czwartek, 16 stycznia 2014

745

Dobry i zły, spotykają się w żarliwym płomieniu ognia…

Zayn Malik. Znany i popularny w mieście gangster pod pseudonimem „Night killer”. Niezbyt sławny przydomek, ale dla niego był bardzo ważny. Nie liczył się z uczuciami innych, gardził litością, poniżał słabych, innych dobijał swoim pistoletem czy też nożem. Nie miał zahamowań. Uwielbiały go kobiety, niektórzy mężczyźni. Był przykładem dla podrzędnych mu wypierdków. I to mu się podobało. Od małego dążył do tego by być kimś. I stał się kimś. Stał się potworem. Często przysiadywał w Ministry of Sound, jednak tak naprawdę był tam zaciągany przez znajomych. Przez jego cholerny gang, który nie dawał chwili spokoju. Ale czy on sam sobie ją dawał?

~*~

Kolejny raz został w domu. Miał szczerze mówiąc dość potwornego hałasu, rumoru i Bóg wie czego. Usiadł na krześle i czyścił swój pistolet. Uwielbiał to robić, uspakajało go to. Po chwili jednak nie chciało mu się dokańczać tej roboty. Ze zrezygnowaniem założył swoją ulubioną, skórzaną kurtkę i wyszedł z domu. Otoczył go chłodny, lutowy wiatr. Wsiadł do swojego nowego maclarena i odjechał. Błądził się po mieście, bez celu. Musiał przemyśleć parę spraw, które zaważały na jego przyszłości. Na jego stylu bycia. Odpalił papierosa firmy L&M. Zaciągnął się trującym dymem i uśmiechnął pod nosem. On sam był trucizną. Przejechał na czerwonym świetle i zrobił ostre hamowanie, po czym skręcił w ulicę obok parku. Czasem stawał obok, siadał na ławce i obserwował innych. Spojrzał na elektroniczny zegarek, wskazujący 21.46. Zaparkował przy starej lampie, która migotała. Uwielbiał klimaty grozy i strachu. W końcu sam taki był. Wysiadł z czarnego samochodu a jego buty ocierały się o pęknięty chodnik. Od czasu do czasu się rozglądał. Wreszcie przekonawszy się, iż jest wszystko w porządku skręcił do parku.

~*~

Niall Horan. Wyglądał niczym anioł, i w środku taki też był. Porządny, miły o dobrym usposobieniu. Kochał grać na gitarze, która w sumie była jego jedynym sensem życia. Był mało znanym chłopakiem, praktycznie kilka osób z miasta znało go jako „Anioła o słowikowym głosie” I mieli racje. Uwielbiał wpatrywać się godzinami w chmury, czy też księżyc zdobiący sklepienie niebiańskie. Był jak on. Świecił własnym światłem. Nie przejmował się opinią innych na swój temat. Zawsze radosny i uśmiechnięty z ludźmi, sam smutny i przygnębiony.

Usiadł na krawędzi fontanny. Nie miał przy sobie gitary, spadła ze schodów razem z piłką. W efekcie była potłuczona, delikatnie mówiąc. A na nową gitarę musiał poczekać aż do urodzin lub więcej, gdyż u niego z pieniędzmi się nie przelewało. Pociągnął nosem i zaczął śpiewać jedną ze swoich ulubionych piosenek – Apologize. Blade światło księżyca okalało jego porcelanową twarz, sprawiając iż wyglądał jak Anioł. Chłopak uśmiechnął się i rozochocony zaczął śpiewać weselsze piosenki. Nie wiedział jednak, że ktoś go nieopodal obserwował.

~*~

Zayn przykucnął przy pieniu starego dębu. Nie widział dokładnie postaci niedaleko jego, ale głos Nieznajomego z chęcią obijał się w umyśle. Jego głos wyrył się w jego pamięci, jak hieroglify w kamieniu. Przysunął się bliżej, jednak popełnił błąd. Chrust zatrzeszczał, powodując iż blondyn zaczął się rozglądać. Był wystraszony, jednak nie opuścił go urok. Urok który pokochał Zayn. Wysunął się nieznacznie i zaczął wracać do swojego samochodu, kiedy ktoś go zawołał. Anielski głos.

- Em… Widziałeś tu kogoś? – spytał chłopak, wpatrując się w Malika swoimi chabrowymi oczyma. Kolejna rzecz którą Zayn pokochał.

- Nie… I lepiej odejdź. Tu jest niebezpiecznie. – odparł, mocno akcentując ostatnie słowo. Uważał że nie musi robić Mu krzywdy, jednak zbyt natrętna rozmowa go denerwowała. Lepiej aby wtedy w pobliżu nie było nikogo.

- Wszystko mi jedno. – westchnął blondyn i ulokował swój piękny wzrok w ziemi. – Jestem niczym. Jestem jak powietrze. Niezauważalne.

I wtedy coś w Zaynie pękło. Zrozumiał, iż są osoby, które uważają że są niczym. Nie jest sam. Pojął iż zakochał się w właścicielu pięknych, chabrowych oczu.

- Nie mów tak… - wychrypiał i zadał sobie mentalnego kopniaka. Skarcił się głową tak gwałtownie, jakby odpędzał stado pszczół. Na ogół zimny, bez litości, teraz dobry i wyrozumiały.

- Ale tak jest. Wszystko się wali jak domek z kart. – wzruszył ramionami blondyn a Zayn podszedł do niego.

- Nie wiesz co to znaczy więc nie mów. – mulat wycedził mu prosto w twarz. Jego ciepły, pachnący gumą Orbit oddech owinął twarz Niall’a. Pokiwał wolno głową, a w oczach posiadał strach. Zayn wsiadł do samochodu.

- Ty… Ty jesteś Night Killer, prawda? – wyjąkał chłopak a na usta Zayn’a wpłynął uśmiech.

- Owszem. I żadna osoba po spotkaniu mnie, nie chodziła wolno. – powiedział spokojnie. Złość wróciła na właściwe tory.

~*~

Niall nie rozumiał nagłej złości tego chłopaka. Słyszał wiele okropnych plotek na jego temat. Ale podczas rozmowy był miły i to zapunktowało u blondyna.

Ale czy na pewno nie udawał?

To pytanie dręczyło Horana każdego dnia i każdej nocy. Wielokrotnie spoglądał w gwiazdy i prosił jedną z nich by przekazała szept do Zayn’a. Szept potocznie zwanej miłości. Niall czuł się źle z uczuciami. Znał chłopaka kilka minut, jednak te minuty zmieniły jego życie na zawsze. Wiedział iż zakochiwanie się w złym, aroganckim mordercy do niczego dobrego nie doprowadzi, ale on chciał kierować się uczuciami.

Głupi romantyk zamknięty w świecie własnej wyobraźni.

Mijały dni. Niall wytrwale chodził do parku, tego samego gdzie spotkał mulata. Nie znał jego imienia, ale znał przydomek. To mu wystarczyło. Dokładnie zapisał w swoim pamiętniku wszystko co zapamiętał z tej chwili. Był szczęśliwy miejąc zarys jego twarzy w umyśle.

~*~

Zayn miał za sobą paręnaście nieprzespanych nocy. Nie przez swoją pracę. Często słyszał jak Harry i Louis kochają się w pokoju obok. Chodziło o blondyna z parku. Nie mógł za nic go usunąć z pamięci, chociaż próbował. Usiadł na parapecie i wpatrywał się w ciemne jak atrament niebo. Chciałby być szczęśliwy. Chciałby poczuć się kochany. Ale nie porzuci zawodu, dla jakiegoś nieznanego chłopaka. Wstał i zszedł do kuchni, gdzie nalał sobie herbaty. Powonienie napoju widocznie dotarło do nozdrzy Louisa, który pojawił się chwilę potem obok Malika.

- Co jest? – spytał Tomlinson, widząc lekkie przygnębienie na twarzy Zayna.

- Nic, nic… - wymamrotał, upijając łyk herbaty.

- Czyżby ten tajemniczy chłopak? – uśmiechnął się szatyn a mulat otworzył szerzej oczy.

- Skąd ty o nim wiesz…?

- Cóż… Mówisz o nim przez sen, szepczesz przy oknie. Nasz najsłynniejszy zabójca się zakochał. – zaczął podśpiewywać, czym świadomie zdenerwował Zayna.

- Mów co chcesz. – warknął i zbijając przez przypadek szklankę wrócił do pokoju.

Lew zakochał się w owieczce.

Malik dostał szersze zlecenie. Zabić brata burmistrza Londynu. Nie ciekawie, jednak wiedział że musi podołać zadaniu. Spakował do czarnej, dość dużej torby to co miał. Ubrał się na czarno, aby wtopić się w otoczenie. Night Killer powraca do gry. W przeciągu 30 minut znalazł się na dachu budynku, który mieścił się naprzeciwko domu burmistrza. Po kilku minutach rozległ się czysty strzał, unieszkodliwiając przeciwnika. Jednak ktoś jeszcze się tam pojawił… Osoba niezwykle intrygująca Zayn’a. Niall. Szybko schował sprzęt i schodami pożarowymi odszedł do samochodu. Odłożył broń i podbiegł do blondyna, który wyrzucał papierek bo batoniku. Stuknął go w ramię, a gorąco skóry chłopaka otuliło go.

- Cześć… Coś chciałeś ? – spytał od niechcenia Horan, jednak zrobiło mu się milej na sercu, kiedy ujrzał Zayn’a.

- Ja… - mulat zmierzwił swoje włosy. Po chwili namysłu złapał Niall’a za nadgarstki i przycisnął do muru w jakimś nieznanym zaułku bez okien. Jego oddech momentalnie przyśpieszył a ciepło bijące od chłopaka sprawiało, że tracił zmysły. Przejechał czubkiem nosa po bladej szyi blondyna, po czym z zapałem się wpił w jego usta. Odwzajemnił. Ściągnął powolnym ruchem jego koszulkę. Tu i ówdzie zasysał skórę czy przegryzał. Niall uśmiechał się i mierzwił włosy bruneta. Zamienili się rolami. Zayn ściągnął spodnie, a Niall dobrał się do jego członka.

- Kurwa… - wyszeptał mulat i uśmiechnął się pod nosem. Demon w skórze anioła.

W końcu Malik doszedł w ustach Niall’a, który łapczywie spijał jego soki. Koniec końców założył koszulkę i położył dłonie na biodrach, oblizując wargi.

- Nawet nie wiem, jak masz na imię. – powiedział Zayn i zmarszczył brwi. – Ale wiem że nie mam zamiaru ciebie nigdzie puszczać. Jesteś już mój, aniele.

- Niall, miło mi. – przygryzł płatek ucha bruneta i zaśmiał się.

- Zayn. – polizał dolną wargę blondyna, prosząc o dostęp. Ten z ochotą otworzył usta, powodując iż zaczęła się mała walka ich języków. Niall położył głowę na jego ramieniu i westchnął.

Owieczka zmieniła lwa.

~*~

Co dalej z nimi było, spytasz. Nie wiem, nie mnie mówić. Wiem i jestem pewien jednego. Anioł porzucił swe skrzydła a diabeł opuścił broń. Razem jako jedność zaczęli iść własną drogą ku potocznie zwanego szczęściu. Każdy namiętny pocałunek, za każdy śmiertelny nabój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz