niedziela, 23 lutego 2014

*A może wtedy, gdy zrozumiałem co do niego czuję…?



Niektóre kwestie zawsze wolałem odłożyć na bok, szczególnie te gdzie Niall i wspólny związek stali obok siebie. Przemilczenie tych spraw było najlepszym rozwiązaniem, bo teraz naprawdę nie potrzebowałem jeszcze dramatu w postaci dwóch chłopaków między którymi musiałbym wybierać. Chociaż postawiłem sprawę jasno, dając Niallowi do zrozumienia to co czuję, on… nadal walczył. Walczył i był dzielny, choć dobrze wiedział, że ja tego nie potrafiłem.

Zakładając na siebie bieliznę starałem się odłożyć tą sprawę na bok i skupić na tym, co chciałem powiedzieć Harry’emu kiedy stanę z nim oko w oko. Jak spojrzę mu w oczy po tym wszystkim co mu zrobiłem? Cholera, źle się czułem z tym, że z powodu głupich przypuszczeń odwołałem naszą randkę. Mogłem przynajmniej raz odłożyć na bok niepewności i złudzenia, idąc na to spotkanie – być może wtedy dowiedziałbym się całej prawdy. Mógłbym się jej nawet dowiedzieć gdybym po prostu od razu się go spytał, ale przecież to było dla mnie zbyt wielkim wyczynem.

Westchnąłem i pogrzebałem w szafie w poszukiwaniu moich ulubionych czerwonych spodni. Plan był dość prosty: wejść do kawiarni, poprosić Harry’ego o rozmowę i wszystko mu wyjaśnić, prosząc o drugą szansę. Dość łatwe, ale dla mnie nie lada wyzwaniem było wymienienie z nim paru słów i nie zarumienienie się na widok tych czerwonych warg, powoli poruszających się podczas mówienia oraz niesamowicie seksownego sposobu w jaki wydymał je jakby chciał, aby zostały przez kogoś pocałowane.

Wziąłem głęboki oddech, wsuwając nogi w spodnie i zapinając guzik. Zwilżyłem usta językiem, co okazało się dość kiepskim pomysłem z racji myśli o innym języku przejeżdżającym po moim wargach. Powstrzymałem głośne jęknięcie, szybko narzucając na siebie koszulkę, krzywiąc się, gdy materiał podrażnił, pobudzone już, sutki.

Z planem zarysowanym w mojej głowie wyszedłem z pokoju, wcześniej biorąc ze stoliczka komórkę. Zanim otworzyłem drzwi dostrzegłem ikonkę wiadomości i zamarłem z dłonią na klamce. Dobrze wiedziałem co to było.



Od: Harreh

Stoisz niczym anioł,

W aureoli miłości.



- Cholera – mruknąłem. To była ta część gdzie pozwoliłem się podnieść i spisałem na papier wszystkie moje najgłębsze uczucia, których nigdy nie chciałem wywlekać na zewnątrz. Nagle cały ten plan wydał mi się zły i na dodatek bałem się co będzie, gdy już spojrzę w jego oczy, a on dostrzeże w nich odzwierciedlenie tych słów. One… one były zbyt duże, aby je ogarnąć, i nie wiedziałem, jak może na nie zareagować.

Kurwa.

- Louis? – zawołał Niall. Po chwili naparł na drzwi, przez co musiałem się odsunąć. – Jesteś już go… Och, jesteś gotowy. Coś się stało? – spytał, wskazując na trzymany w moim ręku telefon.

- Nie – skłamałem, chowając aparat do kieszeni. – Idziemy?

Przyjaciel skinął głową, przez chwilę przyglądając mi się podejrzliwie, a potem uśmiechnął się i już nachylał się w moim kierunku, zapewne w celu pocałowania, ale w połowie drogi zmarszczył brwi, oddalając się. Westchnął głęboko.

- To jest za trudne, Loueh – wyznał cicho. Przełknąłem ślinę, starając się powstrzymać napływające do oczy łzy. Cholera, nie. Co mnie wzięło na sentymenty? Dlaczego chce mi się płakać? – Przyzwyczaiłem się już do tego, nie potrafię tak po prostu przestać…

Spojrzałem mu oczy, z bólem serca uświadamiając sobie, że są zaszklone przez warstwę łez. Wyciągnąłem dłoń i pogłaskałem jego policzek, starając się nie rozpłakać; za wszelką cenę chciałem pokazać, że też jestem silny.

- Niall… To nie jest właściwe… - mruknąłem.

- Wiem – odparł, przybliżając się. – Ale to właśnie te niewłaściwe rzeczy karzą nam to robić.

Próbowałem wytrzymać jego intensywne spojrzenie, ale po chwili przegrałem z moją samokontrolą, pozwalając jej opuścić mnie na dłuższą chwilę. Bezwiednie przysunąłem się do Nialla, tak, jak robiłem to przez te wszystkie dni, kiedy było to dla nas naturalne. Uśmiech rozświetlił twarz Irlandczyka, który przejechał opuszkami po moich ustach, kreśląc ich kształt. Głosik w mojej głowie krzyczał, abym tego nie robił, abym w końcu przestał, ale ja brnąłem w to dalej, wyrzucając z głowy niepotrzebne myśli.

Niall miał rację. Nie mogliśmy tak po prostu przestać.

Nachyliłem się do pocałunku, chwytając jego wargę pomiędzy swoje, tak dobrze znanym na obu ruchem. Niall westchnął w moje usta, oplatając kark ramieniem, tym samym przyciągając bliżej siebie, drugim natomiast popchnął mnie delikatnie w swoją stronę tak, że stykaliśmy się całą powierzchnią ciał. Zadrżałem na ten kontakt, nie spodziewając się, że podziała na mnie tak gwałtownie i elektryzująco.

Wsunąłem dłoń w jego włosy, czując, jak pojedyncze kosmyki prześlizgują się pomiędzy palcami. Przyciągnąłem go bliżej siebie, a on w odpowiedzi na ten gest nieśmiało przejechał językiem po mojej dolnej wardze, żebrząc o wstęp do środka. Dobrze wiedział, że właśnie przez ten nieśmiały dotyk zawsze się poddawałem i pozwalałem wziąć mu całego siebie; tak było tym razem.

Pchnął mnie na najbliższą ścianę, wsuwając zimną dłoń pod moją koszulkę. Zadrżałem, wyginając się w kierunku tego dotyku, pragnąc zaznać go jeszcze więcej. Zawsze tak było; nigdy nie potrafiłem pojąć reakcji mojego ciała na Nialla. To było zupełnie tak jakby wciskał wraz z dotykiem jakiś przełącznik, który wręcz nakazywał mi do niego lgnąć.

Jęknąłem prosto w usta Nialla, gdy ten mocno ugryzł moją wargę, podciągając koszulkę w górę ciała, aby mieć większy obszar dotyku. Bezwiednie oplotłem go nogą w pasie, i sapnąłem czując jak nasze członki powoli przesuwają się razem przy materiale, wywołując niewiarygodne tarcie. Czułem jak ta część ciała zaczyna twardnieć, ale starałem się za wszelką cenę opanować reakcję na ten dotyk.

Przemieściliśmy się gdzieś dalej – Niall brutalnie pchnął mnie na kolejną ścianę, każdy pocałunek wywoływał falę podniecenia, a usta poruszały się z namiętnością i gorliwością. Niall szarpnął gorączkowo za moje spodnie, próbując je zsunąć z bioder. To był moment, w którym uświadomiłem sobie co tak właściwie robimy.

Odepchnąłem od siebie Nialla, zupełnie nagle, nie potrafiąc nad tym zapanować. Potknął się o swoją nogę, a następnie spojrzał na mnie ciemnymi oczyma. Gdy do niego także doszła świadomość tego, co moglibyśmy za chwilę robić, natychmiastowo rozszerzył z niedowierzania oczy, a jego wargi zadrżały.

- Chryste, Niall, nie…

- Nic nie mów – przerwał mi, lekceważąco machając ręką. – Możemy o tym zapomnieć.

- Niall…

- Nie, naprawdę, zapomnijmy… jak zwykle – wymamrotał, poprawiając swoją koszulkę. Ja nadal stałem pod ścianą, podniecony, z różowymi policzkami, spuchniętymi ustami, wymiętym ubraniem oraz nierównym oddechem. – Zaczekam na zewnątrz – mruknął na odchodne i zniknął mi z oczu.

Znowu miałem mętlik w głowie. Myślałem, że już wszystko sobie poukładałem, określiłem jasno i klarownie swoje uczucia, ale… Chryste, nie ważne jak bardzo bym się zapierał zawsze będę żył ze świadomością, że to tak naprawdę Niall był moją pierwszą prawdziwą miłością i nie ważne co się stanie zawsze nią pozostanie.

Ale jest jeszcze Harry… Ten niewiarygodny chłopak, który skradł moje serce i nie chciał go oddać, trzymając je tuż przy swoim. Wiedziałem, że to niemożliwe, aby zakochać się w parę dni, ale… przynajmniej wtedy miałbym rozwiązanie moich wątpliwości.

Bo kochałem obydwu równie mocno.

Z westchnięciem odkleiłem się od ściany, decydując się włożyć luźniejsze spodnie, które byłyby w stanie zakryć dowód mojego podniecenia. Nie mogłem przecież sobie ulżyć – to byłby czwarty raz, mógłbym popaść w nałóg – a na dodatek Niall czekał na mnie za drzwiami, więc to wyjście wydało mi się w tamtej chwili najstosowniejsze.

Wiedziałem, że Niall się nie podda. Nie należał do osób, które łatwo dają sobie z czymś spokój, i brną w to dalej dopóki nie uzyskają satysfakcjonującej sytuacji. Serce rozpadło mi się na kawałki, gdy musiałem mu za każdym razem odmawiać, ale nie widziałem innego wyjścia; rozumiał to, owszem jednak zazwyczaj ignorował wszystko i po prostu robił to co chciał: całował mnie, pokazywał jak bardzo mu na mnie zależy, jak bardzo chciałby trzymać mnie za rękę.

Bolało. Cholernie bolało odrzucanie go za każdym razem. Ale teraz pojawiło się światełko w tunelu, pojawił się Harry. Jedyne czego pragnąłem to szczęście Nialla, ale sam również chciałem być szczęśliwy. I wiedziałem, że jeżeli przyjaciel zobaczy, iż Harry naprawdę jest tym, z którym chciałabym spędzić życie, to wtedy mnie zrozumie i sam również odnajdzie własne szczęście.

Z tym planem ułożonym w głowie wsunąłem na siebie luźniejsze ciemne spodnie, które jakoś zwiększyły obszar komfortu dla mojej wpół twardej erekcji. Cholera, powinienem przestać się tak podniecać, bo zmienię się w napalonego dwudziestojednolatka.

Szybko przeszedłem do drzwi, po drodze obiecując Bu, że wrócę najszybciej jak się da, choć wątpiłem by jakoś się tym przejmował, bo był zbyt zajęty lizaniem swojego tyłka. W ekspresowym tempie założyłem na stopy buty, płaszcz, czapkę, szalik i rękawiczki. Zwykle to Niall ubierał mnie przed jakimkolwiek wspólnym wyjściem, ale go akurat obok mnie nie było. Zasmuciłem się, nagle uświadamiając sobie, że przyjaciel na pewno oddali się ode mnie, gdy tylko między mną a Harrym wywiąże się coś poważniejszego. I nie chciałem tego – pragnąłem całować go na powitanie, brać wspólne prysznice, spać z głową przy jego szyi; nie byłem gotowy na gwałtowne odebranie mi tego.

To wszystko za dużo, zbyt trudno jest z tego zrezygnować.

Wyszedłem z mieszkania, zamykając je na klucz. Niall czekał na mnie na klatce schodowej, cicho pogwizdując – zawsze to robił, gdy był zdenerwowany. Podszedłem do niego, kładąc dłoń na ramieniu.

- Jest w porządku, Niall – zapewniłem go, składając miękki pocałunek w kąciku jego ust. – Nie martw się.

Usłyszałem westchnienie, a następnie Niall zgarnął mnie w silny uścisk.

- Po prostu… - mruknął cicho, poprawiając mój szalik i czapkę – naprawdę mi trudno, Loueh.

- Wiem. Mi też. – Złożyłem kolejny niewinny pocałunek na wargach przyjaciela. – I może na razie nie rezygnujmy ze starych nawyków, hm? – zaproponowałem, poprawiając tym razem jego szalik.

Spojrzał na mnie zmieszany, sięgając po moją dłoń i pociągnął mnie w dół schodów.

- Ale przecież chciałeś spróbować z Harrym…

- Tak, nadal chcę, ale to nie znaczy, że musimy… umm… przestać robić co robimy. On… on powinien to zrozumieć, prawda? – zapytałem z nadzieją, popychając drzwi kamienicy. Od razu uderzył we mnie chłód i płatki śniegu. Skrzywiłem się kiedy parę z nich wpadło mi do nosa, ciągnąc Nialla w stronę parkingu za budynkiem.

- Mam nadzieję – burknął Niall, owijając szalik ciaśniej. Uśmiechnąłem się na jego słowa; przynajmniej wszystko sobie wyjaśniliśmy. – Do cholery, czemu dzisiaj musi tak padać?

- Przecież lubisz śnieg – stwierdziłem i otworzyłem samochód. Niall od razu wpakował się na siedzenie pasażera. – Możesz podać mi szczotkę do odśnieżania? - spytałem, zanim zdążył zamknąć drzwi. - Tego auta nawet nie widać pod tym pieprzonym śniegiem.



~*~



Dojechaliśmy do kawiarni w pół godziny, co było nie lada wyczynem zważywszy na warunki drogowe i ilość wściekłych kierowców, którzy mogli w każdej chwili spowodować jakiś niebezpieczny wypadek. Zaparkowałem z tyłu, w tym samym miejscu gdzie zrobiłem to będąc tu poprzednio. Dziwnie się czułem ze świadomością, że zaraz zobaczę Harry’ego i będę musiał spojrzeć mu w oczy, aby wszystko wyjaśnić i – w razie, gdyby nie chciał mi wybaczyć – błagać na kolanach o wybaczenie. Bądź robić też coś innego z czym wiązało się klęczenie.

Nie. Stop.

- Gotowy? – Głos Nialla dotarł do moich uszu i uspokoił mnie choć na moment. Następnie poczułem jak przyciska ciepłe wargi do mojego policzka. – Będzie dobrze, Loueh. Jesteś wystarczająco czarujący, dasz sobie radę.

Posłałem mu słaby uśmiech i dałem pociągnąć się w stronę wejścia do kawiarni. Wciągnąłem w płuca powietrze przesycone cynamonem, herbatą i czekoladą zaraz po przekroczeniu progu. Prawdopodobnie uzależniłem się od tego zapachu, mógłbym tu przychodzić nawet codziennie – i wątpię, aby Niall na to narzekał.

- Zajmij jakiś stolik, za chwilkę przyjdę – powiedział przyjaciel, całując czubek nosa wystającego z mojego szalika.

Przytknąłem i skierowałem się w stronę wolnego miejsca. Wybrałem bardziej oddalone, w rogu, ze wspaniałym widokiem na zaśnieżony krajobraz rozciągający się za oknem. Zsunąłem płaszcz z ramion, razem z szalikiem oraz całym innym sprzętem przeciw zimie, wygodnie siadając na kanapie. Ruch o tej porze był dość niewielki – w końcu było niedzielne przedpołudnie – co dodatkowo umilało atmosferę, bo po kawiarni nie roznosił się nieprzyjemny szum rozmów.

Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy po raz kolejny zaciągnąłem się zapachem w powietrzu. Mógłbym go wdychać bez końca. Na dodatek kojarzył mi się z Harrym i wyobraziłem sobie, że może on pachnieć mieszanką perfum oraz niezwykłego zapachu panującym w kawiarni.

- Znam tą minę – rozległ się nagle głos Nialla. – Masz ją zazwyczaj, gdy myślisz o czymś bardzo erotycznym. Mam rację?

Zarumieniłem się i przyjąłem parujący kubek z ciepłą czekoladą, uśmiechając się lekko do Nialla, który przysiadł naprzeciwko mnie, podsuwając w moją stronę talerzyk ze smacznie wyglądającym ciastem.

- Myślałem o książce, którą ostatnio czytałem – skłamałem, rumieniąc się jeszcze bardziej, gdy Niall zaśmiał się z mojego nieudanego kłamstwa. – Och, cicho bądź. Każdemu może zdarzyć się…

- Myśleć o uprawianiu seksu z osobą, która jest zaledwie parę metrów od ciebie? – dokończył Niall. Spojrzałem na niego krzywo. – Harry zaraz tu przyjdzie – wyjaśnił spokojnie.

- CO?! – pisnąłem. – Nie! On nie może…

- Za późno, kochanie. – Niall wzruszył ramionami. – Wiedziałem, że tego nie zrobisz, więc poprosiłem go, żeby tu przyszedł. Powinieneś być mi wdzięczny.

- Uch, Niall…

- Pamiętaj, że cię kocham! – powiedział, nachylił się, aby pocałować mnie w usta z głośnym „mwah!” i odszedł raźnym krokiem, udając się za ladę. W tym samym momencie dostrzegłem burzę loków; moje serce natychmiastowo przyspieszyło, ręce zaczęły się pocić i musiałem przygryźć wargę, bo inaczej głośno bym jęknął. Zacisnąłem palce na gorącym kubku, niemal parząc sobie opuszki.

- Cześć.

Wziąłem głęboki oddech i odważyłem się spojrzeć w górę. Napotkałem pełne ciepła i radości zielone spojrzenie, które od razu odwzajemniłem. Zerknąłem ukradkiem na jego usta, które w tamtej chwili niewiarygodnie seksowne zwilżył językiem.

- Cześć – odparłem, siląc się na obojętny ton.

Och, Harry.

- Niall powiedział, że chcesz się ze mną zobaczyć… - zaczął, patrząc na mnie wyczekująco. Przytaknąłem w odpowiedzi. – Um… Może chodźmy na zaplecze? – zaproponował. Byłem mu wdzięczny, że od razu przeszedł do konkretów. – Mam wrażenie, że wszyscy się na nas patrzą.

Zgodziłem się, wstając ze swojego miejsca. Dostrzegłem Nialla unoszącego oba kciuki w górę. Przez chwilę byłem zdezorientowany, gdy zobaczyłem stojącego obok niego Zayna, pochylającego się w kierunku przyjaciela, ale posłałem im obu uśmiech i skierowałem się z Harrym, który prowadził mnie w kierunku zaplecza. Obawiałem się, że ktoś może mi ukraść kurtkę oraz wypić czekoladę, które zostały przy stoliku, ale mało mnie to obchodziło – w końcu miałem okazję porozmawiać z Harrym.

Weszliśmy do dość ciasnego pomieszczenia, wypełnionego półkami oraz mopami i środkami do dezynfekcji. Harry zamknął drzwi z cichym kliknięciem, powoli odwracając się do mnie. Nagle atmosfera się zagęściła, między nami zaczęły przechodzić niewidzialne impulsy elektroniczne. Poczułem dreszcz przebiegający wzdłuż mojego kręgosłupa. W powietrzu mogłem poczuć jego zapach – taki, jak myślałem: mieszanka perfum oraz kawiarni.

- O czym chciałeś porozmawiać? – spytał, przerywając ciszę. Jego głos był niesamowicie ochrypły i namiętny; musiałem naprawdę opanować reakcje mojego ciała szczególnie, że jeszcze dobrze nie ochłonąłem po pocałunku z Niallem.

- Chciałem przeprosić – wymamrotałem cicho, przełykając ślinę. – Za to, że musiałem odwołać tą ra… spotkanie – poprawiłem się w ostatnim momencie. Starałem się nie myśleć o tych paru centymetrach dzielących nasze ciała.

- Och, to – westchnął Harry. – Rozumiem. Masz dużo pracy na studiach i…

- Byłem zazdrosny – przerwałem mu, zdobywając się na odwagę. Potarłem kark, spoglądając w oczy chłopaka. – Widziałem cię z… uch, widziałem cię na zakupach z twoim kuzynem i pomyślałem, że… um, że… znaczy…

- Jesteś słodki kiedy się jąkasz – stwierdził prosto. Zarejestrowałem, że unosi dłoń, którą po chwili przyłożył do mojego policzka. Zarumieniłem się w ułamku sekundy. – Pomyślałeś, że jest moim chłopakiem, prawda? – Przytaknąłem zawstydzony. – Och, Louis, mogłeś od razu się spytać.

Moje imię w jego ustach…

- Przepraszam – powtórzyłem, mimowolnie wtulając się w ciepły dotyk dłoni pieszczącej mój policzek. Zadarłem nieco głowę do góry, bo między nami była dość duża różnica wzrostu, chcąc spojrzeć mu ponownie w oczy. Nieśmiało uniosłem swoją dłoń, przykładając ją do policzka Harry’ego. Mogłem wyczuć jaki jest ciepły pod opuszkami.

- Wiesz, teoretycznie powinienem być zły, bo równie dobrze moglibyśmy się teraz znajdować w łóżku, namiętnie kochając i jęcząc swoje imiona, ale podobno im dłużej na coś się czeka tym wspanialsze jest to potem… - Przymknąłem oczy, gdy wizja nas, pogrążonych w namiętności i swoich ciałach, wdarła się do moich myśli. Cholera, nie teraz. – Dlatego mogę poczekać – wyjaśnił. Oddech chłopaka muskał delikatnie moją rozgrzaną skórę. – Tak długo jak będzie to potrzebne.

Chciałem mu teraz wykrzyczeć w twarz jak bardzo go kocham, jak bardzo chcę, aby był ze mną, jak pragnę go każdą komórką ciała, ale zamiast tego wyjąkałem tylko:

- Czy dostanę drugą szansę?

Uśmiechnął się ciepło.

- Oczywiście.

- Czy w takim razie… Um… Chciałbyś jutro gdzieś ze mną wyjść? – spytałem z nadzieją w głosie.

Opuszkiem kciuka przejechał mi po wargach, które rozchyliły się pod tą pieszczotą.

- Z chęcią – odparł. – Kończę lekcje o piętnastej i nie mam juto zmiany, więc nie powinno być problemu – dodał.

Szczęście wypełniało każdy możliwy kawałek ciała. Umówiłem się z nim! Wprawdzie zrobiłem to na zapleczu, dość ciasnym warto podkreślić, ale zrobiłem to. Wypuściłem drżący oddech i powoli zsunąłem dłoń z policzka Harry’ego.

- Możesz podać mi swój adres? – poprosiłem. – Mógłbym wpaść po ciebie około osiemnastej, kończę wykłady godzinę wcześniej.

Pokręcił głową, sprawiając, że jego loczki słodko podskoczyły.

- Przyjdę po ciebie, dobrze? – zaproponował. – Polubiłem Bu i chciałbym się jeszcze raz z nim zobaczyć.

- Z nim? – mruknąłem ze smutkiem.

- Cóż, nie tak bardzo jak z tobą – poprawił się od razu, chichocząc cicho pod nosem. – Więc… jesteśmy umówieni? – upewnił się. Pokiwałem twierdząco głową. Już chciałem się z nim żegnać, gdy poczułem jak nagle przyciąga moją twarz bliżej i pochyla się w jej kierunku. – Jest cudowny – wyszeptał mi do ucha, muskając je ustami. – Wiersz. Jest piękny, Louis. – Wilgotne usta podążyły w kierunku policzka gdzie złożyły delikatny pocałunek. – A ty jesteś wspaniały.

Mrugnął do mnie i opuścił zaplecze. Z niedowierzaniem przejechałem dłonią po policzku, miejscu gdzie zaledwie przed chwilą spoczywały jego usta.

Zostawił mnie całego w skowronkach i świadomością całkowitej miłości do niego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz