*A może wtedy, gdy zrozumiałem, że to jego twarz chcę widzieć we snach?
14/15 grudnia
Znalezienie Nialla nie zajęło mi dużo czasu. Natknąłem się na niego zaledwie parę kroków od łazienki, chodzącego w kółko i wyrywającego sobie włosy z głowy. Gdy tylko mnie zobaczył wydał nieartykułowany dźwięk, skacząc na moją szyję – dziękowałem w tamtej chwili wypadom do siłowni, bo gdyby nie one z całą pewnością upuściłbym Nialla, który nie należał do najlżejszych osób, mimo swojej szczupłej sylwetki.
- Martwiłem się, ty jebańcu – mruknął w moją szyję, stając na własnych nogach. Czuć było od niego alkohol, a jego głos przypominał coś zbliżonego do pijackiego bełkotu. – Wiesz co sobie pomyślałem kiedy nie zobaczyłem cię z tym facetem? – burknął, patrząc w moje oczy. Dopiero teraz dostrzegłem, że płacze. – Cholera, Lou, a co, jeśli on by cię zgwałcił?!
Ująłem dłonią jego podbródek.
- Niall, spokojnie – poprosiłem, nachylając się w kierunku przyjaciela i scałowałem łzy z twarzy blondyna. – Jestem cały i zdrowy. – Pociągnął nosem, przylegając do mojego ciała jakby w obawie, że za chwilę mogę uciec. – I z tego co pamiętam to sam kazałeś mi do niego iść i powie…
- Cicho bądź – przerwał mi, starając się ukryć rozbawienie w głosie. Odetchnąłem z ulgą, gdy zarejestrowałem jego chichot. Pijacki chichot, ale chichot. – To było zanim poszedłeś do niego i zaczęliście się o siebie ocierać. Chryste, Lou, to było gorące, ale… - Spojrzał mi w oczy, przygryzając wargę. – Ale byłem o ciebie zazdrosny, Loueh – mruknął.
W pierwszym momencie pomyślałem, że się przesłyszałem, ale kiedy Niall przywarł swoimi ustami do moich nagle dotarło do mnie to, co przed chwilą oznajmił. Niall był o mnie zazdrosny. Chciałem mu powiedzieć, że absolutnie nie miał do tego powodów, ale stłumił moje słowa kolejnym pocałunkiem. Jęknąłem, gdy mocno ugryzł moją wargę i otarł się o udo. Pijany Niall był nieobliczalny – pijany i napalony Niall był wręcz niebezpieczny.
W momencie kiedy urządził sobie językiem wędrówkę po moim podniebieniu delikatnie, acz stanowczo, odepchnąłem go od siebie. Z mlaśnięciem rozłączył nasze wargi, do tej pory zwarte w gorącym pocałunku, i z zadowoleniem zerknął na mnie, oblizując usta. Próbowałem jakoś ustabilizować mój szybki oddech i niewiarygodnie drżenie rąk; takie pocałunki były rzadkością, a kiedy już nastąpiły czułem dziwny niedosyt oraz pragnienie kolejnych, więc naprawdę musiałem się powstrzymywać, aby w takich chwilach nie rzucić się na przyjaciela.
- Harry powiedział mi gdzie jesteś – oznajmił, nie odrywając ode mnie wzroku, który wręcz był wypełniony pożądaniem.
Skrzywiłem się.
- Nie mówmy o nim teraz, dobrze? – poprosiłem. Nie potrafiłem wciąż znieść upokorzenia, przez które być może już nigdy nie odważę się do niego zagadać. Przecież chciałem tylko jego numer telefonu! Czy to tak wiele?
- Coś się stało? – zmartwił się. Ledwo rozumiałem jego bełkot zagłuszony w większości przez muzykę. – Przecież nie ma minuty bez gadania o nim. Nie obciągnął ci? Dał ci kosza? A może…
- Myślę, że powinniśmy już iść – przerwałem mu.
Niall spojrzał na mnie zamglonym wzrokiem i bez słowa dał wyprowadzić się z klubu, szybko zapominając o tym co chciał powiedzieć. Wzięliśmy nasze płaszcze – musiałem pomóc mu założyć jego okrycie, bo raczej nie był do tego zdolny pod wpływem alkoholu i podniecenia, tudzież frustracji seksualnej – wychodząc na zimny nocny wiatr. Wtulił się w mój bok, a ja pomogłem mu złapać równowagę. Nie był aż tak pijany jak przypuszczałem jednak wolałem mieć pewność, że dojdziemy do mieszkania w jednym kawałku.
- Przepraszam – mruknął Niall, gdy powoli wchodziliśmy po schodach do naszego mieszkania.
- To raczej ja powinienem przeprosić – zauważyłem, w ostatniej chwili chwytając go w talii i chroniąc przed upadkiem ze schodów. – Cholera, Niall, uważaj.
- Wybacz – bąknął, przylegając do mojego boku. Ta pozycja nie należała do tych komfortowych, ale przemilczałem tę sprawę, w końcu docierając do drzwi z numerem dziewiętnaście. – Ale naprawdę byłem zazdrosny – wymamrotał ni stąd ni z owąd.
Westchnąłem, wsuwając klucz w zamek.
- Myślałem, że obgadaliśmy już sprawę tego faceta – powiedziałem.
- Masz chyba na myśli słowo „przelizaliśmy” – poprawił mnie. Na samo wspomnienie tego pocałunku moje policzki przybrały odcień purpury. – Loueh, znowu się rumienisz? Przestań, skarbie, każdemu może zdarzyć się gorący pocałunek przed łazienką – mówił w moją szyję, raz za razem muskając zimną skórę swoimi wargami.
Szybko wszedłem z nim do środka, zamykając za sobą drzwi, i pomogłem mu zdjąć płaszcz odwieszając go na odpowiednie miejsce. Przeszliśmy do salonu, od razu kierując się w stronę sypialni Nialla. Przyjaciel z jękiem zatoczył się na łóżko i wtulił w pościel. Wzdychając, uklęknąłem obok niego, ściągając jego buty z skarpetkami oraz odpinając pasek spodni. Miałem problem w zdjęciu ich z jego nóg, bo naprawdę były okropnie ciasne, ale w końcu rzuciłem je gdzieś w pokój, nie mając siły na poskładanie ich.
- Rozbierasz mnie, Lou – mruknął Niall niewyraźnie. – Lubię kiedy mnie rozbierasz… Czuję się wtedy rozbierany.
Powstrzymałem się od śmiechu i przeniosłem dłonie na jego klatkę piersiową, podsuwając do góry koszulkę. Starałem się ignorować coś twardego wbijającego się w moje udo oraz więcej fragmentów nagiej skóry, ale zdradził mnie gorący rumieniec. Niall zachichotał, kręcąc się pode mną i celowo ocierając o każdą możliwą część ciała.
- Mam ochotę na seeeeks, Loueh – wymamrotał.
Jęknąłem i jednym płynnym ruchem zdjąłem do końca jego koszulkę, rzucając ją za siebie. Niall chwycił moje nadgarstki, unieruchamiając je w niezbyt silnym uścisku, i nakazał zsunąć mi je niżej.
- Niall, uspokój się – poprosiłem drżącym głosem, gdy przejechałem wewnętrzną częścią dłoni po jego rozkosznie twardych sutkach. Poczułem jak w odpowiedzi moje spodnie nagle stają się zbyt ciasne, a nieprzyjemny ucisk zaczyna kumulować się w podbrzuszu. Nie, błagam, tylko nie to. Jeżeli się podniecę będę musiał dać ujście swojej frustracji.
- Loueh, co ci zaszkodzi się ze mną pokochać? – burknął, wydymając wargę w geście niezadowolenia. – Wolałbyś tego faceta z klubu?
Wolałbym Harry’ego.
- Niall, jesteś pijany – powiedziałem.
- Wcale nie – czknął.
- Tak, jesteś – upierałem się.
Skapitulował, jednocześnie puszczając moje nadgarstki. Szybko chwyciłem jego biodra oswobodzonymi dłońmi i uniosłem tak, aby móc wyciągnąć kołdrę spod jego ciała. Wymamrotał coś o penetracji i wibratorach, po czym przewrócił się na bok. Kiedy nasuwałem na niego okrycie zdążył już zasnąć, a po pokoju roznosiło się jego głośne chrapanie. Pochyliłem się, całując go w czoło, i na palcach wyszedłem z jego sypialni, starając się nie narobić hałasu.
Cichutko zamknąłem drzwi jego pokoju, odwracając się na pięcie i już miałem zrobić krok naprzód kiedy moje stopy napotkały przeszkodę, a zaraz potem runąłem na ziemię, jęcząc, gdy upadłem prosto na kłębek z wełną, który wbił się w moje, w tej chwili pobudzone, krocze.
- Kurwa, Bu, ty wredny kocie – burknąłem, patrząc na rudzielca, który jak gdyby nigdy nic lizał sobie tyłek i który zapewne był właścicielem wspomnianego kłębka. Nawet nie zarumieniłem się, gdy dotarło do mnie, że przekląłem. – Uważaj, bo zacznę żałować, że tu jesteś.
Warcząc pod nosem, wstałem z podłogi. Niall nie wyszedł ze swojego pokoju wściekły, że zakłócam jego sen, więc doszedłem do wniosku, iż przyjaciel nadal śpi, dlatego skierowałem się do swojej sypialni, zamykając drzwi, aby czasem Bu nie wszedł do środka. To, co miałem za chwilę zrobić powinno pozostać między mną a czterema ścianami pokoju.
Przetarłem twarz dłońmi, czując tępy ból głowy. Głupi alkohol – gdyby nie on nie musiałbym znosić pulsującej głowy. Ale także gdyby nie on nie odważyłbym się zrobić tej rzeczy, którą od dawna pragnąłem zrobić, a którą robiłem tylko dwa razy w swoim nędznym życiu.
Uniosłem koszulkę i ściągnąłem ją, cichutko jęcząc na miłe uczucie chłodu, który owiał moją klatkę piersiową. Przesunąłem dłonią wzdłuż niej, trącając palcami pobudzone brodawki. Przygryzłem wargę, gdy dreszcz rozkoszy przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa. Nie robiłem tego od bardzo dawna – w zasadzie nie robiłem tego od czasu zerwania ze Stanem, a wcześniej jedynie dwa razy dotykałem sam siebie, więc przyjmowałem doznania z dziwnym entuzjazmem i fascynacją.
Położyłem się na łóżku, wygodnie moszcząc na miękkich poduszkach. Serce głucho waliło mi w piersi kiedy sunąłem dłońmi niżej, zahaczając o spodnie i ciągnąc je lekko w dół. Odruchowo wypchnąłem biodra do góry, jęcząc na cudowne tarcie. Ścisnąłem swoją erekcję przez materiał spodni, wyginając się przy tym w łuk, bo przyjemność była obezwładniająca.
Szybko odpiąłem guzik oraz rozporek, zsuwając zbędne ubranie ze swojego ciała. Rzuciłem je niedbale gdzieś za łóżko, od razu zdejmując także bieliznę, która po chwili dołączyła do sterty ubrań. Nie potrafiłem powstrzymać głośnego jęku, gdy poczułem na pośladkach materiał pościeli. Przełykając ślinę wypchnąłem ponownie biodra. Było coś podniecającego w tym, że leżałem kompletnie nagi na łóżku, zaspokajając się sam i oddając przyjemności.
Kiedy przejechałem opuszkami palców po swoim twardym członku zrozumiałem, że naprawdę niewiele brakuje mi do spełnienia. Nie przejąłem się tym, iż mogę dojść w żałośnie wolnym tempie, bo w końcu zależało mi jedynie na przyjemności a nie czasie. Jedną dłonią powędrowałem w dół mojej klatki piersiowej, przejeżdżając nią po delikatnie zarysowanych tam mięśniach, przez kępkę kręconych włosów aż do drgającego z pragnienia członka, którego niezdarnie ująłem w dłoń, powoli poruszając w nierównym rytmie.
- Harry – wyjęczałem cicho, zupełnie nieświadomie. Zaraz spłonąłem rumieńcem, ale po chwili uznałem, że przecież jak szaleć to na całego. Wzmocniłem ruchy, co chwile wzdychając, gdy przyjemność obezwładniała moje ciało. – Chryste, Harry – sapnąłem, ściskając między palcami główkę mojego penisa, drugą dłonią podszczypując sutki i wyobrażając sobie, że te wszystkie cudowne rzeczy robi mi właśnie on.
Gdy sama praca dłonią mi nie wystarczyła, mięśnie bolały od wysiłku, a ciało zdążyło się już pokryć lepką warstwą potu, zrezygnowałem z zabawy wrażliwymi brodawkami i przesunąłem rękę na biodro. Zgiąłem nogi w kolanach, a dłoń powędrowała przez pachwiny, ściskając jądra, aby później zejść jeszcze niżej i zatoczyć leniwy okrąg wokół oczekującej dziurki. Jęknąłem, wypychając biodra w stronę dłoni, nie potrafiąc dłużej odmawiać sobie rozkoszy. Mocnym ruchem wsunąłem w siebie palec, warcząc na suche tarcie i niewiarygodną przyjemność obezwładniającą moje ciało. Niemal od razu wyobraziłem sobie, że to palce Harry’ego właśnie się we mnie wsunęły, sprawiając niewymowną rozkosz.
Wystarczyły zaledwie dwa mocne pchnięcia palcem, abym oznajmił swój orgazm przez wykrzyczenie imienia Harry’ego połączonego z wiązanką przekleństw i szlochem. Poczułem ciepły i lepki strumień wyciekający z nabrzmiałego czubka, który ozdobił mój brzuch wilgotnymi, białymi śladami. Mięśnie wokół mojego palca słodko pulsowały, a dłoń na penisie nadal wykonywała delikatne ruchy.
Wypuściłem drżący oddech, wysuwając palec z odbytu i kładąc ręce wzdłuż ciała. Czułem każdy skrawek płonącej skóry, niemalże wszystko mnie bolało, ale ten ból zdecydowanie należał do tego lepszego rodzaju, który przypomina ci o intensywności odczuć.
Przeniosłem spojrzenie na zegar stojący na stoliczku nocnym. Wskazywał drugą dwadzieścia w nocy. Z cichym pomrukiem stoczyłem się z łóżka, sięgając po chusteczki w celu osuszenia brzucha ze stygnącego nasienia. Boże, dopiero teraz, po całym fakcie tej intensywnej masturbacji, dotarło do mnie, że wyobrażałem sobie Harry’ego. Zarumieniłem się, zażenowany tą sytuacją. Jak ja teraz będę mógł spojrzeć mu w oczy?
Zrezygnowany opadłem na łóżko, nie kłopocząc się z ubieraniem. Nasunąłem na siebie kołdrę, dziwnie zaskoczony przyjemnym uczuciem miękkiego materiału na rozpalonej skórze. Już odpływałem do krainy snów, gdy moich uszu dobiegł dźwięk przychodzącej wiadomości. Wysunąłem rękę spod kołdry i pomacałem w poszukiwaniu aparatu. Wziąłem telefon, przystawiając go bliżej twarzy, aby odczytać treść wiadomości.
Krew odpłynęła z całej mojej twarzy.
Od: Unknown
Słodkich snów, Boo :)
Twój, Harreh. xx
~*~
Poranek przywitał mnie pulsującym bólem głowy, zmęczeniem w mięśniach oraz fantazjami o lokach. Wypuściłem ze świstem powietrze i wtuliłem twarz w poduszkę, gdy wydarzenia z dzisiejszej nocy nagle zalały mój umysł. Natychmiast oblałem się gorącym rumieńcem na wspomnienie obrazów Harry’ego, które wyobrażałem sobie… cóż, nazwijmy rzeczy po imieniu: podczas robienia sobie dobrze bądź też, bardziej kolokwialnie, walenia sobie konia i pieprzenia się palcami.
Pięknie. Po prostu pięknie.
Warknąłem, czując, jak kolejny raz tego dnia miękka pościel przesuwa się po nagim ciele sprawiając, że przez ułamek sekundy wyobraziłem sobie Harry’ego otaczającego mnie ramieniem i mruczącego niewyraźnie „dzień dobry”. Zdecydowanie takie wizje nie pomagały w opanowaniu reakcji mojego ciała, które ostatnio dość często mnie zdradzało.
Stwierdziłem, że nie ma dłużej sensu leżeć bezczynnie w łóżku z uciążliwą erekcją i wstałem z miękkiego posłania, wzdrygając się na nagłe uczucie chłodnego powietrza, które otuliło moją skórę. Czułem przewiew w miejscach, które nigdy go nie doświadczyły, ale stwierdziłem, że to całkiem miłe uczucie – przeważnie nie sypiałem nago, chyba, że byłem wyjątkowo zmęczony i nie miałem siły szukać piżamy; choć nawet wtedy spałem w bieliźnie.
Przeciągnąłem się, rozciągając obolałe mięśnie. Podszedłem do komody i wyciągnąłem z niej czarne bokserki, powoli naciągając materiał na biodra jednocześnie próbując jakoś zmieścić tam swojego nabrzmiałego penisa, ponieważ nie miałem siły na kolejną rundkę gorącego zaspokajania się.
I kto by pomyślał, że ja, Louis Tomlinson, wiecznie rumieniący się facet, będzie się zaspokajał samotnie w łóżku, myśląc o Harrym. Dobrze, poprawka: zarumieniłem się po tym fakcie, ale to nie ma znaczenia.
Przyłapałem się na zerkaniu w stronę telefonu, spokojnie leżącego na stoliczku nocnym. Gdzieś w głębi duszy miałem nadzieję, że Harry znowu do mnie napisze tak, jak zrobił to w nocy. Wredny dupek – nie chciał mi dać swojego numeru, choć sam posiadał mój. Z drugiej strony to było cholernie słodkie – ten SMS. Jakbyśmy… jakbyśmy byli parą i wysyłali wiadomości przed snem.
Westchnąłem i wyszedłem z sypialni, zastając Bu bawiącego się kłębkiem wełny. Doprawdy, ten kot chyba nigdy nie śpi tylko wiecznie bawi się tą kulką. Przeszedłem przez salon do kuchni, ziewając głośno. Podszedłem do lodówki i wyjąłem z niej sok pomarańczowy, pociągając kilka łyków z kartonu. Za wszelką cenę starałem się ignorować pulsującą część mojego ciała i aby to zrobić postanowiłem, że przygotuję śniadanie.
Przekartkowałem niewielki zeszyt, w którym Niall pisał wszystkie przepisy (przyjaciel uwielbiał wręcz piec i gotować) stwierdzając, że najprościej brzmiał przepis na gofry. Wyjąłem wszystkie potrzebne składniki oraz gofrownicę, ustawiając je na blacie. Wyciągnąłem dużą miskę i, postępując zgodnie z instrukcjami, po kolei dodawałem odpowiednie składniki. W między czasie nagrzałem gofrownicę i wlałem tam wyznaczoną ilość ciasta. Kuchnia wypełniła się zapachem cynamonu i wanilii. Zadowolony z siebie wziąłem z półki dwa talerze, a z lodówki wyjąłem bitą śmietanę. Odczekałem chwilę, aż gofry się zrobią, cicho pogwizdując, za wszelką cenę starając się nie otrzeć o wnętrze dłoni bądź czegokolwiek innego oraz odepchnąć obrazy Harry’ego pomiędzy moimi udami na dalszy plan.
Potrząsnąłem głową i wyjąłem gotowe gofry z gofrownicy, kładąc je na talerz. Przyozdobiłem je bitą śmietaną oraz wiórkami czekoladowymi, patrząc na śniadanie dumnym spojrzeniem zadowolonego kucharza. Nalałem jeszcze do szklanki ulubione bananowe mleko Nialla, a gotowy posiłek ustawiłem na stole, pośrodku kładąc jeszcze jeden talerz z paroma suchymi goframi, decydując, że jeszcze posypie je cukrem pudrem, i ruszyłem w stronę pokoju przyjaciela. W prawdzie było naprawdę wcześnie – ósma trzydzieści jak wskazywał kuchenny zegar – ale dobrze wiedziałem, że jeśli Niall dzień wcześniej nieco się upił to zawsze lepiej jest go budzić wcześniej. Nauczyłem się tego parę miesięcy temu, gdy przez przypadek, myśląc, że jest dziesiąta, kiedy tak naprawdę było parę minut po siódmej, zrobiłem awanturę, że zaśpię na sobotni fakultet, który miałem w tamtym dniu.
Uchyliłem drzwi i zerknąłem do środka. Niall smacznie spał, zawinięty w pościel. Starałem się nie zarumienić na widok jego wypiętych pośladków, które rozkosznie mnie przywitały, i podszedłem do jego łóżka, kładąc się obok niego.
- Wstawaj, śpiochu – mruknąłem, przeczesując jego farbowane włosy palcami.
Wymamrotał coś niewyraźnie i wtulił się nosem w moją szyję, muskając ją ciepłym oddechem. Byłem aż nadto świadomy twardej erekcji uwięzionej pomiędzy nami jednak nie pozwoliłem rumieńcom znów przyozdobić mojej twarzy. Westchnąłem, podpierając się na rękach i pochyliłem się nad przyjacielem, rozpoczynając powolną wędrówkę pocałunkami po jego twarzy.
- Wstawaj, Niall – wymruczałem, całując go w czubek nosa. Poruszył się pode mną, więc uniosłem biodra, nie chcąc jakiegoś nieporozumienia kiedy poczułby, że jestem podniecony. – Zrobiłem śniadanie – ciągnąłem dalej, badając ustami linię jego szczęki. Dobrze wiedziałem, że przy tym zawsze wymiękał i powoli otwierał oczy.
Tak było i tym razem.
Powolutku jego powieki zatrzepotały. Uśmiechnąłem się, czubkiem języka trącając jego szyję. Westchnął głęboko i wygiął ciało w delikatny łuk. Jego ręce znalazły się na moich biodrach, próbując je zaciągnąć w dół. Opierałem się, pragnąć zachować jeszcze jakieś resztki godności i uniknąć zażenowania, ale Niall nie zaprzestawał prób. Wciągnął mnie pod kołdrę, wykorzystując chwilę mojego zdezorientowania, i mocno przycisnął do siebie nasze biodra.
Uczucie było… niesamowite.
Jęknąłem, gdy tarcie sprawiło, że momentalnie zapragnąłem go więcej. Niall nie wydawał się zaskoczony stanem mojego podniecania – które było dość wysokie; w końcu nie robiłem tego od tak, och, tak dawna – sam z resztą był w podobnym stanie.
- Loueh – wychrypiał, gdy przygryzłem delikatnie obojczyk chłopaka. – Jesteś niemożliwie gorący, wiesz?
Sapnąłem, czując jak bawi się gumką mojej bielizny, raz za razem zsuwając trochę materiału z ciała i przejeżdżając opuszkami palców po wrażliwej skórze.
- Tak, ciepło mi trochę – mruknąłem nieskładnie, wytyczając drogę pocałunkami przez jego szyję do twarzy.
Zachichotał krótko, wsuwając dłonie pod materiał moich bokserek i ścisnął pośladki. Przełknąłem ślinę i głośno jęknąłem na to doznanie, zdziwiony jego intensywnością. Fakt, iż robiłem to z przyjacielem powinien mnie jakoś zdegustować, ale jedyne co w tamtej chwili czułem to niewiarygodną przyjemność z bycia dotykanym w ten sposób. I było to znacznie lepsze niż zaspokajanie się samemu.
- Nie o to mi chodzi, głuptasie – zaśmiał się Niall, gładząc dłońmi wrażliwą skórę pośladków. Przygryzł zębami moją wargę i wypchnął biodra w poszukiwaniu tarcia. – Chodzi mi o to, że jesteś gorący. Seksowny. Nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale tak właśnie jest – dodał.
Potraktowałem to jako komplement – w końcu nie codziennie dowiadujesz się, że jesteś seksowny. Złożyłem na jego wargach soczysty pocałunek i sturlałem się z jego ciała, ku zasmuceniu obydwóch stron.
- Masz nieziemski tyłek – oświadczył, po raz ostatni ściskając wspomnianą część ciała zanim jego ręce zniknęły. – Pomiziajmy się jeszcze trochę – poprosił, patrząc na mnie filuternie.
- Nie boli cię głowa? – spytałem, przygryzając wargę kiedy wdrapał się na moje ciało. Nasze rozpalone skóry się zetknęły. – Śniadanie jest w kuchni i jeśli zaraz…
Reszta moich słów została stłumiona przez brutalny pocałunek wyciśnięty na moich wargach. Jęknąłem w jego usta, instynktownie owijając nogi wokół bioder chłopaka. Rzadko zdarzało nam się całować, a tym bardziej pieścić w ten sposób, ale ogólnie czasem lubiliśmy okazać sobie czułość w całkiem inny sposób niż robili to normalni przyjaciele.
Już miałem wsunąć język do jego ust kiedy nagle rozbrzmiało głośne pukanie do drzwi. Z jękiem zawodu odkleiłem się od warg Nialla, mrucząc groźnie pod nosem. Przyjaciel westchnął, zapewne zawiedzony, że nam przerwano, i już pochylał się po następną porcję pocałunków, gdy pukanie ponowiło się.
- To Danielle – westchnąłem, decydując, że najwyższy czas zejść z łóżka, jeżeli nie chciałabym, aby między nami doszło do czegoś więcej.
- Danielle? – mruknął.
- Obiecałem jej, że pójdę z nią na zakupy. Musi znaleźć sobie sukienkę na sylwestra – sprostowałem. Z niezadowoleniem wysunąłem się spod jego ciepłego ciała, próbując ukryć wybrzuszenie w bieliźnie, z dość marnymi skutkami. – A ty ogarnij się i wstań, bo śniadanie wystygnie – rzuciłem jeszcze, wychodząc z jego pokoju.
Przeszedłem przez mieszkanie do drzwi, nie kłopocząc z ubraniem czegokolwiek. Danielle widziała mnie już w wielu sytuacjach po obściskiwaniu, więc stwierdziłem, że jeszcze jeden obrazek jej nie zaszkodzi. Przekręciłem klucz w drzwiach i cicho pogwizdując wesołą melodię nacisnąłem na klamkę.
Nie byłem przygotowany na widok, który zastałem. W tamtej chwili miałem jedynie ochotę zapaść się pod ziemię i zacząć gwizdać marsz żałobny. Bo w progu wcale nie stała Danielle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz