środa, 15 stycznia 2014

716

Było już ciemno, kiedy pięciu chłopaków opuściło restaurację. Słońce zaszło już jakąś godzinę temu. Szli w kierunku parkingu, z napełnionymi żołądkami, wygłupiając się jak idioci. Na ulicach było prawie pusto, mijały ich dosłownie pojedyncze osoby. Chłopcy przeszli niezauważenie, obejmując się ramionami. Ich głośne rozmowy towarzyszyły dźwiękom aparatu jednego z paparazzich, który śledził ich ukradkiem przez całą drogę do samochodu.

Grupka innych chłopaków stała przy ścianie niedaleko samochodu Harry’ego. Śmiali się głośno i krzyczeli coraz głośniej, gdy grupa piosenkarzy zbliżyła się do nich; jeden nawet podszedł bliżej do światła.

- Hej, hej, hej, co my tu mamy? Największego pedała w One Direction – paskudny grymas wdarł się na jego twarz, patrząc obrzydzeniem. Jego przyjaciele z twarzami zasłoniętymi przez cienie od ich kapturów zaśmiali się fałszywie.

Louis przewrócił oczami, walcząc z rumieńcem, który wkradał się na jego policzki i szedł dalej. Harry zatrzymał się, obracając się twarzą do gangu za nimi. Pozostali zatrzymali się chwilę po tym, zdając sobie sprawę z tego że ich przyjaciel został w tyle.

- Przepraszam? – głos Harry’ego był niski i niebezpieczny, a swoje oczy wwiercał w chłopaka przed sobą. – Jak ty go nazwałeś?

- Och, zapomniałem – chłopak uśmiechnął się, a jego oczy błyszczały. – Przecież wy dwaj jesteście fucking friends*. Lubisz sprawiać, żeby krzyczał? Założę się, że jest tygryskiem, nieprawdaż?

- Zamknij się – warknął Harry, a dłonie zwinął się w pięści po bokach swojego ciała. – Nie waż się mówić o nim w taki sposób.

- Słodkie – chłopak zaśmiał się sarkastycznie i zamrugał kilkakrotnie rzęsami imitując ich wzajemną adorację. – Bronić honoru swojego chłopaka. Dajcie mi wiadro.

- On ma więcej honoru niż ty - odparł Harry, a jego oczy lśniły z tłumionej wściekłości. – Jedyną kobietą, która cię kiedykolwiek cię kochała to twoja matka. I byłbym skłonny założyć się, że ona również uważa, iż masz paskudną gębę.

- Nie mówmy o mojej matce – warknął chłopak, a Harry mógł rozkoszować się małym zwycięstwem. Poruszył delikatny temat, ojej. – Bądźmy szczerzy, on nigdy nie będzie miał kobiety, prawda? Twój mały chłopaczek? On ssie kutasy, żadna by go nie chciała.

- Mówiłem, żebyś nie mówił o nim w taki sposób! – Harry nie mogąc się powstrzymać, podniósł rękę, a jego pięść trafiła prosto w szczękę chłopaka. Huk rozniósł się pomiędzy ścianami parkingu, a cała reszta stała oniemiała. Chłopak splunął pod nogi Louisa, kiedy podnosił się, ocierając krew z twarzy.

- Musisz być cholernie napalony – skomentował. Harry wykorzystał chwilę i popchnął chłopaka na brudny asfalt. Siłowali się przez moment, dopóki chłopak nie uderzył Stylesa otwartą dłonią w plecy, tak że ledwo mógł złapać oddech.

Chłopak wykorzystał chwilę i uderzył Harry’ego w nos na co głośno jęknął, a Louisa przeszedł dreszcz. Krzyknął, gdy Harry przewrócił chłopaka na nowo, przyciskając jego biodra do ziemi i próbując oddać mu jego cios, ale zamiast tego tamten wymierzył mu łokciem prosto w oko.

Louis rzucił się do przodu, rozpaczliwie chwytając koszulę Harry’ego i odciągając go od chłopaka, którego chciał zabić.

- Harry… Harry, proszę. On nie jest tego warty… przestań… odpuść, Harry… proszę – głos Louisa załamywał się w ciężkim powietrzu. Harry zatrzymał się, kiedy słowa do niego dotarły. Jego mózg podszeptywał mu, aby tym razem posłuchać Louisa. To go najwyraźniej bolało, mimo, że nie został zraniony, ale jeśli to przez niego cierpiał, musiał przestać, natychmiast.

Więc wstał; krew skapywała mu z nosa i pozwolił Louisowi zostawić krwawiącego chłopaka na ziemi. Jego koledzy rzucili się po niego i czym prędzej odeszli. Zespół patrzył jak za nimi jak odchodzili, wciąż oszołomieni tym co się właśnie stało.

Louis odwrócił się do Harry’ego, a jego oczy z przerażeniem analizowały rany, siniaki i zadrapania na jego twarzy. Swoimi dłońmi badał również jego ręce. Kiedy spoczęły na twarzy Harry’ego delikatnie i czule przejechał kciukiem po jego policzku.

- Musimy zabrać cię do domu – wyszeptał, nie odrywając wzroku od jego oczu. – Musimy upewnić się, że wszystko jest w porządku i oczyścić te rany.

- Dobrze – wychrypiał Harry, równie cicho. Dłonie Louisa przesunęły się powoli po szyi, wzdłuż ramion, aby wziąć go za rękę. Chwycił je nieśmiało, jakby był pewien że przekracza granice, ale Harry nie odtrącił go.

- Ja poprowadzę – mruknął Louis, ciągnąc delikatnie za sobą Harry’ego i prowadząc go w stronę auta. Trzej pozostali chłopcy obserwowali z wymalowanym zdezorientowaniem na twarzy jak rzekomi wrogowie traktują się nawzajem. Patrzyli jak samochód odjeżdża, wymieniając między sobą znaczące spojrzenia i starając się zapamiętać każdy szczegół, aby mogli później z nimi o tym porozmawiać.

*~*~*~*

Po przyjeździe do domu, Louis zostawił Harry’ego za drzwiami i pobiegł do łazienki, aby przygotować mu kąpiel. Harry ostrożnie zdjął buty, starając się nie myśleć o tym, co miało miejsce. Nie wiedział jak to wpłynie na relację pomiędzy nim a Louisem, ale póki co nie mówił nic na ten temat. Miał nadzieję, że tak zostanie.

Wchodził po schodach niezdarnie powłócząc nogami. Skierował się w stronę dźwięku bieżącej wody, popychając uchylone drzwi, aby zobaczyć Louisa klęczącego przy wannie. Zamknął drzwi, podszedł do swojego przyjaciela?, kochanka? i ukląkł obok niego. Louis spojrzał w górę.

Harry dał się rozebrać, rozkoszując się miękkim dotykiem Louisa, aż dostał gęsiej skórki. Odwdzięczył się tym samym, powoli zdejmując każdą część garderoby, jakby rozpakowywał drogi i długo wyczekiwany prezent. Zbyt duży sweter Tomlinsona wkrótce leżał na ziemi, pozostawiając półnagiego Louisa. Harry zatrzymał się, wpatrując w pasek od jego spodni, nie bardzo wiedząc co z nim zrobić.

Odrzuciwszy wszystkie niepewności, pochylił się, przejeżdżając nosem powyżej linii jego spodni. Jego język dołączył się do tej pieszczoty, zaznaczając tą linię jeszcze niżej. Louis wstrzymał swój oddech, co Harry potraktował jako pozwolenie. Przerwał w miejscu na wysokości jego pępka, gdzie przycisnął swoje usta, składając pocałunek pomiędzy małymi włoskami, zanim zaczął robić w tamtym miejscu malinkę. Louis jęknął, a gdy jego dłonie znalazły loki Harry’ego, wplótł w nie swoje palce.

Harry w końcu dobrał się do guzika jego spodni, zręcznie odpinając guzik wraz z rozporkiem, nie odrywając głowy. Uśmiechnął się, dotykając delikatnie palcami wypuklenia pod materiałem. Pociągnął spodnie w dół, które spadły z hukiem.

Harry zatrzepotał rzęsami, delikatnie łaskocząc nimi wrażliwą skórę Louisa. Pochylił głowę, ciągnąc językiem po całej długości jego bokserek. Z gardła Louisa wydobył się cichy pisk i odciągnął lekko jego głowę od siebie. Harry spojrzał na niego z na pół otwartymi powiekami, wręcz zakazując mu takich ruchów. Louis przerwał swoją wewnętrzną walkę i pokornie przysunął go z powrotem do swojego brzucha.

Styles uśmiechnął się i przesunął swoimi otwartymi ustami w dół do miejsca, gdzie zaczynały się jego bokserki. Ujął materiał między zęby i pociągnął go w dół . Louis zassał ciężko powietrze, a jego mięśnie napięły się, kiedy bielizna wylądowała na jego spodniach. Harry trącił brodą jego erekcję i zachichotał.

Louis wypuścił z siebie przeciągły jęk, kiedy Harry przejechał językiem wzdłuż jego członka, a kolana się pod nim ugięły. Chłopak popchnął go na wilgotną ścianę, gdzie Louis próbował przytrzymać się czegokolwiek. Ale gdy nie znalazł nic, jego dłonie ponownie znalazły się we włosach Harry’ego.

Harry jęknął, biorąc to za pozwolenie i owinął swoje usta wokół penisa Louisa. Starszy chłopak krzyknął, kiedy Harry powoli pochłonął go całego. Louis niemal wtopił się w ścianę z rozkoszy, zaciskając swoje dłonie w pięści. Harry zatrzymał się, biorąc głęboki oddech, a następnie zassał jego członka z powrotem. Louis rozsunął swoje kolana, a duże dłonie chłopaka złapały go za uda, aby utrzymać go w pionie.

Jeden z palców Harry’ego wsunął się w Louisa, kiedy był rozproszony przez jego usta. Kolejny jęk wydobył się z ust Louisa, kiedy próbował zachować kontrolę nad swoim ciałem. Harry wsunął kolejny palec , zasysając mocno jego członka i wydobywając coraz więcej dźwięków z gardła chłopaka.

Kiedy miał już w nim trzy palce, wysunął penisa ze swoich ust i przejechał językiem po jego biodrze. Wyjął palce, patrząc na chłopaka z pragnieniem i palącym pod skórą pożądaniem. Jego żołądek skręcał się niemiłosiernie, z braku dotyku, kiedy posadził Louisa na swoich biodrach, a jego własny członek otarł się o jego wejście.

- Kurwa – sapnął w szyję Louisa, kiedy wszedł w niego. – Och, kurwa.

- Dalej, dalej, dalej – zachęcał go Louis, niecierpliwie przesuwając się w dół. – Jesteś taki ciepły, no dalej.

Harry mruczał, kiedy wchodził w niego, dopóki ich miednice się nie zetknęły. Oboje jęknęli z rozkoszy. Louis otarł się o ścianę i sam zaczął poruszać biodrami. Harry przycisnął swoje usta do szyi chłopaka, zamykając oczy; rozpaczliwie starał się skupić na fizycznym uczuciu, niż na przyjemnym łaskotaniu w jego klatce piersiowej. Nie – pomyślał - nie teraz, proszę.

Louis krzyknął donośnie, kiedy Harry zmienił kąt, a jego szloch odbił się od ścian łazienki. Chłopak kontynuował swoje ruchy wewnątrz wrażliwego ciała Louisa. Po cholernie dobrym obciąganiu Harry’ego, nie potrzebował wiele by znaleźć się na granicy. Wypuścił z siebie pojedynczy jęk i wytrysnął pomiędzy ich ciałami, mimowolnie zaciskając swoje miejsce wokół członka Harry’ego, kiedy i on doszedł.

Harry zwolnił, dysząc wprost na szyję Louisa i błagając wszystkie niebiosa, aby utrzymać w myślach i sercu słowa, które dusiły go w gardle i ciążyły mu na języku.

Nogi Louisa spadły luźno z bioder Harry’ego, dotykając stopami podłogi, kiedy chłopak zdjął dłonie z jego talii. Odsunął się lekko i opuścił swoje ręce po ramionach Harry’ego, splatając luźno ich dłonie.

- Mieliśmy wziąć kąpiel, Harry – wyszeptał w usta chłopaka, z oczami przepełnionymi radością. – Ale letnia woda jest najlepsza.

- Nie mam nic przeciwko – Harry starał się uśmiechnąć, podczas gdy jego serce biło ze zdwojoną siłą, powodując to cholerne uczucie. – Ja dam ci ciepło.

- Bezczelny – Louis uśmiechnął się złośliwie, ciągnąc go w kierunku wanny; uważając, aby nie potknąć się na macie do kąpieli. – Będziemy rozmawiać o tym, co się stało?

- Spaliśmy razem – Harry powiedział stanowczo, udając niewinnego. – To nie zdarza się często.

- Zgaduję, że nie – westchnął Louis, kiwając głową jakby się tego spodziewał. Harry czuł się źle z tym wszystkim, ale nie mógł powiedzieć Louisowi dlaczego go obronił, nie mówiąc mu wszystkiego, więc postanowił unikać tego tematu, tak długo jak to tylko możliwe. Starszy chłopak wszedł do wanny, sycząc kiedy poczuł dość chłodną już wodę. – Chodź tu z tym swoim tyłkiem, bo jest mi zimno!

Harry zachichotał mimowolnie i wszedł do wody opierając się o jej ścianę. Zimna woda otuliła jego skórę, na co cicho jęknął i czekał, aż jego ciało przyzwyczai się do niskiej temperatury. Louis odkręcił kurek z gorącą wodą, aby ponownie nalać wody do pełnej wanny, jednocześnie wyjmując kurek blokujący odpływ.

Mięśnie Harry’ego zaczęły się stopniowo rozluźniać pod wpływem ciepłej wody. Temperatura w końcu robiła się na tyle komfortowa, by w niej siedzieć. Louis zakręcił wodę i zablokował odpływ, a łazienka wypełniła się całkowitą ciszą.. Harry czekał, aż Louis obróci się w jego stronę.

Harry otworzył przed nim swoje ramiona, oferując je Louisowi, jeśli chciał. Chłopak patrzył przez chwilę na niego, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Harry nie wiedział co ma zrobić. Kiedy miał już poddać się i opuścić swoje ręce, Louis przesunął się, powiedział coś w stylu „dlaczego nie?” i opadł w ramiona Harry’ego.

- Awh – wymamrotał Louis, wijąc się na jego klatce piersiowej, a woda falował pomiędzy nimi. – Twój brzuch się cały klei.

- To nie moja wina – zachichotał, nadal nie mając pewności gdzie są granice, a gdzie nie. Louis podniósł się, biorąc do ręki myjkę i czyszcząc swój brzuch. Szybko skończył, po czym obrócił się w stronę Harry’ego. Chłopak spiął się, kiedy jego intymność została naruszona przez Louisa. Zrelaksował się na chwilę, podczas gdy jego dłonie błądziły po jego brzuchu.

- Ty to spowodowałeś – jęknął Louis, a jego policzki oblały się rumieńcem. – Zwykle tak nie brudzę.

- Ze mną zawsze byłeś brudny** - zauważył Harry, zadowolony ze zmiany tematu. Louis zarumienił się jeszcze bardziej i skupił się na domyciu brzucha chłopaka. Młodszy zrelaksował się na chwilę, kiedy dłonie Louisa muskały jego skórę, która była już całkiem czysta.

- Zamknij się – mruknął, wyraźnie nie będąc w stanie wymyślić lepszej riposty. Harry pozwolił sobie na mały moment dumy, kiedy chłopak wędrował dłońmi po jego ramionach; Louis zawsze musiał coś skomentować, lecz tym razem tego nie zrobił, więc po raz pierwszy Harry był z siebie zadowolony. Gdy nagle ręce chłopaka zatrzymały się na szczęce, oboje spojrzeli na siebie. Harry wstrzymał oddech i zatopił się w lazurowych tęczówkach. Tak niebieskich, tak bardzo niebieskich…

Lecz Louis nie był szczęśliwy. Delikatnie zaczął obmywać siniaki i rany na jego twarzy. Harry przymknął powieki, ponownie rozkoszując się dotykiem drobnych palców Louisa, trzymających wilgotną gąbkę, którą przejeżdżał po jego policzkach, pod oczami i po czole.

W którymś momencie gąbka przestała masować jego twarz, ale nie otworzył oczu. Nie chciał widzieć smutku czy współczucia na twarzy Louisa, albo co gorzej, poczucia winy.

Miękkie usta przycisnęły się do jego policzka, a następnie do podbitego oka i do nosa, który zaczął puchnąć. Ucałował każdą ranę, podtrzymując z tyłu jego głowę. Kiedy skończył, jego usta delikatnie przesunęły się wpijając się w wargi Harry’ego. Pocałunek był delikatny, niepewny, jakby Louis bał się, że chłopak będzie miał coś przeciwko.

Tak naprawdę nigdy się nie pocałowali przedtem. Z reguły to zawsze prowadziło do czegoś innego, nawet po kilku godzinach. Zawsze szybko przedzierali się do swoich ust językami, niemal wpychając je sobie do gardeł, a ich dłonie wędrowały po całym ich ciele bez opamiętania.

Ten pocałunek był inny. Nie używali swoich języków, nie było w nim desperacji czy podniecenia. Wszystko działo się powoli i delikatnie. Louis głaskał swoim kciukami policzki Harry’ego, a jego dłonie swobodnie spoczywały na biodrach chłopaka. Nie byli w ferworze uczuć, ani w potrzebie. Bez żadnych seksualnych podtekstów. Nawet nie chcieli go kończyć. To było… miłe.

Harry wypuścił z pomiędzy swoich ust ciche westchnienie, a jego wargi wciąż leniwie poruszały się zsynchronizowanie z Louisem. Oboje zwolnili, co oznaczało koniec ich zbliżenia. Louis złożył jeszcze trzy krótkie pocałunki na jego ustach, zanim oderwał się, opierając swoje czoło o jego z zamkniętymi oczyma.

Harry poczuł się ciężki, trochę odurzony, ale zadowolony. W głowie miał mętlik, a w swoich kończynach czuł przyjemne drżenie. Kciuki Louisa wciąż spoczywał na jego twarzy i wcale nie miał mu tego za złe; czuł cudowne odrętwienie.

- Dziękuję – Louis owionął swoim oddechem twarz Harry’ego. – Że mnie obroniłeś.

A co Harry miał mu odpowiedzieć? Sądził, że Louis i tak nie oczekiwał odpowiedzi, więc nie odzywał się. Tkwili w takie pozycji jeszcze przez chwilę; woda zaczynała się schładzać, a Louis zaczął narzekać na swoje kolana. Harry dokuczał mu przez chwilę, ale cieszył się, gdy w końcu mógł się podnieść.

Nie zajęli się ubieraniem, lecz wycieraniem się nawzajem w ciszy. Louis chyba chciał w ten sposób odwdzięczyć się Harry’emu za wcześniej, ale ten się o to nie martwił. Nie obchodził go fakt, dlaczego Louis był taki czuły; po prostu czuł się szczęśliwy.

- Zostanę dzisiaj z Tobą – zadeklarował Louis, kiedy skończył wycierać Harry’ego. Jego głos był przepełniony radością, ale nie spojrzał mu w oczy, bojąc się odrzucenia.

- W porządku – odpowiedział mu Harry, starając się zachować całkiem normalny ton głosu, kiedy motylki zaczęły szaleć w jego brzuchu.

Obydwoje udali się do pokoju w milczeniu, zagubieni we własnych uczuciach. Harry obserwował jak Louis wślizguje się do jego łóżka, kładąc się obok ściany w oczekiwaniu na chłopaka.

Harry musiał się otrząsnąć z fantazji jak dobrze Louis wygląda w jego łóżku i co mógł robić, by zatrzymać go w nim na zawsze. Ale z drugiej strony, coś w jego głowie podpowiadało mu, że nie był wart ani czasu Louisa, ani jego miłości. Nawet nie zasługiwał na to by być jego zabawką i miał się cieszyć z faktu, że jeszcze go chce, ponieważ i tak prędzej czy później go zostawi.

Rozpaczliwie ignorując wszystkie myśli, ułożył się obok Louisa i nakrył ich kołdrą. Louis uśmiechnął się, szepnął ciche „dobranoc”, poczym wtulił się w niego i niemal natychmiast odpłynął.

Harry nie spał jeszcze przez najbliższe trzy godziny, analizując kształt chłopaka i starając się wyrzucić z głowy wszystkie niepewności.

*~*~*~*

Budzenie się w ramionach Louisa łatwo znalazło się na szczycie listy ulubionych rzeczy Harry’ego. Był ciepły i wygodny, a ich kończyny leżały swobodnie splątane pomiędzy materiałem kołdry. Wtulił się mocniej w Louisa, starając się zasnąć, zanim rozbudzi się na dobre, lecz ból pulsujący na jego twarzy nie dawał mu tej możliwości. Jego mięśnie były obolałe, zmęczone i ciężkie, a nos i oko spuchły. Jęknął w sobie, nie mając ochoty się obudzić i stawić czoła wszystkiemu co miało miejsce wczorajszej nocy.

Ignorując ból, ostrożnie odsunął swoją twarz od karku Louisa, starając się ukryć fakt, że już od samego rana są blisko siebie. Zmarszczył swój nos w proteście i sapnął, kiedy za mocno odchylił swoją głowę. Oczy zaszkliły mu się łzami – okej, może jednak walka nie była najlepszym pomysłem. Przygryzł dolną wargę, tłumiąc w sobie ból, który rozrywał go od środka. Przyciągnął brodę do piersi, opierając czoło o kark Louisa. Chcąc się uspokoić, zaczął liczyć swoje oddechy, powoli synchronizując je z Louisem. Jego serce biło jak szalone, doprowadzając go do paniki.

Czuł jak Louis zaczyna się kręcić i westchnął głęboko, kiedy chłopak tkwiący w jego ramionach, odwrócił się twarzą do niego. Podświadomie trącił głową jego brodę, aby mógł ułożyć swoją głowę w zagłębieniu jego szyi. Dłonie delikatnie ułożył na obojczyku Harry’ego, a oddechem owionął jego wyeksponowaną szyję. Harry odchrząknął cicho, kiedy ból został zastąpiony na chwilę ciepłem Louisa.

Jednak nie na długo, ponieważ ból na jego twarzy dawał mu się we znaki i był w stu procentach pewien, że jego lewe oko jest spuchnięte. Boże, to musi wyglądać ohydnie. Louis nie bardzo wiedział jak ma powiedzieć chłopakowi „dzień dobry”, kiedy jego twarz wyglądała jak jeden wielki siniak. Wczoraj ledwo udało mu się odciągnąć chłopaka od tego wszystkiego seksem i kąpielą, która była cholernie dziwna. Harry jedynie czekał w tej chwili, aż Louis wstanie i wyjdzie, zdegustowany jego wyglądem, nie mogąc utrzymać pozorów wdzięczności.

Jednak tak się nie stało…

Włosy Louisa łaskotały jego lico, a opuszkami palców przebiegał wzdłuż jego obojczyka. Przycisnął swoje usta do jego szyi, pieszcząc skórę swoim ciepłym oddechem. Harry czuł jednocześnie przyjemne mrowienie oraz ból pulsujący w jego głowie. Sprzeczne uczucia mieszały mu w głowie. Nie wiedział czy chciał obudzić Louisa i stworzyć trochę przestrzeni, czy może jednak utkwić z nim w tej chwili, na zawsze.

W końcu Louis zdecydował za niego, lekko wyginając swoje ciało w łuk, jednocześnie mocniej przyciskając je do Harry’ego. Dłonie chłopaka podświadomie objęły jego biodra, wzdychając cicho. Oboje byli nadzy, co czyniło Stylesa lekko napiętym, a jednocześnie podnieconym. Jego libido mówiło mu, żeby wziął to co jego. Jednak, jego twarz mówiła mu, żeby wziął w końcu coś przeciwbólowego, bo inaczej wybuchnie.

Louis zrelaksował się ponownie na piersi Harry’ego, zwijając ramiona i mamrocząc niezrozumiale coś o czekoladzie i tęczy. Młodszy chłopak zagryzł wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem, zastanawiając się czy powinien coś powiedzieć. Louis zdawał się sam rozbudzać do końca, chociaż bardzo walczył jeszcze ze snem.

Wreszcie zirytowany, podniósł swoje powieki i poderwał się do góry, lecz chwilę później ponownie opadł na materac, gdy uświadomił sobie, że jego sen był rzeczywistością. Jego na wpół przytomny mózg zaczął panikować, ponieważ nie kontaktował jeszcze jak znalazł się w jego łóżku. Kiedy jego oczy napotkały posiniaczoną twarz chłopaka, wspomnienia z poprzedniej nocy natychmiast do niego powróciły. Wypuścił oddech, odsuwając się od Harry’ego na tyle, że dzieliła ich poduszka.

- Dobry – mruknął cicho szorstkim i poważnym głosem. – Przepraszam, zapomniałem co się stało.

- Taaa… - szepnął Harry niepewnie. – Ostatnia noc się stała.

- Chcesz mi powiedzieć dlaczego? – zapytał Louis, wciąż mówiąc ściszonym głosem. Harry oderwał od niego swój wzrok; od faceta, który roztapiał jego serce, skradł jego duszę i zawładnął umysłem, pięknego faceta. Jak mógł mu powiedzieć, że czuje do niego coś więcej?

- Nie wiem – poruszył się. – To po prostu się stało.

- Okej – westchnął rozczarowany Louis. – Skoro tak mówisz. Jak się czujesz?

- Twarz mnie boli – odpowiedział mu chłopak, w końcu patrząc Louisowi w oczy, kiedy w końcu zamknęli niebezpieczny temat. – Jestem zmęczony. Ręce mnie bolą. Myślę, że również moje knykcie są poobijane.

- Brałeś już coś? – zapytał go Louis. Harry potrząsnął głową, lecz syknął gdy ból zablokował mu ruchy. – Czy może jednak ci coś przynieść?

- Dlaczego jesteś dla mnie taki miły? – zapytał Harry, zamiast odpowiedzi, zbijając tym Louisa z tropu. – Jeśli robisz to z litości to przestań, dobrze? Nie chcę tego, nie potrzebuję.

- Dlaczego miałbym to robić z litości? – zakwestionował Louis. – Po prostu staram się być uprzejmy. Wstawić się za mną i kogoś pobić to nie lada wyczyn. Jak mam ci się inaczej za to odwdzięczyć? Wiem, że mnie nienawidzisz, ale pozwól mi się tobą zająć.

- Nie nienawidzę cię – wymamrotał Harry, odwracając wzrok i ponownie oblewając się rumieńcem. – Czasami jesteś irytującym dupkiem, ale nie nienawidzę cię.

- No cóż - Louis przerwał, niepewny tego, jak powinien zareagować. - Dzięki! Tak myślę?

- Nie musisz mi dziękować - powiedział mu Harry. - To jest po prostu stwierdzenie faktu.

- Dobrze - Louis potwierdził. - Dobrze, w takim razie… ja również… em…nie dokładnie… cię nienawidzę.

- Dobrze wiedzieć - Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu, który wpłynął na jego usta. Syknął lekko z bólu policzków, a uśmiech zszedł z jego ust w celu złagodzenia siły jego siniaka. Nie pozostało to niezauważone przez Louisa, który przewrócił oczami, siedząc i kołysząc się nad Harrym.

- Jesteś ciotą - powiedział mu, chociaż w głosie nie słychać było złośliwości. – Przyniosę ci jakieś środki przeciwbólowe.

- Niezły tyłek - Harry zawołał za nim, odwdzięczając się tym, za to co powiedział mu chłopak przed chwilą. Louis odwrócił się w drzwiach, aby rzucić się na niego, zanim poszedł nago do łazienki, aby wziąć tabletki i szklankę wody.

- Siadaj – powiedział Louis, kiedy wrócił do sypialni. Harry spojrzał na niego, leżąc na plecach i powstrzymując uśmiech, kiedy Louis zamknął drzwi sypialni i podążał ku niemu, prezentując swoje ciało w pełnej okazałości. - Oczy do góry, obciągaczu kutasów.***

- Wow, nigdy ci już nie obciągnę! - Harry dokuczył, opierając się o wezgłowie. – Obciągacz kutasów? Niegrzeczne.

- Po prostu mówię jak jest - Louis wzruszył ramionami, podając mu szklankę z wodą i kilka tabletek, które Harry wziął z wdzięcznością. – Jesteś niezły w te klocki.

Harry przewrócił oczami, odstawiając szklankę na stoliku i obracając się tak, że Louis mógł wspiąć się na łóżko. Oboje z powrotem się położyli, spoczywając na jednej poduszce i wpatrując się w siebie przez kilka minut.

- Naprawdę jestem wdzięczny za to, wiesz? - powiedział cicho Louis, a jego oczy wędrowały po twarzy Harry’ego. - Za to, co zrobiłeś. Nikt nigdy mnie tak nie bronił przedtem i naprawdę to doceniam.

- Proszę bardzo - szepnął Harry, z braku czegoś lepszego do powiedzenia. Zapadła między nimi niezręczna cisza, a Harry zaczął czuć się niezbyt komfortowo. Decydując się podziękować mu za to co powiedział, pochylił się i złożył delikatny pocałunek na ustach Louis. Chłopak westchnął, przysuwając się bliżej Harry’ego, a jego ręka spoczęła na jego szczęce w tym samym miejscu, gdzie trzymał ją wczoraj. Dłonie Harry’ego objęły go mocno w pasie, nie chcąc kończyć tej chwili.

- Co robicie? - Głowa Harry’ego podniosła się gwałtownie w kierunku drzwi. W drzwiach stał Liam, ściskając w dłoniach gazetę i tępo wpatrując się w swoich przyjaciół. - Co się tutaj dzieje?

- Co ty tu robisz? - zapytał Harry, nieco bardziej ostro, niż to było konieczne, ale jego mózg panikował i mocniej przyciągał Louisa, jakby chciał go obronić - Nie umiesz pukać?

- Pukałem. - Liam odpowiedział oszołomiony. - Pukałem cztery razy, ale nikt nie odpowiadał. Przyszedłem wam powiedzieć, że twoja bójka jest w dzisiejszej gazecie. Ale najpierw wytłumacz mi, o co chodzi z wami, całującymi się nago w łóżku?!

***

* fucking friends (z ang.) – przyjaciele od seksu; wybaczcie, w tłumaczeniu jakoś mi to nie podchodziło i nie oddawało w pełni charakteru zwrotu.

** (…) byłeś brudny – Harry użył słowa ‘dirty’, co oznacza zarówno „brudny”, jak i „sprośny”.

*** „cock sucker” – (ssący kutasy – w wolnym tłumaczeniu); nie dało się inaczej tego przetłumaczyć, wybaczcie. :D


8

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz