Opis: Louis Tomlinson jest sławnym, brytyjskim vlogerem. Jego filmiki są codziennie oglądane przez tysiące osób, a na organizowanych spotkaniach zjawiają się ich dziesiątki. W tym zielonooki Harry Styles – od którego nie sposób oderwać spojrzenia.
.
1.
12 lutego 2014
Moje smukłe palce przesunęły się się leniwie po przydługiej grzywce, którą powinienem ściąć już dawno temu, ale nie miałem do tego serca. Nie uśmiechając się, wklepałem kilka komend do komputera i ostrożnie podpiąłem do niego ustawioną kamerę. Dochodziła dwunasta, czyli idealna pora na rozpoczęcie nagrywania, żeby potem mieć dużo czasu na zmontowanie filmiku i przesłanie go przed nastaniem nocy. Przesunąłem wzrokiem po ekranie i pokiwałem głową, a potem nacisnąłem czerwony przycisk na przygotowanym sprzęcie.
- Witam wszystkich! – swoim zwyczajem wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i rozłożyłem ramiona, jakbym miał zamiar kogoś przytulić. – Dzisiejszy filmik będzie o… – zawiesiłem głos i zerknąłem w bok, gdzie znajdowała się niewielka, drewniana kasetka. – O tym, co trzymam w moim pudełku pamięci – powiedziałem w końcu, przyciągając je na swoje kolana. – Wiem, miałem o tym opowiadać przed świętami, ale pudełko zginęło w bałaganie.
Żeby nie przeciągać filmiku, który i tak mógł trwać około dwunastu minut, delikatnie otworzyłem pokrywę, uśmiechając się przy tym tajemniczo. Za pewne wyglądałem, jak idiota, ale próbowałem o tym nie myśleć, aby nie zacząć się śmiać. A przynajmniej nie w tym momencie.
- Po pierwsze! – wykrzyknąłem, wyjmując palcami cienki zeszycik, oprawiony w czarną skórę. – Mój pierwszy notatnik, który dostałem od dziadka. Jest zapełniony różnymi rysunkami, między innymi karniakami, których moi koledzy nie mogli sobie darować – zachichotałem, poprawiając opadającą grzywkę. – Dziadek nie byłby zadowolony – stwierdziłem po chwili zastanowienia, odkładając notesik na materac obok siebie.
Mijały kolejne minuty, w czasie których wyjmowałem z kasetki wybrane przedmioty i opowiadałem o nich w kilku słowach, starając się nie przeciągać niczego. Kilka razy zdarzyła mi się pomyłka, przez co musiałem zaczynać historyjki od nowa, notując w głowie co muszę wyciąć, żeby stworzyć sensowny ciąg.
- To na dzisiaj wszystko – powiedziałem w końcu, uśmiechając się z nieukrywaną ulgą. – A teraz muszę posprzątać cały ten bałagan – jęknąłem donośnie, przesuwając spojrzeniem po zrozsypanych dookoła przedmiotach. – Dobra, za moment. Będę się już żegnał, ale zanim to zrobię, pozwolę sobie przypomnieć o piątkowym spotkaniu w Baguetty Junction! Będę na was czekał od czternastej – uśmiechnąłem się i pomachałem do kamerki. – Papa!
Nachyliłem się lekko i wdusiłem czerwony przycisk, wyłączając tym samym kamerę. Nie mając siły na najlżejszą czynność, opadłem z westchnieniem na łóżko i zamknąłem oczy. Zdawałem sobie sprawę, że przede mną jeszcze odpowiednie obrobienie nagrania oraz sprzątanie, połączone z pilnowaniem komputera, aby nie wyłączył się w połowie wgrywania filmiku na youtube.
Wypuściłem z ust cichy jęk i obróciłem się na brzuch, strącając nogą kilka rzeczy. Mogłem się założyć, że wśród nich znajdował się między innymi czarny zeszycik, ponieważ coś wydało niezbyt głośne plaśnięcie przy zderzeniu się z podłogą. Nie miałem jednak siły, żeby pomyśleć o tym dłużej, ponieważ tępe pulsowanie w tyle głowy powoli zaczynało dawać mi się we znaki. Rodzący się ból mógł zwiastować tylko jedno – rozwijającą się chorobę.
- Nie – sapnąłem z niezadowoleniem i wyjąłem z kieszeni telefon, wybierając numer swojego najlepszego przyjaciela. – Niall, słonko moje, bądź kochany i zrób coś dla mnie – wyjęczałem do słuchawki, kiedy tylko blondwłosy Irlandczyk odebrał połączenie. – Potrzebuję leków przeciwgorączkowych i tej pysznej herbaty, co to tylko ją potrafisz zrobić.
2.
14 lutego 2014
Stanąłem przed drzwiami prowadzącymi do kawiarni, która była zapełniona przynajmniej trzydziestką ludzi. Przeczuwałem, że przynajmniej połowa z nich przyszła na spotkanie ze mną i w głębi duszy cieszyłem się, iż nie jest to wielki tłum. Nadal byłem trochę chory, mimo horanowej kuracji, więc nie chciałem nikogo zarazić.
Zerknąłem niepewnie w bok na niebieskookiego blondyna, który podskakiwał obok z podekscytowania, uśmiechając się szeroko. Czasem zastanawiałem się jak on może być stale taki radosny, ale nigdy nie dotarłem do odpowiedniego wyjaśnienia.
- Wchodzimy? – usłyszałem głos przyjaciela, który już wpatrywał się we mnie swoimi chabrowymi oczętami, a nim nigdy nie potrafiłem odmówić. – Proszę, bo specjalnie dla ciebie nie zjadłem obiadu, a tam jest jedzenie! – ponaglił mnie, niecierpliwie przestępując z nogi na nogę.
Wywróciłem oczami i poprawiłem pasek torby, zwisający mi z ramienia. Ochota na spotkanie z moimi widzami, a raczej ich częścią, minęła mi rano, kiedy tylko otworzyłem oczy i ujrzałem zwisającego nade mną Nialla. Z nas dwóch to on bardziej się z tego cieszył. Pewnie myślał, że uda mu się kogoś poderwać, jak to miał w zwyczaju.
- Wchodzimy – zdecydowałem, wziąwszy głęboki oddech i nacisnąłem klamkę, a potem wszedłem do środka razem z podmuchem zimnego wiatru. – Dzień dobry – przywitałem się z uprzejmym uśmiechem, najpierw skłaniając się pracownikom.
W przestronnym pomieszczeniu zapadła cisza, przez którą rzuciłem Niallowi niepewne spojrzenie. To on był mistrzem wychodzenia z krępujących sytuacji, jednak teraz nie mogłem na niego liczyć. Zorientowałem się na sekundę po tym, jak na niego zerknąłem, ponieważ chłopak jak gdyby nigdy nic ruszył w kierunku lady, chcąc zamówić sobie coś do jedzenia.
Westchnąłem głośno i zmierzyłem wzrokiem brązowookiego szatyna, uśmiechającego się szeroko do blondyna. Na kilometr było widać, że ze sobą flirtują, więc postanowiłem nie przeszkadzać. Nawet, jeśli obecność Horana była mi praktycznie niezbędna.
- Hej? – uśmiechnąłem się, mniej pewnie niż przed chwilą, i pomachałem do tłumu, w którym mimo wszystko przeważały osoby płci pięknej. – Miło poznać? – próbowałem dalej, przestępując niepewnie z nogi na nogę. – Och, proszę was! Odezwijcie się do mnie, bo nie chcę robić z siebie kretyna – jęknąłem błagalnie, chowając dłonie za sobą.
Zabawna, z punktu widzenia zebranych ludzi, uwaga nieco rozładowała napięcie i pierwsze – najwyraźniej co odważniejsze – osoby zaczęły do mnie podchodzić. Uśmiechałem się do każdej z nich i zamieniałem parę słów, pytając o to czy o tamto, żeby choć trochę ich poznać. Wbrew pozorom moi widzowie byli dla mnie bardzo ważni i nie zamierzałem traktować ich oschle, jakbym uważał się za kogoś lepszego.
Nie przerywając rozmowy z pewną uroczą blondynką, która prawdopodobnie nosiła imię Gemma, usiadłem przy jednym ze stolików i niezdarnie zsunąłem z ramion ciepły płaszcz. Zostawiłem za to szalik, żeby nie przeziębić się jeszcze bardziej.
- Mój brat chyba chce cię poznać – stwierdziła nagle brązowooka, a jej usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, kiedy spojrzała na wysokiego chłopaka, opartego o filar niedaleko miejsca, które zajęliśmy.
Zaciekawiony podążyłem za jej spojrzeniem i aż otworzyłem usta z wrażenia. Nie dalej jak półtora metra ode mnie stał prawdziwy anioł. Jego szmaragdowe tęczówki wydawały się być nieco przygaszone, ale mimo tego potrafiłem dostrzec to, jak iskrzą. Czekoladowe loki opadały łagodnie na czoło i kark, podskakując komicznie przy każdym ruchu chłopaka czy, nawet delikatnym, powiewie. Lekko zaróżowione usta trwały rozchylone, układając się w delikatny uśmiech i aż prosząc o pocałunek.
Wziąłem głęboki oddech i zanim zjechałem wzrokiem nieco niżej, najpierw na smukłą szyję, a następnie na wystające obojczyki. Opięta na nich skóra była zaróżowiona i wyglądała na wyjątkowo gładką, co jeszcze bardziej pobudziło moje zmysły. Poczułem ochotę, żeby przycisnąć wargi do kształtnych kości i pozostawić tam po sobie znak.
Wypuściłem z ust ciche sapnięcie, czując, jak moje policzki przyjmują odcień dojrzałej wiśni. Chciałem oderwać spojrzenie od przystojnego nieznajomego, ale zamiast tego prześlizgnąłem się wzrokiem po białej koszulce oraz długim, czarnym płaszczu, które uniemożliwiały mi dokładne obejrzenie jego ramion oraz klatki piersiowe. Wyobrażałem sobie, jak umięśnione muszą być, co zdecydowanie nie pomagało w zaistniałej sytuacji. Przełykając głośno ślinę, przemknąłem szybko przez jego biodra, uda i łydki, opięte przez materiał ciemnych spodni, a potem wróciłem do przepięknej twarzy.
- Nie będę miał nic przeciwko, jeśli się do nas przysiądzie – zdołałem wydusić, nerwowo bawiąc się szalem. – Ja też chętnie go poznam – powiedziałem z wahaniem, powoli zsuwając czerwoną apaszkę z szyi.
Dziewczyna zachichotała wesoło i zerwała się z miejsca, by podbiec do brata. Wyraz jego twarzy nie mówił, że chętnie przysiadł się do stolika, który zajmowałem, ale starałem się o tym nie myśleć. Starałem się. Wcześniej wydawało mi się, że wyglądam w miarę dobrze i jestem sympatyczny, ale kiedy brunet usiadł obok i obrzucił mnie niezbyt przychylnym spojrzeniem, zacząłem mieć wątpliwości.
- Hej, jestem Louis – uśmiechnąłem się szeroko i wyciągnąłem do niego rękę, licząc na to, że jakoś uda mi się poprawić atmosferę. – Miło mi cię poznać – dodałem pewnie, ściskając jego dużą dłoń.
- Harry – odparł, unosząc do góry kąciki swoich ponętnych ust. – Cała przyjemność po mojej stronie – zachichotał, puszczając mi oczko.
3.
14 marca 2014
Przewróciłem się na drugi bok i zmarszczyłem brwi, kiedy moje dłonie natrafił na coś ciepłego. Owo coś wymamrotało pod nosem niewyraźne „odwal się” i zaczęło wiercić, znowu pochrapując, cicho. Nadal zaskoczony usiadłem na łóżku, otwierając niechętnie oczy i rozglądając się dookoła. Moje spojrzenie od razu padło na blondyna, rozwalonego po drugiej stronie materaca.
Jego ramiona owinięte były dookoła jednej z moich poduszek, a jasne kosmyki rozrzucone dookoła na białej poszewce. Jasnoróżowe usta rozchylały się i zamykały, wypuszczając ciche pochrapywanie lub inne odgłosy.
Westchnąłem ciężko i pokręciłem głową z niedowierzaniem, ruszając do szafy. Zastanawiając się, co przygnało Nialla do mojego łóżka, wyjąłem z półek czyste spodnie oraz koszulkę, a z szuflady bieliznę i skarpetki. Powłócząc nogami, skierowałem się do łazienki, gdzie czekał na mnie prysznic oraz szczoteczka do zębów. Grzebień za pewne też, ale zamierzałem go zignorować, jak co rano.
Wciąż zaspany, odłożyłem świeże ubrania na parapet i jednym ruchem zsunąłem z bioder dresowe spodnie, służące mi za piżamę. W tym samym momencie poczułem nieprzyjemny, zimny powiew między nogami i aż syknąłem cicho, marszcząc przy tym czoło. Odruchowo powędrowałem spojrzeniem w górę i dostrzegłem uchylony lufcik, więc zamknąłem go od razu. Tylko jedna osoba mogła być na tyle głupia, żeby zostawić otworzone okno na całą noc. Niall.
Pokręciłem głową i wzniosłem oczy ku niebu, jakbym pytał za jakie grzechy muszę znosić blondwłosego Irlandczyka. Oczywiście znałem odpowiedź, ale, jak to mówią, kto pyta nie błądzi.
Przeczuwając, że za kilka minut wspomniany chłopak obudzi się i będzie chciał skorzystać z łazienki, wskoczyłem do kabiny. Przypilnowałem, żeby dokładnie zasunąć drzwiczki i dopiero wówczas odkręciłem kurki, regulujące dopływ zimnej i ciepłej wody. Po szybkim prysznicu, pospiesznie wytarłem się i naciągnąłem czystą bieliznę, jednocześnie łapiąc w dłoń kolorową szczoteczkę.
Mniej więcej w tym samym momencie, drzwi pomieszczenia otworzyły się na oścież, a do środka wszedł Horan, drepcząc zabawnie po podłodze. Oczy nadal miał zamknięte i nie byłem przekonany, jakim cudem dotarł aż do łazienki, nie obijając się o żadne sprzęty.
- Dzień dobry, śpiochu – powiedziałem z uśmiechem, pozwalając jego ciepłym ramionom owinąć się dookoła mojego torsu. – Mam naskarżyć Liamowi, że od samego rana mnie macasz? – zapytałem, klepiąc mokrą dłonią w jego nadgarstek.
Niebieskooki warknął cicho i właściwie siłą wyprowadził mnie z małego pomieszczenia, a potem z trzaskiem zamknął drzwi. Potem było słychać tylko szczęknięcie zamka oraz odgłosy płynącej wody, którym akompaniował charakterystyczny głos Nialla, śpiewający jedną z disneyowskich piosenek.
Wywróciłem oczami i wszedłem z powrotem do sypialni, żeby wybrać kolejne ubranie, ponieważ tamto zostało razem z Niallem w łazience. Nucąc pod nosem melodię, sączącą się z radia, włożyłem obcisłe dżinsy i podwinąłem je trochę, żeby odsłaniały kostki. Chwilę później na moich stopach wylądowały znoszone vansy, które wymagały wymiany bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
- Niall? – po pół godzinie zapukałem do drzwi i oparłem się o ścianę obok. – Chodź, idziemy do Baguette Junction, Liam się za tobą pewnie stęsknił – zakryłem usta dłonią, żeby nie roześmiać się za głośno i nie zdenerwować blondyna.
Miał w swoim życiu już wiele zauroczeń, ale szatyn trafił w samo jego serce. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo mówił o nim bez przerwy przez ostatni miesiąc, zagłuszając każdą moją wypowiedź o zielonookim brunecie. A też potrzebowałem o nim porozmawiać. Czy raczej o nieudolnych próbach znalezienia go przez internet.
Przejrzałem już wszystkie możliwe portale społecznościowe, a nie trafiłem na żadnego Harry’ego, który przypominałby wyglądem tego, spotkanego przeze mnie. Żaden. z trzech tysięcy dwustu siedemdziesięciu dziewięciu Harry’ch, którzy mieszkali w Cardiff lub jego okolicy, nie było ani jednego, który byłby tym moim.
Westchnąłem zrezygnowany i pokręciłem głową, ruszając do kuchni, żeby przygotować dla siebie mocną herbatę. W Baguetty Junction, gdzie wybierałem się codziennie na śniadanie, takowej nie serwowali, a dla mnie dzień nie zaczynał się bez wypicia kubka tego napoju bogów. Nikt nie potrafił tego zrozumieć – wszyscy widzieli tylko jeden napój – kawa, kawa, kawa. Nic tylko kawa.
- Louis! – po domu rozległ się krzyk, na dźwięk którego skrzywiłem się lekko. – Czy możemy już iść? Zawsze się tak grzebiesz – stwierdził blondyn, zaglądając do kuchni, kiedy był już w pełni ubrany.
Wywróciłem oczami w odpowiedzi, złapałem za swój kolorowy kubek termiczny i grzecznie ruszyłem za Niallem, naciągając po drodze cienką kurtkę. Była nieodpowiednia na tę porę roku, ale lubiłem ją i nie zamierzałem rezygnować – w końcu już byłem zdrowy.
Cała droga na Penarth Road minęła nam na docinkach oraz przepychankach, przez które niemal straciłem ulubione naczynie z rysunkiem Spider-mana. Po incydencie, w czasie którego niemal je upuściłem, Horan łaskawie zaprzestał popychania mnie i dźgania palcami w żebrach, chociaż widziałem, że bardzo go to korciło.
- Co z tobą i Liamem? – zapytałem nagle, ni z tego, ni z owego interesując się życiem miłosnym mojego przyjaciela. – Wiesz, cały… promieniejesz, kiedy tylko o nim pomyślisz – wyjaśniłem, napotkawszy pytające spojrzenie Irlandczyka, równie zaskoczonego tematem. – Chciałbym znać jego adres i telefon, żeby w razie czego nakopać mu do tyłka – wymamrotałem, upijając łyk swojego słodkiego napoju.
- Ja sam nie wiem – wzruszył ramionami blondyn, wyłamując swoje palce i strzykając nimi irytująco. – Kurcze, Louis, minął dopiero miesiąc, odkąd go znam i nie jestem przekonany co do tego, jak rozwinie się ta znajomość – westchnął z wyraźnym smutkiem, spoglądając na mnie z bezradnością. – Spotkałem się z nim kilkanaście razy i chyba wyraźnie dałem do zrozumienia, że mi zależy, ale… on nie wykonał żadnego kroku – szepnął, wyglądając, jakby miał się zaraz rozpłakać.
Zagryzłem mocno dolną wargę, objąłem przyjaciela ramieniem i przyciągnąłem go do silnego uścisku, jednocześnie całując go lekko w czoło. Zwykle nie byłem aż tak wylewny w stosunku do niego w publicznych miejscach, ale nie mogłem bezczynnie patrzeć, jak po jego rumianych policzkach praktycznie płyną łzy. Miał zbyt dobre i zbyt kruche serce, żeby pozwolić je komukolwiek złamać czy choćby lekko zranić
- No już – pogładziłem Irlandczyka po plecach i musnąłem wargami jego ucho. – Będzie dobrze – zapewniłem z uśmiechem, trącając go delikatnie ramieniem. – A jak nie, to skopię mu tyłek.
Niebieskooki zachichotał wesoło i uchwycił mocno mój nadgarstek, by po chwili pociągnąć mnie do drzwi kawiarenki. W chwili, kiedy je popchnął, rozległo się ciche dzwonienie, które od razu przyciągnęło wzrok szatyna, stojącego za ladą.
- Hej, Li – przywitałem się grzecznie, skłaniając głowę w jego kierunku i od razu przesuwając wzrokiem po menu, rozwieszonym nad chłopakiem. – Znalazłem to dzisiaj w moim mieszkaniu. To chyba należy do ciebie – stwierdziłem, popychając Nialla w kierunku lady i rozejrzałem się dookoła. – Nie przejmuj się mną, zrobię sobie sałatkę – rzuciłem, wskazując kciukiem na barek, znajdujący się po drugiej stronie pomieszczenia.
Szatyn uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością, wcześniej witając się i dziękując za przyprowadzenie zguby, i oparł dłonie na ladzie, przenosząc roziskrzone spojrzenie na mojego przyjaciela. Na policzkach obu z nich malowały się głębokie rumieńce, a ich usta rozciągały się w nieśmiałych uśmiechach.
- Gołąbeczki – podsumowałem pod nosem zaistniałą sytuację i odwróciłem się plecami, żeby dać im tyle prywatności, ile mogłem w publicznym miejscu. – O, mniam! – dodałem głośniej, już do samego siebie, przesuwając spojrzeniem po schludnie ułożonych warzywach oraz kilku owocach.
Nucąc pod nosem nieokreśloną melodię, za pewne zasłyszaną w radiu, położyłem na dnie miski kilka liści rukoli oraz innego rodzaju sałaty, którego nie potrafiłem nazwać. W miarę upływającego czasu w naczyniu znalazło się kilka kawałków ogórka, trochę pomidora, marchewki oraz innych warzyw. Na sam wierzch dorzuciłem kawałki sera oraz pokrojonego kurczaka, a potem – zadowolony z siebie – usiadłem przy jednym ze stolików.
Kiedy w mojej misce nie było już połowy warzyw i innych składników, do stolika przysiadł się zadowolony Niall, kładąc na blacie apetycznie wyglądające panini z mozzarellą. Widziałem jego uradowaną minę, ale nie zapytałem o nic, domyślając się, że rozmowa z przystojnym szatynem przebiegła dobrze. Zwłaszcza, że Liam także uśmiechał się szeroko, przygotowując zamówienia dla kolejnych klientów.
- Gratuluję seksu – powiedziałem i od razu spostrzegłem pytające spojrzenie blondyna, którego policzki momentalnie zrobiły się czerwone. – Tak na zaś – wyjaśniłem, wracając do konsumowania sałatki.
Irlandczyk spuścił głowę i zachichotał cicho, a potem znowu, zerknąwszy wcześniej na brązowookiego, kręcącego się za ladą. Śmiałem założyć, że w tym momencie obu rozpiera szczęście w czystej postaci i nie zamierzałem tego burzyć, rozglądając się dookoła, by mogli swobodnie wymieniać nieśmiałe spojrzenia.
Wydąłem lekko wargi i obróciłem głowę, żeby spojrzeć na przechodniów, idących spokojnie chodnikiem. Już miałem wrócić spojrzeniem, kiedy nagle dostrzegłem jego. Szedł powoli przed siebie, tak samo perfekcyjny, jak za pierwszym razem, gdy go zobaczyłem. Z jedną małą różnicą. Teraz obejmował w pasie mężczyznę, z którym nawet nie mogłem się równać.
4.
17 marca 2014
Ścisnąłem w palcach pluszowego misia i ukryłem twarz w jego futerku, powtarzając w myślach ciągle to samo pytanie. Nawet go nie znam, jak mogę być zazdrosny? Naprawdę nie wiedziałem, chociaż nad tym jednym zagadnieniem spędziłem już wiele czasu. Trzy dni. Siedemdziesiąt dwie godziny. Sześćset trzy minuty. Trzydzieści sześć tysięcy sto osiemdziesiąt sekund. Czyli zdecydowanie za dużo cennego czasu, który mogłem poświęcić na cokolwiek innego. Na przykład przejrzenie portali randkowych, do czego usilnie namawiał mnie Niall.
Zrezygnowany, przewróciłem się na bok i wlepiłem spojrzenie w telewizor, pozwalając grzywce opaść na czoło. Zaraz jednak znowu spojrzałem na sufit, ponieważ puścili reklamę Free Dating, czyli jednej ze stron, do której namawiał mnie blondwłosy przyjaciel. Argumentował to tym, że sam spotkał przez nią wielu wspaniałych facetów. Pominął przy tym fakt, że każdy z nich zostawił go ze złamanym sercem.
Minęła godzina lub dwie, które spędziłem na bezczynnym oglądaniu sufitu lub beznadziejnych reklam w telewizji. W końcu, nie mogąc znieść nic nie robienia, usiadłem prosto i przyciągnąłem na kolana laptop. Skoro nie miałem możliwości spotkania się z niki, postanowiłem odpowiedzieć na liczne pytania moich widzów, które dodawali zarówno pod filmikami, jak i na różnych portalach.
- Och, no dajcie spokój! – sapnąłem, otwierając szeroko oczy, kiedy zobaczyłem reklamę tego samego portalu co wcześniej, wyświetloną na całej stronie. – Dobra, niech będzie – warknąłem i przesunąłem kursor na migający obrazek, a potem kliknąłem.
Czekając na załadowanie strony, rozsiadłem się wygodniej, a po zastanowieniu zsunąłem się na podłogę. Komputer postawiłem równo na stoliku do kawy, zerkając niecierpliwie na rozświetlony ekran. Kiedy portal załadował się całkowicie, przebiegłem po nim wzrokiem i westchnąłem głośno, wybierając opcję Join now!
Niepewnie spojrzałem na rubryczki, które trzeba było wypełnić i zabrałem się do roboty, nie zawsze wpisując prawdziwe dane. Tłumaczyłem to sobie, jako próbę zrobienia wrażenia swoją osobowością, a nie nazwiskiem, które było raczej znane. W głębi siebie wiedziałem, że wcale nie chodzi o to – po prostu nie chciałem zostać znaleziony przez któregoś ze swoich widzów, ponieważ to byłoby nieco zawstydzające.
Kiedy skończyłem, jeszcze raz przeczytałem uważnie każdą linijkę, upewniając się, że nie popełniłem żadnego błędu. Cieszyłem się przy tym, że znalazłem wolny nick, kojarzący się z moim nazwiskiem, ale nie zdradzający od razu, że to ja. W XXI wieku zazwyczaj graniczyło to z cudem i trzeba było wymyślać niewiadomo, jakie kombinacje.
- Co ja wyprawiam? – pokręciłem głową z niedowierzaniem i przesunąłem kursor na przycisk, opatrzony napisem submit. – Naprawdę mi odbiło.
Odchyliłem głowę do tyłu i oparłem ją wygodnie na kanapie, przymykając oczy. Moje myśli od razu uciekły w kierunku zielonookiego bruneta, a na twarzy pojawił się wyraźny smutek. W tym momencie cieszyłem się, że obok mnie nie ma Horana, ponieważ musiałbym przeżyć długie kazanie. Nagle, z ponurego zamyślenia wyrwał mnie dźwięk wiadomości, a kiedy spojrzałem na ekran dostrzegłem migającą na czerwono kopertę.
5.
31 marca 2014
Niecierpliwie spojrzałem na ekran telefonu, sprawdzając nie tylko godzinę, ale i wiadomość, której oczekiwałem od poprzedniego wieczora. Dwa tygodnie wcześniej nawiązałem znajomość z pewnym chłopakiem, mieszkającym nieopodal Cardiff i musiałem przyznać, że rozmawiało mi się z nim nadzwyczaj dobrze. Momentami lepiej niż z Niallem, któremu nadal nie przyznałem się do internetowej znajomości.
Nagle rozległ się znajomy dźwięk, sygnalizujący wiadomość od konkretnej osoby, więc niecierpliwie przestąpiłem z nogi na nogę i wyjąłem komórkę z kieszeni. Po odblokowaniu ekranu, zobaczyłem migającą kopertę, na którą od razu nacisnąłem.
Od: H. x
Hej, L. Przepraszam, że wczoraj nie odpisałem. Dosłownie zasnąłem na klawiaturze, a dzisiaj przez cały dzień byłem w pracy. Napisz później. x H.
9:17 PM, 31 Mar
Uśmiechnąłem się szeroko i pospiesznie napisałem odpowiedź, podskakując radośnie, niczym mała dziewczynka. Zdawałem sobie sprawę, że zachowuję się dziwnie, ale nie mogłem niczego poradzić na rozpierające mnie podniecenie. Zachichotałem pod nosem i wysłałem smsa, a potem schowałem telefon do kieszeni, skupiając się na oczekiwaniu na Nialla.
- Louis! – rozległ się radosny krzyk, a ułamek sekundy później poczułem ramiona, zaciskające się na mojej szyi. – Hej – pisnął blondyn, uśmiechając się do mnie szeroko.
Zachichotałem do jego ucha i odsunąłem się, uprzednio odwzajemniając krótki uścisk. Najwyraźniej Irlandczyk miał na uwadze Liama, który stał kilka kroków dalej i obserwował całą scenę z wyraźną niepewnością. Widać nie zdążył przywyknąć do naszych wylewnych przywitań i pożegnań.
- Hej, Payno – powiedziałem z uśmiechem, ściskając jego wyciągniętą dłoń. – Dokąd mnie zabieracie? – zapytałem, przesuwając wzrokiem po twarzach obu chłopaków, na których malowały się dosyć szatańskie miny. – Zaczynam się bać… – sapnąłem, odruchowo cofając się o krok.
Szatyn zarechotał i chwycił mnie za nadgarstek, a jego chłopak poszedł w jego ślady i zgodnie pociągnęli mnie w dół ulicy, nie zdradzając co jest celem naszego spaceru. Mijane przez nas witryny nie podpowiadały mi absolutnie niczego, a nawet zupełnie dezorientowały.
- Zanim otworzysz usta, wiedz, że i tak ci niczego nie zdradzę – zanucił pod nosem blondyn, kiedy spojrzałem na niego pytająco.
Zamiast podjemowania prób wyciągnięcia jakichkolwiek informacji, zdecydowałem się sprawdzić czy dostałem wiadomość od H. Na moje usta od razu wstąpił uśmiech, kiedy po naciśnięciu migającej koperty, wyświetliła się urocza wiadomość, opatrzona całusem.
Od: H. x
Miłej zabawy z przyjaciółmi :* Mam nadzieję, że mimo wszystko znajdziesz dla mnie czas po powrocie. Będę czekał tak długo, jak trzeba x
9:31 PM, 31 Mar
Nie mogąc się powstrzymać, uwolniłem obie ręce i, nie patrząc pod nogi, zabrałem się za odpisywanie. Wizja całonocnego pisania z chłopakiem wydawała mi się bardziej kusząca, niż wyjście z Niallem i Liamem, połączone z obserwowaniem ich czułości, ale teraz nie mogłem się wykręcić. Przynajmniej przez najbliższe dwie godziny.
Do: H. x
Miłej? Żarty się ciebie trzymają. Przygotuj się na dużo wiadomości ode mnie, bo po prostu nie wytrzymam z nimi sam na sam. Wrócę przed północą x
9:34 PM, 31 Mar
Wysłałem smsa i rozejrzałem się dookoła, kiedy zarejestrowałem, że moi przyjaciele przystanęli, szczerząc się od ucha do ucha i rzucając krótkie spojrzenia w górę. Zmarszczyłem brwi i niepewnie podążyłem za ich wzrokiem, a w następnej sekundzie jęknąłem, kręcąc głową w ramach protestu. Spodziewałem się po nich naprawdę wszystkiego. Wszystkiego, ale nie klubu z męskim striptizem.
6.
04 kwietnia 2014
Ułożyłem się wygodnie na kanapie i ułożyłem laptop na udach, odpowiednio odchylając ekran. W jego rogu już migała czerwona koperta, oznaczająca wiadomość, od mojego internetowego znajomego, a przynajmniej taką miałą nadzieję. Od kilku dni nie udało nam się porozmawiać dłużej, ponieważ chłopak przez cały czas był zajęty. Miałem wrażenie, że po prostu mnie unika, ale wolałem nie mówić tego, żeby się nie zdenerwował.
Pełen najgorszych przeczuć, nakierowałem kursor na kopertę i zacisnąłem powieki, kiedy odważyłem się na nią kliknąć. Przez kilka długich sekund nie otwierałem oczu, aż w końcu, zaciskając palce na krawędzi swojej koszulki, uchyliłem powoli powieki i, gryząc wargę do krwi, przesunąłem spojrzeniem po wyświetlonych zdaniach.
Drogi Lou,
Przepraszam za ostatnie dni, ale trochę działo się w domu i nie miałem czasu napisać. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły. Jesteś? Proszę, powiedz, że nie, bo chcę ci coś powiedzieć, a nie mogę tego zrobić, kiedy będziesz na mnie zły.
H.
Wypuściłem w końcu oddech, orientując się, że wstrzymywałem go przez cały czas i uśmiechnąłem się z ulgą. Zaraz jednak zacząłem rozmyśleć o czym chce mi powiedzieć chłopak, a stres powrócił ze zdwojoną siłą. Nie mogłem go zostawić bez odpowiedzi, więc pospiesznie napisałem kilka słów, nie panując nad drżeniem rąk.
H.,
Nic takiego się nie stało, rozumiem, że miałeś ważniejsze sprawy na głowie i nie jestem na ciebie zły. Nie mógłbym być. O czym chcesz mi powiedzieć?
Louis
Wysłałem krótką wiadomość i nerwowo zagryzłem wargę, wpatrując się w róg ekranu, w oczekiwaniu na pojawienie się migającej koperty. Minęło pięć minut, po nich dziesięć, aż w końcu cyfry na zegarze przeskoczyły, zmieniając godzinę szesnastą na siedemnastą. Zrezygnowany, odłożyłem laptopa na bok i ruszyłem w kierunku kuchni, chcąc przygotować sobie herbatę.
Niespiesznie odkręciłem kran i nalałem wody do starego czajnika, który powinienem wymienić już dawno temu, ale nie miałem do tego serca. Włączywszy sprzęt, stanąłem tyłem do blatu, opierając się o niego plecami i co chwilę rzucałem spojrzenia w kierunku otwartego komputera, licząc na pojawienie się wiadomości.
- Świetnie – warknąłem do siebie, kopiąc czubkiem buta w drewniane drzwiczki i ledwie pohamowałem łzy, cisnące mi się do oczu. – Wspaniale! Prześwietnie wręcz – mówiłem w kółko, trzymając dłonie zaciśnięte w pięści. – Cudnie – szepnąłem na koniec, osuwając się na podłogę ze zrezygnowaną miną.
Po raz pierwszy przywiązałem się do osoby, której nie widziałem na oczy i skończyło się to jednym wielkim zawodem. Zasmucony odnotowałem w głowie, żeby jak najszybciej usunąć konto na portalu i zająć się zdobywaniem przyjaciół w realnym życiu. Przynajmniej miałbym pewność, częściowo, iż mają oni ochotę się ze mną spotykać.
Zacisnąłem palce u nasady nosa i podźwignąłem się z zimnych płytek, żeby przygotować napój. Wyjąłem z szafki swój ulubiony kubek i wrzuciłem tam torebkę herbaty, a następnie nasypałem półtorej łyżeczki cukru i zalałem wrzątkiem. Po dodaniu cytryny, wymieszałem wszystko i wróciłem do salonu, uważając, żeby niczego nie wylać.
Gdy tylko spojrzałem na ekran komputera, z zaskoczeniem stwierdziłem, że czeka na mnie nowa wiadomość. Otworzyłem ją z wahaniem i rozchyliłem usta, widząc krótką, zwięzłą treść.
Chciałbym się z tobą spotkać. Wschodnia część Bute Park, jutro o 15. Będę miał czerwoną różę. Zamierzam czekać pół godziny.
7.
05 kwietnia 2014
Wysiadłem z samochodu na drżących nogach i podziękowałem Liamowi za podrzucenie mnie do parku, po drodze na spotkanie z Niallem. Potrzebowałem wsparcia od kogoś rozsądnego, więc blondwłosy przyjaciel zdecydowanie się nie nadawał, ale jego chłopak już owszem. I byłem mu niezmiernie wdzięczny za obecność, chociaż w czasie podróży na miejsce spotkania z moim nieznajomym.
Wziąłem głęboki oddech, na moment przymknąłem powieki, a kiedy je otworzyłem byłem gotowy na zobaczenie się z H. Może nie całkiem, ale usilnie wmawiałem sobie, że nie zamierzam opuścić schadzki. Czy może randki? Nadal nie byłem przekonany co do tego, jak nazwać spotkanie z chłopakiem. Żaden z nas oficjalnie nie powiedział, że to randka, a ja nie chciałem wyskakiwać z tym niepotrzebnie.
Zacisnąłem palce na pasku swojej nieodłącznej torby, wcześniej poprawiając guziki płaszcza, które nie chciały ustawić się równo. Po pięciu czy sześciu próbach wyprostowania ich, zrezygnowałem, przeklinając w myślach własną głupotę. Właśnie wybiła piętnasta, co – opierając się na wiadomości tajemniczego nieznajomego – oznaczało, że mam pół godziny na znalezienie go, zanim wyjdzie z parku.
Nie chcąc zaprzepaścić szansy od losu, ruszyłem szybkim krokiem przed siebie, uważnie rozglądając się dookoła. Żaden z mijanych przeze mnie mężczyzn nie trzymał czerwonej róży w swoich palcach. Najlepiej smukłych, ponieważ tak wyobrażałem sobie dłonie mojego rozmówcy. Duże, blade, może nieco zaczerwienione na wystających kostkach.
- Gdzie jesteś? – zapytałem szeptem, stając na niewysokim murku, żeby mieć choć trochę lepszy widok. – No gdzie jesteś? – zacisnąłem dłonie w pięści i wzniosłem się na palce, z nadzieją, że to pomoże mi w poszukiwaniach.
Wyciągnąłem wyżej szyję i pisnąłem z podekscytowania, kiedy zauważyłem w tłumie chłopaka, albo mężczyznę, który trzymał dłoni kwiat i patrzył na niego w zamyśleniu. Nie widziałem oczywiście jego twarzy, ponieważ zasłaniała ją czupryna czekoladowych loków, ale moja wyobraźnia od razu podpowiedziała mi jej zamyślony wyraz.
Podekscytowany, ale i przerażony, zeskoczyłem ze swojego punktu obserwacyjnego i pognąłem w kierunku miejsca, gdzie widziałem mojego H. Miałem nadzieję, że nie zdążył odejść zbyt daleko, ponieważ do wyznaczonego czasu pozostało mi około pięciu minut. A nie mogłem przepuścić takiej szansy! Być może jedynej, jaką chłopak chciał mi kiedykolwiek dać.
Wybiegłem z największego tłumu, rozejrzałem się dookoła, a mój wzrok momentalnie spoczął na wysokim brunecie, odwróconym tyłem do mnie. Czarny płaszcz okrywał jego ramiona i plecy, kończąc się około dziesięciu centymetrów nad kolanami. Dalej, nogi bruneta były opięte przez ciasne spodnie, które zniknały w wysokich butach z dosyć długim czubkiem. Znad odłoniętego ramienia wystawała czerwona róża.
Uśmiechnąłem się delikatnie i pewnym krokiem przemierzyłem metry, dzielące mnie od niego. Wiedząc, że nie mam nic do stracenia, delikatnie odchrząknąłem, zwracając na siebie uwagę.
- Chyba czeka… – urwałem w połowie, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. – To ty – wydusiłem zaskoczony, wpatrując się w twarz anioła, którego ostatni raz widziałem, gdy szedł chodnikiem, obejmując w pasie przystojnego Mulata. – Chyba czekasz na mnie – wyszeptałem, tracąc całą pewność siebie w ułamku sekundy.
Zielonooki zamrugał, nie mogąc oderwać wzroku od mojej twarzy – najwidoczniej był równie zaskoczony co ja – a potem wziął głęboki oddech i wysunął dłoń w moją stronę. Uśmiechnąłem się do niego niepewnie, biorąc różę w swoje palce i momentalnie zagłębiając nos w pachnących słodko płatkach.
- Nie spodziewałem się, że zobaczę właśnie ciebie – powiedział brunet, swoim głębokim głosem, na dźwięk którego niemal jęknąłem. – Ale cieszę się, że tak właśnie się stało – dodał ciszej, wprost do mojego ucha. – Myślałem o tobie często od czasu naszego spotkania – przyznał z uśmiechem, wysuwając w moim kierunku umięśnione ramię, które ochoczo ująłem.
W najśmielszych snach nie przypuszczałem, że to właśnie Harry – Harry! – jest tajemniczym chłopakiem, z którym dzieliłem niemal każdą myśl przez ostatnie tygodnie. Właśnie ten Harry, o którym nie mogłem zapomnieć.
8.
03 maja 2014
Sapnąłem cicho pod nosem i przyspieszyłem kroku, zaciskając palce na ramieniu Harry’ego, żeby przypadkiem nie zgubić go w tłumie. Dzisiaj mijał niemal równy miesiąc od naszego pierwszego spotkania, więc wyznaczyliśmy tę datę na naszą kolejną randkę. Prawdopodobnie dwudziestą piątą, ale nie liczyłem ile ich było, ponieważ spotykałem bruneta niemal codziennie.
Zmęczony szybkim marszem, wziąłem głębszy oddech i jęknąłem donośnie, chcąc zwrócić na siebie uwagę zielonookiego. Udało się za pierwszym razem. Jego szmaragdowe tęczówki momentalnie odnalazły moje lazurowe, a chłopak uśmiechnął się lekko i przesunął palcami po moim zaczerwienionym policzku.
- Nie zrozum mnie źle, słońce – powiedziałem ze zmarszczonymi brwiami, zadowolony, że w końcu przystanęliśmy. – Ale dokąd tak pędzisz? Bo ja nie nadążam na tych krótkich nóżkach – wymownie zerknąłem w dół, a potem wróciłem spojrzeniem do Stylesa.
Dwudziestolatek zaśmiał się cicho i bez żadnych oporów przycisnął wargi do mojej rozgrzanej szyi, dmuchając w nią delikatnie. Mimowolnie zadrżałem pod jego cudownym dotykiem i zaraz się odsunąłem, niemal wpadając na jakąś staruszkę. Owszem, uwielbiałem tego rodzaju pieszczoty i pozwalałem na nie chłopakowi, ale – na miłość Boską! – nie w miejscach publicznych. Przynajmniej do oficjalnego potwierdzenia, że jesteśmy parą.
- Chodź, Lou – zachichotał Harry, chwytając moją małą dłoń w swoją i zdecydowanym ruchem pociągnął mnie w dół wąskiej uliczki, o której istnieniu nie wiedziałem. – Jesteśmy naprawdę niedaleko, obiecuję – uniósł dwa palce do góry, w geście przysięgi.
Wywróciłem oczami i grzecznie podreptałem za nim, rozglądając się dookoła z nieukrywaną ciekawością. W tej części miasta przeważały stare budynki, porośnięte bluszczem w okresie jesiennym. Teraz na murach pozostawały tylko pnącza, powoli i nieśmiało wypuszczające zielone listki. Dla innych może nie wyglądało to zbyt pięknie, ale mnie ujęło swoją prostotą. I tą naturalnością.
Uśmiechnąłem się delikatnie i odchyliłem głowę, omiatając spojrzeniem rozgrzane słońcem dachy. Promienie odbijały się od czystych okien i raziły w oczy, więc czym prędzej opuściłem wzrok na idącego przede mną bruneta. Wydawało mi się, że był bardziej rozpromieniony niż kiedykolwiek wcześniej, ale postanowiłem nie pytać dlaczego. Najważniejszy był jego uśmiech.
- Jesteśmy na miejscu! – zakomunikował Styles, przystając przed wejściem do niewielkiej kawiarenki. – Podoba ci się? Wiem, że nie jest to znane miejsce, ale pomyślałem, że tak będzie znacznie bardziej romantycznie – powiedział niepewnie, patrząc na mnie z nadzieją wymalowaną w szmaragdowych tęczówkach.
- Jest idealnie – odparłem, obejmując go ramieniem w pasie i przyciągając do krótkiego pocałunku w policzek. Ten prawdziwy, w usta, nadal mieliśmy przed sobą, a ja miałem cichą nadzieję, że dzisiaj dane będzie mi posmakowanie jego warg.
Harry rozpromienił się natychmiast i otworzył drzwi, przepuszczając mnie przodem do wnętrza niewielkiej kawiarni. Rozejrzałem się po niej z nieukrywanym zaciekawieniem, zagryzając przy tym wargę. Drewniana tabliczka, powieszona nad kontuarem głosiła, że właśnie znalazłem się w Coffee House. Na czarnych tablicach, umieszczonych na ścianie zrobionej jedynie z cegieł, ktoś wypisał kredą wszystkie specjały, jakie można było zamówić. Aż oblizałem się ze smakiem, na widok tych wszystkich nazw.
- Co zamawiamy? – zapytałem, ściskając palcami dłoń Harry’ego, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. – Wszystko brzmi tak pysznie – jęknąłem, nie przejmując się tym, że chłopak ścisnął moje policzki w swojej dużej dłoni i zaczął się śmiać. – Harry! – sapnąłem, prawdopodobnie bardzo niewyraźnie.
Brunet wywrócił oczami i puścił mnie bez zbędnych ceregieli, ruszając od razu do drewnianej lady. Wzruszyłem lekko ramionami, podreptałem w tym samym kierunku i objąłem go ramionami w pasie, uśmiechając się niewinnie. Bywały dni, kiedy stawałem się przylepny. Zwłaszcza w stosunku do niego.
- Poprosimy deser lodowy z bananami – powiedział Harry do uroczej dziewczyny, która stała po przeciwnej stronie dębowego blatu i uśmiechała się delikatnie.
- Osiem funtów – blondynka wybiła na kasie odpowiednie cyferki i wydrukowała mały paragon, który podsunęła zielonookiemu razem z metalową plakietką. – Proszę usiąść przy stoliku, ktoś przyniesie go państwu za dziesięć minut.
Podziękowaliśmy grzecznie uśmiechami, a potem ruszyliśmy w kierunku wolnego miejsca, w rogu niewielkiej sali. Czas oczekiwania upłynął w milczeniu, które nie było niezręczne, tak jak w wielu przypadkach. To była po prostu cisza, dzięki której mogliśmy się cieszyć swoją obecnością bez niepotrzebnych słów, psujących atmosferę. Owszem, lubiłem rozmawiać z moim Harrym, ale czasem nie było to po prostu potrzebne.
Kiedy pucharek z lodami wylądował na stoliku, złapałem za łyżeczkę, uprzedzając bruneta i zachichotałem cicho na widok jego miny. Nie zastanawiając się nad tym, co właściwie robię, zgarnąłem trochę bitej śmietany i przysunąłem do jego rozchylonych warg.
- Mniam – zamruczał zadowolony chłopak i w mgnieniu oka zlizał puszystą pianę, razem z kilkoma kawałkami kolorowej posypki. – Twoja kolej – zadecydował po kilku kęsach, przejmując ode mnie łyżeczkę.
Zaśmiałem się w niekontrolowany sposób, ale otworzyłem usta, czekając, aż zacznie mnie karmić. Potem wymieniliśmy się jeszcze kilka razy, niezmiennie rozkoszując się przyjemnym smakiem gałek – waniliowej, bananowej i śmietankowej – a także samych owoców.
- Poczekaj, masz tu coś – powiedział nagle Harry, przysuwając się do mnie i układając dłoń na moim policzku. – Nie, nie tutaj – pokręcił głową, kiedy niezdarnie przesunąłem językiem po dolnej wardze, zabawnie marszcząc brwi. – Tutaj też nie – westchnął z niedowierzaniem po kolejnej, nieudolnej próbie.
- A gdzie? – zapytałem, zdezorientowany jego słowami oraz ognikami w szmaragdowych oczach.
- Tutaj – odparł, jak gdyby nigdy nic, na ułamek sekundy przed tym, jak złączył nasze wargi w słodkim bananowo-śmietankowo-waniliowym pocałunku.
9.
14 czerwca 2014
Do: H. x
Moje ubrania zrobiły się niewygodne. Przyjedź i pomóż mi się ich pozbyć.
10:16 AM, 14 Czer
Do: H. x
Piszę lewą ręką, bo prawa jest trochę zajęta.
10:21 AM, 14 Czer
Do: H. x
Którą częścią mnie mam cię dzisiaj zadowolić?
10:43 AM, 14 Czer
Pokręciłem głową z niedowierzaniem i usiadłem w rogu kanapy, podciągając kolana do klatki piersiowej. Przez głupi, przegrany, zakład z Niallem byłem zmuszony wykonać każde jego rządanie. A pierwszym z nich było wysyłanie sprośnych wiadomości do Harry’ego, który jak do tej pory nie odpowiedział na żadną z nich. Miałem tylko nadzieję, że się nie obrazi.
Nieco zestresowany odłożyłem telefon na stolik do kawy i ułożyłem się wygodniej, zamykając oczy. Moje myśli, mimo usilnych starań, odpłynęły w stronę nagiego ciała bruneta, wijącego się pode mną z rozkoszy. Jęknąłem głośno na samo wspomnienie o tym i rozchyliłem powieki, przysuwając zimne dłonie do rozgrzanych policzków.
Nagle rozległ się donośny dźwięk, sygnalizujący nadejście wiadomości. Podskoczyłem gwałtownie i wciągnąłem powietrze ustami, odblokowując ekran drżącymi dłońmi.
Od: H. x
Louis!!!!! Jestem na wykładzie!
10:47 AM, 14 Czer
Zarumieniłem się mocniej i, nie odpisując, odłożyłem komórkę na bok. Zawstydzony swoim niedojrzałym zachowaniem, przycisnąłem poduszkę do klatki piersiowej i przytuliłem do niej twarz. Miałem nadzieję, że Styles nie będzie na mnie bardzo zły, kiedy przyjdzie wieczorem, żeby się ze mną zobaczyć. Z tych rozmyślań, wyrwał mnie sygnał. Kolejny sms.
Westchnąłem cicho i zerknąłem na ekran. Spodziewałem się wszystkiego. Oprócz słów, jakie ukazały się moim oczom.
Od: H. x
Pisz dalej, Lou.
10:51 AM, 14 Czer
Zagryzłem dolną wargę i usiadłem wygodniej, zastanawiając się, co jeszcze mogę mu napisać. Fantazje seksualne wolałem zostawić na dzisiejszy wieczór, żeby mocno go pobudzić. Przymknąłem oczy i oparłem głowę na podłokietniku, a dłoń odruchowo położyłem w okolicach krocza. Jednocześnie otworzyłem okienko tworzenia wiadomości, powoli wpisując słowa.
Do: H. x
Mogę sobie wyobrazić twojego pulsującego penisa wewnątrz mnie.
11:04 AM, 14 Czer
Nacisnąłem przycisk „wyślij” i odsunąłem od siebie telefon, zerkając na niego co chwilę w oczekiwaniu na odpowiedź. W ten sposób minęła mi większa część dnia, aż w końcu wybiła piętnasta, a wraz z nią nadszedł koniec zajęć, w których musiał uczestniczyć Harry. Teraz pozostawało mi tylko czekanie na niego.
Podniosłem się niechętnie z kanapy i odsunąłem spoconą grzywkę, patrząc niecierpliwie na drzwi wejściowe. Pukanie rozległo się znacznie wcześniej, niż myślałem. Ale nie mogłem powiedzieć, że byłem z tego bardzo niezadowolony. Uśmiechnąłem się pod nosem i poprawiłem wygniecioną koszulkę, a potem podszedłem do wizjera.
Kiedy upewniłem się, że na klatce schodowej na pewno stoi mój chłopak, odblokowałem drzwi i postąpiłem krok do tyłu, żeby go wpuścić. Ułamek sekundy później dostałem mocno dociśnięty do ściany, a duże dłonie Stylesa wślizgnęły się pod moją koszulkę, wyznaczając na skórze gorące linie.
- Podobało ci się? – wydyszałem w jego wargi, gdy odsunął się na chwilę, aby złapać głęboki oddech. – Mogę to robić częściej – dodałem, zanim palce bruneta wywołały u mnie głośny jęk.
Owinąłem ramiona wokół jego szyi i podskoczyłem do góry, pozwalając mu uchwycić moje uda w żelazny uścisk. Odnalazłem ustami jego opuchnięte wargi i zaatakowałem je namiętnymi, pełnymi pożądania pocałunkami, przed którymi nie miał jak uciec. Przynajmniej do momentu, kiedy kopnięciem otworzył drzwi sypialni i brutalnie rzucił mnie na łóżko.
- Tak się bawimy? – zapytał, przesuwając palcem po mojej, doskonale widocznej, erekcji, wciąż ukrytej pod materiałem spodni i bokserek. – Teraz ja się z tobą podroczę, kochanie – wydyszał, patrząc na mnie oczami, pociemniałymi z ogarniającej go żądzy.
Zagryzłem wargę i sapnąłem cicho, mimowolnie wypychając biodra w górę, kiedy jego dłoń zacisnęła się na moim udzie. Smukłe palce chłopaka delikatnie badały każdy cal ciała, wciąż skrytego pod stosunkowo grubym materiałem. Teraz nawet najlżejszy dotyk doprowadzał mnie do szału, sprawiając, że narastający problem stawał się nieco bolesny.
- Harry – pisnąłem błagalnie, kiedy brunet zaczął skrzętnie omijać okolice mojego krocza, skupiając się na podbrzuszu. – Harry, proszę! – wydyszałem, wiercąc się pod nim niecierpliwie.
Zielonooki uśmiechnął się łobuzersko i wpił a moje wargi, jednocześnie rozpinając klamrę paska, a po niej guzik i rozporek. Zanim się zorientowałem obcisłe dżinsy zniknęły z moich nóg, a potem wylądowały gdzieś w kącie pokoju. Harry zachichotał na widok mojej miny i przycisnął usta do jednego z wystających obojczyków, tworząc na nim dorodną malinkę.
- Chcesz się ze mną pobawić, kochanie? – wymruczał chłopak, przesuwając nosem po mojej nagiej, spoconej skórze. – Należy mi się odrobina zabawy za to, co przechodziłem na wykładach – stwierdził, robiąc bardzo niewinną minę.
- Tak, chcę – odparłem szybko, podpierając się na łokciach, żeby skraść kilka namiętnych pocałunków.
Nie mogąc się doczekać tego, co miało nastąpić w przeciągu nadchodzących minut, zacisnąłem palce na krawędzi koszulki chłopaka i delikatnie podciągnąłem ją do góry. Kiedy już upadła poza materacem, przesunąłem dłonią po klatce piersiowej bruneta, wręcz pożerając wzrokiem jego i jego cudowne tatuaże. W końcu, po dłuższej chwili, uniosłem spojrzenie na piękną twarz Harry’ego i westchnąłem cicho, pozwalając mu ułożyć mnie na materacu.
Brunet przesunął językiem po dolnej wardze i bez ostrzeżenia pochylił się, chwytając zębami za gumkę moich bokserek. Patrząc na jego poczynania, wypuściłem drżący oddech i uniosłem biodra do góry, pozwalając mu pozbyć się przeszkadzającej bielizny. Zaraz potem byłem świadkiem tego, jak chłopak powoli wstaje z łóżka i staje przy nim, uśmiechając się lubieżnie.
Zacisnąłem wargi w wąską kreskę i odwróciłem wzrok tylko po to, żeby zsunąć koszulkę przez głowę. Kiedy znowu spojrzałem na Harry’ego, ten niespiesznie rozpinał swoje ciasne spodnie, nie odrywając ode mnie oczu. Na ten widok, z moich warg wydarł się niekontrolowany jęk, a po nim ciche sapnięcie.
- Chodź do mnie – poprosiłem, ledwie opanowując swoje odruchy. – Proszę, potrzebuję cię – wydyszałem, wyciągając ramiona w kierunku chłopaka.
- Och, mój LouLou nie ma już ochoty na zabawę? – w odpowiedzi usłyszałem niezadowolony pomruk, gdzieś w okolicy prawego ucha. – Chyba będę zawiedziony – Styles uklęknął między moimi rozsuniętymi nogami, kręcąc głową. – Obróć się – rozkazał i cierpliwie zaczekał, aż wykonam polecenie.
Duże dłonie chłopaka momentalnie znalazły się na moich biodrach, a kciuki zaczęły kręcić leniwe kółka na wrażliwej skórze. Drżałem na samą myśl o tym, co może wydarzyć się w następnej kolejności.
10.
29 czerwca 2014
Nucąc pod nosem piosenkę, którą chwilę wcześniej usłyszałem w radiu, wpisałem odpowiednie komendy do komputera i sprawdziłem czy wszystko działa. Kiedy upewniłem się, że tak właśnie jest, uśmiechnąłem się szeroko i ruszyłem w kierunku salonu, dla pewności poprawiając koszulkę oraz opadającą grzywkę.
Niepewnie zajrzałem do pomieszczenia i bez słowa wyciągnąłem dłoń w kierunku Harry’ego, który z kolei ujął ją bez wahania. Nie odzywając się do siebie, przeszliśmy przez korytarz i ulokowaliśmy się na wygodnym materacu, jak zawsze ciasno objęci.
- Gotowy? – zapytałem, muskając wargami jego ucho, przed włączeniem kamery. – Wiesz, jak by co, to nie musimy – przypomniałem, wciskając czerwony przycisk, odznaczający się wyraźnie od szarej obudowy. – Hej wszystkim – wykrzyknąłem z uśmiechem, poklepując kolano bruneta. – Jak widzicie, dzisiaj jest ze mną gość specjalny! Panie i panowie, Harry Styles, wielkie brawa! – zachichotałem i umilkłem na chwilę.
- Cześć – zielonooki pomachał do kamerki, uśmiechając się w ten uroczy, niewinny sposób, który sprawiał, że miękły mi nogi. Miałem szczęście, że siedziałem.
Rozparłem się wygodniej na swoim miejscu i ułożyłem głowę na ramieniu mojego chłopaka, przeglądając kartki, zapisane jego starannym pismem. To on zaproponował temat nagrywanego filmiku, znalazł pytania i przepisał je, upewniając się, że wszystkie brzmią sensownie.
- Dzisiejszy filmik to coś, na co czekaliście nie tylko wy, ale i ja! Tak sądzę, bo właściwie nie zastanawiałem się nad tym głębiej – przyznałem, zaciskając dłoń na czterech palcach Harry’ego, które ledwie się w niej mieściły. – Zapraszamy was na… Boyfriend TAG! – zapowiedziałem, podskakując wesoło. – Mamy trochę pytań, więc najlepiej będzie, jeśli zacznę od razu. Gdzie się poznaliśmy, Haz?
- Na twoim spotkaniu z fanami. W kawiarni – odparł bez zawahania, uśmiechając się triumfalnie. – Kiedy to było dokładnie? – zmarszczył brwi, poszukując jakiejkolwiek podpowiedzi, którą można by było wyczytać z mojej twarzy.
Zagryzłem delikatnie dolną wargę i spojrzałem na niego z niewinnym uśmiechem na ustach. Bywałem naprawdę wredną osobą, więc nie zamierzałem ułatwiać mu niczego. Zwłaszcza, że miał taką zabawną minę.
- Walentynki! – wykrzyknął w końcu brunet, pstrykając palcami. – Jakie jest następne pytanie? – zapytał, nachylając się nad moim ramieniem. – Ile jesteśmy razem? Mam nadzieję, że Lou mnie nie zabije… Na randki chodzimy od dwóch miesięcy, ale oficjalnie parą jesteśmy od miesiąca – powiedział, całkowicie zadowolony z siebie.
Przytaknąłem cicho i przysunąłem się do chłopaka, ofiarowując mu delikatny pocałunek w policzek. Nie umiałem trzymać się z daleka od niego, nawet jeśli miały to obejrzeć tysiące internautów. Zbyt ciężkie było niedotykanie go, kiedy znajdował się tak blisko.
- Kolejne pytanie! – zadecydowałem, wysuwając w górę palec wskazujący. – Gdzie była nasza pierwsza randka, słonko? – zerknąłem na Harry’ego spod grzywki, bębniąc palcami o jego kolano.
Z każdą kolejną minutą rosło we mnie zniecierpliwienie, związane z chłopakiem. Miałem nadzieję, że nakręcimy filmik w nie więcej niż dwadzieścia minut, a potem będziemy mogli nacieszyć się sobą. Tymczasem miałem wrażenie, że czas ciągnie się w nieskończoność, a jednocześnie wskazówki zegara stoją w jednym miejscu.
- A to zabawna historia, ale może kiedy indziej z nią wyjdę. Była w parku – zachichotał Styles, prosto do mojego ucha, otulając je swoim gorącym oddechem. – Co chcą o nas jeszcze wiedzieć? Ooo… pierwsze wrażenie – powiedział, rozpromieniając się momentalnie. – Słodziak. Zdecydowanie niewinny i zakłopotany słodziak.
Otworzyłem usta i odwróciłem się przodem do chłopaka, nie wiedząc co mam mu powiedzieć. Nie sądziłem, że w pierwszym momencie wydałem mu się uroczy. Szczerze powiedziawszy miałem nadzieję, że pomyślał, iż jestem seksowany.
- Pfych – sapnąłem pod nosem, marszcząc mocno brwi i zastanawiając się nad własną odpowiedzią. – Pierwsze wrażenie, to na mnie zrobiły nogi. Ale, to, co przeszło mi przez myśl, to zdaje się anioł. – wymamrotałem, czując, jak rumieniec wpływa na moje policzki. – Na co pierwsze zwróciłeś uwagę w moim wyglądzie? Nogi, zdecydowanie nogi – pokiwałem głową, zerkając w dół.
- Niesforna grzywka i małe dłonie – zaśmiał się donośnie, odchylając do tyłu głowę. – Co jest dalej, Boo? – spojrzał na mnie spod loków, które opadły na jego jasne czoło.
Przełknąłem ślinę, przesuwając spojrzeniem po miękkich, malinowych wargach i spuściłem głowę, żeby przeczytać następne pytanie. Robiłem się co raz bardziej czerwony.
- Co najczęściej oglądam w internecie? Ty na pewno filmiki z kotkami, no i mnie – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, patrząc na niego triumfalnie. – A co? Nie jest tak?
- Jest, jest – odparł, wywracając oczami i zamyślił się na dłuższy moment. – Mój profil na facebooku… i porno. Jestem pewien, że porno – stwierdził, a w jego oczach zabłyszczało rozbawienie. – Awh, kochanie nie rumień się tak! Wszyscy wiemy, że to prawda – wykrzyknął, szczypiąc mój policzek.
Warknąłem pod nosem i odepchnąłem jego dłoń, zdając sobie sprawę, że jestem czerwony, jak dorodny pomidor albo burak. Gorące plamy rozlały się na całej mojej szyi, tworząc naprawdę ciekawy widok. Bo ja nigdy się nie rumieniłem. Prawie nigdy. Nie aż tak bardzo.
- Jeśli coś kolekcjonuję, to co to jest? – burknąłem, patrząc na niego spode łba. – Ty kolekcjonujesz płyty tych wszystkich hipsterskich zespołów, których nazw nie wymienię – westchnąłem, bojąc się tego, co usłyszę w ramach odpowiedzi.
- Moja bielizna – uśmiechnął się lekko, rozpierając się wygodniej na miękkim materacu. – Kto rządzi w związku? Och, to świetne pytanie, ja na nie odpowiem – nie zwracając uwagi na moje liczne protesty, jak gdyby nigdy nic zatkał mi usta dłonią. – Kto rządzi w związku? W sprawach łóżkowych chyba ja, w sprawach poza łóżkowych zdecydowanie Louis.
Otworzyłem szeroko oczy i uniosłem brwi, patrząc na niego w niemym zaskoczeniu. Mój chłopak właśnie przyznał się do części naszego życia intymnego. Doprawdy, miałem ochotę udusić go gołymi rękami i, również własnoręcznie, zakopać w ogródku pod domem mojej mamy.
Wziąłem głęboki oddech, przyjąłem minę seryjnego mordercy i powoli odsunąłem rękę bruneta, żeby przeczytać ostatnie pytanie. Kiedy na nie spojrzałem, nie byłem do końca przekonany czy chcę usłyszeć odpowiedź, jaką miał w zanadżu. Jednak, skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B.
- Gdybym mógł żyć wszędzie, to gdzie by to było? – uniosłem wzrok i uśmiechnąłem się niepewnie, myśląc nad tym, czy nie lepiej byłoby się wycofać w tym momencie.
- Przy moim boku – odpowiedział cichym głosem, ujmując moją twarz w swoje silne dłonie. – Bo właśnie przy nim jest twoje miejsce – wyszeptał, żeby nikt poza mną nie mógł tego usłyszeć.
Zagryzłem lekko dolną wargę i przymknąłem powieki, pozwalając mu złączyć nasze wargi w czułym pocałunku. Pieszczota była równie przyjemna, jak zawsze, ale smakowała nieco inaczej. Odruchowo zmarszczyłem brwi i pogłębiłem ją, próbując domyślić się dlaczego jest inna.
Delikatnie przesunąłem językiem po dolnej wardze Harry’ego, a potem wsunąłem go do środka, muskając językiem jego wrażliwe podniebienie. Wystarczył ułamek sekundy, żeby brunet wydał kilka jęków rozkoszy i naparł na mnie, zmuszając do położenia się na materacu. Jego ciepłe ciało spoczęło na mnie, a duże dłonie błądziły po moich odkrytych ramionach, czasem wsuwając się pod koszulkę.
- Powinniśmy wyłączyć kamerę – wydyszałem, kiedy Styles odsunął się, w celu złapania głębokiego oddechu. – Har… – chciałem go upomnieć, ale uniemożliwiłymi to opuchnięte wargi, znowu napierające na moje.
Westchnąłem cicho i, z niemałą przyjemnością, w pełni zatraciłem się w pocałunku, zaciskając palce na muskularnych ramionach mojego chłopaka. Z każdą kolejną sekundą czułem większe podniecenie i gdzieś na granicy świadomości zastanawiałem się, czy nie nagramy zbyt niegrzecznych scen. Jednak za każdym razem, kiedy próbowałm się nad tym głębiej zastanowić, myśli odpływały daleko, pozwalając mi na skupienie się na Harrym.
Na Harrym. Którego kochałem mocniej z każdym uderzeniem serca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz