- Odpieprz się, Louis! - Harry wrzasnął przez całe mieszkanie, ze złości aż czerwony na twarzy.
- Cholera, Harry! Na zewnątrz stoją paparazzi. Czy mógłbyś być trochę ciszej, z łaski swojej? - starszy chłopak zrzucił torbę z ramienia i wywrócił oczami.
- Pieprzyć paparazzi! Dłużej tego nie zniosę! Po prostu zaraz zwariuję! Niech się dowiedzą, że cię nienawidzę. Niech cały świat się dowie, że nienawidzę LOUISA WILLIAMA TOMLINSON’A i jego cholernego gejostwa!
Dłoń Louisa uniosła się i zetknęła się z policzkiem Harry’ego. Głośny trzask rozszedł się po mieszkaniu; młodszy chłopak zatoczył się do tyłu, pocierając uderzone miejsce.
- Jak śmiesz, Harry?! Jak możesz mnie o to obwiniać?! Zawsze zrzucasz całą winę na mnie! To nie ty jesteś tym, który musi na co dzień żyć z najbardziej napaloną i niedojrzałą gwiazdką popu na świecie. To ty jesteś cholernie ciężki do zniesienia. Myślisz, że chcę z tobą mieszkać i spędzać cały czas na przytulaniu cię?! Nie ma takiej mowy! Pomijając to, co możesz sobie myśleć, sweetcheeks, też nie mogę cię ścierpieć. Myślisz, że jesteś taki wspaniały i wszyscy cię kochają? Pozwól że coś ci powiem. Jeśli nasza kariera nie polegałaby tak silnie na naszej wzajemnej „przyjaźni”, nie zastanawiałbym się ani chwili, żeby wykrzyczeć jak bardzo nienawidzę twojej egoistycznej i narcystycznej buźki!
Louis kipiał ze złości, podchodząc bliżej do Harry’ego i oddychając wprost na jego twarz. Niebieskie oczy chłopaka świeciły się, sztyletując nimi stojącego naprzeciwko Stylesa. Stali, przeszywając się spojrzeniami. Żaden z nich nie miał zamiaru się wycofać. Powietrze szumiało z nadmiaru napięcia, naciskając na każdego z nich coraz bardziej, powodując oparzenia skóry i mrowienia spowodowane wstrząsami prądu elektrycznego. Ich serca głośno pompowały adrenalinę i testosteron.
Żaden z nich nie miał pojęcia kto zrobił pierwszy krok. W jednej chwili mierzyli się nienawistnymi spojrzeniami, a w drugiej byli splątani w uścisku z gwałtownie zderzającymi się ustami. Dłonie Louisa wślizgnęły się pomiędzy sławne loczki Harry’ego, podczas gdy młodszy objął jego smukłą talię, przysuwając ich ciała bliżej siebie. Oddychali niespokojnie, doprowadzając się wzajemnie do frustracji wzmaganymi ruchami ich warg.
Dłonie Harry’ego zerwały koszulkę Louisa, zanim sam pozbył się swojej. Ich ciała przyciągnęły się z powrotem, tak szybko jak klatki piersiowe były wolne od ubrań. Naga skóra wytwarzała tarcie w intensywnym powietrzu, powodując eksplozję uczuć, skóra była tak gorąca, jakby cały pokój stanął nagle w płomieniach, liżąc jej delikatne fraktury. Ale jedyną rzeczą, która wytwarzał ten ogień, były ich gorące, wilgotne języki, wysysające każdą możliwą cząstkę komórki z jego ciała.
Wyższy chłopak złapał Louisa za tylną część jego ud i uniósł go w pasie, oplatając nogi drugiego wokół własnych bioder. Obrócił ich tak, aby oprzeć plecy drugiego o ścianę.
- Pieprz się, Harry! – warknął mu Louis wprost do ucha, kiedy ten zassał obojczyk. Z jego gardła wydobył się jęk, gdy Harry naparł swoimi biodrami na jego narastającą erekcję. Chwycił go mocno za włosy - z otwartymi ustami i zamkniętymi oczami.
- Z przyjemnością – odburknął mu Harry. Oderwał ich od ściany i z dłońmi pod udami Louisa popchnął ich na kanapę. Jego szczupłe palce rozpięły guzik spodni starszego chłopaka i zsunęły je w dół.
Klatka piersiowa Louisa falowała w górę i w dół ze zmęczenia, ale mimo wszystko zwinnie usunął resztę ubrań z Harry’ego, rzucając się na niego ponownie. Ich ciała stykały się ze sobą, przewracali się na kanapie w poszukiwaniu własnych ust. Harry obrócił Louisa, używając jednej ręki, aby drugą przytrzymać się jego silnych pleców.
- Ty i to twoje idealne wszystko – warknął. Przycisnął dłoń do erekcji chłopaka, a starszy syknął z bólu. Zazdrość i nienawiść, które czuli względem siebie, wypływały właśnie na powierzchnię.
- Wszystko co robisz jest takie perfekcyjne. Nikt nigdy nie krytykuje doskonałego Tomlinsona.
- To nie ja jestem tym, którzy przeleciał wszystkie kobiety w wieku mojej matki. – Louis syknął po raz kolejny, wypychając swoje biodra ku górze z jękiem.
Krótkie paznokcie Harry’ego pozostawiały cienkie czerwone linie na jego plecach, z których biło palące wręcz ciepło.
- Jeden pieprzony raz, Louis, więc zamknij się. – Harry napiął w jednej chwili wszystkie mięśnie, czując jak chłopak przejechał dłonią wzdłuż jego przyrodzenia, i mocno ją docisnął. Starszy rozkoszował się jękiem jaki wydobył się z ust Harry’ego. Chłopak przymknął oczy z bólu i przygryzł wargę, nie mówiąc ani słowa. Louis nie mógł dać Harry’emu tej satysfakcji.
Młodszego wszystko rozrywało od środka, nigdy nie był tak bardzo podniecony. Dla niego to było zbyt wiele.
- Kurwa, kurwa, kurwa – wyszeptał.
Louis zaśmiał się sucho.
- Prawiczek.
Harry przesunął paznokciami po jego plecach po raz kolejny, wydrapując kolejne linie rozkoszy, którymi naznaczył Louisa. Złapał go za włosy i przyciągnął do siebie. Cichy jęk wydobył się z gardła chłopaka, posłany wprost do ust Harry’ego. Zacisnął mocno powieki, gdy Harry zaczął przesuwać coraz szybciej swoją dłonią w górę i w dół jego przyrodzenia. W mieszkaniu można było usłyszeć ich ciche posapywania, pomruki gniewu i ocieranie się ich rozgrzanych ciał o siebie.
- Nie. Jestem. Prawiczkiem. – odpowiedział mu hardo młodszy, a Louis zaskamlał pod nim, gubiąc się w ekstazie.
Harry przesunął dłonią wzdłuż kręgosłupa Louisa, powodując, że wygiął się w łuk i jęknął z rozkoszy
- Ja pierdolę! - wydyszał głośno. Poczuł, że Harry przyspieszył swoje ruchy, przytrzymując jednocześnie jego biodra. Louis oparł się na łokciu, tyłem do kanapy, czując przyjemne ciepło w dole brzucha. Skóra paliła go niemiłosiernie, a płuca zwęziły się tak, że ledwo mógł oddychać.
Pomrukiwania młodszego chłopaka także stawały się coraz głośniejsze. Ciało Louisa spięło się i wręcz eksplodowało z uczuć. Czuł jakby każda komórka jego ciała została rozerwana na małe kawałeczki i połączona z powrotem jednocześnie. Nie mógł odróżnić gdzie świat się zatrzymał, a gdzie zaczął.
Natomiast wokół Harry’ego zacisnęły się silne więzy, zmuszając go do krzyku i wystarczyły trzy ruchy, aby doszedł.
Leżeli razem, rozgrzani, w bałaganie i zaplątani we własne kończyny, dysząc ciężko, aż w końcu Harry delikatnie odsunął się, zsuwając na podłogę. Jego błyszcząca od potu pierś falowała. Odetchnął głęboko, wdychając cudowny zapach – ich zapach, który cudownie go otoczył.
- Nadal cię nienawidzę - westchnął prawie szeptem. Był zbyt wyczerpany, aby poczuć płonącą nienawiść, która towarzyszyła mu do niedawna
- Odwal się. - Louis rzucił w jego stronę, leżąc na kanapie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz