*A może wtedy, gdy uzmysłowiłem sobie, że on może czuć to samo…?
15/16 grudnia
Nigdy nie rozumiałem miłości. Naczytałem się dużo książek o niej, ale nigdy do końca jej nie rozumiałem. W jednej główni bohaterowie zakochiwali się w sobie już na pierwszej stronie, a w innej odkrywali swoje uczucie dopiero pod koniec historii. Było to dla mnie strasznie dziwne; w końcu dlaczego niektórzy potrzebowali więcej czasu a inni mniej?
Stałem w salonie, z telefonem przyciśniętym do ucha, próbując opanować łzy cisnące mi się do oczu. Cały czas miałem w głowie głos Harry’ego – smutny i przygnębiony jakby naprawdę mu zależało.
Do diabła, porzucając wszystkie pieprzone złudzenia – jasne, że mu zależało! Tak samo jak mnie! Dlaczego próbowałem wmawiać sobie te idiotyczne kłamstwa, gdy tak naprawdę dobrze wiedziałem, że Harry’emu także zależy?
Byłem głupi. Wolałem odepchnąć od siebie rzeczywistość, bo przeszłość odcisnęła na mnie znaczące piętno jeżeli chodzi o sprawy sercowe. Zamiast walczyć o Harry’ego, o nas, wolałem pozostawać w bezpiecznej sytuacji w związku – czyli życia bez towarzysza, który mógłby mnie skrzywdzić.
Harry nigdy by mnie nie skrzywdził. Gdy zobaczyłem go z Nickiem wcale nie czułem się skrzywdzony (czy naprawdę teraz musiałem to zrozumieć?) tylko zazdrosny, a to uczucie nie miało nic wspólnego z krzywdzeniem. Jedynie pokazywało jak silnie związałem się z jego osobą i nie chciałem, aby interesował się nikim innym oprócz mnie.
Przełknąłem ślinę i rzuciłem telefonem z bezsilności. Dlaczego dopiero teraz zacząłem dopuszczać do siebie te myśli? Wziąłem głęboki oddech, przymykając oczy; dałem wypłynąć na wierzch jednej, tej najważniejszej: pragnąłem Harry’ego. Pragnąłem go każdą komórką ciała. Chciałem, aby przycisnął swoje wargi do moich w namiętnym pocałunku, gładził opuszkami palców moją skórę, sprawiał, że wiłbym się pod tym dotykiem, błagając o jeszcze, całował każdy fragment mojego ciała, a ja jęczałbym z rozkoszy. A potem… potem… potem chciałbym się z nim kochać, poczuć jak wdziera się w moje ciało, jak powoli stajemy się jednym, a na koniec… na koniec znaleźć się razem z nim na najwyższym stopniu rozkoszy, otoczony przed jego ciało, dojść z tym imieniem na ustach i słuchać krzyku Harry’ego w postaci mojego imienia. Czuć jak bierze w posiadanie moje ciało…
Stop. Za dużo.
Jęknąłem, moje policzki przybrały kolor buraka i niesamowicie płonęły. Mogłem przynajmniej ograniczyć to przyznawanie się do głupich błędów oraz darować sobie te fantazje, bo dzięki nim stałem na środku salonu z nierównym oddechem, drżącym ciałem i problemem w bokserkach.
Przygryzłem wargę, starając się ustabilizować tętno. Mimo efektów ubocznych byłem z siebie niesamowicie dumny – w końcu przyznałem się przed samym sobą, wywlokłem na wierzch całą prawdę o moich uczuciach, nawet z nawiązką w postaci fantazji. Otworzyłem oczy i dostrzegłem Bu wpatrującego się we mnie z przekrzywionym łebkiem. Zmrużyłem oczy.
- Nie gap się tak, Bu.
Bezczelny zaczął sobie lizać tyłek. Przewróciłem oczami i już miałem się skierować w stronę pokoju Nialla, aby przekazać mu nowinę, gdy uświadomiłem sobie, że jest w tej chwili z Zaynem. I, o dziwo, zaakceptowałem tą myśl. Prawdopodobnie był szczęśliwy, a mnie chodziło o jego szczęście, więc uśmiechnąłem się jedynie.
Przeszłości trzeba pozwolić odejść, prawda?
Chyba nastąpiła we mnie jakaś przemiana duchowa. Albo w końcu zrozumiałem, że nie ma sensu ukrywać uczuć. Albo oba czynniki wpłynęły na to, że tej nocy, po raz trzeci w życiu, przeżyłem niesamowity orgazm, dochodząc z imieniem Harry’ego na ustach.
~*~
Następnego ranka z cudownej krainy snów wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Z jękiem przewróciłem się na bok, krzywiąc się, gdy moje kości zaprotestowały. Wczoraj zbyt entuzjastycznie przyjąłem do siebie nowe uczucia, nieco nadwyrężając niektóre mięśnie, za co teraz musiałem odpłacić. Westchnąłem i sięgnąłem do nocnego stoliczka, na którym leżała moja komórka, ziewając, gdy odblokowywałem ekran.
Siadłem, podpierając się rękoma i wszedłem do skrzynki odbiorczej. Z początku pomyślałem, iż moja wada wzorku daje się we znaki albo oczy, najzwyczajniej w świecie, płatają mi figle, ale gdy przysunąłem ekran bliżej nosa, po raz wtóry czytając nadawcę, poczułem jak zmęczenie w jednej chwili spływa z mojego ciała, a zamiast niego przychodzi uczucie niewiarygodnego szczęścia. Harry do mnie napisał.
Przełknąłem ślinę, starając się opanować wielki uśmiech cisnący się na moje wargi. Może jeszcze nie wszystko stracone? Uśmiech jednak powoli zaczynał blednąć, gdy doszło do mnie co jest w treści wiadomości. Cała krew odpłynęła z mojej twarzy, słyszałem głuche dudnienie mojego serca, nie mogłem opanować drżenia rąk.
Bo w wiadomości znajdował się mój wiersz. Nagle przypomniałem sobie mój upadek w sklepie; wypuściłem wtedy kartkę z rąk, zapominając zabrać ją z podłogi, gdy w popłochu zacząłem uciekać. Nie, to nie dzieje się naprawdę. Dokładnie wiedziałem, który fragment wierszu zacytował. Ponownie spojrzałem na ekran, przygryzając wargę.
Od: Harreh
„Oczy piękniejsze od gwiazd,
błyszczące niczym
diamenty,
które skradły serce.”
Wziąłem kilka głębokich uspokajających oddechów. Co z tego, że Harry znalazł mój wiersz? Przecież… Mógł nie wiedzieć, że jest o nim, prawda?
Prychnąłem. Głupie złudzenia. Kiedy myślałem, że wszystko już się ułożyło, że teraz tylko przeproszę Harry’ego i poproszę o następną szansę, nagle cała moja pewność siebie zaczęła legać w gruzach; wszystko za sprawą kilku linijek, ukazujących uczucia skrywane w najgłębszych zakamarkach mojej duszy.
Weź się w garść, Louis. Pokaż mu, że jesteś silny.
Drżącymi rękami otworzyłem nową wiadomość, niepewny czy dobrze robię. Wystukałem odpowiedź, dalszy fragment wiersza, i po rozważeniu wszystkich „za” i „przeciw” wysłałem ją.
Do: Harreh
Patrzące niczym anioł
rozkoszy.
Ciche jęki niebios.
Z impetem upadłem na poduszki, przeklinając swoją głupotę, ale jednocześnie będąc zadowolonym, że w końcu przełamałem barierę nieśmiałości i wątpliwości. Nie sądziłem, że odpisanie mu było złym posunięciem – nawet stwierdziłem, że dobrze postąpiłem, bo pokazałem swoją niezależność oraz nie stchórzyłem przez uczuciem.
Wtuliłem twarz w miękką poduszkę, odkładając telefon. Wszystko nareszcie poukładałem sobie w głowie. Dodatkowo wczorajsza akcja z… fantazją sprawiła, że pozbyłem się wszelkich zahamowań - zarejestrowałem nawet umysłem, że polubiłem materiał pościeli, przesuwający się po mojej nagiej skórze, w miejscach, które zwykle były ukryte. Przygryzłem wargę, wspominając wczorajsze wydarzenia; jeszcze nigdy, w całej swoje karierze masturbatora, nie przeżyłem tak wspaniałego orgazmu, który sprawił, że na chwilę zapomniałem o całym świecie, rozsypując się na kawałeczki dla niego. Ciągle w głowie słyszałem swój głośny krzyk jego imienia; mimowolnie zarumieniłem się. Nigdy nie zdarzyło mi się… coś takiego.
Przewróciłem się na plecy, przymykając oczy na miłe uczucie miękkiej satyny kołdry delikatnie pieszczącej nagą skórę. Starałem się odepchnąć wyobrażenie ciepłych rąk na niej, nie chcąc po raz kolejny się podniecać. Sukcesem było obudzenie się bez porannego wzwodu.
Już chciałem zacząć powoli wstawać kiedy drzwi mojego pokoju uchyliły się, a do środka wszedł Niall, w fartuchu i z tacą na rękach. Moje nozdrza od razu zaatakował słodki zapach gorącej czekolady oraz pachnących tostów francuskich.
- Miło się spało, Boo? – zapytał przyjaciel, stawiając moje śniadanie na stoliczku nocnym, uważając, aby nie strącić leżącej tam komórki. Odruchowo poprawiłem kołdrę okrywającą moje biodra. – Z tego co słyszałem to…
- Jak to słyszałeś?! – pisnąłem, gwałtownie siadając na łóżku. Nie, błagam, nie. – Przecież… ty byłeś… wczoraj się tu nie było!
Niall parsknął śmiechem, całując czubek mojego nosa.
- Żartowałem, skarbie – powiedział z uśmiechem, kładąc tacę ze obok mnie. – Ale wiesz… Sugeruję, że pod tą kołdrą nic nie masz, co daje mi do myślenia nad tym co takiego robiłeś, że…
- NIC! – zaprotestowałem, trochę za szybko. – E… znaczy nic. Naprawdę nic ciekawego.
- Och, no tak – sprostował Niall, z uznaniem patrząc na moją klatkę piersiową oraz brzeg kołdry, która zsunęła się zdecydowanie za nisko. – W końcu byłeś na swojej gorącej randce. No, usiądź sobie teraz wygodnie, chcę się nakarmić.
Posłuchałem go, starając się ukryć smutek na twarzy, gdy wspomniał o randce. Ani on, ani Danielle nie wiedzieli jeszcze, że tak naprawdę wczoraj nie poszedłem na żadną randkę. Bałem się co zrobi mi Danielle kiedy jej to zakomunikuję, ale na razie musiałem jeszcze powiedzieć to przyjacielowi.
- Mam wyrzuty sumienia, że wczoraj mnie nie było – zaczął Niall, podsuwając mi pomarańczę. Wsunąłem owoc między usta, przez przypadek z palcem Nialla, i delikatnie possałem, zanim posłusznie nie wypuściłem go, widząc karcący wyraz twarzy przyjaciela. – Przepraszam, że tak długo siedziałem wczoraj u Zayna. Miałeś swoją pierwszą randkę, a mnie przy tobie nie było.
- F szaszadzie – mruknąłem, przeżuwając pomarańczę. – W zasadzie – poprawiłem się, gdy ją przełknąłem. – Ja… wczoraj nigdzie nie poszedłem – przyznałem z skruchą, unikając spojrzenia Nialla.
Zamarł w pół drogi z kolejną porcją pomarańczy, marszcząc brwi.
- Ale przecież tak się cieszyłeś – zauważył, wsuwając w moje usta kolejny kawałek owocu. Spokojnie go przeżułem, oblizując wargi z słodkiego soku.
Postanowiłem, że opowiem mu o wydarzeniach w sklepie. Z każdym kolejnym słowem czułem jak znów ogarnia mnie to dziwne uczucie oraz myśli, że Harry jest tylko mój i nie powinien wychodzić, ot tak sobie, z innych chłopakiem. Niall cierpliwie słuchał mojego wywodu, dostarczając mi raz za razem kolejną porcję śniadania i od czasu do czasu dając mi do popicia gorącą czekoladę, która, swoją drogą, była pyszna. Gdy w końcu skończyłem przyjaciel uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco, składając czułego buziaka z kąciku moich ust. Uraczyłem go jeszcze informacjami o wczorajszym olśnieniu, a on jedynie zmierzwił mi włosy i wcisnął porcję tosta do ust.
- Nie musisz się niczym martwić, głuptasie – zachichotał, ścierając kciukiem bitą śmietanę, która osiadła w kąciku moim ust. – Harry jest tobą zafascynowany, a Nick to tylko jego kuzyn.
Zarumieniłem się i z wdzięcznością popatrzyłem na Nialla. Miałem ochotę uderzyć głową o tacę z jedzeniem – byłem taki głupi, kierując się własnymi gdybaniami na temat tego co jest pomiędzy Nickiem a Harrym, że nie pomyślałem, iż on może być dla niego kimś całkiem nieważnym w kwestii sercowej. Przecież… mógłbym w tej chwili leżeć w jednym łóżku z Harrym, delikatnie jeżdżącym opuszkami palców po mojej klatce piersiowej, obdarowującego słodkimi pocałunkami skórę.
Westchnąłem. Z drugiej strony ten poranek też był przyjemny – uwielbiałem wręcz być karmionym przez Nialla.
- Nie wiedziałem – przyznałem się, przeżuwając powoli kęs tosta. – Gdyby nie to… Naprawdę bym poszedł… Cholera, jestem głupi.
- Nie martw się, Boo – pokrzepił mnie przyjaciel, z czułością głaszcząc mój policzek. – Też bym tak zareagował na widok chłopaka, który mi się podoba z innym chłopakiem… Poza tym skąd miałeś wiedzieć, że to jego kuzyn? Nie znasz go…
- No właśnie! – jęknąłem, wyrzucając ręce do góry w geście świadczącym o bezradności. – Prawie w ogóle go nie znam, a czuję jakby… jakbym… Uch, jakbym znał go prawie całe życie. To bezsensu!
Niall przewrócił oczami.
- To nie jest bezsensu, to jest miłość, Loueh – oznajmił delikatnie, oferując mi ostatnie kilka łyków czekolady. – Coś, co czujesz, gdy widzisz ukochaną osobę, coś czego nie potrafisz okiełznać… Coś co ja czuję kiedy za każdym razem, gdy jestem z tobą – dodał ciszej, spuszczając głowę.
Oddech uwiązł mi na chwilę w gardle. Wiedziałem co Niall do mnie czuł, ale on w zasadzie nigdy nie mówił tego na głos od czasu, gdy go o to poprosiłem. Odstawiłem ciepły kubek, ujmując w dłonie jego policzki i zmusiłem go do spojrzenia mi w oczy.
- Kocham cię, Niall – powiedziałem z mocą, na podkreślenie moich słów składając na ustach chłopaka zaborczy pocałunek. – Zawsze będę cię kochał, zawsze będziesz dla mnie tym pierwszym, ale…
- Zawsze jest jakieś „ale” – wymamrotał niezadowolony.
Potarłem kciukiem wargi Irlandczyka.
- …ale jesteś dla mnie za dobry. Zrozum to, nie jestem idealny, wiesz o tym, a nie chciałbym cię skrzywdzić. Gdyby… gdyby nie to co stało się ze Stanem dobrze wiesz, że od razu bym ci się oświadczył i wziął z tobą ślub. – Niall zachichotał i w jednej chwili dotarło do mnie, że zrozumiał i, co najważniejsze, zaakceptował. – Jednak te wydarzenia zbyt wiele zmieniły. Pamiętasz ile przeszliśmy przez nie, prawda? – Skinął głową. – Odcisnęły zbyt duże pięto na nas i mogłyby zniszczyć to, co staralibyśmy między sobą zbudować.
Czułem się o wiele lepiej, gdy w końcu to z siebie wyrzuciłem. Jakiś ciężar spadł mi z serca, przestałem się bać się swoich uczuć. A, co najważniejsze, powiedziałem mu co do niego czuję. W oczach Nialla widziałem tylko radość i tą niesamowitą miłość, na którą nie zasługiwałem.
- Mógłbym to powtarzać cały czas – mruknąłem. – Kocham cię. Kocham cię, kocham cię – wyznałem, za każdym razem całując jego usta.
- Też cię kocham, Loueh – powiedział cicho, składając lekkie jak piórko pocałunki na moich ustach. – Wiesz, że zawsze będę. I… jeśli nadal zależy ci na randce z Harrym to możesz za chwilę pojechać ze mną do kawiarni, bo mamy razem zmianę.
Uśmiechnąłem się do niego.
- Dziękuję, Niall.
Przyjaciel posłał mu w powietrzu buziaka i wziął tacę ze skończonym śniadaniem.
- Ubierz się i za dziesięć minut wyjdziemy. Och, i Louis… – dodał, otwierając drzwi pokoju. Spojrzałem na niego, mrużąc oczy, gdy jego twarz wydała mi się rozmazana. Przeklęta wada wzroku. – Nie przestałem jeszcze o ciebie walczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz