niedziela, 23 lutego 2014

*Nowy Jork,

Miejsce w którym będzie wystarczająca odległość między Zaynem i Louisem. Miejsce wybrane przez Zayna do uczicki ze swojej pracy. Pracy, z której ostatecznie zrezygnował, gdy zdał sobie sprawę, że zakochał się w swoim panu, który niestety, nigdy, przenigdy nie odwzajemni jego uczuć. Nowy Jork jest zdecydowanie miejscem dla niego – miejscem, gdzie może być po prostu Zaynem z normalną pracą, żyjącego normalnym życiem.

Jedyną rzeczą jest to, że Zayn nie jest w pobliżu Nowego Jorku. Nie był nawet na lotnisku Heathrow i nie udało mu się kupić biletu. Miał wystarczająco pieniędzy i odwagi, żeby to zrobić, ale taki nie był plan. Zamiast tego, wciąż taksówkę tej nocy i ruszył na północ, jadąc prosto do swojego rodzinnego miasta – Bradford.

Udało mu się znaleźć przyzwoite mieszkanie w kilka godzin. Było wystarczające, żeby mieć piętrowe łóżko, niewielką łazienkę i jedną kanapę, na której zmieściłby się wtedy, gdy jego łóżko były skrzypiące i irytujące przez co nie mógł spać. Dzień po tym, dostał pracę jako początkujący barman w pobliskim barze, a właściciel nawet nie pytał o jego umiejętności i przyjął go niezwłocznie, ‘ponieważ wie, że Zayn przyciągnie wiele klientów, mężczyzn i kobiet’, cokolwiek to znaczyło, Zayn nie pytał tak długo, jak miał tą pracę.

I tak minęły dwa miesiące.

Dwa miesiące, odkąd opuścił pałac, kłamiąc o realizacji swojego marzenia – studiowania i zostania nauczycielem oraz dostania się prosto do Nowego Jorku. Cóż, może to nie wszystko było kłamstwem. Może nie był w Nowym Jorku, ale o nie znaczyło, że nie będzie podążał za marzeniem, o którym nikomu nie powiedział wcześniej. Zawsze zastanawiał się, czy to zaskoczyłoby Louisa, gdyby dowiedział się o tym, czego naprawdę chciał Zayn. Potem ponownie, czy Louis w ogóle się tym przejmował? Czy martwił się tym, że wyjechał? Zastanawiał się co teraz robi, gdzie jest – Czy próbował go szukać?

Zayn wiedział, że odpowiedź była jedna – wielkie nie. Znowu to robi – te głupie, pełne nadziei marzenie, że Louisa chociaż trochę to obchodziło. Czuł ból, gdy Zayn go zostawił albo odeszło to w momencie, gdy odszedł? Czy wstawał w nocy i czuł tą bolesną tęsknotę do kogoś, kto nigdy nie będzie jego? Albo może jest zbyt zajęty pieprzeniem – albo byciem pieprzonym przez kogoś innego, nawet myśląc o tym, teraz, kiedy jest znowu kawalerem, kiedy ich przygotowania do ślubu się rozpadły dwa tygodnie po tym jak Zayn odszedł.

Wtedy Zayn był tak szczęśliwy, że myślał o powrocie do pałacu, tylko po to, żeby uświadomić sobie czy Louis jest z lub bez Eleanor. Nic by się nie zmieniło między tą dwójką.

Myśląc o tych wszystkich rzeczach było wystarczające, żeby poczuł się smutny, zły i rozczarowany sobą w tym samym czasie. To jest czas, kiedy myśli o wszystkich rzeczach, których już nie ma. Jeśli byłoby lepiej, gdyby powiedziałby Louisowi o swoich uczuciach zamiast uciekać jak pieprzony kurczak bez głowy, bo był zbyt przerażony oddalić się albo jeśli tak byłoby lepiej, zostać nieco dłużej, wtedy Louis może też poczułby coś do niego.

Prychnął. Zayn pokręcił żałośnie głową i wziął szybki łyk rumu, czując palenie oraz smak karmelu płynący przez jego gardło. Praca w barze ma swoje przywileje, w tym bezpłatne, gówniane trunki, którymi mógł napić się po zmianie. Westchnął, mamrocząc przekleństwa w powietrzu, co sprawiało, że jego żołądek skręcał się.

Był w jakiegoś rodzaju dziurze, mając to głupie uczucie, że to nigdy go nie opuści, również te niekończące się myśli o Louisie. O tym jak miał złamane serce, z powodu związku, który uważał, że zadziała. O tym, że pośród tak wielkiej ilości ludzi w których mógł się zakochać, zakończyć zakochując się w kimś, kogo on nie obchodził.

A jednak biorąc pod uwagę te wszystkie uczucia – te żałosne uczucia – Zayn nigdy nie mógł obwiniać, albo być złym na Louisa. Podobne myślenie rani Zayna bardziej. Zawsze wiedział, że na końcu to i tak będzie jego wina. Wiedział w co się pakuje, w chwili gdy przekroczył bramę pałacu. Dostał te wszystkie ostrzeżenia, od współpracowników, od Harry’ego, nawet od Nialla, który dał mu bardzo proste porady na temat swojego przyjaciela. Jego droga została złożona przed nim, a jednak wybrał inną, tą z uderzeniami, cierniami i płomieniami.

Zignorował te wszystkie ostrzeżenia, jakby żadne z nich nie były prawdą i przekonywał siebie, że zna Louisa lepiej niż inni. Ale na końcu, gdy patrzał wstecz na wszystko co się stało – był tym, który nie znał Louisa w ogóle. Był jego lokajem, niczym więcej. Nawet te cholerne wino, ale sen, albo dystans – bez względu na to jak daleko są od siebie – nie sprawiło, że o tym zapomniał.

XXX

Louis spoglądał na trzy zdjęcia przed sobą. Wydął wargi, spojrzał na człowieka przed sobą, wyglądającego na bardzo zadowolonego z siebie. Wywracając oczami, Louis przeniósł się na swoje miejsce, pochylając się i patrząc z niedowierzeniem na każde zdjęcie. To nie może być prawda, powiedział sobie, zaciskając palce na krawędzi stołu.

Minęły dwa miesiące, odkąd Zayn opuścił pałac bez słowa. Liam wspominał, że Zayn chciał zostać nauczycielem sztuki, więc pojechał do Nowego Jorku. To było ciężki cios dla Louisa, tak jakby uderzył go sam Zayn, ale go tu nie było. I mimo to czuł chęć podążenia za Zaynem, wiedział że nie powinien.

To było coś, czego nie powinien zabrać Zaynowi. Miał już z nim zbyt wiele problemów. Ale zranił Zayna i namieszał w swoich uczuciach – miał pełne prawo do ucieczki. A przede wszystkim, boi się zobaczyć, jak Zayn nienawidzi go, jak jego oczy, które patrzały na niego z czułością, będą ciemne i pełne gniewu. I nawet jeśli dostałby szansę, żeby to wyjaśnić, Louis mógł równie dobrze wyciąć sobie język.

Więc co mają oznaczać te zdjęcia? Widzi Zayna na każdym z nich, dwa z nich są niewyraźne, a oceniając po ich wyglądzie, zakłada, że jest to bar.

Na pierwszym zdjęciu widnieje Zayn nalewający komuś kufel, a inne pokazuje jak Zayn wyciera stoły. Ostatnie sprawia, że Louis nie mogę oddychać. Tak trudno uwierzyć, że ta osoba to jego lokaj. Quiff Zayna został zastąpiony przez grube, bardzo niechlujne włosy. Miał też zarost na twarzy, coś co Louis nigdy nie myślał, że będzie wyglądało naprawdę gorąco i dobrze na Zaynie. Ale zamiast widząc go w zwykłym czarnym płaszczu, Zayn nosi dopasowaną koszulę i wytarte dżinsy. Wygląda zupełnie inaczej, ale wciąż atrakcyjnie. Louis spędziłby godziny podziwiając to zdjęcie, jeśli nie byłby dręczony przez coś innego.

- Jakiś czas temu mówiłeś, że zrobiłeś te zdjęcia, ale nie w Nowym Jorku. Gdzie dokładnie?

Mężczyzna, w końcu szczęśliwy, że został zauważony, uśmiechnął się szeroko. – Bradford, Wasza…

- I jak dostałeś się do Bradford, kiedy prosiłem żebyś pojechał do Nowego Jorku? – przerwał mu Louis, jego brwi drgnęły, gdy pochylił się i oparł łokieć na stole. Słysząc Wasza Wysokość bez akcentu Zayna sprawiało że chciał uderzyć tego kto to mówił. Bradford, miejsce które było w jego głowie, ale nie mógł sobie przypomnieć, gdzie słyszał lub je widział.

Facet zesztywniał trochę, a potem pospiesznie wyciągnął coś ze skórzanej teczki, która ukazywała stos papierów. Ułożył te papiery tak samo jak zdjęcia, a Louis nie widział nic poza słowami i liczbami napisanych małymi czcionkami, co sprawiało, że bolała go głowa. Przesunął dłonią po papierze. – Co do cholery mam z tym zrobić?

- Wasza…

- Przestań mnie tak nazywać. – przerwał Louis, jego ręka zgniotła papier na biurku. – Po prostu powiedz mi co te papiery mają do Zayna.

Mężczyzna wziął głęboki oddech. – Tu są ostatnie doniesienia z lotniska Heathrow odnośnie odlotów do Nowego Jorku, od ostatniego miesiąca do zeszłego tygodnia. Każda osoba, która zarezerwowała lot powinna być na liście, ale nazwiska Zayna na niej nie ma.

- Co masz na myśli mówiąc że go nie ma?

- Zayn nigdy nie wyjechał do Nowego Jorku, Wasza….Przepraszam. Nie pojechał na lotnisko. Pojechał do Bradford, jego mia…

- Miasto – przerwał mu Louis, nareszcie pamiętając miejsce, w którym Zayn został wychowany. Informacje, które czytał i pamiętał, że zapamiętał je, kiedy chłopak został jego lokajem. – Ale skąd wiedziałeś, że tam jest?

Człowiek, wydawał się czekać na to pytanie, uniósł wargi i głowę w górę. – Po tym jak dałeś mi informacje o nim…Myślałem o wyjeździe do Bradford zaraz po tym, gdy dowiedziałem się, że nie ma go na liście. Miasto było łatwe do znalezienia i poszukania tam Zayna, kilka zdjęć wystarczyło, by ludzie go rozpoznali. Pracuje w barze jak barman w niepełnym wymiarze godzin – skończył, widząc, że to strzał w dziesiątkę.

- A jego studia? Myślałem… Myślałem, że studiuje? – zapytał Louis, a jego serce biło mocno w piersi. To nie nowość, że czekał, żeby to usłyszeć. Kiedy ta osoba, jakkolwiek było jej na imię, dostała zadanie znalezienia Zayna, Louis oczekiwał zobaczyć zdjęcia Zayna, który spędza dobry czas w Nowym Jorku w otoczeniu studentów, albo siedzącego samotnie w bibliotece, otoczonego książkami – to był sposób w jaki wyobrażał sobie ten raport.

Zamiast tego to było jak pieprzona rewelacja. A on nie mógł dokładnie powiedzieć tego co czuje.

- Właściciel chciał chronić chłopaka. Myślał, że chciałem przeciągnąć go do swojego biznesu, więc nie chciał podać mi żadnych informacji. Ale powiedział, że Zayn nigdy nie wspominał nic o studiach. Choć przyznał, że widział jak czyta książki o tematach takich jak teatr i scenariuszy, kiedy nie robił nic innego. Może się samokształcić.

Louis czuł jak boli go głowa – było zbyt wiele rzecz, których się dowiedział i to nie sprawiło, że czuje się lepiej. Zayn okłamał go o wyjeździe do Nowego Jorku. Nigdy nie opuścił kraju. Czy to znaczy, że poprosił Liama o kłamstwo i to, żeby wszyscy uwierzyli że jest w miejscu, gdzie nie może być znaleziony? Gdzie Louis nie ośmieli się pójść? Czy to było powodem?

Cóż, pieprzyć to. Mógł usłyszeć wyjaśnienia Zayna osobiście. Zostawienie go bez słowa było czymś, czego nie mógł zrozumieć, ale kłamanie mu? To inna sprawa. I teraz, Louis nie jest w nastroju do myślenia o swoich działaniach. Patrzył się i uśmiechnął się do osoby, która patrzyła się na niego z ciekawością.

- Jak chcesz pomóc Księciu w jego podróży do Bradford?

XXX

Zayna obudził od dźwięków grzmotów za oknem. Otworzył oczy w czasie gdy zobaczył oślepiające błyski przed oczyma. Usiadł, zobaczył swoją górną część ciała na podłodze, a nogi na łóżku – kurwa, nawet nie pamiętał, jak dostał się bezpiecznie do domu.

Jego głowa bolała, jakby ktoś rozwiercał mu czaszkę. Na szczęście, jego poczucie równowagi wciąż działało, pozwalając mu dojść do małego gabinetu i bierze paczkę, w której przypuszczał, że znajduje się ibuprom. Jego głowa pulsowała w stałym rytmie, gdy dochodzi do szklanki wody, pijąc ją jednym haustem, mając nadzieję, że efekt będzie natychmiastowy. Spojrzał na zegarek wiszący na ścianie, który wskazywał 243. Cholera. Musi iść spać, bo jest za wcześnie na kaca.

Gdy wyszedł zza kontuara, usłyszał słabe pukanie do drzwi. Uciszył się, myśląc, że to tylko grzmi. Czekał na kolejne pukanie, a gdy nie usłyszał, odwrócił się i skierował się prosto do łóżka – kiedy usłyszał kolejne. Tym razem było wyraźniejsze i głośniejsze.

Kto pukałby do jego drzwi o tej porze? Zastanawiał się Zayn, ale cicho podszedł do drzwi. Mógł to być ktoś, kto został złapany w środku deszczu, nie znajdując innego miejsca do przeczekania. Albo mógł być to jeden z jego sąsiadów, pytając o pomoc w naprawieniu czegoś. Zayn dobrze wiedział, że wiele rzeczy w tym mieszkaniu nie są naprawdę zbudowane na burze i mocne opady deszczu.

Podszedł bliżej i Zayn usłyszał mamrotanie, co wydało mu się rozmową między dwójką osób. Zayn wziął głęboki oddech i otworzył drzwi. Jego oczy dostrzegły te znajome niebieskie oczy patrzące na niego – Louis. Cholera.

Zayn wciągnął powietrze. Jego oczy natychmiast zwróciły się w kierunku wysokiego faceta, który szedł w kierunku samochodu. Kiedy Zayn spotkał oczy Louisa ponownie, jego oddech stał się urywany, jego serce stanęło – nie był aż tak pijany, żeby wyobrażać sobie ludzi pukających do jego drzwi. To było prawdziwe. To Louis. Louis stoi przed jego progiem. Książę Louis Tomlinson jest przed nim. Jego Królewska Mość.

Co on do cholery tutaj robi?

- Więc to prawda. Naprawdę tu jesteś. – Louis mrugnął oczami, gdy krople deszczu opadły na jego brwi. Zayn miał ochotę je wytrzeć, ale był zbyt wstrząśnięty, żeby się ruszyć. – Nie jesteś w Nowym Jorku. Jesteś tutaj.

- Louis, co tutaj robisz? – zapytał Zayn, jego oczy opadły na mokrą podłogę, gdzie stał Louis. – Nie powinieneś być…

Słowa Zayna zostały przerwane, gdy Louis rzucił się na niego, a mulat uderzył plecami o ścianę. – Dlaczego mnie okłamałeś? Dlaczego tak po prostu zniknąłeś bez żadnego wyjaśnienia – nie mówiąc mi co chciałeś mi powiedzieć przez cały czas? Powinieneś powiedzieć, że kochałeś mnie od samego początku! – krzyknął Louis, zgarniając kołnierzyk Zayna w swoją pięść.

Zayn nie mógł uwierzyć w to co słyszy. To był gorsze, niż to jak wyobrażał sobie ich spotkanie. Powoli położył rękę na kostkach Louisa, odciągając jego rękę z dala od siebie. Louis poluzował uścisk i odszedł w tył, jego oczy wzbraniały się, gdy napotkały zimne oczy Zayna, patrzące na niego. – Powinienem powiedzieć, że cię kocham? – Zayn zaśmiał się bez humoru. – Co to ma znaczyć? Czy to zmieniłoby wszystko między nami, jeślibym to zrobił? Czy to próbujesz powiedzieć? Że jeśli bym powiedział, że się w tobie zakochałem, nie traktowałbyś mnie jak innych ludzi z którymi grałeś i spałeś wcześniej? Czy o to chodzi?

Louis opuścił głowę. – Zayn… Ja…Ja…

- Sprawiasz, że brzmi to tak łatwo. Myślisz, że takie jest? Myślisz, że można po prostu podejść do osoby którą kochasz i powiedzieć te trzy słowa bez obawy, że zostaną odrzucone? Od zranienia? Od nie odwzajemnienia uczucia? Chcesz, żebym uwierzył, że jeśli powiedziałbym na początku, że cię kocham, nic z tego by się nie zdarzyło?

- Nie chciałem cię zranić… - Louis spojrzał w górę, jego policzki były jasne i łzy znajdowały się w kącikach jego oczu. Sięgnął po rękę Zayna, ale chłopak cofnął ją, a Louis czuł się jakby ktoś wbił mu nóż w klatkę piersiową. I więcej, gdy zobaczył chłód w oczach Zayna, tych które patrzały na niego z troską i miłością; czuł się jakby ktoś dźgał go nożem, znowu i znowu, wciskając go głębiej.

Zayn zamknął oczy. – Oczywiście, że nie chciałeś. Jak możesz wiedzieć, że kogoś ranisz, kiedy jesteś tak zajęty zabawą? Kochasz to uczucie, prawda? Kochasz to jak czyjeś życie kręci się wokół ciebie i zrobi dla ciebie wszystko. – powiedział Zayn, starając się przekonać samego siebie, że każde słowo, które rzuca w kierunku Louisa byłoby wystarczające, żeby zabrać od niego ból. Chciał tego.

Louis ociera łzy tyłem dłoni, jego głos łamie się, gdy próbuje dobrać właściwe słowa, jak umierał, żeby powiedzieć to odkąd Zayn odszedł. – Kocham cię Zayn. Naprawdę…. Kocham cię i nie chciałem cię skrzywdzić.

Zayn spogląda w górę, biorąc kilka oddechów, gdy czuje jak łzy spływają mu po policzkach. – Boże, nie masz pojęcia jak bardzo chciałem usłyszeć te słowa Lou. – Zayn gryzie dolną wargę, czując jak jego klatka piersiowa się zaciska. – Ale teraz, gdy je naprawdę słyszę? Sam nie wiem.

Louis potrząsa głową, starając się walczyć z łzami.

- A wiesz co jest najgorsze? To, że nigdy nie mogę być na ciebie zły, bez znaczenia na to co zrobię. I za każdym razem staram się być, ale kończę na nienawidzeniu siebie, bo wiem że sam się w to wpakowałem. Wiem, kim jesteś i co robisz, a jednak przekonywałem siebie, że nie jesteś taką osobą. I wiesz na koniec dnia, wiesz co? Wciąż cię kocham. Nienawidzę siebie, bo bez znaczenia co zrobisz – nawet ożenisz się i będziesz miał dzieci, dziesięć czy dwadzieścia lat później – wiem, że będę czuł się w ten sam sposób. – Zayn przybliżył się, dystans między nimi zmalał do długość wyciągniętych ramion. – I zawsze już tak będzie.

Louis czuł gorący oddech Zayna na swoich policzkach. Drżał stojąc tam, ale nie było mowy, żeby odszedł. Jeśli to jest najbliższy sposób w jaki ma się do niego dostać, zanim to się zakończy, to niech tak będzie. Jeśli tylko czas mógłby się zatrzymać i wciąż zostaliby ja wtedy. Gdyby to się nie musiało tak skończyć.

Coś czego Louis nie oczekiwał to dotyku palców Zayna na swojej szczęce, co kazało mu spojrzeć w górę i spotkać spojrzenie Zayna. Louis czuł wilgoć na policzkach, gdy Zayn poruszał swoimi palcami, powoli pieszcząc jego skórę przesuwając się bliżej i Louis nie mógł się powstrzymać przed mocniejszym płakaniem.

- Tak mi przykro… - Szlochał Louis, jego ręce sięgnęły po kraniec koszuli Zayna. – Wiem, że to nigdy nie będzie wystarczające, ale naprawdę mi przykro. Kiedy odszedłeś, nie wiedziałem co robić, tak bardzo chciałem, żebyś wrócił. Chciałem, żebyś ponownie zapukał w moje drzwi…. Chciałem cię zobaczyć, usłyszeć twój głos, poczuć twój dotyk i pocałować cię i ja po prostu… Mam nadzieję, że nie jest za późno, żeby się z tobą pogodzić. Bo nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić… Ja nigdy….

Słowa Louisa zostały stłumione, gdy Zayn złączył ich usta razem, przyciągając do siebie ciało Louisa, dopóki ich piersi nie dotykały się. – Jeśli mówisz to, dlaczego, ze potrzebujesz mnie do…

- Nie. Nie robię tego dlatego, że chcę żebyś był moim lokajem i robił rzeczy, które chciałem, żebyś robił wcześniej… Mówię to dlatego, że tak właśnie się czuje i chcę, żebyś też to czuł. Chcę dać ci to, co ty mi zawsze dawałeś. I chcę zabrać cały ten ból… - Louis przeczesał dłonią włosy, dociskając swoje usta do Zayna. – Kocham cię Zayn…

Zayn owinął swoje ramię wokół talii Louisa, całując go powoli. Prowadzi Louisa w kierunku swojego łóżka, pozbywając się po drodze ubrań. Zayn uścisnął dłoń Lou, nawet nie chcąc, by jego ciało odsunęło się od niego nawet na odrobinę. To śmieszne, jak jego gniew po prostu zniknął, jakby nigdy go tam nie było. Mimo, że nie zadał pytania, wiedział że zawsze będzie ta sama odpowiedź. To z powodu, że to Louis.

- Zawsze chciałem, żebyś mnie lubił… - wymruczał do jego ucha Louis, jego palce zarysowały jego plecy, gdy popchnął Louisa na łóżko. – Zawsze chciałem zwrócić twoją uwagę…

Zayn pocałował szyję Louisa, a jego nogi automatycznie owinęły się o szczupłą talię Zayna. – Zawsze miałeś moją uwagę… - wyszeptał Zayn, jego ręce przesunęły się na bok jego bioder usta całowały każdy centymetr skóry, który mogły dotknąć. Louis wyrzucał biodra, gdy Zayn zaczął wkładać swoje palce w niego, jego druga ręka była usztywniona obok głowy Louisa, obserwując jak jego niebieskie oczy rozszerzają się, a jego twarz wykrzywia.

Louis odrzucił głowę do tyłu, jego oczy były otwarte, a on patrzył się na Zayna. Była tam jedna rzecz, której nie chciał widzieć wcześniej i teraz widzi ją wyraźnie – sposób w jaki patrzy na niego Zayn od samego początku, nigdy nie było inaczej. Nigdy nie patrzył na niego jakby się po prostu pieprzyli – jego oczy zawsze coś mówiły i Louis żałował, że nie widział tego wcześniej, że nie stał się bardziej świadomy, że rani Zayna. – Obiecuję, że nie zranię cię już więcej…

Zayn nic nie powiedział i po prostu pchał palce szybciej, dopóki Louis nie chwycił jego talii ciaśniej, jego słowa stały się niespójne, a oddech stał się ciężki. Zayn oglądał chłopaka uważniej – choć tyle razy widział go właśnie takiego, to było coś do czego Zayn nigdy się nie przyzwyczai. Uwielbiał jak robili tak dużą ilość różnych rzeczy, a jednak każde uczucie z tym związane było zawsze takie same. Oglądając jak jego ciało ruszało się pod nim, jak jego głos był jedyną rzeczą, którą słyszał, nawet przy głośnych grzmotach i szumu ulewnego deszczu oraz to jak jego skóra płonęła w miejscach, w których dotykał go Louis.

- Obiecaj, że mnie nie zostawisz Zayn… - Louis przygryzł brodę, jego powieki zamknęły się, gdy Louis poczuł jak Zayn wyciągnął palce, by zastąpić ją znanym, palącym rozciąganiem, przechodzącym przez cały jego system. – Obiecaj, że zostaniesz ze mną i że… że zawsze będziesz przy mnie, ach, ach proszę… musisz obiecać…

Oddech Zayna stał się cięższy, jego głowa oparła się na czole Louisa, a łokcie obok głowy. – Obiecuję…. Obiecuję, że cię nie zostawię… Obiecuję… Obiecuję, że nie ważne co się stanie, będę tam, gdzie chcesz, żebym był… - Zayn pchnął mocniej i szybciej; Louis ruszał swoim ciałem w idealnym rytmie z mulatem. – Będę po twojej stronie…

Wbijając paznokcie na plechach Zayna, plecy Louisa wyginają się w łuk, ciepło pojawia się w jego brzuchu i te intensywne uczucie, idące wraz z tym to za dużo do zniesienia. Przyciąga swoje ciało do Zayna tak blisko jak tylko może i szepcze: - Kocham cię… - gdy zaciska się wokół Zayna.

‘Kocham cię’ Zayn wypuścił powietrze z ust, jego wargi znalazły Louisa, gdy szczytował w szatynie. Uśmiechnęli się do siebie, jakby kłótnia nie istniała przed tym. Wiedzieli czego chcieli, powiedzieli to co potrzebowali powiedzieć. Ich palce splotły się między ich ciałami, oczy mogły widzieć nic innego tylko siebie nawzajem, a uśmiechy mówiły, że to jest moment w którym zawsze chcieli być.

- Czekaj, czy to znaczy, że wciąż jestem twoim lokajem i powinienem wrócić do pałacu?

- Cóż, to twój wybór. Wciąż możesz być moim lokajem w kolejnych latach, albo możesz pomóc mi rządzić Anglią, to twój wybór… - powiedział Louis, chowając twarz w zagłębieniu szyi Zayna i wyszeptał – Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć cię w moim ubraniu Z.

A Zayn nie mógł znaleźć żadnego powodu, żeby temu zaprzeczyć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz