niedziela, 23 lutego 2014

-Jeśli było coś, co Zayn zarówno kochał i nienawidził w tym samym czasie w pałacu, była to jadalnia. Zawsze uważał, że jest szczęściarzem, że może zaszczyt bycia w obecności Króla i Królowej z ich jedynym synem Louisem – i kochał oglądać oraz słuchać rodziny królewskiej zaangażowanej w normalne rozmowy. To, czego Zayn nienawidził w tych normalnych rozmowach było to, że nie mógł się powstrzymać przed wyczuwaniem napięcia między tą trójką, coś, do czego udało mu się przyzwyczaić, zwłaszcza, gdy chodziło o Louisa i o niego.

- Więc, pan Grimshaw powiedział mi wczoraj, że nie zrobiłeś żadnego z zadań, które ci zalecił Louis. Jak to wyjaśnisz?

Król odłożył widelec, odsuwając od siebie talerz i unosząc łokcie, studiując reakcje syna. Królowa wzięła mały kęs z talerza, a potem spojrzała na Zayna.

Zayn zesztywniał, a następnie patrzył prosto przed siebie, odpowiadając z szacunkiem zamiast Louisa, któremu przez większość czasu nie udało się odpowiedzieć.

- Dlaczego, ze wszystkich ludzi zatrudniasz właśnie jego? Jest arogancki i myśli, że jest najmądrzejszą osobą na całym świecie – zripostował Louis, a Zayn oddychał głęboko. Odpowiedź nie była zaskoczeniem, więc Zayn wciąż miał nadzieję, że on będzie przynajmniej próbował być nieco milszy. – I wiecie jak bardzo nienawidzę opiekunów, nauczycieli i wszystkich tych ludzi, którzy nauczają to szkolne gówno! Dlaczego po prostu nie możecie pozwolić mi chodzić do szkoły?

Zayn starał się nie kręcić głową, chociaż Król i Królowa zrobili to za niego z tego samego powodu – Jego Królewska Mość znowu przeklinał.

- Louis, synu. Myślałem, że już umówiliśmy to, że nie powinieneś tutaj przeklinać. Nawet przed bramą. Twój ojciec i ja nigdy nie przeklinaliśmy, podczas wychowania ciebie.

Zmarszczyła brwi w kierunku Louisa, za którym stał Zayn nie zdolny zauważyć odpowiedzi chłopaka.

- To jest przyczyna, dlaczego nigdy nie poślemy cię do szkoły. Spójrz na swoją postawę. Myślisz, że pozwolimy naszym ludziom usłyszeć takie słownictwo jak twoje?

- To jest wasz problem. Dbacie tylko o to, co ludzie o was myślą, ale co ze mną? Co z tym, czego chcę?

- Nie chodzi tylko o to, co ludzie myślą Louis. Chcemy cię chronić, jesteś naszym jedynym synem. Dlaczego nie możesz tego zrozumieć? Chcemy cię chronić tak tylko jak możemy. Wiemy, jakie są dzieci w dzisiejszych czasach i jak mogą wpłynąć na ciebie. – Królowa podniosła głos.

- A czy ktoś z was, kiedykolwiek, kiedykolwiek chodził do szkoły? - Król drgnął. Zayn zobaczył to jak Królowa otworzyła swoje usta, ale nie wypowiedziała ani słowa. - Widzicie? Żaden z was tam nie był. I mówicie mi, jak bardzo niebezpiecznie jest w szkole oraz to, że będę pod wpływem ludzi, gdzie jest sam fakt, że nie wiecie o tym nic! – Louis uderzył pięścią w stół, odsuwając swoje krzesło z daleka. Zayn podszedł naprzód, żeby mu pomóc.

- LOUISIE WILLIAMIE TOMLINSON! Zostań, gdzie jesteś! – Ryknął Król. Zayn prawie podskoczył w szoku, podczas gdy Louis zatrzymał się w połowie drogi i ponownie usiadł. – Nie będę tolerował twojej postawy w obecności twojej matki. Nie masz wstydu? Jesteś Księciem i ludzie oczekują od ciebie tego, żebyś się zachowywał jak na niego przystało. Nie słyszałeś, co mówiła twoja matka? Chcemy cię chronić, czy to zbyt trudne do zrozumienia?

- Nie potrzebuje ochrony! Chcę żyć poza pałacem! A poza tym, Zayn się mną zaopiekuje, jeśli pójdę do szkoły, prawda Z?

Oczy Zayna i Louisa w końcu się spotkały. Louis przekrzywił głowę, czekając na odpowiedź. To była ta część, w której Zayn chciał uciec. Patrzyli się na siebie trochę dłużej, a gdy Zayn chciał powiedzieć coś fajnego w stylu ‘kiedykolwiek mnie potrzebujesz, Wasza Wysokość’, kiedy przerwał im król.

- Nie oczekuj tego, że wszyscy podążą za tobą gdziekolwiek pójdziesz Louis. Zayn może zostać przeszkolony zarówno na lokaja i ochroniarza, ale to nie znaczy, że wciągniesz go do swoich psot, jak to, co robiłeś z ostatnimi kamerdynerami. – Zayn napotkał oczy króla, co wysyłało dreszcze wzdłuż jego kręgosłupa. – Nie pozwolę ci na ponowne narażenie życia ludzkiego – powiedział stanowczo.

- Och, więc teraz wszystko to moja wina? Czy to jest to, co zawsze widzisz? Mówiłem, że to nie jest moja wina! Ja nie jestem tym, który podłożył ogień na bankiecie, to był wypadek! Albo mówisz o koniach? Tylko bawiłem się z nimi. Po pierwsze nie wiedziałem, że jeśli otworzę jedną bramę wyjdzie dwadzieścia koni, a przede wszystkim nie chciałem zbić korony Królo…

- Wystarczy! Nie chcę słuchać, żadnej z tych wymówek Louis! Byłeś tam, gdzie to wszystko się stało. Nic nie zmieni się w rutynie twojego życia, dopóki nie nauczysz się swoich lekcji.

- Ale…

- Powiedziałem wystarczy.

- Cholera! – Louis ponownie uderzył pięścią w stół i uciekł z dala od tego pokoju.

- Wasza Wysokość… - mruknął Zayn, śledząc Louisa opuszczającego ten pokój. Westchnął, kłaniając się dwójce osób, które zostały w pokoju i wyszedł z pokoju.

- Zayn.

Zatrzymał się w połowie drogi, a potem niechętnie odwrócił się widząc jak Król i Królowa patrzą prosto na niego. Jego serce szybko biło a on poczuł jak pozbywa się tlenu. Był po prostu tam, stojąc sam i wpatrywał się w to, co wydawało się jak godzina, przy czym minęła dopiero minuta.

Wreszcie Król odetchnął głęboko.

- Przepraszam za zachowanie mojego syna. On po prostu… - zatrzymał się na chwilę, przygryzając dolną wargę. – Ponownie zachowuje się niedojrzale.

Król potarł dłońmi twarz, jakby ścierając całą frustrację. Zayn przyglądał się Królowej, która trzymała rękę męża, szepcząc wielokrotnie, że ‘wszystko będzie dobrze’.

Król spojrzał na niego, teraz jakby łagodniejszym wzrokiem z odrobiną cienia uśmiechu na twarzy.

- Proszę cię o cierpliwość do niego Zayn. Jesteś zdecydowanie jednym, który nie pokazuje żadnych oznak rezygnacji odkąd tu jesteś – powiedział, a Królowa uśmiechnęła się do niego.

Poczucie winy zalało jego umysł. Mógł nawet usłyszeć głos Harry’ego przypominający mu o zaufaniu Króla i Królowej.

- Nie musisz się o nic martwić Wasza Wysokość – powiedział Zayn, kłaniając się.

Mógł poczuć jak pali go krew, jakby jego ciało nie chciało uwierzyć, co właśnie powiedział. Co jeśli oni wiedzieli, że nie był tego rodzaju opiekunem, za jakiego go uważali?

- Wiemy, że możemy zawsze na ciebie liczyć Zayn – powiedziała cicho Królowa, po czym Zayn opuścił jadalnie.

Obraz ich uśmiechając się życzliwie do niego sprawił, że chciał spakować swoje manatki i od razu uciec. Teraz, gdy rzeczy nie były jeszcze tak skomplikowane i gdy wiedział, że wciąż może zapomnieć o wszystkim, co zdarzyło się pomiędzy nim, a Louisem.

Ale obraz uśmiechającego się Louisa, dźwięk jego głosu i jego dotyk będzie odtwarzać i Zayn wiedział, że był daleko od odejścia.

XXX

- Znowu się spóźniłeś – powiedział Pan Nick Grimshaw, patrząc na Louisa, gdy ten otworzył drzwi. Swoją długą, drewnianą linijką wskazał w kierunku Zayna. – A ty? Nie powinieneś przyprowadzić go tutaj na czas, co?

- Jestem tak…

- Nie dziwie mu się – przerwał mu Louis, odpychając linijkę z dala od jego twarzy. – Po prostu nie chcę przychodzić to tej gównianej klasy z tobą w środku.

- Jesteś niewdzięcznym człowiekiem, nie masz pojęcia, co tracisz. – Zmrużył oczy zwracając się do Louisa. – Wiele osób chce znaleźć się na tym samym poziomie edukacji, co ty, nie wy…

- Na miłość boską! Zatrzymaj te bzdury dla siebie dobrze? Sprawiasz, że to brzmi jakby mnie to obchodziło.

Louis odwrócił się do Nicka, który wciąż był przy drzwiach, oczywiście zniszczonych od trzaskania. – Czy możemy to skończyć, żebym miał chwilę spokoju? – Powiedział unosząc brwi.

Zayn był o krok od wejścia do pokoju, gdy poczuł piekący ból w klatce piersiowej. Spojrzał w dół: to była linijka Nicka.

- Zdecydowałem, że nie dołączysz do nas Panie Malik. Louis jest bardzo rozproszony, gdy jesteś w pobliżu. – Nick otworzył szeroko oczy patrząc na Zayna, jakby chciał przekazać jakąś wiadomość, Zayn nie załapał jej, albo może bardziej nie chciał tego. Przyznał, że Louis jest trochę dziecinny, kiedy jest w pobliżu, ale mówienie o Zaynie, jako ‘rozpraszaczu’ to było trochę za dużo.

- Co? Zayn jest moim lokajem – ma być ze mną 24/7. Nie możesz kazać mu wyjść. Pozwól mu zostać kutasie.

Nick otworzył swoje usta, patrząc na niego i Louisa z trzy razy. Potem pochylił się bliżej do Zayna, szepcąc:

- Jeśli chcesz być dobrym lokajem Panie Malik, radzę opuścić ten pokoju. Chcesz, żeby Książę się uczył prawda?

Zayn odwrócił twarz. Szczerze mówiąc, nigdy nie lubił tej osoby. Zgadza się z Louisem, jeśli chodzi o jego postawę, a to jak usłyszał rzeczy, które mówił Louis sprawiły, że Zayn chciał uderzyć Nicka w twarz.

Ale on miał rację. I wyraźnie Zayn nie chciał być zbyt oczywisty z byciem zbyt blisko z Louisem, a to mogłoby wywołać pewne pytania o to, co dzieje się pomiędzy tą dwójką.

Spojrzał na Louisa, a jego oczy prosiły o to, by go nie zostawiał. Jeśli tylko Nick nie obserwowałby go tak uważnie, poruszyłby ustami i przeprosił, żeby Louis wiedział, że robi to dla jego dobra i chciałby być koło niego gdziekolwiek.

Zayn cofnął się. Uśmiech Nicka pokazywał jego zwycięstwo, gdy powoli zamykał drzwi, a Zayn nie mógł zaprzeczyć temu ciężkiemu uczuciu w jego brzuchu, gdy zobaczył, że Louis odwraca się od niego z rozczarowaniem na twarzy.

XXX

Zayn zajął się innymi obowiązkami, gdy czekał aż Louis skończy zajęcia. Udało mu się zanieść brudne ubrania Louisa do pralni i przynieść czyste. Zmienił pościel Louisa i przyniósł dwie nowe kołdry, które były jego ulubionymi, w przypadku gdyby został zaatakowany przez swoje uzależnienie w środku nocy. Zayn przygotował kąpiel, a nawet ćwiczył, co powie do Louisa ‘Mam przygotowaną dla ciebie kąpiel, więc możesz się rozluźnić i zapomnieć o wszystkim’ i on dowcipkowałby w jego imieniu bez zawahania. Zayn był pewny, że to może wywołać uśmiech Louisa.

On zawsze chciał widzieć uśmiech Jego Królewskiej Mości.

XXX

Przyszedł dokładnie w tym samym czasie, gdy Nick wychodził z pokoju. Wymienili znaczące spojrzenia, ale żaden z nich nic nie powiedział. Zayn skłonił się z szacunkiem, czymś, czego nienawidził robić, gdy nie szanował człowieka takiego jak Nick. Spojrzał w głąb pokoju, czekając aż Louis wyjdzie z pomieszczenia. Gdy tego nie zrobił, Zayn uchylił drzwi.

Karmazynowe niebo odbijało się w pokoju, a potem zobaczył, że Louis siedział na jednym ze stołów, twarzą do okna, plecami do Zayna.

- Wasza Wysokość…

- Co ty tutaj robisz? – Powiedział Louis, nie spoglądając w jego stronę. Zayn zakładał, że chłopak wciąż był zły na niego, za to, co zrobił. – Zostaw mnie samego.

- Myślałem, że mam być tobą 24/7.

- Yeah, to jest to, co powiedziałem, ale nie to, co zrobiłeś – zaprotestował Louis. Zayn podszedł bliżej do niego, ale upewnił się, że Louis tego nie zauważył. – Nie mogę uwierzyć, że zrobiłeś to, co powiedział ci ten kutas. Myślałem, że oboje go nienawidzimy, ale okazuje się, że jesteś po jego stronie.

- Nie jestem po jego stronie, wiesz o tym. Właściwie nie chciałem żeby nabrał jakiś podejrzeń.

- Masz przez cały czas tą paranoje Z. To nie tak, że gdy jesteśmy razem ludzie będą wiedzieć, że prawie mnie pieprzyłeś – westchnął Louis.

- Przepraszam. Naprawdę chciałem zostać, wiesz o tym. – Zayn zrobił kolejny krok do przodu, tak, że teraz był za plecami Louisa, który odwrócił głowę w jego stronę, patrząc na Zayna patrząc w kąciki jego oczu. – Naprawdę mi przykro.

Louis nie ruszył się, ani nic nie powiedział. Zayn nic nie zrobił. Obydwoje patrzyli jak słońce chowa się za budynkami, które rozciągały się przed nimi i jak ciemność powoli zalewa miasto, do czasu, gdy pochłonie słońce, w którym stali.

Zayn mógł tylko zobaczyć sylwetkę Louisa, jego potargane włosy i jego drobne, chude ciało.

- Chodź tutaj – powiedział Louis.

A Zayn nie myślał dwa razy, tylko obszedł stół dopóki nie zobaczył Louisa. Nie mógł się powstrzymać przed podziwianiem niebieskich oczu chłopaka, tak jasnych, że nawet w ciemności na jego policzki padały cienie, podkreślające jego twarz. Zayn podszedł bliżej, zanim nie znalazł się między nogami Louisa, który opierał się o krawędź stołu.

- Nie jestem przyzwyczajony do twojego samotnego oblicza Lou.

Louis spojrzał w dół, marszcząc nos starając się ukryć uśmiech, a Zayn nie mógł powstrzymać się przed podziwianiem tego. Chciał zatrzymać ten obrazek Louisa – sposób, w jaki Louis uśmiechałby się z jego powodu.

- To twoja wina Z.

Louis wydął wargi, a Zayn uśmiechnął się szerzej.

- Przygotowałem dla ciebie kąpiel. I jest nowy zestaw herbat, wiem, że ci się spodoba.

Louis pokręcił głową.

- To słodkie. Ale chcę czegoś innego – powiedział Louis. Jego ręce bawiły się końcówkami płaszcza Zayna. Zayn chciałby, żeby nie zmierzało to do tego, o czym myśli.

Palce Louisa przeniosły się na guziki, patrząc na Zayna, gdy odpinał każdy z nich. Okej, więc może wie gdzie to zmierza.

- Powiedziałeś, że nie jesteś przyzwyczajony do tego, że jestem smutny prawda? – Zapytał Louis, pochylając swoje usta tak, że dotykały prawego ucha Zayna. – Musisz mnie uszczęśliwić Z. Musisz zrobić to, co chcę, żebyś zrobił…

Zayn przełknął ślinę z trudem. Zamknął na chwilę oczy. Wspomniał ostrzeżenie Harry’ego i Króla i Królową – oni mu ufali. Mógł odmówić, ale wtedy oznaczałoby, że widziałby zniechęcony wyraz twarzy Louisa a Zayn nie chciał widzieć tego ponownie.

Otworzył oczy, a Louis był już uśmiechnięty, jakby znał odpowiedź. Cóż, może znał. Bo następną rzeczą, którą wiedział było to, że ich usta zderzyły się. Miał zamknięte oczy, a ręce trzymał na twarzy Louisa, przyciągając go bliżej, pogłębiając pocałunek. Louis otworzył usta, pozwalając na to, aby język Zayna całkowicie go zdominował.

Louis zablokował jego nadgarstki za jego ciałem, jego ręce przebiegły wzdłuż włosów Zayna ściskając jego ramię. Zayn wiedział, że moment, w którym ich ciała złączyły się, nie było sensu się już kontrolować. Odsunął się z jękiem, podczas gdy Louis zaczerpnął powietrza, gdy Zayn niecierpliwie odpiął swoje guziki.

Ich nagie piersi spotkały się ponownie, podobnie jak usta. Zayn ugryzł dolną wargę Louisa. Chciał ssać każdy centymetr skóry na karku Louisa, ale wciąż miał trochę zdrowego rozsądku, bo ktoś mógłby to zobaczyć, więc opuścił głowę na obojczyk Louisa, gryząc go i liżąc w kółko.

Ręce Louisa znalazły się na jego plecach, drapiąc za każdym razem, gdy ugryzł go mocniej, a z ust Louisa uciekał słodki dźwięk. Przycisnął swoje ciało bliżej do Zayna, czując twardość pod spodniami Zayna.

- Czego chcesz Lou? – Wyszeptał Zayn przy uchu, gdy Louis leżał na stole, a ich piersi falowały. – Powiedz mi…

- Ciebie. Chce ciebie. – Jego głos był tak niski. – Z, proszę pieprz mnie. Spraw żebym zapomniał o tym dzisiejszym gównie - błagał Louis, wyciągając ręce bliżej do Zayna. – Jesteś jedynym, który może to zrobić.

Zayn kiwnął głową, odganiając każdą myśl, która mu przeszkadzała. Tylko tym razem, zrobi to, czego oni chcą.

Wyciągnął pasek i odpiął go, patrząc na Louisa. Książe robił to samo, jego delikatnie palce niezdarnie grzebały się przy swoich spodniach. Zayn złapał Louisa za biodra i pociągnął go na krawędź stołu, gdy jego nogi spoczęły na ramionach Zayna. Pochylił się, aby pocałować Louisa dopóki ten nie wyszeptał:

- Proszę.

Zayn splunął na dłoń, zrobił taka obrzydliwą rzecz przed Księciem, ale myślał, że będzie zastanawiać się nad tym później. Wytarł ręką swojego twardego, pulsującego członka – patrzenie na Louisa gotowego do pieprzenie, złościło go.

Nogi Louisa zesztywniały na jego ramionach.

- O Boże… – Louis wypuścił powietrze, opierając ręce na krawędzi stołu, gdy Zayn powoli przesuwał się do jego wejścia, tłumiąc jego jęki, gdy ciepło mięśni Louisa owinęło się wokół jego członka. Ostrożnie patrzył na Louisa: jego otwarte usta, rozbiegane oczy i niespójne dźwięki wydobywające się z jego ust. Zayn pociągnął za biodra Louisa a potem zanurzył się w nim ponownie, przytłoczony dreszczami na całym ciele.

- Cholera! Jesteś tak ciasny – mruknął Zayn, zaciskając żeby, gdy powoli w niego wchodził. Kiedy Louis zaczął jęczeć, wziął to za sygnał, aby przyspieszyć pchnięcia.

- Tak jest, ach ach tak! Boże! Szybciej. – Louis wyginął się, wijąc się z rozkoszy. – Yeah! Kurwa Zayn. Dawajdawaj

- Kurwa. Tak. Dobrze. Tak. Kurwa. Dobrze – mruczał w dalszym ciągu Zayn. Palce zacisnął na biodrach Louisa. Cisza w pokoju byłą przerywana skrzypieniem biurka, obscenicznymi dźwiękami wydobywającymi się z ich ust i dźwięki ocierania się ich skóry.

- Mocniej Zayn… - stwierdził Zayn, odrzucając głowę w kierunku stołu. Zayn przybliżył się, wchodząc i wychodząc z Louisa szybciej i mocniej. – Och, och cholera! – Krzyczał Louis, gdy Zayn nagle zmienił kąt pchnięć, uderzając w nerwy, które sprawiały, że Louis cały czas wołał jego imię.

Louis spuścił nogi na ziemię, kładąc się na stole i wypinając się kierunku członka Zayna.

- Zayn – krzyknął Louis, spuszczając się na ich piersi. Zayn oparł czoło na ramionach Louisa, przyciągając agresywnie jego biodra, gdy mięśnie Louisa zacisnęły się na jego członku, doprowadzając go do krawędzi. Ugryzł ramię Louisa, gdy w nim dochodził. Zostali tak przez chwilę, łapiąc oddech.

Zayn wpadł w ten stan umysłu, w którym wiedział jak od teraz rzeczy drastycznie się zmienią.

Spojrzał na Louisa, który uśmiechał się szeroko, tak jakby myślał, że robili właśnie coś śmiesznego.

- Z czego się tak cieszysz? – Zapytał Zayn, delikatnie z niego wychodząc. Podał mu dłoń, a Louis przyjął ją, pomagając mu usiąść.

- Mówiłem, że jesteś jedyną osobą, która może sprawić, że zapominam o wszystkim – powiedział Louis, a serce Zayna przyspieszyło, kiedy jego twarz rozciągnęła się w uśmiechu – ten uśmiech Louisa, który był tak szczery i niewinny, a wokół jego oczu pojawiły się zmarszczki, a Zayn wiedział, dlaczego nie mógł po prostu odejść i zostawić wszystkiego, dlaczego pozwolił na zapomnienie tego, o czym wszyscy mówili o Księciu, a nawet o zdradzie zaufania, którym darzyli go Król i Królowa.

To był ten uśmiech Louisa, który zawsze mógł widzieć, tak długo jak będzie jego kamerdynerem.

XXX

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz