Louis lekko zadrżał, kiedy stał nagimi stopami na zimnej podłodze, czekając na tosty, które wyskoczą z ich dokładnie wyszukanego i drogiego tostera. Od zawsze zastanawiał się, dlaczego nie mogą mieć po prostu zwykłego tostera; pieniądze jakie na niego wydali, wcale nie sprawiły, że tosty były lepsze w smaku.
Jego uszu doszedł dźwięk szurania stóp, gdzieś w korytarzu. Senny Harry wszedł do kuchni przeciągając się i kierując do lodówki. Dziwne uczucie ciężkości ogarnęło Louisa w klatce piersiowej tak, że ledwo mógł złapać oddech i zassał powietrze. Hałas nie uszedł uwadze młodszego chłopaka, który uniósł głowę z lodówki z lekko zaspanymi jeszcze oczami i rumieńcami na policzkach, aby spojrzeć na Louisa. Uniósł pytająco brew i sięgnął do lodówki, wyciągając z niej karton mleka. Odkręcił nakrętkę i biodrem zamknął drzwiczki. Nieznaczny uśmiech wkradł się w kąciku jego ust. Przeszedł przed kuchnię, w kierunku Louisa, kilkakrotnie mrużąc oczy z zaspania.
Louis zmieszał się, ale zachował na twarzy stoicki spokój. Co to było? To był Harry, palant, z którym zmuszony był żyć, jeśli chciał dalej pracować. Widok Harry’ego nie powinien wywołać tego dziwnego uczucia w klatce piersiowej. Może to z głodu. Ale Louis miał pewność, że definitywnie to nie było z braku jedzenia. Wiedział, że jego płuca zacisnęły się, kiedy Harry podszedł do szafki i wyciągnął z niej szklankę, bo nie mógł wyrzucić z głowy obrazów pieprzącego go Harry’ego; jak jego oczy błyszczały w ekstazie, jak całował jego ramię w miejscach po ugryzieniach w kształcie półksiężyców sprzed dwóch tygodni. Mrowienie rozeszło się po jego ciele i kolejny dreszcz przeszedł wzdłuż jego kręgosłupa.
Tosty wyskoczyły nagle, strasząc Louisa.
- Chcesz tosta? – zapytał, ostrożnie wyciągając chleb z gorącej maszyny i pospiesznie układając go na talerzu – Miałem zamiar też zrobić jajka.
- Tak, poproszę – Harry wzruszył ramionami, biorąc zarówno swój kubek jak i karton mleka i przeszedł na drugą stronę wyspy siadając na stołku. Louis popchnął talerzyk z dwoma tostami przez blat i wrzucił kolejne dwie kromki chleba do tostera.
- Zaczyna nam brakować jedzenia – powiedział mimochodem, rozbijając jajka do miski. – Chciałem iść po śniadaniu do TESCO. Potrzebujesz czegoś?
Szybko roztrzepał jajka, po czym dodał kilka ziół i przypraw z szafki, wraz z garstką sera i wylał miksturę na patelnię.
- Pójdę z tobą – odpowiedział Harry, nakładając dżem na swoje tosty. – Nigdy nie przynosisz mi tego, co chcę.
Louis skrzywił się i zaczął mieszać stwardniałymi jajkami.
- Nigdy nie możesz się zdecydować. – warknął. Harry nie odpowiedział, tylko wbijał wzrok w swojego tosta, uśmiechając się pod nosem tak lekko, że Louis zastanawiał się czy to właściwie był uśmiech czy wspomnienie ich… ich…
Nieważne.
Przekręcił pokrętło, wyłączając kuchenkę i gasząc ogień. Podniósł patelnię i zsunął jajka na talerze.
Chłopacy zjedli w milczeniu, wpatrując się w ich jedzenie z wyraźnym zainteresowaniem. Louis spojrzał w końcu na swojego współlokatora, ale kiedy napotkał zielone tęczówki, z powrotem spuścił głowę i zajął się jedzeniem. Harry skończył pierwszy, ześlizgnął się z krzesła i odniósł naczynia do zlewu.
- Daj mi pięć minut – rzucił, zanim wyszedł z pokoju. Louis zaraz za nim wstał i opłukał swój talerz z resztek jedzenia. Skończył układać w zmywarce zaraz, gdy młodszy wrócił potrząsając swoimi kręconymi włosami. – Chodź, Tomlinson.
*
Sklep był dość pusty, a więc idealny dla dwóch znanych, światowych gwiazdek popu do zrobienia zakupów. Instrumentalne wersje znanych utworów grały głucho w tle przeplatając się z krzykami dochodzącymi z czwartej alejki.
- Nie, potrzebujemy fettucini, nie taggiatelle czy spaghetti – Harry potrząsnął pudełkiem przed twarzą Louisa. Starszy chłopak złapał go za rękę, mocno ją przytrzymując.
- To nie ma znaczenia! Makaron to makaron.
- Tak, to MA znaczenie, kiedy robisz fettucine alfredo i nie masz makaronu fettucini, ponieważ twój współlokator jest głupkiem.
- Ugh! Harry, wiesz że nienawidzę fettucine!
- Nie bądź taką ciotą, Louis.
- Biorę ten do spaghetti.
- Dobrze, w takim razie ja fettucine.
Gniewnie obrzucili się wzrokiem z pudełkami makaronów w rękach. Włoski na rękach Louisa stały dęba. Jak taka głupia kłótnia mogła go podniecić? Do kurwy nędzy. Jak miał żyć w ten sposób, kiedy każda rzecz w Harrym doprowadzała go do frustracji? Louis obserwował jak jego nozdrza się rozszerzyły, a zielone oczy stały się teraz intensywnie zielone. Tak nie powinno być.
- Dobrze – powiedział wrzucając pudełko do koszyka. – Weźmiemy oba.
Jednak Louis schylił się, aby wyjąć opakowanie, które wrzucił Harry. Ale jego duża dłoń zatrzymała go i popchnęła w stronę półek. Wyższy chłopak pochylił się, dmuchając gorącym powietrzem wprost w ucho Louisa.
- Jesteś pobudzony.
Koszyk wyśliznął się z ręki Louisa i opadł z hukiem na podłogę, kiedy wspiął się na palce, łapiąc za kaptur od jego bluzy i przysuwając szybko ich twarze. Jego usta odnalazły znany smak Harry’ego. Zassał dolną wargę i wsunął do jego wnętrza swój gorący język. Jego biodra instynktownie szarpnęły się do przodu, wywołując tarcie między nimi. Przyjemne zbliżenie przerwał impuls w jego mózgu, który przypomniał mu, że namiętnie się całuje z męskim członkiem sławnego zespołu na środku TESCO.
Pisnął i odchylił swoją głowę do tyłu, wysuwając się spod ramienia Harry’ego, który opierał głowę o półkę. Podniósł koszyk z podłogi i szybko podążył przed siebie, do kolejnej alejki. Maleńkie włoski podniosły się na jego karku, a twarz oblała się rumieńcem, gdy poczuł na sobie oczy Harry’ego, bez wątpienia wgapiające się w jego tyłek. Powietrze stało się gęste i napięte, gdzieś miedzy makaronami a warzywami. Serce Louisa wystukiwało nierówny rytm.
"Aby tylko dojść do kas, do ludzi i przestać myśleć o jego ustach, o jego… nie. Stop." Mentalnie spoliczkował samego siebie, potrząsają c głową. Poczuł ulgę, kiedy zza rogu wyłoniły się kasy. Skierował się do najbliższej z nich i zaczął rozpakowywać ich koszyk. Blondynka za ladą słodko się uśmiechnęła i zaczęła przeciągać zakupy przez skaner.
- Cześć - powitała go.
- Hej. - Dziewczyna nie zdawała się zauważyć jego zdenerwowania i drżących dłoni.
- Jak się czujesz?
- W porządku, dziękujemy - Harry pojawił się obok Louisa, wyciągając swój makaron na taśmę i uśmiechając sie czarująco do dziewczyny za ladą, która zarumieniła się.
Oczywiście w takich sklepach nie było możliwości, żeby nikt ich nie rozpoznał, ale robili zakupy tutaj, gdzie większość pracowników starała się ich traktować jak normalnych klientów, a przynajmniej na tyle na ile było to możliwe. Ale nie powstrzymało to młodej kasjerki od zarumienienia się po czubki palców, gdy dwóch wokalistów rozmawiało z nią od niechcenia.
- To wszystko? - zatrzepotała rzęsami. Była naprawdę ładna, ale trochę za mała i słaba jak na gust Louisa. Jej rysy były nazbyt delikatne.
- Tak, to wszystko - odpowiedział Harry, zarzucając Louisowi rękę na ramię, powodując jego szybsze bicie serca.
"Jesteś w miejscu publicznym, jesteś w miejscu publicznym" - Lou powtarzał jak mantrę, zbierając zakupy do siatki, jednocześnie uśmiechając się szeroko do dziewczyny. Miał to wyćwiczone.
- Miłego dnia!
- Tobie również - odpowiedzieli równocześnie, odchodząc.
*
Nawet nie zdążyli jeszcze wejść do domu, gdy zadzwonił telefon Harry’ego. Liam przekazał im wiadomość o spotkaniu z Managmentem w sprawie jakiś zarządzeń i innych dupereli. Swoje podniecenie musieli odłożyć na bok już któryś raz z kolei, ponieważ ciągle jeździli z jednego miejsca do drugiego. Tu spotkanie z stylistką, tam wywiad i jeszcze różne inne rzeczy, na które teoretycznie powinni być gotowi w każdej chwili.
Oczy Louisa wędrowały w kierunku Harry’ego podczas każdego spotkania, próbując walczyć z pragnieniem, które nękało go każdego ranka. Zielone oczy często mrugały do niego, a wargi drgały w uśmieszku samozadowolenia. To sprawiło, że Louis stał się bardzo sfrustrowany, zdając sobie sprawę jaką kontrolę ma nad nim młodszy chłopak, ale i tak nie mógł się powstrzymać. Wspomnienia brutalnego pieprzenia przy ścianie, pod prysznicem, czy w publicznej łazience przemknęły mu przez myśl, na co wziął głęboki oddech i wysiadł z samochodu, podążając do budynku, w którym miało się odbyć spotkanie z Managmentem w sprawie ich drugiego albumu.
Harry usiadł na drugim końcu pokoju i rozłożył się leniwie w dużym fotelu. Louis dołączył do Nialla i Zayna na kanapie, a Liam oparł się o ramię bruneta.
Kobieta ubrana w obcisłą fioletową sukienkę z ciemnymi, brązowymi włosami weszła za nimi, zamykając za sobą drzwi i patrząc na folder niesiony w rękach. Louis niejasno rozpoznał ją z ostatnich kilku spotkań na temat ich nowego albumu, ale jej imię wyleciało mu z głowy.
- Witajcie, chłopcy – powiedziała ukazując swój śnieżnobiały uśmiech. Chłopcy odpowiedzieli jej z fałszywym entuzjazmem.
- Więc – spojrzała w dół na swój folder, liżąc palec i przewracając kolejne kartki, zanim zaszczyciła ich swoim spojrzeniem. – Mamy dobre wieści. Zrobiliśmy kilka zmian w albumie, ale myślę, że zdecydowanie na lepsze. Chcemy wzmocnić wasz zespół, zamiast za dużo ryzykować. Dodaliśmy do albumu kolejną piosenkę napisaną przez Kelly Clarkson, ponieważ ostatnia odniosła całkiem ładny sukces.
Chłopcy przytaknęli z uśmiechem. Nie było nawet tak źle. Piosenka Kelly była dobrym wyborem do poprzedniej płyty. Ogólnie poprawiła jej brzmienie i nastrój innych utworów.
- Jednakże – ciągnęła, odkładając swój folder na biurku i krzyżując ramiona na klatce piersiowej – musimy usunąć jedną z piosenek, jeżeli chcemy dodać nową. Managment podjął decyzję o usunięciu „Hold It In”.
Tętniące napięcie wypełniło powietrze i Louis poczuł na sobie wzrok wszystkich obecnych w pomieszczeniu. Czuł jak jego język robi się suchy i ciężki, a płyn napływa do jego oczu, niebezpiecznie go kłując.
- Chyba sobie żartujesz? – gniewny głos przebił się prze niezręczną ciszę. I zdecydowanie nie należał do Louisa. Był zbyt wstrząśnięty, by móc coś powiedzieć. I ku zaskoczeniu wszystkich nie był to również Zayn, Liam czy Niall.
Harry wyprostował się w fotelu, marszcząc brwi. Jego oczy płonęły, a ręce zacisnął w pięści na swoich kolanach. Kobieta lekko przesunęła się w tył.
- Nie – powiedziała prawie jak pytanie.
Harry zerwał się szybko, wskazując niemalże całym wyciągniętym ramieniem na Louisa.
- Czy zdajesz sobie sprawę, że to była jedyna piosenka, w której Louis miał solówkę? Czy zdajesz sobie sprawę, że cały ten ubrany w garnitury Managment zabrał Louisowi każdą solówkę jaką postanowiliśmy mu dać?
- Harry! – Liam otworzył szeroko usta ze zdziwienia zarówno jak Zayn i Niall. Harry zignorował go podążając w kierunku biurka przy którym stała kobieta, mrugając ze strachu oczami.
- Uważacie, że tak jest lepiej? Że zabranie mu solówek polepszy album? Czy was w ogóle obchodzi jaki cios zadajecie jego psychice z pieprzonym uśmieszkiem na twarzy? Nigdy nie powiedział wam prosto w twarz, że tak naprawdę jest tylko chórkiem w zespole. Ani jednego pieprzonego razu! A teraz oczekujecie, że pozwolimy wam odebrać jego małą szansę na pokazanie jego talentu? Naprawdę?
Kobieta milczała. Otwierała i zamykała usta jak ryba wyjęta z wody. Harry górował nad nią, nie tylko wzrostem. Miał twarz rozgrzaną do czerwoności. Powietrze drżało z jego gniewu, a chłopacy na kanapie siedzieli oszołomieni. Żaden z nich nigdy nie postawił się Managmentowi, a przynajmniej nie tak żeby krzyczeć i przeklinać. Jednak Harry zrobił to, atakując biedną kobietę; a to wszystko tylko dla chłopaka, którego nienawidził.
- Pieprzyć to. Nie. Jeśli wyrzucacie tą piosenkę, lepiej żeby Louis dostał solo w nowej. Do tego czasu nas nie ma. Chodź, Louis – odwrócił się na pięcie, chwytając Louisa za nadgarstek i ciągnąc go za sobą. Chłopak nie protestował i pozwolił się wyprowadzić. Cisza rozeszła się po pokoju, kiedy dwójka chłopaków go opuściła; reszta zespołu i kobieta siedzieli w szoku.
- Co to było? – powiedział Zayn niemal szeptem.
- Czy Harry właśnie… - Liam zmarszczył brwi i spojrzał na swoich kolegów z zespołu – Czy on wstawił się za Louisem?
Niall milczał wpatrując się w drzwi, przypominając sobie pocałunek tej dwójki po wywiadzie, z roztrzepanymi włosami i czerwonymi twarzami. Cholera. Nie było dobrze.
*
Jazda do ich mieszkania odbyła się w całkowitej ciszy. Harry patrzył na samochody, które mijały ich i słońce zachodzące na horyzoncie, skrywające się za wysokimi budynkami Londynu. Wiązka pomarańczowego światła oświetlała jego poważną twarz. Wysiadł nic nie mówiąc, ponieważ reszta rozmawiała z menadżerami, niewątpliwie na temat jego wybuchu.
Louis całkiem tego nie rozumiał. Harry nienawidził go, mówił mu to przy każdej możliwej okazji, przypominał o tym przynajmniej raz dziennie. Oczywiście ostatnio jakoś zdarzało się to trochę rzadziej, ale Louis sądził że to przez brak szansy, ponieważ byli za bardzo zaabsorbowani pieprzeniem się. Ale on właśnie naskoczył na jednego z ich menadżerów, za to, na co nie wpływa prawie nikt. Krzyczał na kobietę za odebranie solówki starszemu chłopakowi, a zapewne on sam by ją dostał. Louisa bolała głowa od myślenia, że może… że może Harry nie był takim ignorantem i samolubnym dupkiem jakim zawsze był.
- Harry – odezwał się, gdy zamknął za sobą drzwi ich mieszkania. Chłopak stał lekko zgarbiony ze spuszczoną głową. Louis podniósł rękę, ale zatrzymał ją w powietrzu. – Co to było, do jasnej cholery?
Harry obrócił się. Louis miał tylko ułamek sekundy na zarejestrowanie faktu, że przed twarzą stoi chłopak o zielonych oczach i Harry chwycił swoimi dłońmi jego twarz, zderzając ich wargi. Jego powieki były szczelnie zamknięte i coraz mocniej przyciągał do siebie Louisa. Palce wplótł w jego włosy. Harry oddychał ciężko przez nos, przeciskając swój język do jego ust.
Natknęli się plecami Louisa na drzwi, a jego ręce oplotły się wokół ramion Harry’ego, przysuwając ich ciała jeszcze bliżej. Jedyne o czym Louis myślał to niesamowite usta Stylesa całujące go czule, jak temperatura między nim zaczęła wzrastać i wrzeć między nimi, i o zbędnych ubraniach pokrywających ich ciała.
Jego dłonie wśliznęły się pod koszulkę Harry’ego i podążyły w dół po gładkiej skórze jego pleców. Nie byli w stanie się od siebie oderwać, dlatego póki co jej nie zdjął. Cichy jęk wydobył się jego gardła odbijając się od ścianek wilgotnych ust Harry’ego.
- Harry – wymamrotał w jego usta.
- Nie – odpowiedział mu półszeptem, z zamkniętymi oczami i dłońmi wędrującymi po jego plecach, aż po uda, oplatając je wokół jego pasa – Zamknij się, Louis.
Zazwyczaj jego słowa były ostre i bardziej ociekające gniewem. Opuścił swoją głowę, obdarowując pocałunkami nieco odsłoniętą skórę Louisa. Powoli zaczął odsuwać go od drzwi, kierując się w głąb domu, do ich sypialni.
Serce Louisa zabiło szybciej, kiedy przyległ do wyższego chłopaka. Nigdy nie uprawiali seksu w sypialni, nigdy na łóżku. Sypialni była granicą bezwzględną, ich prywatnymi miejscami, gdzie nikt i nic nie miało prawa im przeszkadzać. Powietrze było gęste, i każda komórka napawała się zapachem Harry’ego, jego słodkim smakiem.
- Harry – zapiszczał ponownie, kiedy chłopak otworzył za nim drzwi do jego sypialni, a Harry przeniósł go przez próg.
- Powiedziałem zamknij się, Louis – warknął Harry, rzucając nim gwałtownie na łóżko. Wyższy chłopak ściągnął z niego pospiesznie koszulkę, zmagając się z zapięciem jego spodni.
- Tak – szepnął Louis, rozpinając guzik i ciągnąc w dół spodnie wraz z bokserkami. Harry porwał go z powrotem, ponownie wpijając się w jego usta i ściągając swoją koszulę przez głowę. Ześlizgnął się z łóżka zdejmując z siebie resztę ubrań za jednym szarpnięciem.
Louis obserwował jego twarz jak zmieniała się z sekundy na sekundę. Oczy miał ciemne, ale nie tak jak zwykle były. Na ustach brakowało mu typowego uśmieszku zadowolenia, nie zaklął na niego, ani nie nazwał go dziwką, nawet go nie podrapał. Nic. Było źle. To nie był Harry. To sprawiło, że serce Louisa zabiło szybciej, na widok tej osoby, osoby której nie znał, która z powrotem wczołgała się na łóżko ponad niego, milimetry od jego skóry.
- Mój – Harry wyszeptał do jego ucha, szarpiąc lekko jego małżowinę zębami. Louis zadrżał, a na jego ciele pojawiła się gęsia skórka. O, tak. To był jego Harry.
Westchnienie wyrwało się z ust Louisa, kiedy Harry otarł się swoimi biodrami o jego, obserwując twarz która wykrzywiała się z przyjemności. Znalazł sobie miejsce pomiędzy udami Louisa i włożył dwa palce w jego różowe usta. Spiął się, wiedząc co za chwilę nastąpi. Czekał, aż Harry gwałtownie obróci go na brzuch, tak żeby nie widział jego twarzy, ale to nie nastąpiło. Zamiast tego przejechał językiem wzdłuż klatki piersiowej Louisa i wsuwając w niego wilgotny palec.
Louis pisnął, zaskoczony bardziej przez fakt, że miał twarz przy jego brzuchu niż uczuciem jego palców wewnątrz siebie. Do tego był przyzwyczajony, ale do loczków łaskoczących jego pierś już nie. To było zupełnie nowe uczucie, którego nie potrafił opisać. Nie wiedział co zrobić ze swoim rękoma, nie wiedział jak oddychać, kiedy w pokoju zaczynało brakować powietrza. Nie wiedział co ma myśleć, kiedy Harry badał swoimi ustami jego ciało.
Uniósł swoje biodra do góry, ocierając je o Harry’ego, a jego dłonie nerwowo zacisnęły się na prześcieradle. Zielone oczy odnalazły jego, szeroko otwarte i intensywnie błyszczące. Było w nich coś głębokiego, instynktownego, coś mrocznego i przerażającego.
- Ach – westchnął Louis w usta Hazzy, kiedy ten brutalnie w niego wszedł, spoglądając na jego klatkę piersiową i przytrzymując jego biodra w uścisku, tak że nie mógł się poruszyć.
Kąt był tak inny, tak nowy, że Louis zapiszczał, niemal szlochając w płonącej ekstazie, kiedy Harry kontynuował pchnięcia.
- O kurwa…
- Nie – mruknął Harry, schylając się, aby ugryźć szyję Louisa ponownie – Nie… nie psuj tego.
Louis mocno zagryzł wargi, a serce ścisnęło się w jego klatce piersiowej. O co chodziło? Ta nowa odsłona Harry’ego, wydawała mu się popieprzona i bez sensu w porównaniu do poprzedniej, kiedy Harry pieprzył go bez uczuć. Wszystko było zbyt inne, zbyt nowe. Jego skóra płonęła, płonęła w każdym miejscu, gdzie stykała się z ciałem Harry’ego.
Jego palce zaczęły wydrapywać kolejne czerwone linie rozkoszy na ich bliznach. Wychodził powoli, a Louis wyginał się w łuk, ciągnąc Harry’ego za włosy.
Kiedy wszedł z powrotem, był delikatny i zrobił to powoli. Krzyk wydobył się ust Louisa i mocnej owinął nogami Stylesa. Jedną ręką chwycił prześcieradło, a drugą wplótł w loki Harry’ego, na przemian dysząc i gryząc wargę Harry’ego. Głębokie wibracje wydobywały się z jego wnętrza, a ich skóra wywoływała przyjemne tarcie.
To było za wiele. Cholernie za dużo i nie mógł dłużej tego znieść. Uczucie Harry’ego przesuwającego się wewnątrz niego i jego własnej erekcji pomiędzy nimi, spowodowało że odrzucił głowę do tyłu na poduszki. Wiercił się pod ciężarem chłopaka, nie mogąc się dłużej kontrolować. Jego mięśnie drżały z każdym ruchem. Spinał się mocno, a jego płuca były niemal bezużyteczne.
Obiema dłońmi objął głowę Harry’ego, odciągając go od zagłębienia w szyi. Zieleń i błękit ich oczu oddał się całkowitej ekstazie i słodkiej, bardzo słodkiej przyjemności. Gorąco eksplodowało z nich, paląc prześcieradło i wypełniając sypialnię namiętnością, złością i błogością.
Harry upadł na niego i oboje ciężko dysząc z wyczerpania.
- Harry - wyszeptał Louis, przesuwając dłonie między loczkami młodszego chłopaka. Czuł jak się spiął i podniósł do góry, aby się z niego wysunąć.
Wstał i odgarnął włosy z czoła.
- Dobranoc, Louis - powiedział, odwracając się na pięcie i pozostawiając spoconego chłopaka, zaplątanego w prześcieradło, z falującą klatką piersiową, w totalnej rozsypce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz