- Cholera – wymamrotał Zayn, zerkając na srebrny zegarek, który luźno wisiał na jego nadgarstku. Był zdesperowany, ponieważ musiał zapalić, ale zostały mu jeszcze dwie minuty do przerwy. Widział praktycznie szary dyn nikotyny i nie mógł tego znieść, ani chwili dłużej.
Pracował w kawiarni, która znajdowała się bardzo blisko campusu. Płacili mu bardzo kiepsko, pracował w pieprzonych godzinach i w ogóle była to gówniana praca, ale Zayn potrzebował dodatkowych pieniędzy.
Lecz potrzebował też zapalić.
Trzydzieści sekund przed tym, jak jego przerwa oficjalnie się zaczynała, postanowił, że pieprzy to wszystko i ze skinięciem do jego współpracownika, Dana, wyszedł przez drzwi i poszedł do małego zaułka.
Opierając się stopą o ścianę, Zayn szybko zapalił papierosa i zaciągnął się, nienawidząc sposobu w jaki palenie sprawia, że czuje tę przyjemność w płucach.
Zamknął oczy i próbował rozpędzić każdą zabłąkaną myśl i zamiast tego wyobrazić sobie, co mógłby namalować, kiedy wróci już do domu.
W tym tygodniu miał za zadanie wybrać jakiś kolor i coś z nim zrobić.
Podpowiedź ta była zbyt ogólna, niespecyficzna i nie dawała za bardzo wskazówek, w jakim kierunku ma się udać.
Nie wiedział w ogóle co zrobić, więc po prostu zaczął próbować znaleźć idealny kolor, mieszając różne odcienie niebieskiego ze sobą.
Chociaż na razie jeszcze mu to nie wyszło.
- Hazza, zwolnij!
Krzyk wybudził go ze stanu Zen i Zayn natychmiastowo odwrócił głowę, aby wyjrzeć z zaułku. Wyłapał koniec burzy loków i wyglądającego na wyczerpanego Louisa Tomlinsona podążającego za nimi.
Nie powinno to być jakimś wielkim wydarzeniem ani nic, ale widok Louisa Tomlinsona i Harry’ego Stylesa znowu (pomimo faktu, że widział ich wszędzie) wzbudziło jego zainteresowanie.
Może to przez ich reputację ‘Trzech Muszkieterów’.
Zayn zdecydowanie nie mógł zaprzeczyć, że Niall Horan wzbudził w nim zainteresowanie. Nie przez to, że był słodki, czy przez jego oczy, które miały kolory błękitnej wody i każdy mógłby w nich utonąć, ale przez to, co powiedział Zaynowi tamtej nocy w barze. Utknął –a on go zainspirował – a naprawdę nie spodziewał się tego po zarozumiałym Niallu Horanie.
- Zayn, co ty do cholery robisz? Twoja przerwa skończyła się pięć minut temu! – krzyknął Dan, wysuwając głowę zza drzwi, aby spojrzeć na Zayna.
Szybko zgasił papierosa, natychmiastowo chcąc następnego i powoli przeszedł drogę do kawiarni mamrocząc ‘przepraszam’.
Dan przewrócił oczami i odpowiedział – Nieważne. Moja zmiana i tak się kończy. Zamkniesz? Jest w sumie już spokojnie.
Zayn skinął, nie oczekując, że przyjdzie dużo ludzi. Był sobotni wieczór, a ludzie mają naprawdę o wiele lepsze rzeczy do roboty w tym czasie niż przychodzenie po kawę. Chociaż w Nowym Jorku nie mógł tego powiedzieć, nie zadziwiłoby go nawet, jeżeli sklep byłby zatłoczony, jak nigdy.
Tak czy inaczej, dwie godziny później, kiedy zegarek zbliżał się do północy, Zayn zasypiał prawie na ladzie, kiedy zadzwonił dzwonek, oznaczający że wszedł klient, a on jest zmuszony do wyprostowania się.
Zobaczył blond włosy i niebieskie oczy, a był to nikt inny jak Niall Horan, tajemnicza zagadka sama w sobie.
- Nie, właśnie wyszedłem z pracy. Tak przestanę w tym tygodniu, jeżeli będę miał okazję – blondyn rozmawiał przez telefon, a jego twarz wyrażała jakby uwielbienie pomieszane z gniewem.
To musiała być rozmowa z rodzicem – pomyślał pokrótce Zayn.
Niall spojrzał w górę, a ich oczy spotkały się, wywołując mały uśmiech na twarzy Nialla.
- Hej, muszę kończyć. Zobaczymy się później, dobrze? Kocham cię. Pa – Niall rozłączył się i włożył telefon do tylnej kieszeni, podchodząc do lady i ciągle wpatrując się w Zayna. Na początku nic nie powiedział i zaczął patrzeć zamiast tego na menu, nucąc cicho jakąś piosenkę, której Zayn nie znał.
Zayn nie zamierzał przerywać ciszy, więc zaczął stukać palcami o blat w rytm nucenia Nialla, stwarzając tym trochę jakby bit do delikatnej melodii.
Nie zwracał właściwie na nic u wagi i nie wiedział jak długo tam stoi, ale z jakiegoś powodu, zdał sobie sprawę, że Niall przestał nucić i stał tam, obserwując go.
- Oh, uhm przepraszam – Zayn zarumienił się, chociaż było to mało widoczne przez jego ciemną skórę – Co mogę ci dzisiaj dać?
Niall przerwał, po czym spojrzał ponownie na menu – Mogę dostać dużą mocha frapp?*
Zayn spojrzał na niego, zastanawiając się czy dobrze usłyszał. Ponieważ, naprawdę? Co do kurwy? Dlaczego do cholery, Niall prosi go o dużą mocha fap? Byli w kawiarni, a nie w jakimś serwisie masturbacji…
- Przepraszam, raz jeszcze? – zapytał Zayn i nie mógł nic poradzić, ale jeszcze bardziej się zarumienił, a ciepło przeszło przez skórę od jego uszu do kości policzkowych.
Niall spojrzał na niego, jakby był niepoczytalny – w sumie tak jakby był – ale blondyn jednak uśmiechnął się i wydał z siebie delikatny chichot.
- Mogę poprosić o duże mocha Frappuccino?
I oh.
Zayn zakaszlał – Oh.
Niall nadal patrzył na niego, więc chłopak nie mógł przetworzyć swojego niegrzecznego błędu myślowego. Chwycił kubek, zapisał na nim zamówienie, po czym miał właśnie pisać imię Nialla, kiedy blond chłopak odezwał się.
- Mam na imię Niall.
Zayn właściwie zaczął już kreślić ‘N’ na kubku, ale i tak skinął, jakby chciał powiedzieć ‘wiem’.
- Wiedziałeś już to, prawda?
Zayn zaśmiał się, ponieważ oto był, zarozumiały człowiek dla każdego z kim rozmawiał. Był zaskoczony, że Niall nie próbował z nim flirtować, jeszcze, ponieważ zgodnie z opinią wielu ludzi (głownie Liama) Niall był znany z tego, że flirtował z kim popadnie.
- Jasne – odpowiedział, podnosząc brwi. Skierował się do maszyny do kawy i szybko zmieszał składniki. Zorientował się, że też potrzebuje trochę kofeiny, jeżeli chciał przeżyć do końca zmiany, która kończyła się o 1.30. Zrobił więc jeszcze jeden kubek dla siebie.
- Ty jesteś Zayn – powiedział pewnie Niall, kiedy ciemnowłosy chłopak przyniósł zimny napój do lady.
Był zdecydowanie zaskoczony, ponieważ nie oczekiwał, że Niall pamięta go, a co więcej jego imię. Jasne, chodzili na ten sam uniwersytet, ale Niall był o rok starszy i cóż, nie wydawał się być osobą, która zapamiętuje przypadkowych studentów, takich jak on.
- Znasz moje imię – skomentował Zayn i nie mógł nic poradzić na to, że razem ze słowami wypłynęło z jego ust lekkie zdziwienie.
Liam będzie go drażnił po tym spotkaniu, na pewno.
Niall zachichotał gardłowo i odciągnął go od jego lęku przed rozmową z Liamem.
- Nazwisko, Malik – Niall uśmiechnął się i kiwnął głową na plakietkę pracowników, która wisiała na swędzącej, czarnej koszulce z kołnierzykiem i wow, to było żenujące.
Nie wiedział właściwie, jak zareagować na to. Czuł się wyjątkowo głupio, że pomyślał, iż starszy chłopak mógłby wiedzieć, kim on jest.
Poczuł, że jego twarz ponownie się rumieni i tym razem, Niall na pewno był w stanie to zauważyć.
- Oh- wymamrotał, chowając się za kubkiem i biorąc dużego łyka.
Stali w ciszy przez parę minut lub więcej, a Niall po prostu przyglądał się mu, oceniając reakcję Zayna.
- Ile płacę? – Niall przerwał ciszę, podnosząc na wpół wypity napój.
Zayn mętnie zastanawiał się nad tym, dlaczego chłopak pije zimny napój o północy, ale nie czuł, że to czas i miejsce, aby o to zapytać więc tylko potrząsnął głową.
- Na koszt firmy.
Niall wymamrotał ciche ‘dziękuję’ i przeszedł do najbliższego stolika, siadając i klepiąc miejsce obok, jakby wiedział, że Zayn nadal będzie patrzył.
Zayn nie poruszył się, niepewny o co prosi Niall. Po prostu nadal przyglądał się, dopóki Niall nie spojrzał za okno, po chwili wracając wzrokiem do miejsca gdzie stał Zayn.
- Więc, zamierzasz dotrzymać mi towarzystwa, Malik?
To chyba była jego cecha charakterystyczna, nazywanie ludzi przez nazwisko. Zayn słyszał już, jak tak samo zwraca się do Louisa Tomlinsona i Harry’ego Stylesa. To było trochę dziwne, ponieważ brzmiało prawie zbyt nieformalnie i zwyczajnie. Ale polubił to, jak Niall źle wymawia jego nazwisko, kładąc zbyt mocny akcent na ‘a’, a za mały na ‘i’.
Tak czy inaczej, przeszedł przez róg, zastanawiając się nad tym, że może spędzić czas rozmawiając z Niallem, co jest lepsze od stania za ladą do końca zmiany. Niezależnie do tego i tak było tam mało klientów.
- Więc, znalazłeś swoją inspirację? – zapytał Niall, jak tylko Zayn usiadł. I po raz kolejny, Zayn był zaskoczony przez blondyna, ponieważ nie myślał, że Niall mógłby pamiętać ich rozmowę.
To było dziwne, ponieważ po tym rozmawiali, aż do końca zmiany Zayna, a on nawet nie wspomniał, że już czas zamykać, zamiast tego pozwalając mówić Niallowi i dopuszczając siebie do powiedzenia blondynowi rzeczy, których nie powiedział jeszcze nawet Liamowi.
Wydawało się jakby, przypadli sobie do gustu, co brzmiało niezmiernie banalnie i totalnie tandetnie, ale taka była prawda.
Zayn nie był pewny, czy to przez Nialla, czy przez późną porę i zmęczenie, ale nawet nie zorientował się jak długo rozmawiali i o czym właściwie rozmawiali, ale wiedział, że to miało znaczenie i nie chciał przestać.
Około 3.30, po dwóch kubkach kawy, Niall spojrzał na telefon, sprawdzając godzinę i delikatnie westchnął.
- Cholera, późno już – wymamrotał – Muszę iść się przespać, ale hej, daj mi swój numer. To była świetna rozmowa.
Zayn skinął, zgadzając się z tym co powiedział blondyn i wklepał liczby swojego numeru do jego telefonu, wysyłając do siebie wiadomość z imieniem Nialla, tak żeby też mieć jego numer.
Niall wstał i Zayn zrobił to samo, niepewny jak pożegnać się z nieznajomym, z którym czuł jakieś powiązanie.
Blondyn nie wyglądał, jakby się wahał, przyciągając Zayna do krótkiego uścisku i poszedł do drzwi.
- Cieszę się, że porozmawialiśmy. Jesteś naprawdę spoko gościem, Zaynie Maliku, juniorze, studiujący sztukę, skupiając się na malarstwie.
I po tym, Niall wszedł, mijając ulice Nowego Jorku, tak płynnie, jak tu przyszedł zostawiając Zayna, który zastanawiał się, czy Niall naprawdę znał jego imię z plakietki, ponieważ nigdy nie wspominał, że jest juniorem, ani nie powiedział mu na co nastawione są jego studia.
__________________
* Frapp - Chodziło tu o to, że brzmi trochę jak fap (masturbacja).
2
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz