*A może wtedy, gdy jedyne co chciałem to jego miłość…?
17 grudnia
Stoisz niczym anioł,
w aureoli
miłości.
Patrzysz na mnie szmaragdami
Przekazujesz to wszystko
czego nie możesz.
Patrzę na ciebie
i staram się przekazać
wszystko czego nie mogę.
- Chciałbym zadedykować tą piosenkę chłopakowi, który sprawił, że wszystko inne jest nieważne. Który pokazał mi prawdziwe imię miłości.
Tłum zrobił zbiorowe „och”, a dziewczyny wydały z siebie niekontrolowany pisk. Harry patrzył w moją stronę, bez trudu znajdując mnie wśród innych. Przełknąłem ślinę. Nie byłem na to przygotowany.
Usiadł na wysokim taborecie, przysunął bliżej siebie stojak z mikrofonem i wziął do rąk gitarę. Przygryzłem wargę rejestrując przytomną częścią umysłu, że dłonie, które ciasno splotłem na stoliku, drżą niemiłosiernie z każdym ruchem chłopaka.
Wraz z pierwszym szarpnięciem strun zdałem sobie sprawę z tego, że jestem stracony. Zahipnotyzowany patrzyłem jak szczupłe palce zmieniają akord i niemalże z namaszczeniem przebiegają gryfie, wydobywając z instrumentu najpiękniejszą melodię jaką kiedykolwiek słyszałem.
Moją melodię.
Myślałem, że już nie mogę być bardziej stracony. Prawdopodobnie spadałem w czarną otchłań, bo Harry otworzył usta i ochrypłym głosem zaśpiewał pierwsze słowa.
- Settle down with me. Cover me up, cuddle me in. Lie down with me, yeah, and hold me in your arms.
Serce biło mi w nienaturalnie wręcz szybkim rytmie, chcąc uciec z piersi i doskoczyć do Harry’ego, do swojego właściciela. Nie interesowali mnie w tamtej chwili inni oglądający ten występ; niepewnie wstałem ze swojego dotychczasowego miejsca i zacząłem iść w kierunku sceny, w kierunku Harry’ego.
- And your heart’s against my chest, your lips pressed to my neck… - Jego głos był cudownie niski, ochrypły, głęboki i… tak… cholernie… uzależniający… Odbijał się od ścian pomieszczenia, czarując już nie tylko mnie, ale także wszystkich innych obecnych w kawiarni. Jednak oni się nie liczyli, bo Harry patrzył tylko w moje oczy, przekazując spojrzeniem więcej niż słowami. – I’m falling for your eyes but they don’t know me yet. And with a feeling I’ll forget I’m in love now.
Poczułem łzy zbierające się w kącikach oczu, grożące spłynięciem po policzkach. Nie wzruszyłem się; po prostu nagle zrozumiałem, że ten chłopak, z lokami, stojący na scenie, czuje to samo co ja. Że gdzieś niedaleko jest dla nas szansa, wystarczy tylko ją uchwycić i wykorzystać.
- Kiss me like you wanna be loved, you wanna be loved, you wanna be loved. This feels like falling in love, falling in love, falling in love.
Dotarłem do rzędu ustawionych blisko siebie krzeseł. Harry uśmiechnął się ponad mikrofonem i puścił mi oczko, nakłaniając do dołączenia na scenie. Bez wahania zacząłem przedzierać się przez labirynt, aby na jego końcu dotrzeć do miłości.
- Settle down with me and I’ll be your safety, you’ll be my gentleman*. I was made to keep your body warm but I’m cold as the wind blows so hold me in your arms…
Słowa mojego wiersza. Użył słów mojego wiersza w swojej piosence, nieświadomie łącząc nas w niej i sprawiając, że pokochałem go jeszcze bardziej. Wraz z kolejnymi wersami piosenki znajdowałem się bliżej niego, tłum ustępował moim krokom, pomagając mi dojść do niego. Każdy pojedynczy wyraz głęboko wtapiał się w każdą cząstkę mojego ciała.
Wszedłem na scenę, patrząc jedynie na Harry’ego oraz usta poruszające się w takt słów. Zwilżyłem własne językiem, pozwalając jednej łzie na spłynięcie po policzku. Tekst urwał się, muzyka jednak nie przestawała rozbrzmiewać. Odsunąłem stojak z mikrofonem, w transie przysuwając się bliżej. W jednym momencie muzyka także przestała być słyszalna, za to natychmiast rozległy się gromkie brawa, ale nie słyszałem ich; patrzyłem w oczy Harry’emu, ciesząc się bliskością i obecnością chłopaka.
- Dziękuję – wyszeptałem cicho, biorąc go w ramiona. Zatopiłem twarz w jego szyi. – Dziękuję.
Położył dłoń na moich plecach, gitara gdzieś zniknęła, brawa nadal nie milkły.
- Spójrz w górę, Lou – poprosił słodko, głaszcząc jednocześnie mój policzek. Bez wahania wykonałem jego prośbę i dostrzegłem zawieszoną nad nami jemiołę. Przygryzłem wargę; każdy wiedział co oznaczało stanie po jemiołą.
- Wszyscy się patrzą… - mruknąłem niepewnie, choć wszystko w moim ciele krzyczało o jak najszybszy kontakt naszych ust. Chociażby niewielki.
- Nie myśl o nich, Loueh – szepnął tuż przy moich ustach. – Pomyśl o mnie, okej?
- Mhm.
Posłał mi ostatni uśmiech, który zarejestrowałem; przymknąłem powieki wraz z pierwszym muśnięciem warg. Zadrżałem kiedy objął dłonią mój policzek, w całkowicie niewinnym geście, przyciągając mnie bliżej siebie. W tamtej chwili zapomniałem o tłumie bijącym brawo za występ Harry’ego: liczyły się tylko ciepłe usta delikatnie poruszające się w idealnej synchronizacji z moimi własnymi. Nie był to żaden namiętny pocałunek, ale nieśmiała pieszczota mająca na celu powolne poznanie się. Czułem ciepły oddech Harry’ego na języku, jednak nie odważyłem się wysunąć go odrobinkę dalej, na spotkanie z jego. Na to przyjdzie czas później.
Chłopak oderwał się ode mnie, wcześniej składając kilka ciepłych pojedynczych buziaków na ustach. Oblizał się, puszczając mi oczko; splótł razem nasze palce i w towarzystwie gromkich braw zeszliśmy ze sceny. Byłem zbyt otumaniony naszym pocałunkiem, aby odpowiadać na jakiekolwiek bodźce ze świata zewnętrznego i szedłem jak piesek na smyczy za swoim panem, który mnie prowadził. Potknąłem się o krzesło, co Harry skwitował czułym śmiechem, pomagając mi dojść w jednym kawałku do naszego stolika.
- Zaczekaj tu minutkę, pójdę po coś dobrego – powiedział do mojego ucha, całując delikatnie jego płatek.
- Ale nie pójdziesz znowu czegoś zaśpiewać? – I przy okazji wprawić moje serce w palpitacje, zmienić mózg w papkę oraz sprawić, że pokocham cię jeszcze bardziej?
- Nie, obiecuję – zaśmiał się, mierzwiąc mi w czułym geście włosy. – Mogę dać ci później prywatny pokaz mojego talentu, jednego z licznych, oczywiście – dodał bardziej ochrypłym głosem, zwiastującym czekającą nas rozkosz i zapomnienie. Przygryzłem wargę, powstrzymując się w ten sposób od wydania niezbyt męskiego jęku na obraz pojawiający się w mojej głowie. – Ale to później, okej? – szepnął kokieteryjne, przygryzł płatek ucha i oddalił się w stronę lady.
Opadłem na kanapę przy stoliku, biorąc kilka głębokich wdechów. To było nie do pomyślenia – to co Harry wyprawiał ze mną, z ciałem, z umysłem, ze wszystkim. Do diabła, czułem jak w mojej bieliźnie jest coraz mniej miejsca. Potarłem kark i opanowałem jakoś reakcję na chłopaka, wyobrażając sobie w głowie obraz Nialla w kostiumie krasnoluda.
Wiedziałem, że Harry robił to specjalnie - doprowadzał mnie do szaleństwa. Trudno było inaczej zinterpretować błysk w jego oczach, gdy niechcący kładł dłonie na mojej pupie, ściskał ją czy też przebiegał palcami przez włosy. Problem polegał na tym, że nie miałem absolutnie nic przeciwko temu; w końcu, jakby nie było, dwa razy sam się zaspokajałem, krzycząc w euforii jego imię i wyobrażając sobie dłonie chłopaka, zaborczo ściskającego jądra i słodko mnie ssącego…
Gorący rumieniec wpłynął mi na policzki, poczułem rosnące ciśnienie w dolny partiach. Nie powinienem myśleć o takich rzeczach, szczególnie, że moje spodnie i tak były dość ciasne bez dodatkowego podniecenia. Poza tym… Harry nie zasługiwał na takie myślenie; to było złe, wyobrażać sobie jak… jak się kochamy, nie fair w stosunku do niego.
- Bardzo proszę – rozległ się jego głos nad moim uchem. Uśmiechnąłem się mimowolnie. – Mam dla ciebie pyszne ciastko czekoladowe i kawę z cynamonem. Mam nadzieję, że lubisz…? – spytał, siadając obok mnie. Postawił na stoliku wymienione wcześniej słodkości i objął mnie wolnym ramieniem. Znów policzki przybrały idiotyczny czerwony kolor.
- Jeszcze nigdy nie piłem – wyznałem, sięgając po parujący kubek. Na scenę weszła właśnie jakaś dziewczyna i poprawiła mikrofon, zniżając stojak do swojego wzrostu.
- Moja ulubiona – powiedział Harry, pocierając w opiekuńczym geście moje ramię. Przygryzłem wargę. – Lepsza jest z bitą śmietaną, ale ją wykorzystamy do czegoś innego – dodał ciszej, owiewając ciepłym oddechem mój policzek. Poczułem dreszcz wzdłuż kręgosłupa na oczywiste, i całkowicie erotyczne, wykorzystanie bitej śmietany, ale nie pozwoliłem wizji przejąć umysłu. Nie teraz, w każdym bądź razie.
- Um… - bąknąłem, jeszcze bardziej się rumieniąc. Policzki miałem tak gorące, że można by było usmażyć na nich jajecznicę. Cholera, cholera, cholera. – Tak, cóż, ten pomysł jest… pomysłem – stwierdziłem elokwentnie, jak na studenta filologii angielskiej przystało.
Harry zachichotał i sięgnął po swój kubek, upijając łyka. Płyn osiadł na jego wargach, sprawiając, że miałem ochotę zlizać go z tych cudownych ust, jednak w ostatniej chwili powstrzymałem się, kładąc głowę na ramieniu chłopaka.
- Dobrze śpiewa, prawda? – zapytał Harry, przekręcając twarz w moim kierunku. Siedzieliśmy tak od dłuższego czasu, słuchając kolejnych wykonawców, po prostu ciesząc się swoim towarzystwem. To była jedna z tych chwil, które zostaną w pamięci na bardzo długi czas.
- Nie tak dobrze jak ty – mruknąłem, wtulając się w bok Harry’ego. Czułem, że właśnie tam jest moje miejsce.
- Schlebiasz mi – odparł ze śmiechem, całując czubek mojej głowy. Westchnąłem, tonąc w jego objęciach. Po raz pierwszy mogłem sobie na to pozwolić i już to pokochałem – ba! – uzależniłem się od tego; od słodkiego zapachu chłopaka, od ciepłych dłoni, miętowego oddechu przy policzku, opiekuńczych gestów, loczków, zielonych oczu. – Ale nie mam nic przeciwko – dodał, wzdychając przy moich włosach.
- Wiesz, że nie musiałeś… - zacząłem cicho, biorąc ze stolika kawę, która, jakimś cudem, jeszcze nie ostygła. – Naprawdę wystarczyło, że posłu…
- Oczywiście, że musiałem – parsknął z pretensją w głosie, patrząc na mnie krzywo. – Louis, chciałem, żebyś poczuł się wyjątkowo.
- Poczułem się wyjątkowo – sprostowałem.
- No właśnie – przytaknął Harry, zabierając ze stolika talerzyk z moim ciastem i nabrał kawałek na widelczyk. – Teraz poczujesz się jeszcze bardziej. Otwórz buźkę, grzeczny chłopczyku – polecił, wyciągając dłoń, w której trzymał sztuciec z apetycznie wyglądającym ciastem.
Prawdopodobnie słowa „grzeczny chłopczyk” nie powinny skojarzyć mi się tak jak to zrobiły, ale w końcu już od paru dni moje myśli dryfowały w tym właśnie kierunku – znaczy niegrzecznych i całkowicie erotycznych fantazji. Ciekawe gdzie podziała się moja cholerna pruderyjność kiedy jest tak potrzebna.
Potulnie otworzyłem usta. Harry uśmiechnął się rozbrajająco i w nagrodę wsunął w nie widelczyk z ciastem. Przymknąłem oczy, gdy bogaty czekoladowy smak rozlał się po moim języku; miał rację – to ciasto było grzesznie pyszne.
- Smakuje ci? – upewnił się chłopak, nabierając kolejną porcję na widelczyk. Energicznie pokiwałem głową, sprawiając, że kosmyki grzywki wpadły mi do oczu. Odgarnąłem je niecierpliwym gestem, znów otwierając usta w oczekiwaniu na ciasto. Harry zachichotał, przysuwając kawałeczek bliżej mojej buzi. – Jesteś słodki, wiesz? Z otwartymi ustami, które tylko czekają… - urwał, przygryzając wargę i pozwolił mi samemu domyśleć się końca tego zdania. Oblizałem wargi, z wdzięcznością i pomrukiem aprobaty przyjmując kolejny przepyszny kawałeczek masy.
- Mniam – podsumowałem, uśmiechając się szeroko. Harry posłał mi figlarne spojrzenie i zamiast znów skierować widelczyk w moją stronę, wziął kawałek ciasta do ust, przysuwając się bliżej mnie. Nie, on wcale nie chce tego zrobić, on tego nie zrobi, lalalalala.
Zrobił.
Najpierw nachylił się nad moją twarzą, a następnie trącił nosem szczękę. Rozchyliłem usta, nie panując nad reakcjami ciała, oczekując na inwazję. Niemalże od razu poczułem wślizgujący się do wnętrza mokry i ruchliwy język, który sprawnie umieścił kawałeczek ciasta na moim własnym, a potem przebiegł jeszcze po zębach zanim całkowicie się wycofał. W tym samym czasie Harry ścisnął dłońmi moje udo, pocierając szew spodni w tamtym miejscu. Zadrżałem i niemalże przyciągnąłem go do głębokiego pocałunku, ale w ostatniej chwili wycofał się ostatecznie, siadając w bezpiecznej odległości.
Oboje wiedzieliśmy, że był to zły pomysł, bo nagle zapragnąłem zniwelować te przestrzeń między nami, zgarnąć Harry’ego w uścisk i pocałować tak jak należy. Chłopak prawdopodobnie myślał o tym samym, bo oblizał usta, a źrenice powiększyły się, patrząc wprost na moje wargi.
- Seksownie – podsumował Harry, wracając na poprzednie miejsce. Objął mnie znowu, tym razem decydując się na karmienie mnie sztućcami, a nie własnymi ustami.
Obejrzeliśmy występy do końca. Niektóre były lepsze, niektóre gorsze, jednak ja całą swoją uwagę skupiałem na Harrym oraz jego przyjemnymi i kokieteryjnymi gestami – od delikatnego muśnięcia ręką ramienia, po dociśnięcie warg do kącika ust. Niemalże tonąłem w tych wszystkich uczuciach nagromadzonych w niewielkich czynach. Był niemożliwie słodki.
- Chyba czas już iść – oznajmił po dłuższym czasie kiedy kawiarnia wyludniła się, a obsługa zaczynała sprzątać wnętrze.
Coś ukuło mnie w serce. Koniec naszej randki.
Nie chciałem, żeby się skończyła. Pragnąłem, aby trwała, i trwała, i trwała. Niestety, nic nie trwa wiecznie, nawet niesamowita randka z Harrym. Westchnąłem, wstając ze swojego wygodnego miejsca; chłopak uczynił to samo i pierwszy sięgnął po mój płaszcz, pomagając mi w jego założeniu. Z rumieńcem przyjąłem okrycie, zarzucając je na ramiona. W odruchu sięgnąłem po dłoń Harry’ego, splatając nasze palce razem. Dostrzegłem cień uśmiechu, który wstąpił na jego wargi kiedy to zrobiłem, co uznałem za dobry objaw.
Ruszyliśmy do wyjścia w ciszy, każdy pogrążony w własnych myślach. Jednak przed samymi drzwiami Harry zatrzymał się i niespodziewanie objął mnie w talii, puszczając oczko. Uniósł do góry rękę, więc podążyłem za nią wzrokiem – trzymał teraz nad nami gałązkę jemioły.
- Och – bąknąłem, gdy zaczął się nade mną nachylać. – Już…
- Dwa razy nigdy nie zaszkodzi – wyszeptał tuż przy moich wargach, muskając je ciepłym oddechem. – A teraz nikt nie patrzy i…
Przerwałem mu, dociskając usta do jego własnych, które wygięły się w uśmiechu. Mocniej przyciągnął mnie do siebie; wsunąłem dłonie pod płaszcz chłopaka, zaciskając palce na materiale koszuli. Przechyliłem nieznacznie głowę, pragnąc jeszcze głębszego dostępu do ust Harry’ego.
Odpowiedział na pieszczotę, pogłębiając pocałunek. Mogłem poczuć na języku jego ciepły oddech, jednak nie chciałem na razie wsuwać go dalej. Na to… Na to przyjdzie czas.
Złożył kilka słodkich, mokrych buziaków, zanim odsunął się z głośnym mlaśnięciem i szerokim uśmiechem. Miał zarumienione policzki oraz błyszczące oczy, a wolną dłonią kurczowo przyciskał mnie do swojego ciała. Uśmiechnąłem się nieśmiało, czerwony na twarzy niczym piwonia.
- To była najcudowniejsza randka, wiesz? – spytał, głaszcząc mój policzek. – Dziękuje, Loueh.
- To je dziękuję, Harre… Harry – poprawiłem się. Nie chciałem, aby na razie dowiadywał się jak nazywałem go w myślach.
- Proszę bardzo – powiedział miękko, całując mnie w policzek. – Było cudownie.
Przeciągałem moment pożegnania najbardziej jak umiałem. Teraz, po dwóch niesamowitych pocałunkach i całkowitym utwierdzeniu w tym, że naprawdę kocham tego chłopaka, nie chciałem już go opuszczać. Powoli szliśmy w kierunku samochodu; śnieg wpadał mi na twarz, a mróz szczypał policzki, ale ciepło Harry’ego, jego dłoń obejmująca moją, wynagradzało wszystko.
Miłość. Po prostu miłość.
- Och – usłyszałem głos Harry’ego; chłopak gwałtownie przystanął i wpatrywał się przed siebie z głupim uśmieszkiem na ustach. – Wygląda na to, że… cóż, moje auto zakopało się w śniegu – sprostował, podchodząc bliżej pojazdu.
Sam musiałem się uśmiechnąć – samochód rzeczywiście „zatonął” w białym puchu, spod którego ledwo było cokolwiek widać. A, cóż, miałem…
- Masz dość daleko do siebie – dokończył moją myśl Harry, patrząc na mnie w ten niesamowity, jednoznaczny sposób. – Ja mam bliżej, więc… uch, może chciałbyś się wybrać do mnie?
Och. Nie spodziewałem się tego. Ale… Miałbym pójść do jego domu? Matko, przecież… Wizje nas, w łóżku, namiętnie kochających się, spoconych i tak cholernie spragnionych siebie objęły w posiadanie mój umysł. Poczułem miły uścisk w podbrzuszu na samą myśl o tym. Harry prowokował mnie od kiedy tylko usiadł przy naszym stoliku w kawiarni, więc, o dziwo, nie miałbym nic przeciwko gdyby… gdyby teraz pomógł mi pozbyć się napięcia nagromadzonego w tamtym czasie.
- Ja… - zacząłem, wściekle się rumieniąc. – Nie sądzę…
- Proszę, Louis – nalegał, całując moje policzki. Zachichotałem. – Zrobię nam pyszną kolację. Znaczy, jeśli jesteś głodny. Możemy pooglądać jakieś filmy, pogadać, pograć w gry albo… albo…
Przygryzłem wargę, nachylając się bliżej w przypływie nagłej odwagi, i wyszeptałem mu wprost do ucha:
- Albo kochać się? W twoim łóżku?
- Och, Boże, tak – jęknął, owiewając gorącym oddechem mój policzek.
Uśmiechnąłem się. Czasami odwaga była dobrym posunięciem, bo w efekcie mogłem usłyszeć ten cudowny, ochrypły głos, który także chciał tego co ja. Pocałowałem Harry’ego w zmarznięty czubek nosa, pociągając go w stronę wyjścia z parkingu.
- W takim razie prowadź.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz