niedziela, 23 lutego 2014

*A może wtedy, gdy byłem niewiarygodnie szczęśliwy mogąc mieć go przy swoim boku…?



17 grudnia

Spóźnienia były nietaktowne. Spóźnienia na randkę ze swoim przeznaczeniem powinny być karalne. Z wściekłością odgarniałem kolejne grube warstwy białego puchu z mojego auta, sapiąc i stękając. Nie dość, że skończyłem zajęcia po siedemnastej, to jeszcze teraz musiałem uporać się z cholernym śniegiem, który osiadł na samochodzie. Byłem już wystarczająco spóźniony. Wątpiłem nawet czy zdążę wyrobić się do osiemnastej. Warunki drogowe nie należały do korzystnych, na dodatek było już całkiem ciemno, a drogi oświetlały latarnie czy porozwieszane gdzieniegdzie świąteczne lampki.

- Chyba wystarczy – stwierdziła Danielle, pocierając o siebie zmarznięte dłonie.

- Myślisz? – spytałem, przyglądając się samochodowi. – Tu jest jeszcze trochę śniegu…

- Lou, większość już odgarnęliśmy. Jeźdźmy, bo spóźnisz się na swoją randkę!

Wystarczyło niewielkie wspomnienie o dzisiejszym spotkaniu i już wsiadałem na miejsce kierowcy. Zwiększyłem ogrzewanie i wycieraczkami zrzuciłem resztki śniegu z przedniej szyby. Danielle wgramoliła się na siedzenie pasażera, ogrzewając swoje dłonie. Przetarłem szkła okularów szmateczką, stwierdzając, że ubieranie ich podczas śnieżycy jest złym pomysłem; nie dość, że zaczynały parować to co chwilę trzeba je było czyścić. Otrzepałem włosy ze śniegu, mocząc mokrymi kropelkami przyjaciółkę i deskę rozdzielczą, ale nie przejmowałem się tym w tamtej chwili, bo głównym priorytetem było dotarcie do mieszkania oraz przyszykowanie się na randkę.

Dalej nie mogłem uwierzyć w to co stało się zaledwie wczoraj. W to, że miałem iść z Harrym na randkę. Po opuszczeniu przez niego zaplecza musiałem chwilę tam zostać i ochłonąć po tym co się tam wydarzyło. Mój mózg nie chciał przyswoić informacji o tym, że najpierw Harry przyznał, że chciałby się ze mną kochać, potem dał drugą szansę, a następnie pocałował mnie w policzek. Pocałował, do diabła. Dotknął swoimi wilgotnymi, miękkimi ustami mojego policzka, zostawiając na nim słodki i mokry ślad rozkoszy.

Dokładnie pamiętałem ten nieziemski dotyk; od razu zapragnąłem doznać na całym ciele, które wręcz o niego krzyczało. Ostatnimi resztkami silnej woli powstrzymałem się od wciągnięcia Harry’ego z powrotem do ciasnego pomieszczenia, przyciśnięcia swoim ust do jego, a następnie poczucia przy sobie drugiego ciepła oraz poznania faktury jego skóry.

Wtedy zrozumiałem. Wtedy doszło to do mnie z pełną mocą i konsekwencjami.

Byłem zakochany.

Nigdy nie sądziłem, że to uczucie mogło być tak wspaniałe. Chęć zatrzymania przy sobie tej drugiej osoby, bronienia ją przed wszystkim innym, pragnienie dotyku i stałej obecności, potrzeba trzymania w ramionach, jakby bało się, że może za chwilę uciec. To było całkiem inne niż to co czułem na początku do Stana, gdy myślałem, że jestem w nim szaleńczo zakochany. Teraz nazwałbym to zauroczeniem albo totalnym ogłupieniem na jego punkcie. Miałem wtedy tylko siedemnaście lat, myliłem prawdziwą miłość z pożądaniem i oto jak się to dla mnie skończyło; upokorzeniem, a następnie gwałtem. Długo zajęło mi otrząśnięcie się z tych wydarzeń, bałem się najmniejszego dotyku, a zaraz po skończeniu szkoły wyjechałem z rodzinnego miasta do Londynu, aby rozpocząć nowe życie.

I tutaj poznałem także Nialla. On pomógł mi wyjść z szoku po tym co się stało, on jako pierwszy wyciągnął pomocną dłoń i nauczył od nowa przyjemności dotyku i towarzystwa drugiej osoby. Właśnie za to go pokochałem; pomagał mi nie chcąc niczego w zamian. Po prostu był przy mnie, pomagając w trudnych sytuacjach i wspierając mnie w każdej decyzji. Mimo to nie potrafiłem z nim być, tak jak dwoje zakochanym osób. Wszystkiemu winne były wydarzenia ze Stanem, które odcisnęły na nas obydwu duże piętno. Ale… teraz wszystko było dobrze.

Gdy wyszedłem z zaplecza Niall i Zayn od razu rzucili mnie w wir pytań, więc chcąc nie chcąc opowiedziałem im o tym co się stało, pomijając niektóre szczegóły. Zasiedziałem się dłużej w kawiarni, raz rozmawiając z Niallem, raz pijąc gorącą czekoladę i obmyślając scenariusz dzisiejszej randki, a raz przypatrując się Niallowi i Zaynowi, którzy od czasu do czasu obdarzali się nieśmiałymi spojrzeniami. Może oni nie byli tego świadomi, szczególnie Niall, ale widać było gołym okiem, że oboje czują do siebie coś więcej. Nie znałem zbyt dobrze Zayna jednak z czystym sumieniem mógłbym stwierdzić, iż on zaopiekuje się moim przyjacielem najlepiej. Jedynie trzeba było czekać na odpowiedni moment. Dzięki temu poczułem się lepiej, ponieważ znalazł się ktoś kto mógł pokochać tego słodkiego Irlandczyka.

Wróciłem razem z Niallem do mieszkania, a następnie usiedliśmy na kanapie, długo rozmawiając i ciesząc się swoim towarzystwem, zupełnie tak jak kiedyś. Wieczorem obydwoje byliśmy już bardzo zmęczeni, a kiedy oznajmiłem, że idę pod prysznic… Niall do mnie dołączył. Nie czułem się z tym faktem dziwnie, w końcu robiliśmy to już parę razy, ale potem, leżąc w łóżku i przypominając sobie dotyk mokrych opuszków przyjaciela delikatnie sunących po moim ciele dotarło do mnie, że to była ostatnia taka chwila. Ponieważ teraz ja miałem Harry’ego, a on Zayna; ponieważ teraz obydwoje znaleźliśmy kogoś, kto może nas pokochać.

- LOUIS, UWAŻAJ! – krzyknęła Danielle, gwałtownie wyrywając mnie ze wspomnień. Zahamowałem, wpadając w poślizg, a następnie wjechałem na chodnik i auto zgasło.

- Co do…

- Kot szedł przez drogę – wyjaśniła cicho przyjaciółka. – Mogłeś go rozjechać i…

- Masz szczęście, że nikogo nie było na tym chodniku, bo inaczej mógłbym rozjechać jakiegoś człowieka – burknąłem, ponownie odpalając silnik i wycofałem. Naprawdę mieliśmy szczęście, że znajdowaliśmy się w mniej zatłoczonej części Londynu, bo inaczej naprawdę mógłbym potrącić jakiegoś przechodnia. – Poza tym: widziałem tego kota.

Wywróciła oczami.



- Byłeś taki… zamyślony – stwierdziła Danielle, gdy podjechałem pod jej mieszkanie. – To przez tą randkę, prawda?

- Zaczynam żałować, że ci o tym powiedziałem – jęknąłem, przymykając oczy.

- Och, nie marudź – mruknęła, otwierając drzwi. – I jedź się przygotować, tygrysie. Załóż seksowną bieliznę, chłopcy taką lubią!

Nie zdążyłem posłać w jej kierunku ciętej riposty, bo ze śmiechem zamknęła drzwi i oddaliła się w kierunku swojej klatki schodowej. Pokręciłem głową i wycofałem z placu. Ukradkiem zerknąłem na zegarek, który wskazywał za piętnaście osiemnasta. Chryste, naprawdę zaraz spóźnię się na własną randkę!

Przełączyłem stację w radiu, gdy po raz kolejny puścili denną reklamę jakiś środków na polepszenie aktywności seksualnej.

- And all I want for christmas is you – zaśpiewała od razu Mariah Carey. Uśmiechnąłem się mimowolnie, ponieważ te słowa skojarzyły mi się z Harrym. W końcu były święta, a jedyną rzeczą, której w nie pragnąłem, był Harry, chłopak mający w garści moje serce. Mój humor jakoś się poprawił i do końca drogi cicho nuciłem tą piosenkę pod nosem.

Do mieszkania wpadłem za pięć szósta. Niall na głośny łomot, ponieważ przewróciłem się o swoje buty w progu, zerwał się z kanapy i z głośnym śmiechem pomógł mi wstać. Pozbierałem się w błyskawicznym tempie i dając mu buziaka w policzek na powitanie pognałem do swojego pokoju, po drodze zdejmując sweter i odpinając spodnie.

- Cholera, cholera, cholera – mruczałem pod nosem, przeszukując komodę, chcąc znaleźć czystą i seksowną bieliznę.

- Louis, naprawdę, masz czas – powiedział spokojnie Niall, siadając na moim łóżku.

Spojrzałem na niego groźne przez ramię i, zapominając o wstydzie i krępacji, zsunąłem bokserki w dół nóg. W końcu nie raz widział mnie już nago.

- Och, lubię twój tyłek, Loueh, ale naprawdę powinieneś nie rozbierać się przy mnie – zachichotał Niall. Warknąłem, wciągając na siebie czystą bieliznę – czarne bokserki od Calvina Kleina, które Niall podarował mi w zeszłe urodziny. – Twoje pośladki wyglądają w nich nieziemsko – podsumował przyjaciel.

Zgodziłem się z nim bez zbędnych sprzeczek, bo gdy zobaczyłem w lustrze swoje odbicie naprawdę byłem pod wrażeniem tego jak wyglądam. Nie chodziło tylko o mój tyłek, którego swoją drogą nie lubiłem, bo był zbyt duży jak na mężczyznę i zbyt okrągły, ale o… całość. Ze zdziwieniem odkryłem, że moje ciało wcale nie prezentuje się najgorzej; najwidoczniej wypady do siłowni z Niallem nareszcie ukazały swoje efekty. Albo ja dopiero teraz je dostrzegłem.

- Nareszcie zorientowałeś się, że jesteś seksowny, Lou! – powiedział Niall rozbawionym głosem. Dostrzegłem w odbiciu lustra, że przygląda mi się z błyskiem w oczach. – Naprawdę musiałeś dopiero teraz się zorientować?

Przewróciłem oczami i odszedłem do lustra, wyciągając z szafy parę spodni, które kupiłem razem z Danielle, oraz niebieską koszulę. Zdecydowałem się pod nią założyć podkoszulek, ponieważ byłoby mi w niej za zimno, a gdy już skompletowałem strój rzuciłem go na łóżko.

- Dobry wybór, Loueh – podsumował Niall, przyglądając się moim ubraniom. Bu leżał obok niego, mrucząc kiedy przyjaciel podrapał go za uszkiem. – Wiesz, Harry był dzisiaj w szkole strasznie podekscytowany – zdradził mi, gdy zakładałem skarpetki (mimo, iż ich nie lubiłem). – Wypytywał się o wszystko – dodał, podając mi spodnie. Zmarszczyłem brwi. – Co najbardziej lubisz robisz, gdzie lubisz chodzić, czy smakuje ci to czy tamto, czy będzie ci się podobało, jeżeli zabierze cię tam albo tam… Naprawdę mu na tobie zależy, wiesz? Jeszcze nigdy… znaczy odkąd go znam to jeszcze nigdy nie widziałem…

- Widziałeś czego? – wymamrotałem niewyraźnie, zbyt zajęty wciągnięciem niezwykle ciasnych spodni na nogi. Do diabła Danielle i te jej cholernie ciasne spodnie!

- Nie widziałem tej radości w jego oczach, tego szczęścia – powiedział cicho. – Zawsze był smutny. Próbował to ukrywać, ale mu nie wychodziło. Niedawno chłopak z nim zerwał, więc…

- Chłopak? – przerwałem mu.

Niall spojrzał na mnie spode łba.

- Louis, czy naprawdę nadal myślisz, że Harry jest hetero? – Zarumieniłem się na pretensję w jego głosie. – Przecież… Och, nieważne. W każdym bądź razie chłopak z nim zerwał, bo twierdził, że już mu się znudził…

- Skąd to wszystko wiesz? – mruknąłem, zakładając przez głowę biały podkoszulek. Niall westchnął, bawiąc się uszkami Bu.

- Chodzimy do tej samej klasy, Harry dużo ze mną rozmawia. Twierdzi, że zawsze wszystko rozumiem – wytłumaczył, marszcząc nos.

- Bo to prawda – potwierdziłem, sięgając po koszulę, którą szybko założyłem na ramiona, gdy zegar w moim pokoju wskazał godzinę osiemnastą. – Poza tym jesteś niezłym misiem do przytulania – dodałem.

- Sugerujesz, że jestem gruby?! – pisnął, zrywając się z łóżka i wymierzył we mnie palcem. – Och, Lou, tym razem przegiąłeś!

Wybuchnąłem śmiechem, a Niall po chwili do mnie dołączył. Tak bardzo brakowało mi tych beztroskich chwil, gdy nie musieliśmy martwić się o swoje uczucia tylko byliśmy dwójką najlepszych przyjaciół.

- Nie będziesz się tu nudził? – spytałem po naszym niekontrolowanym wybuchu śmiechu.

- Nie – odparł. – Ja… um, zaprosiłem Zayna, bo chciał się pouczyć razem…

Uśmiechnąłem się.

- Dobrze. Nie chcę wiedzieć jak skończy się ta nauka – stwierdziłem. Pocałowałem go w policzek i pędem ruszyłem w stronę łazienki, bo nagle przypomniało mi się, że muszę umyć zęby. Niall skomentował to kolejnym głośnym śmiechem i wziął Bu na ręce, siadając z nim na kanapie. Po chwili moich uszu doszedł dźwięk komentatora sportowego, więc wywnioskowałem, że prawdopodobnie włączył kolejny mecz piłki nożnej bądź koszykówki.

Skończyłem myć zęby i wyplułem pastę do umywalki, przepłukując usta. Wyciągnąłem z szafki stojącej w rogu opakowanie soczewek i szybko zastąpiłem nimi okulary, które włożyłem do etui i zdecydowałem się wziąć ze sobą w razie, gdyby któraś z nich wypadła mi z oka. W prawdzie nie miałem zbyt dużej wady wzroku, ale dziwnie się czułem widząc niektóre rzeczy rozmazane bądź niewyraźne.

W momencie, w którym chciałem sięgnąć po dezodorant usłyszałem pukanie do drzwi i spanikowałem, trącając z półeczki przy lustrze butelki z perfum i inne rzeczy. Szybko spróbowałem je chwycić, ale zdążyłem uratować przed upadkiem tylko dwa flakoniki perfum, bo reszta upadła na ziemię.

- Cholera – mruknąłem do siebie, rozpoczynając zbieranie. Niall zaśmiał się i krzyknął, że otworzy. Pisnąłem z przerażenia i szybko wykonałem pozostałe czynności, wygładzając koszulę, tak na wszelki wypadek, gdyby była pogięta. Zachowuję się jak prawiczek, który ma zaraz uprawiać seks.

- Cześć, Niall – usłyszałem ciepły głos Harry’ego.

- Hej – przywitał się Niall. – Louis jest w łazience, zaraz powinien wyjść. Może wejdziesz? – zaproponował.

Cholera, zły pomysł. Ostatnia wizyta Harry’ego w naszym mieszkaniu niezbyt dobrze się dla mnie skończyła, ponieważ zobaczył mnie w samych bokserkach, w dodatku dość podnieconego, więc jeszcze bardziej zacząłem się denerwować. Wdech, wydech, wdech, wydech.

Poprawiłem włosy, stwierdzając, że jestem już gotowy do stawienia czoła sytuacji za drzwiami. Biorąc głęboki oddech wyszedłem z łazienki. Niemal od razu dostrzegłem Harry’ego, siedzącego na kanapie, z Bu na kolanach, który niemożliwie się do niego łasił. Chłopak widocznie usłyszał moje wejście, bo odwrócił głowę, a na jego twarz wstąpił niewiarygodny uśmiech. Odwzajemniłem go, nieśmiało podchodząc bliżej; czułem zdradzieckie rumieńce wstępujące na moje policzki.

- Cześć – przywitałem się. Harry wstał z kanapy i podszedł do mnie pewnym krokiem. Serce zabiło mi szybciej kiedy pochylał się, a następnie złożył czuły pocałunek w kąciku moich ust. Całą siłą woli powstrzymałem się od przesunięcia warg w kierunku jego i poczucia na sobie ich słodkich ruchów.

- Hej – odparł, opuszkami palców kreśląc abstrakcyjne wzory na mojej dłoni. – Wybacz, że się spóźniłem, ale przez tą śnieżycę trudno było tu dojechać – wyjaśnił. Przygryzłem wargę, onieśmielony bliskością i czułością gestów, którymi mnie obdarowywał. – To dla ciebie – wyszeptał przy mojej skórze, wsuwając w moją rękę łodyżkę ze śliczną czerwoną różą. Zamrugałem kilkakrotnie, nie wierząc, że właśnie w tej chwili Harry daje mi czerwoną różę. Symbol oznaczający gorącą i szaleńczą miłość.

- Och – bąknąłem. – Ja… dziękuję.

- Słodko razem wyglądacie – rozległ się głos Nialla. Przyjaciel stał w progu kuchni, z miseczką w ręce i najwyraźniej coś jadł, bo właśnie się oblizywał. – A między wami napięcie seksualne aż strzela błyskawice – dodał mniej inteligentnie, parskając śmiechem, gdy czerwień na moich policzkach się pogłębiła.

- Niall, peszysz go – powiedział oskarżycielsko Harry, ale słyszałem nutkę rozbawienia w głosie chłopaka.

- Och, on przybiera czerwony kolor w każdej sytuacji. – Machnął lekceważąco dłonią, w której nie trzymał miseczki z jedzeniem.

- Ja tu stoję – mruknąłem. Harry zwrócił ku mnie swoje spojrzenie i zniewalająco się uśmiechnął. Niall parsknął śmiechem, ale wiedząc, że jego czas minął, udał się do swojego pokoju, mrucząc cicho pod nosem jakieś niezrozumiałesłowa. Kiedy zatrzasnął za sobą drzwi poczułem dziwne przyciąganie, które kazało mi przybliżyć się do Harry’ego. Niedobrze.

- Ładnie wyglądasz – powiedział Harry, przełamując panującą między nami ciszę.

- Dziękuję – wymamrotałem cicho, przygryzając wargę. Musiałem spuścić wzrok, ponieważ nie potrafiłem wytrzymać intensywności spojrzenia, którym obdarzył mnie Harry. Nerwowo bawiłem się łodyżką trzymanej w dłoni róży. Zaraz jednak poczułem jak ujmuje szczupłymi placami mój podbródek i delikatnie unosi mi twarz w górę. Przejechał opuszkiem kciuka po wargach, które nieznacznie rozchyliłem, oczarowany tym gestem. – Ty też ładnie wyglądasz – odważyłem się mu wyznać.

Bo naprawdę wyglądał nieziemsko. Miał na sobie koszulę w kratkę, przylegającą do szczupłego torsu oraz beżowe spodnie, które niebezpiecznie nisko wisiały na jego biodrach. Zbyt nisko, stwierdziłem nagle, gdy przy ruchu jego ręki materiał uniósł się troszkę w górę, ukazując ścieżkę ciemnych włosów ginących za krawędzią spodni oraz gumką bokserek. Na ten widok poczułem suchość w ustach.

- Dziękuję – powiedział słodko, splatając nasze palce ze sobą. – Gotowy na naszą randkę?

Uścisnąłem jego dłoń, nie mogąc uwierzyć, że trzymam w niej w tej chwili swoją miłość.

- Nie. Wcale nie jestem gotowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz