*A może wtedy, gdy pragnąłem zostać z nim na zawsze?
14 grudnia
Kartka papieru z nabazgranym zdaniem. Niby nie dużo, prawda? W końcu papier jest bardzo podatny na zniszczenia; wystarczy chwila nieuwagi i już można go podrzeć albo pognieść. Nikt nie przykłada żadnej wagi do tego, co papier może zrobić w życiu człowieka, jeżeli ktoś napisze na nim dwa marne zdania, które sprawią, że ten ktoś uśmiechnie się do skrawka i jego dzień od razu stanie się lepszy.
Jesteś najsłodszą istotką na świecie.
Przejechałem opuszkami palców po tych słowach, chłonąc je każdą możliwą komórką ciała. Fakt, że on, że Harry, napisał do mnie pieprzony liścik niewiarygodnie działał na moją wyobraźnię. W czasie drogi do domu przed oczami miałem obraz nas, stojących pod jemiołą i całujących się, jakby nic innego się nie liczyło. Przez to o mało nie spowodowałem wypadku samochodowego i dostałem reprymendę od Danielle, ale gdy tylko przekroczyłem próg mieszkania, położyłem się na kanapie, z miałczącym Bu, pozwalając sobie odpłynąć do świata fantazji.
Potem, jak w transie, poszedłem do kuchni, wyjąłem z szuflady kartkę papieru i, trzymając kartkę przy samym nosie i wdychając cudowny zapach cytrusów, mięty i cynamonu, napisałem ten wiersz, sam nie mogąc się nadziwić, że zrobiłem to tylko wąchając jakąś kartkę papieru. Cud, że zachowała jeszcze jego zapach, bo gdyby nie to, nadal nie ruszyłbym z moją pracą na zajęcia.
Westchnąłem i złożyłem kartkę – zarówno list, jak i tą z wierszem – na pół, wkładając do kieszeni spodni. Wstałem od stolika i podszedłem do blatu, wyciągając z półki nad nim opakowanie z gorącą czekoladą.
Gotując mleko w rondlu pierwszy raz od kilku godzin zastanowiłem się co w ogóle miał znaczyć ten list. Co jeżeli był tylko jakimś głupim żartem, żeby ponabijać się z mojej fascynacji Harrym? Dziwna była świadomość znania jego imienia. Teraz nie mogłem już dłużej nazywać go bezimiennym. Dodatkowo głowiłem się nad tym skąd on znał moje imię; być może przysłuchiwał się czasem uważniej rozmową Nialla i Zayna i przez przypadek usłyszał moje imię? Ale nawet jeśli to po co trudził się z jego zapamiętaniem?
Może ja też jakoś na niego wpływałem? Tak jak on na mnie?
Myśląc tak intensywnie nie zauważyłem, że mleko zaczęło wykipieć z garnka i właśnie rozlewało się po płycie kuchennej. Szybko zdjąłem rondel z ognia i odstawiłem na wcześniej przygotowaną podstawkę, biorąc ze zlewu szmatkę i wycierając bałagan w postaci rozlanego mleka. Bu przypatrywał się moim poczynaniom siedząc przy nodze od stołu. Wsypałem do mojego kubka z kupidynem, który dostałem od Nialla na walentynki, dwie łyżki czekolady w proszku i zalałem gorącym mlekiem.
Dziwnie przyrządzało mi się napój bez Nialla. Brakowało mi jego pomruków, gdy wsadzał łyżkę ze słodkim proszkiem czekolady do ust i twierdził, że powinno się ją jeść w ten sposób albo kiedy śmiał się ze mnie, bo nie potrafiłem przelać mleka z rondla do kubków. Ale wybaczyłem mu to – w końcu miał pracę i chciał zacząć jakoś zarabiać, więc nie mogłem go powstrzymać.
Właśnie. Miał pracę. Tę samą, którą miał Harry.
Nawet wymawiając te imię tylko w myślach poczułem przyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Imiona mają jakąś dziwną moc, prawda? Uśmiechnąłem się pod nosem, przypominając sobie słowa Nialla, gdy wyjaśniałem mu moc zawartą w imionach: „masz rację, Loueh. Gdyby nie one nie wiedzielibyśmy co krzyczeć podczas orgazmu”. Nie spodziewałem się takich słów, a moją reakcją było upuszczenie swojej komórki, która, mając już swoje lata, roztrzaskała się i byłem zmuszony kupić nową.
Pokręciłem z rozbawieniem głową, przypominając sobie tą chwilę. Naprawdę brakowało mi towarzystwa przyjaciela, choć dobrze wiedziałem, że zaledwie za niecałe dwie godziny przyjdzie z pracy i wtedy będę mógł z nim pogadać. Z tą pozytywną myślą wziąłem kubek z gorącą czekoladą i przeszedłem do salonu, zakopując się pod kocem i sięgając po książkę, którą musiałem przeczytać na zajęcia.
Już po niecałych trzydziestu minutach zrozumiałem, że z moich planów nic nie wyjdzie. Literki w książce nie chciały ze mną współpracować i zamiast układać się w składne zdania przyjmowały postać loków i pięknej twarzy, która od kilku dni sprawiała, że moje serce biło szybciej.
Nagle byłam aż nadto świadomy liściku spoczywającego spokojnie w mojej kieszeni. Wsunąłem jedną rękę pod koc i powędrowałem nią w stronę miejsca, gdzie ukryłem papier. Gdy zetknąłem się z fakturą mimowolnie przymknąłem oczy i odchyliłem się na swoim miejscu. Świadomość, że jego dłonie trzymały ten mały kawałek papieru sprawiła, że westchnąłem głęboko wyobrażając sobie jego rękę delikatnie pieszczącą moją. Uczucie było niesamowite. Mocniej ścisnąłem kartkę, powoli wyciągając ją z jej dotychczasowego miejsca bytu, aby ujrzała światło dzienne. Odłożyłem książkę na stolik obok kanapy uznając, że i tak nic więcej nie uda mi się przeczytać, otwierając złożony liścik. Przypatrywałem się literkom już po raz kolejny, nie mogąc pojąć, dlaczego Harry napisał coś takiego.
Harry.
Czy to możliwe, żeby zakochać się w imieniu?
Harry. Przejechałem opuszkami palców po jego imieniu na kartce, uśmiechając się, gdy poczułem przyjemne ciepło powoli obejmujące moje ciało. Zamknąłem oczy, rozkoszując się wszystkimi emocjami związanymi z tym chłopakiem. To wręcz absurdalne co ze mną wyprawiał, ale w pełni świadomości oddawałem się temu, biorąc wielkimi garściami.
Westchnąłem, chowając list z powrotem do kieszeni i otwierając oczy. Magiczny moment minął, ale widziałem, że jeszcze będzie mnóstwo okazji do myślenia o nim. Wygrzebałem się spod koca i rozglądnąłem się po salonie w poszukiwaniu Bu. Skubany lubił czasami uciekać, więc gdy tylko traciłem go z oczu zaczynałem panikować. Może był kotem, ale przez te dwa lata odkąd mieszkał ze mną i Niallem zdążyłem go pokochać.
Po zlokalizowaniu rudzielca zaniosłem kubek po gorącej czekoladzie do kuchni, dokładnie go myjąc jednocześnie pragnąc w jakikolwiek sposób zająć pozostały czas do przyjścia Nialla. W między czasie włączyłem radio, co nie było zbyt dobrym pomysłem, bo akurat puszczali jakieś kawałki o nieszczęśliwej miłości i nieodwzajemnionym uczuciu.
Z warknięciem wyłączyłem radio. Naprawdę nie mogli puścić innych piosenek? Na przykład o przeżywaniu świąt? Zrezygnowany uczepiłem się ostatniej deski ratunku, siadając przez laptopem i otwierając dokument tekstowy, aby dokończyć artykuł, który miałem oddać do redakcji w następnym tygodniu. Wzdychając do ekranu skupiłem się na pisaniu o zbliżających się świętach i różnych obyczajach – prawdopodobnie najlepszy temat jaki mogłem dostać. Z resztą sam go zaproponowałem, a szef jedynie zlecił mi jego wykonanie, więc potulnie zająłem się swoją robotą.
Praca naprawdę mnie pochłonęła, i gdy rozległ się trzask drzwi podskoczyłem na swoim miejscu, zupełnie tracąc poczucie czasu. Zerknąłem przez ramię i dostrzegłem uśmiechającego się Nialla.
- Niall! – wykrzyknąłem, zrywając się z krzesła i w błyskawicznym tempie dobiegłem do przyjaciela, rzucając mu się na szyję. Mocno go pocałowałem, przylegając do jego szczupłego ciała. – Niall, tęskniłem!
Być może przesadziłem z moją reakcją, ale przez ten czas naprawdę się za nim stęskniłem. Niall jedynie zaśmiał się i owinął ramiona wokół mojej talii, składając czułego buziaka na moim policzku. Klepnął mnie w pośladek, na co pisnąłem, ale, o dziwo, nie zarumieniłem się na ten gest. Dzisiaj naprawdę przechodziłem samego siebie.
- Też za tobą tęskniłem Loueh – mruknął, mocniej przytulając mnie do siebie. – Ale to nie znaczy, że tak łatwo unikniesz wyjaśnień odnośnie Harry’ego – dodał od razu przechodząc do tematu, i uniósł jedną brew, gdy szybko spuściłem wzrok. Ujął mój podbródek i zmusił do spojrzenia w swoje oczy. – Lou, zrozum, jestem twoim przyjacielem i po prostu chce wiedzieć… co do niego czujesz.
Przygryzłem wargę, zaciskając dłonie na jego koszulce.
- On jest moją inspiracją… - bąknąłem. – I ja… no cóż, chciałbym go poznać – wyznałem, w końcu dając sobie spokój z tłumieniem uczucia.
Przyjaciel poklepał mnie po policzku i pociągnął w stronę swojego pokoju. Zdziwiłem się, bo zwykle siadaliśmy na kanapie – to stało się niemalże naszym nawykiem; zawsze pierwszą rzeczą jaką robiliśmy było udanie się do salonu. Nie skomentowałem jednak jego wyboru.
Niall otworzył drzwi sypialni i wszedł do środka, popychając mnie na swoje łóżko. Zatopiłem się w miękkim materacu i stosie poduszek, a chłopak wśliznął się na miejsce obok mnie. Zamruczał cicho, składając pocałunek na mojej szyi. Sapnąłem na ten gest – Niall rzadko kiedy mi to robił.
- Harry to fajny chłopak – powiedział, wsuwając dłoń pod mój sweter i kreśląc palcami abstrakcyjne wzory na skórze. Katem oka dostrzegłem jakiś ruch przy drzwiach, a chwilę potem Bu wskoczył na łóżko. Niall fuknął i próbował go jakoś strącić. W końcu, po wielu próbach, udało mu się zrzucić kota z łóżka, co ten skomentował fuknięciem i, kręcąc tyłkiem, wyszedł z pokoju. – Jak ty go możesz znosić, Lou? – mruknął w moją szyję, na której po chwili poczułem jego ciepły oddech. – Wracając do tematu Harry’ego – podjął przerwany wątek – chyba wpadłeś mu w oko, wiesz? – zachichotał. – Dzisiaj po twoim wyjściu cały czas się o ciebie pytał – dodał Niall. – Wiesz, nie miałem tego mówić, ale nikt nie musi się o tym dowiedzieć.
Przewróciłem oczami, delikatnie odsuwając jego twarz od mojej szyi, która nagle stała się dziwnie wrażliwa. Niall jedynie prychnął, zarzucając nogę na moje biodro.
- No, to teraz opowiedz mi o tym jak pierwszy raz go zobaczyłeś.
Nie musiał powtarzać dwa razy. Uwielbiałem myślami powracać do tego wydarzenia, ciesząc się każdą chwilą spędzoną nad kontemplacjami o Harrym. Niall z uśmiechem słuchał mojej opowieści o tym jak zobaczyłem Harry’ego w kawiarni i od razu wiedziałem, że znalazłem moją inspirację. W zasadzie jeszcze nikomu nie opowiedziałem tej historii, ale poczułem się lżej na duszy, gdy w końcu ją zakończyłem, obserwując reakcję Nialla.
- Pieprzony kupidyn zajebał ci strzałką w słodką dupcie – podsumował krótko, ściskając moje pośladki. Pisnąłem i spróbowałem się wyrwać z jego uścisku, ale jedynie spadłem z łóżka, wywołując wybuch śmiechu. – Myślałem, że uodporniłeś się na przekleństwa.
- Wciąż się przyzwyczajam – burknąłem, pocierając bolący tyłek i plecy. – Co nie znaczy, że musisz od razu kląć w tak dużej mierze.
Przyjaciel przewrócił oczami i zeskoczył z łóżka, rozprostowując kości.
- Chodźmy do Liberty – zaproponował, zerkając na mnie przez ramię. – To był okropny tydzień i potrzebuję jego dobrego zakończenia – wyjaśnił, sięgając do komody po koszulę. - Poza tym jest piątek!
Liberty był klubem dla gejów, który mieścił się na rogu i był oddalony od naszego mieszkania o jakieś dziesięć minut. Chodziliśmy tam z Niallem kilka razy na miesiąc, ku mojej wielkiej udręce. Niall czuł się tam aż za dobrze – ewidentnie towarzystwo mężczyzn mu dopowiadało. Swobodnie poruszał się pomiędzy półnagimi ciałami, co chwilę zmieniając partnera, a ja siedziałem cichutko przy stoliku i tylko patrzyłem.
- Niall, nie sądze, żeby to był dobry po…
- Daj spokój, Lou – przerwał mi, szybko wciągając na swoje ciało koszulę. – Musisz się zabawić. Kto wie, może znajdziesz dzisiaj kogoś dla siebie?
Prychnąłem.
- Mówisz o tym tak jakbym miał tam znaleźć swoją zabawkę – stwierdziłem.
Niall uśmiechnął się pod nosem i puścił mi oczko.
- Takie jest główne założenie klubów, Loueh.
~*~
Niecałą godzinę później staliśmy przed klubem Liberty, w otoczeniu napalonych homoseksualistów, którzy tłumnie pchali się do wejścia. Ochroniarz stały przy drzwiach, sprawdzając dokumenty. Niall puścił mi oczko i pokazał sfałszowane dowody osobiste; ochroniarz przyjrzał nam się, a potem bez słowa pozwolił wejść do zatłoczonego klubu.
- Szybko poszło – stwierdził Niall, chwytając mnie za rękę i zaciągnął do środka.
Muzyka dudniła i wydawałoby się, że z każdym mocniejszym uderzeniem basów budynkiem co chwila wstrząsa uderzenie. Nie widziałem żadnej przyjemności w siedzeniu przy stoliku, będąc otoczonym przez ocierające się o siebie osoby i muzyki niemalże rozrywającej błonę bębenkową, ale zignorowałem to wszystko i skierowałem się do jednego ze stolików oddalonych jak najdalej od parkietu.
- Pójdę po drinki! – Niall starał się przekrzyczeć muzykę, nachylając się w moją stronę. Już chciałem powiedzieć, że nie mam dzisiaj ochoty na picie, ale stwierdziłem, że ten tydzień był również dla mnie pełen niespodzianek i nie zaszkodzi zakończyć go paroma procentami.
Skinąłem głową, na co Niall zareagował szerokim uśmiechem. Cmoknął mnie w policzek i odwrócił się, przeciskając w stronę baru. Ubrał się dzisiaj dość… cóż, dość gorąco. Miał obcisłe spodnie, opinające jego pośladki we właściwych miejscach, i przylegającą do ciała białą koszulkę. Od zawsze wiedziałem, że mój przyjaciel jest niesamowicie seksowny jednak dzisiaj przeszedł samego siebie.
W czasie nieobecności Nialla dostałem trzy propozycje seksualne, które z uśmiechem i rumieńcem odprawiłem, oraz dwa spojrzenia mówiące o tym, że najchętniej ich właściciel oparłby mnie o stolik i przeleciał na oczach wszystkich, zapewniając darmowe widowisko. Nienawidziłem tego w wypadach do klubu – niektórzy mężczyźni potrafili być naprawdę bezwstydni.
- Nareszcie! – pisnąłem, gdy Niall zjawił się przy stoliku z czterema szklankami niebieskiego napoju. – Jeszcze chwila i przysięgam, że bym stąd wyszedł!
Przyjaciel posłał mi przepraszające, ale za to pełne rozbawienia, spojrzenie i usiadł obok. Podsunął mi szklankę pod sam nos. Zakręciło mi się w głowie od zapachu alkoholu, ale potulnie wziąłem od niego naczynie i przystawiłem do warg, na próbę mocząc je w płynie.
- Rozluźnij się – powiedział Niall. Ledwo dosłyszałem jego słowa w głośnym dudnieniu. – Należy ci się, Lou. Po prostu wypij i się nie przejmuj.
Z wahaniem wykonałem jego sugestie. Przechyliłem szklankę, a płyn podążył w dół mojego gardła, paląc je ogniem. Zakrztusiłem się, co Niall skomentował śmiechem i swoim „nie potrafisz dobrze pić, Loueh!”. Posłałem mu mordercze spojrzenie i wziąłem drugą szklankę, tym razem powstrzymując krztuszenie i przełykając wszystko z grymasem. Niall poklepał mnie po ramieniu i sam wypił swoje.
Już po dwóch kolejkach zaczęło mi szumieć. Nigdy nie miałem mocnej głowy do alkoholu, być może dlatego, że piłem rzadko, więc kiedy Niall podsuwał mi kolejną szklankę z płynem, grzecznie odmówiłem. Przyjaciel burknął coś pod nosem, zapewne kolejny komentarz o mojej słabej głowie, i wypił za mnie.
- Ten facet gapi się na ciebie – mruknął pijackim głosem do mojego ucha, wskazując na wielkiego mężczyznę stojącego nieopodal i przypatrującego mi się z oddali. Gdy przeniosłem swój wzrok na niego oblizał usta wywołują tym u mnie jęk obrzydzenia.
- Nigdy, Niall – bąknąłem, próbując sprawić, aby mój głos nie wyjawił, że ja także byłem trochę wstawiony. – Już wolałbym ciebie.
Niall zachichotał i dla zabawy przygryzł płatek mojego ucha.
- Dobry wybór, Loueh… - stwierdził. – Ale zobacz na tego faceta po twojej prawej – poprosił, więc wykonałem polecenie. Przygryzłem wargę, gdy dostrzegłem mężczyznę, mniej więcej w moim wieku, który prowokacyjnie wyginał się na parkiecie w rytm muzyki, całą uwagę klubowiczów skupiając na swojej osobie. Raz za razem ukradkiem patrzył w moim kierunku. – Powiedz szczerze: wziąłbyś go do łóżka?
Zakrztusiłem się własną śliną. Niall poklepał mnie po plecach, chichocząc cicho pod nosem swoim pijackim śmiechem.
- Odpowiedz, Loueh – poprosił.
Przygryzłem wargę, od niechcenia zerkając na wskazanego mężczyznę.
- Tak – odpowiedziałem.
Miałem nadzieję, że w zgiełku muzyki Niall nie usłyszał odpowiedzi, ale moje przypuszczenia zostały rozwiane, bo przyjaciel przeniósł swoją dłoń na moje udo, sunąc po nim powoli.
- Idź do niego – polecił. Czułem od niego cierpką woń alkoholu. – Powiedz mu, że chcesz go przelecieć, Lou – dodał, zaciskając palce na szwie moich spodni. Pokręciłem przecząco głową. – Nie bądź dziewicą, Louis. Idź i się zabaw.
Już miałem mu powiedzieć, żeby przestał mówić mi co mam robić kiedy nagle przed oczami mignęły mi loki, a zaraz potem spotkałem w tłumie zielone oczy, które patrzyły na mnie z zaciekawieniem i rozbawieniem. Przełknąłem ślinę, na wpół pijanym umysłem przypisując loki i oczy do Harry’ego.
Nie myliłem się – zaraz po skupieniu wzroku zobaczyłem jego roześmianą twarz. Puścił mi oczko, na co się zarumieniłem. Nawet będąc pijanym gesty chłopaka, który mi się podobał, sprawiały, że się zawstydzałem. Obaliłem w tamtej chwili fakt, że alkohol dodaje pewności siebie.
Ale wtedy zauważyłem jakąś dziewczynę u jego boku – wieszającą się na jego szyi, dosłownie klejącą się do jego szczupłego ciała. Co Harry robi w klubie dla gejów? Czemu ta dziewczyna się na nim wiesza?
Coś się we mnie zagotowało – zazdrość? Wściekłość, bo ja chciałem być na jej miejscu? Zmrużyłem oczy i nagle byłem bardziej niż świadomy alkoholu krążącego w mojej krwi. Przełknąłem ślinę, strącając dłoń Nialla z mojego uda i wstając ze swojego miejsca.
- Trzymaj kciuki – powiedziałem, ale wątpiłem, aby mnie usłyszał.
Posłałem jeszcze w stronę Harry’ego kpiące spojrzenie (przynajmniej taką miałem nadzieję) i chwiejnym krokiem ruszyłem w stronę faceta, którego wskazał mi Niall. Prawdopodobnie byłem trochę bardziej pijany niż myślałem, ale to nie przeszkodziło mi dotrzeć do mężczyzny przez tłum napierających na mnie ciał. Stanąłem przed nim, posyłając mu nieśmiałe spojrzenie i uśmiechnąłem się. Odwzajemnił gest i nagle odwrócił mnie plecami do siebie, nie pozwalając dokładniej przestudiować przystojnej twarzy, przylegając klatką piersiową do mojego ciała. Pisnąłem, ale nie próbowałem się wyrwać – dotyk, którym mnie obdarzył, był cudowny: subtelny, wcale nie nachalny, coś przybliżonego do delikatnej pieszczoty kochanka. Przygryzłem wargę i oddałem się temu, zatapiając w ramionach.
To nie był pierwszy raz kiedy obcowałem z mężczyzną – kiedyś Stan niemal codziennie wyciągał mnie do klubu i serwował jeden z tych erotycznych tańców na parkiecie, żeby później zaciągnąć mnie do łazienki, żebym mu obciągnął. Na samo wspomnienie tych wydarzeń moje policzki zapłonęły i byłem wdzięczny, że mój partner tego nie widzi.
Poczułem jego ręce na swoich biodrach, popychające mnie na jego ciało. Zbytnie rozluźnienie sprawiło, że bez problemu docisnął się do mojego tyłka, a ja w tym momencie poczułem coś twardego w tym miejscu. W ułamku sekundy cały alkohol, który dzisiaj wypiłem, wyparował z mojej krwi. W mgnieniu oka wyplątałem się z jego uścisku.
Co ja, kurwa, zrobiłem?
Na drżących nogach pokonałem dystans dzielący mnie od łazienki i wpadłem tam z hukiem, zamykając się w jednej z kabin. Dlaczego to zrobiłem? Co chciałem przez to udowodnić? Przecież… to było nienormalne! Harry wszystko widział. Widział, jak tańczyłem z tym facetem.
Harry. To wszystko przez niego. Wszystko przez tego cholernego dupka.
Zsunąłem się na ziemie po ścianie, przyciągając nogi do klatki piersiowej i chowając twarz, po której zaczęły płynąć łzy. Nie mogłem się przecież rozkleić – jaki miałem powód? Że w końcu pozwoliłem sobie na chwile zapomnienia i posłuchałem Nialla? Chlipnąłem, brzegiem swetra ocierając łzy z twarzy i nagle drzwi kabiny się otworzyły. Spodziewałem się twarzy przyjaciela, który zapewne zauważył moją ucieczkę, ale zamiast niej ujrzałem loki.
Szeroko rozwarłem oczy i patrzyłem jak wchodzi do środka, zamykając za sobą drzwi. Klęknął naprzeciwko mnie, patrząc na mnie szmaragdowym spojrzeniem, i uśmiechnął się delikatnie.
- Wszystko w porządku?
To jedno zdanie sprawiło, że wszystko moje wnętrzności skręciły się wewnątrz mnie, a serce zaczęło galopować w nienaturalnie szybkim tempie. Jego głos był… cudowny. Przeciągał samogłoski w tak cholernie seksowny sposób; dodatkowo miał niską barwę, lekko ochrypłą, ale niesamowitą.
- Wszystko w porządku? – powtórzył, gdy przez dłuższy czas się nie odezwałem.
Pociągnąłem nosem, w duchu błagając, aby nie zorientował się, że płakałem. Odważyłem się spojrzeć w jego oczy i wymusić jakiś słaby uśmiech, chcąc pokazać, że czułem się dobrze, choć nie było to prawdą. Nadal widziałem go i dziewczynę wiszącą na jego ramieniu.
- Tak, wszystko okej – mruknąłem, chrząkając, gdy niespodziewanie usłyszałem w swoim głosie chrypkę.
Harry przygryzł wargę – przygryzł wargę! – i sięgnął po moją dłoń. Przez moje ciało przeszedł prąd, który był najwspanialszym uczuciem jakim do tej pory przeżyłem. Ścisnąłem jego dłoń, wpatrując się w niego z fascynacją. Zarumienił się pod wpływem mojego spojrzenia i pociągnął moją rękę, pomagając mi wstać z podłogi.
- Dzięki – mruknąłem, wygładzając mój sweter, który niespodziewanie podsunął się do góry, ukazując kawałek mojej skóry. Gdy przyłapałem Harry’ego na wpatrywaniu się w to miejsce poczułem, że moje policzki zaczynają robić się gorące.
- Niall cię szukał – powiedział Harry, uporczywie patrząc w moje oczy. – Pomogłem mu, bo nigdzie nie potrafił cię znaleźć – wyjaśnił. – Lepiej byłoby, gdybyś do niego wrócił, bo ostatnio kiedy go widziałem odchodził od zmysłów, nie mogąc ciebie znaleźć.
Przytaknąłem, stwierdzając, że usłyszałem za dużo jego głosu, bo dziwne ciepło rozlało się po moim ciele. Napięcie w kabinie było nie do wytrzymania, między mną a Harrym wręcz widać było iskry, ale żaden z nas nie wykonał pierwszego ruchu. Patrzyłem jak jego klatka piersiowa unosi się z każdym głębszym oddechem, jak jego wargi drgają, oczarowany tym ruchem. Powietrze wypełnione było jego słodkim zapachem, działającym na mnie jak narkotyk,
- Myślę, że powinienem już iść – wymamrotał cicho, spuszczając wzrok. – Ty też lepiej idź poszukać Nialla. Bóg wie do czego ludzie są zdolni po alkoholu.
Nim zdążyłem się ocknąć z otępienia, Harry już opuszczał kabinę. Chciałem się go spytać o toco robił w klubie dla gejów i lesbijek, kim była ta dziewczyna, i czy to, co zobaczył, zostanie między nami. Ale nie miałem na to wszystko czasu. Pchnąłem drzwi i zobaczyłem, że już jest przy wyjściu z toalety.
- Harry! – zawołałem, ignorując obściskujące się pary przy ścianach.
Na dźwięk swojego imienia odwrócił się i spojrzał na mnie z rumieńcem na policzkach. Przełknąłem ślinę i odepchnąłem na chwilę cała moją nieśmiałość.
- Dasz mi swój numer telefonu? – spytałem, patrząc na niego wyczekująco.
Uśmiechnął się do mnie; w jego policzkach ukazały się rozkoszne dołeczki. Odwzajemniłem uśmiech, oczekując odpowiedzi.
Ale takowa nie nastąpiła. Harry puścił do mnie oczko i wyszedł z łazienki, zostawiając mnie z własnymi myślami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz