niedziela, 23 lutego 2014

*Zayn leżał na łóżku, jego oczy wpatrywały się w sufit, oświetlany przez Księżyc za oknem. Zamknął oczy, słysząc jedynie szelest drzew i powolne, stałe bicie swojego serca.

Czuł się wyczerpany, nie z powodu pracy, ale z niezliczonych rzeczy, które przepływały przez jego głowę od czasu do czasu. To było tak jakby dostał bilet na diabelski młyn, ale wtedy kontrolery zepsuły się i spędziłby tam cały dzień kręcąc się i widząc tą samą rzecz, cały czas w kółko.

Łóżko było dopasowane dla jeszcze jednej osoby, a jego palce natrafiły na puste miejsce, w jakiś sposób wyobraził sobie małe ciało skulony obok niego, brązowe włosy rozrzucone na poduszce, a znajome oczy witałby go z radością każdego ranka. I nawet, jeśli Zayn musiałby iść, Louis ciągnąłby go z powrotem, prosząc żeby został i wkładając cały wysiłek to, żeby go uwieść i przekonać go, żeby nie odchodził.

Zayn zaśmiał się z samego siebie. Wow, naprawdę tracił siebie. Co on do cholery sobie wyobrażał? Uderzył pięścią w materac i usiadł, opierając łokcie na kolanach, ręce wycierały każdy obraz Louisa z jego umysłu. Nie mogłoby być po prostu dnia, gdy jego umysł byłby wolny od Louisa Williama Tomlinsona?

Harry miał rację. Będzie miał kłopoty, albo już w nich jest, nie robi to teraz dużej różnicy. Kim on był żartując sobie z tym całym seksem? Nie był tego typu osobą. Niall był w stanie widzieć, jaki był wcześniej. Był typem sentymentalisty, łatwo przywiązywał się do ludzi i oczywiście Zayn nie wiedział, kiedy się zatrzymać, kiedy jego uczucia włączyły się.

Było za późno, żeby się wycofać. W chwili, w której Louis mu to zrobił (albo Zayn zrobił to sobie), był w bardzo, ale to bardzo głębokim gównie.

Zayn poruszył się na łóżku, pomysł spania opuścił go całkowicie. Idąc w kierunku szafy, oglądał uważnie na swoje odbicie w lustrze.

Nie jesteś tego typu osobą Zayn, wiem, wiem, że gdzieś głęboko, pragniesz więcej…

Czego chciał? Trzymania się za ręce, publicznych pocałunków, wychodzenia i oglądania filmów? Nie był w liceum, gdzie mógł po prostu zapukać do drzwi Louisa i zapytać o wyjście. Louis był Księciem na litość boską.

…jeśli uważasz, że zakończycie tą znajomość na ‘to tylko seks’ mylisz się.

To tylko część, w której para kończy zakochując się w sobie i widząc więcej niż tylko seks – wow, jak do cholery obiecał. Książe widzi w tym wyłącznie grę, kilka osób już mu to mówili, ale dlaczego ciężko było w to uwierzyć? Dlaczego uważał jakby postrzegał Louisa źle, jako nie tą osobę, co trzeba?

Albo może postrzegał to w zły sposób?

Jego dłonie otworzyły szafę, światło padało na jego starannie złożone białe koszule i powiesił czarne płaszcze. Rękawice były starannie dopasowane, herb był zawsze po lewej stronie kołnierzyka, co udowadniało, że był oficjalnym lokajem Tomlinsonów. To była jego praca – nie była to praca, w której zatrudniali każdego. Jeśli o tym myślał, to było jakieś przeznaczenie lub los, czy czymkolwiek te gówno było.

To była praca dla niego. Miał doświadczenie z żywnością, lepsze niż pięcioaparmentowiec gwiazd, spotkanie innych rodzin królewskich, kontaktowanie się z nimi i możliwość podróżowania po kraju – wszystko to za darmo, a wszystko, co musiał robić to ochraniać, podawać jedzenie i być wierny rodzinie – zwłaszcza Louisowi. Miało być tak łatwo.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi, co odciągnęło Zayna z rozmyślań.

Szybko spojrzał na zegarek. Był niemal zaskoczony, że była 245. Czy to jakieś zagrożenie?

Bez myślenia, otworzył drzwi do połowy, jego szczęka opadła na widok pary niebieskich oczu patrzących na niego.

Oczywiście, to musiał być Louis.

XXX

- Będziesz stał i się tak na mnie gapił, czy pozwolisz mi wejść? – Louis pokręcił głową, w środku, ale Zayn wciąż nie mógł nic powiedzieć, myśląc, że był to rodzaj halucynacji. – Woah, nie wiedziałem, że to jedyna rzecz, którą nosisz, gdy jesteś sam Z.

- Co? – Zayn spojrzał w kierunku, w którym patrzył Louis, uświadamiając sobie, że wciąż był w samych białych bokserkach. – Do diabła! O…Odwróć się Wasza Wysokość! – Ale Louis tego nie zrobił i zaczął się śmiać, tym rodzajem śmiechu, który sprawiał, że wokół jego oczu pojawiały się zmarszczki, a Zayn chciał po prostu zapaść się ze wstydu.

Odwrócił się, łapiąc parę spodni, ale szarpnięcie za podkoszulek, sprawiło, że się odwrócił.

- Dawaj Z! Nie musisz być nieśmiały przy mnie. – Przyciągnął go bliżej, jego usta dotknęły płatek jego ucha. – Wiesz, widziałem więcej niż tylko bokserki, prawda?

Zayn skinął głową i wtedy załapał, że Louis ubrany był wyłącznie w jedwabne szaty. – To wciąż wstyd. Pozwól mi… - jego słowa zniknęły zastąpione przez smak herbaty Earl Grey na jego ustach, jego oczy utkwione były w rzęsy Louisa, które odbijały się cieniem na policzkach. Niemal automatycznie, ich ręce zaczęły się poruszać, prawie na siebie wpadając, jakby wiedząc, gdzie je umieścić – Dlaczego widzi to wszystko teraz?

Ręka Louisa zawisła na jego karku, przyciągając go do siebie, dopóki drzwi za nimi się nie zamknęły. Zayn szybko zamknął zamek, jego ramię owinięte było wokół talii Louisa, przyciągając go, a szata spadała powoli z ramion Louisa.

Nie zważając na pomysł, że ktoś mógłby ich usłyszeć, Zayn zamknął lukę pomiędzy ich ciałami, a ciepło między ich ciałami przepływało. Czuł członka Louisa ślizgającego się po jego tułowiu – przyszedł tutaj bez bielizny, próbuje złapać przeziębienie czy coś?

- Lou, nie możesz tu być… - powiedział Zayn, między ich wygłodniałym pocałunkiem, język przesuwał się po jego dolnej wardze. – Ktoś mógł cię zobaczyć…

- Mówiłem ci, że jestem ostrożny. Jestem przyzwyczajony do tego, że biegam po zamku i nikt mnie nie złapał…

- Bez niczego pod spodem…

Czuł jak na jego usta wpływa uśmiech. – Cóż, to jest coś, czego nigdy wcześniej nie słyszałem. To całkiem zabawne. – Przesunął się z powrotem do ust Zayna, tym razem była kolej na jego język. – Nigdy nie wiedziałem, że bieganie wokoło w cienkiej tkaninie przykrywającej moje klejnoty będzie takie ekscytujące.

- Złapiesz przeziębienie.

- Och, Chcesz się tym zająć. – Louis skrzyżował nogi wokół talii Zayna, odrzucając głowę do tyłu i odsłaniając lśniącą szyję. Zayn przyjął zaproszenie i zasysał jego skórę na jabłku Adama Louisa, ciesząc się dźwiękiem oddechu Louisa i tego jak wbijał paznokcie w jego głowę.

- Z… Teraz… - syknął Louis.

- Teraz? Tutaj?

- Nie, co powiesz na pokój moich rodziców? – Zaśmiał się Louis. – Oczywiście, że tutaj. Dokładnie tu gdzie stoimy głupku.

- Och, okej. – Zayn nie chciał brzmieć tak potępiająco, ale myślał, że byłoby dużo lepiej, jeśli zrobiliby to w łóżku, widząc siebie, jak za pierwszym razem, gdy Louis przyszedł go jego pokoju. Ale to mogło sprawić, że rzeczy potem będą dla niego gorsze, wiedząc, że Louis będzie przy nim, gdziekolwiek pójdzie i utrudniając Zaynowi prawidłowe myślenie. – Jak chcesz to zrobić?

- Weź mnie od tyłu – powiedział spokojnie, jakby czekał, aż padnie to pytanie. – Zawsze chciałem tego spróbować. – Louis zaśmiał się, oblizując usta, gdy przeciągał członka na swojej skórze.

Zayn zamknął oczy na chwilę, próbując wymazać pomysł pytania Louisa o to, dlaczego zawsze chciał tego spróbować – jak długo? Z iloma osobami próbował? Ile odrzucił?

- Z…

- Prawda. – Zayn przygryzł brodę, gdy delikatnie przysuwał go do ścianie. Opuścił ręce z talii Louisa, jego kciuki naciskały bladą skórę na udach, gdy odwracał go tyłem. Zayna zabolało podbrzuszu na ten widok: Louis opierał się o ścianę, jego ciało odsłaniało różową, zmarszczoną dziurę, jakby mówiąc ‘Pieprz mnie Zayn’.

Zayn zdjął bokserki i podkoszulek. – Kurwa. Dotykałeś siebie, zanim tu przyszedłeś?

Louis skinął głową. – Hell Yeah! Prawie krzyczałem twoje imię, gdy robiłem sobie dobrze Z. Prawie wyobrażałem sobie, że poczujesz to i sprawdzisz, co u mnie, widząc mnie rozłożonego na łóżku.

Zayn wypuścił z siebie nieludzkie dźwięki. – Chryste, to musiało być gorące.

- Oczywiście, że było. Wiesz, że robiłem sobie dobrze odkąd jesteś moim lokajem. Chciałem, żebyś mnie pieprzył, podczas gdy wkładałeś swój płaszcz. Chciałem ssać cię, a ty byłbyś wciąż w płaszczu… Kurwa. Jesteś taki gorący Z.

Zayn podszedł bliżej, jego palce jeździły po udach, starając się zachować inne dźwięki, jakby robił to sam. – Możesz mi pokazać?

- Lubisz to, prawda?

- Zgaduje, że tak. – Serio? Co on robił? Zayn wiedział, że to sprawi, że rzeczy od słowa gorsze do innego słowa, o wiele gorszego niż ‘najgorsze’. To nie był czas, żeby myśleć o dotykającym się Louisie wyobrażając sobie jego, ale potem Louis włożył palec do swojego wnętrza, a wtedy pociąg myśli Zayna, wykoleił się.

Zayn nie wiedział, gdzie stanąć, więc został tam, ręce miał owinięte wokół swojego członka, ruszając ręką za każdym razem, kiedy Louis wkładał w siebie palec. Do środka i z powrotem. Do środka i z powtorem.

- Kurwa… Tak, cholernie gorące Lou… - jęczął Zayn, jego kciuk nacisnął na środek swojego członka, gdy Louis krzyczał, wkładając swoje palce do środka.

- Dawaj Z. Daj mi to, proszę, pieprz mi¸ pieprz mnie teraz! – Louis prawie krzyczał, a jeśli Zayn nie bałby się, że ktoś mógł ich usłyszeć, Zayn nie zrobiłby nic. Chciał zobaczyć jak Louis błagałby go, jego głos, jego ciało i jego palce głęboko wewnątrz niego – starając się otrzymać tą samą przyjemność, jaką dawał mu Zayn.

Ale może nie był to czas na to, bo Louis krzyczał ponownie jego imię, głośniej niż wcześniej. Louis odwrócił się w jego kierunku, patrząc na Zayna, zanim wyciągnął palce bez zastanowienia, kręcąc tyłkiem i prawie jęcząc z powodu wolnego tempa.

Zayn położył rękę na plecach Louisa, biorąc Księcia z zaskoczenia.

- Zimno…

- Przepraszam, jest to rodzaj zimna… - Zayn potarł plecy Louisa, starając się uzyskać taką sama ilość ciepła, jaką emitowała skóra Louisa. Drugą ręką trzymał podstawę swojego członka, gdy powoli wchodził w niego.

- Wtedy powinieneś – ach – powinieneś spać obok mnie…

Nie żartuj w ten sposób, pomyślał Zayn. Przestań się bawić i mówić słowa, których nie masz na myśli. Zayn nacisnął na jego wejście, jęcząc z tego, jak ciasny był Louis.

- Okej, powiedz mi, kiedy…

- Porusz się.

- Teraz?

- Nie każ mi się powtarzać Zayn. – Zayn uśmiechnął się, wiedząc, że Louis to najbardziej niecierpliwy człowiek, jakiego spotkał. – Zayn, dawaj, dawaj…

Więc Zayn poruszył się powoli, wciąż nie mogąc uwierzyć, jak Louis mógł być tak cholernie ciasny, nawet po tym jak robili to dwukrotnie (albo, kto wie ile razy) tego dnia.

Jego głowa spadłą na plecy Louisa, gdy ich biodra się spotkały. Zwykłe uczucia przychodziły, gdy robili to ponownie: trzepotanie serca, motyle w brzuchu, słowa, które chciał, żeby Louis powiedział – a nie wiedział, czy chciał to zostać, czy chciał to zatrzymać.

- O Boże! Tak! Tutaj! Kurwa, szybciej Zayn, mocniej! – Louis stał z rękami na ścianie. To było zbyt wiele, zanim Louis nie poruszał się w rytmie jego pchnięć, popychając tyłek z powrotem na członka Zayna, gdy uderzał w jego prostatę.

Oboje poruszali się rytmicznie, całkowicie utonęli w dźwiękach, które wydawali, sprawiając, że ich ciała pokryły się warstwą potu i to, że ich emocje mieszały się pod wpływem seksu.

Zayn ugryzł skórę, gdzie przyciskał swoje wargi, pozostawiając Louisa wyginającego się z przyjemności, szepczącego jego imię wielokrotnie.

- Tak dobrze Zayn! Dochodzę! – Jęczał, nadchodząc na spotkanie z członkiem Zayna. Lokaj splótł ręce na talii Louisa, chwytając jego członka i ruszając po nim ręką przeciwnie do jego pchnięć, dopóki Louis nie krzyczał jego umienia, zaciskając się na jego członku, a Zayn czuł gorącą spermę na swoich dłoniach.

- Louis! – Ich krzyki zmieniły się w stłumione jęki, gdy Zayn wystrzelił w jego, jego pchnięcia przeszły w leniwe ruchy, zanim go nie wyciągnął delikatnie. Oboje upadli na podłogę. Oparli się plecami o ścianę, dysząc i patrząc, jak księżyc znika z czarnego nieba.

Zayn podniósł szatę Louisa z podłogi i pomógł mu, otaczając nią jego ciało, a jego kciuki ocierały strużki potu na czole Louisa. Wymienili zakłopotany uśmiech, a nawet w ciemnościach panujących w pokoju, Zayn wiedział, że Louis również na niego patrzył.

Przez chwilę, żaden z nich nie powiedział ani jednego słowa. Ich ręce były obok siebie, ale żaden z nich nie złapał ręki drugiego.

Byli po prostu tam, patrząc na siebie, cisza była przyjemna, bezpieczna, ale Zayn wiedział, że Louis myślał o czymś, co chciał powiedzieć. Lubił myśleć, że to jest czas, gdzie Louis przytula go i trzyma jego rękę albo po prostu mówi mu, co czuje. Mówi mu, że nie jest sam z uczuciami, gdy to robią. Mówi mu, że to nie jest grą. Mówi mu ze nie powinien słuchać tego, co Harry, Niall czy ktokolwiek inni mówią, bo względem niego Louis był uczciwy.

A Zayn uwierzyłby w to. Nie odważył się nawet zapytać. A jeśli Louis nie miał odwagi powiedzieć tego, on będzie tym, który zacznie.

Powiem mu, że nigdy nie myślał o tym, jako o zwykłym seksie między Księciem a lokajem, jako o wymianie przyjemności. Zamiast tego prawdą było to, że jedyną rzeczą, którą mógł wyznać to to, że jego uczucia były prawdziwe.

Zayn już miał otworzyć usta, gdy Louis zaczął się śmiać, mówiąc: - Jezu Zayn. Jesteś tak poważny, wyglądasz jak facet, który chce wyznać drugiej osobie, że ją lubi. – W ciągu sekundy, jeśli Louis by nie wstał, jeśli nie odwróciłby się, jeśli nie ruszyłby w kierunku drzwi, życząc mu dobrej nocy, może mógłby to usłyszeć.

Może usłyszałby ‘tak’ – szept, który uciekł z ust Zayna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz