niedziela, 23 lutego 2014

*A może wtedy, gdy stałem w jego drzwiach…?



15 grudnia

Nigdy nie lubiłem niespodziewanych wydarzeń, takich z zaskoczenia. Zastawały mnie w bardzo krępujących momentach i jedyne czego w takich chwilach pragnąłem to zapaść się pod ziemię z powodu upokorzenia. Raz na przykład Niall zaprosił do nas Zayna, który zupełnie nieświadomy tego, że właśnie ktoś zajmuje łazienkę wszedł do niej i zastał mnie śpiewającego pod prysznicem. Ustaliliśmy, że oboje o tym zapomnimy, ale zawstydzenie tym wydarzeniem nadal onieśmielało mnie w jego towarzystwie.

Jednak teraz problemem nie był Zayn – choć wolałbym, żeby to właśnie on stał w progu. Ten problem, z którym musiałem się teraz zmierzyć, był wyższy ode mnie o głowę, posiadał loki oraz dołeczki w policzkach, zniewalający uśmiech, różowe rumieńce i niesamowicie zielone oczy.

- Cześć – odezwał się cicho, gdy ja osłupiały stałem przy otwartych drzwiach, nie wiedząc co powinien zrobić; uciec czy zachować zimną krew i męską dumę. A może mi się przewidziało? Nie miałem okularów, więc mogłem go z kimś pomylić. – Przepraszam, że nachodzę was tak wcześnie, ale później bym zapomniał… Czy zastałem Nialla? – spytał, patrząc w moje oczy. – Chciałbym od niego pożyczyć notatki.

Fakt, że Harry stoi w progu mojego mieszkania dotarł do mnie zaraz po jego słowach. Fakt, że ja stoję w drzwiach, jedynie w bieliźnie z wyraźnym problemem w bokserkach dotarł do mnie zaraz potem. W nagłym przypływie paniki sięgnąłem po płaszcz wiszący na wieszaku i w mgnieniu oka założyłem go na siebie, chcąc jakkolwiek zakryć swoje ciało. Dostrzegłem, że Harry przygryza wargę, próbując tłumić śmiech, a na jego policzkach rumieńce przybierają żywszego koloru.

- Niall – zacząłem drżącym głosem, szczelnie zapinając płaszcz – przed chwilą wstał i powinien zaraz wyjść ze swojego pokoju. Jeśli chcesz możesz wejść i na niego zaczekać – zaproponowałem, robiąc miejsce w przejściu.

- Dzięki – powiedział Harry, przeciskając się przez szczelinę, którą mu zaoferowałem. Otarł się ramieniem o mój bark, wywołując przyjemne dreszcze wzdłuż kręgosłupa i nagle zalały mnie obrazu tego, co robiłem dzisiejszej nocy. Spuściłem głowę, unikając kontaktu wzrokowego i szybko zamknąłem za nim drzwi, odwracając się, aby wziąć od niego kurtkę, którą szybko zawiesiłem na wieszaku.

- Jeśli chcesz – mruknąłem, gdy przeszliśmy do salonu – zrobiłem przed chwilą gofry… Są w kuchni, możesz śmiało skorzystać.

- Dziękuję – wymamrotał, stając przy kanapie. – Macie kominek – zauważył, uśmiechając się. – Zawsze chciałem mieć taki, ale rodzice nie mieli wystarczająco pieniędzy, żeby zamontować go w domu – dodał. Wiedziałem, że wcale nie musiał tego mówić – ale właśnie podzielił się ze mną cząstką swojego życia i nie potrafiłem opanować radości wypełniającej każdą komórkę mojego ciała. Bu pojawił się znikąd w moich nogach, patrząc na Harry’ego z przekrzywionym łebkiem. – Och, jaki kociak! – Chłopak kucnął i wyciągnął w jego kierunku dłoń.

- To Bu – powiedziałem, z uśmiechem patrząc jak kot mruczy, gdy Harry drapie go za uszkiem. – Niech nie zwiodą cię pozory, potrafi być strasznie wredny.

Zachichotał i zrobił dziwną minę do kota. Jego zachowanie było tak… naturalne. Jakby od dawna znał się z Bu, jakby… był częścią mojego życia. Wiedziałem, jak to zabrzmiało – dobry Boże, przecież w ogóle go nie znałem – ale naprawdę przy nim czułem się jakby moje życie było kompletne, jakbym w końcu znalazł zagubiony element układanki, który cudem znalazł się na swoim miejscu.

- Nie musisz tu stać, dam sobie radę – jego głos brzmiał spokojnie i był zabarwiony nutką rozbawienia. Zrozumiałem, że przez ten cały czas stałem i przyglądałem mu się. Zażenowany spuściłem wzrok. – Jestem dużym chłopczykiem. A przypuszczam, że ten płaszcz nie jest ostatnim krzykiem mody jeżeli chodzi o ubrania codzienne – dodał.

Natychmiastowo pokryłem się dorodnym rumieńcem, mimo obietnic, że już nie będę tego robił przy byle jakiej okazji. Wymamrotałem pod nosem, że to dobry pomysł, i odwróciłem się na pięcie, wpadając na ścianę. Przybrałem kolor buraka i, ignorując chichot Harry’ego, szybko wszedłem do swojego pokoju. Zamknąłem drzwi i oparłem się o nie, powoli zjeżdżając po nich w dół, przyciągając nogi do klatki piersiowej.

Matko. Boska.

Nie byłem przygotowany na tyle niesamowitego podniecenia, pożądania oraz ciepła wypełniającego moje ciało. Dodatkowo nadal wściekle się rumieniłem, przypominając sobie upokorzenie, którego także niedawno doświadczyłem. Do cholery, Harry widział mnie niemalże nagiego, wyglądającego jak po dobrej sesji migdalenia z wyraźnym problemem odcinającym się na bieliźnie! Jak ja teraz zachowam przy nim zimną krew i będę udawał, że to zdarzenie wcale nie miało miejsca?

Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że to się stało. Nie dość, że widział mnie w klubie, tańczącego z innym facetem, a potem płaczącego w męskiej toalecie, to teraz musiał przyjść do mojego mieszkania, o ósmej nad ranem, żeby wziąć notatki od Nialla i przy okazji zobaczył mnie w stanie podniecenia i frustracji seksualnej.

Gorzej być nie mogło.

Wszystko jeszcze pogarszał fakt, że za każdym razem kiedy na niego spojrzałem przed oczami stawał mi obraz samego siebie, bezwstydnie zabawiającego się na łóżku i krzyczącego imię Harry’ego w ekstazie.

- Harry, co ty ze mną robisz? – wyszeptałem żałośnie sam do siebie, uderzając głową w drzwi.

Bałem się sam przed sobą przyznać, że prawdopodobnie zawrócił mi w głowie do tego stopnia, iż mogłem czuć do niego coś więcej. W końcu do zakochania wystarczy niecała jedna sekunda – ale to raczej nie było to. Do poczucia tej głębi potrzeba znacznie więcej czasu; trzeba pozwolić uczuciom powoli ogarnąć komórki twojego istnienia i dać im działać. Spędzać czas z tym, który wziął twoje serce i nie odda go już nigdy, być z nim w każdej wolnej chwili i oddawać mu każdą cząstkę siebie, aby ona połączyła się z nim. Definicje mogą być różne, ale ja dokładnie wiedziałem, że mojego uczucia do Harry’ego nie można nazwać zakochaniem. Na to jeszcze za wcześnie.

- Cześć, Harry – usłyszałem głos Nialla, nieco stłumiony przez przeszkodę w postaci drzwi. Oderwałem myśli od niechcianych wizji miłości i postanowiłem przysłuchać się dokładniej ich rozmowie.

- Hej – odpowiedział mu głos Harry’ego. – Wybacz, że przyszedłem tak wcześnie, ale…

- Jasne, nic się nie stało. Chcesz pożyczyć notatki, prawda? – spytał go Niall. Harry potwierdził i dosłyszałem jego kroki, wnioskując, że gdzieś się przemieszcza. – Są na moim biurku, możesz po nie iść. Ja muszę coś zjeść, bo jestem zajebiście głodny.

- Po seksie każdy jest głodny – zachichotał Harry. Niall zawtórował mu, a ja zarumieniłem się z powodu aluzji loczka. To było jasne, że wywnioskował co robiłem z Niallem jednak dopiero uświadomiłem to sobie, gdy powiedział to na głos.

- Wbrew temu co myślisz, Styles, nie uprawialiśmy seksu – odpowiedział mu Niall. Podziękowałem Bogu, że postanowił sprostować błędnie wysunięte wnioski Harry’ego. I nazwał go Styles – to chyba jego nazwisko. Cholera, pasuje do niego. – Louis jest zbyt… jakby to ująć… zbyt nieśmiały, żeby posunąć się dalej. A poza tym – jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele nie uprawiają seksu, Harry.

Nie całują się, nie ocierają o siebie, nie biorą razem pryszniców, co też nam się czasami zdarza – dodałem w myślach. Z tej perspektywy przyjaźń z Niallem wydawała się dziwna, ale i tak uwielbiałem to co było między nami. Westchnąłem i odkleiłem ucho od drzwi, stwierdzając, że podsłuchiwanie wcale nie jest fair w stosunku do nich, szczególnie, że rozmawiali na dość niezręczne dla mnie tematy, i podniosłem się z ziemi, szybko zdejmując płaszcz. Poczułem powiew chłodu na nagiej skórze, mimowolnie wzdrygając się, gdy to uczucie wydało mi się nadzwyczaj miłe. Od razu pozbyłem się tej myśli i podszedłem do komody, wyciągając z niej jakiś podkoszulek i zakładając go na siebie. Próbowałem zignorować sposób w jaki materiał czule podrażnił moje sutki, przechodząc do szafy, aby wyciągnąć z niej parę spodni. Przez chwilę zastanawiałem się, które wybrać, aż w końcu wybór padł na ciemnoniebieskie.

Wziąłem je i odwróciłem się na pięcie, ale nie uszedłem dwóch kroków, bo potknąłem się o kulkę wełny. Cholerny kot, wszędzie ją musi zostawiać! Przeklinając tego zwierzaka upadłem na ziemię, warcząc pod nosem. Pozbierałem się, masując dłonie i schyliłem się, żeby podnieść spodnie, niezgrabnie wypinając pośladki.

W momencie, w którym miałem już się wyprostować usłyszałem kliknięcie drzwi oraz skrzypienie zawiasów, i zamarłem. Nagle atmosfera w pokoju się zagęściła, a świadomość tego, że dokładnie zdaję sobie sprawę z tego kto za mną stoi sprawiła, że poczułem dziwny ucisk w podbrzuszu. Słyszałem dokładnie jego ciężki oddech, cudowny zapach rozniósł się w powietrzu przynosząc słodką woń cynamonu, kawy oraz perfum. Przełknąłem ślinę, próbując powstrzymać reakcję mojego ciała, i powoli podniosłem się do pionu, zakrywając spodniami wyraźną wypukłość odznaczającą się w moich bokserkach.

Przynajmniej miałem na sobie koszulkę.

Zachowałem wewnętrzny spokój i próbując być dzielnym uniosłem wzrok z podłogi, patrząc prosto w jego oczy. Niemalże jęknąłem na widok błyszczących szmaragdowych tęczówek, stopniowo ciemniejących wraz z ich łakomym przebieganiem po moim ciele. Pod tym ostrzałem czułem się niesamowicie nagi, bezbronny i zdany tylko na łaskę Harry’ego. Oddychałem ciężko przez rozchylone wargi, czując, jak serce szybko pompuje krew – niemalże słyszałem w uszach jej szum. Przeniosłem wzrok na jego wargi; pełne, różowe, niesamowicie dziewczęce, ale nadal piękne i całkowicie do niego pasujące.

Zorientował się gdzie patrzę i zwilżył dolną wargę różowym językiem, pozostawiając ten kawałek ciała wilgotnym przez jakiś czas dopóki nie wysuszył go oddechem spomiędzy uchylonych ust. Patrzyłem zaczarowany jak znów wysuwa czubek języka, prowokacyjnie liżąc na moich oczach.

Już chciałem powiedzieć, żeby przestał i grzecznie opuścił pomieszczenie, ale on wyprzedził mnie, zamykając drzwi i pokonując dzielący nas dystans. Poczułem ciepło jego ciała, ciężką woń piżma zmieszanego z naturalnym zapachem chłopaka. Zadrżałem, zaciskając dłonie mocniej na materiale spodni, aby nie chwycić Harry’ego za kark i zmusić do pochylenia w moją stronę. Irytował mnie fakt, że był wyższy ode mnie, ale pogodziłem się z tym w tej samej chwili, w której uświadomiłem sobie, że przy tej różnicy wzrostu mogę zatopić nos w jego szyi i napawać zapachem.

Zadarłem głowę i po raz kolejny spojrzałem mu w oczy. Mierzyliśmy się wzrokiem przez dłuższy czas aż w końcu nie potrafiłem wytrzymać i spuściłem głowę, rumieniąc się. Cały nastrój prysł w jednej chwili. Harry także odwrócił się, odchrząkując.

- Ja… - zaczął lekko ochrypłym głosem – myślałem, że może coś ci się stało coś. Długo cię nie było i nie wiedziałem co… No… Eee… Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku.

Zabawne. Niedawno zadał mi to samo pytanie w zupełnie innych okolicznościach.

- Tak, wszystko okej – odparłem, zadowolony, że mój głos nie zdradzał stanu ducha. Mocniej zacisnąłem dłonie na materiale, z opóźnieniem rejestrując, że takowego nie trzymam. Z przerażeniem rozglądnąłem się wokół, uświadamiając sobie, że spodnie leżą zmięte w moich nogach, pokazując Harry’emu mój aktualny stan.

Tyle upokorzenia w ciągu godziny… Chryste.

Dodatkowo nie pomagał fakt, że zapach Harry’ego przypominał mi o wydarzeniach minionej nocy podczas której robiłem sobie dobrze, na koniec, w całkowicie wspaniałym spełnieniu, krzycząc jego imię i wyobrażając sobie, że to on robił mi te wszystkie cudowne rzeczy.

Nie, błagam, nie.

- To dobrze… - powiedział Harry, patrząc na mnie spod swoich loków. – Ja… um, chciałbym cię jeszcze o coś zapytać.

Panika ogarnęła moje ciało. Co jeżeli stwierdził, że jestem zbyt nachalny i najlepiej będzie jeśli w ogóle nie będziemy się spotykać?

- Tak? – spytałem cicho, bojąc się tego, co chciał mi oznajmić. Co jeżeli powie mi teraz, że ten SMS wysłał dla żartów, żeby ponabijać się ze mnie? Albo że jestem głupim pedziem, który myśli, że zwróci uwagę takiego chłopaka jak on?

Dobrze wiedziałem, że nie zniósłbym takich słów z jego ust. Za bardzo by mnie bolały i przypominały mi o tym jak traktowali mnie w szkole kiedy rozniosła się plotka, że jestem gejem, a na drugi dzień wszędzie krążyły moje półnagie zdjęcia gdzie przebieram się w szatni. Przełknąłem ślinę, dziarsko podnosząc podbródek.

Nagle poczułem ciepły oddech na policzku. Nie zarejestrowałem kiedy Harry znalazł się tak blisko mnie. Wszystko we mnie zawrzało, ciało niemalże lgnęło do niego w potrzebie kontaktu z jego ciepłem.

- Zastanawiałem się… czy nie chciałbyś wyjść dzisiaj gdzieś wieczorem? Ze mną?

To pytanie spowodowało, że nogi ugięły się pode mną. Nie spodziewałem się tego. To ja planowałem wykonać pierwszy krok w kierunku pogłębienia naszej znajomości i nigdy nie śmiałbym przypuszczać, że to właśnie Harry pierwszy mnie gdzieś zaprosi. Radość rozsadzała mnie od środka, ale ograniczyłem się do jednego nieśmiałego uśmiechu, ponieważ jego oddech przy uchu mnie rozpraszał.

- Ja… - zacząłem, zaciskając powieki, aby odpędzić miłe uczucie rozchodzące się po moim ciele z każdym jego oddechem – ja myślę… - W jednej chwili zapomniałem co powiedzieć. Harry zaalarmowany odsunął się ode mnie na bezpieczną odległość; w końcu przestało mi się kręcić w głowie od jego zapachu i mogłem wykonywać normalne czynności. – Z chęcią gdzieś z tobą pójdę, Harry.

Przymknął oczy, gdy jego imię uszło z moich warg, przygryzając wargę. Sam zdziwiłem się ile skrywanego uczucia włożyłem w jego wypowiedzenie. Spuściłem głowę i zarumieniłem się; w końcu imiona także mają moc, szczególnie jeżeli wymówi się je w jakiś szczególny sposób – czyli jak ja zrobiłem to z jego imieniem.

Przełknąłem ślinę.

- To świetnie – powiedział nagle Harry, otwierając swoje oczy, dziwnie błyszczące jakimś uczuciem. – Wpadnę po ciebie o szóstej, okej?

Nie wiedziałem co odpowiedzieć, zbyt zszokowany otwartością, z jaką to oznajmił Jakbyśmy codziennie umawiali się na wspólne wyjście wieczorem.

Na randkę.

O cholera.

- Ja… ja… jasne – wyjąkałem, patrząc, jak jeszcze szerzej się uśmiecha i, puszczając mi oczko, wychodzi z pokoju, głośno żegnając się z Niallem. Po trzasku drzwi pozwoliłem sobie na głośny pisk podniecenia.

Nie miałem najmniejszego pojęcia co powinienem zrobić. W końcu Harry zaprosił mnie na randkę… No dobrze, nie można tego nazwać randką, bo nawet nie wiem czy dla niego wyjście z innym chłopakiem to zwykłe „wyjście” czy „romantyczna schadzka” niemniej jednak cieszyłem się na wizję nas – wspólnie spędzających wieczór.

Szybko ubrałem spodnie zauważając, że ten dziwny wybuch radości spowodował zmniejszenie mojego problemu (wolałem się nad tym dłużej nie zastanwiać), i w podskokach dotarłem do kuchni gdzie Niall zjadał właśnie ostatniego gofra, brudząc się bitą śmietaną. Zachichotałem, podchodząc do niego i palcami zbierając białą masę z kącików jego ust.

- Co sprawiło, że jesteś taki radosny z samego rana, Loueh? – zapytał mnie, oblizując usta kiedy włożyłem palec z śmietaną do ust, zlizując ją.

Uśmiechnąłem się do niego, siadając na wolnym krześle.

- Harry zaprosił mnie na… um… wyjście wieczorem – powiedziałem, decydując się na tą wersję nie chcąc od razu nazywać tego randką.

- Harry? – powtórzył Niall. – Ten Harry Styles? Twoja inspiracja, powód twojej frustracji seksualnej i erotycznych fantazji?

Uderzyłem go w ramię, rumieniąc się, gdy wspomniał o tym ostatnim. A co jeśli on słyszał…? Zaraz jednak odrzuciłem tą myśl – wtedy spał i raczej mało prawdopodobne było, aby cokolwiek usłyszał.

- Tak, Niall, właśnie ten.

Przyjaciel przez chwilę przyglądał mi się aż w końcu obdarzył mnie zniewalającym uśmiechem i nachylił się, aby złożyć słodki pocałunek na moich ustach. Widziałem jednak, że uśmiech ten nie sięgał jego oczu i odnosiłem dziwne wrażenie, że go skrzywdziłem albo zrobiłem coś nie tak. Przestałem się tym jednak zadręczać, gdy klepnął mnie w tyłek i kazał na dzisiejszych zakupach z Danielle kupić seksowny ciuszek, żeby „Harry’emu stanął od samego patrzenia”.

Nie skomentowałem tego. Wciąż nie mogłem za bardzo uwierzyć w to, że za parę godzin prawdopodobnie będę spędzał czas z Harrym. A gdy Danielle zadzwoniła do drzwi niemalże pobiegłem jej otworzyć, aby jak najprędzej iść na zakupy i kupić to ubranie o którym mówił Niall. Chciałem wypaść przy Harrym jak najlepiej.

- Lou, jesteś dzisiaj wyjątkowo radosny – zauważyła.

Oczywiście, że jestem! W końcu umówiłem się z Harrym!

- Tak, jestem – odparłem, uśmiechając się.

Obiecałem Niallowi, że wrócę przed czternastą (na zakupy czasem potrzeba dużo czasu) i pocałowałem go na do widzenia. Nigdy nie wychodziłem z mieszkania bez pożegnalnego pocałunku. Danielle przewróciła oczami i pociągnęła mnie w stronę schodów. Wciąż nie mogłem pozbyć się tego uczucia, że spotkam się z Harrym, w efekcie czego wpadłem na kogoś w połowie schodów i upadłbym, gdyby Danielle w porę mnie nie podtrzymała.

- Przepra… Zayn? – mruknąłem elokwentnie, patrząc na mulata. Wyglądał, łagodnie mówiąc, okropnie. Miał podpuchnięte i zaczerwienione oczy, był blady i patrzył na mnie pustym wzrokiem. – Co… co się stało?

- Wszystko okej? – od razu spytała Danielle, wyraźnie zmartwiona. Choć nie znała Zayna za dobrze widać było, że przejmowała się jego stanem.

- Jest Niall? – wychrypiał tylko.

- Tak – odparłem, przyglądając mu się. – Jesteś pewny, że wszystko jest w porządku?

Kiwnął głową i powlókł nogami na górę. Wiedziałem, że coś jest nie tak, a cichy szloch, który rozniósł się po klatce schodowej chwile później, upewnił mnie, że nie wszyscy mieli taki radosny dzień jak ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz