Cisza wisiała w napiętym powietrzu, a chłopacy zamarli bez ruchu. To nie była łatwa sytuacja do wyjaśnienia, a zwłaszcza Liamowi. Dłoń Louisa ześlizgnęła się w dół szyi Harry’ego, kiedy ten podniósł się do pozycji siedzącej, ale nadal spoczywała lekko na jego piersi, gdy młodszy chłopak wciąż trzymał go mocno w talii.
Louis poruszył się jako pierwszy, wysuwając się z objęć i ignorując tym samym ukłucie w klatce piersiowej z powodu utraty kontaktu z ciepłym ciałem Harry’ego. Ledwo pamiętał, że nie mają na sobie ubrań, więc w ostatniej chwili przytrzymał kołdrę i odwrócił się do Liama, którego brwi znikały teraz pod linią jego włosów.
- Sprawdzałem tylko jego twarz - powiedział Louis z dziwnym machnięciem ręki, udając niewinność.
- I robiłeś to ustami? - zapytał Liam, krzyżując ramiona.
- I dziękowałem mu za wczoraj… Boże, Liam, co cię to obchodzi? - Starał się powstrzymać grymas wypływający na jego twarz. Zirytowany podparł się łokciem na prześcieradle, a drugą ręką wciąż trzymał kołdrę.
- Obchodzi mnie, bo jak dobrze pamiętam, nienawidziliście się nawzajem, a to nie jest normalne - powiedział Liam, lekko rozluźniając się, a jego brwi swobodnie opadły, wyrażając teraz bardziej zmartwienie niż zaskoczenie.
- Co mówiłeś o paparazzich? - przerwał Harry, zwracając tym samym na siebie uwagę chłopców.
- Taa - powiedział Liam. Rozłożył gazetę i zrobił kilka kroków, zanim zatrzymał się i rzucił papierem, który wylądował z szelestem na kołdrze. Louis wyciągnął po niego rękę, ale Harry był szybszy. Obrzucał szybko wzrokiem wszystkie fotografie. Louis bezmyślnie pochylił się tak, że ich boki się stykały, patrząc w tym samym czasie w gazetę.
Widniało na nim pięć zdjęć, każdy z napisem, wraz z krótką kolumnę wzdłuż lewej strony, zbyt małą, aby Louis mógł ją odczytać ze swojego miejsca. Pierwsze zdjęcie było małe, w lewym górnym rogu strony; piątka chłopaków tuż po wyjściu z restauracji – Zayn trzymał w ręce kurtkę, a reszta chłopców szła normalnie dalej. Następny pokazywał inną grupę chłopców, zbliżających się, zanim jakiekolwiek ciosy zostały wymierzone, ale jeden miał otwarte usta, co świadczyło, że był to moment, w którym zaczął rzucać obelgi w stronę Louisa.
Jego oczy podążyły wzdłuż strony, analizując następny obrazek – duży, na samym środku, gdzie twarz Harry’ego była czerwona, oczy dzikie, a pięść w połowie swojej drogi do twarzy drugiego chłopaka. To było zupełnie inne dla Louisa, widząc całą zaistniałą sytuację z tego punktu. Był w tym czasie za Harrym; nie widział intensywnego gniewu, jaki tlił się w jego zielonych oczach, jak i sposobu, w jaki wykrzywił swoje usta, kiedy warknął. Przerażało go to, ale było tam również coś jeszcze… Harry nigdy nie spojrzał na niego w taki sposób, nigdy, nawet w tych wszystkich poprzednich miesiącach oraz miesiącu wspólnego współżycia. Jego oczy nigdy nie miały takiego koloru, i nie marszczył tak mocno swojego nosa.
Następna fotografia była mniejszy, ale walka nie była aż tak zbliżona. Widział w tle siebie i innych chłopców. Dłońmi zakrywał sobie usta, a kołnierzyk swetra Harry’ego, ześlizgnął się z jego ramienia, czyniąc go małym i bezradnym. Na ostatnim zdjęciu był z Harrym, kiedy dłoń spoczywała na policzku Harry’ego i zmarszczył brwi. Fotograf musiał mieć niezły aparat, bo obraz był bardzo bliski, a co zaskakujące, niesamowicie wyraźny. To wyglądało trochę surrealistycznie, kiedy patrzył na siebie z takiej perspektywy. Widział każdą linię, każdą zmarszczkę, każdy punkcik w jego oczach. Widniało w nich pełno emocji, co było tak boleśnie oczywiste, że Louis musiał wziąć głęboki oddech. Jak mógł zobaczyć to tak wyraźnie teraz, na głupiej fotografii z gazety, a nie widział tego, kiedy to wszystko się z nim działo? Było to tak oczywiste dla każdej innej osoby, tak wyraźne… niepokojące? Oddanie? Poświęcenie? Brak lepszych słów.
Został wyrwany z transu głosem Harry’ego, który zaczął czytać kolumnę, towarzyszącą fotografiom.
- „Słynny boysband, One Direction, został zauważony sam, wczoraj po obiedzie w pięcio gwiazdkowej restauracji - Hammersford & Smith - zaczął, a jego głos był znudzony i pozbawiony wszelkich emocji. - Grupa, notorycznie ich adorujących - czasem maniakalnych fanek, którzy wszędzie potrzebują ochroniarzy, gdziekolwiek idą, ale tym razem wydawało się, że udała im się chwilowa ucieczka od swojej sławy dla spokojnej nocy na mieście. Zayn Malik, Liam Payne, Niall Horan, Louis Tomlinson, i Harry Styles wyszli z restauracji tylnym wyjściem, gdzie zostali zatrzymani, nie przez szalejących fanów, lecz szorstką grupę chuliganów, który szybko zaczęli rzucać obraźliwe obelgi w stronę najstarszego członka, Louisa Tomlinsona.”
Głos Harry’ego warknął gniewnie jego nazwisko, a trzymany w dłoniach papier zaczął się trząść. Louis delikatnie wślizgnął dłoń na jego plecy, pochylając się i uspokajając go tym samym. Harry kontynuował.
- „Być może byłby to dobry czas dla słynnego Daddy Direction, aby wkroczył do akcji, ponieważ najmłodszy członek z grupy, Harry Styles, wydawał się nieugięty podczas obrony honoru swojego kolegi z zespołu i wkrótce zaangażował się w walkę słowną, która wkrótce przerodziła się w fizyczną. Czy fani powinni się martwić o tego pozornego romantyka z temperamentem? Może, ale tylko wtedy, gdy planują obrazić jego najlepszego przyjaciela i współlokatora. Tomlinsonowi ostatecznie udało się wyciągnąć młodszego chłopaka z walki i szybko przystąpił do dokładnego badania jego twarzy, w sposób o wiele bardziej uczuciowy niż przyjacielski, zanim oboje opuścili w pośpiechu parking, pozostawiając trzech pozostałych kolegów z zespołu samotnie. Czy między tymi chłopcami dzieje się coś więcej, niż dostrzegamy, czy Styles jest groźnym, Brytyjskim fighterem, gotowym wybuchnąć w każdej chwili? Ich managment z pewnością będzie musiał popracować nad opanowaniem gniewu chłopaka. Nie chcielibyśmy, by zranił kogokolwiek ze swojego zespołu lub co gorsza, swoich fanów…”
Harry opuścił gazetę na kolana, wbijając swój wzrok tępo w ścianę. Z jego ciała promieniowała jakaś wewnętrzna siła. Louis nie był do końca tego pewien, ale mógł zgadywać.
- Harry – powiedział, robiąc dłuższą przerwę na oddech, a dłonią przesunął po kręgosłupie chłopaka. – Jest okej. To tylko głupia historia. Nie jest aż tak źle…
Harry prychnął.
- Będziemy mieć dzisiaj spotkanie z managmentem, jestem tego pewien - powiedział Liam, stojąc w drzwiach i drapiąc się w szyję. – A wy dwaj - westchnął ciężko, kręcąc głową, zanim kontynuował. - Nie wiem, co się między wami dzieje, ale nie spieprzcie tego, okej? Nigdy wcześniej nie mieliśmy aż tak złego rozgłosu, więc nie powinno być z tym problemu, tak długo, jak będziecie się zachowywać… normalne.
Louis słyszał, jak Harry zasysa obok niego powietrze do swoich płuc.
- Łapiemy to, Liam. Możesz już sobie iść? Wyślij szczegóły spotkania później w smsie. -Louis spojrzał na przyjaciela stojącego w połowie pokoju. Chciał coś powiedzieć, ale nie był pewien, czy powinien. Louis, szczerze mówiąc, nie chciał tego słuchać, ani nie chciał tego słyszeć. Nie chciał słuchać tyrady Liama, że nie chce myśleć o tym, co pomyśli managment lub ich fani. Szczerze mówiąc, nawet nie chciał słyszeć Payne’a mówiącego, że akceptuje ich, czy też nie, choć wątpił, żeby tak się stało. Chciał tylko, żeby Liam wyszedł i zamknął za sobą drzwi, aby Harry mógł odpocząć. Nastrój z wcześniej został doszczętnie zniszczony w chwili, kiedy wszedł do pokoju, przerywając coś pięknego.
Wciąż nie był całkowicie pewien, co do swoich uczuć, mając na uwadze całą sytuację. Dlaczego to wszystko było tak cholernie skomplikowane? Ale wiedział, że uczucie, które kłębiło się w jego klatce piersiowej, zanim wszedł Liam, było najbardziej niesamowitym, jakiego kiedykolwiek doznał. Chciał tego z powrotem, mimo że wyszedłby na egoistę.
Liam przytaknął i wydął wargi, po czym niezdarnie zamknął za sobą drzwi. Cisza. Louis położył płasko dłoń na plecach Harry’ego, naciskając na jego mięśnie, aż poczuł wzrastające napięcie i Harry zrelaksował się pod wpływem jego dotyku. Nie powinien tutaj być, w tej intymnej sytuacji z Harrym, nagi pod kołdrą, w łóżku. Nie powinien pocieszać go. Nie powinien robić wielu rzeczy z Harrym, ale nigdy nie słuchał swojego wewnętrznego głosu.
- Harry? - przerwał ciszę cichym szeptem, prostym oddechem, kształtując imię Harry’ego.
- Mmm? - Harry ledwo odpowiedział, a jego ciało wciąż ani drgnęło.
- Wszystko w porządku? - Louis przesunął swoje spojrzenie na twarz Harry’ego, niebieskimi oczyma obserwując siniaka, który rozciągnął się na powierzchni jego skóry. Jego zielone oczy zdawały się stać w miejscu; być może to było dziwne, ale umysł Harry’ego nie mógł się zdecydować, co było logiczne, a co nie.
- Co, o czym myślisz? - Chciał wyjść z wrogiej sytuacji, ale zamiast tego brzmiał jak zmęczony i pokonany. A może Louis tak po prostu powinien postarać się bardziej go zrozumieć… Może powinien skupić się na tym, jak znajomo i komfortowo brzmiał jego oddech?
- Nie myślę. – Dał młodszemu powód do małego uśmiech, choć jego głowa zaczęła krzyczeć coś w rodzaju “komfortowe” i “znajome”. Chciał uciec, ale nie mógł oderwać się od łóżka, nie kiedy ktoś go potrzebował, albo podczas, gdy Harry go potrzebował.
Kiedy miał się stać… określony? W każdym razie, mniej niż wrogo. Kiedyś w ciągu ostatnich 24 godzin - być może w windzie, kiedy był ściśnięty tak blisko ciała Harry’ego, prawie wnikając w jego duszę - coś się zmieniło i już nie słuchał głosu w głowie, ostrzegającego go przed Harrym. Chociaż wiedział, że Harry prędzej, czy później go skrzywdzi.
Harry tylko wzruszył ramionami i zamknął gazetę, składając ją na pół, więc zdjęcia nie były już widoczne i odrzucił gazetę do ściany.
- Chodź - Louis powiedział, przyciskając koniuszki palców czule do policzka Harry’ego. – Zrobimy coś z tym wszystkim, a później ewentualnie możesz zrobić dla mnie śniadanie, bo wiesz, że jestem w tym beznadziejny.
Mały uśmiech drgnął na ustach Harry’ego, a on skinął głową.
*~*~*~*
Louis i Harry rozmawiali tego dnia ze sobą zbyt dużo, z wyjątkiem sytuacji, kiedy Liam napisał do Louisa, mówiąc im, aby byli gotowi jutro, o piątej rano, na wywiad w telewizji i sprawdził swoje wiadomości na e-mailu, gdzie miał jego plan. Oprócz tego nałożył znaczną ilość kremu na obrzęk na twarzy Harry’ego, zaparzył niemal trzy garnki herbaty i spalił troszeczkę ulubionego makaronu Harry’ego, podczas próby gotowania obiadu, która skończyła się zamówieniem czegoś na wynos. Nocą niezdarnie pomachali do siebie na dobranoc, kiedy zamykali drzwi do swoich pokoi.
Louis leżał, tępo wpatrując się w sufit, i próbował wyciszyć dręczące go myśli w jego umysł.
*~*~*~*
Następnego dnia rano za bardzo się spieszyli, by dużo rozmawiać. Głównie wszystko składało się z potwierdzających i przytakujących pomruków. Dopiero kiedy przybyli do studia telewizyjnego, każdy z chłopców rzeczywiście powiedział coś, co brzmiało w końcu jak słowa. Makijażystka niemal dostała ataku serca na widok twarzy Harry’ego, pomimo faktu, że obrzęk zaczął zanikać. Jednakże, zielonkawo-żółty odcień posiniaczonego lica nie wyglądał zbyt dobrze.
Siedzieli w pięciu na długiej kanapie, prawie tak, jak na każdym wywiadzie, z Harrym najbliżej ankietera - Charles? Jakoś tak. - A Louis obok niego. Najmłodszy chłopak musiał się pilnować, aby wyglądać w miarę dobrze w obiektywach kamer i stwarzać pozory jak najbardziej niewinnego. Widocznie fanki to lubiły.
- Tak więc, Harry - powiedział Charles (?), kontynuując, chociaż Louisowi najwyraźniej brakowało ich wprowadzenia i najprawdopodobniej wyglądał jak idiota - albo diva – kiedy nie pomachał do kamery. - Jak tam twoja twarz?
Harry roześmiał się. To był jego fałszywy śmiech, którego używał, kiedy naprawdę musiał, ale tak naprawdę nic nie czuł.
Odwrócił się siniakiem w kierunku kamery, wskazując na niego z uśmiechem.- Mam sporą pamiątkę, to na pewno.
Charles roześmiał się, tak jak reszta publiczności, i reszta chłopaków. Louis starał się do nich przyłączyć, ale tylko udało mu się do tylko prze chwilę.
- Było warto? - zapytał Charles, pochyliwszy się do przodu, jakby chciał zapytać o jakąś tajemnicę. Ale chłopcy byli do tego zbyt dobrze przeszkoleni, i Harry zaczął od tego, jak jego „nauczyciel” powiedział - sprowadzając się rozmową z dala od niego, na szerszy temat.
- Cóż, przemoc nigdy nie jest odpowiedzią, Charles, jak wszyscy widzimy - Harry oczarował publikę, wskazując na swoją twarz. - Ale fakt, że stanąłem w obronie czegoś, z czym się nie zgadzam, nie żałuję. Nie toleruję zastraszania lub wyzwisk, zwłaszcza w sposób niegrzeczny. Mój napastnik używał obraźliwych określeń wobec całej społeczności LGBTQ*. Jako zespół, nie dyskryminujemy ludzi, kochamy wszystkich naszych fanów i wszystkie typy ludzi.
Charles skinął poważnie, pochylając się i wskazując na Harry’ego, aby kontynuować rozmowę. Chłopiec spojrzał na Louisa, łapiąc jego wzrok i utrzymując go.
- Szczerze mówiąc, nie podobają mi się etykietki, to na czym ludzie lubią się skupiać. Jako zespół, ludzie lubią oznaczyć nas, jako ludzi i obywateli, lubią oznaczyć nas, ale nigdy nie rozumiałem dlaczego. - Louis wstrzymał oddech, gdy Harry mówił. Jego oczy rozszerzyły się lekko i zmarszczył brwi. - Ludzie są, kim są, i nikt nie może tego zmienić przez „przyklejanie” im etykietek. Nie można wkładać kogoś do jednej szufladki i oczekiwać, że będzie idealny. Co jeśli dana osoba zachowuje się tak, a myśli inaczej? Jeżeli osoba działa hardo na zewnątrz, ludzie mówią, że jest dupkiem i nie jest wart ich czasu, ale jeśli tylko spojrzą głębiej, mogą zobaczyć coś innego. - Coś zaskoczyło Louisa. Harry…
- Albo - chłopiec kontynuował: - Może ktoś naprawdę jest taki, jak na zewnątrz. Może czasami patrzysz na kogoś i widzisz, jaki naprawdę jest, ale nawet wtedy nie masz prawa ich otamować, bo co, jeśli się zmieniają? Oni się zmieniają, zmienia się cały świat.. Być może zdarza się, że człowiek może nauczyć się kochać. - Zapadła cisza w całym pomieszczeniu. Wokół szyi Louisa zacisnął się jakiś niewidzialny węzeł… Zdawał sobie sprawę, że wciąż patrzy w oczy Harry’ego, w telewizji, po tym jak ludzie insynuowali, że czuł coś do niego, ale miał nadzieję, że nic nie zostało zauważone; ale nie. Czy Louisa chwytało coś za serce? Cokolwiek? Bo właśnie zdał sobie sprawę, w tej chwili, wpatrując się w twarz Harry’ego; w zielono- żółtą, posiniaczoną twarzą, z milionami ludzi oglądających, uświadomił sobie, że go kocha.
Kochał go irracjonalnie, nieodwołalnie i bezwstydnie.
Kochał sposób w jaki pachniał, gdy wychodzi spod prysznica, jak jego włosy o poranku są w nie ładzie. Kochał to, że zawsze mógł powiedzieć, kiedy Harry był rozbawiony, nawet jeśli się nie uśmiechał; jak on zawsze robił jedzenie dla obojga bez pytania Louisa. Kochał go za to, że był zdemoralizowanym nastolatkiem, ale również i naprawdę miłym, opiekuńczym chłopakiem, i nie obiektywizował ludzi tak bardzo, jak się to wydawało. Kochał to, że brał to, co chciał i nie martwił się o uczucia Louisa. Kochał w nim to, że nie traktował Louisa jak dziecko.
Louis kochał sposób w jaki Harry pieprzył go pod ścianą, jak i na łóżku. Kochał sposób w jaki jego oczy stawały się ciemne, gdy był zły, jak jego głos warczał na Louisa, gdy się mu stawiał. Uwielbiał patrzeć, jak Harry schodził po jego ciele pocałunkami, i sposób w jaki jego rzęsy komponowały się z kościami policzkowymi. Kochał sposób w jaki Harry trzymał go, gdy zasnął na kanapie. Kochał sposób w jaki Harry nienawidził wszystkich dookoła, za to, że dotknęli Louisa w „zły” sposób i brał je za własne. Kochał to, że Harry nie potrzebował go.
Ale przede wszystkim, że naprawdę go kochał. Dosłownie wszystko.
*~*~*~*
Louis nie słyszał już nic innego. Nie słyszał niezręcznego kaszlu ankietera, i jak się okazało pytania do Liama, który zaczął się lekko jąkać, ale ładnie szybko z tego wybrnął. Nie słyszał oklasków na koniec wywiadu. Nie słyszał menedżerów na scenie, mówiących im, że wszystko skończone. Nie słyszał fanów krzyczących, gdy pchali się przez tłum do ich furgonetki. Był głuchy na wszystko, ale nie na Harry’ego. Głos Harry’ego, śmiech Harry’ego, oddech Harry’ego.
Młodszy chłopiec wydawał się również zdekoncentrowany. Czyżby wyczuł zmianę w umyśle Louisa? Prawdopodobnie. Czuł ciepło promieniujące od niego, jakby podczas ostatniej godziny przekształcił się w maleńkie, w kształcie człowieka, słońce.
-Co? - Louis zwrócił się do Liama, który najwyraźniej z nim rozmawiał. Cała piątka stała na zewnątrz, przed ich kompleksem, z rękoma w kieszeni.
- Mówiłem – zirytował się Liam - że powinniśmy gdzieś spokojnie pogadać.
- Nie dzisiaj - powiedział Louis bez zastanowienia, a oczy Harry’ego zabłysły ponownie. - Mamy coś do zrobienia.
Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym słowem - my. To nigdy nie wydawało się ważne, nigdy tak naprawdę istotne dla jego życia. Było to wiele „nas” w jego życiu, w jego rodzinie, pośród przyjaciół, nawet jego ex-dziewczyny, ale nie były one tak ciężkie i nasycone, jak to. To określenie miało więcej niż jedno połączonie, lecz jedno o tak dużym znaczeniu, że musiało być wyrażona jako dwa.
- Louis - zaczął Liam, ale powstrzymał się, wzdychając. - W porządku, w porządku. Później, tego czasu.
Louis skinął głową, chwytając rękę Harry’ego i ciągnąc go do ich drzwi. Jego serce dudniło zbyt głośno w piersi, a teraz usłyszał zbyt wiele.
Puls Harry’ego był stały, ale jednocześnie szybki pod jego ręką, oddychając ciężko. Louis usłyszał trzask zamka i skrzypnięcie metalu, gdy odwrócił się i pchnął klamkę otwartych drzwi, pociągając za sobą delikatnie Harry’ego. Zamknął z hukiem drzwi i naparł na niego z całą swoją siłą.
Zrozumiał wszystko teraz, to naprawdę się stało, ale nie wiedział, jak powiedzieć to Harry’emu. Nie wiedział, jak powiedzieć mu, że go potrzebuje, że ma zbyt wiele uczuć w stosunku do niego. Nie wiedział, jak powiedzieć mu, że chciał poczuć go, wiedzieć o nim wszystko, zostać zawsze i na wieki wieków, dopóki się nie zestarzeją i nie umrą, wtuleni w siebie. Nie wiedział, jak ma tworzyć zdania, słowa, dźwięki, wystarczające, aby wyjaśnić każde uderzenie jego serca i oddechu w płucach. Nie było słów, tylko uczucia, które przez dłuższy czas odpychał z taką siłą, iż myślał, że nigdy nie chce czuć ich ponownie.
Więc nie próbował już dłużej tłumić tego w sobie. Trzymał jego usta na kłódkę, otwarty tylko po to, aby zaczerpnąć powietrza. Jego palce spoczywały na powierzchni przedramion Harry’ego, ledwo ich dotykając, ale kierował go jednocześnie w stronę sypialni, popychając lekko, aż Harry usiadł na brzegu łóżka.
Louis ściągnął koszulę przez głowę, naśladując Harry’ego, który dotykał go po udach i po bokach. Jego ręka powoli wędrowała wzdłuż szyi Harry’ego, nie dotykając jej, lecz śledząc kontury - kształty i kąty twarzy Harry’ego. Czuł gorący oddech na swojej skórze, słyszał słodkie bicie ich serc i szelest prześcieradła. Jego palce wylądowały na dolej wardze Harry’ego, badając ich powierzchnię. Louis wiedział, że jego brwi były zmarszczone, czuł je. Czuł, jak zaciskał swoją twarz w bezowocnej próbie utrzymania emocji.
- Louis… - Harry oddychał ciężko. Louis naprał na jego usta, obejmujące je miękko, delikatnie i z miłością. Ujął twarz Harry’ego ostrożnie, dysząc w jego usta i zasysając powietrze z jego płuc.
Jedną rękę zsunął po szyi Harry’ego, po klatce piersiowej między nimi, paląc wrażliwy obszar jego skóry. Kołysał ich razem w uścisku, okazjonalne jęcząc w ich otwarte usta.
Louis mocno wtulał się w Harry’ego, przechylając go swoim ciężarem na powierzchnię materaca. Pozbyli się drżącymi rękami swoich spodni, szukając w szufladzie nocnej Louisa małej tubki. Drżącymi palcami chwycił ją mocno, kiedy składał lekkie pocałunki w dół długiego torsu Harry’ego, aż do jego szczupłych bioder. Jego ręka była owinięta wokół młodszego chłopaka, ściskając go, szarpąc i skręcając, a jednocześnie przyciskając pocałunki na wnętrzu jego umięśnionych ud.
Musiał zrobić to, czego potrzebował, aby pokazać Harry’emu, jak bardzo go kocha, jak bardzo mu ufał, i jak mógł zrobić to samo. Musiał pokazać Harry’emu, że może być silny, mieć wsparcie, podobnie jak Harry był dla niego wsparciem w sposób pośredni i abstrakcyjny. Jego ręka przesunęła się po udzie Harry’ego, ściskając małą tubkę i wyciskając zawartość na palce.
To nie powinno uczynić go zdenerwowanym, nie powinien się czuć tak niepewnie, przecież robili to wcześniej wiele razy. Ale teraz było inaczej. Nie było ani szybko, ani nie porządnie, nie było w tym wszystkim sensu.
Harry wciągnął powietrze i jęknął miękko, zaskoczony jak śliski palec Louisa łatwo się w niego wsunął. Lou spojrzał w górę, chwytając dolną wargę zębami. Nigdy nie wyglądał tak młodo, tak bezbronnie. Było w tym coś innego; patrząc na Harry’ego, gdy miał wciśnięty w niego swój palec.
Nacisnął dwoma palcami na jego wejście i wepchnął je powoli, patrząc w zdumieniu, jak Harry wierci się i skręca biodra, a skóra na ustach czerwieni się od gryzienia jej. Jego oczy zamknęły się, ale Louis widział, jak zmagał się, by utrzymać je otwarte, aby patrzeć na niego. Kolejny palec, nowy kąt i Harry dyszał głośno, ściskając dłoń Louisa.
- Lou - Harry niemal warknął i pociągnął Louisa za włosy. Starszy chłopak uśmiechnął się, wysuwając palce, i wyciskając zawartość butelki na siebie, dopóki jego ciepły członek nie był odpowiednio śliski. Jego usta naparły delikatnie na Harry’ego, z otwartymi oczami, gdy próbował mu powiedzieć słowami jego ciała. Potrzebujępotrzebujępotrzebuję - językiem wdzierał się do ust chłopaka. Kochamkochamkocham - jego ciało szeptało, jak wsuwając się w swojego partnera, a ciasne, witające go ciepło, doprowadzało go do szaleństwa,
- Proszę – nawet nie wiedział, że to powiedział, aż poczuł nogi Harry’ego wokół swoich pleców, wsuwając się w niego coraz głębiej. Harry wygiął się lekko w łuk, a Louis przesunął się i spowodował, że młodszy krzyczał. – Proszę - szepnął znowu, przesuwając kciuk po powierzchni policzka Harry’ego.
Harry skinął głową, ciągnąc Louisa w dół swojej piersi, więc został uwięziony między nimi, a śliskie ciepło otaczało ich ciała.
Do środka i na zewnątrz. Do środka i na zewnątrz. Powolne tempo, kochające tempo, bolesne tempo. Louis potrzebował Harry’ego, potrzebował go dotknąć, dotknąćsamego szczęścia, którym był. Wycofał powoli swoje biodra i to stało się zbyt wielkim przeżyciem. Pchnął je do przodu i chwycił palce Harry’ego, gdy jego kręgosłup wygiął się z łóżka. Chłopiec jęknął głośno, trzymając dłonie splecione we włosach Louisa, przyciskając ich usta razem.
- Lou - jęknął młodszy chłopiec w jego usta. Mocno szarpnął się i cofnął pod nim. Był tak blisko – Louis - tak blisko, bliżej niż kiedykolwiek. Louis czuł teraz, to czego mu brakowało w windzie - miłość.
Doszedł, ciężko dysząc, jedną ręką przyciągając Harry’ego do piersi, a z drugą we włosach, z otwartymi ustami, ale z zamkniętymi oczami.
Drżenie. Ich piersi falowały. Louis poruszył głową, aby spojrzeć Harry’emu w oczy. Ścisnął swoje niebieskie oczy i przycisnął swoje usta, przesuwając je wzdłuż szczęki Harry’ego.
- Kocham cię – ucałował spoconą klatkę Harry’ego.
-
* LGBTQ (Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders, Questioning) - skrót określający społeczenstwo gejów, lesbijek, biseksualistów, transwestytów i osób niepewnych swojej orientacji.
9
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz