*Po ” przygodzie ” w łazience, Harry zaniósł zapłakanego Louis’a do swojego łóżka, gdzie przez całą praktycznie noc szlochał w jego ramię. Louis nie spodziewał się czegoś takiego, spodziewał się, że ten go wyrzuci na zbity pysk z domu albo może jeszcze wezwie policję. Zachowanie tego lokatego chłopca było ogromnym zaskoczeniem dla Louis’a.
Rano spali dosyć długo, gdy Harry pierwszy się obudził było zaskoczeniem to , że dziewczyny jeszcze nie skakały wszędzie po pokoju, by tylko przerwać im spanie, chociaż może to i dobrze , że Gemma nie widziała śpiącego brata z mężczyzną w dodatku Louis’em. Chłopak czym prędzej wygramolił się z łóżka i ubrał jakieś dresy leżące na fotelu przy oknie.
Wyszedł z swojej sypialni pozostawiając śpiącego jeszcze Louis’a samego, w końcu należy mu się jeszcze odpoczynek, bo całą praktycznie noc przepłakał. Do jego nozdrzy od razu po otwarciu drzwi dotarł zapach smażonego bekonu. Otworzył szerzej powieki, bo w końcu w domu były tylko dziewczynki. szybko pobiegł do kuchni w ogóle nie spodziewając się tego co tam może zobaczyć.
Stanął zamieszany w drzwiach kuchni, gdy przy kuchence stała dobrze znana mu osoba.
- Dzień dobry, Harry! Wujek Jacob do nas przyjechał! Na odwiedziny! - Odparła radośnie Gemma podbiegając od razu w moim kierunku. James właśnie w tej samej chwili się obrócił, uśmiechając się dokładnie tka samo jak trzy miesiące temu. Dla Harreog jeszcze, wtedy taki widok był codziennością, bo przyrządzał śniadanie dla niego i Gemmy prawie codziennie. Jacob był byłym chłopakiem Harrego, który po tym jak się dowiedział, gdzie Harry pracuje po prostu go zaczął zdradzać. Pewnego dnia mu oznajmił, że go śledził i dobrze wie, gdzie pracuje, przyznając się przy okazji do kilku razowej zdrady. Harry go nie zdradzał on po prostu musiał za coś żyć. - Nie cieszysz się? - Spytała dziewczynka, puszczając moje biodra. Przeniósł na nią swój wzrok i poczochrał jej włoski. Jacob był wysokim i bardzo dobrze zbudowanym blondynem o niebieskich oczach. Spotkał go przypadkiem biegając któregoś ranka w weekend po parku. Coś nas do siebie przyciągnęło i tak się złożyło, że umówili się na kawę, a później wszystko samo się potoczyło i się w nim zakochał.
- Dzień dobry, jestem po prostu zaskoczony, myszko. Siadaj. - Odparł najłagodniej jak tylko potrafił, by dziewczynka niczego niepokojącego nie zauważyła, po czym podszedł do Jacob. Upewnił się, że na pewno Gemma jest zajęta pochłanianiem śniadania i spiorunował go wzrokiem.
- Po co tutaj przyjechałeś? Kto w ogóle ci pozwolił tutaj wejść?! - Syknął, a Jacob się zaśmiał, machnął lekceważąco ręką nie przerywając dalszego przyrządzaniu śniadania. - Pytam się coś. - Dodał nieco ostrzej.
- Nie miałem kogo pieprzyć. - Prychnął Jacob, a Harry, gdyby nie jego siostra z pewnością uderzyłby jego głową o tą wrzucą patelnię. Pewnie Gemma go wpuściła, ale co przyjechał tutaj po, to by się nad nim poznęcać za to , że go okłamywał? On sam nie był święty i Harry wiele rzeczy mógł mu wyliczyć, w których on go okłamał.
Do kuchni wszedł Louis. Kompletnie o nim zapomniał, że w ogóle śpi jeszcze w jego łóżku. Miał na sobie swoje wcześniejsze ubranie i lekko podpuchnięte oczy od płaczu, a jego włosy stały na wszystkie możliwe boki. Widać było, że stał trochę zamieszany, gdy zobaczył stojącego przy kuchence blondyna. Harry od razu podszedł do Gemmy i uśmiechnął się lekko.
- Idź po oglądaj bajkę, dobrze? - Gemma trochę się sprzeciwiała, ale gdy Harry wypchnął ją wręcz z kuchni dała się namówić i grzecznie poszła do salonu, gdzie włączyła telewizor, bo po chwili było słychać odgłosy jakieś bajki. Jacob zmierzył Louis’a wzrokiem, a to samo zrobił ten drugi. Harry czuł się dziwnie to raczej logicznie.
- A, to kto? Twój klient? Może jemu też nie mówisz czym się zajmujesz? - Odparł z uśmiechem Jacob, odstawiając brudne naczynia do zlewu. Obrócił się w stronę zaspanego Louis’a i oparł się o stół. - Podoba ci się pieprzyć z kimś, kto pieprzy się za pieniądze? - Uniósł swoje brwi ku górze, będąc pewien, że Louis o tym kompletnie nie wie, ale widząc jego spokojną twarz nieco był zaskoczony.
- Ty to niby, kto jesteś? - Mruknął Louis, a blondyn wytarł w fartuch dłonie i podszedł blisko niego. Widać było, że zaczął się podlizywać, najwidoczniej Louis mu się spodobał.
- Jacob Mozile, miło mi poznać.Były chłopak tej dziwki. - Wyciągnął dłoń w kierunku Louis’a. Oczywiście, Harry przyglądał się cały czas tej sytuacji i właściwie nie wiedział nawet jak ma zareagować wolał zdecydowanie w tej chwili siedzieć cicho. Starszy ścisnął dłoń blondyna mocno i spojrzał w jego niebieskie tęczówki swoją intensywnością.
- Więc wydaje mi się Jacob, że jedyną dziwką w tym pomieszczeniu jesteś ty. Staje ci na mój widok, a nawet dokładnie mi się nie przyjrzałeś i w głowie z pewnością masz zboczone myśli na mój temat. Ślinisz się, a teraz błagam cię wyjdź stąd, bo nie wydaje mi się, by Harry życzył sobie twojej wizyty w jego domu w innym przypadku będę musiał użyć siły. Wiesz, gdzie są drzwi. - Odparł spokojnie Louis, a Harry słysząc jego słowa zdusił w sobie śmiech i spojrzał na kroczę Jacoba. Naprawdę mu stał. Chwilę później speszony mężczyzna wybiegł z kuchni Harrego nawet nie zostawiając fartucha, którego miał na sobie ubrany.
Harry podszedł do Louis’a i się zaśmiał. Delikatnie objął go w pasie i przytulił do siebie, zamykając powieki. Odetchnął kilka razy głęboko, po czym uniósł głowę, by spojrzeć w jego tęczówki, które przyglądały mu się przez cały czas.
- Dziękuje. - Wyszeptał z nikłym uśmiechem na twarzy, a Louis odwzajemnił uśmiech. Wszedł na stopy Harrego, by znaleźć się jeszcze bliżej niego i wyżej, a po chwili ucałował delikatnie jego usta. Pokręcił swoją głową i wtulił się w lokatego.
- To ja dziękuje. - Odparł, mocno przyciskając ciało Harrego do siebie.
**-**
Kilka dni później Louis poszedł razem z Harrym na spotkanie do psychologa. Okazało się, że musi wyjechać na kilka tygodni z miasta, a Harry nie może z nim jechać. Jeżeli chciał przestać być taki w stosunku do Harrego musiał się leczyć. Nie miał innego wyjścia. Miał jakieś zaburzenia, ale z pewnością jak tylko odpocznie lekarze mówią, że to na pewno minie.
Harremu było przykro, że nie może jechać z Louis’em i z pewnością będzie za nim tęsknił. Gdy przyszła pora rozstania się było mu naprawdę ciężko i nie wiedział co ma powiedzieć. Co Louis.. wyzdrowiejesz i będzie wszystko okej? super? Wziął głęboki wdech i wtulił się mocno do chłopaka. Stali przed domem Harrego. W środku samochodu siedzieli rodzice Louis’a czekając na niego. Była to wigilia.
Louis ciężko westchnął, a po obu ich policzkach spłynęły krople łez. Przez to wszystko, co razem przeszli to z pewnością Harry będzie tęsknił za nim, a oczywiście Louis również. Louis go kochał.. Harry też coś czuł do Louis’a. Pomyślcie jak dwie kochające siebie osoby muszą opuścić się na kilka tygodni. W dodatku Harry nie ma pojęcia, gdzie Louis jedzie i nie może go odwiedzać. To chore, ale tak właśnie rozkazał lekarz, że, jeżeli nie będzie widział Harrego przez cały ten czas to tylko przyśpieszy jego terapię.
- Będziesz na mnie czekał? - Wyszeptał w włosy Harrego. Chłopak uniósł swoją głowę, by spojrzeć w jego załzawione niebieskie tęczówki. Harry wybuchnął ponownie płaczem. Pokiwał twierdząco swoją głową, po czym złożył na jego drżących ustach krótki pocałunek. Louis sprawił mu wiele przykrości, ale teraz po prostu nie chciał tego, by go zostawił. - Do zobaczenia. - Szepnął, a po chwili Harry mógł poczuć pustkę. Nie było obok niego nikogo, samochód odjeżdżał.
Nikt się nie spodziewał, że 3 miesiące zamienią się w 3 lata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz