Weekendy zazwyczaj mijają szybko, nie zdążymy się obejrzeć, a poniedziałek wita nas z otwartymi ramionami. Jednak Liam cieszył się z powodu pójścia do szkoły. Po raz pierwszy od bardzo dawna cieszył się z nadejścia poniedziałku. Siedział na angielskim, patrząc przez okno. Był zmęczony. Naprawdę zmęczony. Przez ostatnie kilka dni spał niewiele, ponieważ zbyt wiele spraw zakrzątało mu głowę. Wszystko co wydarzyło się w sobotę sprawiło, że jego myśli znajdowały się nie tam, gdzie powinny.
W pewnym momencie poczuł szturchnięcie w ramię. Odwrócił się w prawo napotykając skoncentrowaną twarz przyjaciela.
- Stary, co się dzieje? – zapytał Niall.
- A co ma się dziać?
- Jesteś jakiś nieobecny – wzrok przyjaciela przeszywał Liama, przez co jego wzrok skupił się na ławce.
- To wszystko przez to, że miałem ciężki weekend, a ta lekcja nie należy do najciekawszych – mruknął.
- Odnośnie weekendu – zaczął blondyn, a Liam miał ochotę jęknąć na samą myśl o temacie, jaki miał zamiar zacząć jego przyjaciel. – Jak sobie radzisz? No wiesz Za…
- Daj spokój Niall – warknął szatyn, zwracając na siebie wzrok nauczycielki.
- Panie Payne, czy ma pan coś do powiedzenia? – zapytała, poprawiając okulary na nosie.
- Przepraszam, to się nie powtórzy – wymigał się chłopak, ukazując swój uśmiech. Poprawił się nieznacznie na krześle, kątem oka spoglądając na Nialla.
- Muszę się z tym oswoić – szepnął. – Potem porozmawiamy.
Blondyn delikatnie przytaknął głową, nie odrywając wzroku od tablicy. Dwójka przyjaciół resztę lekcji spędziła na udawaniu, że uważnie słuchają wykładu nauczycielki. Prawda jednak była taka, że żadne z nich nie było myślami w tej klasie.
Po dwudziestu minutach lekcja dobiegła końca. Szatyn podążał wraz z Niallem i Louisem, który po dzwonku, ogłaszającym przerwę, dołączył do nich. Spakowali z szafek wszystkie swoje rzeczy, ciesząc się, że w końcu mogą udać się do swoich domów. Szatyn przerzucił torbę przez ramię, zatrzaskując z hukiem szafkę.
- Liam! – po korytarzu rozniósł się żeński głos.
Liam przewrócił oczami, nie zatrzymując się na donośne wołanie, które po chwili się powtórzyło. Louis spojrzał porozumiewawczo na Nialla, ale żaden z nich nie postanowił się odezwać. Wołanie ucichło, tym razem dało się słyszeć stukot obcasów. Chłopak nadal szedł, ale wywnioskował, że dziewczyna nie dawała za wygraną. Najprawdopodobniej przyspieszyła kroku, ponieważ już po chwili uczepiła się jego ramienia.
- Liam – sapnęła, przyglądając mu się uważnie.
- Wydaje mi się, że nie mamy o czym rozmawiać – powiedział ignorującym tonem.
- Chcę wytłumaczyć.
- A jest co? – parsknął. – Wszystko wyjaśniłaś w sobotę.
- Ale pozwól mi dojść do słowa. To nie moja wina, on mnie sprowokował. Dlaczego wyżywasz się na mnie? – zgarnęła z czoła grzywkę, niezwykle oburzona całą sytuacją.
- On sprowokował ciebie? Proszę cię, nie jestem głupi. Na pierwszy rzut oka widać, że puszczasz się na prawo i lewo – syknął.
- Wypraszam sobie – warknęła, wymierzając siarczysty policzek swojemu chłopakowi. – Od kiedy bronisz Zayna?
- Zamknij się! – zagotowało się w nim, gdy dziewczyna nie zwracając uwagi na otoczenie bezkarnie wymawiała imię Malika. – Nigdy go nie broniłem i nie mam zamiaru tego robić. Dobrze wiedziałaś, że go nienawidzę, a mimo wszystko z nim flirtowałaś.
- Boże Liam! Nie widziałeś wszystkiego – zrobiła zbolałą minę. – To on zaczął, myślisz, że sama zaczęłabym z nim rozmawiać? Przecież dobrze wiem, jaka jest sytuacja między wami. Nigdy bym ci tego nie zrobiła, rozumiesz? Zależy mi na tobie.
Liam miał dość. Był pewien , że to jego dziewczyna rozpoczęła to całe przedstawienie. Czy to możliwe, żeby jednak mówiła prawdę? To całkiem logiczne. Zayn go nienawidzi, więc specjalnie zaczął tę szopkę, by tylko zirytować Liama.
- Wybacz – odezwał się w końcu. – Nie powinienem nazywać cię puszczalską.
- Kochanie, jestem twoją dziewczyną, powinieneś mi zaufać.
- Dobrze, przepraszam – musnął ją delikatnie w usta, po czym odsunął się na niewielką odległość. – Wracasz z nami do domu?
- Mam jeszcze jedną lekcję, więc wrócę z Kirsten – uśmiechnęła się słodko, machając na pożegnanie Louisowi i Niallowi, zniknęła im z pola widzenia.
- Co to, do cholery, miało być? – ciszę przerwał Louis.
- Nic – Liam wzruszył ramionami.
- Jak to nic? O co jej chodziło? - wypytywał starszy, nie dając za wygraną. – I nie waż się wymigiwać.
- W sobotę zastałem Sophie i Malika w jednoznacznej sytuacji – poddał się Liam. Wiedział, że Niall by odpuścił, ale jeśli chodziło o Louisa, to spławienie go nie należało do najłatwiejszych. – W moim pokoju.
- Pieprzyli się!? – krzyknął Niall, który został szybko uciszony przez groźny wzrok Liama.
- Nie, kretynie! – warknął.
- Tak tylko pytam – bronił się Niall, uzyskując rozbawione spojrzenie Louisa.
- To w takim razie, dlaczego z nią nie skończysz? – spytał najstarszy, uważnie lustrując przyjaciela.
- Nie czuję takiej potrzeby, wszystko mi wyjaśniła.
- Boże, jaki ty jesteś tępy. I co wierzysz jej? Przecież dobrze wiesz jaka jest. Wierzysz w bajeczkę, że to Malik chciał ją uwieść?
- Tak? Czemu miałbym jej nie wierzyć? Malik jest do tego zdolny – odpowiedział, nie zaszczycając przyjaciół spojrzeniem.
- Może dlatego, że ona robi to notorycznie? – Niall wtrącił się do rozmowy, wkładając ręce do kieszeni.
- Co robi? – zapytał, jednak dobrze wiedział o co chodzi Horanowi.
- Liam – westchnął Louis. – Nie udawaj idioty, okej? Nie sądzisz, że dała ci wystarczający powód, by w końcu ją zostawić?
- Nie, ponieważ wszystkiemu winien jest Malik – odparł ze spokojem Liam. – Nie mogę się doczekać, aż przyłożę mu po raz drugi.
Louis chciał coś powiedzieć, jednak Liam mu to uniemożliwił. Nie miał ochoty z nimi o tym rozmawiać. Tematy o Sophie nigdy nie trwały zbyt długo. Chłopak nie lubił o tym rozmawiać, ponieważ to doprowadzało do kłótni pomiędzy nim, a jego przyjaciółmi. Oni mieli swoje zdanie, a on miał swoje i raczej nie miał zamiaru tego zmieniać.
- Dobra chłopaki, ja wracam o domu – stwierdził, odłączając się od chłopaków.
- Nie idziesz do Louisa? Mieliśmy obejrzeć film – przypomniał Niall, przyglądając się szatynowi.
- Zmieniłem zdanie, mam coś do załatwienia – odparł z ironicznym uśmiechem na ustach.
Jedyne co zdążył powiedzieć, to krótkie cześć, po czym ruszył w stronę swojego domu. Spojrzał na wyświetlacz telefonu, na którym widniała widomość od Sophie, o tym jak bardzo go kocha, jednak od razu ją zignorował. Zostawił Nialla i Louisa zdezorientowanych na chodniku, więc nie dostrzegł spojrzeń, które wymienili między sobą. Wiedzieli, że ich przyjaciel jest trudny, ale zazwyczaj szło się z nim dogadać. Zazwyczaj, czyli wtedy, kiedy nie poruszali tematu jego dziewczyny.
***
Liam wszedł do mieszkania, w którym panowała cisza. Zdziwił się, ponieważ jego mama od dwóch godzin powinna być w domu. W salonie grał telewizor, jednakże nikogo tam nie było. Ściągnął buty, po czym skierował się do kuchni, skąd dochodziły odgłosy krzątaniny. Wszedł tam, a jego oczom ukazała się drobna brunetka, zmywająca naczynia. W uszach miała słuchawki, prowadząc żywą rozmowę z kimś o imieniu Mary. Stała do niego tyłem, nie zauważając jego przybycia. Oparł się o framugę drzwi obserwując jak rozmowa z minuty na minutę staje się coraz żywsza.
Chrząknął po chwili, dając dziewczynie znak, że nie jest sama. Mimo to Magan nie zareagowała. Poszedł bliżej, podnosząc talerz leżący na stole i wkładając go do zlewu. Brunetka podskoczyła, patrząc na Liama zaskoczonym wzrokiem. Szybko przerwała rozmowę, żegnając się z Mary. Zdjęła z uszu słuchawki, nadal wpatrując się w szatyna.
- No co? – zapytał.
- Nic – opowiedziała. – Coś się stało?
- A coś musiało się stać, żebym stał we własnej kuchni? – ogryzł Liam, nie zwracając uwagi na zmieszaną minę Meg.
- Nie to miałam na myśli – spuściła głowę w dół, przyglądając się swoim palcom.
- Ale to powiedziałaś – Liam uniósł do góry jedną brew, uśmiechając się cwaniacko.
- Może trochę szacunku, co? – przerwał im głos, który dobiegał zza pleców szatyna. Odwrócił się szybko napotykając czekoladowe tęczówki.
- Ponieważ?
- Ponieważ Meg nie jest niczemu winna. Wkurwia cię…
- Zayn! – pisnęła pouczająco Meg, mrużąc oczy, na co Zayn podniósł ręce w geście obronnym.
- Okej – przytaknął, dając dziewczynie znak, że wygrała. Po tym od razu skierował się ku Liamowi. – Każdy wie, że nie odpowiada ci ta sytuacja, ale Megan zostaw w spokoju. Nic ci nie zrobiła.
- Wystarczy, że tu jest, rządzi się w mojej kuchni i w całym domu. Wystarczy, że oddycha.
- Payne! – krzyknął brunet, podchodząc szybkim krokiem do Liama. – Uważaj sobie.
- Bo? – zakpił chłopak, unosząc kąciki ust jak najwyżej się dało.
Nagle koło Zayna znalazła się jego siostra, chwytając go za nadgarstek. Na początku nie zwrócił na to uwagi, popychając Liama, który uderzył plecami o blat stołu. Jednak, gdy to uczynił do jego uszu dotarł pisk. Dopiero wtedy poczuł jak Megan ściska jego nadgarstek, próbując odciągnąć go od jak najdalej się da.
Zayn odwrócił się w jej stronę, próbując opanować swoją furię. Uśmiechnął się delikatnie do niej, delikatnie wysuwając rękę spod jej uścisku.
- Spokojnie – odezwał się.
- Zayn, proszę cię – zaskomlała, widocznie przerażona sytuacją.
- Idź na górę, dobrze? Muszę porozmawiać z Liamem.
- Nie ma mowy – sprzeciwiła się. – Pozabijacie się, gdy tylko stąd wyjdę.
- Nie zrobię nic głupiego, po prostu chcę z nim porozmawiać. Idź na górę, zaraz do ciebie przyjdę.
- Ale… - Megan nie do końca była przekonana do słów brata.
- No już – ponaglił ją, starając się, by ton głosu nie zdradzał jego złości.
Dziewczyna niepewnie pokiwała głową, po chwili wychodząc z kuchni. Obrzuciła ostatnim spojrzeniem chłopaków, by upewnić się, że wszystko jest w porządku. Jednak łagodny uśmiech Zayna nieco ją uspokoił, więc bez większych protestów udała się do swojego pokoju.
Chłopcy milczeli jeszcze parę chwil, do momentu, aż Meg nie znalazła się na górze. Zayn odwrócił się do szatyna, skalując go uważnie.
- Co ty do cholery sobie myślisz? Nie masz prawa odzywać się tak do mojej siostry.
- Bo? Ty nie miałeś zahamowań, gdy przystawiałeś się do mojej dziewczyny – syknął.
- To ja przystawiałem się do niej? – zapytał, nico zdziwiony.
- Rozmawiałem z nią dzisiaj, powiedziała mi prawdę – oznajmił szatyn.
Zayn zmrużył oczy, chcąc wybuchnąć śmiechem. Sophie serio zrzuciła na niego całą winę? Zawsze wiedział, że z tą dziewczyną jest coś nie tak, ale nie sądził, że jest mistrzynią w kłamaniu.
- Skoro powiedziała prawdę… - chłopak nie miał ochoty zaprzeczać, ponieważ wiedział, że to i tak niewiele da. Liam by mu nie uwierzył. – Szkoda, że wszedłeś wtedy do pokoju. Naprawdę robiła się łatwa.
- Wiesz… Zastanawiałem się na czymś – zaczął chłopak. Zagotowało się w nim po słowach Zayna, jednak postanowił tym razem nie wywoływać bójki. – Skoro ty chciałeś przelecieć moją dziewczynę to… Czemu ja nie mógłbym przelecieć twojej siostry?
Wypowiedział ostatnie słowa z wyższością patrząc jak mina Zayna się zmienia. Wiedział, że to go zszokuje, a także wyprowadzi z równowagi. Podobał mu się ten widok, ponieważ jego słowa bardzo dotknęły chłopaka.
- Ona jest niepełnoletnia – wyszeptał, nadal będąc w szoku.
- Na litość boską, Malik. Dziewczyny w jej wieku robią gorsze rzeczy.
- Ty sukinsynie! – zamachnął się, uderzając pięścią twarz Liama. – Nie waż się nawet do niej zbliżać!
Uderzenie było silne. Gdyby nie stół, o który oparty był Liam, z pewnością upadłby na ziemię. Czuł jak jego twarz pali. Wiedział, że tym razem wytworzy się siniak. Chwycił Zayna za koszulkę, zamieniając ich pozycjami. Był zły, naprawdę zły. Stali tak blisko siebie, że niemal czuli swoje własne oddechy. Liamowi natychmiast przypomniała się sytuacja sprzed kilku dni, kiedy to Zayn zareagował dość jednoznacznie na ich dotyk. Szatyn nie miał zamiaru poruszać tego tematu, ale nie panował nad sobą.
- Może porozmawiamy o tym, co stało się w sobotę? – zapytał, widząc jak oczy Zayna kilkukrotnie się powiększają. Bał się. Wielki Zayn Malik bał się.
- Nie wiem o czym mówisz – odezwał się brunet. Starał się, by jego głos był opanowany, jednak załamał się odrobinę. Nie uszło to uwadze Liama.
- Doprawdy? – uniósł do góry brew, patrząc jak Zayn ucieka wzrokiem, od jego palącego spojrzenia.
Położył ręce po obu stronach bioder swojego wroga, delikatnie przysuwając się o przodu. Przyłożył usta do ucha chłopaka, próbując się nie roześmiać.
- A ja myślę, że dobrze wiesz – szepnął, dokładnie wyczuwając jak Zayn próbuje powstrzymać drżenie ciała. – Po prostu jesteś ciotą.
Słowa, które powiedział, po chwili dotarły do bruneta. Szybko go odepchnął, patrząc na niego ze złością. Obawy i strach opuściły go już dawno. Teraz miał pewien cel – chciał zetrzeć Liamowi ten głupawy uśmieszek z twarzy. Szybko wyciągnął dłonie, ściskając je na jego koszulce i przyciągnął do siebie, miażdżąc ich usta w agresywnym pocałunku. Szybko odwrócił osłupiałego chłopaka tak, że szatyn ponownie wbijał się plecami w blat mebla. Całował go, nie dając tamtemu chwili na zastanowienie. Po chwili usta Liama drgnęły, dołączając do pocałunku. Zaskoczyło to Zayna, który niewiele myśląc przesunął swoją dłoń, która nadal trzymała koszulkę chłopaka, by docisnąć ją do krocza swojego wroga.
Dla Liama był to tak niespodziewany dotyk, że zaprzestał jakiegokolwiek ruchu. Jego oczy otworzyły się szybko, kiedy zdał sobie sprawę z tego co się dzieje. Chciał się wyrwać, jednak brunet nie dawał za wygraną, tym razem wprawiając swoją rękę w ruch i pocierając nią materiał spodni Liama. Nie wiedząc czemu, szatyn odnalazł usta Zayna, który od razu pogłębił pocałunek. Jednak nie był głupi, gdy czuł, że penis szatyna robi się twardy, przerwał. Odsunął się od niego, a tamten próbował nie okazywać swojego podenerwowania. Niestety, z marnym skutkiem.
Zayn ponownie zrobił krok do przodu, kopiując zachowanie Liama sprzed kilku minut. Nachylił się nad jego uchem, drażniąc płatek jego ucha.
- Jeśli ja jestem ciotą, to ty również nią jesteś – wyszeptał, po czym z triumfalnym uśmiechem na ustach wyszedł z kuchni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz