- Hej, Lou, podasz mi piwo? - Zayn rozciągnął się na kanapie, z ramieniem za napiętymi plecami Liama. Szerszy w ramionach chłopak, wraz z Niallem, pochylał się do przodu, wpatrując się w mecz piłki nożnej wyświetlany na telewizorze. Louis przeniósł swój wzrok w stronę telewizji, ale kompletnie się na niej nie skupiał. Naprawdę nie mógł poświęcić uwagi na mecz, ani na zajęcie się czymś innym niż ogromny ból głowy, który towarzyszył mu od tygodnia. Czuł jak ciśnienie ciągle wzrasta, ale nie miał pojęcia co może zrobić, by przestało. Cóż, może wiedział, ale nie był jeszcze gotowy, by to zrobić.
Louis przestał się odzywać. Przestał odzywać się do ludzi. Ostatnim razem kiedy się odzywał, mówił do siebie szepcząc coś, mamrocząc pod nosem, bawiąc się palcami i unikając Harry’ego za wszelką cenę. Uśmiechał się do pozostałych chłopaków, starał się śmiać, ale to był Louis, który się nie odzywał i to było po prostu dziwne. Chłopcy nie wypominali mu tego, zostawiając sobie jedynie wymowne spojrzenia i brwi zmarszczone w trosce.
Harry również próbował go ignorować przez większość czasu, nawet teraz. Siedział po drugiej stronie pokoju, stukając w ekran swojego telefonu i nie zwracając większej uwagi na mecz albo cokolwiek innego. Tylko raz młodszy chłopak zwrócił uwagę na Louisa, kiedy Harry wziął go znowu, i znowu, mimo ciszy. Kiedy noc milczała, kurwa, chciał sprawić, żeby zaczął mówić, zanim Louis wsunął z powrotem do siebie, oczy zwrócił na podłogę i trudne łzy zebrały się w kącikach.
Louis wstał. Nie mógł sobie poradzić z bólem przeszywającym mu głowę, aż przypominał sobie bicie serca Harry’ego i ciężki ton jego głosu. To był stały rytm, który nie zniknął, nawet gdy spał; jeśli spał.
Idąc do kuchni, zastanawiał się leniwie, czy to normalne, żeby czuć się tak przez drugą osobę. Ten przytłaczający smutek, duszenie w klatce piersiowej i pieczenie na skórze. Doszedł do wniosku, że nie było normalne.
Powietrze było tu mniej gęste. Otwarte okno nad zlewem, pozwalało wlatywać delikatnemu wietrzykowi, powodując unoszenie się serwetek na stole. Louis wziął je, otworzył górną szafkę i położył je na półce i zamknął cicho drzwiczki.
- Wydaje mi się, że atmosfera robi się gorąca.
Louis prawie krzyknął, kiedy twarz Zayna pojawiła się ni stąd, ni zowąd, tuż za drzwiczkami szafki. Jego głos łatwo rozpłynął się w spokojnym powietrzu, przecinając światło z drugiego pokoju. Najstarszy chłopiec, zmuszony, usta uformował w ciasny uśmiech i skinął głową.
- Nic ciekawego, prawda? - zapytał Zayn. Jego głos był jak zawsze, gładki i pozornie niewzruszony wobec wszystkiego, co się działo wokół niego, ale Louis dostrzegł w jego oczach, gdy odwrócił wzrok, spojrzenie, które powiedziało mu, że nie mówił tylko o meczu. Louis wzruszył ramionami.
- Chciałbym żeby, Liam nie był tak przyklejony do telewizji. Prawdopodobnie zająłbym się nim i zrobił coś ciekawszego. Nie winiłbym cię gdybyś teraz uciekł - Zayn przechylił leniwie brew i odepchnął się od szafki, owijając dłoń wokół brązowej, szklanej butelki piwa i wrócił z powrotem do salonu.
Louis zamrugał. Uciec?
Nie myślał; nogi same poniosły go z kuchni, przez korytarz, chwytając w ręce klucze, kurtkę i otwierając drzwi. Powietrze na zewnątrz było znacznie chłodniejsze niż przy zachodzie słońca, a wiatr gwizdał przez szpary między budynkami, mając nad nim przewagę. Drżał. W samochodzie przywitało go przyjemne ciepło, choć niewiele, aby podnieść temperaturę w jego psychice. Nawet to było tematem dyskusyjnym.
Nocne powietrze się poruszyło, kiedy samochód ryknął i odjechał z podjazdu, kierując się na północ.
*~*~*~*
- Odbierz, odbierz, odbierz - Harry mamrotał do jego telefonu, nerwowo poruszając kolanem w górę i w dół.
„Hej, właśnie dodzwoniłeś się do Louisa. Jestem teraz zaję…”
- Kurwa - rozłączył się gwałtownie, rzucając telefon na poduszkę obok niego i przesuwając dłonią po włosach. Była prawie czwarta nad ranem, a Louis nie wrócił jeszcze do domu. Próbował sięnie przejmować, ale to było cholernie, prawie, niemożliwe, kiedy obserwował go cały dzień, czując jak go pali; patrząc jak jego usta się poruszały, jak się uśmiecha i się śmieje podczas rozmów.
Jego ręka ponownie zaczęła przeszukiwać telefon. Mocno przycisnął palcem w ekran, wybierając numer Liama.
- Liam – odezwał się, kiedy sygnał oczekiwania został zatrzymany.
- Harry? - głos Liama był słaby i wycieńczony, a Harry słyszał w tle szelest kołdry.
- Co teraz chce? - zapytał lekko stłumiony głos gdzieś w oddali. Jeśli Harry nie byłby tak zaabsorbowany faktem znalezienia Louisa, mógłby się zastanawiać, co Zayn robi z Liamem w łóżku, o czwartej rano.
- Harry - kontynuował Liam. – Jest czwarta nad ranem.
- Tak, tak, wiem o tym. Ja tylko - oddychał przez nos. - Widziałeś Louisa? To znaczy, po jego wyjściu. Nie wrócił do domu.
- Harry, jestem pewien, że wszystko jest do… - Liam został zatrzymany przez szept. Harry nie potrafił usłyszeć, co się mówili, ale wywnioskował, że rozmawiali o tym gdzie Louis mógł się podziewać..
- Liam - jego głos się łamał, powodując zaprzestanie ich szeptów. - Gdzie on jest?
Liam westchnął. - Szczerze mówiąc, nie jestem pewien. Mam… Mam pomysł, ale nie wiem tego w stu procentach. Poza tym jest czwarta nad ranem.
- Tak, łapię. Masz, kurwa, jakiś problem, żeby mi to powiedzieć?
Kolejny bełkot i Liam ponownie się odezwał. - Spójrz, Haz. Nic nie możesz zrobić o czwartej rano, dobrze? Więc po prostu idź spać. Będziesz martwić się o tym jak wstaniesz.
- On zniknął, Liam! On zniknął, nie mówiąc, kurwa, nikomu, gdzie idzie. Nie powiedział tego MNIE!
Nastała cisza.
- Haz… Jakie to dla ciebie ma znaczenie?
- Ma znaczenie, bo nie ma go w domu i nie wiem gdzie jest, a powinien mi powiedzieć, gdzie idzie…
- Woah - Liam przerwał jego monolog, zatrzymując go, zanim jego głos zaczął się unosić coraz bardziej. - On nie musiał ci nic mówić. Odrzuciłeś go i złamałeś mu serce. Rzeczywiście jesteś kutasem przez cały czas, nie mówiąc już o tym jaki jesteś uparty, więc dlaczego w ogóle pytasz gdzie on jest?
- BO GO KOCHAM! - Słowa wypłynęły z jego ust, zanim zdążył je powstrzymać. Chciałby móc chwycić je w powietrzu i połknąć je z powrotem, mając nadzieję, że nigdy nie ich nie powiedział, ale to było niemożliwe. Na drugim końcu telefonu, jego dwaj koledzy z zespołu siedzieli w milczeniu.
Zżerał go brak odpowiedzi. To było prawie tak, jakby świat się całkiem zatrzymał, wirując w kółko, a jego głowa dusiła się z gniewu, frustracji i smutku, strachu i miłości, ogromnej miłość. Miłości, która szarpały jego kończyny, jego umysł - całe ciało; a teraz wiedział Liam, wiedział Zayn, i był pewien, że nie długo będzie wiedział Niall.
- Haz - Liam zaczął cicho, a jego głos był spokojny jak zawsze. – Myślę… myślę, że musisz iść spać. Musisz czekać, aż sam do Ciebie wróci. Skrzywdziłeś go.
- On mnie skrzywdził - wypalił Harry.
- On cię kocha.
Harry mógł jedynie energicznie potrząsnąć głową, kiedy w skroni poczuł ostry ból. – Nienienie. On nie mógł się…
- Kocha cię, a ty odrzuciłeś go bez powodu i teraz to go boli. Musisz czekać na niego, a kiedy w końcu wróci do domu, musisz go przeprosić.
- Nie zrobię tego!
- Nie bądź dzieckiem, Harry. Jeśli chcesz go, musisz przeprosić.
- Nie rozumiesz, Liam - Harry przechylił głowę bezwładnie na jego dłoni.
- Nie, naprawdę nie rozumiem - Liam prawie zachichotał. - Masz całkowicie rację. Kompletnie nie rozumiem waszej dwójki, ale to nie zmienia faktu, że nie powinieneś przeprosić. Wiesz co? Obiecaj… obiecaj mi, że pójdziesz spać, okej? Louis jest dużym chłopcem i jestem pewien, że wszystko w porządku, nie martw się. Jeśli nie pojawi się jutro wieczorem, to zaczniemy go szukać, okej?
Harry westchnął, przeczesując palcami włosy na bok. - Tak, w porządku. Okej.
- Dobranoc, Harry.
- Dobranoc, Liam. Dobranoc, Zayn.
Usłyszał stłumiony chichot przed odpowiedzią Zayna.
- Branoc, Hazza.
*~*~*~*
Mama Louisa nie zadawała mu pytań, kiedy pojawił się w jej drzwiach, trochę po północy, będąc jej wdzięczny. Wyglądał prawie jak bałagan; jego włosy sterczały - nie w sposób, który był celowy i stylowy – i miał mocne sińce pod oczami. Po prostu go przytuliła i zaprowadziła go do jego pokoju, ścieląc mu łóżko, kiedy rozbierał się i pożegnała go pocałunkiem w czoło.
Być może mógł porozmawiać z nią jutro. Jeśli go zmusi. Ale rozmawianie z nią o tym, było trochę wbrew Harry’emu, a nie chciał tego robić. Mówienie komukolwiek o tym było przesadą, nawet Jemu, jak się później okazało.
Wiedział, że musi coś powiedzieć swojemu współlokatorowi, to było zbyt oczywiste, ale bez względu na to, jak oczywiste to było, nie ułatwiało niczego. Snuł się cicho po domu przez ostatni tydzień, unikając spojrzenia Harry’ego, z oczami wbitymi ziemię, na ręce, na cokolwiek, a jego serce zaciskało się mocno, paląc go od środka. Nie zatrzymał się nawet na chwilę, odkąd pieprzyli się pod ścianą, a Harry syknął mu wszystko do ucha. Zachowywał się jak niemowa, kiedy Harry był zbyt blisko, ale stawał się zbyt przerażony.
- Harry, muszę z tobą porozmawiać - powiedział do swojego odbicia w lustrze, próbując, po raz milionowy. Słońce przywitało go dość ostro tego ranka i spędził ostatnie kilka godzin patrząc na swoje odbicie w lustrze. - Nie wiem, dlaczego myślałeś, że tylko cię wykorzystuje, bo nie… Kurwa.
Wplótł dłonie we włosy i ciężko usiadł na łóżku, opierając łokcie na kolanach. Było mu niedobrze. Nie jadł; nie chciał jeść. Nie jedli razem, nie byli w tym samym pokoju i Louis podejrzewał, że Harry również mało jadł. Chociaż nie powinno go to obchodzić tak bardzo, jak go obchodziło.
Ich cała sytuacja było nieźle popieprzona i to nie było fair.
- Może powinieneś po prostu to powiedzieć Harry’emu.
Głowa Louisa podniosła się nagle do góry. Niall stał w drzwiach sypialni z jego dzieciństwa, z założonymi rękami, opierając się lekko o framugę.
- Jeśli nie chcesz by nikt cię usłyszał, lepiej trzymaj swoje myśli w głowie - Niall wzruszył ramionami, wchodząc do pokoju i siadając obok Louisa. – W sumie i tak dobrze ci szło.
Louis wstał w milczeniu, obserwując pytające oczy Nialla.
- Po prostu przyszedłem sprawdzić jak się trzymasz. Harry zadzwonił do Liama wczoraj w nocy, trochę poirytowany faktem, że nie wróciłeś do domu. Pomyślałem, że mogę przyjść i się upewnić.
Louis westchnął i opadł z powrotem na łóżko, rozkładając ręce nad głową. Niall uśmiechnął się.
- Mogę być z tobą szczery?
Louis odwrócił głowę na materacu w stronę blondyna. Może nie powiedział tego głośno, ale jego spojrzenie mówiło „A nie jesteś zawsze?”
Niall zlekceważył chichot i przeniósł ciężar ciała, żeby mógł spojrzeć Louisowi w oczy. - Po prostu, kurwa, to zrób, dobrze? Powiedz mu. Nie płacz i po prostu to zrób. Nie mogę tego znieść… tego; cokolwiek do cholery, to jest. Wiem, że jesteś do dupy z przemówieniami, ale to jest oczywiste i po prostu… Po prostu powiedz mu, tak?
Wstał leniwie, klepiąc kolano Louisa przed odejściem w stronę drzwi sypialni. Odwrócił się i spojrzał przez ramię przed wyjazdem. - Zdajesz sobie sprawę, że jechałem do Ciebie trzy godziny, tylko żeby ci to powiedzieć, prawda? Więc lepiej, kurwa, mnie posłuchaj, uparty dupku.
Louis starał się nie uśmiechnąć, a Niall odwrócił się ponownie i wyszedł z pokoju.
Musiał przestać być idiotą i to zrobić. Po prostu wrócić do domu i powiedzieć Harry’emu dokładnie, co czuje.
Przejechał ręką po włosach, wstał, chwycił swój płaszcz i klucze. Jego ręka zawisła nad klamką do drzwi lekko dotykając jej; będzie miał trzy godziny jazdy, aby zmienić zdanie. Ale może lepiej było zostać przy tym, bo jeszcze chwila i cofnąłby się, uciekając jak najdalej od problemów.
W każdym razie to był pomysł Zayna, pomyślał, zmuszony nacisnąć klamkę, aby otworzyć drzwi i wyjść na korytarz po schodach. Umysł Louisa był tak skupiona na wyjściu, że nie widział swojej matki, która trzymała w dłoniach herbatę, dopóki do niego nie zawołała.
- Idź do niego, BooBear.
Odwrócił głowę i spojrzał na nią, jedną ręką trzymając na gałce od drzwi frontowych, a drugą przeciskając przez rękaw kurtki. Otworzył usta ze zdziwienia, słowa uwięzły mu w gardle. Jay uśmiechnęła się do niego świadomie i odstawiła kubek na stół pod ścianą na korytarzu, zanim podeszła. Jej dłonie były delikatne, a spojrzenie miała troskliwe, pomagając mu włożyć drugą rękę w rękaw kurtki.
- Jestem twoją matką, Lou. Znam cię. Nie wspominając już, że wiem, że ty i Harry nie nienawidziliście siebie od początku. Ale wiem też dobrze, że nienawiść to silne uczucie, a czasami jest wykorzystywane na do zakrycia czegoś innego; czegoś co myślę, że niedawno odkryliście. Zgaduję, bo nie ma innego powodu, aby stanąć w moich drzwiach po północy bez słowa. Nikt inny nie może wpłynąć na ciebie tak, poza Harrym. Widziałam to. A teraz wychodzisz z domu z pośpiechem po bardzo, bardzo szybkiej wizycie Nialla Horana. Umiem dodać daw do dwóch. Nie jestem ślepa.
Jay wciąż stała spokojnie, a Louis był nieruchomy i pozwolił swojej mamie ubrać na niego kurtkę.
- Teraz – położyła mu dłonie na ramionach i odsunęła się. - Idź i zrób to, co trzeba, żebym nie musiała się o was więcej martwić, tak?
Louis skinął głową i mama opuściła swoje ręce. Chciał jej powiedzieć, jak bardzo ją kocha, ale słowa uwięzły mu w gardle, zastrzeżone, przynajmniej na razie, dla całkiem innej osoby.
*~*~*~*
Jazda z powrotem do Londynu z Doncaster sprawiała wrażenie, że w ogóle jej nie było. Louis siedział w ciemności, wyłączając silnik samochodu i nadal trzymając obie ręce na kierownicy. Wciągnął powietrze przez nos i zamknął oczy, zmuszając dłonie do położenia ich na drzwiach, żeby je otworzyć
To dziwne uczucie - walczyć ze sobą. Zwłaszcza, gdy jesteśmy przyzwyczajeni do walki z kimś innym. Był nerwowy i kompletnie nieprzygotowany, ale pchnął drzwi z nadzieją, że skutek może być warty tego wszystkiego, nie chcąc przeżywać tego wszystkiego jeszcze raz.
Trzask drzwi się rozszedł się echem w powietrzu, głośno i wstydliwe, jakby celowo alarmując każdą pieprzoną osobę na Ziemi, że Louis Tomlinson właśnie wszedł do domu, po całym dniu ucieczki od problemów. Czuł się jeszcze gorzej niż szmata. Nigdy nie lubił tych drzwi.
Oczy Louisa wbiły się w podłogę, gdy rozpiął kurtkę, krzywiąc się na hałas, który wydał. To było tak, jakby każdy nieożywiony przedmiot w jego życiu chciał go pogrążyć. Powietrze uciekło mu płuc, kiedy podniósł żeby powiesić kurtkę. Odwrócił się. Harry. Kurwa.
Chłopak stał, opierając się o framugę drzwi ze skrzyżowanymi ramionami, podobnie jak Niall, tylko kilka godzin wcześniej.
- Gdzie byłeś? - zapytał Harry niższy głosem niż Louis pamiętał.
- U mamy - odpowiedział mu po prostu. Jeśli Harry był zaskoczony, że Louis rozmawiał z nim, to i tak tego nie pokazał.
- Dlaczego nie powiedziałeś?
- Nie wiedziałem, że muszę - Louis nie był pewien, co zrobić. Harry nie krzyczał, więc chyba było dobrze, prawda? Ale Lou nie był pewien, co z tym zrobić. Nie był pewien, jak zacząć. Nie chciał krzyczeć jako pierwszy, pomimo tego, że czuł się, jakby Harry na niego krzyczał. Mógł wyjść i przyjść, kiedy mu się podobało, bez konieczności poinformowania młodszego chłopaka. Ale w tym samym czasie, mała cząstka jego umysłu, była trochę zadowolona z faktu, że Harry się martwił. - Harry, co do ostatniej nocy…
- Nie, nie. Rozumiem, okej?
- Nie, nic nie rozumiesz. Nie rozumiesz tego. Nie wiem dlaczego, ale masz jakieś uprzedzenia w mózgu, że nie mógłbym cię kochać. I tak, może to trochę moja wina, ponieważ powiedziałem, że Cię nienawidzę, kiedy się poznaliśmy, ale szczerze mówiąc, czy można mnie winić?
Harry otworzył usta, żeby coś powiedzieć, wciąż stojąc w jednym miejscu.
- Nie! Harry, posłuchaj mnie! Musiałem po prostu przemyśleć sobie parę rzeczy. To nie jest dla mnie łatwe…
- A myślisz, że to jest łatwe dla mnie? - Harry zrobił krok do przodu, zatrzymując się jeszcze metr lub dwa od Louisa, ale mniejszy chłopak cofnął się. – Myślisz, że ostatnie dni były dla mnie łatwe? Nie wiem, gdzie byłeś, Louis! Wiesz jak się denerwowałem?! Czy wiesz, jakie to uczucie zostać opuszczonym?
Louis warknął z irytacją, wymachując rękami w powietrzu. - Kurwa, nie zostawiłem cię, Harold! Pojechałem do mamy! Na jedną noc! BOŻE! To mnie zabijało coraz bardziej – myśl, że nie znaczę dla ciebie nic.
Zbliżyli się do siebie, niemal dotykając się. Mieli zmarszczone brwi, w złości, frustracji i bólu jakie ich ogarniały. Harry wyciągnął rękę i chwycił nadgarstek Louisa.
- To nic nie znaczy - syknął, przyciągając chłopaka bliżej. – To znaczyło wszystko. Przez te kilka pieprzonych minut przynajmniej mogłem sobie wmawiać, że mnie nie okłamujesz.
- Kurwa, nie okłamuję cię, Harold! - krzyknął Louis, wyrywając rękę z mocnego uścisku. – KOCHAM CIĘ, TY TOTALNY….
Jego słowa zostały zatrzymane przez usta Harry’ego i przycisnęły go do ściany, przysuwając blisko ich ciała. - Przestań kłamać - wymamrotał w usta Louisa. - Nie mogę już tego znieść.
- Nie robię tego. To właśnie próbuję ci powiedzieć, dupku.
- Zamknij się - Harry szczelnie nakrył swoimi ustami jego wargi, napierając na niego całym ciałem. Jego ręka wślizgnęła się na bok Louisa, ściągając jego koszulę przez głowę i rzucając ją na podłogę.
Louis wiedział, że powinien powstrzymać Harry’ego, porozmawiać i używać słów, nie czynów, które tak naprawdę sprowadziły go w to miejsce. Ale Louis zawsze pieprzył wszystko, kiedy mówił, a później szybko żałował tego, więc skoro i tak to miało się stać, nie zatrzymywał go. Pozwolił Harry’emu zjechać dłońmi w dół na jego uda, a młodszy podciągnął go na swoje biodra. Pozwolił Harry’emu zanieść się do jego sypialni i połozyć go na łóżku, zanim rozebrał się. Pozwolił Harry’emu zdjąć swoje spodnie i bokserki. Posunął się nawet do tego, chłopakowi delikatnie pocierać nawilżonymi lubrykantem palcami swój tyłek. W tym momencie nic go nie trzymało, więc może ta rozmowa na początku nie była aż tak złym pomysłem.
- Kocham cię, Harry - jęknął, gdy Harry wślizgnął swoje długie i smukłe palce do jego wnętrza. Nie zatrzymał się, lecz zaczął poruszać nimi szybciej, a Louis leżał z rozłożonymi nogami, podniecony wpatrując się w jego oczy.. - Kocham sposób, w jaki jesteś kompletnym idiotą i jesteś taki… kurwa … władczy przez cały czas – warknął Louis, przyciskając ręce do łóżka i zaciskając je na prześcieradle. - Kocham to j-jak chcesz mnie posiadać. Kocham to w jaki sposób wyglądasz ra-ano. - Jego oddech skracał się do krótkich westchnień, a jego biodra posuwały się w górę i w dół, potrzebując więcej niż trzech palców wewnątrz siebie. - Proszę, Harry - wyszeptał.
Harry był spokojniejszy niż zwykle, a Louis nie był pewien, jak ma się zachować, ale, o mój Boże, jego ręka była tam i on był; Louis nie mógł skupić swoich myśli Skupił się na swoim oddechu, czując znajome rozciąganie, kiedy Harry wszedł w niego. Duże dłonie trzymały jego biodra, opierając się na jego pasie, dzięki czemu jego skóra robiła się gorąca i przyjemnie piekła.
- Harry… Kocham cię tak bardzo i to mnie b- boli. – Jęknął, krążąc biodrami, gdy Harry zaczął się poruszać. Było przyjemnie od bólu, jego emocje szalały, a on nie chciał go opuścić. To był dowód, że było warto wytrzymać ten fizyczny ból, warto było walczyć o końcowy wynik. - Kocham wszystkio głupie… Wszystko… Po prostu… Nie mogę opisać tego słowami. N-nie tak. Musiałem pokazać. Musiałem ci pokazać, co ty pokazałeś mi. Musiałeś poczuć, jak bardzo cię kocham.
Harry wziął oddech, a Louis obserwował go i patrzył jak ten zerknął w tę i z powrotem, jakby starał się zrozumieć, zrozumieć wszystko, co przed chwilą powiedział. Jego duże dłonie zacisnęły się na pasie Louisa i oparł swoje czoło o jego, poruszając biodrami i wypełniając Louisa i wysuwając się z niego. Młodszy chłopak spojrzał na niego; jego oczy były tak zielone i, och, tak głębokie… Louis myślał, że może się w nich utopić, wspinać się po ciemnych ścianach i zakopać na zawsze.
- Nie mogę cię… - wysapał Harry miękkim i niskim głosem, zduszając jęknięcie. - Nie mogę cię stracić. Nie chcę żebyś mnie zostawił. Nie chcę… Nie chcę, żebyś mnie znowu zranił.
Louis złączył ich usta, owijając nogi wokół silnych pleców Harry’ego i przyciągając go mocniej, tak, że nigdy nie czuł się taki pełny. Mógł jutro w ogóle przestać się ruszać. To było szczęście, i to była miłość. To palenie, fizyczne, emocjonalne, wszystko paliło go i łączyło z Harrym jako jedność.
- Ja też to czuję, Harry. Czuję jak mnie pali. Nie zostawiaj mnie z tym samego.
Zieleń jego oczu niemal go oślepiał.
- Obiecaj mi - powiedział Harry cicho i ostro, poruszając coraz mocniej biodrami do tyłu i do przodu, doprowadzając Louisa do szaleństwa, najprzyjemniejszy w sposób. - Obiecaj mi, że mnie nie skrzywdzisz.
- Tak…tak! - krzyknął Louis, wyginając plecy w łuk, czując ciepło, zaciskając swoje mięśnie brzucha, a uda zaczynały mu drżeć. - Tak, obiecuję, Harry. Harry, kocham cię. Kocha…
Jego usta się otworzyły i jęknął głośno do ucha Harry’ego, zaciskając mocnomięśnie wokół niego, przyciągając go do siebi.e – Kocham. Cię. - szepnął.
Harry osiągnął szczyt, chwytając mocno ciało Louisa i wypełniając go. Ściany, którymi się otaczał, runęły, keidy łapał powietrze. Jego płuca płonęły, zbyt mocno by nazwać to pożądaniem, ogień, który gonił go przez lata. W końcu go dopadł i patrzył jak ogień uśmiechnął się wewnątrz niego, trzymając go, szepcząc mu do ucha i całując go, dopóki nie poczuł, jak nie spalają go cudownie przyjemne płomienie.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz