gwiazdy, która według mnie, zwiastowała szczęśliwą przyszłość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz