Jest piątek wieczór, a ja wchodzę do pokoju. Hotelowy pokój nr 13 na przedmieściach Londynu. Co ja tu robię? To jest dobre pytanie, a ja naprawdę chciałbym poznać na nie odpowiedź. Naprawdę jest to dziwne miejsce dla gwiazdy popu. Nie to, że czuje się jakiś ważniejszy od połowy londyńskiego społeczeństwa, bo tak nie jest. Tyle, że naprawdę trudno nam się wyrwać gdziekolwiek bez ochrony. Z jednej strony to irytujące, bo praktycznie nie jest się samodzielnym, ale patrząc na to z drugiej strony, boje się że pewnego dnia zostanę rozszarpany na miliony kawałeczków, tylko dlatego że jestem w One Direction. Poza tym, tak Louis jesteś zajebisty.
Rozglądam się po pomieszczeniu, które świeci pustkami. Nie wygląda na takie, w którym wcześniej ktoś był. Dlatego wyciągam telefon z kieszeni i prostym ruchem odblokowuje urządzenie. Czytam sms, który mnie tu przywiódł. Wszystko się zgadza, a ja nie mam powodów do obaw, prawda? Tylko dlaczego nagle drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem?
Odwracam się, jednak nikogo tam nie dostrzegam. Wzruszam ramionami, zdejmując bluzę z ramion. Odrzucam w kąt Ray-Bany, które „pożyczyłem” od Zayna i nie mam zamiaru w najbliższym czasie ich zwrócić.
Słyszę ciche skrzypienie w szafie, a mi przed oczami staje „1408” film na podstawie książki Kinga. Śmieje się cicho, karcąc się w myślach za zbyt wybujałą wyobraźnię. Dźwięki nasilają się, a ja podchodzę do szafy. Wpatruje się w nią, jakbym po drugiej stronie miał znaleźć co najmniej wejście do Narni. Otwieram drzwi, a stamtąd wypada na mnie ciasto, które leci prosto na moją twarz. Jęczę, czując jak bita śmietana przyozdabia moje usta. Czuję wibracje w telefonie.
„Zagrajmy w grę…”
Patrzę się na telefon, tak jakbym patrzył się na idiotę. W grę? Serio?
„To proste. 5 pytań. Odpowiesz źle, rozbierasz się. Proste. Złamiesz zasady, a czeka cię kara. Ready? Steady? NOW”
Zastanawiam się, czy ktoś naprawdę jest taki nienormalny, czy to po prostu ukryta kamera.
Idę do łazienki. Wchodzę do środka. Czy w każdym pokoju jest tyle czerwonej farby? Przypuszczam że to farba, bo chyba nie krew…Prawda? PRAWDA?
Myję twarz, koncentrując się wyłącznie na umywalce. Czuję jak po plecach przebiegają mi drobne dreszcze. Strach materializuje się obok mnie, naśmiewając się ze mnie cicho. Wtóruje mu kosmata panika.
Wymacuję dłonią ręcznik i wycieram się nim. Podnoszę wzrok, a na lustrze znajduje wielkie, czerwone
„JESTEŚ NASTĘPNY”. Odskakuje od niego. Ślizgam się na wodzie, która nie wiadomo skąd wzięła się na posadzce. Upadam. Mój babski tyłek cierpi na kontakcie z twardymi kafelkami. Najszybciej jak potrafię, uciekam z pomieszczenia, ślizgając się na wodzie. Trzaskam drzwiami, opierając się o nie. Moja pierś faluje, a ja czuję, że coś jest nie w porządku. Drżącą dłonią wyjmuje telefon. Nowa wiadomość.
„Czego najbardziej potrzebujesz?”
Moje oczy są rozbiegane. Lustruje każdy skrawek pokoju, chcąc upewnić się, że jestem tu sam. Drżącymi palcami klikam na poszczególne literki.
Potrzebuję domu i bezpieczeństwa.
Tak ja Louis Tomlinson się boje. Co jeśli grasuje w pobliżu morderca, a ja już nigdy nie zobaczę uśmiechu Zayna? Co jeśli nigdy nie powiem mu, że go kocham? Nie żebym nie powiedział mu tego wcześniej. Dobra… Stchórzyłem.
- Hey Zayn – krzyknąłem do mulata, dobiegając do niego i splatając nasze palce razem.
- Co jest Lou-Lou? – zapytał, unosząc wzrok znad telefonu.
- Ja… Chciałem – jąkałem się, kreśląc kółka na jego dłoni.
- Tak?
- Ja… - podniosłem wzrok, spoglądając w jego brązowe tęczówki. – Lubię cię Zayn!
Jesteś idiotą TOMLINSON! Serio? Lubię cię?
Dostrzegłem w jego oczach coś na kształt zawodu, jednak pojawiło się to tak szybko, jak zniknęło.
- Lubię cię bardziej niż moje lustra Boo.
Jestem pierdolonym tchórzem i serio, żałuję tego! Telefon zawibrował cicho.
„Zła odpowiedź. Wiesz co masz zrobić Louis. Masz minutę”
Czy ten człowiek jest pojebany? Nie zdejmę swoich ubrań w tym pokoju. Nie, nie nie ma mowy. I co po minucie? Wpadnie drwal z siekierą i zapierdoli mnie jak sosnę w lesie?
Podchodzę do drzwi. Chwytam za klamkę, jednak one nie ustępują. Co do cholery? Próbuję jeszcze raz, jednak marny efekt. Zajebiście. Utknąłem w jakimś nawiedzonym pokoju. Dlaczego dzisiaj?
Podnoszę komórkę do ucha. Nawet nie wiem kiedy ona ląduje w drugim końcu pokoju.
Czyjeś silne ciało przyciska mnie do ściany. Zamykam na chwilę oczy.
- Mówiłem, że spotka cię kara Lou – szepcze ten głos.
Otwieram oczy, a przede mną stoi Zayn w całej okazałości.
- Zayn! Do kurwy nędzy, pojebało cię? Chcesz mnie doprowadzić do zawału?!
- Doprowadzę cię do czegoś innego skarbie – mówi, odgarniając kosmyki moich włosów z czoła.
Jego melodyjny śmiech roznosi się po całym pomieszczeniu. Kolano mulata znajduje się niebezpiecznie blisko mojego krocza.
- Zayn? Co ty….
- Zapamiętaj to imię, bo będziesz krzyczał je całą noc!
Jego malinowe usta muskają moje, a ja czuje jakbym dostał wreszcie tlen, po długim wstrzymywaniu oddechu. Jego język leniwie studiuje każdy zakamarek moich ust. Wypycham biodra, a gdy nasze miednice uderzają się o siebie, wydaje z siebie jęk przyjemności. Przyciągam mulata do siebie. Przejeżdżam językiem wzdłuż linii jego szczęki, zjeżdżając na jego szyję. Perfumy Zayna drażnią każdy mój zmysł, a ja czuję, że robię się niebezpiecznie twardy. Jego palce bawią się rąbkiem mojej koszulki, by po chwili ją ściągnąć. Odrywa się ode mnie, by pozbyć się swojej koszuli. Wtedy korzystając z chwili jego nieuwagi gryzę jego obojczyk. Mulat przyciska mnie mocniej do ściany, a jego kolano dociska moje krocze. Wypuszczam powietrze ze świstem. Jego ręce majstrują przy moim pasku, a ja badam każdy zakamarek jego klatki piersiowej. Drapię palcami jego plecy, wbijając w nie paznokcie, gdy moje spodnie upadają w dół, a zimne powietrze muska moje czarne bokserki. Malik przygryza wargę patrząc zahipnotyzowany na moją erekcję. Pcham go w kierunku łóżka, a on nie protestuje. Siadam na nim okrakiem, jednak szybko zrzuca mnie z siebie. Jego usta wytaczają sobie ścieżkę do mojego podbrzusza. Drażni się ze mną, a ja nienawidzę czekać.
- Zayn… - jęczę ostrzegawczym tonem, gdy chłopak łapie w zęby końcówkę moich bokserek. Ściąga ja zębami, a one lądują w kącie pokoju.
Jego oddech muska moje podudzia. Jestem niemal w niebie, gdy jego usta muskają moją główkę. Jestem więcej niż pewny, że te usta zostały stworzone właśnie do tego. Uwielbiam to uczucie, gdy bierze go całego do ust. Zapominam o całym bożym świecie, a pomieszczenie wypełniają moje jęki, gdy on doprowadza mnie do szaleństwa.
- Boże Zayn.. Oh… Kurwa! Szybciej…
Odrzuciłem głowę w tył, uderzając się o poręcz łóżka.
- Zaraz…. Kurwa… Doo… Zaayn –krzyczę, próbując odsunąć mulata od siebie.
Malik ma co do tego inne plany. Przyspiesza, gdy wie, że jestem już na szczycie. Dłonią delikatnie drażni moje jądra, a ja czuję jak to wszystko pali mnie od środka. Momentalnie przestaje, odsuwając się ode mnie. Patrzę na niego spod zamglonych oczu. On zdejmuje swoje spodnie wraz z bokserkami.
- Wypnij się – nakazuje.
Jego palce muskają moją skórę, a ja czuje, że ona wręcz płonie. Wchodzi we mnie gwałtownym ruchem, a ja czuje łzy piekące pod powiekami. Wbijał się we mnie leniwymi ruchami, a ja czuje, że to rozrywa mnie od środka.
- Jesteś taki ciasny Lou – szeptał mi do ucha, przygryzając płatek.
Zaciskam wargi, a on przyspiesza. Czuje jak jego jądra uderzają o moje pośladki. Wolną ręką stymuluje ruchy na moim członku. Gdy uderza w prostatę, wydaje z siebie ogłuszający jęk. To jest coś niesamowitego. Przyjemność rozlewa się po moim ciele, a dreszcze przyjemności łaskoczą mnie w lędźwiach.
- Kurwa – krzyczę, kiedy ponawia uderzenie. Chłopak przyspiesza całując moją szyję i przygryzając ją lekko.
- Zaraz… - jęczę, łapiąc miaro powietrze, jak ryba bez wody.
Każdy dotyk pali, a każde pchnięcie sprawia, że unoszę się nad niebem.
Wyginam się w łuk, w tym samym czasie, gdy chłopak wbija się we mnie po raz ostatni. Jęczę cicho jego imię, a biała maź wytrysnęła do moje wnętrza. Opadliśmy cicho, opierając się o siebie czołami. Malik łączy nasze usta w miłosnym uniesieniu, a oboje opadamy na łóżko zmęczeni.
W pokoju panuje atmosfera seksu i miłości, którą byliśmy wręcz przesyceni.
- Kocham cię Zaynee – szepczę, układając głowę w zagłębieniu jego szyi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz