Harry objął ramieniem Louisa tak, aby przesunąć dłonią po śladach z poprzedniego wieczoru. Louis odwrócił się powoli w jego stronę, piorunując spojrzeniem swojego nie-do-końca-kochanka. Harry jedynie roześmiał się pod nosem, na złość przesuwając swoją dłoń bliżej starszego chłopaka. Louis nie pozostał mu dłużny i wplótł palce w jego rękę, powodując, że wyglądało to jakby się za nie trzymali.
Harry skrzywił się, starając poluźnić uścisk, którym obejmował teraz w pasie Louisa. On z kolei mocniej ścisnął jego dłoń. Dla każdego wyglądało to całkiem normalnie. Ale Harry wiedział lepiej. Dłoń była tylko ostrzeżeniem, miała dać mu znać, że jeśli Harry spróbuje czegokolwiek bardziej intymnego, Louis natychmiast zareaguje.
Kobieta i mężczyzna obok zwrócili się do nich z szerokim i fałszywym uśmiechem na wytapetowanych twarzach, kiedy producent krzyknął “akcja”. Louis usiadł trochę wygodniej, odwracając się plecami do boku Harry’ego. Młodszy musiał powstrzymać się od przesunięcia się dala od niego, krzywiąc się z niesmakiem. Louis zawsze był dużo lepszy w udawaniu niż on.
- Dzisiaj, chcielibyśmy powitać One Direction – zaczęła kobieta, klaszcząc delikatnie po wprowadzeniu. – Właśnie wrócili z trasy po Wielkiej Brytanii i za niedługo wyruszają do Stanów na kilka miesięcy.
- Również niedawno wydali swój pierwszy album – dodał mężczyzna trochę podekscytowany – Oraz przed kilkoma dniami zostali nominowani do Brit Award! Gratulacje, chłopaki! Musicie się bardzo cieszyć!
- Tak, tak – odpowiedział radośnie Liam. - Wszyscy pracowaliśmy naprawdę ciężko, wygranie Brit byłoby spełnieniem naszych marzeń.
- Nigdy nie myślałem, że zajdziemy tak daleko - wtrącił Zayn. - Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy na nas głosowali, i będą głosować. Wiele im zawdzięczamy.
- Fani są ogromną częścią tego, co robimy - dodał Niall. – Bez nich nic byśmy nie osiągnęli.
- Kochamy naszych fanów! –krzyknął Louis. - To najlepsza część tego całego doświadczenia! Dla nich tworzymy muzykę, bo to oni zaprowadzili nas do miejsca gdzie jesteśmy. Są powodem, dla którego każdego dnia możemy robić to, co kochamy.
- Poza posiadanie czwórki najlepszych przyjaciół, oczywiście - skłamał Harry. Tyle razy już to robił, że niemal weszło mu w nawyk. To nie tak, że nie lubił pozostałej trójki. To się tyczyło tylko i wyłącznie Louisa.
- To prawda! Jesteście bardzo blisko, prawda? - uśmiech kobiety poszerzył się. Harry skinął głową, odpowiadając za wszystkich.
- Tak, jesteśmy jak bracia - odpowiedział jej. - Oprócz mnie i Louisa, oczywiście – Nie mógł sobie podarować tej kwestii. Louis mocniej ścisnął go za palce, ostrzegając, że jeśli cokolwiek chce zrobić, ma natychmiast przestać. Mężczyzna spojrzał na nich zdezorientowany.
- Co masz na myśli?- zapytał. Harry uśmiechnął się ciepło do niego.
- Ja i Louis jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi! – oznajmił uradowany. – Chociaż w sumie nasza relacja już dawno przeszła przez braterstwo. Określenie „bracia” nie oddaje tego, co jest między nami naprawdę - skończył z uśmiechem, opierając głowę na ramieniu Louisa, który wbił paznokcie w dłoń Harry’ego jako odpowiedź. Mężczyzna uśmiechnął się do nich nerwowo, a jego żeński odpowiednik chichotał niezręcznie.
- Naprawdę jesteście bardzo blisko – zauważyła po raz kolejny. Uśmieszek Harry’ego powiększył się; pochylił głowę, krótko całując drugiego chłopaka we włosy. Louis szarpnął się lekko, odsuwając od szatyna jak najdelikatniej jak potrafił. Wciąż patrzył przed siebie, nie pozwalając sobie na emocje, które wręcz w nim wrzały.
Harry kontynuował dokuczanie Louisowi podczas całej rozmowy, nie mogąc się powstrzymać. Kochał drażnienia starszego chłopaka, a szczególnie teraz, gdy znalazł bardziej skuteczny sposób. Wszystko, co musiał robić, to zacisnąć palce na pasie Louisa lub dmuchnąć delikatnie na jego ucho, a palce starszego ściskały jego za każdym razem, gdy Harry zrobił coś bardziej podniecającego.
Jak tylko rozmowa się skończyła, Louis zerwał się z fotela, ciągnąc Harry’ego za rękę. Opuścił studio tak szybko jak tylko mógł, ignorując małe bóle w dole jego pleców przy każdym kroku. Zatrzymał się, gdy dotarli do pustego korytarz i odwrócił się do loczka.
- Co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz?! - Louis wybuchnął ze złości. Harry tylko uśmiechnął się zawadiacko. - Ty mały gnojku. Co to było? Co próbujesz zrobić?
- Tylko trochę się zabawiłem - Harry powiedział niewinnie. - Wywiad był cholernie nudny!
- Tak, w porządku, trochę zabawy… Moim kosztem, dziękuję. – Przewrócił oczami.
- O czym ty mówisz? - spytał figlarnie. Louis rzucił mu gniewne spojrzenie.
- Dobrze wiesz, o czym mówię - warknął. - Dotykanie, ściskanie, gryzienie. To było irytujące.
- Nie podobało ci się, Lou? - Harry uśmiechnął się, podchodząc bliżej do Tomlinsona, który nie zauważył tego subtelnego ruchu. – Wyglądało, jakby ci się podobało.
- Pieprz się, Styles! - Louis splunął.
- Znowu? Wiem, że nie można mi się oprzeć, Tomlinson, ale mógłbyś przynajmniej spróbować sprawiać wrażenie, że przez cały czas nie chcesz dobrać się do moich spodni.
Twarz Louisa zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Spiorunował młodego spojrzeniem.
- Zamknij się, Styles – wysyczał przez zęby. - Zachowujesz się jakbyś wiedział wszystko, a tak naprawdę tak nie jest. Nie znasz mojego życia, nie masz pojęcia z czym się zmagam… nie znasz mnie.
- Wiem więcej niż myślisz, Louisie Tomlinsonie - powiedział szorstko. Patrzyli sobie w oczy, nie chcąc zerwać kontaktu wzrokowego. Twarz Louisa była maską gniewu, policzki wrzały z czerwoności, a oczy niebezpiecznie błyszczały. Harry tylko uśmiechnął się i odtańczył w myślach taniec radości i zgorszenia.
Ułamek sekundy później ich usta były złączone w namiętnym pocałunku. Jeżeli można to tak nazwać. Ręce Harry’ego chwyciły mocno twarz Louisa, a on rozpaczliwie pociągnął loki za Harry’ego. Ich usta poruszały się agresywnie. Harry zdecydował się przejąć kontrolę nad sytuacją, obracając Louisa i popychając go na ścianę. Ich usta rozdzieliły się na krótko i oboje odetchnęli głęboko, zanim z powrotem do siebie przylgnęli.
Harry przeniósł ręce w dół i chwycił biodra Louisa, które natychmiast wypchnęły się do przodu. Uśmiechnął się mu w usta, mocniej przyciskając niższego chłopaka do ściany. Louis syknął i jęknął, gdy jego zadrapania otarły się o twardą powierzchnię. Nie był pewien czy to z rozkoszy, czy może z bólu.
W odpowiedzi na brutalność Harry’ego, Louis wplótł dłonie mocniej w jego włosy, szarpiąc loki i pieszcząc skórę jego głowy. W końcu przyszła kolej na Harry’ego, który zaczął jęczeć i dyszeć. Miał zwyczajną słabość do Louisa ciągnącego go za włosy. Ocierali się swoimi biodrami w górę i w dół, coraz bardziej podnosząc temperaturę atmosfery. Harry wepchnął Louisowi język do ust, badając każdy ich zakamarek.
Louis odchylił głowę do tyłu, całkiem poddając się młodszemu. Złapał go za pośladki i złączył mocno ich miednice, rozpaczliwie szukając czegoś, czego definitywnie nie powinien.
Ale posiadając Harry’ego tak blisko siebie trudno było myśleć spójnie, a on zignorował część jego mózgu, która krzyczała do niego, aby zatrzymać to wszystko, dać już sobie spokój. Ale nie mógł – nie kiedy działo się to tak niesamowicie szybko i pożądliwie.
- Co do cholery…? – Oderwali się od siebie natychmiast, Louis zapominając wyjąć dłoni z włosów Harry’ego, a Harry z jego ściągnąć własne z bioder chłopaka. Zszokowany Niall wpatrywał się w nich, nie wiedząc co powiedzieć. Pokręcił głową, wskazując kciukiem przez ramię.
- Mam zamiar teraz wyjść i wrócić z powrotem. Nie widziałem tego co widziałem. – Mówił nieskładnie. – Ponieważ wy dwaj nienawidzicie siebie nawzajem i nigdy się nie całowaliście. Nie mówmy o tym Liamowi i Zaynowi, chyba że między wami naprawdę coś jest… A nie jest, prawda?
Louis i Harry potrząsnęli gorączkowo głową.
- W porządku. Nic nie widziałem. Ach… i nie pozwólcie się nigdy więcej przyłapywać.
Para skinęła głową, patrząc szeroko otwartymi oczami, jak Niall odwrócił się na pięcie i wyszedł z korytarza, mamrocząc pod nosem: "dobry Boże ".
Harry i Louis odetchnęli z ulgą, dziękując Bogu, że to był Niall. Liam czy Zayn chcieliby wyjaśnień. Na ich szczęście Niall nigdy nie wnikał w nie swoje sprawy. Wzdychając, w końcu oddalili się od siebie na bezpieczną odległość. Poprawili spodnie, starając się na siebie nie patrzeć. Harry rękoma przeczesał swoje włosy, a Louis wyprostował pognieciony t-shirt.
Niall wrócił ostrożnie i odetchnął, kiedy zobaczył Harry’ego i Louisa po przeciwnych stronach korytarza.
- Samochód już czeka - powiedział im. - Liam już zaczyna się denerwować, więc lepiej chodźcie.
Poszli wszyscy razem korytarzem na lewo. Louis szurał lekko butami, ze wzrokiem wbitym w podłogę. Niall odwrócił się, żeby coś mu powiedzieć, ale zauważył jego niezgrabny chód i wiedział, że nie jest dobrze.
- O mój Boże – szepnął - Co wyście robili?
- Pieprzyłem go…no, prawie - stwierdził Harry. Louis spojrzał na niego ze zdziwieniem i uderzył go w pierś.
- Harry!
- Co!? To prawda! – wyjaśnił, po czym odwrócił się do Nialla. - Myślałem, że nie chcesz wiedzieć.
- Nie chcę - odpowiedział. - Po prostu chciałem mieć pewność, że nie zraniliście siebie nawzajem. Fani by zauważyli.
- Przestańmy o tym mówić, dobrze? - powiedział zmieszany Louis. Harry prychnął, zakręcając się wokół niego i przytulając się do jego pleców.
- Aw, mały Louis się wstydzi? - zachichotał wprost do jego ucha. Louis chrząknął, a policzki mu się zaróżowiły. Odepchnął młodszego od siebie. Harry potknął się o własne nogi, a Niall spojrzał na niego niedowierzaniem. Loczek uniósł brew.
- No co? - zapytał, a Niall pokręcił głową.
- Nie masz pojęcia, jak dziwne jest was widzieć razem kiedy dotykacie się dobrowolnie - wymamrotał. Harry tylko przewrócił oczami.
Liam i Zayn spojrzeli na trójkę chłopaków, idących w ich kierunku. Liam stał obok bruneta, który był oparty o samochód.
- Co wam tak długo zajęło?! – krzyknął. - Wysłałem do was Nialla piętnaście minut temu!
- Znowu się kłócili – rzucił mu blondyn w odpowiedzi. – Trochę mi zajęło, zanim się zamknęli i pozwolili cokolwiek powiedzieć.
Harry mrugnął do Louisa dyskretnie, niezauważony przez trzech pozostałych chłopców. Policzki chłopaka natychmiast przybrały kolor piwonii. Rzucił się szybko do samochodu, popychając po drodze Zayna, i zajął miejsce przy oknie. Mulat uniósł brew lekko zdziwiony, ale nic nie powiedział i usiadł obok niego. Pozostali chłopcy spokojnie zajęli wolne fotele - Harry usiadł naprzeciw Louisa.
Louis był spięty przez całą drogę powrotną. Wiedział, że pozostali zauważyli jego dziwne zachowanie, ale nie mógł zmusić się do uśmiechów czy żartów. Po uciążliwej podróży szybko wyskoczył z samochodu i pobiegł do ich mieszkania, po drodze niemalże przewracając się na drodze.
Harry podążył za Louisem, zamykając za sobą drzwi i uśmiechając się. To było zbyt łatwe i zbyt zabawne. Zdjął buty, kierując się do kuchni gdzie usłyszał Louisa robiącego herbatę. Podszedł, przytulając od tyłu niższego chłopaka i uśmiechając się złowieszczo kiedy ten napiął swoje mięśnie pod wpływem dotyku, opierając swoje drżące dłonie na blacie. Harry wypchnął swoje biodra do przodu, ocierając swoją erekcją o tyłek Louisa.
- Harry – jęknął Louis. – Przestań.
- Nie chcesz żebym przestał – wychrypiał mu do ucha, mocniej na niego napierając. Louis zapiszczał żałośnie. Harry uśmiechnął się, widząc swoją wygraną, i przeniósł się ręce, przesuwając je w dół, póki nie dotarł do paska spodni. Oplótł ręce wokół bioder Louisa, odpinając guzik i zamek, ściągając spodnie i bokserki za jednym zamachem.
- Przygotować cię czy jesteś wystarczająco rozluźniony? - Harry owiał gorącym oddechem szyję Louisa. Chłopak jęknął w odpowiedzi.
- Nie musisz - powiedział, a Harry uśmiechnął się i sam się rozebrał. Natychmiast wbił się w niego, co nie było zbyt przyjemne dla obojga. Louis krzyknął. Nie spodziewał się tak szybkiego obrotu akcji jednak wszystko okazało się dla niego dziwnie podniecające.
Harry zatrzymał się na chwilę, żeby Louis się rozluźnił, zanim znowu pchnął do przodu. Ten chwycił szafkę przed nim, jęcząc i wzdychając z każdym ruchem. Harry sięgnął dookoła, próbując podeprzeć się na blacie, ale zamiast tego znalazł ręce Louisa. W ferworze pchnął na szafkę Louisa tak, że każdym zanurzeniem chłopak odbijał się od niej.
Kuchnia była pełna gorącego i wilgotnego powietrza, a zdesperowane jęki chłopów roznosiły się po pomieszczeniu. Harry pochylił się, a spocone loki przyklejały się do jego czoła. Doszedł w nim wraz z ostrym bólem w źle opartym ramieniu i wystarczyła chwila, aby Louis wytrysnął wprost na szafkę kuchenną z drżącym głosem.
- Kurwa…- sapnął z rozkoszy, ciężko oddychając.
Harry wyszedł z niego, uwalniając ręce, które miały wręcz biały kolor, i pochylił się, wciągając z powrotem spodnie. Patrzył jak Louis niezgrabnie zrobił to samo, krzywiąc się z powodu bólu rosnącego w dolnej części pleców. Odwrócił się i poważnie spojrzał na Harry’ego.
- Tak nie będzie wyglądało codziennie - powiedział mu surowo. Harry widział kłamstwo, które świeciło się w jego oczach, ale skinął głową w potwierdzeniu. Przecież łamanie zasad było częścią całej zabawy.
- Oczywiście – przytaknął. Oczywiście, że nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz