- Nie wierzę, że mnie tu zaciągnęliście – mruknął Louis. Jęczał i narzekał Harry’emu i Niallowi już przez całą noc.
- Daj spokój Lou, zawsze lubiłeś trochę poimprezować, nie bądź ciotą – powiedział Niall ze swoim irlandzkim akcentem, patrząc Louisowi prosto w niebieskie tęczówki, a ręką przeczesując blond włosy.
- Nie dzisiaj – Louis usiadł na stołku przy barze, skąd nie poruszył się odkąd przyjechali tam dwie godziny temu.
- Czemu jesteś taki…humorzasty? – zapytał Harry.
- Wiesz dlaczego – Louis spojrzał na loczka, próbując zabić go wzrokiem.
- O boże, nadal tego nie przebolałeś?
- Czekaj, coś mnie ominęło? – wtrącił się Niall do rozmowy.
- Louis znalazł chłopaka, którego polubił, ale ten zaczął przystawiać się do mnie – wyjaśnił Harry, a Niall wybuchł śmiechem..
- Przepraszam – wydyszał Niall pomiędzy chichotem. Został uciszony przez dłoń Louisa, która klepnęła jego policzek – Ał!
- To nie tak, że chciałem tego. Lubię dziewczyny! – argumentował Harry.
- Ta, chcę iść do domu – wymamrotał Louis, biorąc łyka piwa, które trzymał w ręce.
- Rozluźnij się, pobaw, nigdy taki nie byłeś. Od kiedy stałeś się takim pesymistą? – zachęcił Louisa Niall, lecz bez skutków.
- Idźcie, ja będę tutaj – Louis obrócił się na krześle, aby twarzą być skierowanym do baru. Zamówił kolejne piwo, kiedy przyjaciele odchodzili bez niego.
- Niezbyt chętnie dzisiaj wyszedłeś z domu? – odezwał się nieznajomy głos obok Louisa, który opierał się łokciami o ladę, policzek podtrzymywał na dłoni, a w drugiej ręce trzymał piwo. Nie wysilił się nawet, aby na niego spojrzeć.
- Zostałem tu zaciągnięty siłą – narzekał Lou.
- Chciałbym móc powiedzieć to samo, ale przyszedłem tu chętnie.
- Jeżeli nie chcesz tu być, to dlaczego jesteś? – zapytał Louis, denerwując się trochę.
- Nie wiem. Czułem potrzebę bycia wśród ludzi, a teraz kiedy jestem nimi otoczony, chciałbym być sam – powiedział głos. Louis poczuł się trochę nieswojo. Obrócił głowę, spoglądając na kolesia, który siedział obok niego. Był bezwarunkowo piękny – zachwycał się Louis. Był opalony, miał pasujące ciemne włosy na samej górze trochę podniesione. Miał bardzo wyrzeźbioną twarz z widoczną żuchwą. Jego oczy były otoczone długimi, czarnymi rzęsami, a tęczówki były ciemne. Louis nigdy nie widział takiego odcienia brązu. Próbował zobaczysz jakieś przebłyski w nich, lecz później zorientował się, że przecież było tam bardzo ciemno. Louis obserwował jego usta, wargi poruszały się, unosząc się na końcach, jakby uśmiechał się, kiedy mówił. Za ustami były idealnie białe zęby. Louis zorientował się w końcu, że przecież on coś mówi, prawdopodobnie powinien go słuchać.
- Um..przepraszam, co? – uśmiechnął się Louis, zamykając oczy i potrząsając głową trochę zażenowany.
- Jestem Zayn – uśmiechnął się. Louis nawet nie chciał odrywać od niego oczu, więc odpowiedzenie zajęło mu chwilę.
- A ja Louis.
- Więc, Louis. Miło było porozmawiać, ale chyba już pójdę – Zayn zeskoczył ze stołka i stanął obok Louisa.
- Oh.. – to wszystko co Louis był zdolny powiedzieć, sprawiając, że zrobiło się trochę niezręcznie. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej o Zaynie, chciał go słuchać i gapić się na jego twarz do końca nocy.
- Wszystko w porządku? – zapytał mulat, patrząc na twarz Louisa. Nie zdawał sobie sprawy, że ukazywał swoje uczucia przez mimikę twarzy. Chrząknął, po czym przemówił.
- Tak, przepraszam – Louis oderwał wzrok od Zayna, który wyglądał na naprawdę zaskoczonego. – Miło było porozmawiać.
- Do zobaczenia, Louis – Zayn udał się w stronę wyjścia. Lou chciał wstać z krzesła i pobiec po niego, lecz nie zrobił tego. To ‘do zobaczenia’ jeszcze bardziej zasmuciło go, ponieważ wiedział, że już nigdy się nie spotkają.
- Kto to był? – znajomy głos odezwał się zza Louisem. Odwrócił się na krześle, aby stanąć twarzą w twarz przed Harrym i Niallem.
- Nie mam pojęcia – odpowiedział szczerze Lou. Naprawdę w ogóle nie znał Zayna, na razie tylko ciągnęło coś do niego; dziwne zainteresowanie. Teraz, gdy wiedział, że prawdopodobnie więcej go nie zobaczy, czuł się jeszcze gorzej niż przed przyjściem do klubu.
- Okej. Ale zdawałeś się myśleć o nim… – oznajmił Harry delikatnie pytającym tonem.
- Możemy już iść, czy chcesz mnie jeszcze bardziej wkurzyć? – wyparował Louis. Harry spojrzał na jego nagły wybuch niezadowolony.
- Oba – odpowiedział Harry widocznie zadowolony z siebie. Loczek odwrócił się i przemówił do Nialla – Idziesz? Król dramatu Louis chciałby wyjść.
- Chyba tak, chociaż może niekoniecznie się tym ekscytuję – przyznał Niall, podchodząc do Harry’ego.
- Wreszcie – wymamrotał Louis, schodząc z krzesła i kierując się w stronę wyjścia.
***
- Pamiętacie Liama…prawda? – zapytał Niall Harry’ego i Louisa, kiedy siedzieli w ich mieszkaniu, oglądając telewizję.
- Ten koleś, w którym jesteś zakochany od wieków? Tak, pamiętam go – odpowiedział Harry z uśmiechem na twarzy.
- Zamknij się – warknął Niall – nie zakochałem się w nim, jesteśmy przyjaciółmi – Niall był szczery. Naprawdę nie podobał mu się Liam, ale Harry i tak wiedział swoje.
- Pamiętamy Liama, o co chodzi? – Louis chciał, żeby Niall wreszcie przeszedł do sedna.
- Urządza dzisiaj imprezę i nie chcę iść sam. Powiedział, że możecie przyjść oboje ze mną – przemówił pełen zachwytu.
- Czekaj, Liam nie pije, prawda? Więc nie będzie to najbardziej nudna impreza świata? – zapytał Harry, a Louis zgodził się, myśląc dokładnie o tym samym.
- To, że on nie pije, nie znaczy że inni nie będą – Niall przewrócił oczami.
- Dlaczego w takim razie urządza imprezę? – zapytał zdezorientowany Louis.
- To parapetówka. Właśnie się przeprowadził i to jest dokładnie za rogiem od nas – oznajmił Niall. Liam wcześniej mieszkał jakąś godzinę drogi, co oznaczało, że blondyn nie widział go zbyt często.
- Dobrze. Jest blisko, co oznacza, że zawsze można uciec do domu, gdyby było do dupy – powiedział Harry.
- Świetnie. Powiadomię go, że przyjdziemy – Niall wyciągnął telefon z kieszeni i odszedł.
- W co my się wpakowaliśmy. – Harry odwrócił się do Louisa.
- Może będzie fajnie…
- Założę się o dziesięć funtów, że będziemy chcieli wyjść po godzinie.
- To nie ma sensu, Harry. Mogę zostać tam, mówiąc że nie chce wyjść i wygrać zakład.
- Jeżeli będziesz chciał wyjść, to to zrobisz. Wiem, że tak.
- Okej. Najprostsze dziesięć funtów, które kiedykolwiek zdobyłem.
***
Harry i Louis włóczyli się za Niallem, kiedy szli na imprezę do Liama.
- Lepiej, żeby było fajnie – ostrzegł Louis.
- Jesteśmy – powiedział Niall, przeskakując po trzy stopnie, aby dotrzeć do drzwi nowego mieszkania Liama. Zapukał w drzwi. Parę sekund później, otworzyły się, ujawniając uśmiechniętego Liama. Minęło trochę czasu, odkąd Harry, Niall i Louis go widzieli; chociaż jedyną rzeczą, która się w nim zmieniła to fryzura.
- Niall! Louis! Harry! – krzyknął Liam, widząc ich, a Niall szybko go przytulił. Harry odwrócił się do Louisa, unosząc brwi. Ten tylko przewrócił oczami, wiedząc o czym myśli loczek.
- Wejdźcie! – Liam przepuścił ich w drzwiach. Trójka chłopaków weszła do mieszkania. W środku było ciemno, a wnętrze wypełniło jakieś trzydzieści osób. Jedyną rzeczą, jaką mogli zauważyć, to to, że mieszkanie jest bardzo duże.
- Jest ogromne, Liam. Jak na to zarobiłeś? – zapytał Niall.
- Nie kupiłem go sam, mam współlokatora – Liam, chwycił kogoś za koszulkę, aby się odwrócił, prawdopodobnie przerywając rozmowę z ludźmi, z którymi stał. – Pamiętasz Zayna, prawda Niall?
- Tak, cześć stary – odpowiedział blondyn, witając się zwyczajnie z Zaynem.
- Harry, Louis, to jest Zayn – mulat odwrócił się, tak że stanął twarzą do Louisa, Harry’ego i Nialla, uwalniając się od uścisku ręki Liama na jego koszulce. Usta Louisa otworzyły się, tak szybko jak zobaczył jego twarz, tę piękną twarz, której miał już nigdy nie zobaczyć.
1
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz