niedziela, 23 lutego 2014

*A może wtedy, gdy po raz pierwszy przekroczył próg kawiarni?

14 grudzień





Gdyby dane mi było wybierać, lub jakkolwiek wpłynąć na Danielle, która słynęła z upartości, na jej decyzję o odwiedzeniu tej cholernej kawiarni, pierwszą rzeczą jaką bym zrobił to wzięcie nóg za pas i ucieczce do bezpiecznego miejsca gdzie nikt nie kazałby mi stanąć oko w oko z lokatym chłopakiem.

Ale rzeczywistość była całkiem inna – zostałem siłą wepchnięty za kierownicę mojego srebrnego Mini Coopera i wręcz gwałtem zmuszony do wyjechania z parkingu uczelni. Danielle naprawdę potrafiła być wrzodem na tyłku, jeżeli ktoś nie chciał spełnić jej prośby albo, jak w moim przypadku, kategorycznie odmawiał spotkania z osobą, która kompletnie zawróciła mu w głowie.

- Cieszę się, że zgodziłeś się pojechać tam ze mną – powiedziała Danielle, gdy w końcu wyjechałem z parkingu.

Posłałem jej mordercze spojrzenie i już miałem na końcu języka ciętą ripostę, ale mój telefon zaczął brzęczeć oznajmiając, że ktoś do mnie dzwoni. Zrezygnowałem z powiedzenia Danielle co myślę o tych całych odwiedzinach w kawiarni i wyjąłem aparat z kieszeni płaszcza, naciskając na zieloną słuchawkę.

- Tak?

- Louis! – rozległ się po drugiej stronie rozradowany głos Nialla. – Tęskniłem!

- Niall, widzieliśmy się rano – przypomniałem mu, śmiejąc się pod nosem z jego entuzjazmu. – Co tym razem będę musiał zrobić?

- Czy ja mówiłem coś o robieniu? – spytał retorycznie. Na chwilę między nami zapadła cisza, aż w końcu Niall westchnął głośno i odchrząknął. – Słuchaj, Loueh… erm… Masz może teraz czas?

Westchnąłem.

- Tak, mam – odparłem, kątem oka patrząc, że Danielle zerkała na mnie spode łba informując, że mam się nie wymigiwać od pójścia do kawiarni tylko z powodu Nialla.

- Świetnie! – zawołał uradowany chłopak. – Przyjechałbyś po mnie do szkoły i zawiózł do pracy? Jest zajebiście zimno i prędzej odmrożę sobie jajka niż dojdę do kawiarni.

- Przecież miałeś jechać z Zaynem – stwierdziłem, włączając migacz, aby skręcić i przy okazji nie zderzyć się z jakimś autem.

- Jest chory – powiedział Niall takim tonem, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. – A Harry ma teraz zmianę i nie może się wyrwać – dodał. Na dźwięk imienia „Harry” mój żołądek dziwnie się skurczył, jednak szybko zignorowałem tą reakcję.

Westchnąłem, kręcąc z rozbawieniem głową. Niall naprawdę nie potrafiłby normalnie funkcjonować gdybym przy nim nie był.

- Będę za dziesięć minut – oznajmiłem, zakańczając połączenie i chowając telefon z powrotem do kieszeni; przez chwilę trzymałem kierownicę jedną ręką, co nie było mądrym posunięciem, bo droga była naprawdę śliska, więc szybko wrzuciłem telefon do kieszeni, od razu kładąc na niej drugą dłoń, zaciskając instynktownie palce na skórze, którą była obita.

- Coś się stało? – zapytała Danielle, kręcąc przy pokrętle w radiu, szukając swojej ulubionej stacji gdzie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę mówili o tańcu i grali muzykę, do której, jak uparcie twierdzili, nogi aż samy rwały się do tańca.

Danielle pracowała w jednej z londyńskich szkół tańca, ucząc małe dzieci pierwszych kroków od samych podstaw. Naprawdę uwielbiała swoją pracę oraz dzieci, z którymi dane jej było pracować, ale moim zdaniem marnowała swój ogromny talent na tłumaczenie maluchom jak poprawnie wykonać najprostszy ruch. Zasługiwała na grupę przynajmniej na bardzo wysokim poziomie, z którą mogłaby sama potańczyć, bo robiła to niesamowicie.

- Musimy podjechać po Nialla – powiedziałem, skręcając na światłach w lewo. Spory ruch znacznie utrudniał jazdę, więc musiałem jechać dość wolno, aby nikogo przez przypadek nie potrącić w tej samochodowej orgii. – Podwieziemy go do pracy, a potem możemy pojechać… tam.

Danielle parsknęła czułym śmiechem.

- Nawet nie potrafisz wymówić tego słowa, Louie? – zachichotała, klepiąc mnie w udo. – Jesteś tchórzem – stwierdziła bez ogródek, nawijając na swój palec kosmyk kręconych włosów. – Kiedy przyjedziemy do kawiarni – położyła nacisk na to słowo – podejdziesz do tego chłopaka, powiesz mu, że jest najśliczniejszym stworzeniem na tej jebanej planecie i masz ochotę wziąć go do swojego łóżka, żeby kochać się z nim dziko przez całą noc i jeszcze dłużej, jasne? – spytała, pstrykając palcami na koniec swojej wypowiedzi.

Zacisnąłem mocniej dłonie na kierownicy, próbując opanować ich drżenie i nagłe wizje nas w łóżku. Poczułem gorący rumieniec, który choć trochę próbowałem zatuszować uśmiechem, ale niezbyt mi to wyszło, bo Danielle skwitowała moje zachowanie kolejnym śmiechem.

- Louie, musisz przestać być taki nieśmiały – powiedziała, czochrając pieszczotliwie moje włosy.

- Jakby nikt mi tego nie mówił – fuknąłem i zajechałem na główny plac szkoły Nialla, zatrzymując się na wolnym miejscu niedaleko głównego wejścia.

Horan już tam czekał, oparty o mur, z zaróżowionymi od mrozu policzkami i świecącymi oczami. Na jego widok moje serce wykonało radosny podskok; szybko wyszedłem z auta, od razu biorąc go w ramiona. Zaśmiał się swoim ciepłym i zaraźliwym śmiechem, otaczając mnie ramionami. Pocałował mnie w policzek, chichocząc cicho pod nosem.

- Loueh, widzieliśmy się rano – przedrzeźnił mnie.

Przewróciłem oczami i pociągnąłem go w stronę z samochodu. Wsunął się na tylne siedzenie, witając z Danielle, a następnie pochylił się, przykładając zziębnięte dłonie blisko ogrzewania.

- Uchhh, jak dobrze – wyjęczał.

Pokręciłem głową, zajmując ponownie miejsce kierowcy. Jak tak dalej pójdzie to stanę się czymś w rodzaju osobistego szofera, pomyślałem, wyjeżdżając ze szkolnego placu. Niall z tyłu nadal się ogrzewał, co chwile mrucząc tylko gdzie mam jechać. Musiałem naprawdę uważać, aby nie wjechać w jakiś inny samochód, bo ruch o tej porze był wręcz niemożliwy. Raz źle skręciłem i trzeba było zawracać, co Niall skomentował jękiem, że nie zdąży do pracy, ale puściłem tą uwagę mimo uszu. Miałem dziwne uczucie deja vu, skręcając w jedną z ulic, ale stwierdziłem, że to na pewno mylne odczucie.

- Teraz skręć w prawo i możesz wjechać na parking od tyłu – polecił Niall, próbując sięgnąć do pokrętła i zmienić stację.

Przełknąłem ślinę, skręcając w odpowiednim kierunku. Nie byłem przygotowany na widok za zakrętem. Napis „Mistletoe” wręcz drażnił mnie w oczy i, nie panując nad własną reakcją, gwałtownie zahamowałem, wpadając w poślizg. Danielle pisnęła, a ja szybko starałem się wyprowadzić samochód z niekontrolowanego ślizgu i zatrzymałem się kilka metrów przed kawiarnią, dziękując Bogu, że na ulicy prawie nikogo nie było, bo z pewnością mógłbym potrącić niewinnych przechodniów.

- Louis?

Głos Danielle dobiegał jakby z oddali. Albo to mój umysł nagle zamknął się na wszystkie bodźcie z zewnątrz i skupił się na tym jedynym punkcie we wszechświecie, który chciałem przygarnąć i zatonąć w nim? Czy to naprawdę było przeznaczenie?

Pamiętałem dokładnie ten dzień, gdy pierwszy raz tu przyszedłem. Zostałem uderzony piorunem, przysłowiowym gromem z jasnego nieba, który sprawił, że ten chłopak – z loczkami, dołeczkami i wszystkim innym – zawładnął moim umysłem, ciałem; całym mną, biorąc w swoje dłonie jakąś moją cząstkę i zatrzymując ją przy sobie. Dobrze zdawałem sobie sprawę, że już nigdy mi jej nie odda.

- Louie? – głos Nialla przebił się przez tsunami moich myśli, docierając do umysłu ze zdwojoną siłą i nagle zdałem sobie sprawę, że wpatruje się w tą cholerną kawiarnię i cały się trzęsę. Dłonie kurczowo zaciskałem na kierownicy, nogą nadal mocno przyciskając hamulec. – Wszystko w porządku?

Przełknąłem ślinę i zerknąłem na Danielle, która wpatrywała się ze we mnie zatroskanym spojrzeniem, i Nialla, dotykającego mojego ramienia, aby mnie uspokoić. Byłem trochę zażenowany aż tak silną reakcją na widok kawiarni, ale zdołałem opanować rumieniec grożący przyozdobieniem mojej twarzy.

- To… - zacząłem, zbytnio nie wiedząc jak sformułować jakieś sensowne zdanie. Po chwili stwierdziłem, że przecież Danielle i Niall byli moimi przyjaciółmi, więc dlaczego miałem nie powiedzieć im prawdy? Że to właśnie jest ta kawiarnia? – To… umm… to kawiarnia… ta, w której…

W aucie zapanowała cisza, którą chwilę potem przerwała Danielle wydając z siebie bliżej nieartykułowany dźwięk i wykonując dziwny gest dłonią.

- Dopiero teraz mówisz mi, że to jest ta kawiarnia? – spytała, udając oburzenie.

- Stary, gdybym wiedział, że to w tej kawiarni spotkałeś tą swoją inspirację zaciągnąłbym cię tu od razu w pierwszy dzień w mojej pracy – zaśmiał się Niall, klepiąc mnie po ramieniu. – Dobra, w takim razie co powiedzie na jakąś kawę i ciastko na mój koszt? – zaproponował.

- Och, tak! – odparła z zapałem Danielle. – Od rana marzę o dobrej kawie i…

- Jak wy możecie tak spokojnie o tym rozmawiać kiedy za tymi drzwiami może właśnie chodzić ten chłopak i w każdej chwili może mnie zobaczyć? – przerwałem im, a mój głos podskoczył o oktawę.

Niall głośno parsknął śmiechem, a Danielle wywróciła oczami.

- Jedź na parking, Louis – polecił szybko przyjaciel.

Wahałem się nad wykonaniem tej czynności. Przecież mogłem ich wysadzić tutaj, powiedzieć, żeby sobie poszli, a potem uciec i zamknąć się w swoim pokoju, z kolejnym problemem wypełniającym mój umysł lokami.

Z drugiej jednak mogłem w końcu przezwyciężyć swoją nieśmiałość i pójść tam razem z nimi, stawiając czoła lokom, tak jak to sobie obiecałem i wymyśliłem na dzisiejszym wykładzie.

Zapaliłem silnik, który przedtem, o dziwo, zgasł, i przejechałem drogę do parkingu według instrukcji Nialla, stając autem na jednym z kilku wolnych miejsc. Serce waliło mi w piersi jak mały koliber, a ręce zaczęły się pocić mimo ujemnej temperatury na zewnątrz. Wyszedłem z samochodu na drżących nogach, od razu niemal przewracając się na zamarzniętej kałuży.

- Kurwa – mruknąłem, dopiero po paru sekundach zdając sobie sprawę, że właśnie przekląłem. Natychmiast przybrałem czerwony kolor, wywołując tym głośny śmiech moich przyjaciół. – Cicho bądźcie. To z nerwów – mruknąłem, ostrożniej przechodząc przez parking.

Doszliśmy do wejścia. Spróbowałem dyskretnie zajrzeć przez oszklone drzwi czy przypadkiem nie ma go w środku, ale niestety go nie zauważyłem. Niall zobaczył moje podchody i chwycił moją dłoń, splatając nasze palce i próbując podnieść mnie tym gestem na duchu.

- Dasz radę, Loueh – szepnął do mojego ucha. – Wierzę w ciebie.

Posłałem mu półuśmiech, zbyt zdenerwowany aby wykonać inną czynność. Danielle przewróciła tylko oczami i pchnęła drzwi kawiarni. Od razu uderzył mnie zapach kawy, cynamonu, jabłek i czekolady. Wypełnił moje płuca sprawiając, że ślinka od razu napłynęła do moich ust. Od rana prawie nic nie jadłem i dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak bardzo jestem głodny.

- Miło tutaj – stwierdziła Danielle, rozglądając się dookoła.

Rzeczywiście, kawiarnia była bardzo przytulna. Duże przeszklone okna wychodziły na ulicę gdzie raz za razem przechodzili jacyś ludzie bądź przejeżdżały auta, a płatki śniegu tańczyły niesione wiatrem, próbując przez szkło dostać się do środka.

Wewnątrz znajdowała się główna lada z białym blatem, a obok stała gablotka z różnymi ciastami oraz wysypanymi tam ziarnami kawy. Na ścianie za nią wisiała tablica z cenami napojów i słodkości, a pod nią stał kolejny blat – tym razem służący do robienia zamówień wnioskując po dużym ekspresie do kawy, który na nim stał, dość dziwnym urządzeniem robiącym gorącą czekoladę oraz obecności wielu innych maszyn, których przeznaczenia nie mogłem sobie wyobrazić.

Stoliki poustawiane były pod dużymi oknami. Obite czarną skórą kanapy wydawały się bardzo wygodne, a dodatkowo znajdowały się na nich białe pledy w świąteczne wzory. Parę mniejszych okrągłych stoliczków swoje miejsce miało przy jednej ze ścian gdzie wisiały różne obrazy przedstawiające Londyn zimą, natomiast toalety znajdowały się na końcu kawiarni. Wszędzie porozwieszane były lampki świąteczne, dające nastrój zbliżających się dni i nadając miły, przytulny nastrój.

- Pracowałabym tu – podsumowała Danielle, puszczając oczko do Nialla.

Irlandczyk posłał jej ciepły uśmiech i odwrócił się w moją stronę.

- Zajmijcie sobie stolik, a ja zaraz przyniosę wam kawę i ciastko – powiedział, nachylając się, aby pocałować mnie w policzek. Nie zdążyłem nawet poprosić go, żeby tego nie robił, bo było tutaj jeszcze parę innych osób, ale zrobił to tak szybko, że nie zdążyłem zareagować niczym innym niż rumieńcem.

Danielle pociągnęła mnie w stronę jednego ze stolików położonych w rogu pomieszczenia i wsunęła się na kanapę. Siadłem naprzeciwko niej (mając na widoku ladę), najpierw zdejmując płaszcz i szalik, przewieszając go przez oparcie. Przy okazji co chwile rozglądałem się dookoła w poszukiwaniu loków, a moje serce biło w niewiarygodnie szybkim tempie, jakby chciało uciec z mojej piersi.

- Spokojnie, Louis – zaśmiała się Dan, widząc moje zdenerwowanie. – Jak go tylko zobaczę to cię kopnę, żebyś później nie był zaskoczony.

Warknąłem na nią, ale skwitowała to jedynie promiennym uśmiechem i wyciągnęła ze swojej torebki błyszczyk, przejeżdżając nim po ustach. Ja wyjąłem z mojej torby notes i długopis, otwierając go na ostatnio wypełnionej stronie i, nie wiedzieć czemu, dopisałem od razu parę linijek dotyczącą jego zapachu. W prawdzie nie wiedziałem jak on pachnie, ale gdy wziąłem oddech i do moich nozdrzy dotarł zapach kawiarni od razu ujrzałem go oczami wyobraźni.

- Proszę bardzo. – Niall zjawił się przy naszym stoliku z dwoma parującymi kubkami z kawą i talerzem z szarlotką z lodami. Miał na sobie czarne spodnie, białą koszulę i krawat: to samo ubranie, jakie miał na sobie loczek. – Karmelowe cappuccino dla Danielle i czekoladowa kawa dla mojego skarba – powiedział z uśmiechem, podając nam napoje.

Byłem naprawdę zadowolony, gdy nie zarumieniłem się z powodu pieszczotliwego określenia, którym nazwał mnie Niall, i szeroko uśmiechnąłem się sam do siebie.

- Robisz postępy, Louie – zachichotał Niall, stawiając przede mną smakowicie wyglądającą szarlotkę. – Najpierw przeklinasz, a potem się nie rumienisz. Zaraz pomyślę, że przestaniesz się zawstydzać kiedy będę chodził nago po mieszkaniu – dodał, chichocząc, gdy natomiast przybrałem czerwony kolor.

- Cicho – burknąłem.

Przyjaciel zaśmiał się i poczochrał moje włosy, wracając za ladę i przyjmując zamówienie od jakiegoś klienta. Wziąłem łyk swojej kawy, mocząc wargi w płynie i delektując się smakiem kawy połączonej z czekoladą. Przymknąłem oczy, gdy płyn podrażnił moje gardło słodkim smakiem i oblizałem wargi z tej słodkości.

- Chryste, Louis, jesteś cholernie seksowny.

Otwarłem szeroko oczy i dostrzegłem Danielle, wpatrzoną we mnie wielkim oczami. Miała lekko zaróżowione policzki, a jej źrenice były nienaturalnie duże.

- Słucham? – wyjąkałem, odstawiając od ust kubek z ciepłym napojem.

- Twój wyraz twarzy kiedy piłeś… - wyjaśniła powoli. – Kurwa, Louis, wyglądałeś co najmniej jakby ktoś ci właśnie obciągał! Gdybyś tylko nie był gejem rzuciłabym się na ciebie!

Kilka osób zwróciło się w kierunku naszego stolika z niesmakiem wymalowanym na twarzy. Danielle zbyła ich srogim spojrzeniem, a ja mimowolnie się zarumieniłem stwierdzając, że lepiej, abym nie rozkoszował się tak kawą z czekoladą jeżeli chcę uniknąć seksualnych komentarzy ze strony mojej przyjaciółki.

- Mogłabyś mówić ciszej? – poprosiłem, jednocześnie zerkając przez jej ramię w stronę lady, błagając, aby chłopak z lokami w końcu się tam pojawił.

Danielle parsknęła i wbiła widelczyk w swoją szarlotkę, oblizując usta. Pokręciłem głową, patrząc w dół na zapełnioną bazgrołami kartkę w notesie. Parę linijek wielbiło jego loki, a parę następnych opisywały piękność jego dołeczków. Westchnąłem, unosząc do ust kubek i upijając sporego łyka i patrząc znad krawędzi naczynia na ladę.

I w tym momencie mój świat się zatrzymał.

Loki wyłoniły się znikąd – jakby po prostu wyrosły z ziemi. Mój wzrok skupiał się jedynie na tych falach, zapominając o wszystkim innym. Potem zobaczyłem ten wspaniały uśmiech, któremu towarzyszyły te cholerne dołeczki. Wtedy odwrócił się, a ja poczułem, jak wszystkie moje wnętrzności skręcają się, a dłonie zaczynają drżeć. Jego oczy – szmaragdowe, piękne, świecące iskierką rozbawienia – spotkały moje, sprawiając, że w tamtej chwili byłbym zdolny do wszystkiego o co by mnie poprosił. Kubek z kawą, który trzymałem w dłoni, zaczął mi niewiarygodnie ciążyć, a jedyną reakcją na widok tego chłopaka było wyplucie całej zawartości płynu w moich ustach na niczego nieświadomą Danielle i głośne oznajmienie, że płyn podrażnił moje gardło sprawiając, że zacząłem się krztusić i kaszleć. Dziewczyna pisnęła głośno, zakrywając twarz dłońmi, natomiast ja wpatrywałem się w chłopaka, zupełnie nieświadomy spojrzeń wszystkich klientów kawiarni.

- Louis, ty idioto! – warknęła Danielle, sięgając do swojej torebki po chusteczki. – Opanuj swoje reakcje, jasne? – burknęła, wycierając twarz z kawy.

Nagle dotarło do mnie co się przed chwilą stało i momentalnie poczerwieniałem na twarzy, zdając sobie sprawę, że chłopak z lokami wpatruje się we mnie w całkowitym rozbawianiu. Momentalnie spuściłem wzrok, ocierając rękawem swetra usta ubrudzone słodkim płynem, chcąc w tej chwili jedynie schować się od tych wszystkich spojrzeń.

- Przepraszam – wymamrotałem skruszony, bawiąc się widelczykiem wbitym w moje ciasto. – Ja… go zobaczyłem – dodałem, próbując jakoś wyjaśnić swoje irracjonalne zachowanie. – Wybacz, Dan.

- Gdzie on jest? – spytała od razu, a jej gniew natychmiastowo wyparował. Odwróciła się, a ja znów uciekłem spojrzeniem od lady, wiedząc, że jeżeli jeszcze raz spojrzę w tym kierunku to przepadnę na wieki.

Danielle natomiast wydała z siebie coś w rodzaju podnieconego pisku i wydaje mi się, że podskoczyła na swoim miejscu.

- Louis, on jest go-rą-cy! – wyszeptała z entuzjazmem, ściszając nieco głos, za co byłem jej wdzięczny. – Całkowicie i totalnie gorący. Brałabym go do łóżka i nie wypuszczała. – Puściłem tą uwagę mimo uszu i starałem się nie zarumienić. – A teraz pójdziesz do niego i spytasz się co robi po pracy, jasne?

- Oszalałaś?! – syknąłem. – W życiu do niego nie zagadam!

Przyjaciółka nachyliła się ponad stołem tak, że niemal stykaliśmy się nosami.

- Panie pieprzony Tomlinsonie – zaczęła, a jej oczy ciskały błyskawice. – Podniesiesz w tej chwili swoje seksowne pośladki i podejdziesz do tej pieprzonej lady, powiesz mu, że jest najpiękniejszym stworzeniem na ziemi i umówisz się z nim na małą sesję migdalenia, zrozumiano?

Moje oczy prawdopodobnie przypominały teraz spodki, bo nie spodziewałem się tego po Danielle. Nie zarumieniłem się na jej słowa, wręcz przeciwnie – nagle wyobraziłem sobie, jak chłopak przyciska swoje lekko wydęte wargi do moich, mocno chwyta mnie w pasie i przyciąga do siebie.

Przełknąłem ślinę, zamykając oczy i wypchnąłem te fantazje poza umysł. Gdy ponownie je otworzyłem, Danielle siedziała już na swoim miejscu, z szerokim uśmiechem rozciągającym usta. Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem:

- W porządku, pójdę tam, ale spytam się go jedynie o imię i nie zaproponuje mu żadnej sesji migdalenia, jasne? – spytałem, na co Danielle przytaknęła głową z entuzjazmem.

Już miałem wstawać ze swojego miejsca, nieco zdziwiony swoją odwagą, kiedy nagle zdałem sobie sprawę, że chłopaka już nie ma, a za ladą stoi tylko Niall, uśmiechający się do mnie ciepło. Moje serce ścisnęło się – z żalu? – a ja opadłem z powrotem na kanapę, zły na siebie, że nie zareagowałem inaczej.

Danielle starała się mnie pokrzepić, ale do końca naszego pobytu w kawiarni byłem przygnębiony. Chciałem w końcu do niego zagadać, jak normalny chłopak do normalnego chłopaka, a tym czasem moje starania spełzły na niczym. Dopiłem do końca moją kawę i zjadłem szarlotkę, będąc przez cały ten czas cicho.

Z kawiarni wyszedłem mając napisany niemalże cały wiersz – to naprawdę było dziwne jak on na mnie działał. Widziałem go zaledwie parę sekund, a ten krótki czas dał mi naprawdę niezwykłe spojrzenie na niego i nabazgranie w notesie najróżniejszych rzeczy o jego osobie.

Niall zapewnił mnie jeszcze, że przyjedzie po pracy do mieszkania i żebym się o niego nie martwił. Westchnąłem, zmierzając w kierunku samochodu, z Danielle depczącą mi po piętach i zapewniającą, że następnym razem będzie lepiej.

Cóż, zakładając, że będzie następny raz.

Doszedłem do mojego Mini Coopera i już miałem do niego wsiadać, gdy moją uwagę przykuła karteczka wetknięta za wycieraczkę. Wyjąłem ją, myśląc, że to kolejna reklama, ale zdziwiłem się dostrzegając moje imię napisane ładnym schludnym pismem.

Drżącymi dłońmi rozwinąłem karteczkę, niemalże tracąc czucie w całym ciele kiedy przeczytałem nakreślone zdania:



„Cieszę się, że w końcu poznałem głównego bohatera opowiadań Nialla i Zayna. Horan ma rację – jesteś najsłodszą istotką na tej ziemi :)

Harry xx”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz