niedziela, 23 lutego 2014

*A może wtedy, gdy dał mi kosza…?



To był najgorszy scenariusz z możliwych. Pech trzymał się mnie jak tonący deski, choć ten dzień wcale nie zapowiadał się na aż tak złe wydarzenia. Dlaczego Harry musiał akurat znaleźć się w tym samym miejscu co ja? Co jeśli ośmieszę się przed nim, bo tak przejąłem się tym spotkaniem, że postanowiłem się „odstrzelić”…?

Jednak, patrząc na to z drugiej strony, raczej nie potrafiłem doszukać się ośmieszenia w tej całej sytuacji. Czułem jedynie strach przed tym, że Harry mnie wyśmieje i powie, że to wszystko był żart.

Przerażony przeszukałem wzrokiem sklep i dostrzegłem go przy wejściu. Poczułem, jak krew odpływa z mojej twarzy, serce na moment przestaje być – nie ze względu na reakcję na jego osobę.

Bo Harry nie był sam. Obok niego szedł nieco niższy, przystojny facet, obejmujący go ramieniem w pasie i szepczący mu coś do ucha. Najgorszym ciosem dla mnie było to, że Harry jakoś nie kwapił się do tego, aby go odepchnąć – wręcz przeciwnie: lgnął do jego boku i nachylał twarz w kierunku ust drugiego. Przełknąłem ślinę, a koszulka, którą trzymałem, wypadła mi z rąk; wieszak odbił się od ziemi, powodując głuchy odgłos, a ja sam cofnąłem się do tyłu, strącając parę rzeczy z półki. Zdążyłem jedynie zarejestrować głowę Harry’ego obracającego się w tym kierunku, zanim nie zanurkowałem pomiędzy wieszaki, próbując się ukryć. Brakowało mi jeszcze tego, aby Harry mnie zauważył i pomyślał, że go śledzę.

Mimo próby zachowania harmonii ducha i spokoju, byłem na niego wściekły. Najpierw umawia się ze mną, prawie się całujemy, a kilka godzin później, jak gdyby nigdy nic, wchodzi do sklepu z facetem uwieszonym jego boku. Coś ścisnęło mnie w piersi, ponieważ widok ich razem spowodował długo skrywane pragnienie kogoś przy mnie, pragnienie, które starałem się chować po zerwaniu ze Stanem, nie chcąc, by ktoś znów skrzywdził moje serce. A Harry… znów sprawił, że stłukło się ono na kawałeczki.

Przeszedłem przez parę wieszaków, niewygodnie zgarbiony, pragnąc zostać w ukryciu. Nagle zmięta kartka papieru w tylniej kieszeni moich spodni, ten głupi wiersz, który cały czas ze sobą nosiłem, zdawała się mi niemożliwie ciążyć i parzyć. Stawałem ostrożne kroki, lawirując pomiędzy labiryntem ubrań. Chciałem jedynie dojść do Danielle i wyciągnąć ją ze sklepu. Zauważyłem ją dopiero na drugim końcu, zbyt daleko jak na obecną chwilę, przeglądającą jakieś swetry, więc szybko przeszedłem za kolejną półkę.

- Nick, zobacz jaki ładny! – zawołał Harry. Jego głos brzmiał niebezpiecznie blisko mnie. Bez zastanowienia wcisnąłem się pomiędzy jakieś koszulki, chowając się za materiałem. Harry rzeczywiście stał nieopodal, unosząc w górę sweter w kolorze czekoladowym. Facet, który z nim przyszedł, Nick, podszedł do niego i oparł głowę o jego ramię. Wszystko w moim ciele krzyczało, aby wyskoczyć spomiędzy ubrań z wieszakiem w ręce oraz zacząć okładać tą bronią tego faceta, ale powstrzymałem się i stałem tan cichutko, jedynie się przyglądając.

- Masz rację – potwierdził chłopak. – Śliczny. Bierzemy?

- Chwila, Nick – zachichotał. – Chcę jeszcze się porozglądać.

Przełknąłem ślinę, wycofując się do tyłu. Naprawdę starałem opanować łzy cisnące się do oczu, bo nie chciałem pokazać, jak bardzo mnie to boli. Nagle zdałem sobie sprawę, że Harry być może traktuje to spotkanie jako dobrą zabawę i okazję do wyśmiania mnie. Zacisnąłem ręce w pięści; już raz przeżywałem coś podobnego, nie miałem żadnego zamiaru to powtórkę.

Mimowolnie dłonie powędrowały do kieszeni spodni, wyciągając stamtąd kartkę papieru, na której napisałem wszystko co o nim myślałem. Jedyną rzeczą jaką pragnąłem wtedy zrobić, i która jako pierwsza przyszła mi do głowy, to podarcie jej na drobne kawałeczki i zakończenie tej całej farsy. Ale następnie dostrzegłem zielone spojrzenie, patrzące w kierunku półki, za którą się chowałem, i nagle cała złość ze mnie spłynęła. Próbowałem odepchnąć głęboko w umysł obraz mnie, bezwstydnie zaspokajającego się na łóżku i dochodzącego z imieniem Harry’ego na ustach, który nagle zawitał do mojej głowy. Skuliłem się, zakrywając koszulkami, i powoli wycofałem. Nie chciałem, aby Harry nakrył mnie w sklepie, co gorsza, na podglądaniu.

Bezszelestnie przeszedłem parę następnych półek dalej. Chłopak, z którym przyszedł Harry cały czas znajdował się niebezpiecznie blisko mnie, a Danielle zdawała się nie zauważać obecności mojej inspiracji, zbyt zajęta przeglądaniem coraz to dziwniejszych ubrań i butów. Miałem ochotę warknąć, ale jedynie przemknąłem pod wiszącymi ubraniami, znajdując się już coraz bliżej niej.

Brakowało mi już naprawdę niewiele; zaledwie dwa zakręty przy półce, kiedy nagle poczułem jakąś nierówność pod stopami i zachwiałem się. Próbowałem jeszcze czegoś się chwycić, ale grawitacja zwyciężyła – wypadłem spomiędzy wiszących ubrań, z przekleństwem na ustach i głośnym upadkiem. Nie zdążyłem nawet dłońmi go zamortyzować, ponieważ ściskanie wiersza w ręce było ważniejsze; nie chciałem przecież, aby dostał się w niepowołane ręce.

Jęknąłem, gdy poczułem wbijający mi się w pupę czubek czyjegoś buta. Warknąłem cicho pod nosem i, próbując złagodzić sytuację, mruknąłem ciche „przepraszam” po czym podniosłem się z ziemi.

- Szukałeś może w tych wieszakach czegoś konkretnego? – usłyszałem nad sobą głos. Ten głos, który przyszedł tutaj razem z Harrym i który miałem ochotę udusić za odbieranie mi loczka.

- Ja… umm… - mamrotałem, rumieniąc się. Cholerne rumieńce kiedyś wpędzą mnie do grobu. – Sprawdzałem czy… e… jest mój rozmiar – wymyśliłem szybko, krzywiąc się, bo nie zabrzmiało to wiarygodnie. – Wiesz… jeśli poszukasz głębiej to znajdziesz coś fajnego…

Nick, bo tak miał na imię, przyglądał mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a gdy przygryzłem wargę ze zdenerwowania, dostrzegłem dziwny błysk w jego oku. Jeszcze bardziej się zarumieniłem, spuszczając głowę i pragnąc zapaść się pod ziemię. Już pal licho, że upokorzyłem się, wypadając zza tych wieszaków, ale, Matko Boska, wypadłem zza nich prosto pod nogi „towarzysza” Harry’ego. Dzień zaczął się od upokorzenia i na upokorzeniu miał się skończyć, nieważne czy przeplatany radosnym zaproszeniem na spotkanie czy nie.

- Może masz rację – przyznał Nick.

Już miałem otwierać usta, by mu grzecznie oznajmić, że muszę uciekać, kiedy dobiegł mnie głos Harry’ego. Przerażony zanurkowałem w bok, chowając się za półką. Wiedziałem, że to nie jest najlepsza kryjówka, ale z pewnością lepsza niż nic. Usłyszałem parę słów Harry’ego skierowanych do Nicka, a następnie w biegu pokonałem dystans dzielący mnie do Danielle. Chwyciłem ją za nadgarstek, odstawiłem pełno wieszaków, które trzymała, wziąłem do rąk nasze torby z zakupów i kazałem jej się skulić.

- Louis, co, do cholery…

- Cicho! – syknąłem.

- Do diabła, co się…

- Harry. Tam. Jest – warknąłem w jej stronę, kierując się w stronę wyjścia ze sklepu. – I właśnie wpadłem pod nogi facetowi, z którym tu przyszedł, więc współpracuj i pomóż wyjść mi z tego sklepu niezauważonym przez tego cholernego chłopaka, bo inaczej przysięgam, że z naszego wspólnego spotkania nic nie będzie!

Danielle popatrzyła na mnie szeroko rozwartymi oczami i zerknęła do tyłu gdzie Harry z Nickiem zawzięcie o czymś rozmawiali, żywo gestykulując. Pisnęła, ale dała się wyprowadzić ze sklepu bez większych problemów. Gdy znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości, przystanąłem, biorąc głęboki oddech i opadłem na najbliższą ławkę. Danielle westchnęła, zajmując miejsce obok, delikatnie pocierając moją dłoń w geście podniesienia na duchu.

Nie wiedziałem co mam robić – płakać, śmiać się, zapaść pod ziemię. Powstrzymywałem rozprzestrzeniające się po moim ciele uczucie rozczarowania oraz smutku, który groził obezwładnieniem komórek. Byłem głupi myśląc, że dla Harry’ego nasza znajomość może znaczyć coś więcej, że może przerodzić się w coś znacznie większego, jeżeli tylko oboje będziemy tego chcieli.

Upokorzenie. To było dokładnie to co czułem w tamtej chwili, gdy zobaczyłem Harry’ego wchodzącego do sklepu z innym chłopakiem. Niemalże słyszałem jak moje serce roztrzaskuje się na kawałki, jak powoli bezradność rozchodzi się po moim ciele.

- Loueh – zaczęła cicho Danielle, próbując wyciągnąć mnie ze stanu totalnej katastrofy emocjonalnej. – Loueh, nic się nie stało, naprawdę.

Zgromiłem ją spojrzeniem.

- Nic się nie stało – przedrzeźniłem ją. – Dan, wpadłem pod nogi chłopakowi Harry’ego, bo bałem się, że mogą mnie zauważyć, do cholery! A poz…

- To wcale nie jest chłopak Harry’ego – wtrąciła się przyjaciółka.

- Skąd wiesz, że nim nie jest? – spytałem, marszcząc brwi.

- Skąd wiesz, że nim jest? – odbiła pałeczkę.

Wiedziałem, że chciała mi pomóc, ale nic w tamtej chwili nie potrafiło tego zrobić. Ciągle miałem przed oczami obraz Harry’ego z innym chłopakiem. Jasne, nie wiedziałem czy ze sobą chodzą – nawet nie wiedziałem czy Harry jest gejem – ale ten widok wyrył się głęboko w mojej pamięci, po raz kolejny otwierając niedawno zamknięte rany.

Westchnąłem i wziąłem nasze torby, chcąc mieć już te zakupy za sobą.



~*~



Z głośnym jękiem opadłem na sofę w salonie, kładąc się wygodnie na leżących tam poduszkach. Moim jedynym marzeniem był masaż stóp w wykonaniu Nialla i gorąca czekolada jako zadośćuczynienie za pokonany dystans w sklepach.

Danielle kazała mi przejść całe centrum handlowe, wzdłuż i wszerz, w poszukiwaniu odpowiedniej sukienki na zabawę sylwestrową oraz moje urodziny. W końcu, po dwóch godzinach poszukiwań, w końcu oznajmiła, że znalazła sukienkę swoich marzeń. Czym prędzej ją kupiliśmy, bo naprawdę miałem już dość tego całego zakupowego szału. Zdążyłem jedynie wejść do spożywczego, żeby kupić Niallowi jego ulubione mleko bananowe zanim wsiedliśmy do auta i wróciliśmy do mieszkania.

- Dziękuję, Louis! – pisnęła, skacząc na miejsce obok mnie. Pocałowała mnie w oba policzki, zostawiając na nich ślad po błyszczyku, i szeroko się uśmiechnęła. – Dziękuję, dziękuję!

- To był ostatni raz, wiesz o tym? – jęknąłem, wygodnie moszcząc się na kanapie.

- Z reguły geje uwielbiają zakupy – zauważyła Danielle, patrząc na mnie z góry.

- Jak widzisz nie jestem stereotypowym gejem – mruknąłem, zdejmując okulary i przewracając się na bok. Warknąłem, gdy poczułem włochatą przeszkodzę. – Bu, spadaj, to moja kanapa. – Dźgnąłem kota, który fuknął i przeszedł przez mój brzuch, zeskakując z kanapy.

- Po co macie tu jeszcze tego kota? – spytała, chichocząc.

- Niall go chce mieć – wymamrotałem w poduszkę.

- A ty zrobisz dla Nialla wszystko – stwierdziła.

- Wszystko – potwierdziłem i nagle zdałem sobie sprawę, że Niall nie przywitał mnie buziakiem w progu, jak to zwykł robić. Poderwałem się z kanapy, w panice rozglądając dookoła. – Niall! – krzyknąłem, stając na równe nogi.

Danielle zaśmiała się głośno i położyła rękę na moim ramieniu.

- Spokojnie, Louis – powiedziała, naciskając na mnie, abym usiadł z powrotem.

- Ale Niall… - bąknąłem nieporadnie. Dziwnie się czułem bez jego entuzjastycznego powitania i ciepłem ciała obok mnie. Poczułem jak po raz pierwszy od dłuższego czasu brakuje mi dotyku przyjaciela; zawsze witał w mnie w drzwiach. – Gdzie…?

- Może jest z Zaynem? – zasugerowała Danielle.

- Tak długo? Przecież to już prawie… sześć godzin – stwierdziłem. Czy Niall naprawdę tak długo mógł być z Zaynem? Z Zaynem a nie mną?

- Wiesz, oni są dojść dobrymi przyjaciółmi, więc mogli gdzieś wyjść albo coś w tym stylu…

- Och.

Najpierw ukłucie w sercu, gdy zobaczyłem Harry’ego z kimś innym. Teraz jeszcze większy ból, bo uświadomiłem sobie, że Niall wolał towarzystwo Zayna niż moje kiedy ja tak bardzo go potrzebowałem. Ale nie dziwiłem mu się – sam z resztą w połowie go rozumiałem. W końcu on dał mi jasno do zrozumienia co do mnie czuje, a ja wolałem zataić swoje uczucia względem niego, nie chcąc go zranić. Prędzej czy później to musiało się stać.

- Chodź, pójdziemy do ciebie – zaproponowała Danielle. – Muszę cię przygotować przed randką.

- Ja… chciałbym trochę odpocząć – skłamałem, starając się nie patrzeć jej w oczy. Nagle odeszła ode mnie ochota na cokolwiek; chciałem jedynie położyć się, zasnąć i choć na chwilę przestać myśleć o Niallu i Harrym.

- Ale musisz się przygotować przed randką! – pisnęła Danielle.

Westchnąłem.

- Wiem, Dan, ale naprawdę jestem zmęczony. Poza tym na pewno zdążę się przygotować, jest dopiero po drugiej – dodałem, patrząc na nią błagalnym wzrokiem.

Wydała z siebie jęk zawodu, ale przytaknęła i nachyliła się, żeby pocałować mnie w policzek.

- Masz ubrać te czarne obcisłe spodnie, a do tego jasnoniebieską koszulę, tą taką przylegającą, rozumiemy się? – zapytała, biorąc swoje torby i kierując się w stronę drzwi. – I nie zakładaj soczewek; chłopcy lubią inteligentnych chłopaków. Kiedyś słyszałam, że spuszczenie się na okulary świadczy o…

- Tam są drzwi – przerwałem jej, czerwony na twarzy, wskazując w stronę wcześniej wspomnianej rzeczy. – Możesz wyjść.

Danielle przewróciła oczami i puściła mi jeszcze oczko, zanim odeszła w stronę drzwi, z głośnym „miłej randki, Lou! Dużo lubrykantu!”. Opanowałem chęć odkrzyknięcia, że jest to tylko i wyłącznie przyjacielskie spotkanie, przygryzając wargę. Wziąłem głęboki oddech i ponownie rozłożyłem się na kanapie, wyjmując z kieszeni telefon. Teraz czekało mnie o wiele trudniejsze zadanie niż zakupy z Danielle – telefon do Harry’ego.

Drżącymi palcami wybrałem jego numer z, raczej skromnej, listy kontaktów. Tak, po SMS-sie, który dostałem od niego, zapisałem sobie go w kontaktach jako „Harreh”. Zrobiłem to pod wpływem chwili, całkowicie nad tym nie panując, a nie miałem serca, aby zmieniać nazwę. Poza tym cholernie im się spodobała.

Raz jeszcze wziąłem głęboki wdech i wcisnąłem zieloną słuchawkę. Serce waliło mi szybciej z każdym pojedynczym dźwiękiem sygnału oczekiwania, czułem jak moje dłonie zaczynają się pocić. Zaraz miałem usłyszeć jego głos. Wdech, wydech, wdech…

- Halo?

Powstrzymałem głośne jęknięcie oraz zignorowałem skurcz w podbrzuszu, gdy po drugiej stronie rozległ się ochrypły głos. Nie spodziewałem się aż takiej reakcji na zwykłe brzmienie jego głosu. Oddech mi przyspieszył, ogarnęło mnie pragnienie pochwycenia Harry’ego w ramiona, przyciśnięcia ust do szyi chłopaka, wyczucia szybkiego pulsu i gorącego ciała pode mną.

- Um… - bąknąłem, nie wiedząc jak zacząć. – Znaczy… Cześć.

- Cześć.

Nie sądziłem, że ta rozmowa będzie taka trudna. Przygryzłem wargę i przymknąłem oczy, próbując jakoś ogarnąć wszystkie uczucia szalejące wewnątrz mnie.

- Ja… um… dzwonię…

- Tak, zdążyłem się zorientować, że dzwonisz, Lou – odpowiedział mi Harry, a ja mimowolnie sapnąłem, gdy nazwał mnie „Lou”. Tylko Niall i Danielle tak robili. W dodatku w jego ustach zabrzmiało to jak jakaś najbardziej intymna pieszczota. Chryste, nagle chciałem znaleźć się z nim twarzą w twarz, bo sam głos mi nie wystarczał.

- Dobrze, um, dzwonię, bo chciałem ci powiedzieć… Powiedzieć… Że nie będę mógł się dzisiaj z tobą spotkać – powiedziałem na jednym wydechu, bojąc się konsekwencji wypowiedzianych słów. Po drugiej stronie słuchawki słyszałem urywany oddech i naprawdę przez jedną sekundę pomyślałem, że Harry zaraz mnie wyśmieje mówiąc, że ta randka to był tylko żart i że nie powinienem brać jej tak na serio.

- Ja… uch, w porządku, nic się nie stało – mruknął. Jego głos zadrżał ledwo słyszalnie, a ja starałem się przywołać obraz, przez który w zasadzie rezygnowałem z tego spotkania, nie chcąc mieć wyrzutów sumienia.

- Mam teraz dość sporo pracy przed zakończeniem semestru i muszę napisać zaległy artykuł do redakcji – skłamałem, starając się zignorować głosik krzyczący „nie rób tego, idioto!”.

- Nie musisz się tłumaczyć, Lou. Rozumiem. – Głos Harry’ego był przygaszony i… smutny. Cholera, mu naprawdę zależało na tym spotkaniu. Już miałem mu powiedzieć, żeby zapomniał o moich słowach i przyszedł po mnie, a potem namiętnie pocałował, wybijając z głowy idiotyczne wątpliwości, ale nie dał mi możliwości, bo oznajmił cicho: - No to… pa.

Nie.

- Przepraszam, Harreh – szepnąłem do słuchawki, gdy rozległ się w niej sygnał zakończonego połączenia. – Przepraszam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz