*Biegnąc tak szybko jak potrafił, Louis szybko przechodził przez zamknięte drzwi po każdej stronie korytarza, stawiając ciężkie kroki bez przejmowania się tym, że mogą kogoś obudzić w środku nocy i ten ktoś zastanawiałby się, kto to był. Postawił dwa, może trzy duże kroki na schodach, aż dotarł do podłogi, ignorując zaskoczony ‘Wasza Wysokość!’ wypowiedziane przez pracowników, który pracowali późną nocą, gdy przechodził obok nich, a jego szata niemal spadła.
Kiedy nareszcie dotarł do drzwi, szybko wszedł, zamykając drzwi z taką siłą, że echo prawie rozniosło się po całym pałacu a potem rzucił się na swoje ogromne łóżko.
Louis starał się zrelaksować na materacu, na którym leżał. Zamknął swoje oczy, czekając, aż jego oddech wróci do normalnego rytmu, ale wszystko co mógł zobaczyć to obraz Zayna patrzącego się na niego, z nawet najdrobniejszymi iskierkami w jego oczach, a jego twarz była zmarszczona, wyraźnie widział, jak chłopak chciał coś powiedzieć albo bardziej czekając, aż Louis coś powie – a to sprawiło, że oddychanie stało się za ciężkie dla Louisa.
Louis przygryzł dolną wargę, układając się na plecach z nadzieją, że to pozwoli mu uspokoić swoje ciało.
Nie pozwoliło.
Poddając się, Louis topił się w myślach o tym co Zayn próbował mu tam powiedzieć. Wyglądał tak poważnie, jakby miał powiedzieć najważniejszą rzecz w swoim życiu.
Miejmy nadzieję, że nie chciał pokazać papieru od lekarza i powiedzieć ‘Cześć Lou, sorry… Nie wiedziałem jak to powiedzieć, ale myślę, że mam AIDS’. Boże. To był kiepski żart. Pomyślał Louis, uderzając się w czoło i kompletnie odrzucając wszystkie myśli.
Odwrócił się na bok, tym razem wkładając kciuk do ust i gryząc go. Czy to było o jego życiu osobistym? Rodzinie?
To nie mogło być.
Louis przeczytał wszystko o Zaynie: wiedział, że stał się sierotę, gdy miał siedem lat, po śmierci jego mamy w wypadku samochodowym i jego ojciec, popełnił samobójstwo rok po jej śmierci. Zayn nie miał rodzeństwa, a jedyną osobą która zaopiekowała się nim to jego ciotka, która zdecydowała wyjechać z kraju zaraz po tym jak Zayn stał się pełnoletni, co było dość niegrzeczne i niesprawiedliwe, jakby czekała całe swoje życie, żeby go opuścić. Od tego dnia Zayn polegał na sobie.
Jak to się stało, że to wszystko pamięta? Pewnie, że nie czytał biografii Zayna każdej nocy. To nie tak, że to jest ciekawe albo coś, to po prostu… To po prostu Zayn, a on musi poznać go lepiej, prawda?
Wtedy może jego ojciec mówił mu coś o nim? Albo to jego mama pytała Zayna o zrobienie rzeczy w ich imieniu, bo oni nie mogli go ujarzmić, jak uniknąć mruczenia przez niego przekleństw albo nagłego wychodzenia bez usprawiedliwienia się? Czy Nick znowu mu coś powiedział? Louis nie mógł przestać myśleć o tym – chciał wiedzieć dlaczego ta obecność, ta atmosfera sprawiła, że uciekł.
Uciekanie nie było jego specjalnością, zwłaszcza w tej sytuacji.
Zawsze było na odwrót.
On nie był tym, który powinien to robić – nigdy. A jednak on, leży skulony na łóżku próbując wymyślić dobry powód, dlaczego tak nagle, jego postawa się zmieniła, jakby cała ta sprawa zmieniła się z zabawy w poważną sprawę, po prostu ze względu na sposób w jaki patrzył na niego Zayn.
Louis siada, chowając twarz w dłoniach, potrząsając głową. Nie, Louis. To nie tak jak zaplanowałeś tą całą sprawę. To powinno przynieść mu uczucia, więcej pragnienia – a nie sprawić, żeby myślał co ta druga strona próbuje mu powiedzieć albo sprawić, żeby coś poczuł.
A mówiąc o zabawie, Louis nie wahał się być hojny dla Zayna. Nie zachowywał zabawy dla siebie. Pozwolił mu przejąć kontrolę. Pozwolił mu robić to co chciał.
I to było pierwszą ze wszystkich rzeczy, w które Louis był zaangażowany.
Lubił Zayna – w dość ciekawy sposób, ale nie taki w jaki opisuje to większość nastolatków. Kiedy jego ojciec wyznaczył Zayna, jak jego lokaja, wszystko zajęło mu wink podczas ceremonii i Louis od razu wiedział, że dostanie Zayna.
A to co sprawiało że Zayn był bardziej zainteresowany to było to, że próbował zatrzymać Louis. Och, niewinny i czysty Zayn.
Nie mógł się powstrzymać przed uśmiechem, kiedykolwiek Zaynowi drżały palce, gdy ich oczy spotykały się, gdy oblizywał wargi, gdy ruszał swoim ciałem i było czuć tarcie między ich ciałami. To było jak słuchanie krzyku Zayna nawet bez otwierania ust. To było tak zabawne, że Louis mógłby go obserwować cały dzień.
I Boże – jak Zayn starał się uciec od niego? To pokazywało tak wiele. Jak Zayn zmienił się z cichego i spokojnego faceta w zaborczą i dziką bestię, która patrzyła na niego jakby miała pożreć go w sekundzie – nie tak jak Louis myślał. To było ciekawsze dla księcia.
Lubi przyciągać ludzi do swojego świata a potem zostawiać ich w beznadziei, tonących i proszących o to, żeby ich uratował, ale w ostateczności spadając.
Ale powoli spostrzegł, że czuł i zdawał sobie sprawę, że im więcej czasu spędza z nikim innym tylko Zaynem, sprawia to, że czuł się jakby on był jedynym, który tonął i powoli wymykał się ze swojego własnego świata.
Ale Louis nie mógł pozwolić, żeby to się zdarzyło.
XXX
Następnego ranka, Louis czekał z niecierpliwością, aż Zayn powie coś na temat wczorajszej nocy. Powiedział, że upuścił to, zanim poszedł spać, ale w chwili gdy się obudził – Louis był zdeterminowany by usłyszeć to, zanim wyjdzie z łóżka. Gdy usłyszał otwieranie drzwi, Louis udawał, że właśnie się obudził, ziewając i trąc oczy.
- Jesteś zawsze na czas Z. – wymruczał Louis. Bój wiedział, jaki rodzaj zegarka miał Zayn – nigdy się nie spóźniał, nawet z całymi tymi zabawami. Może, nie rozpraszam go wystarczająco, pomyślał, gryząc swój policzek od środka.
- Dzień dobry Wasza Wysokość – przywitał się Zayn, kładąc tacę na nocnym stoliku, zanim odsłonił zasłony, a światło zalało pomieszczenie. – Dzisiaj jest dobry dzień.
Dzisiaj jest dobry dzień? Cóż to coś nowego, pomyślał Louis. Zayn nigdy nie wspominał nic na temat dnia, bez względu na to ile razy odsłaniał te duże, czerwone zasłony – nawet gdy padało, nie wspominał niczego o deszczowym Londynie albo o złej pogodzie przez cały dzień. To sprawiło, że Louis poczuł się nieswojo.
Albo maił po prostu na myśli rzeczy?
- Z…
- Przepraszam Wasza Wysokość, ale muszę natychmiast wyjść. Zostałem wezwany na wczesne, poranne spotkanie. Wrócę po lanczu. Proszę dokończ swoje śniadanie i weź potem kąpiel, ktoś przyjdzie tutaj, żeby pomóc ci z twoim harmonogramem – powiedział Zayn stanowczo, nawet nie patrząc w czy Zayna.
Louis szybko usiadł. – Czekaj!
Ale Zayn był już przy drzwiach, jego ręka spoczywała na klamce, jakby nie mógł się doczekać, aż opuści ten pokój. Pokłonił się, zbliżając prawą dłoń do swojej lewej piersi. – Wybacz mi.
A potem drzwi się zamknęły.
Louis wpatrywał się w drzwi, wciąż nie dowierzając w to co się stało.
Czy Zayn kompletnie go zignorował? Louis czuje przypływ krwi za uszami, która przepływa do jego szyi, co sprawia, że zaciska mocno szczękę. Wzdycha ciężko, oddychając przez nos – Boże, był tak cholernie wkurzony w tym momencie, że chciał kogoś zastrzelić tutaj i teraz.
Jego palce powoli przesunęły się po pościeli, zanim nie zacisnął ich tak mocno. Nikt nigdy nie odważył się zignorować go, nie mówiąc o tym, że nie słuchał tego co mówił.
Nigdy nie możesz być zbyt zajęty na moją uwagę Z. Wiedział, że zachowywał się jak żałosne dziecko. To było tak jakby ciągle krzyczał do swoich rodziców, że chce tą cholerną różową watę cukrową, a oni udawali, że Louis nie istnieje.
A Zayn zrobił tak samo.
Wciąż wpatrując się drzwi, jakby Zayn wciąż tam był, Louis zacisnął usta.
- Nie masz pojęcia w co się wpakowałeś Zayn.
XXX
Louis spędził większość dnia na myśleniu o tym jak da Zaynowi nauczkę , całkowicie ignorując plotki w pałacu o czyimś przyjeździe. Dlaczego zachowywali się tak jakby było to coś zaskakującego? Codziennie zapraszają gości, książęta i księżne, rodziny królewskie na wspólny obiad lub na omówienie niektórych rzeczy – czy ludzie naprawdę nie mają o czym rozmawiać?
- Och, Wasza Królewska Mość wydaje się być szczęśliwy. – Louis powstrzymał się od wyrzucenia rąk w powietrze na znajomy, irytujący głos, który pojawił się w korytarzu.
Odwrócił się – i miał rację – Nick stał oparty o drzwi od klasy, jego irytujący uśmieszek na twarzy sprawiał, że Louis chciał uderzyć go w twarz.
- Co ty tu do cholery robisz?
Wstał, kłaniając się, ale nie spojrzał w dół, jego oczy wciąż patrzyły na Louisa. – Zostałem wezwany na spotkanie.
Spotkanie? Czy to to samo spotkanie, o którym mówił Zayn?
- Ty? Zaproszony na jedno z naszych spotkań? Naprawdę… - urwał Louis, odwracając głowę w kierunku okna i zobaczył tam Zayna w swoim długim, czarnym stroju lokaja spacerującego pośrodku pola.
- Ach, lokaj. Jest całkiem dobry w swojej pracy, prawda? – Nick podążył za jego wzrokiem. – Znosi profesjonalnie twoje dziecinne zachowanie.
Profesjonalnie. Cholera, gdybyś wiedział, co my robimy Nick. Louis pokręcił głową. Spojrzał w dół, marszcząc brwi, gdy Zayn zniknął za dziedzińcem. – Zastanawiam się dlaczego marnuję mój czas na rozmowę z tobą. – Louis odwrócił się i zaczął odchodzić, jakby nie był zaangażowany w tą rozmowę.
- Będziesz musiał nauczyć się manier, Wasza Wysokość – zawołał Nick. – Twój narzeczona będzie bardzo rozczarowana prawda?
Louis prawie potknął się o swoje nogi. Co on powiedział? Powoli odwrócił się, starając się ukryć szok na twarzy, ale facet wydawał się być dobry w czytaniu jego emocji.
Nick odchylił się do tyłu krzyżując ramiona na piersi. – Ach. – Skierował głowę w prawą stronę, jego uśmieszek zniknął i został zastąpiony przez szeroki uśmiech. – Wygląda na to, że twój lokaj jeszcze ci o tym nie wspomniał…
- C…Co ty mówisz? – Louis nienawidził siebie za jąkanie się, ale nie mógł nic z tym zrobić. Czuł się tak jakby ktoś trzymał go za gardło. – O co chodzi z tym spotkaniem?
- To przyjemność być tym, który ci to powie Wasza Wysokość.
- Przestań pieprzyć i po prostu to powiedz – krzyknął Louis, dobrze, że nikogo nie było na korytarzu. Nie, żeby się o to martwił teraz.
Nick wciąż się uśmiechał, kompletnie niewzruszony. – Wierzę, że masz zamiar poślubić, w następnym miesiącu Panienkę Eleanor Calder, twoją przyjaciółkę z dzieciństwa i…o spójrz – Nick odwrócił głowę w kierunku podwórka, jego usta otworzyły się, gdy przez bramę wjechał niebieski samochód. – Myślę, że właśnie przybyła.
Louis ciężko oddycha, gdy powoli przesuwa głowę w kierunku, w którym patrzały oczy Nicka.
Samochód zatrzymał się przed głównymi drzwiami, kilka osób wyszło z budynku. Spojrzał dokładniej i zobaczył, że jego rodzice tam czekali, ich twarze wykrzywione były szerokimi uśmiechami, a potem drzwi się otworzyły odsłaniając szatynkę ubraną w prostą, czarną sukienkę. Louis nie musiał mrużyć oczu, żeby wiedzieć, że to Eleanor.
Dziewczyna, której dokuczał z powodu dużego nosa i dużych oczu, przegrana jeśli chodzi o szachy albo inny sport, w który razem grali i mówił jej, że nigdy nie poślubi nikogo, kto chodzi jak facet – a teraz – wyglądała inaczej, w dobrym znaczeniu. Jej długie, chude nogi, włosy, które pasowały do jej karnacji i sposób w który chodziła – wyglądało tak jakby się unosiła. Ile czasu minęło odkąd widział ją po raz ostatni?
Podążał za nią wzrokiem, dopóki ona nie skłoniła się jego rodzicom, którzy przytulili ją bez wahania. Właśnie wtedy, ktoś wyszedł z bukietem róż i Louis nie mógł uwierzyć w to co widzi.
To był Zayn.
Prawie na zawołanie – Louis usłyszał jego zimny głos niczym pierścień w swojej głowie – Dzisiaj będzie dobry dzień.
- Dobry dzień, co? – szepnął Louis, prawie bezgłośnie, jakby czuł piekący ból w klatce piersiowej, a gniew płynął w jego żyłach. – W co ty do cholery grasz Malik?
XXX
Louis wrócił do swojego pokoju, sfrustrowany i zszokowany z powodu wielu rzeczy, które dzisiaj się zdarzyły w tym samym czasie.
Był zszokowany całym tym zaangażowaniem. Jego mama i tata nigdy nie wspominali nic o tym wcześniej i nagle ta dziewczyna ta dziewczyna spacerująca po jego domu i to, że on miał obowiązek się z nią ożenić? Który mają wiek, osiemnaste stulecie, w którym rodzice wybierali kogo poślubią ich dzieci?
A potem Zayn – jego wierny lokaj, jego jedyny przyjaciel, jedyny, któremu ufał pośród setek ludzi w pałacu – nawet nie powiedział mu o całej tej rzeczy. Czy tak ciężko było zapukać do jego drzwi i powiedzieć mu: ‘Wasza Królewska Mość, bierzesz ślub, więc przygotuj się do ucieczki’? Przynajmniej nie będzie wyglądać głupio przed osobą, którą najbardziej gardził.
- Wasza Wysokość? – Ramiona Louisa zesztywniały od znajomego głosu. To było niewyobrażalne jak normalnie oddychał przed chwilą a teraz, gdy odwrócił się i spojrzał na Zayna, czuł się jakby był zamknięty w szczelnym pomieszczeniu. Louis przygryzł dolną wargę, nie potrafiąc wyjaśnić jak zmieniła się atmosfera, odkąd był tutaj Zayn. Kurwa, nie miał nawet odwagi spojrzeć mu w oczy.
- Przygotowałem twoje ubrania, które włożysz wieczorem na kolacji. Król i Królowa powiedzieli, że życzą sobie, żebyś był w jadalni zanim przyjdzie Panna Eleanor. Będę w twoim pokoju za pięć szósta, proszę bądź gotowy – powiedział Zayn, a Louis mógł zobaczyć z ruchów ciała chłopaka, że chciał uciec.
Zbierając myśli i starając się nie wyglądać na tak dotkniętego, Louis uniósł brodę i zwęził oczy. – Dlaczego nie powiedziałeś mi o Eleanor?
- Miałem dużo rzeczy na głowie – odpowiedział natychmiast, zaciskając pięści na biodrach.
- Śmieszne, bo myślę, że wpadliśmy na siebie więcej niż dziesięć razy Zayn. Nie sądzę, żeby zajęło ci więcej niż minutę powiedzenie trzech słów jak ‘Eleanor, zaręczyny, teraz’ prawda? Więc o co chodzi? – zapytał Louis, niecierpliwość wrzała wewnątrz niego. Coś sprawiało, że chciał przycisnąć Zayna, żeby powiedział mu co jest do cholery nie tak, dlaczego zachowuje się właśnie tak.
W zamian Zayn tylko patrzył na niego. To był rodzaj spojrzenia, który zawsze miał, gdy Zayn pieprzył go, gdy próbował coś powiedzieć i kończył zagryzając w zamian wargi. Louis myślał, że to to właśnie on, tłumiąc jego jęki i ukrywając jego reakcję, więc nie będzie zawstydzony przed Louisem, ale teraz, to stało się denerwujące.
I nawet jeśli Louis próbował temu zaprzeczyć, sprawiało to, że jego klatka piersiowa bolała.
Wreszcie Zayn wziął głęboki oddech, jakby całe jego życie zależało od tego. Potem nieoczekiwanie Zayn ukłonił się przed nim. – Z…Zayn…
- Naprawdę mi przykro Wasza Królewska Mość. To źle z mojej strony, że nie powiedziałem ci natychmiast o tym. Upewnię się, że nie powtórzę tego ponownie.
- Co ty robisz? Dlaczego mnie do cholery przepraszasz? – Louis zbliżył się do Zayna i popchnał go, jego ręce ściskały mocno ramiona chłopaka. – Dlaczego taki jesteś? – Louis wręcz kipi. Ich twarze znajdują się centymetry od siebie, mógł czuć ciepło na nosie, rumieńce na swoich policzkach i wciąż, to było niewystarczające. Niepokoi go to, dlaczego Zayn zachowywał się tak dziwnie, jakby nie był jego lokajem.
Właściwie, co przeszkadzało mu najbardziej, że niepokoiło go to, co Zayn robił. Nie powinien się tym przejmować. Nie powinien myśleć o uczuciach Zayna albo co chciał powiedzieć albo zrobić.
To nie było zabawne w ogóle.
Zanim Zayn mógł coś powiedzieć, Louis chwycił jego nadgarstki, tak mocno jak potrafił i pociągnął Zayna do końca korytarza i wepchnął go do swojego pokoju.
- Lou… - Lokaj cofnął się, a Louis nie pamiętał kiedy ostatni raz to zrobił – przez jakiś czas Zayn zawsze chętnie go dotykał, chętnie całował go – gdzie do cholery podziały się te rzeczy?
- Och, a więc teraz nazywasz mnie ‘Lou’ co? – Louis oparł się o drzwi, zamykając je, odpinając guziki jeden po jednym. – Gdzie odeszło to całe ‘Wasza Wysokość’? – Kiedy skończył, szybko wsunął dłonie pod jego ramiona, przyciągając go i szybko odpinając pasek.
Wciąż, Zayn nie ruszył się z miejsca. Był po prostu tam, obserwując jak Louis rozbiera się przed nim, dopóki nie został z niczym. Louis czuł się nieswojo, ale nie pokazał tego. Będzie musiał pokazać Zaynowi, kto jest tym, który kontroluje rzeczy dziejące się tutaj.
- Lou proszę. Ubierz się. – Zayn przybliżył się i pochylił się, sięgając po spodnie szatyna i to było to – dotarł do punktu wrzenia. Louis uderzył rękę Zayna, uwalniając materiał z jego palców i szybko swoją rękę kładzie na szyi chłopaka, przyciągając go do głębokiego, szorstkiego pocałunku.
Zayn stara się go odepchnąć, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej, ale Louis nie ma w planach puszczenia go – nie dziś, nie po tych rzeczach, które obudził w nim Zayn.
Louis chwycił garść włosów Zayna, lekko szarpiąc go w bok, dając mu tym samym lepszy dostęp do swoich ust.
- Louis… - próbuje Zayn, ale Louis całuje go ponownie, nie chcąc słyszeć żadnego błagania.
- Zamknij się kurwa Zayn. – Louis przygryza dolną wargę tak mocno jak potrafi, zanim nie czuje krwi w ustach. Zayn skamle cicho, ale Louisa to nie obchodzi – nie, nie może. To jest za jego pieprzone zabawy, to nic nie znaczy.
Louis popycha go, dopóki plecy Zayna nie uderzają w ścianę, głowa spada na jego szyję, pozostawiając siniaki, odpinając guziki od płaszcza Zayna i prawie rozrywając jego białą koszulę pod spodem, jeśli Zayn nie zrobił tego osobiście. Gdy ich nagie skóry dotknęły się, jego złość zmieszała się z przyjemnością rozchodzącą się po całym ciele Louisa. Każdy dotyk, każdy kontakt ich skóry był jak bezpośredni kontakt z ogniem.
- Louis… - mruczy Zayn pod nosem, kiedy jego plecy wyginają się, kiedy dłoń Louisa naciska na jego wybrzuszenie w spodniach, ściskając ją, dopóki głowa Zayna nie wpada w jego ramiona. – Louis… musimy…
- Powiedziałem zamknij się do cholery – wymruczał Louis, gryząc jego skórę, gdzie były wcześniej jego usta. – Nie wiem dlaczego zachowujesz się jakbyś tego nie chciał, ale nie oszukasz mnie. Znam cię.
On ssie dwa palce, przyciągając jego biodra do siebie i kopiąc nogi Zayna. – Właściwie, nie obchodzi mnie co chcesz teraz zrobić. W pierwszej kolejności, zawsze było to czego ja chcę. I dostanę to czego chcę, więc nie uciekaj ode mnie jakbym nie wiedział co spiskujesz.
Zayn syczy, gdy Louis wkłada palec do środka, obserwując jak mulat wije się, krzyczy i drga, czując znajomy ból w pachwinie. Pcha dalej, kręcąc palcami, dopóki Zayn nie mówi nic tylko jego imię – Louis lubi jego brzmienie, zdesperowane dźwięki tego, że Zayn go chce.
Louis kładzie rękę na jego plecach, przesuwając go w dół. – Powiedz mi dlaczego mnie unikasz. – Powiedz mi Zayn, błagał i Louis obiecał, że nie przestanie i że nie zrobi niczego, co mogłoby złamać jego relację z Zaynem, Po prostu powiedz mi co cię gryzie. – Co to jest?
Zayn kręci głową. Raz, drugi, potem kolejny, jakby przekonując siebie, że nie powie niczego, co nie ma znaczenia, co będzie z nim robić. – To nic.
- Kłamca. – Louis wyciągnął swojego członka i bez ostrzeżenia, wszedł mocno w Zayna. Skończyło się na tym, że oboje jęczeli z rozkoszy ogarniającą ich ciała. – Jak śmiesz mnie okłamywać. – Pchnął mocniej, ignorując stłumiony krzyk Zayna na jego ramieniu. – Kurwa…
Louis sięgnął po ramię Zayna i pociągnął go z powrotem, powoli się w niego wbijając. – Kurwa… Jesteś tak ciasny… - Ale zatrzymanie się było daleko od Louisa. Był zły, zdenerwowany i zdezorientowany. Wszystkie te nagłe uczucia pękają w nim wszystkie na raz potrzebując ujścia.
Louis przyspiesza, dźwięk ich skór obijających się o siebie był coraz bardziej słyszalny z każdym pchnięciem i Louis czuje triumf, gdy Zayn wypina tyłek na spotkanie z jego członkiem. – yeah, właśnie tak. – mruczy. Obie ręce złączone są z dłońmi Zayna, jakby miały wspólny rytm – to był to czego chciał, być chcianym. – Kurwakurwakurwa…
Zayn kurczy się pod nim, jego nogi drżą, a biodra zatrzymują się. Zayn nie musi niczego mówić, Louis wiedział, że chłopak dochodził. Przejeżdża ręką po jego talii chwytając jego członka i poruszając dłonią przeciwnie do swoich pchnięć. Klatka piersiowa lokaja unosi się niekontrolowanie, jego oddech zamienia się w nich innego tylko w desperackie próby łapania powietrza i żaden dźwięk już z niego nie wychodzi.
Jednym ruchem nadgarstka, mięśnie Zayna mocno zaciskają się na jego członku, rozlewając nasienie na jego dłoni, sprawiając, że Louis krzyczy, znajdując się na krawędzi – dochodzi w środku Zayna.
Kiedy wyciąga członka, spodziewa się, że Zayn zrobi to co zwykle robi – zbierze ubrania i ubierze Louisa. Ale wszystko co zrobił Zayn to ubranie płaszcza i spodni, lekko przesuwając swoje ciało i ubierając się, jakby Louisa nie było w pokoju, jakby nie robili nic i w tej chwili – Louis zrozumiał, że zrobił poważny błąd.
Próbował zrobić krok w przód, ale nagle zalało go poczucie winy, że przeraziła go myśl dotknięcia Zayna i zobaczenia wyrazu twarzy Zayna, kiedy będzie się odwracał, co mu powie. Na co był tak naprawdę zły? Za to, że Zayn unikał go? Że nie powiedział o przyjeździe Eleanor? Że to nie jest już dłużej zabawą?
Wreszcie Zayn odwrócił się do niego twarzą, patrząc prosto w jego oczy, ale Louis nie mógł nawet zobaczyć światła odbijającego się w nich. Louis zobaczył ślady łez na jego policzkach, obrzęknięte wargi. Zayn wyglądał na załamanego.
I ten wyraz jego twarzy sprawił, że Louis sobie coś uświadomił.
Nie był zły z powodu nagłego obrotu sprawy. To nie z powodu, że Zayn ignorował go czy go unikał albo nie powiedział mu o Eleanor. To z powodu, że nie mógł pogodzić się z rzeczywistością, że on, Książe znany z grania na ludzkich uczuciach, ten, który nie czuł żadnej sympatii do podwładnych, zaczął o kogoś dbać.
I chce otrzymać to samo uczucie. – Zayn…
Zayn pokręcił głową, delikatny uśmiech pojawił się na jego ustach. – Myślę, że czas to zakończyć.
Spóźnił się. Uciekał, tonął i jedyna osobą, od której oczekiwał, że będzie tam, aby go ponieść, zniknęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz