niedziela, 23 lutego 2014

*A może wtedy, gdy jedyną osobą, którą chciałem

mieć przy swoim boku, był on…?



Naprawdę martwiłem się co mogło się stać Zaynowi, jakkolwiek dziwnie to brzmiało – sytuacja w jego rodzinie nie była najlepsza i dobrze wiedziałem, że być może to było powodem tej porannej wizyty. Nie potrafiłem tylko zrozumieć dlaczego wybrał się z tym do Nialla; w końcu z tego co słyszałem miał dziewczynę, z którą spędzał każdą wolną chwilę, więc dlaczego nie poszedł do niej? A Niall był przecież mó…

Nie. On nie był mój. Nie był moją własnością. Tylko czemu czułem się tak dziwnie zazdrosny o niego? Przecież może właśnie w tej chwili przytulać Zayna – a to miejsce w jego ramionach jest tylko moje.

Dobrze wiedziałem, że to był zakazany temat – zarówno dla mnie jak i dla Nialla. Obiecaliśmy sobie na początku, że to będzie tylko przyjaźń i obaj mieliśmy tego słowa dotrzymać. Zdawałem sobie sprawę jak bardzo głupie było wypieranie się miłości, ale nie widziałem w tamtej chwili innego wyjścia. Byłem po przejściach ze Stanem i raczej nie zapalałem się do kolejnego poważnego związku, choć Niall nadawałby się na chłopaka w stu procentach. Miły, opiekuńczy, zabawny, seksowny – wszystko co było potrzebne. Ale… tu nie chodziło o niego tylko o mnie; bałem się, że nie spełniłbym jego oczekiwań, nie tylko jeśli chodziło o sprawy łóżkowe, w których byłem tak beznadziejnie kiepski. Co jeśli po jakimś czasie znudziłbym mu się, bo moja nieśmiałość by go po prostu zaczęła wkurzać? Albo w końcu uświadomiłby sobie, że jestem beznadziejny w okazywaniu uczuć?

Zbyt dużo wątpliwości.

Starałem się odepchnąć to dziwne uczucie, które mnie otoczyło, i skupiłem się na teraźniejszości. Wpatrywałem się w drogę i próbowałem dostrzec cokolwiek przez prószący śnieg. Danielle właśnie kręciła pokrętłem radia w poszukiwaniu stacji, cicho śpiewając pod nosem piosenkę.

- Więc, co masz zamiar sobie kupić? – spytałem ją, chcąc jakoś zająć swój umysł.

- Nie wiem dokładnie – powiedziała, marszcząc brwi, gdy radio zaczęło szumieć, tracąc sygnał. – To przez tą pieprzoną śnieżycę – burknęła. – Zaraz zaczyna się moja ulubiona audycja!

Powstrzymałem chichot, ponieważ Danielle wyglądała teraz jak mała nadąsana dziewczynka, której rodzice nie chcieli kupić lizaka. Włączyłem migacz i skręciłem, wzdychając, gdy dostrzegłem korek, który wlókł się aż do oddalonych o ponad trzysta metrów świateł.

- Kto przed dziewiątą w sobotę wychodzi z domu? – burknąłem niezadowolony, zatrzymując się na końcu sznura aut. – Przecież to sobota!

Danielle parsknęła śmiechem.

- Brzmisz teraz jak Niall – stwierdziła, mierzwiąc mi włosy.

- Mam to traktować jako komplement? – spytałem, uśmiechając się na porównanie do przyjaciela. Fakt, że spędzaliśmy ze sobą tyle czasu sprawiał, że z czasem zaczęliśmy się do siebie upodabniać. Znałem już każdą możliwą minę Nialla, każdy grymas jego twarzy, gdy nad czymś intensywnie myślał; być może znałem go nawet lepiej niż siebie samego, ale mogło to podlegać paru dyskusjom przy bardziej drażliwych tematach.

- Jeśli ci zależy… - powiedziała Dan, ściszając nieco ton głosu. Wiedziałem jaki był ukryty motyw jej słów – nie chciałem go jednak do siebie dopuścić i pozwolić zniszczyć mur jaki wybudowałem wokół tego uczucia. Niall zasługiwał na kogoś lepszego ode mnie.

- Nie rób żadnych aluzji, dobrze? – poprosiłem ją, ruszając z miejsca, kiedy auta nareszcie zaczęły jechać. – Ja… dobrze wiesz co o tym myślę, nie próbuj tego zmieniać. Poza tym… - uciąłem w połowie zdania, nie będąc pewnym jak Danielle zareaguje na wiadomość o moim spotkaniu z Harrym. – Poza tym… um… Harry mnie dzisiaj gdzieś zaprosił.

Danielle pisnęła i klasnęła w dłonie, nagle zapominając o całej sprawie z moimi uczuciami do Nialla, możliwie jak największą uwagę skupiając na analizowaniu słów, które przed chwilą jej powiedziałem.

- Że… że… żenibynarandkę?! – Jej głos podskoczył o co najmniej oktawę i martwiłem się, że, od zbytniego natłoku podniecenia spowodowanego tym wyznaniem, Danielle zaraz wybuchnie szczęściem.

- Nie, to nie jest randka – poprawiłem ją, znów zatrzymując się w miejscu, bo auta ponownie się zatrzymały. – To… spotkanie.

Danielle uniosła brew do góry i prychnęła.

- Jasne. A to spotkanie prawdopodobnie zakończy się namiętnym seksem w mieszkaniu jednego z was – stwierdziła, cmokając. – Wiesz, noc wypełniona jękami, błaganiami: „och, Harry, proszę, pchaj mocniej!” i…

- Dobra, zrozumiałem! – przerwałem jej, czując, jak moje policzki nabierają czerwonego koloru na jej aluzje. Danielle zaśmiała się, klepiąc mnie po udzie. – Dla mnie to i tak będzie zwykłe spotkanie. Tak samo jak dla niego, więc nie doszukujmy się ukrytych motywów.

- Czy ty tego nie widzisz?! – burknęła, wydymając wargę. – Przecież on napisał ci liścik o tym, że jesteś słodki. Nie rozumiesz, że nie każdy facet tak robi? Może zależy mu na tobie, i tak jak ty chce się do ciebie zbliżyć!

Westchnąłem i wsunąłem palce pod okulary, przecierając oczy. Danielle jeszcze nie wiedziała o wydarzeniach w klubie oraz nocnym SMS-sie, który dostałem od Harry’ego. Przełknąłem ślinę i powoli zacząłem mówić. O tym jak Niall mnie wyciągnął z domu, jak upiliśmy się i kazał mi podejść do tego faceta. Jak zobaczyłem Harry’ego z tą dziewczyną i poczułem się zazdrosny, bo to ja chciałem być na jej miejscu. Jak podszedłem do faceta, zaczynając z nim tańczyć, a potem uciekłem do łazienki, nie mogąc uwierzyć w to co zrobiłem.

Analizując po raz kolejny te wydarzenia stwierdziłem, że to było naprawdę bezmyślne i pokazywało tylko do czego mogłem się posunąć, aby zdobyć uwagę Harry’ego oraz nie czuć się zazdrosnym. W końcu nie każdy mężczyzna posunąłby się do tego co ja zrobiłem w klubie, aby zdobyć uwagę drugiego tylko po to, aby pokazać, że jest lepszy od partnera z którym ten przyszedł. W dodatku nie należałem do osób, które oddają się przyjemności z byle kim, a Harry mógł stwierdzić całkiem co innego po moim małym pokazie.

Na dodatek ten list. I wiadomość.

Kompletnie nie wiedziałem jak to zinterpretować. Harry mógł napisać to na poważnie albo po prostu chciał się ze mnie, najzwyczajniej w świecie, ponabijać. Naprawdę moja dezorientacja jeśli chodzi o ten temat osiągała poziom krytyczny – nie znaliśmy się, a on mimo to napisał do mnie liścik, gdzie mówi mi, że jestem słodki, a potem wysyła jeszcze słodszą wiadomość w środku nocy.

A może jednak mu zależało? Tak bardzo jak mi? Z tym wyjątkiem, iż on nie był aż tak nieśmiały jak ja i potrafił przełamać pierwsze lody, robiąc krok w przód kiedy ja stałem w miejscu, przytwierdzony do podłoża obawami i niepewnością. Związek ze Stanem nauczył mnie, że nie należy oddawać swego serca ludziom, których się nie zna, bo oni mogą cię skrzywdzić. Powinieneś najpierw dokładnie poznać drugiego człowieka, a dopiero potem myśleć o nim w kategoriach „z nim mogę spędzić resztę życia”. Inaczej jesteś skazany na porażkę i złamane serce.

Wątpliwości nasuwały się jedna za drugą, burzą atakując moje dotychczasowe poglądy o Harrym. Mógł mnie wykorzystywać, mógł się ze mnie wyśmiewać, ale równie dobrze chciał po prostu bliżej mnie poznać i stworzyć coś na kształt bliższej relacji. To wszystko było niemożliwie zagmatwane i sam już powoli się w tym gubiłem, ale nieświadomie brnąłem w to dalej, starając się poznać bardziej Harry’ego.

- Louis, do cholery, zejdź na ziemię! – dobiegł mnie głos Danielle, który przebił się przez morze moich myśli. – Masz zielone – dodała, wskazując na sygnalizację świetlną.

- Dzięki – mruknąłem, ruszając z miejsca. Te wszystkie myśli dały mi do zrozumienia, że być może to spotkanie jest niewłaściwie i najlepiej dla mnie będzie, jeśli przestanę z się widywać z Harrym, co z kolei wprawiło mnie w smutny nastrój. Westchnąłem.

- Co znowu? – parsknęła Danielle. Spojrzałem na nią z ukosa, nie wiedząc o co jej może chodzić. – Wzdychasz – sprecyzowała. – Zawsze to robisz kiedy nad czymś się zastanawiasz i dochodzisz do wniosku, że to, nad czym się zastanawiałeś, praktycznie nie ma sensu i nie może być zrealizowane, to zastanawiasz się czy ma sens z tego zrezygnować, co z kolei nakłania cię do zastanowienia nad tym zastanowieniem i na koniec stwierdzasz, że musisz z czegoś zrezygnować. Mam rację?

Chwilę zajęła mi analiza jej słów, a kiedy dotarło do mnie, że to, co powiedziała, jest najprawdziwszą prawdą zarumieniłem się, bo zdałem sobie sprawę jak łatwo jest mnie odgadnąć. Pomimo zagmatwania doskonale wiedziałem co miała na myśli.

- Trochę – przytaknąłem, zjeżdżając w ulicę prowadzącą do centrum handlowego. – W zasadzie nad niczym się nie zastanawiałem – skłamałem, starając się zignorować jej przewrócenie oczami i parsknięcie. – Naprawdę.

- Oszukuj się dalej, ja i tak znam prawdę – powiedziała.

Nie skomentowałem tego tylko skupiłem się na wjeździe na parking, starając się nie potrącić jakiegoś auta, bo nigdy nie lubiłem wjeżdżać po tej spirali. Gdy w końcu udało nam się znaleźć wolne miejsce Danielle z uśmiechem chwyciła mnie pod rękę i pociągnęła do galerii. Miałem nadzieję, że tym razem nie będzie chodziła tyle ile poprzednio, bo nabawiłem się wtedy odcisków.

O tej porze liczba ludzi była stosunkowo mała, choć centrum było już otwarte od godziny. Danielle bez trudu odnalazła alejkę z męskimi sklepami i stanęła, namyślając się, który będzie naszym pierwszym celem.

- Dobrze, więc najpierw może pójdźmy do… tego sklepu! – wykrzyknęła i pociągnęła mnie w stronę pierwszego z brzegu. Weszliśmy do niego – Danielle nie dała mi czasu do namysłu, bo zanurkowała w wieszakach męskich ubrań.

- Umm… Dan? – zapytałem niepewnie. – Czemu szukasz męskich ubrań?

Jej głowa nagle wyłoniła się przez bawełniane koszule. Spojrzała na mnie krytycznym, i rozbawionym, spojrzeniem, po czym przewróciła oczami.

- Jak to czemu? Dla ciebie, pacanie! – Ponownie jej głowa z burzą loków zniknęła w odmętach koszul. – Musisz przecież mieć jakieś ciuchy na dzisiejszą randkę! – dodała. Dziwnie było słyszeć tylko jej głos wydobywający się spomiędzy wiszącego materiału.

- To. Nie. Jest. Randka – syknąłem, starając się ukryć za wieszakiem ze spodniami kiedy jakaś dziewczyna spojrzała w naszą stronę. – I możesz mówić ciszej? Tu są też inni ludzie. Poza tym ile ra… Auć! – burknąłem, gdy nadleciała na mnie sterta materiału. Niefortunnie dostałem guzikiem jednej z niej w policzek – być może ciut spanikowałem – a drugą w szkło okularów. – Dan, naprawdę, mam ubrania.

- Przestań gadać i idź przymierzać. Zaraz przyniosę ci jeszcze parę spodni – powiedziała, nurkując w stronę wspomnianej wcześniej części garderoby.

- Nie miałaś sobie czasem kupić sukienki? – spytałem.

- Najpierw zajmę się tobą, później coś sobie kupię – oświadczyła. – A teraz zmykaj do przymierzalni.

Dobrze wiedząc, że sprzeciwianie się Danielle nic nie da, zrezygnowany powędrowałem do przymierzalni, zasuwając zasłonkę w kabinie i z westchnieniem zacząłem przymierzać kolejne części garderoby jakie wybrała mi Danielle, próbując na razie nie myśleć o spotkaniu z Harrym, do którego miałem nagłe wątpliwości. Na nie przyjdzie czas później.

Po włożeniu na siebie piątej koszuli z rzędu Dan w końcu przyszła ze spodniami. Bezceremonialnie weszła do przymierzalni, dokładnie w momencie, w którym ściągałem koszulę z ciała. Pisnąłem, zakrywając materiałem klatkę piersiową, ciskając gromy w jej kierunku.

Wzruszyła ramionami, kładąc spodnie na półce.

- Jakbym nigdy nie widziała cię półnagiego, Loueh – powiedziała, czochrając mi pieszczotliwie włosy. – Poza tym geje mnie nie pociągają, więc nie masz się o co martwić. No już, nie patrz tak na mnie i przymierzaj te spodnie. Mamy jeszcze parę sklepów do odwiedzenia.

Wyszła z przymierzalni, zasłaniając zasłonkę. Postanowiłem szybko poprzymierzać spodnie, chcąc już mieć to za sobą. Mimo, iż byłem gejem, a oni z reguły uwielbiają zakupy, nie cierpiałem włóczyć się po sklepach i wciskać na siebie ubrania, które wcześniej być może miał na sobie ktoś mało higieniczny. Na Boga, przecież ktoś mógł puścić bąka w tych spodniach, które teraz przymierzałem!

- Umm… Danielle? – mruknąłem, z powątpieniem patrząc na swoje odbicie w lustrze i czarny materiał przylegający do moich nóg niczym druga skóra.

- Tak?

- Mam mały… problem – wymamrotałem. – Te spodnie… One są tak jakby za ciasne…

- Ciasne? – powtórzyła, odchylając zasłonkę i wciskając swoją burzę loków do kabiny. Parsknęła śmiechem widząc, jak krytycznie się sobie przyglądam. – Och, Louis. One takie mają być. Twój tyłek wygląda teraz jeszcze lepiej niż wcześniej.

Zmrużyłem oczy, patrząc na nią w lustrze.

- Nie chodzi o moje części tylne, tylko…

- Tylko ty potrafisz na tyłek powiedzieć „części tylne”

- … tylko – ciągnąłem niezrażony – o to, że one uwierają mnie… no… tam na dole…

Danielle parsknęła czułym śmiechem.

- Może masz za dużego penisa? – zasugerowała, patrząc wymownie na moje krocze. Oblałem się rumieńcem, przygryzając wargę.

- No… umm… znaczy, osiemnaście to według Nialla dużo i…

- To było pytanie retoryczne!

- Och.

Danielle pokręciła głową i kazała mi ubrać się w moje ubrania, aby zdążyć obejść w kilka godzin wszystkie zaplanowane na dzisiaj sklepy. Szybko przebrałem się w moje luźniejsze spodnie, wciąż nieco zażenowany tą sytuacją dotyczącą pytania przyjaciółki. Naprawdę myślałem, że chciała wiedzieć, a przecież mówiłem jej wszystko, więc… Niall także kiedyś chciał wiedzieć jak… umm… duży on jest. Kiedyś, podczas naszego prysznica, zbyt entuzjastycznie zareagowałem na jego dotyk w efekcie czego Niall mógł zobaczyć co ze mną robi i przy okazji zobaczyć jego wielkość. Był naprawdę pod wrażeniem, tak przy okazji.

Zabrałem wszystkie ubrania, wyrzucając z myśli obrazy nagiego Nialla pod prysznicem, i odwiesiłem je na swoje miejsce. Danielle postanowiła, że kupimy (znaczy ja zapłacę ona wybierze) dwie koszule oraz parę spodni, jedną z tych „luźniejszych” w kroczu. Zapłaciłem za nie w kasie i wziąłem od kasjerki torby, starając się zignorować jej spojrzenie, które wyraźnie świadczyło o tym, że ma na mnie ochotę. W tamtej chwili dziękowałem mojej gejowskości za to, że uodporniła mnie na kobiece wdzięki.

W ciągu godziny zdążyliśmy obejść pięć sklepów, niemalże w każdym coś kupując. Wybieraliśmy te tańsze rzeczy, które były na przecenie, ale mimo to wydałem prawie wszystkie pieniądze przeznaczone na zakupy. Zaczynałem już marudzić, że na pewno wystarczy mi ciuchów na dwa lata, ale Danielle nalegała, aby odwiedzić jeszcze jeden, ostatni, sklep. Z westchnieniem przystałem na jej prośbę i dałem się pociągnąć w stronę jakieś sieciówki z męskimi ubraniami.

- Dobrze – zaczęła Dan, przeglądając wieszaki – myślę, że weźmiemy dla ciebie tą bokserkę i… hmm… co powiesz na tą koszulkę? – spytała, pokazując mi wieszak z niebieskim t-shirtem z nadrukiem jakiegoś zespołu. – W końcu nie będziesz chodził na każdą randkę w koszuli, prawda? Je bardzo trudno się ściąga, wiesz, te guziki, a jak jesteście naprawdę napaleni to polecałabym…

- Cicho. Bądź! – syknąłem, rumieniąc się, gdy jakiś chłopak zwrócił na nas uwagę. – Nie każdy w tym sklepie musi wiedzieć, że idę dzisiaj na spotkanie.

- Randkę.

- Spotkanie.

- Randkę.

- Spo-tka-nie.

- Randka, randka.

- Spotkanie.

- Spotkanie.

- Randka… Ugh – powiedziałem odruchowo, za późno gryząc się w język. Znowu dałem się nabrać na tą starą głupią sztuczkę. Danielle spojrzała na mnie z triumfem w oczach i wróciła do przeglądania ubrań. Kazała mi także przejść się po sklepie i wybrać to co mi się podoba, więc posłuchałem jej, kierując się w stronę pierwszych lepszych wieszaków.

Zacząłem je przeglądać, zastanawiając się w czym bym się Harry’emu podobał. Nie wiedziałem jakich facetów preferuje – jeżeli w ogóle preferuje – ale uznałem, że spodoba mu się beżowy sweterek w serek, który bez wahania wziąłem.

Wertując kolejne wieszaki nagle do moich uszu dobiegł głośny śmiech. Ale to nie o śmiech chodziło – o głos, który pokierował tym śmiechem. Ochrypły, niski, sprawiający, że moje ciało zaczynało drżeć w oczekiwaniu na więcej. Głos, który zmieniał moje nogi w watę, mózg w papkę, a inteligencja spadała do poziomu jaskiniowca. Głos, który mógłbym słuchać przez resztę życia.

Harry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz