niedziela, 23 lutego 2014

*A może wtedy, gdy nie chciałem wypuścić go z ramion…?



17 grudnia

Harry nie mieszkał zbyt daleko – zaledwie parę zakrętów i już byliśmy na miejscu. Zmarszczyłem brwi na widok starej, zniszczonej kamiennicy, przed którą się zatrzymaliśmy. Nie przypuszczałem wcześniej, że będzie mieszkał w… czymś takim. Najprawdopodobniej zobaczył moją konsternację, ponieważ uścisnął mocniej dłoń i posłał ciepły uśmiech.

- Wiem, że to nie są luksusy – zaczął, gdy wspinaliśmy się po klatce schodowej – ale nie stać mnie było na coś lepszego – wyjaśnił.

W powietrzu czuć było niezbyt miły zapach, ale nie skomentowałem tego, podążając za Harrym. Nie wiedziałem jak przedstawia się jego sytuacja finansowa czy nawet jak układa się w jego rodzinie; nigdy nie wspominał o jednym jak i o drugim, a ja nie naciskałem, bo zdawałem sobie sprawę, że powie mi kiedy będzie chciał.

- Podoba mi się tu – powiedziałem ciepłym tonem, pocierając kciukiem knykcie Harry’ego. Dotarliśmy właśnie na samą górę, więc byłem nieco zdyszany.

- Oszukuj się dalej, Lou – parsknął, wsuwając klucz w zamek dość starych drzwi, z odchodzącą farbą i krzywo zawieszonym numerem. – Możesz powiedzieć, że jest tu… niezbyt przytulnie, nie obrażę się.

Przewróciłem oczami i pogoniłem go, aby szybciej otwierał drzwi. Te ustąpiły z głośnym skrzypnięciem, pewnie dawno nie były naoliwiane, pozwalając nam wejść do środka. Harry szybko przeszedł przez próg i rzucił gdzie klucze. Niepewnie wszedłem za nim.

- Tylko… um, nie przeraź się teraz, dobrze? – spytał, gdy stanąłem obok niego, a drzwi za nami się zamknęły. Zapanowała totalna ciemność.

- Czemu miałbym się przerazić? – odpowiedziałem pytaniem, ale Harry milczał i nagle zapalił światło.

Staliśmy w czymś w rodzaju przedpokoju, gdzie był wieszak na ubrania i niewielka komoda z kluczykami i innymi bibelotami. Mieszkanie miało tylko jeden pokój, w którym znajdowała się i sypialnia, czyli łóżko (w zasadzie materac na czymś drewnianym), salon, czyli kanapa i mały telewizor, oraz kuchnia, czyli lodówka, stolik, piekarnik, szafa z talerzami i sztućcami. Drzwi z łazienki były uchylone, więc zobaczyłem przez nie zasłonę z przynica, umywalkę i toaletę. Był tu także wykusz, na którym leżał stos poduszek, a w rogu stała przyozdobiona choinka. Wszędzie porozwieszane były plakaty jakiś zespołów, na stoliczku przy kanapie dostrzegłem kilka ramek ze zdjęciami. Na suficie wisiała niczym nie okryta żarówka, oświetlająca pomieszczenie.

Powiedzieć, że mi się podobało, byłoby wielkim niedomówieniem. Chociaż nic znajdowało się tu nic niezwykłego, od razu zakochałem się w tym prostym i minimalistycznym wystroju. Nie należał do tych bogatych, ale dla mnie był idealny. Jak Harry.

- Umm.. Cóż, może to nie są luksusy, ale… uch, tylko na tyle mnie stać z pensji w kawiarni i pieniędzy przysyłanych za… znaczy, przez mamę – poprawił się, pocierając kark. – Och, poczekaj, jako gospodarz powinienem pomóc ściągnąć ci płaszcz – powiedział od razu, chcąc odwrócić moją uwagę od poprzedniej gafy. Uśmiechnąłem się do niego, nie chcąc zagłębiać się w tamtą pomyłkę, bo wiedziałem, że wyjawi mi prawdę jak będzie gotowy.

- Podoba mi się tutaj – wyznałem, pozwalając mu zdjąć moje okrycie i odwiesić na wieszak. Wygładziłem koszulę i starałem się ukradkiem podciągnąć też spodnie, które niebezpiecznie nisko zsunęły się mi z bioder, ale starania spełzły na niczym, bo po chwili powróciły do poprzedniego stanu.

- Te spodnie wyglądają na dość… ciasne – zauważył Harry, gdy przeszliśmy w stronę kanapy. Niewielki telewizor stał na stoliczku, a obok niego znajdowała się półka z mnóstwem filmów na stare kasety wideo.

- I takie są – mruknąłem, opadając na kanapę. Szew niemiłosiernie wbijał mi się w jądra, a dodatkowo nieco sztywny członek niwelował niewielką przestrzeń w środku. – Do diabła.

Harry uśmiechnął się i podszedł do komody.

- Jeśli chcesz możesz iść przebrać się do łazienki – zaproponował, rzucając we mnie jakimś materiałem. – Nie żeby te ciasne spodnie mnie nie jarały, ale trochę czasu by zeszło zanim bym je z ciebie zdjął, nie uważasz? – Posłał mi kokieteryjne spojrzenie i pomógł wstać z kanapy. Za wszelką cenę starałem się ukryć rumieniec, który wstąpił mi na policzki po podtekście Harry’ego. – Możesz też wziąć ciepły prysznic, jeśli jesteś zmarznięty. Ja w tym czasie wszystko przygotuję – zapewnił mnie, całując w gorący policzek zanim nie oddalił się w stronę kuchni.

Przytaknąłem głową i szybko poszedłem do łazienki, zamykając skrzypiące drzwi. Jasna. Cholera. Prawdopodobnie hormony postanowiły być dzisiaj przeciwko mnie – prawda, długo ich nie używałem – ponieważ żadne słowa nie były w stanie opisać seksualnej frustracji, która nagromadziła się w moim ciele przez ostatnie parę godzin.

Nie chciałem, aby Harry myślał, że jedyne, o co mi chodziło to… hm, seks. Bo tak nie było, jak Nialla kocham! Nawet nie przypuszczałem, że zajdziemy tak daleko na pierwszej randce: Harry zaprosi mnie do siebie, wcześniej robiąc aluzje co do czynów, których możemy się tu dopuścić. Ale nie mogłem nic poradzić na reakcję mojego ciała, tak bardzo spragnionego dotyku tego chłopaka.

Westchnąłem, biorąc się w garść. Wziąłem z półki puchaty ręcznik, zdjąłem koszulę, ignorując sposób, w jaki materiał podrażnił moje sutki, i pozbyłem się spodni, co trwało dość długo, bo one naprawdę były niesamowicie ciasne. Z powątpieniem zerknąłem na niewielkie wybrzuszenie w bokserach. Doprawdy, co robię w łazience chłopaka, który mi się podoba – ba! W którym jestem zakochany – z pół-erekcją, podniecony i sfrustrowany seksualnie?

Wsunąłem palce za gumkę od bokserek i zacząłem ciągnąć je w dół, kiedy nagle drzwi łazienki otwarły się z głośnym skrzypnięciem, a mi ukazała się głowa Harry’ego, który bezczelnie się do mnie uśmiechał i lustrował ciało błyszczącym spojrzeniem.

- Mrau – wymruczał, puszczając mi oczko. Pochwyciłem pierwszą rzecz jaką miałem pod ręką i zakryłem klatkę piersiową oraz krocze, piszcząc niczym dziewczyna. Być może to był Harry, ale ja nadal miałem kompleksy jeżeli chodziło o pokazywanie ciała. – Nie zakrywaj się, Loueh – poprosił. Fuknąłem, ukrywając się za błękitną zasłoną prysznica.

- Puka się, wiesz? – burknąłem, trochę zły na niego, że tego nie zrobił.

- Po co pukać skoro drzwi są otwarte? – spytał retorycznie. Przewróciłem oczami, poprawiając bieliznę.

- Po co przyszedłeś? – mruknąłem.

- Podglądać cię – odparł, chichocząc.

- W takim razie możesz…

- Chciałem się tylko spytać czy słodzisz kawę – zrehabilitował się szybko, parskając śmiechem. Wychyliłem się zza zasłony, posyłając mu uśmiech.

- Łyżeczkę – powiedziałem.

- Załatwione, skarbie. – Wysłał mi buziaka w powietrzu i zamknął cicho za sobą drzwi.

Odetchnąłem z ulgą. Przypomniało mi się jak widział mnie po raz pierwszy w samej bieliźnie, podnieconego i zagubionego. Wciąż nie potrafiłem przełamać się po tamtym wydarzeniu, dlatego cały czas zawstydzałem się będąc w obecności Harry’ego. Na dodatek zaczął robić te wszystkie aluzje, a ja zacząłem sobie to wyobrażać i byłem stracony, bo nigdy nie pragnąłem nikogo tak bardzo jak pragnąłem Harry’ego.

Przełknąłem ślinę i zsunąłem bokserki z nóg, rzucając je na podłogę. Odkręciłem kurek, piszcząc, gdy z słuchawki zaczęła lecieć zimna woda. Prędko przekręciłem go w drugą stronę, czekając na cieplejszy strumień. Westchnąłem, z ulgą pod niego wchodząc. Podziałał kojąco na moje napięte mięśnie i pozwolił mi się rozluźnić, ale… mój penis nadal żałośnie sterczał, nie chcąc ze mną współpracować.

Musiałem ten raz poświęcić, aby Harry nie pomyślał, że jestem jakiś seks-maniakiem, który chodzi z erekcją dwadzieścia cztery godziny na dobę, więc z bólem serca przekręciłem kurek, czekając aż zimna woda pomoże mi w problemem. Z triumfem zerknąłem w dół gdzie mój penis nareszcie przestał idiotycznie stać i udał się w stan spoczynku. Szybko umyłem ciało stojącym na półeczce jabłkowym żelem pod prysznic, przy niektórych miejscach zatrzymując się na dłużej, aby mieć pewność, że na pewno są czyste, i wyszedłem spod prysznica, otulając się puchowym ręcznikiem, który delikatnie przejechał po świeżo umytej skórze.

Nie widziałem co będzie dalej – co wydarzy się pomiędzy mną a Harrym kiedy wyjdę z łazienki, choć mogłem sobie to wyobrażać. Pragnąłem pokazać mu, że nie jestem taki jak inni, którzy jedyne czego chcą, to seks. Chciałem udowodnić, że nie obchodzi mnie to czy zrobimy to teraz czy za kilka lat kiedy będziemy pewni swoich uczuć (choć ja już byłem pewny). Ale najbardziej chciałem powiedzieć mu o swoich uczuciach, dowiedzieć się, czy on je odwzajemnia i czy jest gotowy na krok dalej.

Niestety, byłem zbyt nieśmiały, aby to zrobić. Być może czasem nagła odwaga wstępowała we mnie, ale nie liczyło się to w strefie uczuciowej. Mogłem robić aluzje albo prowokująco patrzeć na Harry’ego, jednak nie potrafiłbym po prostu powiedzieć o tym co czuję. Zbyt wiele przeszedłem z powodu miłości, żeby teraz wyznać ją komuś po tak krótkim czasie znajomości – zbyt bardzo bałem się odrzucenia.

Westchnąłem, przeczesując palcami wilgotne od kąpieli włosy. W całej łazience unosiła się para oraz zapach jabłek, który także pokrywał moją skórę. Cieszyłem się, że chociaż trochę pachnę Harrym – mogłem się poczuć jakby to właśnie on delikatnie pieścił mi skórę, sunąc po niej opuszkami palców i znacząc gęsią skórką każdy jej fragment. Owinąłem ręcznik wokół bioder i postanowiłem trochę… poszperać – zająć jakoś czas, który został mi do konfrontacji z wydarzeniami, które z pewnością nastąpią.

Harry nie miał zbyt dużo kosmetyków w szafce, notabene jedynej w łazience. Butelka odżywki, szamponu, jakiś krem do twarzy (och, Harry, naprawdę?), pasta do zębów i… chwila… to nie może być…

Z bijącym sercem wyjąłem pomarańczową tubkę z szafki, dokładnie przyglądając się jej i upewniając się, czy moje przypuszczenia co do użycia zawartego w niej żelu były prawdziwe. Przełknąłem ślinę – tak, to był olejek do masażu o smaku mango. Nagle oczami wyobraźni zobaczyłem siebie, wygodnie ułożonego na łóżku i Harry’ego, siedzącego okrakiem na moich nagich biodrach, drażniąc twardym członkiem pośladki, dłońmi mokrymi od olejku sunącymi po plecach, zostawiając na nich błyszczące smugi, a następnie zlizując dokładnie ciepłą substancję z mojego ciała.

Nie. Nie. Nie.

Odłożyłem tubkę z powrotem, gdy fantazja podziałała na mnie zbyt… intensywnie. Zimny prysznic diabli wzięli; przód ręcznika przypominał teraz cholerny namiot. Jeszcze kiedyś zachoruję na syndrom dwudziestoczterogodzinnej erekcji. Zrezygnowany wsunąłem na siebie spodnie z dresu, które pożyczył mi Harry, oraz narzuciłem białą koszulkę. Chociaż była luźna, można było dostrzec moje sterczące sutki, więc najpierw nieco ogrzałem ciało, zanim zdecydowałem się wyjść z łazienki.

Od razu uderzył we mnie słodki zapach cynamonu i owoców, który rozchodził się po mieszkaniu wraz z wonią kawy. Przymknąłem oczy, uśmiechając się, gdy Harry pomachał mi z kuchni, kończąc ustawianie kolacji na stoliku. Wprawdzie nie byłem zbyt głodny, ale nie mogłem odmówić przyjemności skorzystania z kuchni Harry’ego.

- Nie wiedziałem co lubisz, więc zrobiłem nam dobre cynamonowe tosty z owocami i bitą śmietaną – na potwierdzenie słów pokazał mi opakowanie – i zrobiłem nam dobrą kawę… Znaczy na tyle dobrą jaką można zrobić ze starego ekspresu – poprawił się.

Posłałem mu ciepły uśmiech, siadając na krześle.

- Jest wspaniale, Harry, naprawdę – zapewniłem go po raz kolejny tego wieczoru.

- I tak wiem, że nie jest – mruknął ciszej, nie chcąc, abym usłyszał. Udałem, że to zrobiłem, i wziąłem się za jedzenie pysznie wyglądających tostów.

- Są przepyszne – powiedziałem mu, oblizując usta z bitej śmietany, której nałożył mi przed chwilą na tosta. – Powinieneś bardziej uwierzyć w siebie, wiesz?

Zachichotał, patrząc na moją twarz.

- Masz nosek z bitej śmietany – wyjaśnił, nachylając się nad stołem i zlizał mi białą substancję z nosa. Przygryzłem wargę, czując na twarzy jego ciepły, słodki oddech. Spokój, nakazałem sobie.

Po zjedzonej kolacji Harry zagonił mnie na kanapę, przynosząc różne ciasteczka i łakocie, stawiając je na niewielkim stoliczku. Rzucił mi koc z łóżka, którym natomiast się okryłem, z błogim uśmiechem wąchając materiał, na wskroś przesączony niesamowicie erotycznym zapachem chłopaka. Zgasił światło w mieszkaniu, pozostawiając jedynie zapaloną lampkę przy łóżku i choinkę. Puścił mi oczko i przez chwilę pomajstrował przy telewizorze, a gdy go włączył i zaczęła lecieć czołówka, wskoczył na miejsce obok mnie, przykrył kocem i wtulił się w mój bok. Serce waliło mi w piersi na tą nagłą bliskość, której się nie spodziewałem. Wysunąłem jedną rękę spod okrycia, zatapiając ją w tych cudownych loczkach, i rozpocząłem zabawę miękkimi pasmami.

Harry zamruczał niczym zadowolony kot, składając czuły pocałunek na mojej szyi w nagrodę. Zadrżałem.

- Nie znam tego filmu – powiedziałem cicho, nie chcąc psuć atmosfery.

- Od początku do końca – wymamrotał niewyraźnie w moją szyję, wręcz parząc ją gorącym oddechem.

- Tak, nie znam go od początku do końca.

- Nie, głuptasie – zaśmiał się czule, unosząc głowę z mojego ramienia. – Film nazywa się od początku do końca – sprostował.

Zarumieniłem się na tą gafę, odwracając wzrok.

- Hej, co jest? – spytał wyraźnie zatroskany, odwracając moją twarz w kierunku swojej, tak cholernie otwartej i pięknej. – Coś nie tak?

- Wszystko w porządku – zapewniłem go. Gdy chciał zadać kolejne pytanie nachyliłem się, przyciskając delikatnie wargi do jego własnych w krótkim, słodkim pocałunku. Uśmiechnął się szeroko, wracając do oglądania filmu.

Niezbyt przywiązałem wagę do fabuły, ale zdążyłem się dowiedzieć, że głównymi bohaterami są dwaj przyrodni bracia, którzy się w sobie zakochali i byli ze sobą pomimo przeciwności. Kiedy na małym ekranie pojawiała się bardziej odważna scena, gdzie widać było nagich mężczyzn, czułem, jak Harry zaciska palce na moim udzie, prowokacyjnie pocierając je przez materiał dresu. On sam oparł się wygodniej o moje ciało, aby móc składać pocałunki na odsłoniętych ramionach i szyi.

Wiedziałem, co zaraz się stanie. Ten niesamowity wybuch pożądania, który doprowadzi nas do szaleństwa. Kiedy do pocałunków doszły liźnięcia ciepłego i mokrego języka musiałem coś zrobić.

- Chcę pić – mruknąłem drżącym głosem, wyswobadzając się z kokonu ciepła i szybkim krokiem przeszedłem do kuchni, po drodze potykając się o dywan. Na całym ciele czułem mrowienie spowodowane dotykiem Harry’ego.

Wyciągnąłem szklankę z szuflady i nalałem sobie wody, uważając, aby nie wylała się z naczynia. To wszystko przez moją długą przerwę w tego typu sprawach – potrafiłem podniecić się nawet niewinnym dotykiem! Opróżniłem szklankę, napełniając ją raz jeszcze i wróciłem do Harry’ego, który półleżał, z głową opartą o zagłówek kanapy. Gdy usłyszał moje kroki uniósł ją lekko w górę, patrząc mi w oczy przeszywającym spojrzeniem, w którym widać było pierwsze oznaki żądzy. Odstawiłem szklankę na stoliczek i powoli zająłem miejsce obok niego, ale tym razem wszystko potoczyło się inaczej.

Nie zdążyłem nawet się opanować; siadłem okrakiem na biodrach chłopaka, chwytając go za włosy i odsłaniając cudowną szyję, do której natychmiastowo przywarłem ustami. Usłyszałem głośny jęk, a następnie silne dłonie chwyciły mnie za ramiona, unosząc do góry. Bez namysłu wpiłem się w usta Harry’ego, drażniąc je językiem, niemal żebrząc o wstęp do środka. Oboje ciężko oddychaliśmy, powietrze było gęste od żądzy, podniecenia i erotyzmu.

- Chciało ci się pić – wydyszał nieskładnie Harry’ego prosto w moje rozwarte usta. Skorzystałem z sytuacji i wsunąłem swój język do środka, drażniąc nim podniebienie chłopaka pode mną. Poczułem ciepłe dłonie wślizgujące się pod moją koszulkę.

- Teraz… - westchnąłem, ponownie silnie i zaborczo go całując. W tamtej chwili napięcie, które kumulowało się we mnie od kliku dni nareszcie znalazło swój upust. – Teraz chcę… - jęknąłem, gdy zwinne dłonie wśliznęły się zza gumkę od dresu, chwytając pośladki i niemiłosiernie je ściskając. Dziękowałem wszystkim znanym mi bożkom za decyzje o nie założeniu bielizny. – Harry – wychrypiałem, zaciskając dłonie w jego włosach.

- Tak?

Przełamałem się.

- Teraz chcę ciebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz