- Hej, cioto, podasz mi kurtkę?
Louis zatrzymał się przy wieszaku. Nie był pewien czego oczekiwał po tym, jak Harry się przed nim otworzył; że wszystko się zmieni, że od teraz będą dla siebie mili i uprzejmi na każdym kroku? Powinien wiedzieć, że wszystko wróci do normy, a Harry, jak zwykle, będzie kompletnym kutasem.
Klepał Louisa w tyłek, kiedy ten stał w kuchni, kiedy schylał się po pilot od telewizora, czy kiedy zjadł ostatnią kromkę chleba, nic nie mówiąc o tym Harry’emu; wszystko to nie miało końca.
Najgorsze z tego wszystkiego było to, że nie wróciło nic; nawet z kilku dni wcześniej. Jego zachowanie tak po prostu się odnowiło i całe gehenna zaczęła się od początku. Harry znów był zaborczy, chamski i bezmyślny, a wszystko to nakręcało Louisa coraz bardziej, aż miał ochotę krzyczeć.
Nie był pewien czy lubił tego bezbronnego Harry’ego z dnia rocznicy śmierci jego ojca, ale wiedział, że z pewnością nie lubi tego, z którym na co dzień musi mieszkać. Również miał problem z identyfikacją swoich uczuć.
Przez jego umysł przewijały się setki myśli; nawet kiedy Harry zachowywał się jak dupek, czuł więcej niż samą nienawiść i złość. Było pomieszane z czymś… cieplejszym. Nie bardziej podniecającym czy gorętszym, ale cieplejszym. Pojedyncze uczucia, których nigdy nie doznał, zaczynały się w nim tlić, a to go cholernie przerażało. Nie mógł znieść tej bezradności i wrażliwości przy osobie, która spowodowała, że taki się stał i, prawdopodobnie, jako jedyna to wykorzystywała.
- Masz – mruknął z grymasem na twarzy, rzucając płaszcz w stronę wyciągniętej ręki Harry’ego.
- Nie złość się, sweetcheeks. Dostaniesz zmarszczek. – Harry uśmiechnął się wsuwając ręce w rękawy kurtki i poprawiając kołnierz. – Chociaż, jeśli potrzebujesz pomocy ze zmarszczkami znam całkiem dobry sposób.
Chłopak uniósł swoje brwi, poruszając nimi w wymowny sposób i minął Louisa, wychodząc na zewnątrz. Starszy chłopak spojrzał za nim zamykając drzwi, zanim podążył za nim.
- Naprawdę? – zapytał go kpiącym tonem.
- Naprawdę – zamrugał niewinnie Harry. – Słyszałem, że seks dobrze robi dla skóry. Pewnie dlatego wyglądasz tak młodo.
- Odpieprz się, Styles. – Louis usiadł po stronie pasażera, zapinając swój pas w Range Roverze Harry’ego. Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, a swój wzrok utkwił gdzieś daleko za oknem.
- Aww, wiedziałem, że się tym przejmiesz. – Twarz Harry’ego była jednocześnie niewinna i sprośna. Louis nie miał pojęcia jak mu się to udało, ale przecież to był Harry Styles – największy kutas* na świecie. – Nie opieraj się tak, kochanie.
Louis przewrócił oczami, kiedy Harry wykonał gest rozpinania spodni i przesunął się bliżej okna.
- Nie obrażaj się tak – powiedział Harry, przekręcając kluczyk w stacyjce.
- Nie obrażam się – mruknął mu w odpowiedzi.
- Louis, krzyżujesz swoje ramiona, zrzędzisz i nawet na mnie nie spojrzysz. Jestem więcej niż pewien, iż jesteś w tej chwili definicją złości.
- A ja jestem całkiem pewien, iż jesteś definicją totalnego dupka. A ja staram nie dawać mu satysfakcji z współpracy
- Pieprzymy się, Louis. Sądzę, że spokojnie możemy nazwać to czymś więcej niż „współpracą”.
- Powiedziałem, że próbuję, co nie jest jednoznaczne z tym, że mi się udaje. – Louis czuł na sobie spojrzenie Harry’ego, kiedy jechali na drugi koniec miasta, gdzie reszta chłopaków już na nich czekała. Wiedział, że nie może być zadowolony faktem, iż jest w danej chwili obiektem obserwacji chłopaka, ale nie mniej jednak robił to. Z drugiej strony denerwował go fakt, że Harry ryzykował ich bezpieczeństwo, patrząc się na niego i udowadniając tym samym jaki był niedojrzały i bezmyślny. Ale chwile później jego serce zaczęło bić odrobinę głośniej i szybciej, powodując po raz kolejny dziwne i nieznane uczucie, pochodzące znikąd. W ciągu jednej minuty cieszył się z wywołania w chłopaku złości i frustracji, a w następnej jego serce roztapiało się pod każdym spojrzeniem chłopaka. Przyglądał się jak blisko jego dłoń spoczywała na lewarku, tuż obok jego własnego kolana. Ta rzecz… to coś… wprawiało go w zakłopotanie.
- Ty nawet nie próbujesz. – Harry spojrzał na niego ponownie.
Rozważał przez chwilę opcję zawrócenia do domu.
- Patrz na drogę, ciulu.
A w tym czasie oczy Louisa prześlizgnęły się subtelnie na twarz Harry’ego, jednak szybko z tego zrezygnował.
- Mówiłem, że się wkurzasz.
Starszy chłopak wziął głęboki wdech, starając się nie wybuchnąć. Krew buzowała w jego żyłach, a twarz robiła się czerwona ze złości. Zacisnął mocno zęby i spojrzał przed siebie. Zobaczył podziemny parking restauracji i starał się skupić swoje myśli na reszcie chłopaków.
Loczek podjechał do barierki i opusie szybę. Nacisnął guzik na skrzynce i odebrał bilet. Oparł się powrotem o siedzenie, trzymając kartę między swoim wskazującym a środkowym palcem. Louis odebrał go od niego, nie racząc go spojrzeniem.
- Nie zgub go – powiedział Harry, skręcając. Louis przewrócił oczami. Już chciał coś powiedzieć, ale postanowił nie dawać chłopakowi tej satysfakcji.
Samochód sprawnie skręcił na miejsce, a silnik cicho chodził chwilę po tym, gdy się zatrzymali. Louis rozpiął pasy i wyskoczył z samochodu, zanim Harry zdążył wyciągnąć kluczyki ze stacyjki. Podszedł do windy, naciskając guzik w ścianie, a drzwi automatycznie mu się otworzyły. Harry wśliznął się do środka w ostatniej chwili.
- Kurwa, Louis, mogłeś poczekać!
Chłopak nie odpowiedział. Nacisnął kilka razy nerwowo guzik na aplecie obok cyferki 5, głośno oddychając i obracając bilecik w dłoni.
- I nie zgub tego cholernego biletu. Schowaj go gdzieś do kieszeni, niezdaro.
Znowu cisza. Louis przymknął oczy, starając się zagłuszyć krew dudniącą w jego uszach. Ciepło rozchodziło się po jego ciele, a szczęka drżała mu nerwowo. Już prawie się uspokoił. Jedyne co słyszał to własny oddech, bicie serca i szelest karty obracanej między palcami…
Nagle silna dłoń uderzyła jego własną, wytrącając mu z kawałek papieru, który spiralnym ruchem opadł na ziemię. Szybko otworzył oczy, powstrzymując się przed uderzeniem Harry’ego w twarz i wybuchnięciem głośnym krzykiem. Ale zamiast tego Louis po prostu schylił się i podniósł bilet.
- JASNA CHOLERA, Louis! – krzyknął Harry, wplatając dłonie w swoje loki i zaciskając je na nich. Chłopak odwrócił głowę, aby spojrzeć na jego płonące szmaragdowe tęczówki. – Odpowiadaj jak do ciebie mówię! Kurwa. Masz tylko… KURWA!
Jego dłoń siarczyście uderzyła policzek Louisa. Harry nigdy wcześniej go nie uderzył; nie w ten sposób. Nigdy nie zranił go fizycznie z taką siłą. Serce Louisa nakazywało mu oddać cios, ale wiedział że jest w pułapce. Dłoń Harry’ego dosięgła apletu, ale tym razem zatrzymując windę, a druga wślizgnęła się we włosy Louisa, łącząc ich usta w namiętnym pocałunku.
Umysł Louisa eksplodował, a jego skóra zapłonęła pod wpływem dotyku chłopaka. Złapał go za koszulę, silniej przyciągając go do swojego ciała, nie pozostawiając żadnej przestrzeni pomiędzy nimi. Rozchylił mocniej swoje usta, pozwalając językowi Harry’ego wedrzeć się do środka. Mógł poczuć znajome wargi, które były miękkie i ciepłe. Poczuł się niemal jak w domu. Wszystko było tak znajome i ciepłe, ale jednocześnie dzikie i namiętne.
Powietrze wokół nich było ciężkie i niemal zniknęło całkowicie, kiedy Harry pchnął Louisa na ścianę windy. Wyższy chłopak oderwał swoje usta i począł składać mokre pocałunki na jego szyi, łapiąc go za biodra i podciągając je na swoje za jednym silnym ruchem.
- Odpowiadaj, Tomlinson – warknął w jego ciało, a wzdłuż kręgosłupa Louisa przeszedł dreszcz.
- Nie wiem… Nie wiem jak. – Jego ostatnie słowa przerodziły się bardziej w jęk rozkoszy jaką sprawiał mu Harry, a jeszcze bardziej nasilił się, gdy złączył mocniej ich biodra. Louis wplótł dłoń w jego włosy, mocniej przyciągając go do swojej skóry. Został uwięziony pomiędzy windą a Harrym, zawieszony wysoko nad ziemią, reagując każdą komórką swojego ciała na dotyk chłopaka.
- Krzyknij na mnie albo uderz, cokolwiek… kurwa – Harry zaciął się. Jego dłoń zaczęła walczyć z rozporkiem spodni Louisa. Oparł czoło o ramie szatyna, wspierając go nogami. Jego długie palce w końcu pokonały przeszkodę i zręcznie ściągnął spodnie ze starszego chłopaka. – Zauważ mnie.
Louis jęknął, gdy szorstkie jeansy Harry’ego otarły się o jego wrażliwą erekcję. Nie był pewien czy było to spowodowane z wrażenia, czy z tego co w sobie tłumił.
Zauważyć go? Jak mógł go nie zauważyć? Louis myślał o nim cały czas. Każda jego myśl miała związek Harrym. Louis nie mógł już myśleć o nim częściej. Nie dało się.
Sapnął ponownie.
- Za dużo ubrań – udało mu się wymamrotać, wyciągając dłonie spomiędzy włosów Harry’ego. Wyszarpnął koszulę z jego spodni, a Harry nawet nie myślał, żeby mu pomóc.
Czuł Harry’ego i jego głos, zapach i skórę. Znajoma sytuacja powodowała, że serce miało ochotę wyskoczyć mu z piersi. Stawał się medycznym fenomenem; chłopak z dziwnym, rzadko bijącym sercem.
Louisowi w końcu udało się ściągnąć spodnie z Harry’ego, odrywając go od swojej szyi, tak, że patrzyli sobie w oczy.
- Pieprz mnie, Harry.
Nastąpiła krótka przerwa, ułamek sekundy, kiedy słyszeli tylko swoje przyspieszone oddechy. Z piersi Louisa wyrwał się cichy jęk, przerywający ciszę. Harry naparł na jego usta, spragniony jego smaku i zdesperowany.
- Z przyjemnością – powiedział wprost w jego wargi.
Louis zassał zaproponowane mu dwa palce, liżąc je i starając się zostawiać na nich tyle śliny ile mógł, zanim Harry z łatwością wsunął je w niego bez ostrzeżenia. Starszy chłopak oparł głowę o ścianę, a jego palce zacisnęły się na włosach jego partnera.
- Idealnie – wymamrotał Harry po drugiej stronie szyi Louisa, bez siniaków i malinek, które pokazywały do kogo należy. Długie, smukłe palce rozpychały go coraz bardziej i powoli. Chwilę zastanawiał się czy aby nie zdjąć reszty ubrań, żeby chłopacy niczego nie podejrzewali, ale zrezygnował z tego, czując penisa Harry’ego napierającego pomiędzy jego pośladkami.
- D-dalej – zadrżał Louis, szepcząc do ucha Harry’ego. – Ach!
Krzyknął, kiedy Harry wbił się w niego i pociągnął jego ramiona w dół. Ból przeszył całe jego ciało. Ramionami objął Harry’ego, nogi jeszcze mocniej zaciskając wokół niego, aby poczuć każdy cudowny centymetr. To było takie uczucie, jakby nie mógł być wystarczająco blisko; zawsze był jakiś kawałek, który ich dzielił. Miał w sobie Harry’ego, ale czuł przerwę między nimi, której nigdy wcześniej nie było.
- Tak. Zajebiście. Idealnie. - Harry zaakcentował każde słowo z kolejnym pchnięciem bioder. - Zawsze. Idealnie. Cały. Pieprzony. Czas
- Harry! - Louis nie wiedział, czy on wrzeszczał na Harry’ego, aby przestał mówić, czy wchodzić coraz głębiej, ale wiedział, że powietrze w windzie był już zbyt gęste i czuł, jakby był w samym sercu ognia. Wiedział, że w powietrzu nie było już wystarczająco dużo tlenu do oddychania, ponieważ każdy haust powietrza nabierany w płuca mu nie wystarczał, a wręcz sprawiał ból.
Ślizgał się po metalowej ścianie windy z każdym pchnięciem chłopaka, a jego oczy szukały dogodnego punktu lecz jedynym widocznym miejscem, na którym mógł zawiesić swój wzrok, był Harry. Harry z roztrzepanymi włosami, spoconym ciałem i przygryzającym dolną wargę. Louis jęknął donośnie, kiedy chłopak przesunął swoją stopę, całkiem zmieniając kąt i uderzając w jego prostatę. Młodszy chłopak warknął i zaczął wbijać się coraz szybciej w jego ciało.
- Cholera, Harry. - Louis pociągnął paznokciami po plecach, podciągając jego koszulę i błądząc po rozpalonej skórze. Czuł jak mięśnie Harry’ego drżały, zarówno jak i jego własne.
Z gardła wydobył mu się głęboki jęk, gdy ręka Harry’ego ścisnęła jego penisa.
Jego oczy odnalazły tęczówki Harry’ego, ciemnozielone z podniecenia. Coś zaskoczyło go w ciele. Otworzył usta w niemym krzyku, a on eksplodował wewnątrz swojego ciała, dochodząc w dłoni Harry’ego i na swoją własną koszulę.
- Kurwa, kurwa, kurwa - Harry wydyszał, nie zaprzestając swoich ruchów – Louis…Ja…
Louis owinął swoje ramiona wokół Harry’ego i objął go w uścisku, tak, że zapomniał, gdzie skończył, a zaczął Harry. Z jego mózgu zrobiła się papka, ale musiał czuć Harry’ego; każdą jego cząstkę.
- Kurwa. - Harry doszedł w nim, szarpiąc i opierając się ciężko na niego.
Ich ciała były splątane przez chwilę. Harry trzymał jedną rękę pod udem Louisa, a drugą przytrzymywał się ściany za głową chłopaka. Louis zaczął poluzowywać swój uścisk, dzięki czemu Harry mógł wyplątać się z niego i opuścić go na ziemię.
- Moja koszula … - Louis spojrzał na białe ślady z przodu, których nie dało się ukryć. Spojrzał na Harry’ego, który się chichotał. - Chłopacy nie odpuszczą, a ja nie mogę pokazać się tak publicznie …
Skrzywił się lekko, starając się wytrzeć swoją spermę, ale jedynie roztarł ją jeszcze bardziej. Harry wytarł biały płyn z jego ręki w koszulę, ku przerażeniu Louisa, ale chwilę później ściągnął ją z chłopaka, pozostawiając go całkowicie nagiego w windzie garażu i wpatrując się w mężczyznę, który właśnie go pieprzył.
- Mam sweter w samochodzie - zagrzmiał głos Harry’ego w windzie, odbijając się echem od ścian. Podciągnął spodnie i poprawił te należące do Louisa. – Weźmiemy go zanim pójdziemy.
Louis skinął głową.
Harry wyciągnął rękę, pochylając się ku Louisowi, i nacisnął “B”, aby powrócić na parking, do samochodu, skąd mogli wziąć czysty sweter. Ruch windy spowodował, że żołądek Louisa fiknął koziołka i zrobiło mu się trochę słabo. Żaden z nich się nie odezwał, gdy dotarli do samochodu, a Harry się schylił po za duże jak na Louisa przebranie. Dopiero gdy byli w windzie i jechali w górę, tym razem nie zatrzymując się, Louis odezwał się.
- Zauważam cię, Harry. Ignoruję cię celowo.
Kiedy Harry otworzył usta, by coś powiedzieć, drzwi zrobiły ciche ‘ding’ i otworzyły się. Jakaś kobieta wsiadła do nich z uśmiechem.
- Które piętro? - zapytał grzecznie Louis.
- Szóste, proszę - odpowiedziała.
Dzieliły ich tylko dwa piętra. Gęste powietrze wypełniało windę z braku wyjaśnień. Wyjście z niej było ulgą; chłopcy mogli w końcu odetchnąć. Harry odwrócił się do Louisa, patrząc na niego i chcąc kontynuować to, co zostało mu przerwane.
- Louis! Harry! - Liam pomachał do nich, w towarzystwie trzech chłopców stojących cierpliwie przed drzwiami do restauracji. Dwaj przybysze podeszli, bez słowa, ukrywając to co miało miejsce chwilę temu. – Co wam tak długo szło?
- Louis musiał zmienić koszulkę. - Harry wzruszył ramionami.
- W… to? Stary, nie pierdol. - Zayn spojrzał na Louisa z uniesioną brwią.
- Nie miałem ani zbytniego wyboru, ani czasu - powiedział Louis.
- Harry – zaczął Liam lekko zdziwionym głosem.
- Tak, Liam?
- Masz, uch, masz coś…
- Ja pierdolę, Haz! Masz spermę na swojej koszuli! - Zayn zakrył usta ręką, tak jak i Liam, próbując stłumić śmiech. Ale nie Niall. Jego niebieskie oczy wpatrywały się w Louisa ze zdziwieniem.
- Wy nie… - wyszeptał.
- Nie bądź śmieszny. - Harry uśmiechnął się, zawieszając rękę na ramieniu Nialla. – Chodźmy coś zjeść.
*
7
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz